Życzenia na Szczodre Gody

img_4456Jeden – dwa
sen i mak
trzy i cztery
miody leję
pięć i sześć
grzyb nie śmierć
siedem – osiem
łusek krocie
dziewięć – dziesięć
kołacz piecz się

zanim kołacz się upiecze…

w sercach ciszy maku ziaren
złota miodu
słodkich dziatek
mocy lasów nieprzebytych
dobrych myśli jezior czystych
darów słów i darów wszelkich światów bliskich i dalekich

niech zimowych niezwykłości
czas pod strzechą Wam zagości
niech przybędą z kręgu skraju
Ci, co na Was tam czekają
dobra życzą i miłości
jeśli gości – swoich gości

zanim kołacz się upiecze
zanim w ziołach szczupak dojdzie
zanim grzybów moc pachnąca
w blasku ognia się rozejdzie
zanim miodu krople ciężkie
w ciemnej głębi się zanurzą
zanim maku smak tajemny
zmysł omami i odurzy
zanim…
zanim…
mrok nastanie…

jeszcze tylko słów tych kilka
na papierze białym skreślę
by tak dobrze Wam się działo
jak dotąd nie działo jeszcze

dziesięć – dziewięć
kołacz piecz się
osiem – siedem
łuski srebrne
sześć pięć cztery
wieczne sfery
trzy dwa jeden…

dar dla Ojców
i dla siebie

 

Autor  Agnieszka Wielgopolan

Archeologia a poszukiwacze

Sam prywatnie mam mieszane uczucia co do tej sprawy, bo z jednej strony prawo polskie jest bardzo surowe że to co pod ziemią należy do Państwa Polskiego, a z drugiej strony nie ma wolności wolnych poszukiwań archeologicznych. Należałoby znaleźć złoty środek oraz poprawić kulturę u amatorskich poszukiwaczy. Bo co złego jest z szukaniem metalowych guzików po II WŚ? Albo tych co szukają resztek żelaznych mieczy po bitwie wojów 1000 lat temu? Nic, jeżeli taka osoba mogłaby się pochwalić znaleziskiem bez kary, że zostanie mu przedmiot bez nagrody odebrany. Zarazem że szuka skarbów w postaci złota, a pomijając lub niszcząc bez żadnej dokumentacji jeszcze cenniejsze przedmioty które mogą skrywać dla naukowców dużo więcej informacji niż złota moneta czy zardzewiały mieczyk.

Dlatego wpieram apel archeologów dotyczących nielegalnej degradacji obiektów historycznych oraz często obiektów które są grobami. A nie wiem czy ktoś z tych ludzi chciałby aby w przyszłości ktoś rozkopywał grób ich rodziców, dziadków w poszukiwaniu paciorków?

Niszczenie kurchanów lub innych miejsc gdzie żyli nasi przodkowie 1000 lat temu to zawsze miejsce na znalezienie potencjalnych dowodów na istnienie bardziej rozwiniętej kulturowo cywilizacji niż przedstawiana jest w książkach. Oraz często mogą zostać znalezione figury związane z wiarą przodków które rozwiązują wiele dyskusji.

Archeologia to ciężki zawód, to nie tylko grzebanie w ziemi, ale zawodowi archeolodzy zamiast tępić poszukiwaczy zabytków powinni wchodzić z nimi współpracę bo często to oszczędzi czas i pieniądze obydwóch stron.

normal_e4d3f_wykopaliska_fot._robert_drayton_geograph.jpg
„Burdel macie w tym swoim archeo” cytat z filmu

Dalej przedstawiam apel Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich Oddział w Warszawie:

Coraz częściej słyszymy taką narrację:
– mamy spór poszukiwacze – archeolodzy
– archeolodzy bronią swej domeny zarobkowej, a nie dobra zabytku czy też dziedzictwa
– archeolodzy to „beton” nie rozumiejący praw obywateli do zajmowania się poszukiwaniami, itp.

Chcielibyśmy pokazać na przykładzie, czym jest nasza troska o zabytki archeologiczne jako depozytu dziedzictwa społecznego, źródła poznania przeszłości minionej i dlaczego spersonalizowane w pewien sposób problemu masowych zniszczeń zabytków archeologicznych i mówienie przy tym o sporze archeolodzy-poszukiwacze według nas nie dotyczy w ogóle problemu.

Archeolodzy opisali zadokumentowany zabytek z nadzieją, że pozostanie on zasobem dziedzictwa wspólnego. Zatem problem dotyka nie archeologów, mnie, kolegi, profesora czy docenta – w efekcie wszyscy pozbawiani jesteśmy dziedzictwa.
Jeśli Ci którzy dokonali dramatycznych jak widać na zdjęciu zniszczeń, nazywają siebie – poszukiwaczami – to doprawdy niewłaściwe gdyż znamy wiele osób poszukujących naszego wspólnego dziedzictwa w zgodzie z prawem i dla pożytku nas wszystkich.

Nie chodzi tu zatem o spór archeolog-poszukiwacz. Raczej o to, że dewastowane są źródła archeologiczne, historyczne ważne i być może jedyne dla poznania przez nas wszystkich historii czy też okresów wcześniejszych i my o tym mówimy w imieniu – społecznym.
Ogłaszanie, że mamy obecnie spór archeolodzy-poszukiwacze wynika z braku zrozumienia zarówno znaczenia badań naukowych (metodami archeologicznymi), celu poznania i wartości źródeł archeologicznych.

Mamy obecnie, według nas, problem masowego niszczenia źródeł archeologicznych, łamania prawa i braku poszanowania dobra wspólnego.
Zdjęcia przedstawiają zniszczenia dokonane przez nielegalnych poszukiwaczy zabytków na cmentarzysku kurhanowym ludności kultury łużyckiej, znajdującym się w południowej części woj. lubuskiego. zdjęcia z lat 2006-2012, zdjęcia LIDAR ukazujące zniszczenia – dołki czy też „wykopki” z 2011 r. Stanowisko monitorowane obecnie przez archeologów i Policję.

Poniżej komentarze:

J. Dziedzic: Te dewastacje to efekt konserwowania komunistycznego ustawodawstwa według którego każdy artefakt znajdujący się w ziemi jest własnością państwa. Gdyby ustawodawstwo było ucywilizowane a odnaleziony artefakt należał do znalazcy i właściciela gruntu z obowiązkiem wykonania dokumentacji, zgłoszenia nadzorowi i prawem pierwokupu przez państwo to nie mówilibyśmy o dewastacjach a nauka by kwitła.

 

Paweł Zawisza: Nie wiem czy śledzicie grupy ,,hobbystyczne” exploratorów chociaż myślę że tak … Sam jestem członkiem takiej grupy mimo że jestem w sumie dektorysta w spoczynku ze względu na pracę i uwierzcie mi że jest bardzo duża grupa ludzi którzy kochają to hobby ale nie ze względu na przypuszczalnie zyski jakie to ze sobą niesie a sam fakt odkrywania historii i chęć dzielenia się nią z innymi, bo w końcu to przecież o to chodzi by zachowywać tą historię dla pokoleń. Niejedno krotnie administratorzy takiej grupy wrzucają dla pozostałych członków grupy linki z miejscami archeologicznymi z dosadna informacja by unikać tych miejsc w trakcie poszukiwań! Problemem może być na pewno explorator który trafi na stanowisko archeologiczne nie znane dotychczas nikomu ponieważ nieświadomy może niestety zniszczyć cenne przedmioty (najczęściej nie z metalu bo takich wykrywacz nie widzi)… Piszę to bo może rozwiązanie problemu nie jest walka z poszukiwaczami amatorami tylko próba nawiązania współpracy! I jeśli nawet prawo nadal nie będzie dla poszukiwaczy przychylne to wy jako archeolodzy którym powinno zależeć na tym by przedmioty historyczne przetrwały (nawet jakby miały być w rękach prywatnego poszukiwacza), dlatego według mnie zamiast krytykować i rzucać mięsem w poszukiwaczy powinniście podjąć próbę jakieś edukacji nawet na forach internetowych czy grupach spolecznosciowych… Jestem pewien że taką formą podejścia do sprawy dała by wam dużo więcej korzyści niż ciągła krytyka…

Dominik Lorek: Problem jest taki, że urzędnicze łby, nie rozumieją problemu. Poszukiwaczy trzeba edukować, a nie walczyć z nimi. W Polsce przepisy są tak absurdalne, że wiele zabytków, pdzepada. Dajmy przykład moją miejscowość. Od lat w miejscu starych traktów, poszukiwacze szukają i kopią coś. Nw co, ale tak często, to by raczej nic nie szukali, jak by nic nie było. Co się z tym czymś znalezionym stało? Mimo, że kopią na terenach, ktore są zryte ciężkim sprzętem(jakies uprawy), który niszczy warstwy, to oni nic nie mogą oddać, bo grozi im kara za zniszczenie (zniszczonych) warstw archeologiczbych.Gdyby coś oddali w odpowiednie miejsce (pewnie bez zbaleznego) to by o tym w mediach było. Aż się kurde płakać chce, że coś znika bezpowrotnie. Organy nie są w stanie kontrolować tak ogromnego obszaru kiedyś waznego polskiego miasta. Kolejna kwestia-poszykiwacze z okolic np Tarnowa, znajdują na polaxh monety. I tak szukają, i tak. Tyle że kasę mają ze sprzedaży komuś, a nie za znalezienie i oddane do badania, muzeum itp. Problem trzeba rozwiązać, a nie prerzucac się oskarzeniami. Ja wiem, że wiedzy nie mam jak robić coś by nie zniszczyć, więc nie kopię. Ale nie każdy jest tak wielce honorowy i uczciwy. Z tymi innymi, trzeba coś normalnego zrobić. By dobrze nauczeni archeolodzy, mieli co odkrywać, również w mojej starej miejscowosci.

Wojciech Oksieńciuk: Dewastacja stanowiska archeologicznego jest bezsporna i naganna. Minęło już 10 lat od stwierdzenia faktu. Co robią archeolodzy i służby ochrony zabytków? Podnoszą „rwetes”, nadymają się, prężą muskuły, uruchamiają aparat przemocy państwa. Co powinni zrobić, aby działanie było skuteczne i rzeczywiście chroniło zabytki? Zlokalizować lokalną grupę poszukiwaczy. Przeprowadzić akcję uświadamiającą. Wykonać badania ratownicze. Włączyć poszukiwaczy do tych badań. Uczulić ludność lokalną. Wydać ulotkę i rozprowadzić ją w gminie i Kościele. Włączyć w grupy poszukiwawcze archeologów i kanalizować działania grup poszukiwawczych. Zmasowanie terroru państwa skutkuje jedynie głębszym ukryciem się dewastatora stanowiska archeologicznego. Edukacja, edukacja, edukacja! Niech SNAP włączy się w edukację, a nie popiera grupę archeologów [starszych datą urodzenia] w pogłębianie terroru przeciwko wszystkim poszukiwaczom. Nie wszyscy poszukiwacze to przestępcy, część z nich chce działać legalnie we współpracy z archeologami, tak jak pod Grunwaldem.

Natalia Ryczkowska: No tak. Myślicie, że robota archeologa jest taka prosta i przyjemna.Otóż nie. Wykopaliska to zaledwie UŁAMEK pracy. Najwyżej kilka miesięcy w terenie podczas sezonu. A potem? Ceramika do kufra i po robocie? Nie. Namierzanie WSZYSTKICH zabytków, stratygrafia, liczne badania geofizyczne i inne cuda wianki to standard. Potem przychodzi czas na czyszczenie, katalogowanie i opracowywanie wszystkich zebranych materiałów. A proszę uwierzyć, że wklepanie do komputera danych technologicznych kilku tysięcy skorup samej ceramiki jest zajęciem nie tylko monotonnym, ale też cholernie czasochłonnym. Trzeba wszystko skatalogować, opisać. Wysłać setki próbek do różnych laboratoriów. Bądźmy szczerzy, praca archeologa to w większości siedzenie przed komputerem i próba wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Zrekonstruowanie danego stanowiska. I to nie jest tak, że w dwa lata przebadamy wszystko. Nie. Niektórzy siedzą na danej osadzie dziesięć lat i nadal zbierają wnioski. I serio? Mówicie o pieniądzach? Z każdym kolejnym rokiem studiów utwierdzam się w przekonaniu, że rodzice będą musieli dopłacać mi do czynszu. Poza tym… Można i kopać na danym stanowisku i trzydzieści lat, ale jeśli się nie opublikuje badań, to tak naprawdę to był stracony czas.

A teraz proszę mi powiedzieć ilu poszukiwaczy opublikowało swoje znalezika? Ile przesłaliście próbek do badań?

Na litość boską! Archeologom nie chodzi o paciorki, zapinki czy sterty potłuczonych garów. Nam chodzi o to, żeby za pomocą tych przedmiotów poznać przeszłość ludzi. Ot tyle i aż tyle.

Marcin Marciniewski: Na marginesie dyskusji podzielę się swoim doświadczeniem. Jako amator wystarałem się o pozwolenie na prace powierzchniowe i po ich zakończeniu wszystkie zabytki przekazałem konserwatorowi. Zaległy od 5 lat w magazynach i nie mam prawa przeprowadzić w oparciu o znaleziska żadnych badań (bezinwazyjnych, pod nadzorem, etc) Oficjalna archeologia w mojej ocenie bezprawnie zawłaszcza sobie wszelkie prawa do badań naukowych nad zabytkami i szkodzi tym samym rozwojowi tej dziedziny. W mojej ocenie wymaga modernizacji, bo dawno się zakorkowała i jest szkodliwie hermetyczna i zwyczajnie nie wydolna.

Tak podsumowując:

Może nasi archeologowie czekają na wynalazki które przyśpieszą odkrywanie tego co kryje ziemia? Ale takie naprawdę szybkie i dokładne🙂

Chochołek – śmieszek z Kaszub

Kaszubski duch przedrzeźniacz. Przesiadywał zazwyczaj w ruinach, opuszczonych budynkach i starych szałasach. Kiedy jakiś przechodzący nieopodal jego kryjówki przechodzień zagwizdał lub coś krzyknął chchołek natychmiast to powtarzał. Potem nie chciał się już od swej ofiary odczepić. Przedrzeźniał ją, naigrywał się i stroił niewybredne żarty doprowadzając człeka do szewskiej pasji. Był przy tym tak skuteczny, że czasem wszyscy mieszkańcy danej wsi posiadali przezwisko nadane przez stworka, piętnujące ośmieszające ich śmieszne wady i głupie nawyki. Wielu aspirujących dowcipnisiów będących pod wrażeniem tak wnikliwego szyderstwa obierało sobie chochołka za patrona i starało się go w swoim życiu naśladować.

ŚMIESZEK-copy.jpg

Kautki – pożyczalscy z mazurskich domów

KAUTKI – BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI

Maleńkie, liczące kilka cali istotki przynoszące goszczącym je ludziom dobrobyt i pomyślność. Kiedy chciały się osiedlić w jakimś domu rzucały na podłogę śmieci – kawałki sznurków, kamyki, czy  rozbite skorupy. Czasem  sypały też do dzbanka z mlekiem lub piwem  paprochy. Gdy ktoś wzgardził tymi „darami” żyjątka odchodziły obrażone, nierzadko podpalając przedtem obejście. Jeśli zaś gospodarze nie wymietli izby, zniesione „podarunki” przyjęli z szacunkiem, a zabrudzony napitek wychylili bez skrzywienia, uznawano to za zawarcie obustronnej umowy. Kautki zamieszkiwały odtąd pod  żłobem, skąd nocami wychodziły by doglądać bydła, pomagać w pracach domowych i znosić do gumna różne cenne dobra. Pani domu dokarmiała pomocników mlekiem i owsem, uważała też by ich nie urazić. Po kilku latach spolegliwi wieśniacy dochodzili z pomocą uczynnych istotek do sporego majątku. Wtedy kautki prosiły o należną wypłatę w postaci nowych ubranek. Otrzymawszy je  odchodziły na zawsze.

KAUTKI-1024x993.jpg

Strona z Bestiariusza Słowiańskiego, Pawła Zycha i Witolda Vargasa.

Źródło: http://legendarz.pl/kautki-2/

Boże Siedleczko – domowy duszek

BOŻE SIEDLECZKO – BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI

to przyjaźnie nastawiony do ludzi duch domowy, który potrafił przepowiadać przyszłość.  Pojawiał się przed oczami mieszkańców i  ostrzegał  ich przed grożącym niebezpieczeństwem – pożarem, powodzią, czy wizytą dawno niewidzianej, acz licznej rodziny.  Sam stworek nie ingerował w żaden sposób w przebieg wydarzeń i nigdy nie próbował zapobiec  nieszczęściu – to już należało do samych zainteresowanych.  Powinni oni uprzejmie wypytać opiekuna o szczegóły przepowiedni i  działać adekwatnie do sytuacji. Natomiast jeśli ludzie beztrosko ignorowali ostrzeżenia, siedleczko denerwował się i  karał  niewdzięczników. Duszek przesiadywał zazwyczaj niewidoczny w kątach chaty i  należało bardzo uważać by go  niechcący nie polać  ukropem. Po takim wypadku nieostrożny domownik dostawał bowiem bolesnej,  czerwonej wysypki, a wściekły stworek  zabierał się do opuszczenia gospodarstwa.  Aby temu zapobiec gospodynie smarowały komin (przez który  stwór opuścić miał  chatę)  świeżym masłem. Wymawiały przy tym stosowne zaklęcie: ” Boże siedleczko, ja cię namaszczam, uzdrów mnie, kiedyś mnie sparzyło”. Miało to skutecznie zatrzymać duszka i cofnąć zadaną przez niego chorobę.

boze_siedleczko.jpg

Strona z Bestiariusza Słowiańskiego, Pawła Zycha i Witolda Vargasa.

Źródło: http://legendarz.pl/boze-siedleczko/

 

 

Ziemia dla rodzimowierców – projekt świątyni we Wrocławiu

W naszym środowisku coraz częściej pojawiają się pomysły zdobycia ziemi pod cele  obrzędowe. Jedni pozostają w marzeniach, a inni zbierają pieniądze na zakup ziemi, a inni starają się aby otrzymać ją od administracji państwowej. Niedawno doszło do podpisania umowy z fundacją WATRA z Wrocławia, którzy otrzymali działkę na której powstanie chram którego centralny budynek będzie miał powierzchnie 150m kw. i 6m wysokości. W całości wykonany z drewna.

15042124_1482130128468685_7940797997491428868_o
Wizualizacja wstępna

Niestety, ale prócz tego że udało się zdobyć ziemię to dopiero początek kosztów jakie trzeba zdobyć aby stworzyć w pełni funkcjonalne i reprezentatywne miejsce rodzimowierców, i ludzi krzewiący kulturę dawnych Słowian. Dlatego zapraszam serdecznie każdego kogo serce raduje słowiańskość i budowle ku czci Bogów Słowiańskich na wpłatę darowizny na budowę słowiańskiej świątyni.

Szczegóły  można dowiedzieć się na stronie fundacji WATRA gdzie wpłata jest możliwa poprzez Paypall oraz bezpośrednio na konto

Fundacja Na Rzecz Kultury Słowiańskiej Watra
ul. Chmurna 1A
52-121 Wrocław

Bank PeKao 43124067681111001058476508

https://watranews.wordpress.com/wsparcie-dla-watry/

Poniżej przedstawiam kolejne grafiki projektu oraz film z lotu ptaka miejsca które zostało podane w dzierżawę dla dolnośląskich rodzimowierców ku chwale Rodzimej Wiary w Polsce.

 

 

14713028_1455412321140466_6976829755320885128_o
Umowa dzierżawna między Fundacją Na Rzecz Kultury Słowiańskiej „WATRA” a Skarbem Państwa – Regionalnym Zarządem Gospodarki Wodnej z Wrocławia.
15025594_1478843035464061_8055492627888157991_o
Wstępne pomysły wyglądu wnętrza. (Figura jest przykładem!)
wizualizacjachramu_1
Wygląd na tle okolicy.

wizualizacjachramu_2

 

Na pewno przypomnimy się jeszcze jak coś więcej zostanie przedstawione związku z tym projektem, tak samo jak każdy inny sukces jaki uda nam się osiągnąć.

Sława!

 

Ile pogańskich świątyń odkryto dotąd w Polsce? – mediewalia.pl

Drewnianym obiektom trudniej przetrwać niż murowanym, przez 1000 lat były zwykle palone. Jednak nawet wtedy w całości nie znikły i tak archeolodzy krok po kroku odkrywają kolejne miejsca kultu naszych Przodków. Jednakże ciągle należy pamiętać, że wiele świątyń chrześcijańskich zostało wybudowane wprost na świątyniach pogańskich. Co utrudnia badanie tego co kryje ziemia w tych miejscach.

——————–

Odkrycie z ostatnich lat pogańskiej świątyni w Gniewie (woj. pomorskie) skłania do tego, by zadać pytanie, ile podobnych budynków kultowych archeolodzy znają obecnie z terenu Polski? Wbrew pozorom może ich być nie tak mało.

rekonstrukcja_poganskiej_kaciny.jpg

Na ślad świątyni w Gniewie natrafiła dr hab. Małgorzata Grupa z UMK w Toruniu w 2013 roku. Drewniana konstrukcja zalega pod posadzką nawy głównej i prezbiterium kościoła pw. św. Mikołaja. To jak dotąd jedyna odkryta w Polsce pogańska świątynia, na miejscu której wzniesiono kościół.

Pod jej zachowanymi drewnianymi zrębami ukryto ofiarę zakładzinową z pary niemowląt. Obok znajdowały się pochówki innych dzieci, choć nie wiadomo, czy miały związek z funkcjonującym budynkiem kultowym. Datowanie budowli wskazuje na przełom X/XI wieku.

Świątynie właściwe – połabskie inspiracje

Znane budynki kultowe można by podzielić na trzy grupy: świątynie sensu stricte, hale kultowe oraz budynki cmentarne. Ogromny problem archeolodzy mają z rozpoznaniem architektury zaliczanej do każdej z tych grup. Z powodu braku jasnych kryteriów interpretacje funkcji odkrytych budowli potrafią się zmieniać co kilka lat.

Zdaniem Kamila Kajkowskiego z Muzeum Zachodniokaszubskiego w Bytowie w Polsce nie można w ogóle mówić o istnieniu innych kącin niż związanych z wpływami połabskimi:

– Ogólnie przyjąłem, że można dopuścić istnienie świątyń jedynie dla obszarów połabskich albo takich, gdzie czynnik połabski mógł mieć jakiś wpływ na organizację przestrzeni kultowej (Szczecin, Wolin) i to raczej dla schyłkowych faz wczesnego średniowiecza. Temu czynnikowi etnicznemu przypisuje się również wzniesienie świątyni wrocławskiej, jak i konstrukcji z Bełchatowa. Ta ostatnia, co prawda, odnosi się najpewniej do organizacji przestrzeni sepulkralnej, ale dowodzi znajomości wznoszenia założeń w postaci budynków.

Kącina we Wrocławiu na Ostrowie Tumskim jest ciekawym przypadkiem z kilku względów. Rozpoznano ją dopiero wiele lat po zakończeniu prac wykopaliskowych w trakcie przeglądania dokumentacji z nimi związanej. Dendrodata wskazała na ścięcie użytego do jej budowy drewna między jesienią 1032 a wiosną 1033 r., co wiąże jej powstanie z ówczesnymi dramatycznymi dla kraju wydarzeniami, jakimi była reakcja pogańska. W miejscu kąciny znaleziono deskę rzeźbioną na kształt antropomorficzny analogiczną do znanych ze świątyń w Gross Raden, Ralswiek i Raddusch na zachodzie. W okolicy nie brakuje śladów osadnictwa jeńców połabskich z tego czasu. W świetle wszystkich tych przesłanek wygląda na to, że sprowadzeni na Śląsk Wieleci wykorzystali reakcję pogańską w Polsce do oficjalnego powrotu do kultu pogańskich bogów i wzniesienia im świątyni.

Z dosyć podobnym przypadkiem mamy do czynienia w Parsęcku na wyspie na nieistniejącym dziś już pomorskim jeziorze. Tam również dopatrzono się świątyni dopiero wiele lat po zakończeniu prac archeologicznych i również odnaleziono antropomorficzną deskę. Budynek świątyni (domniemany, gdyż dysponujemy tylko jedną deską) stał samotnie na wyspie wyłożonej kamiennym brukiem, na którą prowadził drewniany most (wydatowany na 1058 r.).

Inna świątynia położona na wyspie to intensywnie w ostatnich latach archeologicznie badana wyspa Żółte na jeziorze Zarańskie. Centralnie położony drewniany budynek miał kamienne podwaliny. Obok niego znajdowały się jamy paleniskowe z przykrywającym je brukiem z połupanego kamienia. Budynek datowany jest na XI w. a charakter kultowy przypisuje się całej wyspie (jak i wielu podobnym na Pomorzu). Znaleziono tam również drewnianą płaskorzeźbę z wizerunkiem konia, która pierwotnie mogła być umieszczona na kalenicy dachu.

wolin

Tylko w teorii sprawa powinna być o wiele prostsza w przypadku Wolina, co do którego dysponujemy nie tylko odkryciami archeologicznymi, ale i źródłami pisanymi mogącymi się nawzajem weryfikować. Jednak dwie kąciny wydobyte na światło dzienne przez archeologów już od ćwierć wieku funkcjonują w literaturze naukowej jako obiekty niewłaściwie rozpoznane i zinterpretowane. Czy aby na pewno? W chwili obecnej obie wolińskie świątynie wracają do naukowego obiegu dzięki ponownemu przyjrzeniu im się przez Kamila Kajkowskiego i dr. Eugeniusza Cnotliwego.

Hale kultowe – między władzą boską a książęcą

Słowianie, podobnie jak Skandynawowie, część obrzędów religijnych sprawowali w tzw. halach, czyli dużych budynkach mogących pomieścić wiele osób. Większość hal pochodzi z IX w. i znajdowała się w centrach grodów. Mimo iż były to duże, jak na owe czasy, budynki, nie mogły pomieścić w środku więcej niż 30-40 osób. Co za tym idzie nie mogły się tam odbywać wiece, co najwyżej narady starszyzny poprzedzające wiec. W takich budynkach mógł również spotykać się książę ze swoim najbliższym otoczeniem na narady, a także przyjmować gości, rozdawać dary, urządzać biesiady.

Ze względu na możliwość pełnienia przez hale tylko funkcji społecznych, związanych ze sprawowaniem władzy, a nie religijnych, archeolodzy często nie zaliczają hal do świątyń.

Tak jest choćby w przypadku Chodlika. Na terenie tamtejszego grodziska stwierdzono budowlę o wymiarach 5 x 15 m z podziałem wewnętrznym na dwie części. Mniejsza z nich, południowo-wschodnia, była zaokrąglona. Choć początkowo przypisano jej funkcje sakralne to obecnie łączy się ją raczej z wiecami. Jeszcze poważniejsze wątpliwości ma dr Łukasz Miechowicz z IAE PAN, który od wielu lat kieruje pracami archeologicznymi w Chodliku:

– W dokumentacji którą dysponuję nie ma żadnych przesłanek by typować ten budynek jako budowlę sakralną. Odkryto w nim tylko jeden fragment naczynia glinianego. Równie dobrze mogą być to pozostałości zabudowy naziemnej z jakąś zagrodą doń przylegającą.

Szukając wzorów i analogii dla takich budynków znajdujemy je tylko u Franków i Skandynawów. Warto wskazać jednak pewną różnicę w stosunku do Słowian. Typowym budynkiem normańskim były długie chaty mieszczące zarówno ludzi jak i żywy inwentarz a normańskie hale są tylko większą wersją takiej chaty. Natomiast hale słowiańskie zdecydowanie różniły się od zwykłych słowiańskich budynków mieszkalnych, tj. na ogół niewielkich kwadratowych półziemianek.

dranice

Spośród znanych przypadków wyróżnia się Zgniłka koło Sępólna Krajeńskiego. Stwierdzono tam aż trzy budynki halowe, trapezoidalne, wewnątrz nich jamy i paleniska. Datowanie najstarszego z nich przypada na koniec IX w., zaś młodsze na XI w.

Duże budynki uznawane za hale kultowe wystąpiły też w Lubomi, Moraczewie, Dobromierzu, Lisewie i Naszacowicach. Jeśli wiązały się z funkcjonowaniem wiecu i dworu książęcego w każdym okręgu to zastanawiająca jest ich niewielka znana ilość. Problem zdaje się tkwić w stanie badań. Prawdopodobnie zarysy hal nie zostały rozpoznane przez archeologów pracujących na stanowiskach, albo zostały zakwalifikowane jako zabudowania gospodarcze (stodoły, obory).

Budynki cmentarne – na chwałę przodków

Najbardziej znany przypadek budynku kultowego odkrytego na cmentarzu to Grabek koło Bełchatowa. W centralnej części cmentarzyska ciałopalnego odkryto budowlę palisadową (8 x 8 m) z centralnym słupem. Wejście znajdowało się w ścianie południowo-zachodniej. Całe założenie datowane jest na drugą połowę X w. i początek XI.

Nie jest to zjawisko zupełnie odosobnione. Kamil Kajkowski wymienia inne podobne konstrukcje:

– Budynki z cmentarzysk znane są także z terytorium Czech (Uherské Hradiště), Niemiec (Bonn), Skandynawii (Möllengårdsmarken). Z Polski zaś można tu jeszcze wspomnieć Stradów i Krzanowice, gdzie doszukuje się podobnych obiektów. Wszystkie wiąże się z „kultem” zmarłych.

Trzeba być uczulonym również na to, że część odkryć wciąż funkcjonujących w literaturze lub szerszym obiegu jako pogańskie budynki kultowe z naukowego punktu widzenia została ostatecznie pognębiona. Mowa o Trzebawiu, gdzie podejrzany budynek wypada uznać za pochodzący już z późnego średniowiecza. Podobnie na Górze Chełmskiej koło Koszalina w rzeczywistości nie ma śladu po jakimkolwiek budynku wczesnośredniowiecznym.

Mimo rozlicznych wątpliwości, przekonanie o istnieniu budynków kultowych na osadach pogańskich Słowian zamieszkujących polskie ziemie zdaje się być uzasadnione. Na ile jest fenomen rzadki a na ile słabo poznany – dokładnie nie wiemy. Nie można dopatrywać się w kącinach odpowiedników chrześcijańskich kościołów. Odpowiadały one na oczekiwania wyznawców tradycyjnej religii, którzy tworzyli coraz bardziej rozwinięte społeczeństwo. Mieli w związku z tym potrzeby i możliwości coraz wystawniejszego zadowalania bogów i duchów przodków, co, jak widać, mogło przybierać różne formy.

Autor tekstu: Grzegorz Antosik

Źródło: http://mediewalia.pl/publicystyka/nowe-zrodla-do-religii-slowian/