Ofiary z ludzi u Słowian

Wczoraj na FB pojawił się ciekawy wpis na stronie Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie pobudził dużą dyskusję a to za sprawą malowidła Ofiara z 1922 namalowanego przez Mariana Wawrzenieckiego.

19989307_1500154600040735_566667639364876536_n

„Ofiara” – obraz z 1922 r. przedstawiający pogański obrzęd składania w darze bóstwu życia młodej kobiety. Z przekonaniem o takich praktykach namalował go Marian Wawrzeniecki – uchodzący za znawcę prastarych wierzeń. Współcześni oskarżali go też o lubowanie się w ukazywaniu okrucieństwa i szafowanie erotyką. Potężny idol kojarzy się z posągiem Światowida i kolosami z Wyspy Wielkanocnej.

Autorzy strony nie poszli na łatwiznę i przedstawili obszerny przypis do swojego wpisu. Zapraszam do lektury.

—————————————————–

Cieszymy się, że nasz wpis (dość podchwytliwy) wywołał dyskusję. Tym bardziej, że inspiracją była sztuka! Przecież to jest jedna z jej ról – wzbudzanie emocji. Szkoda tylko, że czasami wzbudza tak skrajne emocje, a nie zawsze stanowi inspirację do poszukiwań wiedzy.

A jak to z tymi ofiarami wśród Słowian było? Tak jak napisaliśmy, niegdyś powszechnie twierdzono, że one były. Wynikało to raczej nie z badań naukowych, a z przekonania, że dla politeizmu fakt tak byłby rzeczą oczywistą. Dziś jednak pojawia się wiele głosów temu przeczących. Jednak rzadko w dyskusjach na ten temat (i nie tylko niestety) pojawiają się konkretne argumenty oparte na przesłankach źródłowych i ustaleniach badaczy stanowiących efekt krytycznej pracy ze źródłami.

Źródła pisane wspominają o tym, iż Słowianie składali ofiary z ludzi. Zapewne o takim obyczaju pisze autor bizantyńskiego podręcznika do strategii „Strategikonu” ze schyłku VI w. Wspomina on o tym, że kobiety Słowian południowych rzucają się na płonące stosy poległych wodzów i w ten sposób giną. Interpretowane jest to z reguły jako właśnie przykład ofiary z ludzi – były raczej do tego przymuszane.
Piszący w drugiej połowie X w. Leon Diakon w swoim dziele przy okazji opisu kolejnej wojny bizantyńsko-ruskiej wspomniał o tym, iż Rusini po jednej z bitew na wielkich stosach palili swoich poległych i starożytnym zwyczajem poświęcają jednocześnie jeńców – zarówno mężczyzn jak i kobiety. W innym miejscu wspomina o zwyczaju składania przez Słowian w ofierze noworodków oraz kurczaków, które topiono w Dunaju. Piszący w I poł. X w. perski podróżnik Ahmad ibn Rustah Isfahan wspomniał o tym, iż Słowianie wschodni mają w zwyczaju poświęcać kobiety. Również „Powieść minionych lat” pisze o istnieniu takiego obyczaju. Miał go kultywować nie kto inny jak Włodzimierz I Wielki – książę kijowski, który krótko potem przyjął jako pierwszy władca Kijowa chrzest. Źródło to wspomina także o poświęcaniu dziewic.

Dość sporo informacji o składaniu ofiar z ludzi wśród Słowian mamy w odniesieniu do plemion połabskich na przełomie X i XI w. Wspomina o tym Thietmar z Merseburga. W 990 r. Wieleci-Lucicy mieli, wg kronikarza, złożyć w ofierze dowódcę zdobytego wcześniej wspólnie z Czechami nieznanego z nazwy grodu). W innym miejscu swej kroniki wspomina on o tym, iż Obodrzyci składali ofiary z ludzi w Radogoszczy. Także inni ówcześni pisarze (m.in. Brunon z Kwerfurtu, Helmold z Bozowa) wspominają o takich praktykach. Najczęściej złożenie w ofierze odbywało się poprzez ścięcie głowy. Ofiarą był obcy, z reguły chrześcijanin, często misjonarz.

Oczywiście można zarzucić autorom tego rodzaju zapisek stronniczość. W większości przecież wywodzili się oni z kręgów kościelnych, więc celowo mogli fałszować obraz spokojnych Słowian. Takie stanowisko nie jest jednak do końca uzasadnione, ponieważ informacje o tym wywodzą się ze zbyt różnych środowisk i z różnych okresów. Zresztą, jak wskazaliśmy powyżej, przytaczają je nie tylko chrześcijanie.

Argumentów na potwierdzenie tezy o występowaniu obyczaju składania ofiar z ludzi dostarcza również archeologia. Jako takie uznaje się pochówki luźnych czaszek z wgnieceniami. Znamy je np. z Rugii z okolic dawnego ośrodka kultu słowiańskiego, Arkony. Być może ofiary przed śmiercią były ogłuszane, utaczano z nich krew i potem odcinano głowę. Krew jak się zdaje mogła mieć znaczenie dla innych symbolicznych rytuałów. Kolejnym dowodem są spotykane niekiedy na terenach Ukrainy czy Słowacji całe serie pochówków w kolistych jamach określanych niekiedy właśnie jako ofiarnicze. Najczęściej są to szkielety męskie, najczęściej o odmiennym etnosie. Być może archeologiczną pozostałością po tym obyczaju się niektóre znane szkielety ze śladami skrępowań.

Jak widać źródła wyraźnie wskazują na istnienie tego obyczaju wśród Słowian. Nie byłoby to zresztą niczym szczególnym w ówczesnych czasach i nie świadczyłoby to o żadnym ich „zdziczeniu” (jak ktoś to napisał w dyskusji). Tego rodzaju praktyki były normą wśród religii politeistycznych. Ofiary z ludzi składali niekiedy Grecy, o wiele częściej czynili to Rzymianie. Nawet celtyccy Druidzi składali ofiary z ludzi. Wyobrażacie sobie w takiej sytuacji dobrodusznego Panoramiksa z komiksów o Asterixie i Obelixie? Ofiary z ludzi znane były u Germanów, u Skandynawów, Prusów, wśród wielu ludów Europy. Zresztą nie tylko Europy! Wspomnijmy choćby o Majach (przecież jeszcze do niedawna uznawanych za wyjątkowo spokojnych i stroniących od tego typu praktyk), Aztekach i innych ludach prekolumbijskiej Ameryki. Azja też nie była wolna od tego typu rytuałów. Pamiętać jednak należy, że to co dziś wydaje się nam szokujące w tamtych czasach takowym nie było. Inny był system wierzeń, inna mentalność. Pojęcie humanitaryzmu, jakie znamy od oświecenia wówczas w ogóle nie było znane.

Jeśli więc komuś zaburzyliśmy sielankowy obraz naszych przodków to powtarzamy raz jeszcze – Słowianie nie byli w tym odosobnieni. Na podstawie źródeł można raczej wysunąć tezę, iż praktyki te mimo wszystko nie były wśród Słowian zbyt powszechne, a uciekano się do nich tylko w chwilach szczególnych.

Na specjalną uwagę zasługuje sam Marian Wawrzeniecki (1863-1943), twórca zaprezentowanego obrazu pt. „Ofiara”. Był on malarzem (uczniem samego Matejki), rysownikiem, archeologiem, religioznawcą, teoretykiem sztuki, członkiem współpracownikiem Komisji do Badań nad Historią Sztuki i Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie. Uchodził za specjalistę w zakresie słowiańszczyzny, przede wszystkim w zakresie dawnych wierzeń. Sam sygnował często swoje prace swarzycą – lewoskrętną swastyką, pradawnym symbolem przychylności bogów, szczęścia i zwycięstwa. Był członkiem grupy artystycznej zwanej Szczepem Rogatego Serca, której członkowie inspirowali się w swojej twórczości właśnie kulturą Słowian. Wprawdzie nie był członkiem Koła Czcicieli Światowida, założonej w 1921 grupy religijnej odwołującej się do wierzeń pogańskich, jednak zaliczyć go należy do grona jej zwolennikiem. Jak chcą niektórzy był zwolennikiem podnoszonej niekiedy w dwudziestoleciu międzywojennym kwestii przywrócenia publicznego obchodzenia niektórych obrzędów religii słowiańskiej. Dziś uznawany jest za jednego z prekursorów polskiego rodzimowierstwa słowiańskiego.


 

Podsumowując oraz przestrzegając z góry przed atakami. Należy pamiętać, że w wielu przypadkach to nie wiara jest winna jakimś zbrodniom, a sami ludzie. Fanatycy, nieuki często przez pryzmat wiary podejmowali decyzję w imię dobra innych i swojego. Nie ma jednoznacznych dowodów na to że słowianowierstwo składało ofiary z ludzi, a odłamów wiary dawnej było więcej, na wiele z nich wpływały inne wierzenia także pogańskie, ale także monoteistyczne, gdzie ofiary z ludzi i zwierząt były składane.

Należy także wziąć pod uwagę istnienie pogańskich sekt, wiarołomców którzy dostosowywali wiarę pod siebie, aby gromadzić władzę i bogactwo. Jest to zbyt ludzkie aby nie brać pod uwagę, szczególnie patrząc na chrześcijan.

Droga do prawdy to nie świeża asfaltowa droga, a stara droga z wieloma dziurami.

Nie traćcie wiary! Chwała Bogom! 🙂


 

Źródło:

Reklamy

Życzenia na Szczodre Gody

img_4456Jeden – dwa
sen i mak
trzy i cztery
miody leję
pięć i sześć
grzyb nie śmierć
siedem – osiem
łusek krocie
dziewięć – dziesięć
kołacz piecz się

zanim kołacz się upiecze…

w sercach ciszy maku ziaren
złota miodu
słodkich dziatek
mocy lasów nieprzebytych
dobrych myśli jezior czystych
darów słów i darów wszelkich światów bliskich i dalekich

niech zimowych niezwykłości
czas pod strzechą Wam zagości
niech przybędą z kręgu skraju
Ci, co na Was tam czekają
dobra życzą i miłości
jeśli gości – swoich gości

zanim kołacz się upiecze
zanim w ziołach szczupak dojdzie
zanim grzybów moc pachnąca
w blasku ognia się rozejdzie
zanim miodu krople ciężkie
w ciemnej głębi się zanurzą
zanim maku smak tajemny
zmysł omami i odurzy
zanim…
zanim…
mrok nastanie…

jeszcze tylko słów tych kilka
na papierze białym skreślę
by tak dobrze Wam się działo
jak dotąd nie działo jeszcze

dziesięć – dziewięć
kołacz piecz się
osiem – siedem
łuski srebrne
sześć pięć cztery
wieczne sfery
trzy dwa jeden…

dar dla Ojców
i dla siebie

 

Autor  Agnieszka Wielgopolan

Archeologia a poszukiwacze

Sam prywatnie mam mieszane uczucia co do tej sprawy, bo z jednej strony prawo polskie jest bardzo surowe że to co pod ziemią należy do Państwa Polskiego, a z drugiej strony nie ma wolności wolnych poszukiwań archeologicznych. Należałoby znaleźć złoty środek oraz poprawić kulturę u amatorskich poszukiwaczy. Bo co złego jest z szukaniem metalowych guzików po II WŚ? Albo tych co szukają resztek żelaznych mieczy po bitwie wojów 1000 lat temu? Nic, jeżeli taka osoba mogłaby się pochwalić znaleziskiem bez kary, że zostanie mu przedmiot bez nagrody odebrany. Zarazem że szuka skarbów w postaci złota, a pomijając lub niszcząc bez żadnej dokumentacji jeszcze cenniejsze przedmioty które mogą skrywać dla naukowców dużo więcej informacji niż złota moneta czy zardzewiały mieczyk.

Dlatego wpieram apel archeologów dotyczących nielegalnej degradacji obiektów historycznych oraz często obiektów które są grobami. A nie wiem czy ktoś z tych ludzi chciałby aby w przyszłości ktoś rozkopywał grób ich rodziców, dziadków w poszukiwaniu paciorków?

Niszczenie kurchanów lub innych miejsc gdzie żyli nasi przodkowie 1000 lat temu to zawsze miejsce na znalezienie potencjalnych dowodów na istnienie bardziej rozwiniętej kulturowo cywilizacji niż przedstawiana jest w książkach. Oraz często mogą zostać znalezione figury związane z wiarą przodków które rozwiązują wiele dyskusji.

Archeologia to ciężki zawód, to nie tylko grzebanie w ziemi, ale zawodowi archeolodzy zamiast tępić poszukiwaczy zabytków powinni wchodzić z nimi współpracę bo często to oszczędzi czas i pieniądze obydwóch stron.

normal_e4d3f_wykopaliska_fot._robert_drayton_geograph.jpg
„Burdel macie w tym swoim archeo” cytat z filmu

Dalej przedstawiam apel Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich Oddział w Warszawie:

Coraz częściej słyszymy taką narrację:
– mamy spór poszukiwacze – archeolodzy
– archeolodzy bronią swej domeny zarobkowej, a nie dobra zabytku czy też dziedzictwa
– archeolodzy to „beton” nie rozumiejący praw obywateli do zajmowania się poszukiwaniami, itp.

Chcielibyśmy pokazać na przykładzie, czym jest nasza troska o zabytki archeologiczne jako depozytu dziedzictwa społecznego, źródła poznania przeszłości minionej i dlaczego spersonalizowane w pewien sposób problemu masowych zniszczeń zabytków archeologicznych i mówienie przy tym o sporze archeolodzy-poszukiwacze według nas nie dotyczy w ogóle problemu.

Archeolodzy opisali zadokumentowany zabytek z nadzieją, że pozostanie on zasobem dziedzictwa wspólnego. Zatem problem dotyka nie archeologów, mnie, kolegi, profesora czy docenta – w efekcie wszyscy pozbawiani jesteśmy dziedzictwa.
Jeśli Ci którzy dokonali dramatycznych jak widać na zdjęciu zniszczeń, nazywają siebie – poszukiwaczami – to doprawdy niewłaściwe gdyż znamy wiele osób poszukujących naszego wspólnego dziedzictwa w zgodzie z prawem i dla pożytku nas wszystkich.

Nie chodzi tu zatem o spór archeolog-poszukiwacz. Raczej o to, że dewastowane są źródła archeologiczne, historyczne ważne i być może jedyne dla poznania przez nas wszystkich historii czy też okresów wcześniejszych i my o tym mówimy w imieniu – społecznym.
Ogłaszanie, że mamy obecnie spór archeolodzy-poszukiwacze wynika z braku zrozumienia zarówno znaczenia badań naukowych (metodami archeologicznymi), celu poznania i wartości źródeł archeologicznych.

Mamy obecnie, według nas, problem masowego niszczenia źródeł archeologicznych, łamania prawa i braku poszanowania dobra wspólnego.
Zdjęcia przedstawiają zniszczenia dokonane przez nielegalnych poszukiwaczy zabytków na cmentarzysku kurhanowym ludności kultury łużyckiej, znajdującym się w południowej części woj. lubuskiego. zdjęcia z lat 2006-2012, zdjęcia LIDAR ukazujące zniszczenia – dołki czy też „wykopki” z 2011 r. Stanowisko monitorowane obecnie przez archeologów i Policję.

Poniżej komentarze:

J. Dziedzic: Te dewastacje to efekt konserwowania komunistycznego ustawodawstwa według którego każdy artefakt znajdujący się w ziemi jest własnością państwa. Gdyby ustawodawstwo było ucywilizowane a odnaleziony artefakt należał do znalazcy i właściciela gruntu z obowiązkiem wykonania dokumentacji, zgłoszenia nadzorowi i prawem pierwokupu przez państwo to nie mówilibyśmy o dewastacjach a nauka by kwitła.

 

Paweł Zawisza: Nie wiem czy śledzicie grupy ,,hobbystyczne” exploratorów chociaż myślę że tak … Sam jestem członkiem takiej grupy mimo że jestem w sumie dektorysta w spoczynku ze względu na pracę i uwierzcie mi że jest bardzo duża grupa ludzi którzy kochają to hobby ale nie ze względu na przypuszczalnie zyski jakie to ze sobą niesie a sam fakt odkrywania historii i chęć dzielenia się nią z innymi, bo w końcu to przecież o to chodzi by zachowywać tą historię dla pokoleń. Niejedno krotnie administratorzy takiej grupy wrzucają dla pozostałych członków grupy linki z miejscami archeologicznymi z dosadna informacja by unikać tych miejsc w trakcie poszukiwań! Problemem może być na pewno explorator który trafi na stanowisko archeologiczne nie znane dotychczas nikomu ponieważ nieświadomy może niestety zniszczyć cenne przedmioty (najczęściej nie z metalu bo takich wykrywacz nie widzi)… Piszę to bo może rozwiązanie problemu nie jest walka z poszukiwaczami amatorami tylko próba nawiązania współpracy! I jeśli nawet prawo nadal nie będzie dla poszukiwaczy przychylne to wy jako archeolodzy którym powinno zależeć na tym by przedmioty historyczne przetrwały (nawet jakby miały być w rękach prywatnego poszukiwacza), dlatego według mnie zamiast krytykować i rzucać mięsem w poszukiwaczy powinniście podjąć próbę jakieś edukacji nawet na forach internetowych czy grupach spolecznosciowych… Jestem pewien że taką formą podejścia do sprawy dała by wam dużo więcej korzyści niż ciągła krytyka…

Dominik Lorek: Problem jest taki, że urzędnicze łby, nie rozumieją problemu. Poszukiwaczy trzeba edukować, a nie walczyć z nimi. W Polsce przepisy są tak absurdalne, że wiele zabytków, pdzepada. Dajmy przykład moją miejscowość. Od lat w miejscu starych traktów, poszukiwacze szukają i kopią coś. Nw co, ale tak często, to by raczej nic nie szukali, jak by nic nie było. Co się z tym czymś znalezionym stało? Mimo, że kopią na terenach, ktore są zryte ciężkim sprzętem(jakies uprawy), który niszczy warstwy, to oni nic nie mogą oddać, bo grozi im kara za zniszczenie (zniszczonych) warstw archeologiczbych.Gdyby coś oddali w odpowiednie miejsce (pewnie bez zbaleznego) to by o tym w mediach było. Aż się kurde płakać chce, że coś znika bezpowrotnie. Organy nie są w stanie kontrolować tak ogromnego obszaru kiedyś waznego polskiego miasta. Kolejna kwestia-poszykiwacze z okolic np Tarnowa, znajdują na polaxh monety. I tak szukają, i tak. Tyle że kasę mają ze sprzedaży komuś, a nie za znalezienie i oddane do badania, muzeum itp. Problem trzeba rozwiązać, a nie prerzucac się oskarzeniami. Ja wiem, że wiedzy nie mam jak robić coś by nie zniszczyć, więc nie kopię. Ale nie każdy jest tak wielce honorowy i uczciwy. Z tymi innymi, trzeba coś normalnego zrobić. By dobrze nauczeni archeolodzy, mieli co odkrywać, również w mojej starej miejscowosci.

Wojciech Oksieńciuk: Dewastacja stanowiska archeologicznego jest bezsporna i naganna. Minęło już 10 lat od stwierdzenia faktu. Co robią archeolodzy i służby ochrony zabytków? Podnoszą „rwetes”, nadymają się, prężą muskuły, uruchamiają aparat przemocy państwa. Co powinni zrobić, aby działanie było skuteczne i rzeczywiście chroniło zabytki? Zlokalizować lokalną grupę poszukiwaczy. Przeprowadzić akcję uświadamiającą. Wykonać badania ratownicze. Włączyć poszukiwaczy do tych badań. Uczulić ludność lokalną. Wydać ulotkę i rozprowadzić ją w gminie i Kościele. Włączyć w grupy poszukiwawcze archeologów i kanalizować działania grup poszukiwawczych. Zmasowanie terroru państwa skutkuje jedynie głębszym ukryciem się dewastatora stanowiska archeologicznego. Edukacja, edukacja, edukacja! Niech SNAP włączy się w edukację, a nie popiera grupę archeologów [starszych datą urodzenia] w pogłębianie terroru przeciwko wszystkim poszukiwaczom. Nie wszyscy poszukiwacze to przestępcy, część z nich chce działać legalnie we współpracy z archeologami, tak jak pod Grunwaldem.

Natalia Ryczkowska: No tak. Myślicie, że robota archeologa jest taka prosta i przyjemna.Otóż nie. Wykopaliska to zaledwie UŁAMEK pracy. Najwyżej kilka miesięcy w terenie podczas sezonu. A potem? Ceramika do kufra i po robocie? Nie. Namierzanie WSZYSTKICH zabytków, stratygrafia, liczne badania geofizyczne i inne cuda wianki to standard. Potem przychodzi czas na czyszczenie, katalogowanie i opracowywanie wszystkich zebranych materiałów. A proszę uwierzyć, że wklepanie do komputera danych technologicznych kilku tysięcy skorup samej ceramiki jest zajęciem nie tylko monotonnym, ale też cholernie czasochłonnym. Trzeba wszystko skatalogować, opisać. Wysłać setki próbek do różnych laboratoriów. Bądźmy szczerzy, praca archeologa to w większości siedzenie przed komputerem i próba wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Zrekonstruowanie danego stanowiska. I to nie jest tak, że w dwa lata przebadamy wszystko. Nie. Niektórzy siedzą na danej osadzie dziesięć lat i nadal zbierają wnioski. I serio? Mówicie o pieniądzach? Z każdym kolejnym rokiem studiów utwierdzam się w przekonaniu, że rodzice będą musieli dopłacać mi do czynszu. Poza tym… Można i kopać na danym stanowisku i trzydzieści lat, ale jeśli się nie opublikuje badań, to tak naprawdę to był stracony czas.

A teraz proszę mi powiedzieć ilu poszukiwaczy opublikowało swoje znalezika? Ile przesłaliście próbek do badań?

Na litość boską! Archeologom nie chodzi o paciorki, zapinki czy sterty potłuczonych garów. Nam chodzi o to, żeby za pomocą tych przedmiotów poznać przeszłość ludzi. Ot tyle i aż tyle.

Marcin Marciniewski: Na marginesie dyskusji podzielę się swoim doświadczeniem. Jako amator wystarałem się o pozwolenie na prace powierzchniowe i po ich zakończeniu wszystkie zabytki przekazałem konserwatorowi. Zaległy od 5 lat w magazynach i nie mam prawa przeprowadzić w oparciu o znaleziska żadnych badań (bezinwazyjnych, pod nadzorem, etc) Oficjalna archeologia w mojej ocenie bezprawnie zawłaszcza sobie wszelkie prawa do badań naukowych nad zabytkami i szkodzi tym samym rozwojowi tej dziedziny. W mojej ocenie wymaga modernizacji, bo dawno się zakorkowała i jest szkodliwie hermetyczna i zwyczajnie nie wydolna.

Tak podsumowując:

Może nasi archeologowie czekają na wynalazki które przyśpieszą odkrywanie tego co kryje ziemia? Ale takie naprawdę szybkie i dokładne 🙂

Dobroć Leszego – Świt Historii

Patrzcie najdroższe, oto jest ciało.
Patrzcie co dzierży! Złamana gałąź!
Domu naszego szanować nie chciał.
Zabity został, tak rzekła więźba.

Zbliżcie się wszystkie ptaki, owady,
największe robaki, najmniejsze szkraby.
Lisy i kuny, myszy w swych norach,
wszystkie pragnące mięsa smakować.

Posilcie się dziatki człowiekiem lichym,
drążcie, smakujcie sam do was przybył.
Woda z truchła niech płynie przez ziemię,
drzewa kochane, szykujcie korzenie!

Mamy szczęście, że ludzki gatunek
głupi jest wielce, zrozumieć nie umie.
Że kto las nawiedza bez czci należytej,
zapłaci krwią, ciałem, życiem.

Dzięki ci ojcze, że karmisz nas sycie,
dbasz o nas czule i chronisz nam życie.
Dzięki za pieczę nad domem zielonym,
zaszczyt to być dziecięciem twoim.

Autor: Świt Historii

leszy-makota-1

 

https://www.facebook.com/swit.historii/

Wampiór

Wampiry, budzące strach w ludziach na przestrzeni wieków istoty pijące ludzka krew, przynoszące zarazy i wszelkiej maści nieszczęścia. Jak sobie z nimi radzono?

gliwickie-wampiry

,,Wampiór”

Dwie dusze miała! Skąd wiesz?! Słyszałam!
Wszyscy nad grób!
Głazem zakryjcie! Teraz nie wyjdzie!
To żywy trup!
Skrępujcie ręce! I kołkiem w serce!
Żelazo do ust!
Łeb uciąć kosą! Pochować boso!
Mak w trumnę wrzuć!

Zmarła starucha dzisiaj z wieczora,
spieszyć się trzeba, bo późna pora!

Pazurska ma wielkie, zębiska krzywe,
dwa serca pewno, chce wrócić do żywych!

Po mojemu to żyła za długo o lata,
garbata była, z grobu chce wracać!

Dać ją na bagna, niech w mule zatonie!
To pomiot z piekieł, wróci i koniec!

Chłopy dół kopać głęboki wielce,
baby wy prędko po krzyże i świece!

Obrócić ją na bok, podciąć kolana!
Mak wsadzić w trumnę, niech liczy do rana!

O świcie wrócimy, serce się jej przebije,
wtedy na pewno krwi nie popije!

Grób głazem przykryć, głóg, jarzębina!
Oby nie wyszła, w imię ojca i syna!

Dwie dusze miała! Skąd wiesz?! Słyszałam!
Wszyscy nad grób!
Głazem zakryjcie! Teraz nie wyjdzie!
To żywy trup!
Skrępujcie ręce! I kołkiem w serce!
Żelazo do ust!
Łeb uciąć kosą! Pochować boso!
Mak w trumnę wrzuć!

Na cmentarz ludzie! Kto tylko ma siłę!
Trzeba nam szybko otwierać mogiłę!

Kamień nietknięty, ale więzy ma luźne!
Modły zacznijmy teraz! Nie później!

Krzyż to za mało, łaziła w środku,
użyć nam trzeba sposobów przodków!

By pomiot diabelski nie wstał już więcej,
trzeba jej kołek wbić prosto w serce!

Kołek już wbity, drewno z osiny,
obcięty łeb między nogi wsadzimy!

Wody święconej do grobu wlać jeszcze!
A z żelazem w gębie nie będzie wrzeszczeć!

Ziemią zasypać, przykryć grób głazem.
Taki to sposób by zabić zarazę!

Nocą dziś można zasnąć bez strachu,
nękać nie będzie nas podły wampiór!

Źródło: Świt Historii

Marzanna Zielna – sierpniowe święto

Oto druga ilustracja powstała w ramach naszego projektu – Marzanna Zielna.

marzanna-zielna
Połowa sierpnia to na terenie Polski początek okresu dożynkowego i pierwsze oznaki zamierania roślin polnych. Czas ten w przekazach staropolskich wiązany jest z boginią Marzanną i synkretyczną postacią Matki Boskiej Zielnej, która jak wierzono właśnie wtedy zasypia i umiera. Postaciom tym według tradycji ofiarowuje się ziarna zbóż i bukiety z ziół polnych. Również w tradycji ludowej Marzana ściśle związana jest z mocą uśmiercania i odradzania przyrody, a jej wyobrażenie zwykle sporządzano ze słomy zbożowej. Bogini Marzanna zestawiana jest z rzymską Ceres i grecką Demeter – władczyniami zaświatów i opiekunkami zbóż.

Czytaj dalej

WIANKI, czyli coś z cyklu: ‚znane i lubiane’ – My Słowianie

11267849_392970800909776_2332413078468355053_nOprócz poszukiwania kwiatu paproci, w noc sobótkową, najważniejszym dziewczęcym obrzędem było, i jest nadal puszczanie wianków na wodę. Wianek od zawsze był symbolem panieństwa i czystości, czyli dziewictwa. Panny na wydaniu plotły je więc z polnych o ogrodowych kwiatów. We wianki najczęściej wplatały chabry, maki, rumianek i różyczki, następnie przywiązywały je do cienkiej, lekkiej deseczki, a na środku przyklejały świecę. Tak przygotowane wianki puszczały na wodę, uważnie obserwując jak płyną. Obrzęd puszczania wianków jest wspólny dla całej słowiańszczyzny. Jego geneza sięga dalej niż do obrzędów związanych z nocą świętojańską (jaką to nazwę dla przesilenia letniego przyjęto po chrystianizacji terenów słowiańskich). Znane są podania, mówiące o tym, że na Białorusi i Ukrainie w tą magiczną noc, panny puszczają wianki uwite z rozmaitych ziół.

 

Czytaj dalej