Podania – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 2

 

Jest to druga część artykułu z materiałów etnograficznych Józefa Ciochonia, pierwszą część można znaleźć tutaj, zatytułowaną jako STRACHY.

Podania

Z podań przytoczę jedno najważniejsze, które z ust naszego ludu często bardzo słyszeć można. Ćwierć mili od Borzęcina na wschodniej stronie, zaraz przy lasach radłowskich jest wielkie błonie. Na tem błoniu jest wioska składająca się z kilkunastu chałup zwana „Czarnawą. Zaraz przy lesie jest górka kilkanaście stóp wysoka okryta cala pięknym, dorodnym, żółtobiałym piaskiem. Do tej górki przywiązane jest następujące podanie:

  • Na tem miejscu stał klasztor, a jak inni mówią, miasto. Ten klasztor zapadł się bez najmniejszego śladu. Razu jednego (musiało to być niezbyt dawno, bo starzy ludzie pamiętają) szedł w nocy z lasu radłowskiego ku Czarnawie leśny imieniem Śworc (niezawodnie Szwarc) przez wspomnianą górkę. Nagle zobaczył w bliskości stojącą damę w bieli ubrana i mężczyznę (jak lud mówi pana) w czarnym stroju, w wysokim kapeluszu. Pani miała przy sobie kupę pieniędzy, a pan trzymał na ręku rozmaite śliczne fanty. Pan wołał Śworca do siebie i pani go wołała do siebie. On się bał jednego i drugiego. Ale bojąc się mniej kobiety, zbliżył się do niej. Ta mu powiedziała żeby się udał do wioski pobliskiej Czarnawy i razem z Kijakiem (z przydomkiem od wyciętej wargi) szczerbatym przyjechał z taczkami i pieniądze, które przy niej leżały, zabrał. Połowę, aby wziął na swój użytek, a drugą połowę oddal na kościół parafialny w Borzęcinie na msze św. na dawczynią. Ale Śworc uchciwił się na pieniądze i zabrał, ile mógł w trok swojej sukmany. Zaledwie kilka kroków uszedł, pieniądze mu się urwały iż brzękiem zapadły się w ziemię. Wtedy owa Pani rzekła do niego: widzisz nieszczęśliwy, gdybyś był tak uczynił, jak ci powiedziałam, byłbyś mnie wybawił. Pokutowałam już sto lat i jeszcze muszę sto lat pokutować. A pan po drugiej stronie zaśmiał się szyderczo i zniknął. Ów pan był to djabeł i gdyby się Śworc zbliżył był do niego, urwałbym niezawodnie głowę, jak lud mówi. Pasterze pasący na tem pastwisku często widują jak mówią przesuszające się pieniądze. Pieniądze przesuszają się w ten sposób, że nad piaskiem, pod którym się znajdują migorze [Przyp. L.K. tj. migoce] się słaby niebieski płomyczek. 

    1492447_972273429453350_4015560159304825335_o

  • Jeżeliby ktoś szczęśliwy (tak się lud wyraża o ludziach świątobliwych, ale wolnych od grzechu ciężkiego) widzi przeszuwające się pieniądze, niech zdejmie buta i rzuci na płomyk: a w takim razie potrzebuje tylko odgrzebać po kolano ziemię, chcąc posiąść skarb. Jeżeli rzuci wiecheć [Przyp. L.K. Pęk słomy wkładany do buta, pierwotnie pełnił rolę dzisiejszych skarpetek. Sic!] z buta, potrzebuje tylko odgrzebać z wierzchu piasek; jeżeli rzuci pas, musi kopać po pas; jeżeli rzuci czapkę musi kopać na chłopa. 

    Razu jednego dzieci Bąka, wieśniaka z Borzęcina bawiły się w piasku wspomnianej górki, podczas gdy on orał w bliskości swej pole. Dzieci grzebiąc w piasku, wygrzebały garnek pieniędzy i wołały ojca, żeby przyszedł wyciągnąć, bo one nie mogą dać rady. Po kilkakrotnem wezwaniu zirytowany Bąk wypuszcza z ręki pług i przychodząc mówi: „cobyscie ta bestye smarkate miały”. Zaledwie te słowa wymówił garnek z pieniędzmi zapadł się poć ziemię.Inną rażą ciągnęli pasterze pokrywę od kotła, w którym się pieniądze znajdują, odkopawszy piasek. Ale gdy jeden z pracujących powiedział: „A chodźże bestyo” pokrywa zapadła się głębiej.

    Prze to samo błonie idzie ku Borzęcinowi ścieżka obok gościńca, wysoka i dosyć głęboko wydeptana. Powiadają, że tą drogą chodzi dusza pokutująca. Kijak z Czarnawy chciał się koniecznie przekonać, co to za duch tamtędy chodzi. W tym celu zastawił paści żelazne (cięciwy) na tej drodze. Gdy wczas rano poszedł zajarzyć, czy się nie złapało co, ujrzał w cięciwach białego jak śnieg koła. Zaledwie cięciwy otworzył, ów kołek wysunął się i zniknął.

     

  • Trzecie ważne podanie przywiązane do tego błonia, że na tem jest zaśnięto wojsko polskie, które dopiero na ostateczny sąd powstanie, a inni mówią, że to wojsko powstanie do walki kiedy Polska będzie miała powstać. To podanie niezawodnie wiązało się z faktu, że na tem miejscu miała być bitwa z Tatarami (z czernią tatarską)1, stąd wioska na tem błoniu się Czarnawą jak równie i strumyk2 który około tej wioski płynie. Ze niezawodnie około Borzęcina była bitwa nadzwyczajnie wielka świadczy ta okoliczność, że z drugiej strony Borzęcina, na drugim błoniu3 znajdują ostrogi, kości ludzkie, kawałki żelazne, małe pieniążki srebrne, lecz nie można było wyczytać ani jednej sylaby, ani jednej litery. 

    Rzecz dziwna, ale niezawodnie musi to być prawdą, bo wielu ludzi stwierdziło następujący fakt. W roku 1866 właśnie podczas wojny meksykańskiej4 ludzie wszyscy z Czarnawy widzieli w św. Matki boskiej gromnicznej 2 lutego, że o wschodzie słońca z owej zaklętej górki maszerowało wojsko konno przez pola do radlowskiego lasu. Ludzie z całej wioski wyszli przed domy. przypatrując się temu zjawisku. Opisują dokładnie ich ubiór, że mieli czapki czerwone. a reszta ubioru była zupełnie podobną do ubioru polskich ułanów. Ten marsz trwał do godziny 10 z rana. Nikt nie wiedział żeby skąd wojsko przybywało, albo przechodziło. bo w całej okolicy nie było wtedy wojska, tylko gdzieś kolo górki powstawało i przez oziminę szło wprost do lasu. Gdy już wszystko się skończyło, ludzie udali się na to miejsce z ciekawości, czy bardzo ozimina stłoczona, bo to jest ich własnością; lecz jakież było ich zdziwienie, gdy nawet kopyta końskiego nie znaleźli. Gdy się wieść o tym rozeszła w całej okolicy, zawezwano wiarygodniejszych gospodarzy z Czarnawy do powiatu w Radłowie aby stwierdzili, czy to jest prawdą. Chłopi zeznali wszyscy jak widzieli. Lecz skoro kazali im przysięgać. żaden nie chciał przysięgą stwierdzić. Wymierzono im wtedy karę po 15 kijów i odesłano do domu z tym upomnieniem, by głupstw nie rozpowiadali. Że chłopi nie chcieli przysięgać, temu się wcale nie dziwię, bo nasz polski chłop, jeżeli namacalnie czegoś nie widzi, przysięgać na to nie chce, gdy od niego żądają. Tutaj np. w tym wypadku chłopi nie przysięgać, wątpliwość u nich zachodziła, czy ich oczy nie łudziły, gdyż wojsko nie zostawiło śladów po sobie. Fizycy objaśniają to zjawisko w ten sposób, że to było odbicie wojska amerykańskiego przy wschodzie słońca. Czy to prawda? Wątpię. 

    O wojskach zaśniętych powiadają, że każdy żołnierz śpi na swoi koniu, a jakaś niewiadoma siła daje koniom jeść. pić, czyście je i gnój od nich wymiata. Jeżeli konie zetrą sobie podkowy, wtedy zwyczajnie jakiś kowal wędrowny trafi jakimś cudownym sposobem do podziemia, gdzie wszystkie konie kuje. Tam dostaje jedzenie które ma na oznaczoną godzinę w osobnym pokoju jadalnym. Tam ma także gotową kuźnie i żelazo i wszystkie przyrządy kowalskie. Zwyczajnie bywa tam rok; a po roku znowu jakimś cudownym sposobem dobrze wynagrodzony wydostaje się na świat. Jeżeli przypadkiem przez nieostrożność potrąci przy kuciu konia żołnierza, ten ocknie się. Wtedy musi kowal powiedzieć „śpij, śpij bo jeszcze nie czas.”

Przypisy numeryczne:
Jest to oczywista pomyłka, w czasie najazdów tatarskich w XIII w. Borzęcin jeszcze nie istniał. Nazwa pochodzi od nazwiska rodowego o podobnej nazwie założycieli i sponsorów tychże okolic.
Dzisiaj to jest rów melioracyjny zwany Borową.
Borzęcin – Borek
Wojna amerykańsko-meksykańska toczyła się

_____________

Artykuł pod redakcją Lucjana Kołodziejskiego, znaleziony dzięki Dragomirowi z Warysia (k. Borzęcina).

Kolejny artykuł już wkrótce, tym razem o Zwyczajach i Obyczajach.

____________

Ciekawostki dot. artykułu:

  • Mila polska wynosiła do 1898 roku wynosiła  ~8534,31 metra. Jednakże chłopstwo mogło stosować miarę starszą gdzie 1 mila wynosiła 7 worst, a to jest ponad 7km. W różnych epokach, a nawet w różnych regionach Europy wartość 1 mili, także mili polskiej zmieniała się.
  • Kijakiem także nazywano chłopa wypasającym bydło, a przezwisko nadane ponieważ posługiwał się kijem.

 

Reklamy

Strachy – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 1

W numerze 1/2014 Kuriera Borzęckiego, można było natrafić na materiały etnograficzne Józefa Ciochonia. Jako że dostęp do takich materiałów jest utrudniony dla wielu osób, a z pewnością chcieliby poczytać co ów etnolog napisał, to my przedstawimy cały artykuł i zachęcam do przekazania dalej co piszczy na wioskach w tej okolicy. Artykuł w gazecie został zredagowany przez Lucjana Kołodziejskiego, co dalej posługuje się w dopiskach inicjałami L.K.

Materiały zachowane dzięki Dragomirowi z Warysia (k. Borzęcina), a sam Borzęcin to miejscowość niedaleko od Tarnowa, my publikujemy cykl w kilku artykułach, które będą kontynuacją poniższego tekstu.

borzecin

Podczas kwerendy w Archiwum Rękopisów Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie odnalazłem teczkę zawierającą „Materiały etnograficzne z Borzęcina pow. Brzesko”. Teczka zawiera 11 zapisanych dwustronnie kart o formacie zbliżonym do A4. Autor nie stosował numeracji stron. Z treści zapisów wynika, że pierwotnie było ich więcej. Zostały one spisane w 1870 r. przez Jana Ciochonia (3 IX 1849 – ?), ucznia VIII klasy gimnazjum w Tarnowie. Zapisy sporządzone zostały dla ks. dra Eugeniusza Janoty (1823-1878). Jest to najstarsze źródło pisane dotyczące borzęcińskich obyczajów (wesel, chrztów i obrzędów pogrzebowych), świata nadzmysłowego (rzucanie uroków, wiara w czarownice, duchy, strachy, płanetników), sposobów leczenia, a także podań związanych z przysiółkiem Czarnawa. Autor opisuje też ubiór borzęcińskich kobiet i mężczyzn, a nawet sposób odżywiania się. Wytłuszczenia i podkreślenia oraz pisownia zgodna z oryginałem. Wstępem do zapisek jest list.

Tarnów, dnia 16 XII 1870 r.

Wielmożny Ks. Doktorze

Nie będąc na wakacjach w swojej wsi [Borzęcinie – przyp. L.K.], nie byłem wstanie opisać wiele ciekawych szczegółów, zwłaszcza takich, które się tyczą wesela. Zrobiłem wiele usterek co do języka, bo mi nie pozostawało wiele czasu do pisania, i widziałem się zmuszonym bez namysłu od razu na czysto pisać, co pierwej na myśl przyszło. Dlatego nie zachowywałem należytego porządku w pisaniu, z obawy, bym tego szczegółu, którym sobie przypomniał, nie pominął, odkładając go na później Niektóre wyrażenia nie grzeszą estetycznością, ale za to wyrażają rzecz dobitnie i jasno. Racz przyjąć Wielmożny Ks. Doktor tę moją lichą pracę, jeżeli Mu to do wydania nader znakomitego dzieła choć cokolwiek przyczynić się może.

W uczuciu wysokiego szacunku, sławy i poważania jakiego W-ny Ks. Doktor doznaje mam zaszczyt zostać Jego sługą.

 Józef Ciochoń VIII g. kl.

lk_etnografia_1
Podpis autora listu

STRACHY

  1. Najzwyczajniejszym strachem u nas jak i w każdej okolicy jest zmora. Przychodzi ona do mocno śpiącego człowieka w postaci człowieka, kładzie się na nim i przyciska tak mocno, że ów nieszczęśliwy nie jest w stanie oddychać. Jeżeli jest dosyć silny, to szamocąc się może ją zrzucić z siebie, jeżeli zaś nie, wtedy zmora ssie tyle krwi z człowieka ile się jej podoba, a nasyciwszy się odchodzi. Jeżeli się ją złapi, trzeba bić jak najwięcej, a potem puścić. Można być pewnym, że po tak mocnem sparzeniu się nigdy nie zechce powrócić.
  2. Wiara w duchy chodzące po śmierci jest bardzo powszechna. Duch objawia się w koszuli białej osobom mniej więcej znajomym. Zwykle przy pojawieniu się rośnie do niezmiernej wielkości i umniejsza się, zmienia się w inną postać, jak na przykład w białą myszkę lub gołębia. Djabeł zwyczajnie pojawia się w postaci Niemca w czarnym fraku, w wysokim czarnym kapeluszu z końskimi nogami. Opowiadają, że raz diabeł konkurował do jednej mężatki, której się bardzo podobał. Gdy raz w nocy w nieobecność męża przyszedł do niej, wpuściła go do łoża, chcąc użyć rozkoszy z kochankiem. Lecz kiedy podczas miłosnego obcowania poczuła sierść na jego nogach i namacała końskie kopyta, przelękniona przeżegnała się, a djabeł jak oparzony uciekł i nie pokazał się więcej. Djabła można uchwycić na pasek św. Franciszka i trzymać go tak długo, dopóki się podoba. Jeżeli się diabła trzymanego na pasku św. Franciszka bije innym poświęconym pasem, można od niego uzyskać wszelkie dobra, które mu się tylko zaproponuje np. pieniędzy, ubiorów itd. Jeżeli się diabła schwytanego morduje do zabicia, rozleje się w maź. Dlatego djabeł ma wielką rewerencyę [red. SiS, ma wielki szacunek, bądź respekt] do człowieka, który ma na sobie pasek św. Franciszka.
  3.  Jest to rzecz bardzo dziwna, której sobie wytłumaczyć nie umiem. Znam w mojej wsi człowieka nazwiskiem „Habura, który mi tyle naraz nabajał o strachach swoich, że temu nawet wierzyć trudno. Habura jest to człowiek pobożny, zasłonięty od napaści czartowskich kalwaryjskim szkaplerzem, koronką, różańcem na szyi, paskiem św. Franciszka. Patrząc się na jego pokorną i pobożną twarz i widząc jego minę uroczystą w opowiadaniu swych przygód wnosić by można, że on nie skłamał nigdy.Przed 20 laty stały przy kościele w Borzęcinie szkoła, w której w zimie nieboszczyk kościelny Rogoziński uczył dzieci czytać, a w lecie stała próżno. W drugiej stronie budynku mieszkał z żoną Habura. W tej szkole strachy wyrabiały prawie każdej nocy swoje manewry czartowskie.
    Julian Fałat, ModlacySieCzlowiek
    Julian Fałat, Modlący się starzec, 1881 r.


    Jego opowiadanie jest następujące: [przyp. red. SiS – uwaga pisownia oryginalna]
    Każdej nocy skorośmy się położyli do łóżka, zaczęło na górze z początku stąpać lekko, wchodziło później między taski (beczki) i zaczęło je tocać po powale. Później brało te taski i drewno, co tam były i zaczęło tak okropnie w powałę bić, tłuc że wszystko lepienie do odrobiny odlatywało. Na taki śturm zrywałem się na równe nogi i zapalałem świeckę, bom ją miał zawdy 
    na noc gotową i patrzałem, cy się tam już cała szkoła nie zawaliła. Ale wtedy ucichało wszystko. Obejrzałem ściany, ale lepienie było nie tknięte, gasiułem potem i kładłem się do łóżka.

    Az tu niedługo hrrrr… po całej powale, stanęło na powale nad moją głową i palnęło niezmiernie kijem w powałę, ze aż okna zabrzęcały. Ja byłem do tych zbytków stracha przyzwyczajony, tom sobie ta nie dużo z tego robił, jenom [jeno – zamiast tylko – w tem znaczeniu mówią także – jacy] się wzdrygał i rzekłem: tłuc się ta licho, wytłuces sie i przestanies. Górę (strych) zamykałem na kłódkę, to sobie samo odemknęło; ślazło, wesło do szkoły i ramotało ławkami. Abo (albo) się przechodziło po sieni – stup – stup – stup stup i przechodziło do schodów nazad, wylazło do góry i zatrzasło za sobą. Raz zaczęło się okropnie tłuc i walić mi komin Ja sobie pomyślałem, mocny z Boze. już baba nie bedzie mogła w doma i śniadania ugotować. Wstaję rano ide na górę, a tu komin caluteńki.

    Przyjechał tu raz ksiądz luterski do słuchania spowiedzi zołnierzów, bo stało wtenczas wojsko niemieckie i zakwaterował się na noc do szkoły, bo była próżna. Miał tam już gotowe łóżko, pościel se przywiózł i kazoł moi babie łóżko usłać. Ja mu powiadam, proszę jegomościa, tu w nocy strasy. A on mi rzekł: „e nie pleć, kto kiedy widział jakie strachy. Ja mu ta na to nic nie rzek, jacym se pomyślał, bedzies ta tu widzioł, sam się przekonas i uźrys i usłysys. Ksiądz zgasiuł świece i śpi. Niezadługo coś surrr ławkami. Ksiądz zapala świece, ni ma nic. Zgasił, śpi; znowu sur ławkami. Ksiądz mysloł, ze to kot się zakrodł i szeleści, ale znowu na nowo zaczęto przesuwać ławki. Ksiądz zapala świece. znowu ni ma nic. Zaklon po niemiecku, zgasił i spi. Nie wysło ani pól godziny, a tu hrrr …ławkami. Jak chwyciło ławkę, jak ją posunie do księdza i jak nie palnie w jego łózko. Ksiądz ze strachu zapomniał świecy zapalić, w gaciach wypadł z łóżka i po ciemku przysed do mnie. Ja zapalił światło i posłałem po stróża nocnego kościelnego, bo mi kazał, kazał stróżowi i mnie spać przy sobie na ziemi i tak docekaliśmy rana. Rano, kiedy ksiądz wstał, powiadam mu: widzi jegomość, że ja prawdę mówił. Na drugą noc juz nie chcioł nocować, jeno się wyniósł na plebaniją.

    I mnie się wreszcie sprzykrzyły te nocne napaście, wystawiłem sobie te chałupinę, co w ni mieszkam, a szkoła się niezadługo razem ze strachami spaliła.

    Włodzimierz Tetmajer, Strachy
    Włodzimierz Tetmajer, Gorący dzień (Strachy)
  4. Jeden chłop „Bąk szedł do domu w nocy z karczmy. Po drodze śpiewał sobie zwyczajnie jak pijaki. Ale nie za długo usłyszał za sobą chód. Ogląda się za siebie i widzi coś białego. Strach go zdjął, włosy mu stanęły na głowie, umilkł i cicho posuwa się do naprzód. Z ciekawości oglądał się kilka razy i za każdym razem to białe rosło i zbliżało się ku niemu. Przelękniony chłop krzyknął „wszelki duch Pana Boga chwali”. To białe nic się nie odezwało, tylko zaczęło stawać się cieńszem, nareszcie zcieńczało tak dalece jak nitka i znikło.

_______________

Kolejny artykuł cyklu będzie o podaniach ludowych.

Biesiada, biesiada, sercu memu rada – pieśń

Utwór pisany był do muzyki z tego utworu poniżej, oraz zapraszam zobaczyć ten klip.  Polecam włączyć go przy okazji lektury.

Lejże bracie miodu w dzban, niech się zacznie picia czas.
Siódma wiosna mego syna, odeszła dzisiaj w dal,
Postrzyżyny trzeba uczcić, niech wie o tem cały las,
Już kosmyki płoną w ogniu, i imię żem mu dał.
Teraz  do tańca, do śpiewu, zadąć w róg!
Zjechał że do chaty cały gród!

Panny młode, panny chyże, o długich warkoczach,
Tańcują wszystkie, śpiewają chórem,
Przygrywa im młodzik z bażancim piórem.
Piszczałek trel i bębnów cwał,  kwiaty w złotych włosach.
Płoną drwa, rytm wybija ognia trzask,
Szumi w dzbanach piwo, miód, tu i tam z lubczyku dar,
Jadła krocie, mięsiw woń, a nad wszystko ciżby gwar,
Nagle w górze jastrzębi słychać wrzask.

Stają w szranki mężni wilcy,
Ścianą w ścianę piersi silnych,
Krzyczą dziewki, podziwiają lubych swych,
Walczą chłopy, wściekli, dzicy,
W pierwszej linii władyka sam,
Bębny znowu, znowu w cwał.
Miodu w dzbanie ostatni już łyk,
Dziewki tulą mężów swych.

Śpiewają, śpiewają kobiety i woje,
Taniec pochłoną gawiedź niczym trans,
Ogień, ogień żywo płonie,
Zachodzi już słońce lecz jeszcze jest czas.
Ostatnie kołacze nożem się kraje,
Dziewki rozerwane zbierają korale.

Śpią już wojownicy co wychylili trunku dzban,
Dziatwa dawno zagoniona została do chat,
Nie będzie miał kto dziś pełnić w grodzie wart,
Tylko już cichy flet zaprasza nocne biesy w tan.
Znów odezwał się jastrzębia wrzask,
Pożegnał okrzykiem biesiadę i nas.

Autor: Sibrien-chan, 30 wrzesień 2013

Perun z Kujaw – Wywiad radiowy z rodzimowiercami kujawskimi

Przedstawimy wam pełny wypis reportażu pod redakcją Żanety Walentyn w programie Wieczór z reportażem w formie pisanej z dnia 19 grudnia 2016r, ale jeżeli ktoś chce posłuchać, to zapraszam na adres: http://www.radiopik.pl/87,88,perun-z-kujaw gdzie można posłuchać różnych słowianowierców ze stowarzyszenia i zarazem wspólnota Żertwa (z Bydgoszczy) oraz Kałdun (z Torunia).

Jako że nie znamy imion autorów, w reportażu nie przedstawili się, to będę przedstawiał jako kobieta I, mężczyzna II itd. Dodatkowo jako że rozmowa jest poprzedzona dosyć wartko nie wpisuje wtrąceń innych osób, oraz stęknięć czy przejęzyczeń. Co by nie było, ale nie każdy przygotowany do wywiadów radiowych i często po fakcie stwierdzamy że chcieliśmy powiedzieć dane zdanie zupełnie inaczej niż faktycznie wypowiedzieliśmy. Wiem to z autopsji, bo sam występowałem w audycjach radiowych czy telewizyjnych. Więc warto wziąć na przekaz poniższych osób z margines błędu werbalnego.

Perun z Kujaw

Kobieta I [0:55]
Czasami spotykam się z nieufnością, czasami ze strachem że to jakaś sekta, co my tam robimy, jak wyglądają obrzędy. Do momentu kiedy nie opowiem im, jakby nie pokażę, swoją postawą, zachowaniem, wartością że jestem jak najbardziej, całkowicie normalnym człowiekiem wpisującym się w normę społeczną i  nie ma w zasadzie czego się bać. Czasami owszem zdarza się coś takiego.

p. Agnieszka [1:25]
Czasami przez ruchy różnego rodzaju New Age’owskie, wróżek, współczesnych wiedźm na wzór z gier RPG itd. jesteśmy kojarzeni z jakimiś dziwakami, którzy robią jakieś dziwne rytuały przy ogniu, biegają po lesie, przytulają się do drzew, urządzają orgie. Nie, nie robimy takich rzeczy. Nie uprawiamy orgii, nie przytulamy się do drzew [przyp. red. przytulamy się, ale to robią ludzie także innych wierzeń, także monoteiści], nie uprawiamy magii stosowanej, nie wywołujemy diabła, nie składamy krwawych ofiar, po prostu czcimy naszych Bogów.

perun_by_hrvojesilic-da3scxm
Perun

p. Patryk [2:22]
Ja jestem rodzimowiercą od – w tym roku będzie chyba – 10 lat, dokładnie. Jak to się stało? To jest długa historia, gdzieś tam, zawsze w rodzinie były dosyć żywe takie wątki z wierzeń ludowych np. moja babcia nie obsiewa działki przed pierwszą burzą na wiosnę. Cały czas byłem uczony by nie kąpać się w żadnych jeziorach, rzekach przed świętem Jana itd. [przyp. red. na Rusi to święto brzmi Ivana Kupała, a u nas jest albo święto Jana albo święto Kupały] Gdzieś ten katolicyzm się ograniczał do chodzenia do kościoła w niedzielę, na wszystkie pytania dlaczego tak, bo moja matka chodziła, bo mój ojciec chodził to ja też chodzę. A na te inne rzeczy, dostawałem jakoś szersze wyjaśnienia. No i zacząłem szukać źródła skąd to wszystko się wzięło i trafiłem na to, że te wszystkie rzeczy tak naprawdę były żywe jako wiara u mnie w rodzinie, i gdzieś tam stawiane faktycznie w pierwszym rzędzie. Są to wątki pochodzące z wierzeń przedchrześcijańskich. Jak trafiłem zacząłem czytać w tym temacie to gdzieś się to w jakąś całość ułożyło i w ten sposób się stałem rodzimowiercą.

p. Agnieszka [3:38]
Aktywnie uczestniczę w obrzędach, działam w stowarzyszeniu, no to są 4 lata w tym momencie, minął w marcu. Jednakże szukałam wcześniej, 3-4 lata wcześniej, zaczęłam się interesować demonologią słowiańską – Niech pani się nie martwi, nie boi się słowa demonologia. Demony słowiańskie są to te postacie z legend czyli bazyliszki, rusałki itp. – więc gdzieś tam, te rzeczy mnie zafascynowały i zaczęłam o tym szukać, zaczęłam zastanawiać się dlaczego u mnie na wsi zmora plątała koniom grzywy. I skąd to się wszystko bierze. Tak jak Patryk mówi, gdzieś tam były poszukiwania później trafiła na Żertwę [stowarzyszenie], przyszłam na pierwszy obrzęd i tak zostałam, stwierdziłam że to jest moje miejsce.

Kobieta I [4:28]
Ja też mniej więcej, podobnie od 3-4 lat się zadeklarowałam jako rodzimowierczyni słowiańska, wcześniej, dużo wcześniej oczywiście zaczęłam jakby wątpić w dogmaty chrześcijańskie, katolickie. Zaczęłam poszukiwać, gdzieś przez ładnych 5-8 lat, poszukiwałam własnej ścieżki, zaczęłam zastanawiać się czy my tutaj jako Słowianie nie mamy jakiś własnych wierzeń rodzimych. Czemu poszukujemy w wierzeniach [przyp. red. powinno być w mitologiach] zachodnio-europejskich? Niech pani zauważy że panuje moda na wikingów, na jakieś legendy arturiańskie. Zaczęłam zastanawiać się dlaczego My nie poszukujemy u nas własnym kraju takich wierzeń.Tak praktycznie trafiłam na rodzimowierstwo słowiańskie i stwierdziłam że to jest moje wyznanie.

Mężczyzna II [5:24]
Moja ścieżka była bardzo zawiła. Od młodości poszukiwałem swego aspektu duchowego. Przewędrowałem w zasadzie cały świat. W poszukiwaniach, poszukiwałem w Azji, poszukiwałem w Australii, Amerykach. Wszystkie te kultury mnie fascynowały i w pewnym momencie zdałem sobie sprawę, że jestem dzieckiem tej tutejszej ziemi. I jestem tubylcem, że tak powiem. [przyp. red.: autochtonem, tuziemcem] Wiara która była ta pierwotna, przynależy również do mnie. W pewnym momencie sam mogłem określić się jako rodzimowierca. Tylko z tego powodu że odkryłem ten pierwotny fragment siebie samego jako tubylca. I poczułem się w niej bardzo dobrze. Od tego momentu mogę nazwać siebie rodzimowiercą.

Kobieta I [6:24]
Zaczęło się to wszystko, że tak powiem od pojawienia się dzieci, bo wcześniej mnie samej było dobrze z własnymi wierzeniami, z własnymi praktykami. Nie miałam jakieś potrzeby poszukiwania innych ludzi. Natomiast w momencie w którym pojawiły się dzieci, zadałam sobie pytanie: Co chce przekazać swoim dzieciom? Jaką wiarę? W jaki sposób? Dzieci nie słuchają słów, dzieci naśladują rodziców, więc stwierdziłam że dobrze byłoby praktykować i pokazać te wierzenia swoim dzieciom, ale jak tu samemu praktykować? Facebook pokazał się tutaj dobrą możliwością [przyp. red. co jak co, ale media społecznościowe od tego są aby znaleźć jednostki wyznające podobne wartości w grupie tych którzy mają wartości sprzeczne lub dalekiej od naszych], zaczęłam poszukiwać ludzi w regionie. Spotkaliśmy się raz, spotkaliśmy się drugi, trzeci i że dobrze nam razem, założymy wspólnotę i tak założyliśmy stowarzyszenie Kałdun.

Mężczyzna II [7:14]
To jest miejsce które od dawien dawna było zasiedlone przez ludzi którzy mieszkają tutaj i to miejsce było takim centrum duchowym i miało swoją ciągłość przez bardzo długi okres. I jako radiesteta, człowiek który styka się z energiami trafiłem w to miejsce i poczułem, że to miejsce jest cały czas aktywne. Związało nas to miejsce i odkrywamy cały czas na nowo. Jest to miejsce takie opuszczone, które ma swoją moc, jest miejscem schadzek dla młodych mieszkańców Chełmna  i okolicznych miejscowości, czyli wenera cały czas tam działa. Cały czas przyciąga.

p. Agnieszka [8:04]
Nie mamy problemu z tym aby nawet samych siebie określać poganami, politeistami. Jeżeli ktoś pyta czy jesteśmy poganami to tak, zdecydowanie tak.

p. Patryk [8:14]
Ja osobiście też nie mam żadnego problemu z określeniem poganin, ale wiem że są tacy ludzie którym to wadzi. No i powstanie samego określenie rodzimowierca było taką chęcią zdefiniowania się. Żeby mieć swoją własną nazwę na to co się wierzy, co się robi, kim jest wyznawca tych rodzimych wierzeń.

Mężczyzna II [8:46]
W moim wypadku otoczenie już się przyzwyczaiło że jestem odmieńcem i staje okoniem, ale raczej przychylnie, bo tak sąsiedzi dowiadywali się co to za symbolika mi towarzyszy i zaciekawieni, zaintrygowani wszyscy jak jeden mąż w zasadzie, dopytując się, akceptowali to że ja sięgnąłem do tych korzeni, do tych przedchrześcijańskich fragmentów życia Polaków, Lachów i staram się to kultywować. Więc raczej były przychylne spojrzenia. Nie jestem ortodoksem, nie nawracam ich, nie staram się być człowiekiem który ich przyciąga do siebie, jedynie mogę pokazać, wykazać że jest coś takiego i jeżeli im będzie pasowało to zapraszam serdecznie.

slavic_gods_by_allantiee-da7xl2w.jpg
Artystyczna wizja słowiańskich bogów: Swaroga, Welesa i Zorzy

Kobieta I [9:38]
Zresztą ja jestem tutaj takim zwolennikiem teorii, że jeżeli chcemy przekonać do siebie to tylko swoją postawą. Więc otwarcie mówię w co wierzę, zarówno w pracy jak i wśród sąsiadów, wśród rodziny. Wydaję mi się że tutaj wyznanie wiary czy wiara nie powinno być główną cechą która dzieli, bądź łączy ludzi. To jest po za tym wszystkim. W pracy mam koleżankę która pochodzi z województwa podlaskiego, gdzie te tradycje przed chrześcijańskie są bardzo żywe i bardzo często mamy wspólne tematy do omawiania, i nie przeszkadza nam to że ona jest chrześcijanką, a ja jestem wyznania – powiedzmy – rodzimej wiary etnicznej.Więc myślę że taki odbiór jest dość przychylny.

 

p. Agnieszka [10:30]
Ja mam męża katolika. On jest katolikiem, ja jestem rodzimowiercą. Mamy dwoje dzieci no i wypracowaliśmy kompromis który dzieje się, pracuje. Nie mamy żadnych problemów na tej linii. Czyli dzieci  i uczestniczą w obrządku katolickim, a ja jako politeistka nie mam z tym żadnego problemu, bo jeden bóg nie robi mi specjalnej różnicy. A mąż po prostu przystał na ten kompromis, doszliśmy do wniosku że gdy dzieci będą na tyle duże aby same decydować, same zdecydują. Moja mama potrzebowała chyba z pół roku aby się z tym pogodzić, tzn. ja ją przygotowywałam, bo ona już wiedziała że coś się dzieje i jej powolutku opowiadałam, że jest coś takiego, że tutaj były  etniczne itd. I w zasadzie ja jej nie powiedziałam do momentu kiedy ona nie zapytała się w prost – Czy ja w to wierzę? – powiedziałam wtedy że – Tak – i … ona o tym wiedziała od pewnego czasu i to było tylko zwieńczenie tego procesu wprowadzania jej w to. Bo rzeczywiście najgorzej do tego podeszła teściowa. [śmiechy w studiu :)] Ale nie przejęłam się tym bardzo.

Kobieta I [11:45]
Idea politeizmu jest najtrudniejsza do pojęcia, myślę że bardzo dużo nas rodzimowierców było to najważniejszy moment do przestawienia sobie w głowie tego pojęcia monoteizm-politeizm. Jest to trudne. [przyp. red. sam przechodziłem przez to, odkopując ideę henoteizmu, forma przejściowa między wielobóstwem a jedynobóstwem, ale przez bardzo krótki okres czasu]. Gdzieś tam już ideologicznie byliśmy już – powiedzmy – poganami, ale politeizm był ostatnią cegiełką którą każdy z nas na samym końcu sobie dokładał.

perun_by_strybog_ua.jpg
Obrzęd ku czci Strzyboga, na Ukrainie

p. Agnieszka [12:13]
U mnie w pracy jest do tego stopnia, że szef wiedząc jakiego jestem wyznania na te dni w których ja mam święta zapisane w kalendarzu, pyta mnie czy nie potrzebuję urlopu, czy nie potrzebuje szybciej wyjść z pracy. Raczej ludzie przyjmują to albo z pobłażliwą ironią w najgorszym przypadku, albo taką dość ufną ciekawością. Pytają, pytają jak świętujemy, pytają jakich bogów wyznajemy. Z wrogością nie spotkałam się jeszcze nigdy.
Właśnie we wtorek będziemy mieli, Święto Przesilenia Zimowego czyli najdłuższą noc w roku, którą świętujemy bardzo uroczyście, no i latem jest w czerwcu, pewnie znana pani Kupała, kupalnocka, kiedy świętujemy najkrótszą noc w roku, to jest bardzo radosne święto. Do tego są dwa święta również, przynajmniej w moim odbiorze bardzo ważne, są to święta ku czci Przodków. To są Dziady Wiosenne w maju i Dziady Jesienne które odbywają się mniej więcej w tym samym czasie gdy Święto Wszystkich Świętych u katolików, aczkolwiek u nas są powiązane ściślej z księżycem, a raczej z jego brakiem. [przyp. red. To zależy od grupy, dla wielu data ~1 listopada to dni kultu przodków i świętowania z nimi] Chodzi o to aby świętować w tym momencie kiedy jest zupełnie ciemno, kiedy żaden blask nie zakłóca duszom przyjścia na ziemię. No i od roku, pochwalimy się tutaj jako zorganizowani w większą ogólnopolską wspólnotę, świętujemy też Święto Stada.
Dla nas święty jest Ogień  i tak naprawdę ogień nas jednoczy, i on jest tym centrum wszystkiego, całego sacrum które się odbywa w czasie obrzędu. Wierzymy że w Ogniu jest Swarożyc czyli jest to ogień nacechowany przez Boga. Do niego składamy ofiary i on je niesie do Bogów w tym świecie niematerialnym. (Ofiara) to jest jedzenie, napoje, bardzo często alkoholowe. Chodzi o to aby to były dary od nas. Czyli my to przygotowujemy sami, chodzi także o naszą pracę, byśmy w to włożyli serce, w te dary które pójdą do Bogów.
Redaktorka – A dlaczego alkoholowe często?
p. Agnieszka – Bo są dobre 🙂 [śmiech studiu]
[przyp. red. piją ci co chcą, nikt nikogo nie zmusza do picia podczas świąt]

Kobieta I [14:35]
My naprawdę nie mamy problemy, aby jakoś, świętować, mniej więcej wspólnie z chrześcijanami, katolikami. Tylko po prostu mamy inną symbolikę i ideologię.

p. Patryk [14:47]
Niekoniecznie czasem symbolikę, bo przecież chrześcijanie ubierają choinkę, która u nas zastąpiła podłaźniczkę którą się wieszało pod sklepieniem. Chrześcijanie malują pisanki na Wielkanoc, a dla nas są to motywy które zaczerpnięto z wierzeń z przedchrześcijańskich i które my też praktykujemy, tak naprawdę.

Kobieta I [15:23]
My też prosimy, tylko że nie prosimy jednego boga, tylko różnych bogów. Bo każdy Bóg zawiaduje inną dziedziną życia, czy tam inną dziedziną natury. Więc określone prośby kierujemy do określonych bóstw.
Pewne jakby tutaj czasami, aspekty się przeplatają, więc mężczyźni najczęściej składają prośby do Peruna, to jest typowy bóg męski, ale nie tylko bo on jakby jest bogiem siły, odwagi, walki, a przecież kobiety walczą na swój własny sposób. Aczkolwiek kobiety modlą się do bóstw żeńskich, jest to Mokosza, bogini matka, bogini ziemia, bogini Lela lub Łada, która jest boginią spokoju rodzinnego, małżeństwa, między innymi. Jest także bóg Weles który jest bogiem zaświatów, bogiem Nawii, rzemieślników, magii, poetów, bogactwa, pasterzy. Czyli również prosimy Bogów, zostawiając im w podzięce dary, ofiary to jest właśnie bardzo istotne.

Agnieszka [16:33]
A czasami zawieramy z nimi pewne charakterystyczne układy. Prosimy o coś, a w zamian obiecujemy że przez jakiś okres czasu, a czasami dożywotnio, zależy jak duża była prośba, będziemy im składać ofiary, jeżeli nasza prośba się spełni. [przyp. red. lepsze ofiary, tj. obiaty, żertwy]

Kobieta I [16:48]
Rodzimowierstwo to jest inne pojęcie dobra i zła, to jest pewne przewartościowanie bo nie ma dobrego boga i zły diabeł. Jest Perun i jego oponent Weles, ale tak naprawdę to przez to że oni walczą, to współistnieją i żaden z nich nie jest dla człowieka ani dobry, ani zły.

p. Patryk [17:08]
Przez to że oni walczą, to tak naprawdę istnieje świat, istnieje człowiek itd.  Bo wierzymy że cały świat, ludzkość, wszystko co żywe zrodziło się z tego konfliktu.

Agnieszka [17:20]
Świętowanie tych świąt, tych bożonarodzeniowych, jeżeli pani pyta czy jedziemy do babci z dziećmi. To tak jedziemy, bo dla nas rodzina jest bardzo ważna. W ogóle podstawą dla nas życia tutaj na ziemi i nie tylko na ziemi, bo w ogóle istnienia jest ród, bo my wierzymy że nasze dusze odradzają się w rodzie, więc tak naprawdę odcięcie się od rodziny byłoby najgorsze co moglibyśmy zrobić. Więc absolutnie nie stosujemy tutaj żadnej ortodoksji, nie wykluczamy naszych rodzin. My jeździmy na te święta, spotykamy się, siadamy z chrześcijanami, bo nie oszukujmy się, nasze rodziny są [przyp. red. w większości są] chrześcijańskie. Siadamy z nimi do wspólnego stołu. Różnica polega tylko na tym że nie idziemy do kościoła.

Kobieta I [17:58]
Mój starszy syn ma 5.5 roku czasami opowiada że rozmawia z dziećmi – czasami. Dzieci naturalnie to odbierają, dla nich to nie jest problem dopiero później, przychodzi wiek szkolny i tam mogą być problemy, ale też wydaje mi się że żyjemy w takich czasach, jakby ta odmienność religijna już nie jest już tak chyba piętnowana. Zwłaszcza dotyczy to dużych miast, na wioskach może być gorzej.

triple_allmother_by_silni-d73pbh4
Rodzanice, Trójca

p. Agnieszka [18:24]
Ja mam 8-letnią córkę,  w tej chwili w drugiej klasie i tylko raz się zdarzyło że jeden chłopiec śmiał się z jej wyznania, ale moja córka jest bardzo uświadomiona w swoich prawach religijnych. Bardzo szybko sobie poradziła z tą sytuacją, zresztą sama sobie bardzo skutecznie z nią poradziła, moim zdaniem świetnie. Powiedziała – że może wierzyć w co jej się podoba i tak naprawdę, nikomu nic do tego, ani do tego w co wierzy jej mama – i nigdy więcej nie było żadnych prześladowań.

p.Patryk [18:54]
Takie pytanie: Czym jest dobro? I dla kogo?

p. Agnieszka [18:58]
Musimy żyć tak, że kiedy spotkamy się z Przodkami to będziemy mogli im bez wstydu spojrzeć w twarz.

Kobieta I [19:04]
Dobro jest w zasadzie pojęciem względnym, to co dla jednego jest dobre, dla innego niekoniecznie. Więc nie ma takiej wartości, by być zawsze dobrym. [przyp. red. Pewne zasady moralne są uniwersalne na całym świecie, a autorytety mogą je wypaczyć, twierdząc że to co złe jest dobre.] Nie mamy takiej zasady, że tak jak chrześcijanie (np. głodnych na karmić – wtrącenie p.A.), tzn. jak najbardziej pomagać, w miarę możliwości osobom bliskim. Ale nie koniecznie bo bliskim może być Polak tak, czy Słowianin tak jak najbardziej. Wielu rodzimowierców angażuje się w jakieś akcje  charytatywne na rzecz zwierząt, na rzecz przyrody, na rzecz dzieci [przyp. red. ale także na rzecz potrzebujących np. Świątecznej Paczce, a inni przy WOŚP], ale nie mamy takiej zasady jak chrześcijanie, że zawsze nastawiamy drugi policzek i zawsze wybaczamy bo nie zawsze jest to dobre dla nas, naszej rodziny, naszego rodu.

Redaktorka [20:24]
Zespół Zadruga, kojarzycie państwo, prawda? – Odp chórem: tak. – Bo kojarzy się go z faszyzmem.

Kobieta I [20:31]
Pewnie przez nasz symbol święty swarzycę. Której no niestety, działania Hitlera bardzo się źle przysporzyły. Także, zespół Zadruga wykorzystuje nasze symbole, ale…

p.Agnieszka [20:46]
To znaczy, niezupełnie, nie jesteśmy, nie jest nam po drodze z Zadrugą [przyp. red. mowa tutaj o stowarzyszeniu Zadruga, a nie zespole muzycznym.] Przede wszystkim oni nie uznają Bogów, my jesteśmy politeistami, to trzeba wyraźnie powiedzieć, my nie wierzmy w żadne personifikacje sił natury, w żadne awatary bogów. [przyp. red. trochę pani przesadziła, bo owszem, burza – to personifikacja Peruna, błyskawice to jego włócznie, słońce czy ogień to symbol boga Swaroga, ziemia to bogini Mokosza. Ale chodzi o to że wierzymy że Bogowie są podobni do nas, ale potrafią przyjąć kształt ciała niebieskiego lub zjawiska atmosferycznego] My wierzymy w żywych, osobowych Bogów z którymi możemy wejść w interakcję.

Print

p. Patryk [21:06]
Kojarzenie nas z faszyzmem jest kompletnie nie uzasadnione.

p.Agnieszka [21:10]
Tzn. może dlatego z Zadrugą jesteśmy kojarzeni że… jak gdyby ta zewnętrzna otoczka którą oni tworzą, gdzieś tam może być podobna do naszych obrzędów. Tzn. że oni rozpalają ogień, oni używają swarzycy jako swojego symbolu, ale gdyby się w to zagłębić, to są dwa różne bieguny, to są dwa różne światy, dwa różne światopoglądy i tak naprawdę my nie chcemy być kojarzeni z Zadrugą. [przyp. red.: prawda]

p. Patryk [29:52]
Wiadomo. Temat słowiańskich wierzeń zrobił się niedawno atrakcyjny, coraz bardziej jest promowany, zresztą nawet Allegro [przyp. red. pisaliśmy nie dawno o tych filmach] podchwyciło temat i robi ten cały cykl filmów Bagińskiego „Legendy Polskie”. Gdzieś to pomału, pomału przedostaje się do świadomości ludzkiej. No i jest to naturalną konsekwencją że różni ludzie będą próbowali to wykorzystać. Gdzieś się podczepić pod ten ruch. Gdzieś próbować się nawiązywać do tej symboliki. W Rosji była zresztą cała sekta taka, skupiona wokół falsyfikatu które się nazywa Słowiańsko-Aryjskie Wedy, które napisał Aleksiej Trehlebov.  [przyp. red. także pisaliśmy o nim na Słowianowierstwo] Twierdził że to są,  jakieś święte księgi Słowian które mają 20000 lat, że Słowianie przybyli na ziemię statkiem kosmicznym Perun z kosmosu, i w 2012 Perun ma przylecieć też statkiem kosmicznym na ziemię i zrobić porządek ze wszystkim. Sekta była bardzo na oskubanie wyznawców Trehlebova, [przyp. red. każda religia która bazuje na oskubywaniu swoich wyznawców nie ma nic wspólnego z wiarą, ekhm…] nastawiona, podszyta jakimś antysemityzmem, po tym jak się okazało Trehlebov ma rodzinę w Izraelu, więc tam były straszne, straszne dziwne rzeczy. No niestety, ale takie rzeczy będą się zdarzać. Są sekty które do chrześcijaństwa nawiązują, ktoś się jakimś apostołem obwoła, że leczy nakładaniem rąk nowotwory i tego typu sprawy. Są sekty które nawiązują do hinduizmu. Wiadomo, są ludzie którzy będą żerować na naiwności, na duchowości, na tym że ludzie gdzieś tam szukają, są zagubieni szukają swojej ścieżki duchowej i będą się pod nas podczepiać. A my jedyne co możemy robić to gdzieś się od tego odcinać, informować ludzi że nie mamy z nimi nic wspólnego, że wygląda to zupełnie inaczej niż ci ludzie przedstawiają. To co my naprawdę robimy, w to co my wierzymy różni się bardzo od tego, co sprzedają takiego rodzaju, różnego rodzaju oświeceni guru.

Kobieta I [23:38]
Bardzo boleję nas to że większość ludzi w naszym kraju wie kim był Zeus, kim jest Thor, a nie wie kim jest Perun, kim jest Swaróg.

p. Agnieszka [23:49]
Dla nas etniczność jest bardzo istotna czyli to że nas lud wywodzi się tutaj, stąd. Z tej ziemi, z tego miejsca. To że odradzamy się, to że będziemy w nim istnieć. I właściwie to jest to co jest najważniejsze.

vedun_by_silni-d6hn1g1.jpg
Widun – wieszcz, żerca, tak mogli wyglądać dawniej słowiańscy kapłani

Kobieta I [24:06]
Przerabiałam że tak powiem i buddyzm, i jakieś inne religię wschodu, i nawet rodzime religię, że tak mówię, z Europy Zachodniej, z Północy. I to, to nie bylo to. Cały czas, to nie było to, to nie wystarczało i w pewnym momencie zafascynował mnie polski rodzimy folklor, tradycja, zwyczaje, etnografia i tu w tym momencie po nitce do kłębka doszłam do rodzimych wierzeń. Więc wydaje mi się że to nie jest, jakby efekt przejściowy już w tym momencie.

p. Agnieszka [24:40]
Dopiero rodzimowierstwo dało odpowiedź na wiele pytań, głównie na pytania skąd jestem i dokąd to wszystko zmierza, i tutaj się zatrzymałam, i tutaj zostanę.

Redaktorka [24:52]
To skąd jesteśmy? – Odpowiedź chórem: stąd!.

Tradycyjna pogańska Wigilia

Zbliża się czas, w którym większość polskich rodzin zasiądzie w rodzinnych gronach do tradycyjnych wieczerzy wigilijnych. Starzy i młodzi już wkrótce staną na straży tego, czy pamięć o wszystkich wigilijnych tradycjach została zachowana. W ferworze odhaczania kolejnych punktów z poszczególnymi tradycjami niewielu będzie zaprzątać sobie głowę rodowodem konkretnych zwyczajów. Większość będzie żyła w przeświadczeniu, że wszystkie kultywowane tradycje są chrześcijańskie wszakże wiążą się one z Bożym Narodzeniem, świętowaniem urodzin Jezusa Chrystusa. Gdyby tak jednak ktoś się dobrze zastanowił, to wówczas zdałby sobie sprawę, że w tradycyjnej polskiej Wigilii względnie niewiele jest elementów ściśle katolickich, podczas gdy prym zdecydowanie wiodą zwyczaje będące reliktem dawnych przedchrześcijańskich wierzeń.

wigilijne-wróżenie-450x338.jpg
Autor: Simon Kozhin, Świąteczne wróżenie (CC).

Czytaj dalej

Aktualizacja artykułu Legendy Polskie

Z racji ukazania się ostatniego oficjalnie planowanego filmu z cyklu Legendy Polskie pod wydawnictwem Allegro oraz w reżyserii chyba najlepszego w tym zawodzie Tomasz Bagińskiego, zapraszam do ponownego przeczytania artykułu o tych filmach, oczywiście poszerzony o opis kolejnych filmów i opowiadań.

https://slowianowierstwo.wordpress.com/2016/10/11/legendy-polskie-w-wykonaniu-wspolczesnej-kinematografii/

Tak dla fanów tej wersji, Allegro planuje, buduje kosztorys stworzenia filmu pełnometrażowego na podstawie Legend Polskich, ale wszystko zależy od ludzi, sam osobiście chętnie poszedłbym na film z tego cyklu, bo praca jest na światowym poziomie i tak bliska naszej kultury, przedstawiona w współczesny sposób że chyba lepiej się tego nie da. Jestem pewien że gdyby taki film by powstał, podbiłby nie tylko polskie kina, ale także kina pozostałych krajów słowiańskich. Taki film byłby oglądany latami w telewizjach.

Wszelkie szczegóły i materiały filmowe w oryginale przedstawiane są tutaj: http://legendy.allegro.pl/

 

11b.jpg

Życzenia na Szczodre Gody

img_4456Jeden – dwa
sen i mak
trzy i cztery
miody leję
pięć i sześć
grzyb nie śmierć
siedem – osiem
łusek krocie
dziewięć – dziesięć
kołacz piecz się

zanim kołacz się upiecze…

w sercach ciszy maku ziaren
złota miodu
słodkich dziatek
mocy lasów nieprzebytych
dobrych myśli jezior czystych
darów słów i darów wszelkich światów bliskich i dalekich

niech zimowych niezwykłości
czas pod strzechą Wam zagości
niech przybędą z kręgu skraju
Ci, co na Was tam czekają
dobra życzą i miłości
jeśli gości – swoich gości

zanim kołacz się upiecze
zanim w ziołach szczupak dojdzie
zanim grzybów moc pachnąca
w blasku ognia się rozejdzie
zanim miodu krople ciężkie
w ciemnej głębi się zanurzą
zanim maku smak tajemny
zmysł omami i odurzy
zanim…
zanim…
mrok nastanie…

jeszcze tylko słów tych kilka
na papierze białym skreślę
by tak dobrze Wam się działo
jak dotąd nie działo jeszcze

dziesięć – dziewięć
kołacz piecz się
osiem – siedem
łuski srebrne
sześć pięć cztery
wieczne sfery
trzy dwa jeden…

dar dla Ojców
i dla siebie

 

Autor  Agnieszka Wielgopolan