Rokiczanka – Oj, zagraj mi muzyko!

Skończyliśmy cykl podań ludowych Józefa Ciechonia, więc myślę że teraz warto przedstawić nową piosnkę zespołu Rokiczanka, która miała swoją premierę 2016 roku. Oto ona.

 

Do tej wideo dodajemy także słowa piosenki:

Oj, zagraj mi muzyko, zagraj mi i graj mi, zagraj mi i graj mi.
Mam ja jedno serce, nie zabieraj że mi /x2
Ref.: Oj nie nie, moje kochanie
Bo mnie mama bije za całkowanie.

Oj, zagraj mi muzyko, zagraj mi do ucha, zagraj mi do ucha.
Niech ze mną zatańczy kochana dziewucha /x2
Ref.: Oj nie nie, moje kochanie
Bo mnie mama bije za całkowanie.

Oj lubię ja śpiewanie i to ładne granie, i to ładne granie.
Wesołe chłopaki i to tańcowanie. /x2
Ref.: Oj nie nie, moje kochanie
Bo mnie mama bije za całkowanie.

Oj matulu, tatulu – chłopcy za mną gonią, chłopcy za mną gonią.
Uciekaj córeczko, przykrywaj se dłonią. /x2
Ref.: Oj nie nie, moje kochanie
Bo mnie mama bije za całkowanie. (x4)

Podania i wierzenia ludowe – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 6

To jest ostatnia część szóstwa artykułu z materiałów etnograficznych Józefa Ciochonia.
Pierwszą część jest o STRACHACH;
Drugiej znajdują się PODANIA ludowe;
Trzeciej była mowa o ZWYCZAJACH ludowych;
Czwarta część to UBIÓR;
Piąta część jest o SPOSOBIE ŻYCIA, pszczołach, gomółkach czy pijaństwie

Ta część przedstawia różne zapiski część jest niepełna, ale dla naszej strony najciekawsza. Notatki zaczynają się od punktu 18, karty wcześniejsze zaginęły lub zostały w inny sposób utracone.

Pozostałe podania ludowe

  1. [brak logicznej całości] narzeczonego. Twierdzą, że w tym razie djabeł się pokazuje pannie w postaci kawalera w lustrze.
  2. Gdy się ktoś przelęknie i z przelęknienia choruje, wtedy przelewają nad nim wosk w następujący sposób: nad głową chorego stawiają miseczkę z wodą i do tej wody wlewają roztopiony wosk. Z tego wosku wyrabiają się w wodzie różne figury i wtedy wnioskują z tych nieforemnych kształtów, czego się chory przeląkł. Tegoż sposobu używają, gdy się konie przelękną w mniemaniu, że to pomoże.
  3. Będąc jeszcze małym chłopcem na wsi, słyszałem od pasterzów następujące opowiadanie. Jak można dziewczynę do siebie sprowadzić? W tym celu chwyta się gacka (nietoperza) i wyjmuje się z niego kosteczkę małą widełkowatą, którą on ma mieć w sobie. Tę kosteczkę wbija się za paznokieć palca serdecznego. Gdy się to uskuteczniło, pierwszej nocy przyjdzie do tego mężczyzny djabeł w postaci pięknej panny. Lecz trzeba wtedy te pannę uchwycić i bić tak długo, dopóki się nie będzie prosić i zaklinać, że więcej nie przyjdzie. Puszcza się wtedy ową diablicę, która już więcej nie przyjdzie. Gdyby się z ową djablicą zapuścił w obcowanie miłosne, wtedy by ta mu urwała głowę. Jest to niejako próba dla tego mężczyzny, jak pastuchy mówią Jeżeli więc próbę z diabłem przetrzyma, wtedy gdy mu się jakąś dziewczyna spodoba, on potrzebuje tylko dotknąć się jej sukni owym czarodziejskim palcem, a ona przyjdzie do niego w nocy.
  4. Jest tu bardzo utarta klechda w całej okolicy o ziołach, mających władzę taką, że za dotknięciem tego ziela, żelazo w jednej chwili pęka, a kłódki i zamki się odmykają. Żył tu w naszej wsi Borzęcinie niejaki Fidoń starzec bardzo poważny, który dawniej miał być sławnym złodziejem, jak opowiadają. On miał mieć to ziele zaprawiane w prawej ręce i był w stanie otworzyć sobie każdy zamek za dotknięciem się ręki. Jednej wdowie Pudełkowy otworzył kłódkę od komory, do której sobie klucz zgubiła.
  5. Inne ziele ma być takie, że jeżeli się go włoży do ust, to wtedy nikt tego człowieka nie zobaczy. I tak: jedni państwo byli ze swoim synkiem w ogrodzie na przechadzce. Synek bawił się w trawie, przypadkowo włożył trawkę do ust. Rodzicom nagle syn zginął. Wołają, syn się odzywa i mówi, że on przy nich stoi. Matka zdziwiona powiedziała żeby wyrzucił co ma w ręce lub ustach, a skoro synek wypuścił z ust trawkę, w tej chwili zobaczyli go rodzice.
  6. Czarownicami u nas są jak zwyczajnie stare baby, brzydkie, niemiłe, które więcej samotnie żyją. Ich działanie rozciąga się na czarowanie krów. Krowa zaczarowana gubi powoli mleko, a jeżeli je daje, to takowe jest pomieszane z małą ilością krwi jak sam widziałem. Z takiego mleka nie będzie masła, bo się nawet zsiąść nie chce. Czary odbywają się w ten sposób:
    Czary odbywają się w ten sposób: W wigilię św. Jana udaje się czarownica w nocy na łąki i bierze ze sobą stołek o 4 nogach. Zbiera na wszystkich łąkach trawę pastewną różnego gatunku i kładzie ją na stołku. Potem przystępuje do dojenia stołka pociągając za nogi jego jak za cycki krowy i otrzymuje wielką ilość mleka. Z tego mleka robi masło. Jeżeli chce czarownica zaczarować krowy któryś gospodyni, kładzie pod przycieś stajni trochę masła. Zaczarowanie to trwa tak długo, dopóki to masło nie zostanie odszukane i wyrzucone. Jeżeli się nie chce masło zrobić wskutek zaczarowania, wtedy potrzeba wyjść na rozstaje drogi i wziąć łajno krowie lub końskie, które się tam ma znaleźć i na tym łajnie postawić maśliczkę a masło niezawodnie uda się zrobić w krótkim czasie.
  7. Jak można czarownicę poznać? Jeżeli się przez cały rok robi stołeczek, w każdy dzień zrobiwszy odrobinę i jeżeli się na tym stołeczku siądzie przy kościele gdy ludzie idzie na rezurekcją, z pewnością pozna czarownicę. Jest także mniemanie, że czarownica nigdy nie widzi głowy kapłana, gdy tenże podnosi hostię św. we mszy św.
  8. Sądzą, że ksiądz może diabła widzieć w zapusty tańcującego na przodku. W takim razie musi kazać odkopać grób jakiegoś dziecięcia i wziąć z głowy jego kość, w której było umieszczone oko. Z tą kością ma przyjść do karczmy i patrzeć na tańcujących przez jamę oka tej kości, a zobaczy na przodku tańcującego diabła. Lecz musi być przy tem ostrożnym, by go djabeł nie zoczył, boby djabeł w takim razie przyskoczył, trząsnąłby w te kość tak mocno, żeby ciekawemu Jegomości oko wyleciało.
  9. We wtorek zapustni stoi djabeł za drzwiami karczmy i zapisuje każdego, kto wychodzi z karczmy po 12 godzinie. Ta klechda jest pomiędzy ludem bardzo rozpowszechniona. Dlatego wielu wstrzymuje się od uciech wtorkowych w karczmie z obawy, by ich djabeł nie zapisał. Celem pośmiewiska jest jeden gospodarz Swarniowski, który we wtorek zapustny z całą familiją idzie do karczmy, nie uczęszczając tam cały rok.
  10. Wiejscy skrzypkowie nasi także mają z diabłem do czynienia. Jest mniemanie, że każdy lepszy skrzypek ma diabła. Takich znam 2: Kowala i Rumka (Rumek). Jeżeli na weselu lub w karczmie gra jakiś skrzypek, a przypadkowo nadejdzie drugi skrzypek mający diabła lub przynajmniej posiadający jakąś sztukę (powiadają „śtukę”) to ten przybyły potrafi, jeśli zechce, tak zrobić, grającemu żeby wszystkie struny popękały. Jeżeli grający równie podobną sztuczkę posiada, wtedy potrafi sobie poradzić, jeżeli zaś nie posiada, musi wtedy swojego przeciwnika odszukać, prosić go i traktować, by mu nie szkodził. Przeproszony bierze skrzypce do ręki, sam je stroi i oddaje grającemu. To uczynienie, jak się lud wyraża, polega także na tem, że grajacy nie musi nawet ręką ruszyć jeżeli został od innego skrzypka zezazowany.
  11. Znam też jednego człowieka w naszej wsi imieniem Zawada, który posiada sztukę wyprowadzania szczurów i myszy z domu. Przy tej operacyi wymawia pewne zaklęcie, a wszystkie szczury lub myszy idą za nim. On wtedy wyprowadza je w pole, w las lub do wody i wskazuje im miejsce pobytu. Szczury osiadają w skazanem miejscu i żadną siłą nie dadzą się stamtąd odwieść. Jeżeliby zaś do tego domu z którego się je wyprowadza, były od innego czarownika wprowadzone, wtedy jest dla wyprowadzającego wielkie niebezpieczeństwo, bo szczury rzucą się na niego i gryzą na śmierć.
    Dopisek autora na marginesie: Formułka na zamawianie wróbli: Nie moją mocą, lecz boską pomocą, na krzaki wróble, na krzaki.
  12. W sąsiedniej wsi Radłowie jest człowiek Tadeusz Jachna, który za pomocą koszuli leczy chorych. Odbywa się to w ten sposób. Zdejmuje się koszulę z chorego i idzie się z nią do Radłowa do Jachny. Jachna bierze tę koszulę, idzie pod wierzbę wymawia pewne słowa nad koszulą, trochę na nią najszczy, napluje, nasmarka, o wierzbę wybije, zwija i oddaje przybyszowi mówiąc przy tem na co jest chory ten, którego koszula, z czego chory i kiedy wyzdrowieje. Daje mu się szustkę (10 kr) lub też jaki prezencik: masło, sera lub jaj. Przyszedłszy do domu wdziewa się koszulę na chorego, który bardzo często wyzdrowieje przypisując uleczenie Jachnie. Ponieważ się to bardzo często powtarza, dlatego ten człowiek ma wielki rozgłos w okolicy.
  13. Ziele święcone na dzień 15 sierpnia wynoszą zaraz po sumie w pole do kapusty w mniemaniu, że gąsienice nie będą kapusty psuły. Wieczorem ziele przynoszą do domu.
  14. Utrzymują, że jeżeli gospodarz po żniwie wszystkie sierpy położy na piecu i wymówi: „Ja już pożąłem, znijcie teraz wy” może być pewnym, że ani jeden świerszcz przez cały rok nie postoi w jego domu.
  15. Lud nasz wierzy mocno, ze są tacy, którzy potrafią drugiemu napędzić jakąś chorobę, lub sprowadzić nieszczęście przez zarazę bydła i tak n.p.
    Mój brat Franciszek jest kowalem, a że niedługo się uczył i dobrze zna robotę, wzbudził zazdrość podobnych kowali wiejskich. Ze zazdrości ci uczynili (bo się tak lud wyraża o czarach) mu tak, że go noga w kolanie i niżej kolana zawsze boli i co rok regularnie odstaje od nogi delikatna skórka biała, zupełnie do wężej podobna i łupi się kawałeczkami. Radził się lekarzy, lecz ci mu nie pomogli. Inny kowal znowu doradzał bratu, by pił z wódką sadło bocianie, przypisując temu moc tamującą czary. Lecz i to nie pomogło. Noga się nie wygoiła do dzisiaj.
    Podobne czary znajdujemy we wszystkich rzemiosłach i tak na przykład. Jeden gospodarz Curyło z Borowego młyna pod Wolą radłowską zwołał do swego domu rymarza, by mu tenże porobił chomąta i uzdy. Skoro robota była gotowa, nie chciał mu Curyło tyle zapłacić, ile sobie ów rzemieślnik kazał i nie zapłacił. Rymarz mu zagroził i poszedł. Gdy ubrał konie w nowy przybór w kilkunastu dniach padły dwa konie, niezadługo potem trzeci, gospodarz domyślił się potem przyczyny złego, odszukał tego rymarza,prosił go,by mu darował, zapłacił mu 10 fl. więcej jak mu się należało. Potem mu już konie nie padały.
  16. Utrzymuje się mniemanie, że w środku ziemi jest ogromny wąż ziemny, biały i ten wąż jest całkiem biały, a na swojej głowie ma koronę ze szczerego złota. Ten wąż jest królem wszystkich wężów i jest od licznej służby mężów obsługiwany.
  17. Jeżeli ktoś wchodzi do lasu, żegna się z największą uwagą, bo sądzą, że gdyby się nie przeżegnał wchodząc do lasu, zabłądziłby natychmiast. Jeżeli ktoś w lesie zabłądzi, to mówią że go djabeł po lesie wodzi i nie dopuści go nigdy do tej strony skąd przyszedł, tylko go łudzi pokazując mu inną drogę do domu.
  18. Płanetniki są to tacy ludzie, zwykle mężczyźni, którzy podczas mających nastąpić burz znikają ze ziemi i idą nosić i prowadzić chmury. Oni więc są regulatorami deszczów i burz. Nieraz słyszałem od ludzi będąc jeszcze wiejskim chłopcem, jak opowiadali starzy, że słyszeli podczas nadciągających chmur głos z góry: „Tutaj! – nie tam! – tutaj puść! – tam prowadź! – trzymaj!” Miały to być głosy płanetników wołających na siebie.

    slavic_mythology___planetnik_demon_storm__by_masiani-d6jdpll
    Andrzej Masianis – Płanetnik
  19. Błędne światełka chodzące po polach nazywają pospolicie miernikami, bo podają, że te światełka są to duchy gospodarzów, którzy przyorywali miedzy. Po śmierci więc chodzą i każdą bryłkę od miedzy pługiem odartą nazad do ziemi odrzucają, czyli wymierzają co było ich, a co nie.
  20. . Sądzą, że tęcza pojawiająca się na niebie pije jednym i drugim końcem wodę z morza, albo z jakiej wielkiej rzeki. Jeżeli się wtedy dzieci kąpią, gdzie tęcza pije, pochłania je takowa i nieraz jak opowiadają, słyszeli głos dziecięcia z góry, które zostało przez tęczę pochłonięte. Z wodą wciąga także tęcza żabki w swój nieprzeładowany nigdy brzuch i te później z deszczem na ziemię spadają.
  21. Utrzymuje się podanie, że w wigilią św. Jana o północy kwitnie paproć. Jeżeliby ktoś ten kwiatek znalazł, wszystkie skarby świata te zobaczy i będą mu stały otworem, tak, iż może z nich użytkować, jak mu się podoba. I tak opowiadają, że jeden góral o północy w wilią świętego Jana szedł przez las i za krypeć przypadkiem wpadł mu kwiatek paproci. Zrobiło się wtedy jasno i wszystkie skarby ukryte w ziemi zobaczył. Lecz w tej chwili pojawił się za nim djabeł w postaci pana i namówił go by zdjął krypeć. I skoro góral zdjął krypcie, diabeł porwał kwiatek, który wypadł z obuwia, roześmiał się z górala i znikł.
  22. Sposób tuczenia koni. Trzeba schwytać 2 krety i chować je w nowym garczku. Co dzień trzeba je koniom przed oczy stawiać, aby się mogły na nie patrzeć. Konie zapatrzywszy się na krety, same będą tak wałkowate i tuczne i połyskujące jak krety.
  23. Wierzą, ze chmura może się oberwać i jeżeli gdzie ulewny bardzo deszcz spadnie, tak że od razu powódź nastąpi to powiadają, że się chmura oberwała.
  24. Jęczmień na oku można zgubić w ten sposób, jeśli się 9 ziaren jęczmienia rzuca poza siebie pojedynczo w ogień i za każdą razą ucieka się, by się nie słyszało trzasku palącego się ziarna. Jeżeli się sposób ten udał, jęczmień niezawodnie zginie
  25. Jeżeli kogoś nadzwyczajnie z niewiadomego powodu głowa boli, to powiadają, że go ktoś urzekł, czyli ma uroki. Lekarstwo na uroki jest jedynie takie: do szklanki wody wkłada się trzy żarzące się węgle i 3 kawałeczki chleba. Jeżeli chleb utonie kobieta urzekła, jeżeli węgiel utonął, mężczyzna był tym nieszczęśliwym. Używają zaś tego lekarstwa w ten sposób:
    Jedno (bo to zwyczajnie kobiety robią, mężczyźni nigdy): obmywają sobie tą wodą twarz i nic więcej. Inne biorą tej wody ze szklanki do ust i na trzy strony wypuszczają po odrobinie, obmywając do trzeciego razu twarz, piersi, do trzeciego razu wychlapuje ze szklanki na trzy strony, do trzeciego razu wychlapuje ręką poza siebie przez ramię
  26. Kołtun (czyli chorobę nadwiślańską) gubią w ten sposób: Ucinają kołtun, który się zwija na głowie i zakopują lub wyrzucają w miejsce zarosłe. Jeśliby ktoś na ten kołtun wlazł, a spostrzegłszy otrząsł się na ten widok, dostanie kołtuna.
  27. Lud mniema, że jeżeli zetnie drzewo, na którem jest boża męka i użyje się tego drzewa do budowli, ten budynek się spali. I jeżeliby po pierwszem spaleniu tego samego niedopalonego drzewa, na ktorem się boża męka znajdowała użyto do powtórnego budowania, także się spali. Powiadają, że Niedojadło gospodarz na Warysiu (przy Borzęcinie) wybudował stajnie, a na przyciesie zakupił dęba, na którem była boża męka. Te stajnie 3 razy się paliły. Aż mu doradzili, przycieś dębową którą żadna razą ogień nie zniszczył wyrzucić, a inną założyć, wiedzieli bowiem sąsiedzi, że na tym nieszczęśliwym dębie co go kiedyś Niedojadło w lesie zakupił, stała boża męka.

    slavic_mythology__the_holy_oak_by_masiani-d7l8o97
    Święte drzewo, boskie drzewo – Dąb.
  28. Jeżeli wiatr mocny wieje iż zbiera tumany kurzu ze sobą, unosi w górę wirem, powiadają, że to djabeł się cieszy i tańcuje po gościńcu. Dzieci boją się przystąpić do takiego wiru z obawy, by ich djabeł w górę nie uniósł.
  29. Jeszcze o zmorach. Jeżeli ojciec ma 7 córek, sądzą że ta siódma jest zmora. I tak: jeden bogaty chłop ożenił się z dziewką, która była siódma. Codziennie ona dawała czeladzi regularnie krew na śniadanie. Czeladź mówiła, skąd nasza gospodyni dobiera tyle krwi, kiedy wieprzów tyle nie bije. Jeden więc parobek chcąc się dowiedzieć co ona w nocy robi, że na śniadanie daje krew, zasadził się przy jej drzwiach. Widział że o 12 godzinie kluczowa dziurą wyszła i poszła. [Bo zwyczajnie zmory i wychodzą kluczowa dziurą i tą samą dziurą nazad wchodzą. Jeżeli się dziurę tę zatka gdy ona wyjdzie, można ja powracającą złapać na pasek święcony]. Gdy powróciła, widział, że się wyksztusiła krwią. Rano tej krwi parobek już nie jadł i powiedział o tem jej mężowi. Mąż ją wygnał od siebie.
series_of_drawings_slavic_mythology___strzyga_by_masiani-d7ccj5t
Strzyga

 

Po napisaniu artykułu, znalazłem również dostęp do tego artykułu u źródła. Czyli na stronie gminy Borzęcin, a to jest adres do elektronicznej wersji lokalnej gazety: kurier_borzecki_67_2014.pdf

 

 

Mamuny – Bestiariusz Słowiański

Przypominamy, że na stronie LEGENDARZ.pl można zakupić wszystkie części Legendarza z autografem i odręcznym rysunkiem współautora ilustracji Pawła Zycha. Oraz przeczytać o najnowszych historiach z Bestiariusza.

A dzisiaj o mamunach, dziwożonach i innych postaciach legend ludowych.

8-MAMUNY-TWARZE-copy-e1452765771834.jpg

Olbrzymie, nieprzebyte puszcze i pradawne bory świata Legendarza zamieszkują dzikie plemiona mamun zwanych też przez lud boginkami lub dziwożonami.

Olbrzymie, nieprzebyte puszcze i pradawne bory świata Legendarza zamieszkiwały dzikie plemiona mamun zwanych też przez lud boginkami lub dziwożonami. Dzieliły się one na niewielkie grupy rodowe liczące po kilkadziesiąt osobników. Zamieszkiwały w nadrzewnych wioskach rozsianych w najmniej dostępnych częściach lasu.

mamnuny-lowczynie-copy-e1452460727101

Wygląd, ubiór i broń

bron-copy-e1452460658356Mamuny były nieco niższe od człowieka, za to dużo bardziej od niego umięśnione. Wydłużony, beczkowaty korpus, mocne, niemal sięgające ziemi ramiona, przygarbiona sylwetka i krótki krępy kark nadawały im masywności. W kanciastej czaszce pod niskim masywnym czołem błyszczały bystre oczy. Pokrywająca całe ciało gęsta sierść na głowie przechodziła w kudłatą, skołtunioną grzywę. Grube i gęste futro zapewniało mamunom doskonałą ochroną przed mrozem, zasadniczo nie potrzebowały więc one ubrań. Ich strój ograniczał się do krótkich spódnic, czy też raczej przepasek biodrowych, wcale nie osłaniających górnej części ciała. Zrodziło to wśród innych ras cały szereg krzywdzących dowcipów o mamunich piersiach – długich obwisłych workach, którymi rzekomo miały ubijać pranie, czy zarzucać je sobie w czasie biegu na plecy.

Mimo wątpliwej urody (a może właśnie dlatego) dziwożony nie stroniły od przyozdabiania swych włochatych ciał wszelaką biżuterią. Uwielbiały zakładać kościane kolczyki , naszyjniki z drewna i piór, wisiorki z jelenich rogów i kolorowych kamyków oraz skórzane bransolety. Ozdoby te poza funkcją estetyczną spełniały też zadania magiczno – ochronne.

Mamuny jak większość Starych Ras unikały żelaza, którego dotyk palił je żywym ogniem. Z tego powodu rynsztunek którego używały wykonany był tylko z naturalnych, dostępnych w najbliższym otoczeniu, materiałów Podstawową bronią dziwożon był długi łuk cisowy w którego obsługiwaniu ćwiczyły się od dziecka. Jak głosi plotka najlepsze potrafiły jedną strzałą strącić dwa jeżyki w locie. I to stojąc tyłem do celu. Ponadto zwierzęco mocne ramiona z łatwością były w stanie naciągnąć łęczysko zdolne przenieść pocisk  na zawrotną odległość dwustu kroków. Do arsenału dziwożon należała również włócznia zakończona ostrym kamiennym ostrzem, oraz krzemienny nóż z rączką wykonaną z drewna lub rogu jelenia. W walkach wojowniczki używały też masywnych maczug oraz kościanych utwardzanych w ogniu ostrzy. Mamuny nie zakładają żadnego rodzaju zbroi, gdyż ta krępowałaby ich ruchy i utrudniała wspinanie się na drzewa.

Siedziby

wioska-mamun-copy-e1452460605197Mamuny choć mocno już przetrzebione, były dość powszechnie spotykane były na terenie prawie całego kraju. Wyjątek stanowiły  regiony północne, gdzie dziwożony zupełnie wyginęły. Natomiast w pozostałych częściach Królestwa w pobliżu niemal każdej wioski widywano dziwożony. O wyglądzie ich domostw wiemy od porwanych kiedyś przez leśnych ludzi wieśniaczek, którym udało się zbiec. Mamuny zawsze lokowały swoje osady w głębi lasów z dala od dróg i wydeptanych przez człowieka ścieżek. Miejscem centralnym wioski zostawał zazwyczaj olbrzymi rozłożysty pień dębu, który to dziwożony uważały za święte drzewo. Na potężnych konarach, wysoko nad ziemią, budowały górną osadę – system połączonych ze sobą z pomocą kładek solidnych pomostów. Nie prowadziły do nich żadne schody, ani drabiny, a dostać się tam można tylko po spuszczanych z góry linach, co skutecznie zabezpieczało przed dostępem wrogów. Na platformach boginki stawiały następnie swoje okrągłe drewniane chaty z dachami krytymi gontem.

detal-copy-e1452460700447Sztuka snycerska stała niegdyś u dzikich plemion  na mistrzowskim poziomie, a ich domostwa były gęsto przyozdobione płaskorzeźbami. Obramienia drzwi i okien, słupy, belki, pazdury i śparogi – każdy detal stanowił małe dzieło sztuki. Dominowały motywy zwierzęco – roślinne, oraz ornamentyka runiczno – magiczna. Mamuny wierzyły, że znaki te chroniły domostwo przed złymi mocami. Wnętrza chat urządzone były dużo skromniej – całe umeblowanie sprowadzało się do kilku drewnianych zydli i ław ustawionych wokół umiejscowionego centralnie paleniska. Jedyne urozmaicenie stanowiły wiszące na ścianach kolorowe kobierce. Mamuny słynęły bowiem ze zdolności tkackich i często wymieniają swoje wyroby u ludzi na pożywienie.

Oczywiście ilość miejsca w górnej osadzie była ograniczona, dlatego mieszkały tam tylko uprzywilejowane członkinie plemienia. Cała reszta stawiała swoje chaty na ziemi, w cieniu świętego drzewa. Proste i skromne chałupy rzemieślniczek i pasterek, warsztaty tkackie i rzeźnicze oraz budynki gospodarcze rozkładały się wokół pnia nierównym okręgiem tworząc dolną osadę . Nie była ona w żaden sposób fortyfikowana, a w razie niebezpieczeństwa wszyscy mieszkańcy chronili się w koronie drzewa.

Wokół wioski rozlokowane były zagrody dzikich jeleni, saren i zajęcy, poletka leśnych jagód i malin, a przede wszystkim zagony słodyczki – źródła podstawowego pożywienia mamun. Słodyczka, zwana też przez ludzi cygańską lukrecją to popularny gatunek paproci, która posiada niezwykle pożywne słodko – gorzkie kłącza. Roślina ta rosła w lasach całego Królestwa, można ją było zbierać cały rok i suszyć dzięki czemu mamuny zimą uzupełniały swoją mięsną dietę.

W czasach pogańskich, kiedy puszcza pokrywała większą część Królestwa ludzie darzyli zamieszkujące je licznie mamuny nabożną czcią uważając je za wysłanniczki leśnych bóstw.

CHRAM-copy-e1452765001363.jpg

 Historia mamun

Oj brzydka boginka
Dawniej świątkowała
Tera już nie będzie
bo w d.. dostała 1

1 Fragmenty przyśpiewki ludowej pochodzą z książki” Lud. Radomskie” O. Kolberga, Kraków 1887

chram-copy-e1452765001363W czasach pogańskich, kiedy puszcza pokrywała większą część Królestwa ludzie darzyli zamieszkujące je licznie mamuny nabożną czcią uważając je za wysłanniczki leśnych bóstw. Odwiedzali ich gontyny, składali stosowne ofiary i wraz z dziwożonami modlili się do Leszego, Puszczawika i innych pogańskich bożków. Świątynie takie stały zawsze nieco na uboczu, najczęściej na trudno dostępnym uroczysku. Na znak poddaństwa każda ludzka wioska zobowiązana była corocznie oddać mamunom na wychowanie jednego noworodka. Dziecko takie gdy podrosło, zostawało dożywotnio służącym w jednej z mamunich społeczności.

Dawniej jej się kłaniali
I my duzi i mali
Teraz na Boginkę
My g.. ciskali 2

2 Fragmenty przyśpiewki ludowej pochodzą z książki” Lud. Radomskie” O. Kolberga, Kraków 1887

Jednak nadszedł dzień Chrztu, gdy mieszkańcy Królestwa porzucili dawne wierzenia i przyjęli katolicyzm Obalono pogańskie posągi, ścięto święte drzewa i przepędzono precz mieszkające pod nimi demony. Ludzie przestali pielgrzymować z obiatami do leśnych chramów. Mamuny uznały to za zdradę siły natury, zakipiały nienawiścią i chęcią zemsty. Od tego czasu każdego napotkanego w lesie mężczyznę mordowały okrutnie, kobiety zaś porywały w niewolę . Nadal też pobierały, choć już siłą „należną im ” ofiarę z noworodków. Jednak ludzie szybko nauczyli się w jaki sposób z pomocą nowej wiary chronić siebie i swoje potomstwo. Dodatkowo coraz skuteczniej wypalano i karczowano lasy zabierając zamieszkującym je stworzeniom miejsce do życia. Coraz mniej było przetrzebionej na skutek polowań zwierzyny tak ,że wkrótce mamunom głód zajrzał boginkom w oczy. Wiele z nich wyginęło, a te które przetrwały zamknęły się w małych, odciętych od świata osadach. Co gorsza rodziło im się coraz mniej dzieci, a te które przychodziły na świat były słabe i chorowite. Zwłaszcza samce rodziły się mocno zdegenerowane i fizycznie zdeformowane. Działo się tak na skutek nieuniknionego dla małych społeczności wsobnego chowu. Dla ratowania sytuacji mamuny nadal kontynuowały proceder wykradania ludzkich dzieci, które po dorośnięciu miały stanowić dla szczepu zastrzyk „świeżej krwi”.

Za stodołą za nasą
Boginki się kramasą
Jedna drugiej wyrwała
Do koszyka schowała 3
3 Fragmenty przyśpiewki ludowej pochodzą z książki” Lud. Radomskie” O. Kolberga, Kraków 1887

Po latach dziwożony stanowiły już tylko blade odbicie swej dawnej potęgi. Choroby i plaga bezdzietności poczyniły wśród nich prawdziwe spustoszenie. Część z tych które przetrwały przełknęła dumę i zaoferowała ludziom swoje usługi, część starała się im schodzić z drogi, ale były też i takie które nadal walczyły. Te bywały groźne dla samotnie pracujących w polu chłopek, pasterzy i zabłąkanych wędrowców. Wszystkie natomiast mamuny nadal próbowały wykradać chłopskie dzieci, co przy wzroście ludzkiej populacji nierzadko im się udawało. W swoich działaniach posługują się czasem czarną magią i pomocą sił piekielnych. Nigdy natomiast nie dotykały osesków już ochrzczonych. W miejsce uprowadzonego niemowlaka mamuny do kołysek podrzucały własne chorowite szczenięta stanowiące w ich mniemaniu ciężar dla społeczności.

Podrzutek taki nigdy nie stanowił dla nowych rodziców specjalnej pociechy.

„Był to jednak brzydki, chudy i nieustannie wrzeszczący bachor, nijak mający się do pulchnego aniołka, którego matka pozostawiła na chwilę bez opieki. Cóż, że podmieniec nie odziedziczał po mamusi kłów i futra, kiedy wyrastał na głupkowatego, złośliwego i ponurego człowieka. Dużo spał, często jadł i nie był zdatny do żadnej roboty. W czasach, gdy zawód polityka jeszcze nie istniał, była to dla rodziców prawdziwa tragedia. Dlatego starali się oni wymóc na bogince zwrot swojego rodzonego potomka. W tym celu należało położyć odchowanego już podmieńca na kupie gnoju i bić święconą rózgą, aż boginka lituje się nad swoim szczenięciem i weźmie je z powrotem, zwracając przedtem ludzkie dziecko. Co prawda mamuna zazwyczaj nie przychodziła, ale regularnie powtarzana operacja dawała zadziwiające rezultaty… Traktowany mokrą witką nastolatek odmieniał się wewnętrznie – przestawał się lenić i kraść, nabierał szacunku do starszych, łapał się każdej roboty i z czasem wyrastał na wartościowego człowieka. Nie na darmo bowiem mówi Księga Przysłów: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, a kto kocha go – w porę go karci” (Prz. 22:15 BT).”

„Bestiariusz słowiański”

Rzadko natomiast udawało się ludziom odzyskać swoje dziecko. Kiedy jednak tak się stało, odebrany mamunom „zwrotek” przejawiał ponadprzeciętne zdolności umysłowe i często dochodził w społeczeństwie do wysokich i szanowanych stanowisk.

Uwaga treść poniżej jest wymysłem autora.

 Mamuny tworzyły jedyne bodaj w Królestwie społeczeństwo oparte na zasadach matriarchatu. To samice dzierżyły wszystkie ważne społecznie funkcje.

Społeczeństwo

Mamuny tworzyły jedyne bodaj w Królestwie społeczeństwo oparte na zasadach matriarchatu. To samice dzierżyły wszystkie ważne społecznie funkcje. Zostawały wojowniczkami, łowczyniami i strażniczkami chramów, zajmowały się też wypasem dzikiej zwierzymy czy rzemiosłem. One też handlowały z ludźmi (lub też ich zwalczały) przez co wśród tych ostatnich utrwalił się przesąd głoszący że mamuny nie mają samców, a zapładniane są przez wiatr. Jest to oczywiście zupełna bzdura. Samce – bogincarze (zwane też leśnymi diabłami) istniały, choć przyznać trzeba ustępowały swoim żonom zarówno pod względem siły jak i rozumu. Działo się tak, dlatego, że na skutek klątwy, czy też wsobnego chowu nieuniknionego dla małych, odciętych od świata społeczności bogincarze rodzili się najczęściej zdeformowani i upośledzeni na umyśle. Z tego właśnie powodu mamuny wykradały z ludzkich kołysek małych chłopców. Porwani gdy dorastali poza niewolniczą siłą roboczą zapewniali szczepowi świeżą krew.

Kultura i religia boginek oparta była na celebracji sił natury, które tworzyły zamknięty krąg. Motyw koła powtarzał się więc zarówno w ich architekturze jak i w zdobnictwie, czy w tańcach obrzędowych. Te ostatnie mamuny odprawiały w czasie nowiu na polanach lub przyleśnych zagonach wierząc, że dzięki temu księżyc wróci do swej idealnie pełnej formy. Wydeptane całonocnymi harcami ślady ludzie uważali za przeklęte znaki i nazywali je diabelskimi kręgami.

Mamuny nie posiadały nigdy królowych ani wodzów, a codzienną władzę sprasowowały u nich najstarsze członkinie plemienia – matrony. Natomiast najważniejsze dla plemienia decyzje i wyroki zapadają na zwoływanych podczas pełni wiecach, do które dopuszczone były tylko samice. W dość prymitywnych mamunich społecznościach nie wykształcił się dojrzały system stanowy, jednakże z pewnością wyodrębnić można wśród nich grupy mniej i bardziej uprzywilejowane.

Bogincarze -najniżej na drabinie społecznej, jako się już rzekło żyją ludzcy niewolnicy i bogincarze. Mężczyźni dziwożon zajmowali się pracami domowymi, oporządzaniem gospodarstwa i uprawą roślin. Prawie nigdy natomiast nie wychodzili poza obręb osady i niewiele osób miało okazję je widzieć.

Pasterki – zajmowały się hodowlą i wypasem jeleni, łosi, dzików i zajęcy, które stanowiły dla mamun źródło skór, mięsa oraz przędzy. Pasterki doskonale znały zwyczaje wszelkich leśnych stworzeń, stąd przekonanie, iż władały ich językiem. Poza   roślinożercami mamuny trzymywały czasami oswojone wilki i niedźwiedzie, które pomagały im w pilnowaniu inwentarza.

Tkaczki -mamuny, choć same chodziły prawie nagie uwielbiały prząść i tkać. Jako przędzy używały włosia leśnych zwierząt. Zmiękczały je mocząc bardzo długo w rzece i ubijając drewnianymi bijakami. Wykonane przez nich sploty były przez to iezwykle mocne, ale tez zwiewne i delikatne. Stąd dość powszechne wśród ludu przekonanie , że mamuny wytwarzały sukno z pajęczej sieci. Bywa czasem że grupy dziwożon zachodziły nocami do ludzkich wiosek by za odpowiednią zapłatą pomagać tamtejszym gospodyniom prząść len i wełnę.

Piastunki- grupa odpowiedzialna za wychowanie i doglądanie potomstwa, ale nie tylko. Mamuny, nawet te utrzymujące z ludźmi poprawne stosunki czasem wkradały się do wiejskich chat by uprowadzić stamtąd nie pilnowanego oseska w zamian pozostawiając własne, wykoślawione szczenię. Zadanie to wymagało sprytu, zwinności i zdolności bezszelestnego poruszania. Jeśli piastunka dobrze wykona swą misję rodzice porwanego dziecka dopiero po kilku tygodniach zaczynają podejrzewać, że coś z ich pociechą jest nie tak.

Łowczynie -odpowiedzialne za dostarczanie do wioski dziczyzny. Potrafiły bezszelestnie poruszać się po lesie, tropić i doskonale strzelać z łuku. Były też świetnie wyszkolone w walce i miały za zadanie bronić osady i świętych miejsc przed intruzami.

Matrony-najbardziej szanowane były zawsze wśród mamun wiekowe samice dysponujące olbrzymim doświadczeniem i mądrością. Jako że dziwożony nie znały pisma cała ich historia i tradycja zapisana była w pamięci najstarszych członkiń plemienia. Niektóre z nich liczyły sobie grubo ponad dwieście wiosen i stanowiły prawdziwą kopalnię wiedzy dotyczącej każdej dziedziny życia .Nierzadko matrony znały też arkana magii związanej z naturą.

Jędze

jedza-e1452766018380
Jędza, „Bestiariusz słowiański” BOSZ 2012

Zupełnie odrębną grupę stanowiły żyjące samotnie jędze. Były to kapłanki dawnych puszczańskich bożków, które po Chrzcie uciekły do pomocy sił ciemności by oprzeć się chrystianizacji. Dzięki piekielnym sprzymierzeńcom stały się niemal nieśmiertelne i zyskały potężne moce – potrafią latać, zmieniać ludzi w kamień i zadawać uroki na odległość. Jednak za swe zdolności płaciły wysoką cenę – ich ciała, jak wszystkich stworzeń które weszły w spółkę z demonami -uległy potwornym deformacjom. Pod okrywającymi całe ciało płachtami kryły krowie kopyta zamiast stóp, końskie uszy, kły dzika, czy rogi. 7-chata-baby-jagi-copy-e1452766200229Wśród ludzi jędze słynęły ze swych ludożerczych praktyk, a ich przysmak stanowiły podobno zabłąkane w lesie dzieci. Mroczne kapłanki żyły z dala od innych mamun w swoich otoczonych złą aurą chatach. Sadyby te posiadały pewną zadziwiającą zdolność – napędzane czarami potrafiły na własnych odnóżach poczłapać tam gdzie wskazała im gospodyni. Najsłynniejszą ze znanych jędz pozostawała oczywiście legendarna Baba Jaga, o której więcej opowiemy przy innej okazji.

Źródło: Bestiariusz Słowiański

Część 1, http://legendarz.pl/mamuny/
Część 2, http://legendarz.pl/mamuny-ii/
Część 3, http://legendarz.pl/mamuny-iii/

Paweł Zych i Witold Vargas

Sposób życia i pszczoły – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 5

Jest to kolejna część tym razem piąta artykułu z materiałów etnograficznych Józefa Ciochonia
Pierwszą część jest o STRACHACH;
Drugiej znajdują się PODANIA ludowe;
Trzeciej była mowa o ZWYCZAJACH ludowych;
Czwarta część to UBIÓR;

Dzisiaj trochę o sposobie życia, co chłopi jedli i pili na co dzień.

Sposób życia. Na śniadanie jedzą u nas pospolicie ziemniaki z żurem. Żur bywa owsiany albo żytni omaszczony mlekiem, a w niedostatku nabiału słoniną. Wszyscy jedzą z jednej miski. Żur mieszają razem z ziemniakami albo każde jedzą z osobnej miski. Na obiad jadają kapustę, która mieszają z grochem. Do kapusty dają ziemniaki. Następnie kluski na mleku albo kaszę jaglaną także na mleku. Następnie jedzą groch albo coś innego. Bardzo rarytną  [przyp red. SiS: rarytny, rzadki, delikatny wg SJP W. Doroszewskiego] potrawą jest kapusta na mleku. Kapustę te przyrządzają tak. Główki kapusty kroją na 4 lub sześć części na podłuż. Wkładają do garnka nalewają mleka i gotują na kominie (kominem nazywają także to miejsce gdzie w lecie gotują jedzenie, bo nie palą pod blachą ale na blasze i obstawiają ogień garkami) kapustę ugotowaną wylewają z mlekiem na miskę i jedzą na obiad. Mięso jest bardzo rzadkie u naszego ludu i tylko na święta je kupują. Nie znają innych przypraw mięsa tylko je gotują. Jajecznica jest delikatesem. Knedle, pierogi ze serem, lub kluski lane są potrawami świątecznymi.

Na święta Bożego Narodzenia, na zapusty, na Wielkanoc i Zielone Świątki pieką kołacze. Te nie są wcale wymyślne. Robią je tak. Z ciasta pszenicznego robią placki, na nie rozciągają tworóg przerobiony z mlekiem i pomazują rozbitemi żółtkami. Tak przyrządzone wsadzają do pieca.

Gomółki przyrządzają w ten sposób: twaróg dobrze przerabiają z kilkoma jajkami; do tego jeszcze tłuczony pieprz lub angielskie ziele i szczypiorek drobno pokrojony. Z tego twarogu robią małe płaskie okrągłe bułeczki, smarują je i wkładają na deszczułce do pieca ciepłego, aby obeschły. Na wieczerzę jadają ziemniaki ze żurem tak jak na śniadanie. Chleb wypiekają razowy żytni, bardzo smaczny.

lk_etnografia_5
Odręczny szkic j. Ciochonia, karta nr 8

Pijaństwo w naszej wsi stoi na bardzo niskiej stopie. Dawniej jak powiadają chłop w chłopa, baba jedna w drugą pili w karczmie. Chłop należał do Żyda. Teraz dzięki duchowieństwu dobrobyt jest u nas bardzo piękny, chociaż wcale nie ma wielkich bogaczów. Najwięcej mają niektórzy tylko (3 czy 4), 40 morgów, zresztą najzwyczajnie chłopskie grunta obejmują 10 do 12 morgów. Mimo to domy są schludne i porządne. Budowa jest wszystkich domów prawie jednakowa. Wszystko jest pod jednym pokryciem. Kuchnia czyli alkierz bywa w domach wieśniaków zamożniejszych. Pijaków liczba niewielka. Lud pracowity. Na żniwa udają się nawet do Królestwa do Dyjamentu [przyp. red. L.K. Dyjament – przedmieście Rygi w zaborze rosyjskim].

O    PSZCZOŁACH

Bardzo powszechne jest w Borzęcinie mniemanie, że jest gad podobny do żmiji, który wydaje ze siebie roje pszczół, dlatego nazywają go rojnicą. Tę rojnicę trzyma się w pasiece, gdzie się jej robi gniazdo pod ulem. Daje się jej na dzień raz bułkę rozdrobnioną ze słodkiem mlekiem. W zimie roinica zakopuje się w ziemię i śpi. Kto ma roinicę temu pszczoły się bardzo darzą.

Jeden wieśniak Bąk siekł trawę pod lasem i w trawie znalazł roinicę otoczoną mnóstwem pszczół. Złapał ja i wzioł do kapelusza i przyniósł do domu. Wszystkie pszczoły przyleciały na roinicą, którą Bąk osadził pod ulem. Pszczoły także weszły do ulów, które byty próżne, bo ów wieśniak miał pierwej już pszczoły i od tego czasu darzyły mu się pszczoły nadzwyczajnie. Teraz ma także wiele pniaków i twierdzą że on także roinicę ma. Gdyby roinice jakimś przypadkiem stracił, wszystkie pszczoły padną. Opowiadał mi jeden wieśniak Adamczyk, że w 1848 roku podczas przechodu Moskali na Węgry1 przyszedł do niego jakiś cudzoziemiec chcąc mu za 2 cwnacygiery2 zrobić roinicę. Żądał jednego jajka, pszenicy i jagód. A gdy mu to dano, włożył te rzeczy do całkiem nowego garka glinianego, przykrył i wstawił pod ul, wymawiając przy tem jakieś niezrozumiałe słowa. Następne upewnił że w 9 dniach wylegnie się roinica. Po kilku dniach Adamczyk wykopał ten garczek spod ula, bo się obawiał czarów. Jajko wyjął z garka i znalazł je tak twardem, że go musiał siekierą stłuc. Skorupa na niem stała się, jak gdyby skórzana. Zdaje się żeby się była roinica wnet wylęgła. Gdy on ten garnek i jajko potłukł, tym samym wszystkie pszczoły spadły i chociaż później nabywał pszczół nigdy ich nie mógł utrzymać.

Z ula najsłodszych pszczół nigdy miodu nikomu nie dają, ani nie sprzedają, bo się obawiają, by pszczoły nie spadły.

Przypisy dodatkowe:
1 Rosja w ramach państw „Świętego Przymierza” udzieliła Austrii pomocy wojskowej w stłumieniu powstania na Węgrzech.
2 Srebrna moneta równa 20 krajcarom nazywana „cwancygier”, [przyp. red. SiS,  obecnie to zwanzig czyli 20.] była w obiegu w latach 1754-1872 na terenie Cesarstwa Austriackiego.

_________

Jest to przedostatni artykuł cyklu, ostatni będzie o wierzeniach ludowych, ale także o innych zwyczajach ludowych. Zarazem będzie to najdłuższy artykuł, ale w moim odczuciu najciekawszy.
_________

 Artykuł pod redakcją Lucjana Kołodziejskiego, znaleziony dzięki Dragomirowi z Warysia (k. Borzęcina)

Ubiór – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 4

Jest to kolejna część tym razem czwarta artykułu z materiałów etnograficznych Józefa Ciochonia.
Pierwszą część jest o STRACHACH;
Drugiej znajdują się PODANIA ludowe;
Trzeciej była mowa o ZWYCZAJACH ludowych;

Dzisiaj czwarta część o ubiorze ludów wiejskich w małopolskiej wsi.

UBIÓR

UBIÓR CHŁOPA

Ubiór naszego chłopa jest dwojaki: powszechni i świąteczny. W dzień powszechni zwłaszcza przy robocie nosi płóciennicę (płóciankę) [przyp. red. L.K. Ubranie wykonane z lnu.] zwyczajnie z płótna grubego zgrzebnego domowego wyrobu, spodnie zawsze zwane portkami, także zgrzebne. Koszule zaś prosto uszyte nigdy nie są zgrzebne, ale zawsze z cieńszego płótna domowego. Kamizelki sukienne czarne lub niebieskie, lub sieraczkowe, które zabierają miejsce dosyć nagle z mody wychodzącym kaftanom prawdziwie Borzęckim, bo nawet w sąsiednich wsiach już takich kaftanów nie noszą. Na takie kaftany kupują zwyczajnie sukna granatowego, forma kaftana jest zupełnie taka, jak surduta bez rękawów z tym wyjątkiem, że kołnierz jest stojący. Naokoło są wypustki z czerwonego sukna, a z przodu obok wypustki są wyszycia czerwonym lub żółtym jedwabiem w zygzak, a na kołnierzu podobnych wyszyć jest najwięcej. Obok wyszyć idą we dwa rzędy guziczki stalowe podobne zupełnie do gwoździcków, jakich używają do obicia mebli, tylko na wierzchu jest wyszyte kółeczko. Te guziki zwane baniakami (guzik baniak) są używane li tylko do tych kaftanów. Kaftan zapina się na przodzie haftkami, poła nie zachodzi jedna na drugą: klap nie ma żadnych. Jest to galowe ubranie naszego wieśniaka i dosyć kosztowne. Jednak jest to ubranie u nas teraz rzadsze, bo już mniej więcej nikt nie daje robić, tylko chodzą w tych, które już dawniej były robione. Na kaftan wdziewa się w święto płóciennice bieluchną z cienkiego płótna domowego. Zwyczajnym ubiorem i coraz częściej rozpowszechniającym się jest sukmana czarna lub sieraczkowa z guzikami lub potrzebami jak czarnarki. Pod sukmanę na wypuszczona koszulę kartonową (katunową) wdziewają kamizelkę, nigdy zaś pod sukmanę nie kładą kaftana. Spodnie świąteczne ciemne zwyczajnie w szeroką kratę kładą do butów. Czapki czarne okrągłe z robionym barankiem z przodu wyższym w półkole zaokrąglonym są najpospolitsze i najtańsze. Kapelusze świąteczne są rozmaite: filcowe czarne, ordynarne bardzo tęgie są najdawniejsze (z fabryki brzeskich Żydów). Te kapelusze nosili zwyczajnie gospodarze, młodzi zaś nie nosili i nie noszą nigdy. Teraz są w częstym użyciu. Kapelusze filcowe miękkie w rozmaitych kształtach, jak po naszych miastach.

UBIÓR KOBIETY

Ubiór kobiecy jest prawie zupełnie, a może taki sam jak krakowski. Spódnice jaskrawo kolorowe są bardzo łubiane, chustki tak świąteczne jak i powszechne nigdy nie są jednej barwy a tylko zwyczajnie upstrzone. Na głowę wiążą chustki tak dziewki jak i kobiety. Młode dziewczęta chodzą z gołemi głowami. Do kościoła zaś w dzień powszedni dziewki i dziewczęta wiążą na głowę chusteczkę małą i cienką całkiem po prostu przepasując czoło i zawiązując na węzeł w tyle. Kobiety jako tez dziewczęta nie używają nigdy trzewików, ale zawsze butów. Spódnice dziewek i dziewcząt są zwyczajnie jaskrawo kolorowe, kobiety lubują więcej w barwach mniej jaskrawych. Na święto ubierają się dziewki zwyczajnie te które są bogatsze, w spódnice białe z licznemi wstawkami i bogato haftowane. Świąteczne gorsety są sukienne w barwie czarnej lub granatowej, ale po większej części bywają takowe z jakichś materyj cieńszych barwniejszych. Do gorseta przyszywają większą ilość kaletek, tj. w pasie naokoło dachówkowato na siebie zachodzących kawałeczków misternie wystrzyżonych tejże samej materii z jakiej jest gorset. Im kaletki drobniejsze, tem gorset jest ładniejszy. Koszule świąteczne są bardzo cienkie bieluchne z kołnierzami dużymi jak najwięcej haftowanymi. Zamiast gorsetów używają także tak na święta jak i powszechni dzień katanek, które są w pasie wcięte. Innym ubiorem zamiast katanek i gorsetów jest kaftan, który się niczem nie różni od gorseta jak tylko tem. że kaftan zapina się na guziki, a gorset sznuruje się misternie kolorowym sznurkiem.

ZWYCZAJ UBIERANIA ZMARŁYCH

Na zmarłą osobę starszą ubierają koszule uszytą nowo z płótna. Tę koszulę nazywają koszulą śmiertelną. Jest ona tak długa, że dochodzi do nóg. Na nogi wdziewają pończochy uszyte z płótna, a na głowę wdziewają czapkę z płótna kształtu stożka.

Dzieci zmarłe ubierają w koszulę kortunową i przepasają je wstążką czerwoną lub niebieską. [przyp. red. L.K. Zapewne kolor wstążki uzależniony był  od płci dziecka.]

Gdy umarłego mają wyprowadzać z domu wszyscy uklękają którzy są obecni i za przewodnictwem dziadka, który jest do tego uprzywilejowanym odmawiają litanie do wszystkich świętych.

_________

Kolejny artykuł będzie o życiu codziennych chłopów.
_________

 Artykuł pod redakcją Lucjana Kołodziejskiego, znaleziony dzięki Dragomirowi z Warysia (k. Borzęcina).

Zwyczaje i obyczaje – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 3

Jest to trzecia część artykułu z materiałów etnograficznych Józefa Ciochonia, pierwszą część można znaleźć tutaj, zatytułowaną jako STRACHY, drugiej znajdują się PODANIA ludowe.

ZWYCZAJE I OBYCZAJE

1. WESELE

Przy weselach. Jeżeli kawaler, albo wdowiec stara się o rękę dziewczyny po zawartej już znajomości udaje się z dzbankiem piwa do narzeczonej, a jeżeli to jest młodzieniec idzie z ojcem. Tutaj robią układy małżeństwa, a jeżeli te przyjdą do skutku dają na zapowiedzi i następuje wesele, Jeżeli wesele jest wystawniejsze i u majętniejszych ludzi, trwa 4 dni, zaczyna się ślubem w poniedziałek rano. a kończy się w wieczór we czwartek.

Włodzimierz Tetmajer, Wesele

W niedziele w wieczór przychodzą drużbowie, których liczba jest zwyczajnie 4 i starosta wesela pod okna panny młodej razem ze skrzypkami i grają i śpiewają: „Dobra nocka, koło północka”. Nie będąc na wakacjach w rodzinnej wsi nie mogę przytoczyć piosenki.

Potem ojciec panny młodej wychodź i zaprasza gości do izby. Traktuje ich trunkiem i jedzeniem; tańczą około 2 godzin i udają się potem do pana młodego. Tam powtarza się to samo. co u panny młodej i śpiewają za oknami panu młodemu.

W poniedziałek od rana wybierają się do ślubu. Dróżki, których liczba jest nierównie większa jak drużbów, robią sobie czepki (cepce, wymiawiają) z kilkunastu wstążek jakoś dziwnie sfałdowanych, iż ten cały ubiór głowy ma kształt korony i dosyć pięknie wygląda. Cała czereda dróżek, starosta, starościna, ojcowie państwa młodych wsiadają na wóz jeden lub dwa. Drużbowie zaś i pan młody dosiadają koni ustrojonych w malowane papiery i dzwonki około łba i cały ten konwój wyrusza do panny młodej i w szalonym pędzie jadą do kościoła. Drużbowie przy tej sposobności pokazują zręczność swą w jeździe, mijają się do upadłego. Drużki przy odgłosie skrzypków, basetli i klarynetu [przyp. red. L.K. powinno być klarnetu. Basetla to ludowy instrument smyczkowy o niskich dźwiękach, pośredniej wielkości między wiolonczelą a kontrabasem, używany w kapelach ludowych. W innych rejonach mówi się basola] śpiewają po drodze niezliczoną liczbę krakowiaków.

5748605906_ea96c68197_b
Andrzej Staśkiewicz z Kurpiów, grający na basetli

Ubiór drużbów stanowi główne sukmana czarna lub sieraczkowa, spodnie ciemne i kapelusz jak nazywają kastrolowy (zwyczajny kapelusz filcowy). Starosta na wozie trzyma różdżkę (rózckę) którą drużba najbliższy ma dostarczyć. Różczka jest to kilkoramienny wierzchołek młodej sosny, osadzony na postumencie, ubrana w różnokolorowe papiery, a na końcach każdej gałązki wbite jest czerwone jabłko.

Po ślubie jadą z tym samym hałasem do domu panny młodej i tam odbywają się pląsy. Pan młody bierze różczkę i idzie zapraszać sąsiadów i przyjaciół na wesele (nie przed ślubem tylko po ślubie).

Główny trunek stanowi piwo a w mniejszej ilości wódka.

Bardzo późno po południu jest obiad. Wszyscy weselni jedzą z jednej miski, a najwięcej z dwóch. Obiad zaczyna się od kapusty, a następnie kasza lub jakie kluski albo też oboje, potem rosół i mięso. Późno w nocy dają kołacze. Pan miody, gospodarz lub najbliższy drużba roznoszą na przetakach pokrajane kołacze miedzy zaproszonych. Nad ranem gdy się do syta wytańczą, kładą się spać sami weselni to jest dróżki i drużbowie, goście zaś rozchodzą się do domów. Dróżki które zechcą także mogą iść do domu.

W drugim dniu wieczorem albo w trzecim wesele idzie do starosty (bo starosta musi być także przygotowanym). Pan młody znowu bierze różczkę i idzie zapraszać sąsiadów i przyjaciół starosty, którzy mu są wskazani. Muszę tu nadmienić, że takie solenne zaprosiny tyczą się tylko gospodarzy na gruntach lub takich którzy mają przynajmniej dom i familię. Nigdy zaś nie zaprasza drużba z różdżką młodzieńca lub dziewki. Jeżeli gospodarz chce zaprosić jakiego chłopaka lub dziewkę to poszli kogo innego po nią lub po niego, co się jednak bardzo rzadko zdarza. A jeśli spotka przypadkiem na drodze starosta lub starościna dobrego znajomego lub znajomą, którą wypada zaprosić to tylko powiada „przyjdze ta Jasiu lub Maryś”. Od starosty idzie wesele do pana młodego gdzie się końcy cepinami. W tym celu koło północy wyprowadzają pannę młoda do komory, zdejmują jej z głowy ślubny czepiec ze wstążek, obcinają jej warkocze i wiążą jej na głowę chustkę. Tak się kończy wesele. Jednakowoż porządek nie zawsze jest jednakowy, bo zaczyna się wesele u starosty czasem lub u pana młodego, a kończy u panny młodej.

2. WIELKANOC

We Wielkanoc w pierwsze święto popołudniem ubiera się 2 chłopaków zazwyczaj parobków biedniejszych i mniej wstydu posiadających za dziadów osmalają się, by ich nie poznano i biegają szalenie od domu do domu prosząc o śmigusek. Jeden z nich ubrany za dziada, przepasany jest powrósłem, na głowę odziewa zdarty czarny kapelusz przyprawia sobie brodę z konopi i w ręce dzierży tęgi, długi charap którym popędza przed nim pędzącą babkę. Babka (przebrany parobek) okryta jest płachtą zabrudzonego matryału, przed sobą niesie ogromny brzuch słomą wypchany, a na plecach w szmaty obwinięty. Dziecko ze słomy zrobione. Zwyczajnie bywają oboje tak uparci, że nie ustąpią jeżeli im się nie da śmiguska.

3. NOWY ROK

W Nowy Rok biedne chłopcy lub dziewczęta biegają po domach za Szczodrakami. Są to małe bochenki chleba zwykle podskrobki, które naumyślnie na Nowy Rok pieką.

4. TRZECH KRÓLI

 Mirą i jałowcem które świecą w Trzech Króli obkadzają krowy, gdy są chore.

5. CHRZCINY

Chrzciny odprawiają majętniejsi nawet dosyć i wystawne. W dniu przeznaczonym na chrzciny, gospodarz zaprasza sąsiadów i przyjaciół na ucztę. Przywozi z browaru ze Słotwiny lub Okocimia beczkę piwa, zaopatruje się w jedzenie składające się z masła, sera, chleba, kiełbasy, słoniny albo placków czyli kołaczy (lud wymawia kołoce). Zapraszani są tak długo dopóki gospodarz nie da znać, że się piwo skończyło. Wtedy zaczynają się powoli rozchodzić. Podczas chrzcin musi być dziecię kąpane przez kobietę, która zwyczajem jest do tego uprzywilejowaną. Matka zaś podczas chrzcin chociażby najzdrowsza była kładzie się do łóżka. Gospodynie, kumosie, sąsiadki, które się schodzą na chrzciny przynoszą jej różna prezenta n.p. kukiełkę albo ładny ser lub kilkanaście jaj, lub pięknych jabłek, lub gruszek kopę. Po podwieczorku wszyscy wstają i śpiewają „Kto się w opiekę” lub „Witaj królowo nieba”. Potem siadają i gawędzą swoje.

6. STYPA

Styp pogrzebowych nie znają tutaj żadnych. Pogrzeb odbywa się bez żadnych zwyczajów miejscowych. Po pogrzebie to robią tratamenta [przyp. red. L.K. znaczy poczęstunek] ale tylko dla tych. którzy z daleka na pogrzeb przyjechali. I tego tratamentu nie uważają za żadną stypę pogrzebową, ale tylko za zwykłą grzeczność.

 

7. POGRZEB ZWYCZAJNY

Kilka lub kilkanaście dni po pogrzebie wyprawiają dla dziadków szpitalnych (bo w Borzęcinie jest szpital uposażony przez zmarłego bezpotomnie szlachcica Gizy1) tak zwany obiad. W tym celu zaprasza gospodarz dziadków i babki nie tylko szpitalne ale i inne żebractwo. Daje im jeść do syta (nigdy zaś pić trunków) i ci żebraki wspólnie śpiewają nabożne pieśni za duszę zmarłego.

Daje także każdemu do torby chleba, sera. masła lub słoniny sadła, soli, mąki etc.

Pozostałe przypisy:

1 W rzeczywistości fundatorem szpitala Borzęcinie  w 1669 r. był bp. krakowski Andrzej Trzebicki (1607 – 1679)

_________

 Artykuł pod redakcją Lucjana Kołodziejskiego, znaleziony dzięki Dragomirowi z Warysia (k. Borzęcina).
To nie koniec, kolejny artykuł będzie mówił o ubiorach ludowych kobiet i mężczyzn.

Podania – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 2

 

Jest to druga część artykułu z materiałów etnograficznych Józefa Ciochonia, pierwszą część można znaleźć tutaj, zatytułowaną jako STRACHY.

Podania

Z podań przytoczę jedno najważniejsze, które z ust naszego ludu często bardzo słyszeć można. Ćwierć mili od Borzęcina na wschodniej stronie, zaraz przy lasach radłowskich jest wielkie błonie. Na tem błoniu jest wioska składająca się z kilkunastu chałup zwana „Czarnawą. Zaraz przy lesie jest górka kilkanaście stóp wysoka okryta cala pięknym, dorodnym, żółtobiałym piaskiem. Do tej górki przywiązane jest następujące podanie:

  • Na tem miejscu stał klasztor, a jak inni mówią, miasto. Ten klasztor zapadł się bez najmniejszego śladu. Razu jednego (musiało to być niezbyt dawno, bo starzy ludzie pamiętają) szedł w nocy z lasu radłowskiego ku Czarnawie leśny imieniem Śworc (niezawodnie Szwarc) przez wspomnianą górkę. Nagle zobaczył w bliskości stojącą damę w bieli ubrana i mężczyznę (jak lud mówi pana) w czarnym stroju, w wysokim kapeluszu. Pani miała przy sobie kupę pieniędzy, a pan trzymał na ręku rozmaite śliczne fanty. Pan wołał Śworca do siebie i pani go wołała do siebie. On się bał jednego i drugiego. Ale bojąc się mniej kobiety, zbliżył się do niej. Ta mu powiedziała żeby się udał do wioski pobliskiej Czarnawy i razem z Kijakiem (z przydomkiem od wyciętej wargi) szczerbatym przyjechał z taczkami i pieniądze, które przy niej leżały, zabrał. Połowę, aby wziął na swój użytek, a drugą połowę oddal na kościół parafialny w Borzęcinie na msze św. na dawczynią. Ale Śworc uchciwił się na pieniądze i zabrał, ile mógł w trok swojej sukmany. Zaledwie kilka kroków uszedł, pieniądze mu się urwały iż brzękiem zapadły się w ziemię. Wtedy owa Pani rzekła do niego: widzisz nieszczęśliwy, gdybyś był tak uczynił, jak ci powiedziałam, byłbyś mnie wybawił. Pokutowałam już sto lat i jeszcze muszę sto lat pokutować. A pan po drugiej stronie zaśmiał się szyderczo i zniknął. Ów pan był to djabeł i gdyby się Śworc zbliżył był do niego, urwałbym niezawodnie głowę, jak lud mówi. Pasterze pasący na tem pastwisku często widują jak mówią przesuszające się pieniądze. Pieniądze przesuszają się w ten sposób, że nad piaskiem, pod którym się znajdują migorze [Przyp. L.K. tj. migoce] się słaby niebieski płomyczek. 

    1492447_972273429453350_4015560159304825335_o

  • Jeżeliby ktoś szczęśliwy (tak się lud wyraża o ludziach świątobliwych, ale wolnych od grzechu ciężkiego) widzi przeszuwające się pieniądze, niech zdejmie buta i rzuci na płomyk: a w takim razie potrzebuje tylko odgrzebać po kolano ziemię, chcąc posiąść skarb. Jeżeli rzuci wiecheć [Przyp. L.K. Pęk słomy wkładany do buta, pierwotnie pełnił rolę dzisiejszych skarpetek. Sic!] z buta, potrzebuje tylko odgrzebać z wierzchu piasek; jeżeli rzuci pas, musi kopać po pas; jeżeli rzuci czapkę musi kopać na chłopa. 

    Razu jednego dzieci Bąka, wieśniaka z Borzęcina bawiły się w piasku wspomnianej górki, podczas gdy on orał w bliskości swej pole. Dzieci grzebiąc w piasku, wygrzebały garnek pieniędzy i wołały ojca, żeby przyszedł wyciągnąć, bo one nie mogą dać rady. Po kilkakrotnem wezwaniu zirytowany Bąk wypuszcza z ręki pług i przychodząc mówi: „cobyscie ta bestye smarkate miały”. Zaledwie te słowa wymówił garnek z pieniędzmi zapadł się poć ziemię.Inną rażą ciągnęli pasterze pokrywę od kotła, w którym się pieniądze znajdują, odkopawszy piasek. Ale gdy jeden z pracujących powiedział: „A chodźże bestyo” pokrywa zapadła się głębiej.

    Prze to samo błonie idzie ku Borzęcinowi ścieżka obok gościńca, wysoka i dosyć głęboko wydeptana. Powiadają, że tą drogą chodzi dusza pokutująca. Kijak z Czarnawy chciał się koniecznie przekonać, co to za duch tamtędy chodzi. W tym celu zastawił paści żelazne (cięciwy) na tej drodze. Gdy wczas rano poszedł zajarzyć, czy się nie złapało co, ujrzał w cięciwach białego jak śnieg koła. Zaledwie cięciwy otworzył, ów kołek wysunął się i zniknął.

     

  • Trzecie ważne podanie przywiązane do tego błonia, że na tem jest zaśnięto wojsko polskie, które dopiero na ostateczny sąd powstanie, a inni mówią, że to wojsko powstanie do walki kiedy Polska będzie miała powstać. To podanie niezawodnie wiązało się z faktu, że na tem miejscu miała być bitwa z Tatarami (z czernią tatarską)1, stąd wioska na tem błoniu się Czarnawą jak równie i strumyk2 który około tej wioski płynie. Ze niezawodnie około Borzęcina była bitwa nadzwyczajnie wielka świadczy ta okoliczność, że z drugiej strony Borzęcina, na drugim błoniu3 znajdują ostrogi, kości ludzkie, kawałki żelazne, małe pieniążki srebrne, lecz nie można było wyczytać ani jednej sylaby, ani jednej litery. 

    Rzecz dziwna, ale niezawodnie musi to być prawdą, bo wielu ludzi stwierdziło następujący fakt. W roku 1866 właśnie podczas wojny meksykańskiej4 ludzie wszyscy z Czarnawy widzieli w św. Matki boskiej gromnicznej 2 lutego, że o wschodzie słońca z owej zaklętej górki maszerowało wojsko konno przez pola do radlowskiego lasu. Ludzie z całej wioski wyszli przed domy. przypatrując się temu zjawisku. Opisują dokładnie ich ubiór, że mieli czapki czerwone. a reszta ubioru była zupełnie podobną do ubioru polskich ułanów. Ten marsz trwał do godziny 10 z rana. Nikt nie wiedział żeby skąd wojsko przybywało, albo przechodziło. bo w całej okolicy nie było wtedy wojska, tylko gdzieś kolo górki powstawało i przez oziminę szło wprost do lasu. Gdy już wszystko się skończyło, ludzie udali się na to miejsce z ciekawości, czy bardzo ozimina stłoczona, bo to jest ich własnością; lecz jakież było ich zdziwienie, gdy nawet kopyta końskiego nie znaleźli. Gdy się wieść o tym rozeszła w całej okolicy, zawezwano wiarygodniejszych gospodarzy z Czarnawy do powiatu w Radłowie aby stwierdzili, czy to jest prawdą. Chłopi zeznali wszyscy jak widzieli. Lecz skoro kazali im przysięgać. żaden nie chciał przysięgą stwierdzić. Wymierzono im wtedy karę po 15 kijów i odesłano do domu z tym upomnieniem, by głupstw nie rozpowiadali. Że chłopi nie chcieli przysięgać, temu się wcale nie dziwię, bo nasz polski chłop, jeżeli namacalnie czegoś nie widzi, przysięgać na to nie chce, gdy od niego żądają. Tutaj np. w tym wypadku chłopi nie przysięgać, wątpliwość u nich zachodziła, czy ich oczy nie łudziły, gdyż wojsko nie zostawiło śladów po sobie. Fizycy objaśniają to zjawisko w ten sposób, że to było odbicie wojska amerykańskiego przy wschodzie słońca. Czy to prawda? Wątpię. 

    O wojskach zaśniętych powiadają, że każdy żołnierz śpi na swoi koniu, a jakaś niewiadoma siła daje koniom jeść. pić, czyście je i gnój od nich wymiata. Jeżeli konie zetrą sobie podkowy, wtedy zwyczajnie jakiś kowal wędrowny trafi jakimś cudownym sposobem do podziemia, gdzie wszystkie konie kuje. Tam dostaje jedzenie które ma na oznaczoną godzinę w osobnym pokoju jadalnym. Tam ma także gotową kuźnie i żelazo i wszystkie przyrządy kowalskie. Zwyczajnie bywa tam rok; a po roku znowu jakimś cudownym sposobem dobrze wynagrodzony wydostaje się na świat. Jeżeli przypadkiem przez nieostrożność potrąci przy kuciu konia żołnierza, ten ocknie się. Wtedy musi kowal powiedzieć „śpij, śpij bo jeszcze nie czas.”

Przypisy numeryczne:
Jest to oczywista pomyłka, w czasie najazdów tatarskich w XIII w. Borzęcin jeszcze nie istniał. Nazwa pochodzi od nazwiska rodowego o podobnej nazwie założycieli i sponsorów tychże okolic.
Dzisiaj to jest rów melioracyjny zwany Borową.
Borzęcin – Borek
Wojna amerykańsko-meksykańska toczyła się

_____________

Artykuł pod redakcją Lucjana Kołodziejskiego, znaleziony dzięki Dragomirowi z Warysia (k. Borzęcina).

Kolejny artykuł już wkrótce, tym razem o Zwyczajach i Obyczajach.

____________

Ciekawostki dot. artykułu:

  • Mila polska wynosiła do 1898 roku wynosiła  ~8534,31 metra. Jednakże chłopstwo mogło stosować miarę starszą gdzie 1 mila wynosiła 7 worst, a to jest ponad 7km. W różnych epokach, a nawet w różnych regionach Europy wartość 1 mili, także mili polskiej zmieniała się.
  • Kijakiem także nazywano chłopa wypasającym bydło, a przezwisko nadane ponieważ posługiwał się kijem.