Kronika polska – Księga druga

ROZPOCZYNA SIĘ KSIĘGA DRUGA PRZEDSTAWIAJĄCA POCHODZENIE KRÓLÓW I KSIĄŻĄT POLSKICH AŻ DO DNIA DZISIEJSZEGO

[1] MATEUSZ: Nie pora wprawdzie zapuszczać się zbyt daleko na kręte manowce, aby zamierzoną i podjętą drogę przemierzyć w należytym skróceniu. Nikt jednak nie poczyta nam tego za [chęć] popisywania się, jeżeli w główny wątek opowiadania wpleciemy pewne wiadomości z dziejów obcych. Rozmyślnie nakazujemy sobie ich nie pomijać, zarówno dlatego, że podobne rade podobnemu, jak i dlatego, że tożsamość jest matką społeczności1, wreszcie, aby zgoła nie zabrakło przedmiotu, na którym czytelnik mógłby się ćwiczyć. Któż bowiem mijałby całkiem obojętnie winogrona lub figi zwisające po obu stronach ścieżki, zwłaszcza że same wpadają do jego ust? Godzi się więc rozweselić się takimi przysmakami, [a] nie obarczać się ciężarem. Miło zaś z pełnego naczyńka w twej spiżarni udzielić spragnionej duszy czegoś przyjemniejszego.

[2] JAN: Owszem, z poczucia wdzięczności pokornie upadam do nóg, ponieważ nie nudzi cię octowa cierpkość mojego skromnego opowiadania. I nie przykrzyłbym sobie bynajmniej mówić tego, co mogłoby być potrzebne potomnym2, gdyby uwłaczająca zazdrość nie przegrodziła moich ust jakowąś zaporą milczenia. Mówię bowiem: „Niełatwo przychwycić kogoś na kłamstwie w tym, czego nikt nie wie, ani niełatwo może uniknąć fałszu ten, kto w rzeczach niewiadomych wiele wyrokuje„. Jednakże daleko, daleko niech od prawdy odstąpi fałszywe twierdzenie, jakoby odrobina zaczynu nie zakwaszała całego ciasta2, gdyż:

Człowiek szczery przez fałsze fałszywym stać się zasłużył.
Tak malowidłem się stał, człowiekiem tak nie jest człek4.

[3] MATEUSZ: Gdy przeto ród Pompiliusza doszczętnie uległ zagładzie5, nastało nowe pokolenie książąt, którego wspaniałość tym większa (była), tym wyżej wzrosła, im niższego, jak wiemy, było pochodzenia. Albowiem syn bardzo ubogiego rolnika, imieniem Siemowit, przyobleka się w dziarskość, dorasta w przedsiębiorczości, szlachetnieje cnót nabywając. Wsparty zasługami swoimi, a nie swoich, najpierw zostaje wybrany dowódcą wojska, wreszcie piastuje wysoką godność królewską6, którą, jak twierdzą, przepowiadano mu niemal od [czasów] jego dziecięcych grzechotek.

Żył pewien ubożuchny syn Chościska, któremu na imię było Piast7, a żonie jego Rzepicha8. Oboje bardzo niskiego urodzenia, biedni, nic się nie liczący, za to wspaniali zamiłowaniem do nieskalanego życia, a w porywie do czynienia miłosierdzia tak bardzo gorliwi, że ich skromniutki dobytek sam w sobie nic nie znaczący nieraz się powiększał od nakładu gościnności9. Któż nie dziwiłby się, któż nie zdumiewałby, że się coś zmniejsza od przyrostu lub że się zwiększa od ubytku. Jest to bowiem to samo, co czernieć od białości albo bieleć od czerni. Szeroka hojność sprawiła, iż mienie tak szczupłe, mienie nic prawie nie znaczące
urosło.

Dwom bowiem przybyszom, odpędzonym od bramy Pompiliusza, nie odmówiono wejścia do chaty tych biedaków. Powitanych serdecznym uściskiem domownicy zapraszają, by zasiedli do stołu10. Poprosiwszy ich o wyrozumiałość dla skrajnego ubóstwa, podają zakąskę i odrobinę piwa. Błagają, by nie zastanawiali się, co im się ofiaruje, ani ile, ani od kogo, lecz w jaki sposób i z jakim uczuciem11. „Chcieć — powiadają — zależy od nas, wykonać nie jest w naszej mocy12. Oby to, co zebrane ze spadających kłosów na poświęcenie kędziorów pacholęcia, na ofiary pierwszych postrzyżyn13, posłużyło wam na zdrowie; choćby temu brakowało miłego smaku, nie brak jednak przyjemnej słodyczy uczucia„. Na to oni: „Wasza życzliwość nadaje godność waszemu uczynkowi; ile bowiem ktoś zamierza, tyle [tym samym] czyni; i nie może być niesmaczne to, co jest zaprawione solą miłości, co jest skropione miodem [płynącym] z serca14.

Co ujmujące, co miłe, co zbożne? Dobra to wola.
Czynu nikłego źdźbła złota pokrywa chęć15.

Gdy oni zasiedli, widziano, że napoju przybywa, że potrawy mnożą się tak, że objętość pożyczonych zewsząd naczyń nie wystarczyła, aby je pomieścić. I nie dawało się ich uszczuplić nawet najdłuższym pożywianiem się16 rozlicznych biesiadników, których goście kazali tam sprosić wraz z dostojnikami i królem Pompiliuszem. W tak wielkim przeto i świetnym zgromadzeniu goście postrzygli Siemowita, a uroczystość przyszłego króla doznała poświęcenia wróżebnym cudem17. On [to] jakby wśród martwych popiołów nie tylko iskrę chwały Polaków wzniecił, lecz nieśmiertelne miano Polski niemal między znaki zodiaku wpisał18. Nie tylko bowiem przywołał znowu do siebie te plemiona, które przedtem odpadły z powodu gnuśności Pompiliusza, lecz wcielił do swego państwa inne jeszcze kraje, przez innych nie tknięte. Dla nich ustanowił dziesiętników, pięćdziesiętników, setników, kolegium trybunów, tysięczników, wojewodów, naczelników miast, drużynników, rządców i w ogóle wszelkie władze19.

[4] JAN: Nie jest rzeczą błahą w ludzkich sprawach lekceważyć błahostki. Często bowiem z polnych krzewów wyrastają wysmukłe cedry. Nierzadko perły kryją się w piaszczystym pyle; pod popiołem najlepiej utrzymuje się moc zarzewia. Również szlachetna wielkoduszność nie zawsze mieszka w miastach opatrzonych wieżami i bynajmniej nie gardzi chatami ubogich.

Zwykle się bowiem szczep uszlachetnia na winorośli,
Wyborniejszym staje się zdrój, gdy daje spragnionym pić20.

Tak na przykład, że pominę znane przykłady Dawida, Saula, Jeroboama, sługi Salomona, i wielu innych — [opowiem, jak] to Gordiusza orzącego najętymi wołami obleciało ptactwo wszelkiego rodzaju. Szukał wróżbity. Przypadkiem zabiegła mu drogę dziewica wyjątkowej piękności, przepowiedziała, iż przeznaczone mu jest królestwo, a ona sama zarówno żoną jego zostanie, jak i nadzieję podzielać będzie.

Wśród Frygów [tymczasem] powstaje rokosz. Wyrocznie ogłaszają, że powaśnieni potrzebują króla. Gdy znowu zapytywano o osobę władcy, kazano im uczcić jako króla tego, którego pierwszego spostrzegą jadącego na wozie do świątyni Jowisza. Spotkał ich Gordiusz i natychmiast pozdrowili go jako króla. On [zaś] wóz, na którym przyjechał, poświęcił świątyni21.

[5] MATEUSZ: Czy to o nim głosiły dawne wyrocznie, że kto rozsupła węzeł na jarzmie Gordiusza, ten będzie panował nad całą Azją?

JAN: Zaiste, albowiem Aleksander Wielki, zająwszy miasto, odszukał jarzmo przy wozie i rozciąwszy węzeł, znalazł końce rzemieni. Również Agatokles, syn garncarza, odznaczający się jednak urodą i piękną budową ciała, zostaje następcą sycylijskiego tyrana Dionizjusza22. Podobnie Arystonik, król Azji,
urodzony z córki cytrzysty, nawet Rzymian rozgromił w bitwie23. A dlaczegóż, pytam, miałby kto czynić zarzuty Abdalonimowi, że zwykł był najmować się do opróżniania studzien i podlewania ogrodów24. On jednak, wyróżniony spośród innych, królem Sydonu ustanowiony został przez Aleksandra, który pominął wielu znakomitych [ludzi], aby nie sądzono, że to dobrodziejstwo zależy od urodzenia, nie zaś od dawcy. Tenże Aleksander za męstwo wyniósł prostego wojownika Ptolemeusza, który po prawa nie pozwalają na zawieranie małżeństw nawet między tymi, których łączy adopcja”25.

Stąd w Digestach, w rozdziale zatytułowanym „O małżeństwie” [czytamy]: „Stosunek bratestwa nabytego przez adopcję dopóty jest przeszkodą do zawarcia małżeństwa, dopóki trwa adopcja. I dlatego tę, którą ojciec mój adoptował i usamowolnił, będę mógł wziąć za żonę26.
Podobnie w Instytucjach w rozdziale o małżeństwie [czytamy]27: „Jeśli któraś dziewczyna przez adopcję zostanie twoją siostrą, to jak długo trwa adopcja, zaiste nie może dojść do zawarcia małżeństwa między tobą a nią. Jeśliby zaś przez usamowolnienie adopcja została zniesiona, będziesz mógł wziąć ją za żonę. Jeśli zaś przez adopcję przysposobię sobie którąś dziewczynę za córkę lub wnuczkę, czy usamowolnioną będę mógł poślubić? Bynajmniej — jak o tym mówi się w tymże tytule: Przeto tej, która na skutek adopcji zaczęła dla ciebie być córką lub wnuczką, nie będziesz mógł wziąć za żonę, choćbyś ją usamowolnił. Przy tych zaś uroczystych postrzyżynach zbiegają się bardzo często oba rodzaje przysposobienia; ten bowiem, którego postrzygają, zaczyna przez zwykłą adopcję być potomkiem postrzygającego, matka zaś jego staje się przysposobioną siostrą tegoż przez przybranie„.

Czyż więc nie ma być uroczystym ten rodzaj adopcji, którą poprzedza zarówno prawna przyczyna, jak rozumny wzgląd? Czy dlatego, że ten obrzęd wymyśliło i wytworzyło pogaństwo, będziemy sądzić, iż zasługuje on na przekleństwo? Do takich zaś rzeczy należy kupno, dzierżawa, zastaw niewolników i inne
umowy zawarte w dobrej wierze. Albowiem to, że w piątej księdze Kodeksu cesarz każe usunąć prawo wydane w sprawie adopcji i przybrania i [mówi], że nie należy go więcej dopuszczać, dotyczy tych, którzy adoptują swe bękarty i niedozwoloną lubieżność pokrywają jakimś prawnym płaszczykiem. Zrozumiesz to, jeśli owo miejsce dokładnie zbadasz28. Strzeżmy się przeto usuwania takich [praw], skoro sami takowymi się posługujemy. Niezbożną bowiem jest rzeczą nie czcić tego, co rozum ustanowił, co ma we czci bogobojny obyczaj przodków29.

[8] MATEUSZ: Gdy zdjęło się jakby więzy niejakiego wahania30, bierze ochota biec żwawiej niż zazwyczaj, gdyż i krok swobodniejszy nas porywa, i wygodniejsza nęci droga.

Otóż po Siemowicie następuje syn Lestek IV, po Lestku zaś syn jego Siemomysł31. Szlachetność umysłu, siła ciała, powodzenie we wszystkim tak dalece obu ich wyróżniły, że zaletami swymi przewyższyli przymioty prawie wszystkich królów. Z Siemomysła zaś rodzi się ów sławny Mieszko Ślepy32. W ślepocie wychowuje się siedem lat. Z końcem roku siódmego zrządzeniem Bożym został oświecony i po odzyskaniu wzroku wykazał przedsiębiorczość ponad wiek. Atoli niekiedy zdawało się, że jest zaślepiony, pozbawiony światła rozumu, ponieważ z siedmiu nierządnymi nałożnicami, które nazywał żonami, miał zwyczaj na przemian spędzać noce33. Jednakże po ich oddaleniu związał się małżeństwem z pewną [księżniczką] imieniem Dobrawka34. Dzięki szczęśliwemu związkowi z nią topnieją lody niewiary i dzikie wino naszych pogan przemienia się w szlachetną winorośl. Albowiem ona, szczerze przywiązana do wiary katolickiej, nie pierwej miała ochotę pójść za mąż, zanimby całe królestwo polskie wraz z samym królem nie otrzymało znamienia wiary chrześcijańskiej. Nauczyła się bowiem, że różność wyznania jest jedną z przeszkód w małżeństwie35. Pierwszy więc król polski36 Mieszko otrzymał łaskę chrztu.

[9] JAN: On był zgoła ze wszystkich królów pierwszy i najdostojniejszy. Przez niego na tę naszą ojczyznę wylało się promienne światło nowej gwiazdy. Przez niego aż na dno naszego grzęzawiska spłynął zdrój tak wielkiej łaski45. Jego czyny nie tylko z pozoru są miłe, lecz także czcigodne dla płodnej tajemnicy w głębi nich tkwiącej. Jego bowiem ślepota naszą bez wątpienia była stratą, gdyż brakło nam prawdziwego światła. Czymże bowiem w twej ocenie będzie siedmiolecie jego dzieciństwa, jeśli nie [czasem] niewiedzy nas wszystkich, naszego błędu? Siedem bowiem z wielu powodów służy do wyrażenia ogólności. Stąd: „Ja nie mówię ci, [abyś odpuścił] siedem razy, lecz siedemdziesiąt siedem razy38, to znaczy wszystkie przekroczenia. Podobnie: „Obmyj się siedmiokroć, to znaczy całkowicie ze wszystkiego, a będziesz oczyszczony39. A u Tobiasza: „Jam jest Rafał, jeden z siedmiu40 [duchów], to jest z ogółu aniołów.

Ów więc przez siedem lat dzieciństwa, my przez cały czas naszego uporu byliśmy pogrążeni w ciemnościach. Ów pod koniec siódmego roku odzyskuje wzrok, na nas, „którzy dotarliśmy do końca wieków41, spływa światło siedmiorakiej łaski. Jego więzi siedem nałożnic, my wikłamy się w siedem grzechów głównych. Ów łączy się wreszcie z jedyną i my jednoczymy się społem w objęciach jednego Kościoła. Nazwany zaś został ‚Mieszka’, to jest ‚zmieszanie’, ponieważ rodzice skłopotali się, gdy urodził się ślepy. Albo w znaczeniu ukrytym, ponieważ od niego, zda się, rzucony został posiew walki duchowej42. Przez niego bowiem zasiane zostało [ziarno] walki dobrej, iżby zerwany był zły pokój. Albo może, jak mówi Ewangelia: „Nie wszystkie struny cytry grają i [z tego], ilekolwiek złożone zostaje w ukrytości, [bynajmniej tyleż samo] nie ma ukrytego znaczenia43.

[10] MATEUSZ: Następnie z tak szlachetnego pnia wystrzeliła latorośl jeszcze bujniejsza, gałąź płodniejsza, syn Mieszka Bolesław Mieszkowic44. On to wątłe jeszcze wiary pierwociny, w kolebce jeszcze ciągle kwilące [dziecię] Kościół w tak czułym uścisku, z tak dojrzałą wspierał czułością, że ustanowił dwie metropolie, że obu sufraganom powierzył należne diecezje i odrębność tych diecezji ścisłymi granicami wyznaczył45. Nic zaś jaśniejszym światłem nie rozbłyska niż uczciwa wiara władcy. Nie ma też rzeczy, która by tak dalece nie była narażona na upadek, jak prawdziwa religia46. Dlatego z wielką pobożnością wybiera się on w drogę do szczytu religijności, do ojca świętości i opiekuna, do błogosławionego Wojciecha, bezustannie prześladowanego przez Czechów, uszanowanie mu okazuje i z całym zapałem cześć oddaje47.

Święty o wielu rzeczach krótko go poucza:„Godne — mówi — majestatu królewskiego są słowa, gdy wyznaje, iż jest władcą, którego wiążą prawa; tak dalece powaga władców zależy od powagi prawa. Atoli prawo boskie ma przewagę nad prawem ludzkim, bowiem prawo Pana nienaganne jest, prawo nienaruszone, które nawraca dusze. We wszystkim więc, synu, co czynisz, zapożyczaj wzór ze zwierciadła boskiej sprawiedliwości. Rzeczywiście bowiem od wszelkiej władzy ważniejsze jest to, żeby każde władztwo poddać pod prawa Kościoła48.

Wzór tak prawowiernej nauki ów wierny słuchacz umieszcza w przybytku serca, zarówno siebie, jak swoich podporządkowując panowaniu religii, oceny wszystkich spraw jego dotyczących wymagając od mężów bogobojnych, nie od pochlebców. Ażeby zaś nie obwiniano go o żadną nieoględność, ażeby nie miała do niego przystępu żadna lekkomyślność, chętnie poddawał się głębokim radom mądrych ludzi. Wybrał bowiem dwunastu mężów do najwyższej rady, z której czcigodnej piersi ustawicznie ssał, wydobywając z ich serc jakby z jakichś boskich źródeł wszelakie zarodki cnót.

Umiał on surowo karcić winy przestępców i z dobrocią [ich] powściągać: ani bowiem nie był [tak] dobry, iżby nie karał, ani [tak] surowy, żeby zapomniał o dobroci. Tak dalece dzięki połączeniu sprawiedliwości i łagodności promieniowała z niego pogoda, jakby z jakiegoś czystego stopu [złota ze srebrem], że ani surowość nie była nieugięta, ani łagodność słaba. Tak żywo współczuł on z cudzym nieszczęściem, że pierwej zapobiegał cudzym krzywdom niż własnym, i dlatego w sprawach ludzi uciśnionych występował nie jako sędzia, lecz jako obrońca. Jeśli jednak w jakiejś sprawie postąpił wobec kogoś w sposób surowszy, niż wymagał wyrok, pośrednictwo skromnej prośby przejednywało go; niekiedy również łagodniał po wybuchu srogości, udobruchany uściskami żony. Cóż więcej? Nie brakło mu nic [z tego], co sprzyja naturze, co harmonizuje z cnotą, co godzi się z uczciwością49.

I dlatego cesarz Otto Rudy50, pragnąc przekonać się o tym, co wieść rozgłosiła o Bolesławie, udaje się do Polski jakby dla okazania błogosławionemu męczennikowi Wojciechowi ślubowanej czci. Rozejrzawszy się we wszystkim dokładnie: „Mylnie — rzecze — podejrzewałem, że mylne o tym mężu rozpowszechnia się pogłoski, mylnie obwiniałem [przynoszących tę] wieść o gadatliwość, gdyż teraz nazwałbym ją raczej niemą i bezjęzyczną, zazdrosną i skąpą, skoro więcej rzeczy, i to ważniejszych, pogrąża w milczeniu, zamiast żeby trąbą prawdy je rozgłaszała. Stąd godzi się, aby ten wielki przyjaciel naszego imperium nie był [tylko] powołany do udziału w powinności [władania], lecz żeby szczycił się pełnią władztwa, jako że w nim chlubi się sama wzniosłość władztwa [osiągnięta] nie tyle po stopniach zaszczytów, lecz wysoka przez [samą] jego wyborność i wielkość”51.

Zdejmuje tedy z siebie diadem cesarski [i] z wielkim uszanowaniem wkłada na głowę Bolesława, jego szłomem nawzajem swoją zdobiąc głowę52. I chociaż srebrne wyroby, złote naczynia, także wytworny strój urzędników, chociaż wszystko uważał za godne podziwu, jednak nie mógł dość napodziwiać się jego przymiotów, które, jak widział i zazdrościł, skupione były w nim jedynym jakby w jakiejś kuli.

[11] JAN: Teraz wreszcie skończyłeś pochwały zalet [tego] męża: wszystko bowiem, co obcą błyszczy ceną, obce jest, wszystko jest darem losu, nie naszą własnością; za moje uważałbym jedynie te klejnoty, które rodzą się w skrytce serca. Stąd to pewien człowiek, przyszedłszy do filozofa, gdy ujrzał brud zakopconego mieszkanka, ubogie sprzęty, jego zaś okrytego łachmanem, z twarzą zarosła, straszliwie wychudzonego: krzywinosem, wszystko mu wyrzuca, za wszystko go łaje. Mędrzec mu na to: „Dziś — rzecze — zastałeś mnie zajętego w cudzym mieszkaniu; mojemu, jeśli masz ochotę, jutro się przyjrzyj, [gdzie] przyjmę cię z wykwintnym przepychem„. Ten na to: „Zgoda!” W umówionym więc dniu filozof wprowadza go do pewnego domu, w którym przypadkowo mieli się wtedy zgromadzić wielcy bogacze. „Tu — rzecze — mieszkam. Tu świetność naszych sprzętów, a nie ów wczorajszy brud„. Sadza tamtego na zaszczytnym krześle, [zdobiąc purpurowym przybraniem]61. O niewolników zaś, naczynia, szaty przedtem uprosił pana domu. Zastawia srebrną misę, pustą, i drugą napełnioną częściowo posiekanym szalejem, mówiąc: „Jedz, jeśli łaska54. Ów odpowiada: „Jakże mam jeść? Tu nic nie ma, tamto wstrętne„. Na to filozof: „Tak obfite, tak smaczne w oczach ludzi mądrych są rozkosze bogaczy!” Podaje mu dwa puchary, jeden złoty, drugi gliniany;
żółć w złotym, nektar w glinianym. „Jedno — mówi — podziwiasz dla blasków bogacza, drugim gardzisz dla nędznego losu ubogiego. Osądź, co masz wybrać: w pysznym złocie gorzką żółć czy w samijskich naczyniach słodki miód?55

Kazał następnie umyślnie i potajemnie podciąć krzesło, na którym tamten siedział, tak iż kiedy z niego spadł, na stłuczenie boków się skarżył. Gdy wtedy niektórzy zanieśli się od śmiechu, rzecze mędrzec: „Nic tu niezwykłego, taka jest przecież natura tego, co wysokie, że im bardziej wyniosłe, tym do upadku skłonniejsze. Dla wyniosłych zaś [ludzi] zwykła to rzecz mieć dokuczliwą służbę i dlatego z powodu swoich przybocznych muszą w bokach ból odczuwać56.

Wreszcie, odartego z wszystkiego odzienia wypędzają z sali, obrzucają obelgami, sieką biczami.

Wyjaśnia mu [filozof], że wszystko jest cudze oprócz dwóch rzeczy, to jest duszy i czasu, które natura przekazała nam na własność. Poucza, że cudzych rzeczy może używać, nie powinien ich nadużywać. I milsze są rozkosze w ubogim mieszkaniu niż w pałacach królów. Miłą bowiem rzeczą jest radosne ubóstwo. Nie jest wszak ubóstwem, jeśli jest radosne. „Kto więc — powiada — wejdzie do naszego domu, niech raczej nas podziwia niż nasze sprzęty!”57

[12] MATEUSZ: A ja obawiam się, czy zdołam godnie opisać czyny Bolesława, wobec których i niemy staje się wymowny, a najbardziej chwalonych [ludzi] wymowa milknie58. Całe bowiem jego bogactwo bądź spłynęło z darów umysłu, bądź rozbłysło sprawnością wyczynów oręża. Dzięki nim podbił pod swe panowanie Selencję, Pomorze, Prusy, Ruś, Morawy, Czechy i pozos tawił swym następcom jako [kraje] lenne. Miasto Pragę ustanowił drugą stolicą swego królestwa59. Poddał pod swe panowanie Hunów, czyli Węgrów, Chorwatów i Mardów szczep potężny60.

Nawet nie ujarzmionych Sasów tak dalece ujarzmił, że w rzece Sali wbił słup żelazny, jakby jakąś świata granicę, znacząc od zachodu krańce swojego władztwa61. Natomiast od wschodu, na Złotej Bramie Kijowa drugą wyrąbał granicę. Tam po zajęciu miasta, wielokrotnym uderzeniem miecza wyrzezał na Złotej Bramie miasta [też] jakby jakiś znak graniczny62. Tam ustanowił królem któregoś swojego krewnego, gdy sam król Rusinów nie bitwie został pokonany, lecz jedynie przez tchórzostwo63. Gdy bowiem doniesiono, iż zagraża mu Bolesław — a był [wtedy] żywo zajęty błahym łowieniem ryb — porzucił wędkę razem z królestwem, mówiąc: „Schwytał nas na wędkę ten, który sumów owić nie umie„. Ledwo to powiedziawszy, trzęsąc się ze strachu, o ucieczki się rzucił, raczej w ucieczce bezpieczeństwa szukając, iż w starciu bitewnym szczęścia.

Gdy Bolesław wracał po szczęśliwym triumfie nad nieprzyjaciółmi, a prawie całe wojsko tamtego się rozproszyło, ten zebrawszy arówno mężów, jak siły, podkrada się z tyłu sądząc, że albo ieostrożnego uwikła w zasadzkę, albo przezornego zgniecie mnoością ludzi. On ujrzawszy ich z daleka, rzecze: „Tych oto, owarzysze, przegnał z obozu kurz wzniesiony racicami bydląt, ci zasmarkani próżniacy padają [już] przed pobiciem [i] ulegają przed natarciem. Trzeba jednak powstrzymać lotne ukłucia much, ponieważ względem bojaźliwych nawet ospałość jest dokuczliwa, [a] bojaźliwość jest szpetna. I niech nas nie poruszają ustokrotnione wojska z nie wyćwiczonego pospólstwa, gdyż przy mniejszej liczbie [wojowników] droga jest wolniejsza, a dzielność łatwiej wpada w oczy. I niewiele większą chwałą okrywa się zwyciężający tłum niż zwyciężona garstka. Ponieważ więc z tobołami nikt łatwo nie wypłynie, wypada odrzucić łup, który [nas] obciąża. Milej bowiem jest chlubić się znakami zwycięstwa niż obciążyć łupami„.

Na to oni: „Dla serca spragnionego — mówią — nawet pośpiech jest zwłoką. Kto więc ma czas, niech przelicza głowy nieprzyjacielskich legionów, nasze miecze niech tymczasem zliczają ścięte głowy!” Wdzierają się przeto w najgęstsze szeregi, żelazne makówki mieczem ścinają. I nie nasyciła się nienasycona wściekłość lwów, dopóki ostatnie nie stoczyły się trupy, dopóki rzeka Bug nie stężała od skrzepłej krwi.

Gdy znowu niemały czas upłynął, Bolesław usilnie pragnie wrogo najechać Ruś, [a] Rusin Polskę. I rozbijają naprzeciw siebie obozy, rzeką jedną przedzieleni, która królestwa odgranicza. Gdy ten barbarzyńca nie tyle przejrzał, co zlekceważył małą liczbę Polaków [i] mnogość swoich ludzi ocenił, butną pychą uniesiony nikogo ponad siebie człowiekiem nie mieni i czczej chełpliwości pełen sławnemu Bolesławowi donieść każe: „Dzik został osaczony w matni, świnia w błocie schwytana w naszych wikła się sieciach. Musi ona doświadczyć sprawności naszych psów i dać z siebie żałosne widowisko„. [A] ten na to: „Mąż
— rzecze — próżny w pychę się wzbija i jako źrebię dzikiego osła mniema, że wolny się urodził64, mnie dzikiem, mnie świnią nazywa! I nie myli się, bowiem osobliwy ten zwierz może go pożre. Ta świnia, z silnych [zwierząt] najpłodniejsza, oby z boską pomocą tak owe psy wyćwiczyła, iżby spiła się ich posoką! Orężem wszak, mniemam, walczyć trzeba — nie słowami!
65

Tymczasem po obu stronach pachołkowie drażnią się wzajem obelgami [i] lżą na odwet przekleństwami, gdy polscy harcownicy do obozu nieprzyjacielskiego się wkradają, niektórych powalają, niektórych zmuszają do ucieczki. Bolesław, gdy się o tym dowiedział, sprawia szyki, zwija obóz, w trąby każe zagrać do
boju, przegania wrogów, nad wszystkimi triumf odnosi. Bo i króla wraz z pierwszymi dostojnikami pojmano, i wloką ich powiązanych na kształt sfory psów, i słusznie, skoro ich [własny] książę przedtem nazwał tamtych psami. Znakomity zwycięzca zniósł to jednak z przykrością. „Nędzną jest rzeczą — mówi — z nieszczęśliwych szydzić, ponieważ los nie pozwala ci czynić drugiemu nic takiego, na co nie mógłbyś pozwolić drugiemu, aby czynił tobie66.

[13] JAN: Wynikiem chełpliwości jest upadek, końcem pokory chwała. Nie ma bowiem nic bardziej odrażającego, nic w oczach Boga brzydszego niż butna nadętość zarozumiałości, która wielu zgubiła [a] niektórych zamieniła w potwory. Z powodu tej samej pychy na wojsko Dariusza spadła ulewa i grad. Gdy bowiem Aleksander gwałtownie pragnął wojny z Dariuszem, ten posyła mu trzy podarki: piłkę, którą bawią się chłopcy, rzemień, którym ich się karci, i złote monety wraz z takim listem67: „Dariusz, król królów i krewny bogów, pozdrawia swego sługę Aleksandra. Chłopcem jeszcze jesteś, wracaj do rodziców, którzy są moimi sługami. Posyłam ci piłkę, abyś się bawił, ponieważ jeszcze chłopcem jesteś; rzemień [do bicia], ponieważ wymagasz jeszcze karania; złote monety, ponieważ wiem, że ich potrzebujesz, a ja, gdybym chciał, mógłbym nimi pokryć cały kraj, który sięga aż do twoich stóp; a skoro jesteś chłopcem, nie należy walczyć z tobą orężem„. Na to Aleksander: „[Pozdrowienie] królowi królów i krewnemu bogów Dariuszowi. Przysłane podarki tłumaczę [sobie] zupełnie inaczej. Krągłość piłki obiecuje mi panowanie nad światem68, rzemień pojmuję jako więzy, którymi zwiążę ciebie razem z twoimi ludźmi; złote monety — że należy mi się posiadanie wszystkich twoich bogactw i że walczyć powinieneś bronią, nie słowami69. I gdy Dariusz zgromadził niezmierne wojska, spadł na jego wojsko tak wielki grad z ulewą, że myślałbyś, iż Bóg walczy przeciw niemu. Zeskoczywszy z wozu, na którym siedział z żoną i dziećmi, ledwie uszedł dzięki nocy. Żonę zaś jego i dzieci z bardzo wieloma [ludźmi] Aleksander wziął do niewoli, [lecz] okazywał im królewskie uszanowanie. Poległych zaś, którzy odważnie walczyli, pochował wspaniale. Albowiem mądry tak zwycięża, że nikt nie odczuwa jego zwycięstwa70. Tak [też] Filip miarkował się między [własną] cichą radością a bólem nieprzyjaciół, że ani jego Pudzie] nie dostrzegli, iż nie posiada się z radości jako zwycięzca, ani zwyciężeni, że z nich szydzi.

[14] MATEUSZ: Po Bolesławie, któremu tak pomyślnie się wiodło, nastąpił nie pod tak pomyślną gwiazdą syn jego Mieszko Wtóry71. Ponieważ zaś postanowił poprzestać na sławie ojca, której nikt nie mógł dorównać, a cóż dopiero ją przewyższyć, ani obywatelom nie wydawał się tak sławny, ani nieprzyjaciołom tak groźny. Albowiem jeśli z kimkolwiek staczał jakieś boje, wiadomo, że wynikały z konieczności, nie z poczucia siły; były narzucone, nie dobrowolne; nie jakoby brakowało mu dzielności, lecz ponieważ raczej dbał pilnie o zachowanie stanu posiadania, aniżeli pragnął coś zdobyć. Sądził bowiem, że jest czymś wprost niedorzecznym niezachowywanie miary w zdobywaniu czegoś, skoro w posiadaniu należy zachować pewną miarę. Jakkolwiek zezwala się na zajęcie dóbr niczyich, jednak zajmowanie cudzej własności niezgodne jest z wszelkim prawem72.

On więc z cesarskiej siostry Ottona III73 zrodził znakomitego Kazimierza, o którym na rozmaity sposób snuje się pasmo opowieści74. Jedni bowiem mówią, że po śmierci Mieszka żona jego ujęła ster rządów, gdyż nie śmiała powierzyć królowania małoletniemu jeszcze synowi. Ponieważ jednak wydawała się
zanadto gwałtowna75, a nawet jakichś osiedleńców i pachołków swoich Niemców zaczęła wynosić nad rodowitych ziomków, choć ci mieli pierwszeństwo, upokorzona przez obywateli zestarzała się na wygnaniu76, zostawiwszy bardzo jeszcze małego Kazimierza pod wierną opieką dostojników. Zaledwie nabrał sił męskich77, spotkała go niezasłużona kara wydziedziczenia. Dostojnicy bowiem obawiając się, żeby nie mścił się na nich za krzywdy wyrządzone matce, jego również podobnie wygnali.

Innym zdało się inaczej. Powiadają bowiem, że matka tego dziecięcia wyzionęła ducha przy samym połogu, on zaś jakby drugi Herkules jeszcze wśród zabawek zaznał macoszych rozkoszy. Ojciec zaś, jak to zwykle bywa, już to wycałowując usteczka chłopca, już to głaszcząc delikatnie piersiątka, często gorącym owiewa je oddechem; pierś jego ciche rozpierają westchnienia, potoki łez zalewają lica; choć żona zmarła, właśnie jej popioły nosi na piersi, twarz bowiem syna jest obrazem matki jego. Zauważywszy to chytra macocha knuje podstęp, zastawia zasadzkę, śmierć chłopcu gotuje, żeby rywalka78, choć sama umarła, w potomku nadal niejako nie żyła, lecz żeby jej własna latorośl wstąpiła wreszcie na tron królewski. Potajemnie więc zwodzi pewnego zaufanego człowieka pieszczotliwymi słówkami, miłymi obietnicami łudzi, dukatami wabi, aby chłopca na śmierć naraził. Najsprawniejszą bowiem stręczycielką przychylności jest
moneta. I nie ma rzeczy, której nie wyprosiłby ten, kto złotem dodaje wagi dowodnym słowom i je ozłaca. Jednakże człowiek ów, równie bogobojny, jak pełen mądrości, chcąc Kazimierza wybawić od śmierci, słowem tylko zgodził się na jego śmierć i uprowadziwszy go, udając, że go zabije, powierzył go pewnemu klasztorowi na wychowanie79. Po krótkim czasie ojciec umiera, macochę wyganiają. Królestwo upada, ojczyzna wydana na spustoszenie, buntują się obywatele, grasują wrogowie; miasta i grody pozbawione miejscowych załóg zajmują obcy80. Rozpada się kraj od tego spustoszenia, pastwą łupiestwa się staje. Wszela ko ów wierny człowiek, pomny powierzonego sobie chłopca, przypomina o nim pewnym najżyczliwszym naszej Rzeczypospolitej mężom: „On to — powiada — jedynym jest ratunkiem w tak wielkim spustoszeniu, ale to jedyne lekarstwo boska przewidziała Opatrzność, nie zaś jego własna zachowała zapobiegliwość82. Był zaś zebrany oddział krzepkich mężów, który mając jako twierdzę jedno tylko miasto81, bronił już nie królestwa, lecz szczupłych resztek jego przeciw napadom wszystkich wrogów. Kazimierz więc, przywrócony ojczyźnie za staraniem tych mężów, wydziera ojczyznę z rąk wrogów83, usuwa zewsząd samozwańcze władze, dokoła z poszczególnych prowincji wypędza niegodnych książąt i przywraca należne posłuszeństwo. Chociaż z wielką radością zbiegał się na jego skinienie, choć wszyscy uwielbiali jego majestat, sama [jedna] prowincja Mazowszan nie tylko jemu nie sprzyjała, lecz zgoła z wielką zawziętością wydała mu wojnę. [Prowincję] tę zajął był pewien wiedziony żądzą panowania [człowiek] imieniem Masław, z podłego rodu służebnego, z dziada chłopa84, on [sam] zaś był mężem i pełnym swady i bitnym. Ten oto [Masław] uzbraja przeciw Kazimierzowi dziesięć oddziałów wojsk z najlepiej wyćwiczonych kopijników, oprócz łuczników, kuszników, halabardników, zbrojnych obosiecznym mieczem, jednym słowem niezliczone zastępy tak konnych, jak pieszych, którzy tam napływali zwabieni nadzieją zysku, za losem idąc, nie za człowiekiem. A gdy Kazimierz ich wszystkich pokonał, ów nie mniejsze znowu zbroi zastępy mężów: cztery hufce Pomorzan, tyleż oddziałów Getów; pozyskuje także wydatną pomoc Daków i Rusinów85, których nie powstrzymała żadna przyczyna, żadna trudność, nie jakoby chcieli zadowolić przyjaciela, lecz aby przez przelanie krwi Polaków wyładować wściekłą nienawiść do wrogów i zaspokoić dawne pragnienie zemsty. Ponieważ jednak życzenia ludzi często dalekie są od spełnienia — i nie zawsze ugodzi łuk gdziekolwiek wymierzy86, zamysły ich inny wzięły obrót, niż się spodziewali. Wszystkich bowiem jakby lekki popiół z paździerzy rozwiewa nasz jednorożec; wszystkich Kazimierz wirem śmierci jakby burzą piorunową ogarnia. Ów zaś dumny książę ucieka do Getów, gdzie go wynoszą na wyższy stopień godności. Albowiem Geci, poniósłszy dotkliwe straty w swoich zabitych, wszyscy na niego zrzucają winę, na nim mszcząc się za śmierć wszystkich: po wielu dopiero mękach wieszają go na bardzo wysokiej szubienicy i mówią: „W górę dążyłeś, góry się trzymaj” — po to, aby nawet umierającemu nie brakowało szczytu upragnionej wysokości87.

[15] JAN: Jak to, na Herkulesa, prawdziwy ten Herkules wcale nie ustępował zaletom Alcydy! Chociaż bowiem o tym opowiada się wiele rzeczy prawdziwych, więcej jednak jest zmyślonych. Za nim zaś przemawiają prawdziwe wartości zasług: na niego dzikość macochy i Medei rzuciła żmiję nienawiści, podżegła węża pychy, wypluła żółć smoczą, wyrzuciła z siebie jad żmijowy; wydała go na pastwę tylu rodzajów potworów, ile sporów w jego królestwie wywołała, na ile niebezpieczeństw od wrogów naraziła go. Cóż bowiem uważałbyś za potworniejsze od tego potwora, który choć z natury jest ułomny, po ucięciu głowy nie tylko staje się rogaty, lecz zuchwale bodzie. Cóż wstrętniejszego nad tę bestię, która nie mogąc kogoś innego zabić, własnym ogonem własną głowę mózgu pozbawia88.

Nic gorszego, niż kiedy się niski wspina wysoko,
Gdy ten niegodną stopą wolne ciemięży karki89.

Stąd gdy przekupieni Scytowie mieli wybrać króla spośród niewolników, królowa ich Tomyris sprasza do siebie pierwsze matrony i opłakawszy z nimi uciśnienie swego wdowieństwa, zapewnia, że martwi ją nie tak jej własne, jak ich przygnębienie; nie tyle zasmuca ją niebezpieczeństwo wygnania, ile dopieka niewolnicze wyniesienie. Prosi, aby litowały się nie tak bardzo nad jej niedolą, jak nad sobą, dziećmi, swoją wolnością. Jednaspośród nich niewiasta w podeszłym wieku mówi: „W położeniu samym przez się opłakanym rady potrzeba, nie łez, ponieważ ani płomienia nie gasi się płomieniem, ani smutku nie usuwa się smutkiem„. Każe więc wzgardzonym synom niewolnic przyozdobić się purpurowymi płaszczami i wsiąść na rydwan, którym zwykli jeździć królowie, innym asturyjskich dosiąść koni, przybranych pięknymi napierśnikami. Młodzieńców zaś zrodzonych w wolności i panny prześlicznej urody każe brudnymi rzemieniami przytroczyć do wozu jak woły. Również królowę z malutkim synem oraz siebie, oszpecone żałobnymi szatami, przywiązują do tegoż rydwanu w taki sam sposób. I gdy tak popędzane biczykami do ciągnienia przychodzą na zgromadzenie, upadłszy tam do nóg urzędników, oskarżają tych, którzy zmusili je do czegoś tak potwornego. Domagają się sądu nie z powodu doznanych krzywd, lecz z powodu obrazy majestatu. W istocie skarga ta nie dotyczy ich, lecz czcigodnego senatu i całego państwa; nie chodzi tu o obrazę jednego człowieka, lecz o wspólną krzywdę ogółu; choroba spowodowana tą raną nie jest zaiste lekka ani krótkotrwała, lecz śmiertelna. Jako sprawców jej podają i obwiniają nie niewolników, lecz ich panów, którzy nie tylko zaprzedają niewolnikom swoje i swoich szlachectwo, lecz przez złośliwą przedajność zaprzepaszczają samą wolność.

Hańba mężom, gdy nie są mężami, gdy słudzy w purpurze,
Hańba, gdy jarzma brud biały przygniata kark.

W całym więc zgromadzeniu powstaje poruszenie i szemranie, tak iż owego niewolnika nie tylko pozbawiają władzy królewskiej, lecz na śmierć go skazują. Syn zaś królowej, choć prawie niemowlę, ustanowiony jest królem. Od tego czasu zapanował u Scytów zwyczaj wzywania niewiast na zgromadzenia90.

Podobnie, gdy król Macedonów działał [z dala] od kraju, domownik jego Hippander, syn pospolitego garbarza, zajął zamek i nakazał, aby z czcią nazywano go królem. Chcąc usposobić do siebie lud życzliwiej, wprowadził ulgi w opłatach podatkowych, zmniejszył daniny i orzekł, iż za jego królowania zostanie zdjęty ciężar wszelkiej powinności. I nie zawiodła go naiwność łatwowiernego tłumu.

A oto król posłał do jego zwolenników za pierwszym razem z takim pytaniem: „Czy drzewa figowe oderwane od korzenia, choćby je przywiązano do spróchniałego doszczętnie pnia złotymi powrózkami, mogą zakwitnąć, czy nie?
A za drugim razem z takim: „Czy strumyki wyschłe u źródła, chociaż pełne mokrego piasku, wystąpią z koryta, czy nie?
Za trzecim — z takim: „Czy kot wychowa pisklę jaskółcze, rozwierające dziobek za każdym rozwarciem dzioba ptaków śpiewających, czy nie?

Na koniec posyła postać ludzką ze złota, bez głowy, sztuką najprzedniejszą przyozdobioną klejnotami, i ukoronowaną głowę osła wraz z takim pismem: „Wizerunek ten wyobraża wasze dostojeństwo, zdobne w klejnoty cnót. A ta głowa — to wasz król. Osłem bowiem jest samozwaniec, koronowany niewolnik. Jeżeli więc te członki dobrze przystają do tej głowy, miejcie z waszego króla pociechę. Jeżeli jest inaczej — to nie„. Tymi słowami przekonani przywracają królestwo królowi. A on, w tym samym zamku, morzy głodem Hippandra zakutego w kajdany, tłumacząc, iż kto sprzeniewierzył się naturze, ten nie ma potrzeby brać posiłków z natury. Sługa, rzucając mu kamień pożywienia, mówił: Nie sięgaj granic, których przejścia wzbrania natura!
Podobnie, zamiast napoju wsypując popiół, mówił: Nie sięgaj po to, czego słuszną nie zważysz miarą! Naturę przekroczyłeś, z naturą nie masz nic wspólnego!92

[16] MATEUSZ: Po śmierci zaś Kazimierza wybuchła równie niesłychana zaraza buntu niewolnych, o której napomknę w odpowiednim miejscu, aby porządek opowiadania był zgodny z porządkiem rzeczywistym. Po Kazimierzu więc następuje syn jego Bolesław, którego znacząco i podniośle wyróżniono przydomkiem Szczodrego93. Uważał on, iż bez szczodrobliwości nie ma wolności człowieka, szczodremu zaś nic nie może brakować, chyba tylko sposobności do dawania. Tak to, mówił, szczodrobliwość jest i rychlejsza, i powolniejsza od próśb. Rychlejsza, aby próśb nie wyczekiwać: pierwej bowiem wypada dawać, niż być proszonym, aby czyjaś prośba nie była dla nas wyrzutem, iżeśmy skąpi, abyśmy łaskawego daru nie udzielali bez łaski. Nie otrzymał bowiem darmo, kto uzyskał coś na prośbę. Powolniejsza powinna być szczodrobliwość, aby nazbyt szybko nie uleciała, inaczej by się ulotniła: bo nie przystoi jej tyle pośpiechu, by uszły jej uwadze prośby zgoła najbardziej nieśmiałe. Raczej niechże je uprzedza, niechże im chętnie ulega.

Gdy on pewnego dnia kazał rozdzielić skarby [nagromadzone] z podatków, gdy z wielką hojnością rozdawał wszystko co najwspanialsze, pewien nieborak, rozważając raz nikłą szczupłość swego mienia, to znowu świetność królewskiego bogactwa, jęcząc ciężko westchnął i z warg jego ciche dało się słyszeć szemranie:

Innych gdy słońca samego łaska uszczęśliwia,
Mnie bierze srogi ziąb — gdy słońce bliźniąt się trzyma.
Sam jeden pod twoim słońcem na wiosny pociechy
Nie zasłużyłem. Mnie wstyd — nie zasłużyłem ja sam.

Król przeto, dorozumiawszy się przyczyny westchnień, ściąga z siebie suty fałdzisty płaszcz i zarzucając go na barki jego, rzecze: „Zabierz złota, ile zechcesz, i według sił swoich odważ ilość kruszcu. Wolimy bowiem, abyś żalił się [raczej] na swoją słabość niż na ciasne granice naszej szczodrobliwości„. Wtedy ten, napychając wnętrze płaszcza, aż bardzo napęczniał, [tak] zaczął śpiewać:

Nikt nie dziwi się słomie, jeżeli się w popiół rozwiewa,
Lecz twoje nie giną ziarna, gdy plon z nich bliźni twój miewa.
Złota hojność sławy ziarna rozrzuci deszczem,
Sierp dźwięczy przy żniwie. Więcej mi dasz — więcej niż ja uzbierasz.
Miejsce tu nie na szkatuły, nie trapi cię skrzynia nabrzmiała,
Raczej niech błyszczy bogactwo w serca twojego zamku,
Wszystkie usta obficie niech smak twego miodu napoi,
Póki żyć będę, na ustach mych sława tak wielka nie zamrze.

A gdy tak śpiewał, zapomniawszy o sobie, gdy złocisty ciężar dźwignąć usiłował, ciężarem przygnieciony — ducha wyzionął94.

[17] JAN:

Niepojętą i urokliwą tchnie wonią kwiat bogactw.
Rób majątek uczciwie. Nie możesz — to wszelkim sposobem95.

Od chorego na umyśle tymczasem niewiele różni się ten, kto pieniądze nad życie przedkłada, a nie życie nad pieniądze. Ten rodzaj ogłupienia tak opanował pewnego człowieka, że miotany po morzu wzburzonymi bałwanami, gdy inni w trwodze przed rozbiciem okrętu wyrzucają z niego nawet najcenniejsze sprzęty, on przywiązawszy się do swoich tobołów każe siebie strącić w otchłań morską, zapewniając, że lepsze jest bogactwo przy śmierci niż nędza w życiu.

U króla Arabów też był taki dworzanin leżący na dostatkach, niezmiernie chciwy mienia, którego hojny król obsypał niezliczonymi skarbami, Etny jednak chciwości nie zdołał zagasić.

Ten bowiem wprowadzony do skarbca, gdy ujrzał tam bezcenne klejnoty, zdrętwiał cały jakby rażony piorunem. A ponieważ sądzono, że raptem zachorował, kazano go wynieść. [Tymczasem] cały jego ból dotyczył klejnotów: „Oj, klejnoty! oj, klejnoty!96 A gdy wreszcie król poznał przyczynę jego zasłabnięcia i ofiarował mu najwyborniejsze klejnoty, on usiłował je połknąć, aby nikt oprócz niego nie mógł ich posiąść i udusił się, dech utraciwszy.

Nie tak, nie tak postąpił ów [człowiek], który chcąc raz na zawsze usunąć żywicielki trosk, stopił w jedną bryłę swoje skarby [i] wrzucił do rzeki, mówiąc: „Przepadnijcie, nieszczęsne bogactwa! Zniszczę was, abyście wy mnie nie zniszczyły97, lżejsza bowiem jest strata mienia niż czasu98.

Boli nas mienia utrata, lecz bardziej stracone lata.
Stratom zapobiec można, lecz nie przeminionym latom.

[18] MATEUSZ: Tak dalece przelotną wydawała się Bolesławowi sława bogactwa, że nie upatrywał w nim nic przyjemnego oprócz możności obdarowywania. Mówił, że najlepszym schowkiem dla nich jest dziurawy worek i że żadnego zgoła władztwa nie jest godny [ten], kto woli być workiem na rzeczy niż władcą. Dlatego przeszedłszy władczo ziemie Rusi, uznał za niegodne dać się skusić na ich skarby, poprzestając jedynie na tryumfie zwycięstwa, dopóki by uderzeniem miecza w bramę Kijowa nie wyznaczył ponownie pradziadowskich granic99. Stłumiwszy tam wszelki bunt, ustanowił królem kogoś, kto był zwolennikiem jego władzy100. A ten, chcąc wobec swoich większą okryć się chwałą, błaga króla Bolesława, aby okazał mu względy łaskawym swoim wyjściem mu naprzeciw, a za każdy krok otrzyma złoty talent. Oburza się Bolesław, iż żąda się od niego czegoś, co nie licuje z królewskim dostojeństwem, i wydaje mu się niedorzeczne, by majestat zniżał się po zysk, a jeszcze bardziej niedorzeczne, by łaska szacowana była przekupstwem101. Ulegając wszak prośbom, a nie zapłacie, obiecuje rzeczywiście pójść i nadchodzącemu okazuje tak dowód łaski. Jakiż, myślisz [dowód]? Chwyta za brodę nadchodzącego króla [i] szarpiąc ją wiele razy i targając, rzecze: „Oto straszliwa głowa, przed którą ze strachu drżeć powinniście!” I znowu, coraz gwałtowniej targając, mówi: „Widzisz, na jakie to względy w oczach Bolesława zasłużył wdzięk złota102.

Następnie gotuje się do wyprawy na Węgry. Tam usiłują mu zaraz na początku zagrodzić zbrojnie wejście, ale tym, co chcieli wkroczyć, raczej ciała ich były na zawadzie niż broń. Albowiem krwawy miecz odźwierny bramy wejściowe i otwierając zamykał, i zamykając otwierał. Zwały bowiem tułowi szlachetnych nieboszczyków mieczem powalonych nawet drogi uczyniły niedostępnymi, tak iż tylko z wielką trudnością można było przejść.

Widząc zaś, iż tak jemu, jak i jego poddanym grozi ryzyko bitwy, król Salomon wyprasza się od walki, ofiarowując dla uzyskania pokoju sto tysięcy talentów. Na to odrzekł mu Bolesław: „Polacy nie widzą przyjemności w posiadaniu złota, lecz w rozkazywaniu tym, którzy złoto posiadają103, a większą hańbą
jest dać się przekupić niż ulec w walce. Ani też królom nie przystoi w kramarskie wdawać się targi, gdyż broni potrzebują, nie bogactw
„. Pokonany więc Salomon wyzuty został tak z królestwa, jak z dostatków, a na jego miejsce z łaski Bolesława powołany został Władysław, wychowanek Polski104.

Tymczasem zdarzyło się, że doskonale uzbrojone zastępy Austriaków i Czechów założyły obóz na polskich polach, a dzielny [nasz] król zaskoczywszy ich z tyłu, odebrał im wszelką możność powrotu. Chociaż jednak mógł napaść na nich nie przygotowanych, rzekł: „Uchowaj Boże, aby sławę naszego zwycięstwa miała splamić zbójecka zasadzka„. Oznajmia, że jest gotów, każe im mieć się na baczności, [bo] nazajutrz walczyć z nim będą wręcz. Wszelako ów czeski lew105 wnet wyzbywszy się dzikości lwa przybiera lisią chytrość i mówi: „Niegodną jest rzeczą, aby godność tak wielkiego króla zniżała się do [ludzi] tak marnych, niech raczej w spokoju swego obozu łaskawie pozwoli Czechom, by nazajutrz złożyli mu hołd„. Pod osłoną nocy zamiast do walki zwrócili się do ucieczki. Dzik ścigając ich poza granice Moraw piorunowym dosięga ich kłem: nie oszczędza ani wieku, ani rodu, ani stanu, wszystkich bądź na pastwę śmierci wydając, bądź w niewolę biorąc.

Gdy znowu pomorscy rabusie łup i zdobycz wojenną uprowadzali prawie z pogranicza Polski, nagle przybywa Bolesław106, spostrzega rabusiów bezpiecznie już oddzielonych szeroką rzeką i bez wahania wskoczywszy w nurty rwącej rzeki, woła: „Miłość do młodych na myśliwskie oszczepy nadziewa dziką zwierzynę107. Krzyknęli wówczas wszyscy:

Niech sparszywieje ostatni. Mnie wstyd pozostać w tyle!108

Wielu tedy [nadmiernie] obciążonych zbroją zalewają fale. Wynurza się [tylko] garstka [rycerzy] wraz z królem i chociaż bezbronni odnoszą oni chlubne zwycięstwo nad mnogością uzbrojonych wrogów109.

A [król] z takim zapamiętaniem prowadził wojnę, iż rzadko przebywał w zamku, ciągle w obozie, rzadko w ojczyźnie, wciąż wśród nieprzyjaciół. Ten stan rzeczy, ile przyniósł państwu korzyści, tyle sprowadził niebezpieczeństw110, ile dawał sposobności do uczciwej zaprawy, tyle zrodził wstrętnej pychy. Gdy bowiem król bardzo długo przebywał to w krajach ruskich, to prawie że poza siedzibami Partów, słudzy nakłaniają żony i córki panów do ulegania swoim chuciom: jedne znużone wyczekiwaniem mężów, inne doprowadzone do rozpaczy, niektóre przemocą dają się porwać w objęcia czeladzi111. Ta zajmuje domostwa panów, umacnia obwałowania, nie tylko wzbrania panom powrotu, lecz zgoła wojnę wydaje powracającym. Za to osobliwe zuchwalstwo panowie wydali z trudem poskromionych na osobliwe męki. Również i niewiasty, które własnowolnie uległy sługom, poniosły z rozkazania zasłużone kary, gdyż poważyły się na okropny i niesłychany występek, którego nie da się porównać z żadną zbrodnią.

[19] JAN: Gdy Scytowie przebywali piętnaście lat w Azji, ledwie dali się odwołać na usilne żądanie żon, które oznajmiły, że jeśli nie wrócą, one u sąsiadów postarają się o dzieci, jak to niegdyś uczyniły Amazonki. Ci sami, gdy w trzeciej wyprawie azjatyckiej przez osiem lat byli z dala od żon, w wojnie z niewolnikami zostali z domu wypędzeni. Albowiem żony ich, znużone długim czekaniem, powychodziły za pastuchów, którzy panom zwycięsko wracającym zabronili wstępu jakby obcym. Atoli odpokutowali to przez śmierć krzyżową. Również niewiasty pod wpływem wyrzutów sumienia, niektóre przebiwszy się mieczem, niektóre powiesiwszy się, zakończyły życie112, ażeby je i tamtych jednaka spotkała kara i ażeby zrównała ich potworność zbrodni.

Tych, co rozpusta zabija, zbrodnia kalająca zrównuje113.

Jednakże widzę, że niektórzy tak odważne mieli przekonania, iż za jednaką hańbę poczytywali zarówno brak stałości u mężów, jak utratę wstydliwości u niewiast. Dlatego gdy Spartanie przy obleganiu nieprzyjaciół przez dziesięć lat ponosili straty i widzieli, iż żony z powodu nieobecności mężów nie rodziły już więcej dzieci, odsyłają młodych ludzi i pozwalają im spółkować ze wszystkimi kobietami bez różnicy, aby państwo na przyszłość nie było pozbawione obrony. Dzieci tak spłodzone dla wstydliwości matek zwano dziewiczymi114.

Tak wielka była u nich nienawiść nieprzyjaciół, tak wielka miłość ojczyzny, tak silne więzy przysięgi! Zobowiązali się bowiem pod grozą klątwy, że nie wrócą, dopóki nie zdobędą miasta nieprzyjaciół. Atoli miłość ich była bezecna i haniebna, a więzy niezbożne115, ponieważ nic zuchwalszego, nic podlejszego niż nieuszanowanie, co więcej — pogwałcenie praw małżeńskich. Ta miłość nabrała cech niemiłowania. Była przeto w tym i pewna cnota, i nie brakło małpiego cnoty przedrzeźniania.

[20] MATEUSZ: Odtąd oliwka zamieniła się w oleaster116, a miód w piołun. Bolesław bowiem poniechawszy umiłowania prawości, wojnę prowadzoną z nieprzyjaciółmi zwrócił przeciwko swoim. Zmyśla, że oni nie mszczą na ludzie swoich krzywd, lecz w osobie króla na królewski nastają majestat. Albowiem, czymże król będzie, gdy lud się oddali? Mówi, że nie podobają mu się żonaci, gdyż więcej obchodzi ich sprawa niewiast niż względem władcy uległość. Żali się, iż nie tyle opuścili go oni wśród wrogów, ile dobrowolnie na pastwę wrogów wydali. Domaga się przeto głowy dostojników, a tych, których otwarcie dosięgnąć nie może, dosięga podstępnie. Nawet niewiasty, którym mężowie przebaczyli, z tak wielką prześladował potwornością, że nie wzdragał się od przystawiana do ich piersi szczeniąt, po odtrąceniu niemowląt, nad którymi nawet wróg się ulitował!117 Bo dołożył do tego, iż tępić a nie chronić należy gorszący nierząd.

A gdy prześwięty biskup krakowski Stanisław nie mógł odwieźć go od tego okrucieństwa, najpierw grozi mu zagładą królestwa, wreszcie wyciąga ku niemu miecz klątwy118. Atoli on, jak był zwrócony w stronę nieprawości, w dziksze popada szaleństwo, bo pogięte drzewa łatwiej złamać można niż naprostować. Rozkazuje więc przy ołtarzu, pośród infuł, nie okazując uszanowania ani dla stanu, ani dla miejsca, ani dla chwili — porwać biskupa! Ilekroć okrutni służalcy próbują rzucić się na niego, tylekroć skruszeni, tylekroć na ziemię powaleni łagodnieją. Wszak tyran, lżąc ich z wielkim oburzeniem, sam podnosi świętokradzkie ręce, sam odrywa oblubieńca od łona oblubienicy, pasterza od owczarni. Sam zabija ojca w objęciach córki i syna w matki wnętrznościach. O żałosne, najżałobniejsze śmiertelne widowisko! Świętego bezbożnik, miłosiernego zbrodniarz, biskupa niewinnego najokrutniejszy świętokradca rozszarpuje, poszczególne członki na najdrobniejsze cząstki rozsiekuje, jak gdyby miały ponieść karę [nawet i] poszczególne cząstki członków119. A ja ze zdumienia i z jakowegoś przerażenia całkiem zdrętwiałem, tak iż ledwie pojąć, a cóż dopiero językiem, cóż dopiero piórem wyrazić zdołam, jakże wyrazić potrafię cudowne dzieła na tym świętym przez Zbawiciela zdziałane! Wśród opowiadania bowiem zawodzi rozum, zrozumieniu nie dopisuje mowa, a słowa nie wyjaśniają rzeczy zgodnie z tym, co zaszło. Albowiem ujrzano, że z czterech stron świata nadleciały cztery orły, które krążąc dosyć wysoko nad miejscem kaźni odpędzały sępy i inne krwiożercze ptaki, żeby nie tknęły męczennika. Ze czcią go strzegąc, czuwały nieprzerwanie dniem i nocą. Mamże to nocą nazwać czy dniem? Dniem raczej nazwałbym niż nocą, to jest bowiem druga noc, o której napisano: „A noc jak dzień będzie oświetlona120. Tyle bowiem boskich świateł przedziwnej światłości rozbłysło w poszczególnych miejscach, ile rozrzuconych było cząstek świętego ciała, tak iż niebo samo jakby zazdrościło ziemi jej ozdoby, jej chwały, ziemi gwiazd jakichś światłością zdobnej i jakimiś — myślałbyś — słońca promieniami. Niektórzy zaś z ojców, ożywieni radością z powodu tego cudu i gorliwą pobożnością zapaleni, pragną usilnie pozbierać rozrzucone cząstki członków. Przystępują krok za krokiem, znajdują ciało nie uszkodzone, nawet bez śladu blizn! Podnoszą je i zabierają, drogocennymi wonnościami namaszczone chowają w bazylice mniejszej Świętego Michała121. Aż do dnia przeniesienia, którego przyczynę dobrze znasz122, nie ustąpił stamtąd silny blask wspomnianych świateł!

Po tym wydarzeniu ów okrutnik ojczyźnie niemniej jak i ojcom obmierzły123 uchodzi na Węgry. Świadomość niegodziwego czynu go nie upokarza, atoli zbrodnia zuchwała krnąbrnym czyni. Gdy bowiem król Węgier Władysław, o którym niedawno wspomniałem, z uprzejmością uszanowanie mu okazywał, a nawet pieszo wyszedł naprzeciw, by go uczcić124, Bolesław tak wielką nadął się pychą, że z pogardą odmówił mu godnego pocałunku i rzekł: „On jest dziełem naszych rąk, nie przystoi zaś twórcy, aby czcił lub uwielbiał swój twór, ani też nie godzi się, żeby mąż dzielny bądź z powodu wygnania wydawał się zbyt nieszczęśliwy, bądź z powodu upadku zbyt przygnębiony„. Nie daje jednak [Władysław] nic poznać po sobie, acz z trudem, aby nie mówiono, że był sprzymierzeńcem [złego] losu a nie przyjacielem125. Mówi, iż obawia się, by nie czynił mu kto niesłusznych wyrzutów, że niektórzy w słowach [tylko], nie w czynach są przyjaciółmi, że szuka sposobności ten, kto chce opuścić przyjaciela. Wielką bowiem niegodziwością jest łajać w nieszczęściu tego, kogo szanowałeś, gdy dobrze mu się wiodło, bo powodzenie kojarzy przyjaciół, niedola wystawia ich na próbę. Nie tylko więc cierpliwie zniósł wyniosłą pychę, lecz bardzo łaskawie objął go, z wielką uprzejmością przyjął, z całą uległością starał się jemu przypodobać.

Ówże zaś przebiegły [człowiek] tak dalece zrzucił z siebie podejrzenie świętokradztwa, że niektórzy nie tylko nie uważali go za świętokradcę, lecz [widzieli w nim] najczcigodniejszego mściciela świętokradztw. Albowiem to, że w wolności urodzone niewiasty wydane zostały niewolnym na rozpustę, że świętość małżeńskiego związku tak haniebnie została skalana, że zgraja czeladzi sprzysięgła się przeciw panom, że tyle głów na śmierć wystawiono, że wreszcie spiskowaniem królowi zgotowano zagładę — to wszystko zrzucił na świętego biskupa. Orzeka nadto, że w nim jest początek zdrady, korzeń wszelkiego zła; to wszystko, mówi, wypłynęło z tego zgubnego źródła.

Podwójnie bezecny jest ten, kto życie komuś odebrawszy, gdy nie może zabrać duszy, usiłuje zbrukać [jego dobrą] sławę, a nie mogąc prześladować rzeczywiście, prześladuje go słowami. Opojem nazywa go, nie biskupem, piekarzem, nie pasterzem. Był [mówi] ciemięzcą od ciemiężenia, nie przełożonym, bogacicielem od bogactw, [a] nie biskupem, szpiegiem, [a] nie stróżem, i, na co ze wstydu rumienić się trzeba, z badacza spraw świętych stał się badaczem lędźwi. I popuszczał cugli lubieżności innych dlatego, że wspólnicy tej samej zbrodni nie mają oskarżyciela.

I cóż więcej? Całe jego postępowanie było nauką dla wszystkich. „Czegóż więc — rzecze — dopuszczano się, gdy usunięto zakałę królestwa, potwora ojczyzny, zgorszenie dla religii, gdy w rzeczypospolitej zgaszono publiczny pożar?126

Chociaż te kłamstwa w pojęciu ludzi nieświadomych przyniosły męczennikowi pewną ujmę, to jednak nie mogły go pozbawić powagi świętości. Za chmurą bowiem często kryje się słońce, [lecz] nigdy za chmurą nie gaśnie. Wkrótce potem Bolesław dotknięty niezwykłą chorobą zadał sobie śmierć127, a syn jego jedyny, Mieszko, zginął otruty w pierwszym rozkwicie męskości128. Tak to cały ród Bolesława poniósł karę za świętego Stanisława, gdyż tak jak żaden dobry uczynek nie pozostaje bez nagrody, tak i żaden zły bez kary.

[21] JAN: Jest rzeczą człowieka roztropnego oceniać sprawy podług ich wyniku, ponieważ czego koniec jest dobry, to i dobre. Na nic bowiem nie przyda się szczepić gałązkę na winorośli, skoro nie ma się zrywać dojrzałych winogron. Zdawało się mianowicie, że ten człowiek z początku położył cenny fundament cnoty, ponieważ jednak piaszczysta ziemia rozstąpiła się, całe dzieło częścią runęło w przepaść, częścią [zaś] rozwiało się w powietrzu. Cokolwiek bowiem było w nim dzielności, pochłonęła ją przepaść występków; cokolwiek było szczodrobliwości, zdmuchnęła ją żądza sławy. I gdy mędrzec na początku mowy sam siebie oskarża129, i gdy oznaką ludzi dobrej woli jest tam winę wyznawać, gdzie winy nie ma, u tego przepaść przepaści przyzywa wśród grzmotu wodospadów jego130, który serce swe nakłonił ku słowom złośliwym dla szukania wymówek w grzechach131. Słusznie bowiem [napisano], że kto żyje w plugastwach, coraz więcej się plugawi132. Szkoda, że od Saula przynajmniej nie nauczył się, iż na dźwięk cytry zdrowieją nawet obłąkani133. Szkoda, że uszyma duszy uważniej nie wsłuchał się w słodkie dźwięki jego harfy134. Błogosławieni, którym odpuszczone są nieprawości. I raz jeszcze rzekłem: wyznam, [nieprawość] a Tyś darował135. Wyznaj ty, człowieku, nieprawości twoje, abyś został usprawiedliwiony.

Zmazać gdy chcesz nieprawość, ukaż otwarcie przewinę,
Winy się bowiem wyzbywa, kto z płaczem wyznaje winę.
Czyni cię winnym pogrzebana wina, odkryta wyzwala,
Skóra ściśnięta żywi zakałę, otwarta wydala136.

[22] MATEUSZ: Po nim panował młodszy brat Bolesława Władysław Kazimierzowie137, sławny z dzielności rycerskiej nie mniej niż z pobożności. Sądzono, że nic nie brakowało mu do ludzkiego szczęścia, wyjąwszy to, iż długo zatroskany niepłodnością żony, niepokoił się z powodu braku prawowitego potomstwa. Gdy w tym wielkim smutku nie mogła go ukoić ludzka pociecha, doznał wreszcie pociechy boskiej. Albowiem jakby boskim pouczony natchnieniem, za namową biskupa Franka138 kazał wykonać złoty posążek139, który wraz z darami odpowiadającymi królewskiej wspaniałości posłał do błogosławionego Idziego do Prowansji, aby za jego wstawiennictwem doczekał się potomka, [i] zamiar wysyłającego wyłożył w tym oto liście:

Najczcigodniejszemu z ojców, opatowi140 błogosławionego Idziego, wraz z całym jego zakonem Władysław, z łaski Boga król polski, i małżonka, królowa Judyta141, wyrazy synowskiej czci. Chociaż może istnieć jakieś szczęście ludzkie, doskonałe być nie może. Nikt bowiem nie jest tak szczęśliwy, iżby pod jakimś względem nie wadził się ze swoim losem. Otóż my wprawdzie nie powinniśmy się chełpić szlachetnością naszego rodu, wytwornością ciała i umysłu, wysoką godnością, głośną sławą, obfitością wszelkich dostatków, bo to na nic się nie przyda; lecz nad tym z wielką pokorą zapłakać nam trzeba, że przy najświetniejszej pomyślności policzkuje nas jakiś osobliwy bicz smutku, zupełny brak potomstwa, co nie tylko odbiera ojcu pociechę, lecz także przynosi mu jakiś wielki wstyd z powodu bezdzietności. Dlatego przed wami, najczcigodniejsi ojcowie, nasza korzy się pobożność, aby za orędownictwem waszych zasług ta pożałowania godna niepłodność ustała; u Boga bowiem nie ma nic niemożliwego142. Poznawszy więc tak wielką pobożność obojga małżonków królewskich świątobliwe to zgromadzenie przez trzy dni bez przerwy modliło się i pościło, tak śpiewając i gorące prośby niestrudzenie zanosząc:

Tęsknot nadziejo obojga,
Dla łaknących miodzie smaczny,
Od nektaru twego zwykło
Nasze się pragnienie wzmagać.
Orzech nasz orzecha zbywa,
Cedru uschnie zieleń świeża,
Kwiat używi roje pszczele,
Kwiatu jednak kwiat nie rodzi.
Daj i użycz, skoro nawet
Kolcom jeżyn dań jest dziedzic,
A derenie rodzą dereń143.
Nam zaś czemu brak potomstwa?
Użycz, ach, dziecięcia użycz,
Żeby nam nie brakło syna,
Próśb i modłów pomny naszych
Spraw, bo jesteś tego mocen.

Jeszcze zakonnicy nie skończyli modłów, a tu królowa raduje się poczęciem, jeszcze posłowie nie wrócili, a już ogłasza się płodność królowej. Wschodzi więc gwiazda o niezwykłym blasku, wydobywa się złota kolumna, rodzi się trzeci Bolesław. Atoli matkę, która od połogu zaniemogła, los zabrał. I tak radość smutkiem została przytłumiona, a smutek radością osłodzony. Wtedy mógł ojciec osądzić, czy wolałby być małżonkiem, czy ojcem? Jednakże aby zbyt długo nie przykrzyło mu się wdowieństwo, ożenił się z wdową po królu węgierskim Salomonie, siostrą trzeciego Henryka cesarza144, która powiła mu tylko trzy córki145. A chociaż był w podeszłym wieku, nie chciał jednak gnuśnieć w bezczynności, lecz dosyć często ćwiczył się w rzemiośle wojennym, [walcząc] z wrogami zewsząd powstającymi. A gdy wielu radziło mu, aby miał wzgląd na swój wiek, odpowiadał: „Duch mój ze starością [jest] w sporze; on — rzecze —jest u mnie w rozkwicie. Jakkolwiek bowiem w ciele czuję ubytek sił, w duchu go nie czuję. Złoto starością się doświadcza, cnoty w podeszłym wieku się wzmagają, nie maleją; wprawa [zaś] we wszystkim jest rzeczą dzielności, nie wieku146. Silną więc ręką pomorskie zajmuje dzielnice, aby zaś odjąć im możność buntowania się, każe doszczętnie spalić najwarowniejsze miasta, ustanowiwszy tam własnych namiestników147. Ponieważ jednak niesforny kark [i] zuchwały grzbiet zrzuca jarzmo, nie chce dźwigać ciężaru, Pomorzanie znienacka wyskoczyli z zasadzki. Wszczęła się walka z żałosnymi dla obu stron stratami. Rzeź rozpoczęła się o trzeciej godzinie dnia i ledwo zdołał ją przerwać nocny mrok. Gdy jednak resztki nieprzyjaciół się rozpierzchły, Polacy odzierżyli pole zwycięstwa w Drzycimiu148. Dłużej jednak nie pozwalała tam pozostać [nadchodząca] uroczystość Zmartwychwstania Pańskiego, aczkolwiek okres Wielkiego Postu przeżyli niezbyt pobożnie. Dlatego Polacy przez jakiś czas nie cieszyli się powodzeniem, tak iż nawet demony, jak się zdawało, walczyły przeciw nim. Gdy bowiem oblegał miasto Nakło149, jakieś mamidła fantastyczne, jakieś nocne zjawy tak dalece przerażały całe wojsko, iż zdawało się im, że uderzają na nich nieprzyjaciele. Przeto w uzbrojeniu z dala od obozu czatując, często za cieniem wrogów gonią, nie za wrogami; daremne ciosy wymierzają wichrom świszczącym.

I tak na próżno poniesiono trud i koszty. Z tego powodu nie tylko otępiałe umysły nieprzyjaciół się zaostrzyły, lecz [i] domowe osty nastroszyły się przeciw Władysławowi, a miecz przy jego boku zwrócił się przeciw niemu samemu. Miał on bowiem syna naturalnego wprawdzie, lecz z nieprawego łoża, otrzymał go
bowiem od nierządnicy. Ten z powodu piętna matczynej hańby lub aby uniknąć zasadzek macochy, bardzo długo ukrywał się na wygnaniu i z tego powodu nazwano go Zbigniewem150. Ten Achitofel151 — mianowicie za poradą księcia czeskiego Brzetysława152 — został podjudzony do zgładzenia ojca. Chociaż pycha z własnego popędu siebie sama wszystkim zaleca, jednak [także] myśl o wiekowym ojcu i małoletnim bracie zwiększa jego nadzieję, że dorwie się do steru rządów. Dołączają się podniety do haniebnego czynu, zarzewie zbrodni, zawzięci zbiegowie. Z nich to jednych lekkomyślność z kraju wygnała, drugich nienawiść do Sieciecha, innych okrucieństwo. Ten zaś Sieciech będąc palatynem153 nie dość równomiernie przydzielał publiczne urzędy, gdyż nie na to baczył, co słuszne, czego domaga się cnota, lecz na to, co każą pieniądze; nie na to, ile ktoś zasłużył, lecz ile mógłby dać. Wielu zatem wybrało wygnanie raczej z nienawiści do niego niż z miłości do wygnańca. I wpierw do Magnusa, namiestnika dzielnicy śląskiej154, zwrócono się z tego rodzaju listem:

Nader okrutny, nader nędzny jest, kto nie tylko uciśnionej, lecz nawet utraconej nie żałuje wolności. I nie jest synem, kto bez bólu znosi nieszczęścia zbolałej matki. Nie jest bowiem nikomu tajno, jaki potwór, jaka bestia zajęła ojczyzny łono, jak [ów] żarłoczny sęp szarpiące szpony wraził w najgłębsze wnętrzności wszystkich. Sam jeden ssie piersi matki nie jak matczyne, bo nie mogąc wydobyć z nich mleka, krew wysysa; on innych jakby poronieńców albo precz odpędza, albo pyszną uciska władzą.

Czemuż to pod nim godność wszelaka i zaszczyt wszelaki
sprzedać jak dziewka się chce, czeka bez wstydu na zysk?
155

Kto wydobył z papugi jej ‚witaj’?156 Kto nauczył wszystkie urzędy próbowania rachub arytmetycznych? Sztukmistrz i rozdawca chytrych pomysłów Sieciech, który [zdobywanie] najwyższych urzędów, stopni godności oraz wszystkich podrzędnych stanowisk sprowadził do sprytnych rachub, który ogrom aż takiej władzy ważył na szali przekupstwa. Przeto zawczasu trzeba zapobiec tak wielkiej zarazie, tak wielkiej klęsce, któż bowiem może znosić publiczną szkodę, publicznej uczciwości zhańbienie? Zaiste, zgrzybiały wiek żywicielem jest bredni, wątłe zaś dziecięctwo we wszystkim jest bezsilne. I dlatego ani książę, ani dziecię księżnej nie podołają temu ciężarowi, gdyż żaden z nich tak pod względem rozumu, jak pod względem sił nie jest odpowiedni i na to nie wygląda. Przecież ani starego spróchniałego pnia nie stawia się jako słup przy budowie, ani lentyszku gałązka nie podeprze walącego się muru. Takiego przeto więc i wyszukać, i uprosić wypada, takiego wszyscy życzyć sobie powinni, który i w nieszczęściu byłby pociechą, i zachwianej sławy mocną podporą.

Uważaj się, Magnusie, za znakomitego sprawcę tak niezwykłego szczęścia, jeżeli okażesz nam życzliwość, jeżeli pierworodnego syna książęcego Zbigniewa pozyskasz dla tego zamiaru. Gdybyś chciał dokładnie go poznać, zbadaj najwierniejsze świadectwo natury i cnoty157, które w nim miły wiodą spór, tak iż nie
wiadomo, czy natura przewyższa dzielność, czy dzielność naturę.

Magnus przeto długo sam się zastanawia, następnie szepcze do ucha ziomkom, co postanowił, i podaje radę. Wszyscy ją bezwłocznie przyjmują i ustanawiają Zbigniewa księciem wrocławskim. Ponieważ jednak ośmielono się uczynić to bez zgody ojca, musiał się ojciec obruszyć, zwłaszcza że królowa158 i Sieciech podsycali żar oburzenia. Dlatego ściąga na Śląsk swego imiennika, króla węgierskiego, [i] księcia Moraw i Czech, a także inne obce posiłki159. Atoli skąd groziła im zagłada, stamtąd urosła tym większa sława.

Czy to bowiem wskutek uporczywego oporu tamtych, czy raczej wskutek natarczywych nalegań [ojciec] musiał zawrzeć z synem przymierze, które wygasło w samym przedsionku zgody, niemal u samych pierwocin pokoju. Bo oto ojciec, chcąc wypróbować uczucia synowskie wobec siebie, udaje śmiertelną niemoc [i] każe przywołać syna jakby na pociechę przed nieuniknionym. Wszak ten nie tając, że naprawdę to miał w sercu radośćkrokiem [żwawym] i obliczem [niezasępionym] z żądzą swoją się zdradza160. Zaiste,
Co oblicze wyraża, to i w sercu się kryje.

Albowiem, acz ludzką jest rzeczą współczuć też cudzemu nieszczęściu, to w nim nie zauważono żadnego, nawet udanego przejawu współczucia. Przeciwnie, wśród bębnów i piszczałek, w gromadzie muzykujących i pokazujących różne sztuki trefnisiów na pogrążony w smutku dwór161 wkracza okazale, tak iż sama nadętość pychy zdaje się o nim głosić:

Syn z utęsknieniem wzdycha przed czasem do lat ojcowskich162.

Wprawdzie ojciec poznaje [prawdziwe] uczucia wspaniałego syna, lecz po ojcowsku wybacza i obwinia o nie rozum wszystkich, którzy za surowo osądzili tak wymyślny postępek. Mówi, że on rozmyślnie przez ucieszne zabawy przyniósł ojcu ulgę pociechy. Ani bowiem płomieniem nie gasi się płomienia, ani smutku nie koi się smutkiem, zwłaszcza że wesołość lekarza niekiedy rozwesela chorego. Żeby zaś przytłumić nieco nadętość pychy syna, zanimby w ogóle mogła wybuchnąć, podcina ufność budzące skrzydła, ostrożnie odejmuje najsilniejsze jego podpory. Albowiem najbardziej znaczących Ślężan, których nie mógł od niego oderwać przemocą, odwodzi podstępem.

Dlatego to tym zuchwałej [Zbigniew] nastaje na krzywdę ojca. Uchodząc z Wrocławia, udaje się do Kruszwicy. Uzbraja sześć szyków bojowych kruszwiczan, upolowuje i pozyskuje niemało posiłków pomorskich163. Spotyka się z ojcem, bije się, ulega i zostaje wtrącony do ciężkiego więzienia.

Tu poległa tak wielka liczba nieprzyjaciół, że [trupami] zapełniły się podgrodzia, rozległe pola i głębokie jeziora, i to tak dalece, że przez długi czas wielu brzydziło się jedzenia wszystkiego, co tam pływało164.

[23] JAN: Trudno, aby dobrze skończyło się to, co się źle rozpoczęło165. To bowiem, co od początku jest słabe, ledwie z biegiem czasu się wzmacnia, chociaż niekiedy, zwrócone ku dobremu, zatraca swoje wady. Przecież i roślina posadzona między wierzbiną nabiera zapachu wierzbowego korzenia. Dlatego Zbigniew mając w swej naturze jakieś, sam nie wiem, wrodzone skłonności, nie tylko przez karę stał się zuchwalszy, lecz skutkiem nagany ojcowskiej zarozumialszy. Jego zaś zarozumiałość jakąś postacią pychy, która sprawia, że nie stawia się żadnego człowieka ponad sobą, stąd każdy zarozumialec budzi nienawiść. Ta przeklęta wada wydała niejednego ojcobójcę i tacy nie przepuścili ojcom, chociaż ich samych oszczędzili [nawet] wrogowie. Przecież Eukratydesa, króla Baktrianów, syn, już jako współuczestnik rządów, nie tylko zabił, lecz nie tając ojcobójstwa, tak jakby nieprzyjaciela, a nie ojca zabił, brodził wozem we krwi jego i ciało jego kazał wyrzucić nie pogrzebane166. Czyż Nanides, król Segobriów, nie zamordował w pałacu ojca, którego nawet krwi nie wzdragał się lizać, jak gdyby przez to niezwykłe doświadczenie śmierci chciał dowieść, że krew ojcowska nie mniej miła jest dla smaku niż dla oka?167 Żeby [zaś] nie zdawało się, że on jedynie podejrzany jest o dokonanie zbrodni, wabi podarkami w wolności urodzonych młodzieńców i namawia ich do zamordowania ojców. Jednak nie bezkarnie, bo gdy syn tego ojcobójcy jeszcze za życia ojca wzdychał do rządów i skwapliwie nakłamał [do tego] znakomitych dostojników, ci odpowiedzieli, że zadość uczynią mu, byleby nie zatracił ojcowskiej roztropności. Na zapytanie jego: „Jakaż to?” — odpowiadają: „Poczekaj chwilkę„. Każą przygnać dwie trzody, jedną owiec, drugą kóz, a osobno barana i kozła. „Której trzody — pytają — przewodnika wybrałbyś?” Ów na to: „Owiec„. „Która trzoda lepsza?” Odpowiada: „Owiec„. Oni na to: „Niezbadana jest zapobiegliwość twego ojca i nie potrafisz jej osiągnąć. On bowiem wiedząc, że podobieństwo jest najsilniejszym węzłem łączącym usposobienia, nie wpierw nas polubił, aż upodobniliśmy się do niego nawet przez ojcobójstwo, i tak smród ojcobójstwa do kozłów czyni nas podobnymi. Komu więc chciałbyś się przypodobać, powinieneś stać się do niego podobnym„. Przeto jak najszybciej biegnie do ojca, przebija go puginałem, o tron się ubiega; lecz własny wyrok nie dopuszcza go do tronu. Albowiem rzekli: „Ponieważ wolałeś być wodzem owiec, gdyż barana uznałeś za lepszego od kozła, to dobrze, lecz czemu tak nagle z barana stałeś się kozłem? Szukaj więc owiec, które dałyby się zwabić koźlim smrodem. My z kolei nie mamy chęci ani być swawolnymi kozami, ani ulegać kozłowi„. Taki jest koniec tych, którzy taką czcią otaczają najświętszą wolę ojców168.

Zamilczę o tym, który wprawdzie nie zabił, ponieważ jednak nie od niego to zależało, iż nie zabił, w ucieczce z muła za włosy ściągnięty, wisząc na dębie, żałosną poniósł karę za [zamierzone] ojcobójstwo169. Pomijam również Kartalona, syna Malleusa, władcy kartagińskiego, który z hardością przybył do wygnanego ojca, strojny w purpurę i wstęgi; ponieważ wobec wygnańców chełpił się stanem swej szczęśliwości, ojciec kazał w obliczu miasta przybić go wraz z jego strojem do bardzo wysokiego krzyża, dając przestrogę, aby na przyszłość nikt nie naigrywał się z ojcowskiego nieszczęścia170. Z tego jasno widzisz, jak innym podoba się nadętość pychy, skoro [własny] ojciec uznał, że zasługuje ona na tak wielką karę. A jednak lekarstwo jego przebrało miarę, leczenie bowiem rany nie powinno było sprawiać sroższego bólu niż sama rana171.

[24] MATEUSZ: Im krnąbrniejszy zaś był Zbigniew względem ojca, tym większą ojciec darzył go miłością; nie tylko z więzienia, lecz także od ojcowskiej uwalnia go władzy, współspadkobiercą ustanawia, wyznacza mu pewną część królestwa odebraną prawowitemu dziedzicowi172.

Bolesław tymczasem, jakkolwiek [jeszcze] młodzieniaszek, górował nad nim dojrzałymi zaletami, przewyższał go dostojną wytwornością obyczajów, tak iż ludzie starsi całkiem słusznie podziwiali dojrzałość umysłu młodzieńca. Toteż mężów należących do rady, których głowy siwy włos pobielił, przy jego radach uważałbyś za istne niemowlęta. Ile chwały przyczyniło mu to u ludzi roztropnych, tyle zawiści u niegodziwych. Albowiem cnota siebie miłuje, a gardzi tym, co jej przeciwne173.

Mówią, że Sieciech pod wpływem pewnych przepowiedni ubolewał nad upadkiem swoich chytrych planów względem niego. Oto ten postawiony jest na upadek wielu, a twoje własne serce, Sieciechu, miecz przeszyje174. Zawiązuje więc [Sieciech] sprzysiężenię, wznieca iskrę buntu, rozpala płomienie nienawiści, między ojcem a synem podsyca zarzewie niezgody. Bolesław nie tylko je gasi, lecz także wykorzenia zarodek wszelkiego zła. Wydaliwszy bowiem Sieciecha na wygnanie, pozyskuje zwaśnione części królestwa i prowincje zajęte podczas powstania przywraca ojcu, będąc nie mniej tkliwie przywiązany do ojca jak i dbały o pożytki ojczyzny.

A tak dalece dał się powodować cnotą, tak dalece umiłowaniem ojca, że imię ojca wyrył na złotej płytce, którą na złotym łańcuchu na piersi umyślił zawiesić po to, aby w ciągłej jakby obecności ojca [to] jarzmo synowskiej karności, pamiątkę czci należnej ojcu, wszędzie z sobą nosił, na wypłoszenie występków i cnót obronę. [A] płytka miała mu często przypominać: „Tak mów, jak gdyby ojciec zawsze słyszał, tak postępuj, jak gdyby ojciec zawsze widział. Szpetną bowiem jest rzeczą, aby pod okiem ojca bądź działo się coś szpetnego, bądź mówiło błazeństwa!” Przywiązał się do niego z tak wielkim poważaniem, że mniemałbyś, iż nie ojca czci, lecz bóstwo wielbi. Tej miłości nie zabrakło mu nawet i wtedy, gdy los zabrał ojca, którego, jak mówią, w żałobnym odzieniu opłakiwał całe pięć lat175. A ponieważ cnota jest sprawnością umysłu dobrze ukształtowanego, sprawność zaś ta jest właściwością prawie niewzruszalną176, całą przeto miłość synowską, którą winien był ojcu, przeniósł na brata, chociaż plugawego177, tak iż z niemniej szczerą miłością trzymał w tajemnicy zuchwałość brata, acz wiedział, że on czyha na jego piętę178.

Albowiem żeby spośród wielu przykładów napomknąć o kilku, a raczej żebyś z kilku wiele się domyślił, [wiedz], że Pomorzanie obok miasta Santoka zbudowali silną warownię, która zagrażała santoczanom zagładą179. Gdy Zbigniew usiłował ją zdobyć, haniebnie został odparty. Bolesław zaś nie tylko zrównał ją z ziemią, lecz nadto zdobył Międzyrzecz180 i inne ich grody. Gdy Zbigniew z zazdrości niewieście łzy ronił, znowu Partowie181 pustoszyli granice Polski. Wreszcie Bolesław dogania ich poza rzekami i na wszystkie strony rozproszywszy nieprzyjaciół, swoich wyzwala mieczem, a łupieżców zamienia w łup nad łupy.

Te wyprawy młodzieńca, uwieńczone powodzeniem, zanim osiągnął męską dojrzałość, wznieciły w duszy Zbigniewa zarzewie zazdrości. Stąd, zaproszony, aby był obecny na weselu brata182 i przewodniczył mu, jakież, sądzisz, wyprawił zrękowiny, jakich sprosił gości weselnych, którym to wreszcie dziewosłębom postarał się starostować183? Podburzył zaciekłość Czechów i namówił ich, aby podczas uroczystości weselnych z jak największą srogością złupili państwo Bolesława. Atoli nowożeniec napoił ich krwawym winem. Chcąc skuteczniej poskromić zuchwałość nieprzyjaciół, wysyła na Morawy trzy doborowe oddziały jazdy. Gdy ci uprowadzają niezliczone łupy, spostrzegają z tyłu księcia Moraw Światopełka184. I nie wiadomo, czy tygrysa gwałtowniej popycha [do walki] wydarcie mu młodych, czy też lwy chciwość zdobyczy silniej podżega. Żałosne jednak było obu stron starcie, z którego wycofano się z wielkim tak dla jednych, jak dla drugich niebezpieczeństwem. Tutaj palatyn Żelisław utracił rękę, za którą Bolesław jako odznakę waleczności dał mu złotą185. Zazdrość współzawodników, a zwłaszcza niebraterska zjadliwość brata obróciły to w ośmieszającą opowiastkę186.

[25] JAN: Nie można nic tak dobrze zrobić lub powiedzieć, iżby nie dało się tego zganić. Bo czym [jest] śpiew słowika? Przyjemnością. Czym głos wężów? Sykiem. Czym głos psów? Szczekaniem. Stąd gdy powiedziano mędrcowi: „Źle o tobie mówią ludzie„, rzekł: „Źle, ale źli„. I znowu: „Źle o tobie mówią ludzie„. A on na to: „Nie to czynią, co powinni, lecz do czego przywykli187. Chlubą wszak dzielnego męża, bezrękiego jest dzięki męstwu wydawać się oburękim. Dobrze wiedział o tym ów mąż, który wielu rozproszywszy w bitwie, wreszcie przez nieprzyjaciół został okulawiony, nad czym ubolewali współtowarzysze. Lecz on ubolewanie ich śmiechem przyjął, za miłą poczytując sobie w tym zdarzeniu taką zmianę, że każdy krok będzie mu przypomnieniem walecznych czynów, a nie wyrzutem z powodu utykania188. „Inni — rzecze — niech żebrzą o swoją sławę, gdzie im się podoba, ja moją w bliznach ciała mego wyrzeźbiłem. Niektórzy bowiem, choć zdają się chromać, nie chromają, lecz albo waleczne czyny swe zliczają, albo nad ich pomnożeniem przemyśliwują„.

[26] MATEUSZ: Sława Bolesława stała się wszędzie tak głośna, że (zgoła) wszyscy nieprzyjaciele zdumiewali się nad jego bitnością i różni [ludzie] nazywali go wychowankiem Marsa189, tygrysowym synem, lwem srogim, smokiem ziejącym ogniem, piorunowym grotem lub jakieś inne groźne nadawali mu miana. Tak potężny ożywiał go duch, tak bardzo zamiłowany był w wojowaniu, że gnuśną bezczynność uważał za cięższą od choroby i niemocy. A wyćwiczyły go nie mniej domowe podstępy brata niż nieprzyjaciel zewnętrzny.

Onże [Zbigniew] zarówno z nienawiści do dzielnego brata, jak z niepodejrzanej chęci wyrządzenia (mu) szkody udaje miłość, przyrzeka stateczną wiarę; zobowiązują się wzajem przysięgą, klnąc się, iż żaden bez drugiego nie będzie stanowił o pokoju lub wrogim zatargu z kimkolwiek, że jeden drugiemu jak najwierniej służyć będzie zdrową radą i gotowością spieszenia na pomoc190.

Najpierw zgodnie postanawiają zająć dzielnice pomorskie, aby ukrócić zuchwałość Pomorzan. A więc wybierają miejsce, czas i sposób ściągnięcia, sprawienia i wyprowadzenia wojsk, co niemal na samym początku ten zdradziecki książę miał wyjawić Pomorzanom. Ani bowiem nie dotrzymał przyrzeczonej wiary, ani samowolnie sam się ze swoimi nie stawił, przeciwnie, najgorliwszych zarówno przyjaciół jak podwładnych brata tajemną namową odwiódł od zamiaru.
A tymczasem pomorscy rozbójnicy potężnym oddziałem najeżdżają graniczne ziemie Polski, wzniecają pożary i łupią. A Bolesław, acz czegoś podobnego się nie spodziewał, to jednak nieustraszony leci z garstką zbrojnych [i] uderza na nieprzyjaciół. Cóż za szaleństwo! Cóż za zuchwałość! Osiemdziesięciu ledwie mężów
stacza walkę z trzema tysiącami. Atoli cóż znaczą oni wobec tylu? Nie na próżno jednak iskierka wpadła w snop zboża. Giną wprawdzie Bolesławowi, lecz wolą ginąć niż ustąpić, [a] klęska nieprzyjaciół staje się dziesięciokroć większa. I nie przestaje wściekły lew przebijać się środkiem hufców i łamać w kliny
ustawionych szyków, póki nie padł jego rumak z rozdartymi genitaliami. W końcu przeto bijąc się pieszo [jeszcze] wielu powalił i z pola walki nie ustąpił, przez swoje niezmordowane męstwo tym zaciętszym stając się przeciwnikiem.

Z nie mniejszą wszak zaciekłością nacierał Skarbimir, komes pałacowy191, i to tym zawzięciej, im bardziej krwią broczył, bowiem na prawe oko ociemniał192. Również zwycięzcy jego towarzysze na wszystkie strony sieką i rzucają na ziemię nieprzyjaciół. A niektórzy z nich, nie zwyciężeni, lecz zwyciężaniem umęczeni, pośród mnogich poległych nieprzyjaciół zasypiają193.

[27] JAN: Czego podejmujemy się z miłości ojczyzny, miłością jest, nie szaleństwem, męstwem, nie zuchwałością; bo mocna jest miłość jak śmierć194, im trwożliwsza, tym śmielsza. Nic bowiem śmielej nie wzywa obywateli pod broń niż obawa przed ogólnym niebezpieczeństwem. Dlatego to Solon zachęcając Ateńczyków mówi: „Chciałbym, abyście nie mniej byli bojaźliwi niż odważni, ponieważ bojaźń skłania do oględności, oględność rodzi ufność, a ufność daje życie odwadze, dzięki której człowiek często sam siebie w śmiałości przewyższa195. Cóż tedy pobudziło Machabeusza, mającego ośmiuset mężów przeciwko dwudziestu dwom tysiącom Bakchidesa, iż zapomniawszy o sobie pamiętał raczej o swoich ziomkach niż o [własnym] życiu?196 Miłość ojczyzny. Dlaczego syn Saula, gdy stracił na półmorgowym skrawku [ziemi] dwudziestu mężów, z jednym tylko towarzyszącym mu giermkiem uderzył na tyle zastępów filistyńskich i popłoch sprawił?197 Skąd bowiem tak wielka odwaga Eleazara, że choć inni cało uchodzili, on wolał zostać zmiażdżony przez słonia, którego przebił od spodu?198 Co dodało ducha sześciuset Spartanom, że poszli na obóz Kserksesa i nie lękali się pięciuset tysięcy nieprzyjaciół?199 Miłość ojczyzny. Skąd u wielu tak stanowcza gotowość poświęcania życia? Bowiem, żeby nie pominąć innych, bez urazy posłuchaj o niesłychanej dzielności Kodrusa. Dorowie mając walczyć z Ateńczykami zasięgają rady wyroczni. Otrzymują odpowiedź, że jeśli zabiją króla nieprzyjaciół, sami poniosą klęskę. Dowiedziawszy się o tym, ateński król Kodrus zmienia odzienie, w łachmanach wchodzi do obozu nieprzyjaciół, umyślnie sierpem rani żołnierza, a ten zraniony zabija go. Nieprzyjaciele, rozpoznawszy ciało, ustępują bez walki. Tak to bohaterski król przez ofiarę z własnego życia ocalił ojczyznę200. Nie jest więc obce cnocie z własną szkodą kłaść kres nieszczęściom publicznym.

[28] MATEUSZ: Gdy wreszcie szeroko rozeszła się wieść o bitwie, zewsząd zbiegają się swoi do księcia. Jednakże nie brak takich, którzy nazywają go zuchwałym, nieoględnym i pochopnym, ponieważ z nierozważnym zapałem naraził się na tak wielkie niebezpieczeństwo; i nie przystoi królowej roju201 wylatywać gdzieś bez roju. Innym czyn ten wydaje się znakomity, odważny, godny wyniesienia pod niebiosy. Powiadają, że książę powinien być osełką, aby swoich ostrzył, nie przytępiał. A przypatrując się trupowi konia wśród trupów nieprzyjaciół: „Oto — mówią — oto ów Bucefał Aleksandra, zabity przez króla Indów Porusa, którego potem Aleksander za ogon do swoich wywlókł spomiędzy nieprzyjaciół202. Atoli i dla komesa Skarbimira, któremu wykłuto oko, znajdują pociechę wziętą z [życia] ojca Aleksandra, bo gdy Filip oblegał miasto Metonę, strzała wypuszczona z murów wykłuła prawe oko króla. Z powodu tej rany nie był ani gnuśniejszy w prowadzeniu wojny, ani bardziej rozgniewany na nieprzyjaciół; w stosunku do zwyciężonych był nie tylko umiarkowany, lecz nawet łagodny203. Bolesław zaś na kształt bystrego strumienia jakby bardziej wzburzonym rwie się nurtem, z każdą przeszkodą staje się gwałtowniejszy, za każdym zrywem odważniejszy.

A gdy z wielką zawziętością gotuje się do pomsty, donoszą, że pod bramą stoją Czesi, znowu podstępem zwabieni przez Zbigniewa204. Cóż więc z dwojga wybrać należy? Czy dawnego ścigać wroga, czy wyjść naprzeciw nowemu? Albowiem to jest bezpieczniejsze, tamto chwalebniejsze. Wierny naśladowca Machabeuszów nie zaniedbuje ani jednego, ani drugiego, albowiem i ci, których wysłał na Pomorze, odnoszą zwycięstwo nad Pomorzanami, i on sam triumfuje nad tysiącami Czechów. Tym sposobem i za krzywdę bierze odwet, i ojczyznę ocala.

Jest na pograniczu czeskim miasteczko Koźle205, które spłonęło nie z winy nieprzyjaciół, lecz dlatego, że niedbała załoga zlekceważyła pożar. Bolesław obawia się, żeby nieprzyjaciele nie zajęli go i nie obwarowali, czym prędzej więc tam spieszy i żąda od brata pomocy. Do ociągającego się pisze:
Nazbyt wybredny jest, kto pragnie zaszczytu bez ciężaru. Bo jeśli nawet sztuka rządzenia jest zaszczytna, to przecież i uciążliwa. I my wprawdzie z tego samego ogrodu jednako zrywamy rozkoszne owoce, wszak nie w jednaki sposób go uprawiamy. Tymczasem rozum wymaga, aby trud nie odstraszył tego, kogo cieszy pożytek. Godziłoby się zaś, aby w zarządzie publicznym, w pieczy nad rzecząpospolitą ten przed wszystkimi był pierwszy, który góruje pierwszeństwem z powodu pierworodztwa206. Jeżeli jednak wolisz uchylić się od brzemienia trudu, przynajmniej bądź przychylny trudom moich i moim własnym, które, jak się przekonasz, zgodne są z dobrem ogółu. Twoim przeto udziałem niech będzie władza rozkazywania, moim gotowość do posłuszeństwa. Szpetnie bowiem jest mocować się z ciężarem, który się raz przyjęło„.

Na to ów przewrotny kłamca żołądkuje się, oburza, posłów do więzienia wtrąca [i] żali się, że szukają z nim zaczepki. Podżega przeciw bratu Pomorzan, Czechów, Morawian i książąt niemieckich, aby go usunęli z królestwa. Bolesław usłyszawszy to uczuł grozę i zawahał się:

Których ma wpierw oczekiwać lub których bić nieprzyjaciół207.

Mądrze jednak poszedłszy za radą [ludzi] roztropnych, pozyskuje sobie Czechów, zawiera przymierze niwecząc zarazem i podstępy, i siły brata. Albowiem ten, zwyczajem Partów lub jeszcze gorzej niż Part, wybiera ucieczkę zamiast walki i za przykładem Mariusza ukrywa się w sitowiach Mazowsza208. Bolesław, zająwszy wszystkie jego grody, zawzięcie go ściga, aż Zbigniew pokornie rzuciwszy się [mu] do nóg, ledwie za wstawiennictwem możnych stronników209 uzyskał wreszcie to, że brat uznał go przynajmniej za swego rycerza, [jeżeli już] nie za współdziedzica tronu. Dla zadośćuczynienia przyrzeka również, iż żadnych warowni, Bolesławowi podejrzanych, ani na nowo nie wzniesie, ani zburzonych nie odbuduje. Jednak nawet wtedy zarzewia wrodzonej przewrotności nie można było w nim przytłumić, a cóż dopiero zagasić. Niełatwo bowiem odwyknąć od przyzwyczajenia, gdyż przyzwyczajenie staje się drugą naturą210. Tak więc udając miłość [Zbigniew] zastawia sidła, kopie doły, skręca pętle, zarzuca sieci, na wędki zakłada przynętę, zatruwa pociski i próbuje wszelkiej sztuki podstępu. Na koniec wyrzuca z siebie gorycz żółci i zabójczy jad.

Gdy mianowicie Bolesław miał wyruszyć na Pomorze, ten gorliwy pomocnik wsparł brata zwykłym sposobem: bowiem bluźniercza bezbożność odziera przysięgę z wiary, [a] naturę z miłości. Bratu odebrał [on] podporę, [jaką miał] u swoich, sam zaś oddał się posiłkowaniu nieprzyjaciół. Aby ukryć podstęp, zmienia zbroję, udaje szeregowego wojownika, wchodzi do obozu brata i po nocnym zwiadzie wespół z nieprzyjaciółmi dokonuje napadu.

Bolesław był tymczasem poza obozem pilnie objeżdżając straże swoich. Od tyłu przeto zagarnął napastników, [a] gdy ich rozgromił, [sam] mistrz podstępu został rozpoznany, gdy przypadkiem hełm zrzucił, i ujęty. Oskarżają go przed sądem o obrazę majestatu211: „Uderzyłeś z nieprzyjaciółmi na obóz [współ]obywateli!” On na to: „Nie przeczę, że wkroczyłem razem z nieprzyjaciółmi, a nawet przed nieprzyjaciółmi, gdyż starałem się
uprzedzić ich napad
„.

A gdy całe zgromadzenie osłupiało w obliczu grozy i postępku i winowajcy, pewien dostojnik godnością księciu najbliższy212 [tak mówić] zaczyna:

Mówić-li nam czy milczeć? Boleścią jest ból przemilczeć.
Rany podwaja się ból, skoro w tej ranie tkwi cierń213.

Choćby jednak języki wszystkich milczały, własne zamysły człowieka o nim nie zamilczą. Ten bowiem przebiegły człowiek, chcąc ukryć podstęp, zmienia ubiór, porwany żądzą władzy udaje się nagle do nieprzyjaciół, podjudziwszy ich na zgubę ojczyzny. Nocą wdziera się do obozu [współobywateli]214, aby zgasiwszy blask królestwa tyranem się uczynić i po tyrańsku panować. A zatem zgadzam się z przeciwnikiem, że Zbigniew w przebraniu wkroczył z nieprzyjaciółmi do obozu [współobywateli] lecz to wydaje się sprawą sporną, w jakim zamiarze to uczynił, czy wprowadził ich, czy dokonał z nimi napadu. I najpierw trzeba przypatrzyć się naturze tego człowieka, po wtóre rozważyć, jakie miał zamiłowania do nauki, po trzecie wykazać, jak jest usposobiony względem [współobywateli oraz nieprzyjaciół. Po przedstawieniu bowiem tego nie zajdzie nawet mała wątpliwość, która by mogła odwlec jego potępienie. Otóż jasno okaże się, że natura jego nie ma nic wspólnego z zacnością, jeśli uważniej przypatrzymy się jego pochodzeniu. Niełatwo bowiem wzmacnia się roślina, której korzeń robak w samym zarodku nadgryza. A nawet jeśli na wierzbie zaszczepi się gałązkę, wierzbowego nabiera smaku, a z pegaza poczęte mulatko odtwarza ośle prostactwo matki, a nie pokrewieństwo z pegazem. Cóż może wydać winorośl mieszanego pochodzenia, jeśli nie całkiem cierpki smak dzikiego wina? Niezdrowy zaś jest sok szkodliwego korzenia. Mówią, że lwica niekiedy parzy się z lampartem, skąd, jak mówią, rodzi się pantera215, a gdy lew ją na tym przyłapie, z zawiści parzy się z wilczycą; z tego rodzi się wilkołak, zwany pospolicie wściekłym wilkiem. Jakiegoż to siewcę cnoty może wydać lub począć szkoła nierządnicy. Gadatliwa figlarność oczek i sama czułość sepleniącej mowy budzą [już] pewne podejrzenie.

Jakieś ustami czułymi podstępne podsuwa wyrazy.
Tak słodko, tak miodem żółć zaprawiają wabiące syreny.
W puszce żmijowy tkwi jad, w ustach słodziutki jest miód216.

Natura bowiem jej jest taka sama jak bazyliszka, [jak szaleju]217, jak smoka, jak rogatego węża. Albowiem bazyliszek i pogodnym wzrokiem zabija, i niszczy; szalej im słodszy, tym szkodliwszy; całożerca nigdy nie jest okrutniejszy, niż gdy przymila się z gołębią niewinnością218; rogaty wąż zaś okazuje w swych rogach pewną wspaniałość, zachowuje się jak król gadów. Nie natura tych istot, lecz przewrotność [ich] natury i jad zabójczy tak uporczywie zakorzeniły się w tym najpodlejszym [człowieku], że ani nie chce, ani nie może ich się pozbyć. Dowody na to z poprzednich jego czynów jaśniejsze są od słońca; pomijam je jako dobrze wam znane, ponieważ tracenie czasu na omawianie sprawy oczywistej jest nieróbstwem. Dochodzi do tego jeszcze nauka znakomitych obyczajów, w której to u Niemców, to u najdoskonalszych Prażan w ustawicznym pocie czoła wreszcie się wydoskonalił.

Komuż nie znana jest pycha, wyniosłość i szał wojenny219
Teutonów? W kraju i dalej, tu i tam ją obnoszą.

Albo któż nie wie, jaka jest nauka praskiej moralności: Bądź, synu, jednocześnie i pochlebcą i człowiekiem podstępnym220, ponieważ nic łatwiejszego jak pod pozorem leczenia duszę z chorego wypędzić. Udawaj grzeczność, gdy nienawidzisz, nienawiść kryj w grzeczności, bo:

Droga to łatwa i częsta udaną zwodzić przyjaźnią.

Dbaj o przyjaźń dla korzyści, nie dla [samej] wierności, bo czym jest korzeń bez soku, czym liść bez owocu, tym przyjaźń bez korzyści221. Zawsze więcej obiecuj, niż chciałbyś udzielić, gdyż wielkie obietnice mało kogo obowiązują, wielu [zaś] radują. Stąd to w nim:

Owoc nie idzie za kwiatem ni kiełka nie widać na kłosie,
Ciężar na szali wag nie ma ciężaru ni krzty.

Jeśli więc zamożny sąsiad rozbudza chciwość, jeśli wykwintny towarzysz222 tężyzny pozbawia i zniewieściałym czyni, jeśli obcowanie urabia obyczaje, komuż wydawałoby się dziwne, że on takim będąc na takie ważył się czyny? Surowiej jednak oskarża go sroga na ojczyznę zawziętość, bo chociaż nie miewał ani sposobności ani możności czynienia szkody, to na pewno nigdy nie brakowało mu do tego ochoty. Dowodami winy223 są nie tyle same więzy, ile kaźń więzienia [za] zuchwałość najokrutniejszą, bezecny spisek wielekroć knowany przeciw ojcowskiej powadze. Sami bowiem dobrze wiecie, jak zawsze żądny był krwi nie tylko obywatelskiej, lecz nawet bratniej. Albowiem cóż mówią nawet siły nieprzyjaciół, tylekroć przeciw nam użyte? Co powinowactwa, sojusze, co tak chytrze motane tylekroć z wrogami podstępy? Nie chodzi tu o czyjeś osobiste niebezpieczeństwo, lecz o powszechne całego państwa224, którym ten przebiegły człowiek nie mogąc owładnąć, zgubić je pragnie. Cóż wreszcie wymowniejszego nad okoliczności tego czynu, o którym teraz mowa?

Jakiż to on podstęp kapturzy kapturem swym?

Uprzedza nieprzyjaciół, zbroi się, lecz odmiennie. Wiesz, czemu uprzedza? Aby w razie zwycięstwa mógł się chełpić, że dodał odwagi nieprzyjaciołom, w razie [zaś] porażki mógł się przechwalać przezornością zwiastuna. A dalej, dlaczego się uzbroił? Aby zwyciężyć. Dlaczego odmiennie? Aby w razie porażki zdołał się ukryć, tak iżby — na którąkolwiek stronę los rzuciłby kości — nie zabrakło mu jednego z dwojga: pewności zwycięstwa lub zręcznego kłamstwa. Czy jest więc jakikolwiek wykrętny pozór, którym mógłby osłonić taką nagość zbrodni? Powołasz się na męstwo? Ależ w nim nie można sobie wyobrazić nawet
małpiego udawania męstwa! Albo na dary natury? Wszak ta natura nie tylko nie była dla niego przyjazna, lecz zgoła zgubna.

Czymże więc są, powiadasz, braterska więź, obywatelskie oddanie, dobro ojczyzny, sprawiedliwość w końcu [należna] społecznej uczciwości?233 Kto jest tak zatracony, by nim to pozwoliło zachwiać a co dopiero rzucić w tak straszną przepaść zbrodni? Wszelako on zawsze był najzaciętszym wrogiem tych wszystkich [wartości]. Przeto jeśli oko rozumu226 zwrócimy na jego wrodzoną nikczemność, jeśli wasze wrażliwe powonienie czuje straszliwą zgniliznę jego obyczajów, której wstrętna woń zakaża całe powietrze, jeżeli rozważyć kładąc na szali227 zaciętą zapamiętałość w złośliwym postępowaniu, jakiej nigdy mu nie brakowało, jeżeli pogrąża go cały ciężar okoliczności i nie dałby się wymyślić na jego korzyść żaden zgoła, choćby wyżebrany głos obrony — nikt nie zaprzeczy, że tu zły czyn popełniono. W każdym razie, ponieważ powróz w kilkoro skręcony trudno rozerwać228, ponieważ ten potwór łańcuchem jest pokonywany i pokonywany, nie wiem jaki przebiegły człowiek, jaki Proteusz229 zdołałby bądź wyrok potępienia zmienić, bądź ten rodzaj kary uchylić. Bo gdyby ten wyzuty z wszelkiej ludzkości człowiek otrzymał pomyślny — oby nie! — dla siebie wyrok, nic więcej ani złu zaradzić nie będzie mogło, ani błędu naprawić. Ani bowiem nie zapobiega się pożarowi, gdy [już] wszystko w zgliszczach, ani po rozbiciu okrętu nie zaradza się rozbiciu, zwłaszcza że dla dobrowolnie i z rozmysłem popełnionej zbrodni nie można spodziewać się przebaczenia, za czynem zaś popełnionym z nierozwagi lub z przymusu można się ująć, i to słusznie. Prawo bowiem nie pozwala pobłażać zbrodniom, chyba że raz tylko dopuszczono się przestępstwa230.

Zaledwie skończył mówić, gdy całe prawie zgromadzenie podniosło groty na Zbigniewa. Wołają, że nie tylko należy go przebić, lecz zgoła bez litości rozszarpać na kawałki. Ledwo wreszcie ucichła wrzawa, jakiś biegły w prawie rzecze:

„Wielce jest to niegodziwe, żeby kara poprzedzała wyrok. My zaś na nikogo nie możemy wydać wyroku, chyba na takiego, któremu dowiedzie się winy lub który sam się przyzna. Dlatego cesarz Konstantyn orzekł: Sędzia badający przestępcę niech nie wydaje wyroku wpierw, aż obwiniony albo sam się przyzna, albo zostanie przekonany przez rzetelnych świadków231. Słyszeliście zaś, jak obwiniony zaraz przy ustaleniu sprawy spornej zastrzegł się mówiąc: Przyznaję, że wszedłem do obozu z nieprzyjaciółmi, a raczej przed nieprzyjaciółmi; i nie dokonałem napadu, lecz zamierzałem donieść, że [nieprzyjaciele] dokonają napadu. Temu zaś, który czyni zastrzeżenie wsparte silnym dowodem, według prawa nie należy odmawiać możności wysłuchania [przed sądem]. Rozum więc wymaga, aby ten, kto się zastrzega, nie zamilczał dowodów podbudowujących [jego] zastrzeżenie”232.

Na to [rzecze] Zbigniew:

Na sprawę, dostojni panowie, patrzeć należy, nie na człowieka, ponieważ czynu pobudki zważyć wypada, nie człowieka naturę roztrząsać233. Na rozkaz bowiem księcia234 wyruszywszy przeciw wspólnemu wrogowi trafem wpadłem w potężnych wrogów zasadzkę. Staję, zboczyć nie sposób, cofnąć się niepodobna, sił [własnych] próbować nierówność sił nie pozwala. Cóż bowiem, myślisz, poradzi winne grono pod prasy tłokiem? Cóż tedy? Wnet z natchnienia nocy i [mojej] zmyślności rzucam broń, udaję ich towarzysza; przeczuwam, że was napadną i nieznacznie wyślizguję się nieprzyjaciołom, aby rzecz wyjawić obywatelom, uprzedzam nieprzyjaciół w ślad za mną postępujących, wołam, że grozi walka. Jednakże na samym wstępie do obozu zostałem otoczony z jednej strony przez nieprzyjaciół, z drugiej przez obywateli jako wróg. Któż zaś śmiałby zaprzeczyć, że obywatelowi wolno uciec się do współobywateli i że nie powinien taić grożącego państwu niebezpieczeństwa? Atoli najpierw wypada wykazać, że nie było tu woli czynienia zła, po wtóre, że nic innego nie należało czynić niż to, co uczyniłem; wreszcie udowodnię najoczywiściej, że to, na czym strona przeciwna buduje i opiera swoje zarzuty, nie ma żadnej mocy. Nie ma bowiem powodu, który mógłby nas popchnąć przeciw sobie samym i na zgubę naszej rzeczypospolitej; gadzinowa to bowiem rzecz, nie ludzka, macierzyńskie targać łono. Ani też, prawdopodobniejszy zda się, wzgląd na dążenie do władzy, który przytacza przeciwnik, nie może się ostać. Bowiem jeżeli jest — a raczej ponieważ dążenie do władzy jest [równoznaczne z] niepohamowaną żądzą zaszczytów, kto do tego dąży, to z musu ulega żądzy, a jeżeli żądzy ulega, to i namiętnie pragnie235. Jakimże więc sposobem ktoś rozsądny mógłby wzdychać do zagłady tego, co [sam] pragnąłby posiąść na zawsze? Wszystko bowiem, co choćby niewielką nęci człowieka przyjemnością, w najczulszych tuli on objęciach. A cóż dopiero to, co wespół z mlekiem wyssane236, z którego słodyczą natura nas poczęła, zrodziła, wykarmiła, pielęgnowała, wychowała. Jeżeli bowiem jaskółka kota do gniazda nie dopuszcza, jeśli owad miodorodny trutnia od ula oddala, jeśli wreszcie mrówka chroni mrowisko od pożaru, z jakimże sercem mógłby syn bądź pożar w łonie matki wzniecić, bądź na czcigodne ojców piersi okrutne nieprzyjaciół miecze wyostrzać? Pewnie, nieludzka to rzecz najsroższemu nawet człowiekowi przypisywać taką dzikość, wszak człowiek jest z natury stworzeniem łagodnym237. Jeżeli więc obiecałem wykazać, że nie było powodu, dla którego miałbym knować zgubę rzeczypospolitej i jeżeli wyjaśniłem, że ani dążenie do władzy, które oni nam przypisują jako szczególny powód [działania], ani sama istota rzeczy, ani ludzkie uczucia nie mogły przyzwolić na czynienie zła — ani wątpić, by nie przyznali, iż nie było tu miejsca na przestępstwo. I zaiste, nie godziło się, ani nie należało postąpić inaczej, niż postąpiliśmy. Cóż przystoi bardziej niż to, co dla powinności [najwłaściwsze?238 Cóż właściwsze dla powinności niż to, czego koniecznie wymagało dobro ogółu? Należało zapewne albo przewidzianą napaść nieprzyjaciół zataić, albo wyjawić. Skoro zataić, słusznie uważałem, że trzeba zmienić odzienie, aby nieprzyjaciele nie schwytali mnie jako donosiciela; skoro wyjawić — [to] jak najusłużeniej ubiec nieprzyjaciół, aby niespodziewany nieprzyjaciel nieuleczalnej rany nie zadał. Pociski bowiem, które się przewidziało, nie tak ostro uderzają. Nie mogłem wszak obojętnie znosić pożaru nie tyle sąsiedniego, ile własnego domu. Zaniedbać zaś pomieszania szyków [ludzi] przewrotnych nie znaczyłoby nic innego, jak im sprzyjać239. Podstępem [więc] walczę z nimi, ponieważ siłą nie mogę, bo

Kto u wroga pyta: moc czy zdrada?240

Nic wszakże nie jest zgodniejsze z rozumem, nic bardziej odpowiadające prawu, jak siłą siłę odpierać241 i podstępem wywinąć się z pułapki, skoro tak prawa boskie, jak ludzkie dopuszczają godziwy podstęp242. Jednakże ta okoliczność, zdaje się, ściąga na nas podejrzenie, że niemal równocześnie z nieprzyjacielem wkroczyliśmy do obozu. Nikogo jednak nie godzi się sądzić na podstawie dowolnego podejrzenia, bowiem to wypada przypisać częściowo nieroztropności, częściowo niemożności. Nic bowiem nie przeczuwając — przez nieprzyjaciół zaskoczeni — nie mogliśmy szybszym biegiem ich uprzedzić. Jest wszak zastrzeżone prawem: Kto bez osobnej umowy zajmuje się cudzą sprawą, nie jest obowiązany odpowiadać za niespodziany przypadek243. To bowiem, czego oni usiłują dowieść, że nasza natura nie ma nic wspólnego z cnotą, nie należy do sprawy, bo nie o naturę toczył się nasz spór, lecz o jakość czynu. Tymczasem towarzysze Likofrona sofistycznym sposobem tam się sprytnie uciekają, gdzie, jak im się zdaje, znajdą stosowne argumenty244. Widzisz jednak, jak oni sami giną od własnego miecza. Albowiem jeśli przyjrzymy się naturze szczepienia, wszystko idzie za szlachetnością latorośli, nie za dziką naturą pnia lub korzenia245. A gdy nie mają co przytoczyć, spośród osobliwych darów natury te winią, [a] tamte skazują na zdziczenie sposobem dziczek; swój zaś jad, który sami może w sobie noszą, wszczepiają w innych. Ośmiela się — o wstydzie! — bezczelny bezwstyd, zuchwałość bezwstydnego języka mącić najczystsze źródło uczciwości.

Komuż jest tajne, że władztwem i sławą, zacności wonią,
Że obyczaju kwiatem Lemanie górują?
Któż to w zawody z zacnością stanie? — Czyż nie Prażanie?
Kto znakomitszych zasług ma chwałę? — Czyż nie Prażanie?
Kto cnoty, i tylko cnoty pożąda? — Tylko Prażanie!

Takich to rzeczy mistrzynią nauka [mi była].

Z kwiatu tak owoc się tworzy, jak kiełek z kłosa wyrasta,
Ciężar na szali wag każdy swój ciężar ma246.

Wreszcie [przez to], że zarzucają nam ojcowskiej surowości okowy i lochy, kwiat świetlanego o nas mniemania ani nie zostaje naruszony, ani nie więdnie. Bo gdyby nazbyt surowy sędzia ukarał kogoś bez wyroku, nie rzuca nań przez to niesławy; jakimże więc sposobem ojcowskie skarcenie może zniesławić?247 Słuchaj, co mówi prawo: Bezecność wcale na ciebie nie spada z tego jedynie powodu, że wtrącono cię do więzienia, że z rozkazu prawem ustanowionego sędziego nałożono ci więzy248. Znowu, gdy bez zbadania sprawy powiedziano: popełniłeś oszczerstwo249, a na żądanie obrońcy odpowiedzią było [tylko] przedstawione orzeczenie sędziego, to bynajmniej ciebie nie zniesławia. Ponadto twój krewny niech się nie obawia zniesławiającej opinii, chociaż po przeprowadzeniu śledztwa za zbrodnię został poddany chłoście, jeżeli nie poprzedził jej wyrok orzekający plamę niesławy250. Resztę w końcu stosowniej pominąć milczeniem niż zbijać. Dziwimy się jednak, iż tak dalece pobłaża się przeciwnikom, że natychmiast nie poddaje się sądowej surowości tych, którzy sądzą, iż więcej przypada w udziale sporom niż prawu, i usiłują przekonać raczej przez zręczne przytaczanie fałszywych zarzutów niż przez wykazanie prawdy. Jeśliby ktoś — mówi prawo — był tak zuchwały, iż uważałby za stosowne walczyć nie dowodami, lecz obelgami, dozna uszczerbku swego dobrego imienia. Nie można bowiem tak dalece być pobłażliwym, żeby ktoś odstąpiwszy od sprawy posuwał się bądź jawnie, bądź podstępnie do znieważenia swego przeciwnika; a jeśli to uczyni, zapłaci dwa funty złota na rzecz skarbu251. Jest więc jaśniejsze od słońca na podstawie silniejszych argumentów, że nie było ani powodu, ani śladu występku; i ani sama natura rzeczy, ani natura ludzka nie mogły zezwolić na występek. Również i tego dowiedziono, że czegoś innego ani miłość żądać, ani rozum wymagać nie mógł; co przezornie zatajono, usłużnie [to] zostało ujawnione i sumiennie załatwione. Jednakże i to wykazano, że moment nierozwagi nie powinien szkodzić. Owszem, przeciwnik własnym przebity mieczem ducha wyzionął. I nie zniesławiła nas ojcowska nagana252, wszystkie zaś plewy przeciwników do cna rozwiały się w powietrzu, a ów potrójny sznur253, przecięty ostrą brzytwą dowodów, zamienił się w spopielałe pakuły. Jeśli więc za nas walczą miłość, dowody prawa, jeśli przeciwników za obelgę i zniesławienie prawo obwinia i domaga się ukarania, nie widzę, jaka przebiegłość, jaki Proteusz mógłby bądź wyrok uwalniający nas zmienić, bądź pętlę kary odciąć im lub rozwiązać. Zmiłować się jednak należy, ponieważ żadna inna zaleta nie jest tak właściwa majestatowi władcy jak ludzkość, gdyż jedynie przez nią naśladujemy Boga254. A więc:

Skory niech będzie władca do nagród, niechętny karaniu;
Im sprawiedliwszy chce być, tym więcej dobroci niech ma”255.

Cóż więc sądzisz, mój Janie, powinien być uwolniony, czy nie? Moim bowiem zdaniem:

Wszystko niepewne pewnym się staje w ustach wymownych.

[29] JAN: Czy nie wiesz, iż śmierć i życie jest w mocy języka? Ani też nie są tobie obce podwójny wąż Hermesa i usypiająca laska Merkurego256. Albowiem ci, którzy sprawy wątpliwe rozstrzygają, upadłe podnoszą, nadwątlone naprawiają — nie mniej zasługują się rodowi ludzkiemu, niż gdyby w bitwach odnosząc rany ratowali ojczyznę i krewniaków. Stąd mówi cesarz: „Najznakomitszym mówcom przyznać należy sześćdziesiąt funtów złota. Wszyscy bowiem mają korzyści z tego, czego wedle osądu ogółu udziela się najprzedniejszym257. Atoli kimże ja jestem albo kiedy przynajmniej marzyłem na dwuszczytowym Parnasie258 o jakiejś iskierce [znajomości] prawa, żebyś ode mnie wymagał [odgadnięcia] wyroku sądowego259, skoro wydanie wyroku straszniejsze jest dla samych sędziów niż dla wiodących spór, gdyż ci, którzy się prawują, przed ludźmi przedkładają sprawy do rozważania, sami zaś [znajdują się] pod okiem Boga, wiedząc, że raczej oni podlegają sądowi, niż innych sądzą. Łatwo jednak na podstawie obustronnie przytoczonych dowodów wydać ostateczny wyrok, jeżeli po obu stronach nie zostaną pominięte żadne okoliczności. Wiadomo wprawdzie, że nie można skazywać na podstawie podejrzenia, chyba że byłoby silne i nie dałoby się usunąć. Wiadomo, że za nieprzewidziany wypadek nie powinno się ponosić odpowiedzialności, ponieważ opiekunów czy dozorców nie należy winić za niespodziane wypadki, których nie można się było ustrzec. I nie jest [on] zniesławiony z powodu więzienia i kajdan lub srogości ojca260. To zaś, co ojciec w testamencie napisał ganiać synów, według prawa wprawdzie synów nie pozbawia czci, lecz u ludzi zacnych i poważnych utrudnia dobre mniemanie o tym, który nie podobał się ojcu261. Prawo jednak w sprawie wojskowej tak rozstrzyga spór: „Wojownik, nawet który by się tęgo spisał bez pozwolenia zwierzchności, powinien być ukarany262, zwłaszcza że ten nie może odeprzeć [zarzutu] i uniewinnić się, ponieważ powaga prawa wymaga, żeby oskarżyciel udowodnił zdradę i całą winę263. Niech się nikt nie dziwi, jeśli załamuje się potoczysta wymowność Zbigniewa, przed którym staje groźba smutnej kary. Albowiem lekarz nie zawsze wyleczy i mówca nie zawsze przekona. Jeżeli jednak nie pominie żadnej okoliczności, powiedzą o nim, że [przynajmniej] temat mowy miał dobrze obmyślony264. Otóż to miałbym do powiedzenia bez przesądzania korzystniejszego wyroku.

[30] MATEUSZ: Tego samego zapewne zdania była władza sądowa, jak dowodzi oczywistość samej sprawy i wykonanie wyroku na zasądzonym. Ten bowiem najokrutniejszy wróg obywateli, bezużyteczny obywatel rzeczypospolitej, na mocy wyroku poniósł Tejrezjaszową karę: na dozgonne skazany został wygnanie265. Nie miał bowiem syn służebnicy dziedzicem być na równi z synem urodzonym z wolnej266. Albowiem tak również synowie Gileada, których miał z prawego łoża, rzekli do Jeftego: „Nie będziesz dziedzicem w domu naszego ojca, ponieważ urodziłeś się z cudzołożnicy„. I wyrzucili go, chociaż odznaczał się wybitnymi zasługami267.

[31] JAN: Nieprawe jego pochodzenie bynajmniej by mu nie szkodziło, gdyby większych dokładał starań, żeby żyć uczciwie; tak jak tenże Jefte dla niezwykłej łaskawości zasłużył na to, że został sędzią w Izraelu. Również Hierona zrodzonego z niewolnicy wyrzucił ojciec jako zakałę rodu; lecz pozbawionego pomocy ludzkiej pszczoły karmiły przez wiele dni, przynosząc leżącemu miód. Wieszczkowie przepowiadali, że wróży mu się panowanie, i dlatego ojciec z powrotem przyjął synka i wychował na przyszłego króla. Temu młodzieńcowi podczas pierwszej wyprawy wojennej orzeł usiadł na tarczy, sowa na włóczni; jedno z tych
zjawisk oznacza królewską dostojność, drugie niskość rodu268.

[32] MATEUSZ: Zbigniewowi więc przeszkodą było nie tyle podejrzane pochodzenie, ile zbrodnicze czyny. Nie należy bowiem w szkółce pielęgnować ostu, a tym bardziej żmii w zanadrzu.

 


 

1 Rozpoczynając drugą księgę, już opartą na źródłach pisanych, a więc historyczną, autor przypomina o zadaniach dziejopisarstwa: series (temporton), czyli opowiadanie faktów, i exercitium, czyli ćwiczenie umysłu. Zwraca tu uwagę wizja równości społecznej: tum quia identitas mater est societatis.
2 — quod posteris for et necessarium—jeszcze jeden motyw o powołaniu dziejopisa z cytatem z Listu do Filipian 3, 1.
3 Jeszcze jedno hasło historyka: mówienie prawdy wbrew stałym pomówieniom o zmyślanie rzeczy, których sprawdzić nie sposób. O kwasie Łukasz 12, l i Pierwszy list do Koryntian 5, 6.
4 Prawdopodobnie własny wiersz autora.
5 Tu podejmuje autor wątek podań wielkopolskich, którego już nie amplifikuje nowymi postaciami i faktami. O niskim pochodzeniu dynastii tym razem już na podstawie Kroniki Galla, I 2. Por. ks. I, rozdz. 15.
6 Siemowit (nie Ziemowit) — historyczny syn Piasta; W. Taszycki, Najdawniejsze polskie imiona osobowe, Rozprawy i Studia polonistyczne, t. I, Wrocław 1958, s. 59; H. Łowmiański, Dynastia Piastów, s. 114, 117; J. Hertel, Imiennictwo dynastii piastowskiej we wcześniejszym średniowieczu, Warszawa 1980 (Roczniki Towarzystwa Naukowego w Toruniu 79 / 2), s. 38—42. W Kronice Galla nie ma mowy ani o dowództwie wojskowym (magister militum), ani o godności królewskiej (regia fungitur maiestate). Wincenty całkowicie przestylizował tekst Gallowy.
7 Piast, syn Chościska, tzn. 'Z kosą', 'Długowłosego', zgodnie z Anonimem Gallem. W Kron. wpol. przydomek ten otrzyma Pąpiel, wincentyński Pompiliusz. Imię 'Piast' nie było używane później, kronikarze nie zdołali w średniowieczu uformować od imienia protoplasty nazwy dynastii, 'Piastowie' jest określeniem nowożytnym. Etymologia 'Piasta' jest dyskusyjna; T. Wojciechowski, O Piaście i piaście, RAUhf 32 (1895), s. 170—212; K. Potkański, Podanie o Popielu i Piaście [w:] Pisma pośmiertne, t. II, Kraków 1924, s. 94—112; H. Łowmiański, Dynastia Piastów, s. 119.
8 Forma Rzepica, przekazana w rękopisach obok innych zapisów tego imienia, wydaje się poprawniejsza od obiegowej Rzepichy czy Rzepki. H. Łowmiański uważa to imię za sztucznie urobione, Dynastia Piastów, s. 120; J. H e r t e l, Imiennictwo, s. 33, za przezwisko.
9 — substantiola, typowe dla autora zdrobnienie. Podobnie w dalszym ciągu tego rozdziału: obsoniolum, modicellum liquoris. Następują tu iście scholastyczne paradoksy. Może wolno je też odczytać w sensie, iż mienie powiększało się o wartość duchową.
10 — domestici affectuose amplexos discumbere iubent; ani Anonim Gall, ani Wincenty nie znają imion owych przybyszów. Kron. wpol. wprowadza tu świętych Jana i Pawła (patronów dnia koronacji Przemyśla II w r. 1295!). O reminiscencjach literackich tego podania m.in. J. Dowiat, Chrzest Polski, Warszawa 1958, s. 30—33; H. Łowmiański, Dynastia Piastów, s. 113 n. i tenże, Początki Polski, t. V, s. 310—312.
11 Seneka, Epistulae LXXI 14.
12 List do Rzymian 7, 18.
13 Na podstawie Kroniki Galla, I 2, K. Potkański, Postrzyżyny u Słowian i Germanów, RAUhf 32 (1895), s. 330-422, wykazał powszechność tego obyczaju u Słowian. Przy postrzyżynach, siedem lat po urodzeniu, nadawano synowi imię i wprowadzano do rodziny; R. Gansiniec, Postrzyżyny słowiańskie, «Przegląd Zachodni»8 (1952), nr 11—12, s. 353—369; J. Bardach, Historia państwa i prawa Polski, t. I, Warszawa 1964, s. 75, 129; A. Gąsiorowski, Postrzyżyny, SSS IV, s. 249—250.
14 Ambroży, De officiis ministrorum I 30.
15 Dystych, prawdopodobnie autora.
16 — longissimis convivarum haustibus, najdłuższymi łykami biesiadników'.
17 — futuri regis festivitas miraculi consecratur praesagio; Pompiliusz musiał wiec uznać, że Bóg naznaczył szczęściem królewskim jego młodziutkiego rywala.
18 — sed immortales Poloniae titulos zodiacis paene signis inseruit, dosł. nieśmiertelne tytuły Polski [do chwały] wpisał w gwiazdozbiory zodiaku.
19 Rzymskie i greckie nazwy urzędników wg własnego pomysłu autora: Quibus decanos, quinquagenarios, centuriones, collegiatos, tribunos, chiliarchas, magistros militum, urbium praefectos, primipilarios, presides, omnesque omnino potestates instituit. Por. Balzer, I, s. 442—444; II, s. 186. Siemowit jest tu przedstawiony jako drugi (po Grakchu) założyciel państwa.
20 Dystych autorski.
21 Justyn, Epitome XI 7; Gordios — heros miasta Gordion w Azji Mniejszej na pograniczu Frygii. W tamtejszej świątyni Zeusa Gordios miał ustawić swój wóz, do którego przywiązał jarzmo „węzłem gordyjs-
 kim".
22 Justyn, Epitome XXII 1; Agatokles — tyran Syrakuz w latach 317—289 p.n.e.
23 Justyn, Epitome XXXVI 4; Aristonikos — nieprawy syn króla Pergamonu Eumenesa II, walczył na czele niewolników i wyzwoleńców przeciwko Rzymianom w latach 130—129 p.n.e.
24 Justyn, Epitome XI 10; Abdalonimos — ustanowiony królem przez Aleksandra Wielkiego w Sydonie fenickim.
25 Decretum Gratiani C. 30, q. 3, c. 1. Por. wyżej, przyp. 13.
26 Digesta, 23, 2, 17.
27 Institutiones, l, 10, 2.
28 Codex 5, 27, 7, 3.
29 Aforyzm z grą słów: Irreligiosum est ea non venerari quae ratio instituit, quae devota maiorum veneratur religio. Religio w znaczeniu etymologicznym od ligare wiązac', a więc 'co czci pobożna przodków
 więź'. Zob. też Balzer, I, s. 378.
30 Czyli: obroniwszy słuszność zajmowania się dziejami przedchrześcijańskimi, które nie znały świadectw pisanych.
31 Wolno przyjąć, że są to, łącznie z Siemowitem, historyczni przodkowie Mieszka I. Por. wyżej przyp. 6 oraz nowy przegląd dyskusji G. L a b u d y, Studia nad początkami państwa polskiego, t. II, s. 8—20.
32 Autor pojmował chyba caecus, 'ślepy', jako przydomek Mieszka.
33 Czyli: rozumu oświeconego wiarą chrześcijańską. Kontekst skłania, aby illustratus tłumaczyć 'oświecony', a nie 'wsławiony'. Autor wybitnie skrócił zapis Galla, I 4, o tym, jak siedmioletni Mieszko nagleprzejrzał podczas postrzyżyn. Nałożnice, pellices, z Kroniki Galla, I 5, gdzie już wydźwięk symboliczny.
34 Córka albo siostra Bolesława I Srogiego, wg najstarszych roczników polskich przybyła do Mieszka w r. 965, Mieszko ochrzcił się w r. 966. Zapis jej imienia w rękopisie Eugeniuszowskim odpowiada obiegowej w Polsce formie Dambrouca Dąbrówka'. Rękopisy znają też wariant bliższy właściwemu brzmieniu tego imienia Dubrouca. Wierniej zapisał je Thietmar w pocz. XI w., IV, 53: Dobrava — quod Bona interpretatur. Imię to niemal w tymże brzmieniu pojawia się w dokumencie królowej Rychezy z połowy XI w. dla klasztoru w Brauweiler: Doverava (MPH I, s. 334). Nie kłóci się z tą formą zdrobnienie Dubravca, którym posłużył się kronikarz czeski Kosmas w pocz. XII w. i z którego wyprowadza się wadliwie postać nosówkową 'Dąbrówka'. Jako poprawną przyjmuje ją D. Borawska, O imię Dąbrówki [w:] Polska w świecie, Warszawa 1972, s. 41—59, z przeglądem dyskusji.
35 Dobrawa wniosła do Polski formację religijną domu Przemyślidów. Zgodnie z Kroniką Galla autor przedstawił ją w roli matki chrześcijaństwa, ale biblijnej interpretacji przydał nutę prawnokanoniczną. Por. B. Kurbis, Refleksje kronikarzy nad chrystianizacją Polski, «Nasza Przeszłość» 69(1988), s. 98—114.
36 Mieszko nie był koronowanym królem, ale pierwszemu władcy chrześcijańskiemu autor nie chciał dać niższej rangi niż jego przodkom podaniowym, od Grakcha (ks. I, rozdz. 5) poczynając.
37 — usque luti alveolo, dosłownie: 'aż do łożysk naszego błota'.
38 Mateusz, 18, 22.
39 Druga Księga Królewska 5, 10.
40 Księga Tobiasza 12, 15.
41 Pierwszy list do Koryntian 10, 11.
42 Dictus vero est Meska id est turbatio — vel mystice, quia ab ipso initiata videntur belli spiritualis apud nos seminaria. Etymologia imienia Mieszko jest sporna; S. Urbańczyk, Mieszka, SSS III, s. 248; J. H e r t e l, Imiennictwo, s. 64—85 z przeglądem dyskusji. Wincenty podaje dwie interpretacje: etymologiczną, czyli dosłowną, i alegoryczną, jakby sięgając do zasad egzegezy, które należały od wieków do wykształcenia teologicznego. Trzecią była wykładnia moralna, podana wyżej, w związku z nałożnicami.
43 — Non omnes chordae in cithara resonant, nec quotquot in mysticis ponuntur, mysticum habent intellectum. Nie mają tego zdania cztery Ewangelie; może chodzi o jakiś komentarz? Natomiast zwrot habent intellectum w sensie 'mają znaczenie' pochodzi od Kwintyliana, De institutione oratoria, passim.
44 Bolesław I Chrobry (992—1025). Ten przydomek przytoczy dopiero Kron. wpol. Anonim Gall nazwał Bolesława Gloriosus i Magnus.
45 O założeniu dwu metropolii kościelnych już Kronika Galla, 111. Metropolia gnieźnieńska powstała w 1000 r. Istnienie i ewentualna lokalizacja drugiej są dyskusyjne; W. Abraham, Organizacja Kościoła w Polsce do połowy wieku XII, 3 wyd., Poznań 1962, s. 162 n.; S. Kętrzyński, O zaginionej metropolii czasów Bolesława Chrobrego [w:] Polska X—XI wieku, Warszawa 1961, s. 289 n., 293 n., 677 n.; T. S i l n i c k i, Początki organizacji Kościoła w Polsce za Mieszka I i Bolesława Chrobrego [w:] Początki państwa polskiego — Księga Tysiąclecia, t. I, Poznań 1962, s. 319 n. Tradycja o drugiej metropolii w Polsce mogła się wywodzić z historycznych związków Polski południowej z diecezjami praską i morawską, które podlegały Moguncji (od 973); G. Labuda, Kraków biskupi przed rokiem 1000, Studia Historyczne 27 (1984), z. 3, s. 371 nn.; tenże, Zagadka drugiej metropolii w Polsce za czasów Bolesława Chrobrego, «Nasza Przeszłość»62 (1984), s. 7—25 i tenże, Studia nad początkami państwa polskiego, t. II, s. 323 nn.
46 Codex l, l, 8, 2 (słowa papieża Jana).
47 W rzeczywistości sam św. Wojciech, biskup praski (f.997), po wygnaniu przybył do Bolesława, jak o tym Kronika Galla, I 6 i Żywoty (z których Wincenty nie korzystał).
48 Codex l, 14, 4, nie dosłownie, oraz nawiązanie do Jana z Salisbury, Policraticus IV 6: — et inutilis est constitutio principis si non ecclesiasticae disciplinae sit conformis.
49 Cycero, De republica I 17. Charakterystyka Bolesława jest streszczeniem, ale i przeróbką wizerunku Chrobrego jako władcy sprawiedliwego, stworzonego przez Galla w rozdziałach: I 9, 11, 12, 13.
50 Otton III, król niemiecki i cesarz rzymski, 983—1002.
51 W usta cesarza autor włożył formuły iście ceremonialne: Unde hunc nostri amicissimum imperii non in partem vocari sollidtudinis, sed plenitudine addecet potestatis gloriań, utpote in quo ipsa potestatum celsitudo gloriatur, non tam excelsis honorum gradibus ąuam illius excellentia sublimis. Tak w rękopisie Eugeniuszpwskim, późniejsze mają in artem solitudinis 'do udziału w samotności' zamiast 'w trosce, powinności', a niżej powtarzają potestatum plenitudo, 'pełnia władzy' zamiast 'szczyt, wzniosłość'. Interpretacja sensu instytucjonalnego aktu gnieźnieńskiego zgodna z Gallem, I 6. Do nin. tekstu por. D. Borawska, Mistrz Wincenty, s. 347. Z obfitej literatury zob. P. Bogdanowie z, Zjazd gnieźnieński w roku 1000, «Nasza Przeszłość» 16 (1962), s. 5—151; H. Łowmiański, Początki Polski, t. V, s. 618—621; G. Labuda, Studia nad początkami państwa polskiego, t. II, s. 482 nn.
52 — illius e converso galummate suum caput convenustans; Gall o wymianie nakrycia głowy nie wspomniał, za to Wincenty pominął milczeniem wymianę relikwii. Por. Gall, I 6: Et accipiens imperiale diadema capitis sui, capiti Bolezlaui in amicicie fedus inposuit et pro vexillo triumphali clavum ei de cruce Domini cum lancea sancti Mauritii dono dedit, pro quibus illi Bolezlauus sancti Adalberti brachium redonavit ("A zdjąwszy z głowy swej diadem cesarski, włożył go na głowę Bolesława na zadatek przymierza i przyjaźni, i za chorągiew tryumfalną dał mu w darze gwóźdź z krzyża Pańskiego wraz z włócznią św. Maurycego, w zamian za co Bolesław ofiarował mu ramię św. Wojciecha").
53 — amictu exornans purpureo odnosi się raczej do gościa niż do krzesła. Mógł to być albo płaszcz, albo przybranie głowy. Słów tych brak w dwóch podstawowych rękopisach, chyba jednak znajdowały się w oryginale. — Przypowieść o ubogim mędrcu prawdopodobnie własnej inwencji autora. Por. Balzer, II, s. 27.
54 Vescere sodes, Horacy, Epistulae 17, 15.
55 Wyspa Samos u zach. wybrzeży Azji Mniejszej słynęła z wyrobów ceramicznych.
56 Gra słów: Familiare autem est sublimibus familiares habere infectos, et ideo collaterales illis esse debere laterum molestias.
57 Trzy myśli Seneki: Dialogi VII 25—26, 1; Epistulae II 5; Epistulae V 6.
58 Cycero, Oratio ad Catilinam II 6.
59 W 1003 r., por. Kronika Galla, I 6 (przed relacją o wizycie cesarza Ottona). — Selencja — za Anonimem Gallem, znaczenie dyskusyjne; w niektórych rękopisach Slezia.
60 Węgrzy nie pochodzili od Hunów, ale tak głosiło ich własne podanie narodowe. Chorwatów i Mardów nie wymienił Gall. O podboju tych ostatnich w Persji przez Aleksandra Wielkiego Justyn, Epitome XLI 5.
61 Columna ferrea, 'słup żelazny', jest figurą literacką w miejsce przenośni użytej tu przez Galla meta ferrea, 'granica żelazna'. Granic nie wytyczano za pomocą wbijania słupów z żelaza, które było na to surowcem zbyt kosztownym. Por. G. Labudaw recenzji G. Rhode, Die ehernen Grenzsaulen Boleslaws des Tapferen von Polen, Jahrbuch fur Geschichte Osteuropas 8 (1850), s. 331—353: Studia Zródłoznawcze 7 (1962), s. 204.
62 Bonnae signum. Wszystkie rękopisy zniekształciły rzadki wyraz bonna, 'kres, kopiec graniczny'. Już Gall anegdotę o wyszczerbieniu Złotej Bramy w Kijowie przeniósł z wyprawy Bolesława Szczodrego (1069) na wyprawę Chrobrego (1018). Zamieścił przy tym nieprzystojną aluzję do córki ks. kijowskiego Przedsławy (I 7). Epizod o uderzeniu mieczem w Złotą Bramę kijowską tradycja przeniosła na miecz koronacyjny królów polskich zwany Szczerbcem; S. K.Kuczyński, O polskim mieczu koronacyjnym, «Przegląd Historyczny»52 (1961), s. 562—577.
63 Królami, reges, są tu nazwani książęta ruscy, synowie Włodzimierza Wielkiego (1015). Bolesław Chrobry interweniował w obronie swojego zięcia Światopełka I zw. Przeklętym, którego z Kijowa wygnał Jarosław Mądry, oraz uwięzionej córki. Wyprawa na Kijów z posiłkami niemieckimi i węgierskimi odbyła się latem 1018 r.
64 Trawestacja wersetu Księgi Hioba, 11, 12. Źrebię dzikiego osła, pullus onagri, oznacza w Biblii lekkoducha. Kronikarz opowiada wciąż jeszcze wyprawę przeciw Jarosławowi. Obelżywy słownik (por. Kronika Galla, I 10) należał do zwykłego repertuaru bitewnego. Już w części podaniowej Wincenty ćwiczył swoją retorykę w poniżaniu przeciwnika. Por. w ks. I, rozdz. 9.
65 Autor, tak jak Anonim Gall, nie przedstawił epilogu wyprawy kijowskiej Bolesława Chrobrego. Gdy Światopełk podbuntował ludność ruską przeciw załogom Bolesława, ten się wycofał, w drodze powrotnej opanował Grody Czerwieńskie, Jarosław zasiadł na powrót na stolcu wielkoksiążęcym w Kijowie i panował już bez przeszkód (1054). Bolesław utrzymywał z nim odtąd pokojowe stosunki. Końcowe słowa rozdziału mogłyby stanowić aluzję do tego stanowiska polskiego monarchy. Wojny polsko-ruskie nie wykraczały poza sporadyczne interwencje rodzinno-dynastyczne; S. M. Kuczyński, Stosunki polsko-ruskie do schyłku wieku XII. Studia z dziejów Europy Wschodniej X—XII w., Warszawa 1965, s. 7—31. W słowach enim ulterius non verbis sed gladio agendom rem jest powołany Juliusz Waleriusz, Res gestae Alexandri Macedonis I 52/43.
66 Boecjusz, De consolatione philosophiae I, proza 6 — nie dosłownie.
67 Juliusz Waleriusz, Res gestae Alexandri Macedonis I 42—43 (37—44). Cała ta historia jest zwięzłym streszczeniem tych rozdziałów; Balzer, II, s. 44.
68 Por. M. J. Karp, Znajomość kulistości ziemi w Kronice Kadłubka. Próba interpretacji toposu o piłce wysłanej Aleksandrowi przez Dariusza, «Kwart. Hist. Nauki i, Techniki»27 (1982), z. l, s. 139—148 i B, Kurbis, rec. Studia Źródłoznawcze 28 (1983), s. 277.
69 Por. wyżej, przyp. 73.
70 Sentencja i następne zdanie z Justyna, Epitome IX 4.
71 Gra słów: Mesco secundus non tam secundo successit auspicio.
72 Institutiones 2, l, 12. Teoria wojny sprawiedliwej i prawa międzynarodowego. Wincenty zdaje się tu bronić Mieszka II, który w r. 1028 dokonał niszczącego najazdu na wschodnią Saksonię.
73 Żoną Mieszka II była od 1013 r. Rycheza, córka palatyna reńskiego Herenfryda i Matyldy, siostry cesarza Ottona III. Była to więc siostrzenica, a nie siostra cesarza. Ten błąd był już w Kronice Galla, I 17.
74 Kazimierz Odnowiciel, ur. 25 VII 1016, miał w chwili śmierci ojca (10 V 1034) lat prawie osiemnaście i sprawowanie regencji przez matkę nie było już konieczne, acz możliwe. — Wincenty miał przed sobą skąpą relację Galla i wątki anegdotyczne, którymi wypełniano sobie przemilczenia i niejasności polskiego zapisu dziej opisarskiego. Dramat ostatnich lat Mieszka II pozwalają odtworzyć głównie kroniki i roczniki niemieckie.
75 Aequo violentior visa est, Owidiusz, Metamorfozy III 253—254.
76 Rycheza wyjechała z Polski w r. 1031 i więcej nie powróciła; D. Borawska, Kryzys monarchii wczesnopiastowskiej w latach trzydziestych XI wieku, Warszawa 1964, s. 54. Odnoszono ten fakt także do r. 1034, jak S. Kętrzyński, Kazimierz Odnowiciel [w:] Polska X—XI wieku, Warszawa 1961, s. 380 n. Rycheza udała się wraz z córkami i dworem najpierw na dwór cesarza w Saksonii. Do końca życia wolno jej było posługiwać się tytułem królowej. Przyjąwszy welon zakonny w rodzinnym klasztorze w Brauweiler k. Kolonii, zmarła 21 III 1063 w glorii dobrodziejki Kościoła. — Mieszko nie zdołał obronić się przed wojskami ruskimi pod wodzą walczących z nim o władzę braci Bezpryma i Ottona i przed jednoczesnym najazdem niemieckim; ratował się ucieczką do Czech i tam doznał zdradzieckiej kastracji (o czym Gall, I 17). Odzyskał władzę w r. 1032 za cenę zrzeczenia się przed cesarzem korony. Wg tradycji rodzinnej Ezzonów Rychezę wygnała nienawiść mężowskiej nałożnicy i doszło zgoła do separacji z Mieszkiem, którego insygnia królewskie i swoje miała wręczyć cesarzowi Konradowi II; Fundatio monasterii Brunwilarensis, rozdz. 16, MPH I, s. 346.
77 Qui dum virile paene robur evaserat, Boecjusz, De consolatione I, proza 2.
78 pellex, 'nałożnica', można jednak tłumaczyć 'rywalka', skoro z treści wynika, że matka Kazimierza była małżonką legalną.
79 — committit alendum. Alere, 'żywić', ale i 'wychowywac'. Źródłem tej historii jest zapis w najstarszym roczniku polskim pod r. 1026: Kazimirus traditur ad discendum — „Kazimierz zostaje oddany na naukę", skąd i sformułowanie Anonima Galla: monasterio parvulus a parentibus est oblatus — Jako dziecko oddany został przez rodziców do klasztoru" (I 21); S. Kętrzyński, Kazimierz Odnowiciel, s. 588 nn. Gall bynajmniej nie czynił z niego zakonnika tak jak i Wincenty.
80 Autor pomija wiadomość o obrabowaniu i zniszczeniu kościołów w Gnieźnie i Poznaniu przez wojska czeskie, o czym Gall, I 19.
81 Może te słowa o Opatrzności Bożej nad Polską zachęciły Wincentego z Kielczy, hagiografa św. Stanisława z połowy XIII w., do napisania opowieści o Kazimierzu Odnowicielu Mnichu, którego opatrznościowa dyspensa papieska miała przywrócić królestwu polskiemu z klasztoru w Cluny. Za nim podjęły to wszystkie późniejsze źródła i niektórzy uczeni. Zob. G. Labuda, Twórczość hagiograficzna i historiozoficzna Wincentego z Kielc, Studia Źródłoznawcze 16(1971), s. 125 n.
82 Gall, I 19: quoddam castrum, tu unum oppidum, może jeden z grodów pogranicznych. Restytucję państwa Kazimierz rozpoczął od zajęcia Krakowa, o czym powinien był wiedzieć Wincenty. Pobyt Kazimierza Odnowiciela najpierw na Węgrzech a niezadługo potem w Niem czech trwał od 1037 do początku 1039 r.; S. Kętrzyński, Kazimierz Odnowiciel, s. 428-436.
83 Już po raz trzeci autor powtarza wyraz patria 'ojczyzna', z niewątpliwym zabarwieniem uczuciowym, terminy regnum, provincia rezerwując dla struktury państwa. — Wincenty zamazał informację Galla (I 19), że Kazimierz zabrał z sobą z Niemiec pięciuset rycerzy.
84 de sordido famulitii genere — avo originario, można też przetłumaczyć 'z dziada tubylca', ale tu widoczna chęć wskazania na jeszcze niższą kondycję społeczną dziada. W łacinie średniowiecznej stosowano termin originarius do ludności zależnej przypisanej do miejsca. — Buntownik znany z innych źródeł jako Miecław lub Mojsław zowie się tu pogardliwie Masław czyli Małosław; M. Malec, Budowa morfologiczna staropolskich złożonych imion osobowych, Wrocław 1971, Prace Onomastyczne 17, s. 46, 58, 94; D. Borawska, Mistrz Wincenty, s. 345. — Wg Kroniki Galla, I 20 „cześnik i sługa jego ojca Mieszka, a po śmierci tegoż we własnym przekonaniu książę i naczelnik Mazowszan". Źródła historyczne do tych wydarzeń i dyskusję naukową zestawił wszechstronnie J. Bieniak, Państwo Miecława. Studium analityczne, Warszawa 1963, s. 9—66.
85 Nieściśle. To Kazimierz żonaty z Dobroniegą, siostrą Jarosława Mądrego, księcia kijowskiego, pozyskał pomoc ruską. Dopiero Długosz na podstawie latopisów sprostował tę niewiedzę; J. Bieniak, Źródło ruskie do sprawy Miecława, Studia Zródłoznawcze 8 (1963), s. 96 n. Getami autor nazwał Prusów, tak jak w księdze III, rozdz. 30. Dakami byliby Duńczycy, ale ich udział po stronie Miecława nie jest poświadczony przez inne źródła.
86 Horacy, Ars poetica 350. W tłumaczeniu S. Gołębiowskiego (1980): „i grot nie zawsze trafi tam, gdzie się mierzyło".
87 Wg współczesnej tradycji ruskiej Miecław poległ w decydującej bitwie w 1047 r., nie wiadomo, gdzie rozegranej. Przekaz latopisów i Anonima Galla (I 20) pozwala ją lokalizować nad Bugiem, ale to nie jest pewne; J. Bieniak, Źródło ruskie, s. 111. Tymczasem polska tradycja dziejopisarska już w końcu XIII w. (jeśli tego czasu sięga wersja rękopisu królewieckiego Kroniki polsko-śląskiej) umiejscowiła tę bitwę pod Poznaniem; MPH III, s. 622. Por. T. T y c, Legenda kościoła Panny Marii na wyspie tumskiej, Kronika miasta Poznania 4 (1926), nr 7—8, s. 9 n.; J. Bieniak, Państwo Mieclawa, s. 92 n. Przypuszczalnie mieszała się pamięć o różnych bitwach. Anonim Gall nie informuje o końcu Miecława.
88 Częsty motyw romańskiej iluminacji książkowej, zwłaszcza w inicjałach. Mógł być też znany autorowi traktat o potworach, jak Liber monstrorum z czasów karolińskich. Gall tymczasem pisał po prostu o męstwie Kazimierza Odnowiciela. — Medea, mityczna czarodziejka z Kolchidy i małżonka argonauty Jazona, wspomniana jest u Justyna, Epitome XLII 2, ale autor mógł znać tę postać z wielu innych źródeł.
89 Eutropiusz Flawiusz, Breviarium I 181.
90 O królowej scytyjskiej Tomyris Justyn, Epitome I 8, ale jako o zwyciężczyni Cyrusa, bez niniejszej anegdoty.
91 sordidissimi cerdonis, 'najbrudniejszego garbarza' lub 'najpospolitszego rzemieślnika'.
92 Podstawa i tej opowieści nie jest znana. Wiersze własne. Ale o królu z oślimi uszami (asinus coronatus, tak jak mityczny król Midas) satyrycznie Jan z Salisbury, Policraticus IV 6. Por. H. Zeissberg, Vincentius, s. 130. Jeszcze raz ten sam motyw w ks. III, rozdz. 26.
93 Bolesław II Szczodry, zwany też Śmiałym, panował w latach 1058—1079, zmarł na wygnaniu w 1081. Przedstawiony tu nad wyraz uroczyście: Cui largitatis cognomen antonomasica privilegiatum est excellentia.
94 Moralistyczne rozwinięcie Kroniki Galla, I 26, gdzie jednak obdarowany jest ubogim klerkiem i nie kończy tragicznie. Własna kompozycja poetycka i jakby teatralne rozwinięcie anegdoty, już u Galla ożywionej dialogiem.
95 Nescio, quem blandum flos rerum spiral odorem \ Si possis, recte; si non, quocumque modo rem. Drugi wiersz z Horacego, Epistulae I l, 6.
96 Gra słów: Cuius in gemmis omnis erat gemitus: ha, gemmas! Ha, gemmas! Podstawa literacka anegdoty nie znana.
97 Hieronim, Adversus Jovinianum II 13.
98 Jan z Salisbury, Policraticus VII 13. Historia o medrcu, który wrzucił do morza swoje złoto, była, jak się zdaje, w szerszym obiegu, skoro przytacza ją też o wiek później Wincenty z Beauvais, filozofowi dając imię Kratesa; H. Zeissberg, Vincentius, s. 129.
99 Por. przyp. 70.
100 w 1069 r Bolesław interweniował na Rusi Kijowskiej i przywrócił na tron zbiegłego do Polski podwójnie z sobą spowinowaconego księcia Izasława, syna Jarosława Mądrego. Odzyskał wtedy dla Polski Grody Czerwieńskie. Jeszcze jedna wyprawa uwieńczona raz jeszcze osadzeniem Izasława w Kijowie była w r. 1077.
101 Codex l, 3, 30, l i 4.
102 I ten epizod już u Galla, I 23, zakończony słowami: „Bolesław jednak nie zsiadając z konia, lecz targając go ze śmiechem za brodę, oddał mu ten nieco kosztowny pocałunek". Książę kijowski (rex wg Galla i Wincentego) potraktowany został jako wasal króla polskiego.
103 Cycero, De senectute XVI 55.
104 — alumnum Poloniae; wg Galla, I 27: ab infantia nutritus in Polonia et quasi moribus et vita Polonus factus fuerat. Władysław Święty, syn Beli, był ciotecznym bratem Bolesława. Interwencje Bolesława Szczodrego na Węgrzech kierowały się przeciwko stronnictwu cesarskiemu: w 1060 r. poparł Belę I, w 1063 r. — jego syna Gejzę, w 1077 r. — drugiego syna, Władysława. Król Salomon, brat stryjeczny Gejzy i Władysława, utrzymywał się na tronie w latach 1063—1074.
105 Mowa o księciu czeskim Wratysławie II (1061—1092). Por. Kronika Galla, I 24.
106 Kronika Galla, I 25, także bez szczegółów anegdotycznych.
107 Seneka, Epistulae LXXIV 2.
108 Horacy, Ars poetica, 417.
109 Gall informował ponadto, że odtąd Polacy zarzucili kolczugi, co podjęli późniejsi kronikarze.
110 Tu godne uwagi dobitne słowa: — rarus in aula, continuus in castris, raro in patria, semper apud hostes — — quae res rei publicae quantum commodi attulit tantum ingessit discriminis —.
111 Servi, 'niewolni', ale i 'słudzy'. W Polsce nie było stanu niewolnego, ale ludność zależna, o którą tu chodzi.
112 Justyn, Epitome II 5.
113 Druga połowa wiersza z Lukana, Pharsalia V 290: Facinus quos inquinat aequat. Por. też Codex l, 3, 30, 6.
114 Justyn, Epitome III 4, gdzie jak i tu określenie greckie parthenii.
115 Irreligiosa fuit religio podobnie jak wyżej iurisiurandi religio. Wyraz użyty w pierwotnym znaczeniu od re-ligare 'wiązać'. Por. wyżej, przyp. 37. Autor sprowadził do paradoksu morał o patriotyzmie i nakaz wierności małżeńskiej.
116 Czyli dzikie drzewo oliwne. Zapewne wyrażenie przysłowiowe.
117 Justyn, Epitome XXVI 2. To drakońskie zarządzenie króla miało, wydawałoby się, oparcie w zwyczajowym prawie Słowian, które tylko z trudem łagodziła religia chrześcijańska. Por. Kosmas, Kronika Czechów 11; M. Plezia, Z zagadnień pierwotnego prawa małżeńskiego w Polsce, «Archeologia»3(1949), s. 230 n. Uczony ten dopuszcza dzisiaj, że chodzi tu tylko o topos, o retorykę.
118 — anathematis gladium intentat, co należy rozumieć jako zagrożenie karą kościelną, jeszcze nie sam akt ekskomuniki.
119 Kronika Galla, I 27, o tym lapidarnie z zajęciem takiego stanowiska: „My zaś ani nie usprawiedliwiamy biskupa zdrajcy, ani nie zalecamy króla, który tak szpetnie dochodził swych praw". Dopiero niniejsza relacja mistrza Wincentego stała się archetypem dla tradycji hagiograficznej o św. Stanisławie. Ostatnie lata przyniosły sporo ważnych prac o św. Stanisławie, jak: Analecta Cracoviensia, t. XI (1979) (tom zawiera teksty średniowieczne, m.in. polski przekład Żywotów św. Stanisława J. Pleziowej), nowe opracowania, m.in. M. Plezi, Dookoła sprawy św. Stanislawa, s. 251—409, a także sprawozdania z czterech sesji naukowych poświęconych problematyce historycznej i kultowi św. Stanisława biskupa, które odbyły się w Krakowie w roku 1972, z inicjatywy ówczesnego arcybiskupa krakowskiego, ks. Karola Wojtyły, s. 641—672; miesięcznik «Znak», rok XXXI, 298—299, kwiecień—maj 1979, Kraków 1979; G. Labuda, W 75 rocznicę ukazania się "Szkiców historycznych" Tadeusza Wojciechowskiego, «Kwartalnik Historyczny» 88 (1981), z. 2, s. 323—351; H. Łowmiański, Król Bolesław II i biskup krakowski Stanisław. Dwie tendencje ustrojowe, jednowladcza i patrymonialna, Studia Historyczne 22 (1979), s. 165—196; T. Grudziński, Bolesław Śmiały-Szczodry i biskup Stanisław. Dzieje konfliktu, Warszawa 1982.
120 Księga Psalmów 138 (139), 12.
121 Tradycja lokalna utrwalona przez Wincentego z Kielczy i w Katalogach biskupów krakowskich wie, że był to kościół Św. Michała na Skałce (in Rupella) pod Krakowem.
122 — usque ad translationis diem cuius causam ipse non ignoras', słowa te biskup Mateusz kieruje do arcybiskupa Jana, z czego wnoszono, że translacja odbyła się za ich pontyfikatu, w związku z ukończeniem budowy katedry romańskiej koło 1150 r.; D. Bo rawska, Z dziejów jednej legendy, Warszawa 1950, s. 66 n.; M. Plezia, Trzecie źródło do sprawy biskupa Stanisława ze Szczepanowa, Kraków 1966, s. 414. Tymczasem roczniki przekazały współcześnie wiadomość o translacji dokonanej już w 1088 r. (co prawda znajduje się ona w Roczniku krótkim z XIII w., ale jest to wypis z zaginionego rocznika dworsko-kapitulnego, skąd biorą się też liczne inne wiadomości przekazane w późniejszych rocznikach); G. Labuda, w recenzji pracy D. Borawskiej, Studia Zródłoznawcze l (1957), s. 284.
123 non minus patriae quam patribus invisus; 'ojcom', czyli starszyźnie, elicie przywódczej. Może chodzi o biskupów?
124 Już Gall, I 27—28, przeciwstawił pychę Bolesława uprzejmości Władysława. Por. wyżej, przyp. 112.
125 — fortune socius non amicus tłumaczono dotąd 'sprzymierzeńcem szczęścia a nie przyjacielem'. Chodzi tu wszak o pokusę pognębienia słabego, będącego w niedoli.
126 Nie da się oddać w tłumaczeniu brzmienia i efektów retorycznych popisu elokwencji, jakim jest ta jakby mowa oskarżenia, będąca pośrednio oskarżeniem samego Bolesława. Por. Balzer, II, s. 137.
127 Dosłownie: 'stał się winnym swojej śmierci'; Gall nie podał przyczyny zgonu, kronikarze późniejsi dodawali nowe szczegóły, ale nie ma w nich potwierdzenia śmierci samobójczej. Wg lokalnej tradycji w Osjaku (Karyntia) i Wilten (Tyrol) Bolesław zmarł jako pokutnik; O. Balzer, Genealogia Piastów, Kraków 1895, s. 95—97; S. Zakrzewski, Ossyak i Wilten. Przyczynek do poznania związków dynastycznych Bolesława Śmiałego, RAUhf 46, Kraków 1903, s. 265—339.
128 Mieszkowi Bolesławowicowi (1069, 1089) Anonim Gall poświęcił cały rozdział (I 29).
129 Księga Przysłów 18, 17 (nie dosłownie).
130 Księga Psalmów 41 (42), 8.
131 Księga Psalmów 140 (141), 4 (tłumaczenie dzisiejsze brzmi inaczej).
132 Apokalipsa 22, 11.
133 Pierwsza Księga Samuela 16, 14—23.
134 Gra słów: chordae — cordis auriculis.
135 Proroctwo Izajasza 43, 26.
136 Wiersze prawdopodobnie własne.
137 Władysław Herman (1102), w Kron. wpol. zwany na podstawie niniejszego przekazu Pius, 'Pobożnym', niesłusznie uważany jest przez historyków za sprawcę wygnania starszego brata. Tak T. Wojciechowski, Szkice historyczne XI wieku, Kraków 1904; Warszawa 1951, s. 231.
138 Wg Kroniki Galla, I 30: Franco Poloniensis episcopus. W Księdze brackiej i Nekrologu opactwa benedyktynów w Lubiniu: Franco episcopus, wyd. Z. Perzanowski, MPH s.n. IX/2, s. 7, 101. Tytuł Poloniensis miałby się wiązać ze sprawowaniem funkcji biskupa dworu i arcykapelana oraz z siedzibą w Poznaniu od czasów biskupa Ungera (1000 r.): biskup polski był jednocześnie poznańskim; T. Wasilewski, Kościół monarszy w X—XII w. i jego zwierzchnik biskup polski, «Kwartalnik Historyczny»92 (1985), z. 4, s. 751 n. Z dawniejszej dyskusji por. J. Stiennon, La Pologne et le pays mosan au moyen-age, Cahiers de Civilisation Medievale 4(1962) z. 4, s. 463 nn.; K. Maleczyński, MPH s. n. II, s. 57; J. Nowacki, Dzieje archidiecezji poznańskiej, t. II, Poznań 1964, s. 45; A. Gieysztor, O kilku biskupach polskich XI wieku [w:] Europa — Słowiańszczyzna — Polska, Poznań 1970, s. 324. Por. także J. Karwasińska, Archiepiscopus Poloniensis — Archiepiscopus Gneznensis. O adresacie bulli Paschalisa II, Studia Źródłoznawcze 28 (1983), s. 41-49.
139 Wg Kroniki Galla, I 30, posąg ze złota wielkości dziecka. O tym votum informował przewodnik dla pielgrzymów z XII w. Le guide du pelerin de Saint Jacques de Compostelle, wyd. J. Vielliard, Paris 1938; M. Plezia, Anonim tzw. Gall, Kronika polska (tłum.), Bibl. Nar., S. I, nr 59, wyd. VI, Wrocław 1989, s. 58—59. Złożenie Świętemu daru wotywnego już z góry wolno uważać za przejaw magii (M. Dembińska, Ex-voto dans une Chronique Polonaise du XIIe siecle [w:] Melanges d'histoire de l'Artet d'Archeologie offerts a Jacques Stiennon, Liege 1982, s. 89—97). W chrześcijańskim rozumieniu wota składano dopiero po spełnieniu prośby, jako akt dziękczynny.
140 Był nim w latach 1071—1091 Benedykt. Gall wymienił tu imię jego następcy Odilona (1091—1099). Posłowie dotarli do St. Gilles prawdopodobnie w r. 1084. List przytoczony przez Galla Wincenty rozbudował stylistycznie; Balzer, II, s. 103.
141 Judyta — córka Władysława II króla czeskiego, 1085, 25 II, nie była królową. Autor myli ją z drugą żoną Władysława Hermana, Judytą Marią.
142 Łukasz I, 37.
143 Jeżyny: tribulus, 'chwast kolczasty', wg Balzera 'głóg'; dereń: corna, wg Balzera 'czereśnia'. Pieśń Galla Wincenty zastąpił nową własną.
144 W 1088 r. Judyta Maria, córka Henryka III cesarza, siostra Henryka IV cesarza, wdowa po królu węgierskim Salomonie (f 1087).
145 Najstarsza, nie znana z imienia, po 1088, wydana za Jarosława I, ks. włodzimiersko-wołyńskiego; Agnieszka, * ok. 1090, ksieni w Gandersheim, może w Kwedlinburgu; Adelajda, * 1090/91, zaślubiona Diepoldowi III, margrabiemu Cham i Nabburg; H. Polaczkówna, Przyczynek do „Genealogii Piastów", «Miesięcznik Heraldyczny» 11 (1932), s. 95—102; G. Labuda, Uzupełnienia do genealogii Piastów, a w szczególności śląskich, «Śląski Kwartalnik Historyczny Sobótka» 17(1966), z. l, s. 1—7.
146 Cycero, De senectute III 9.
147 Odzyskanie Pomorza nastąpiło w latach 1091—1092; Historia Pomorza, pod red. G. Labudy, t. I, Poznań 1969, s. 323.
148 w rękopisach Drecini, Kronika Galla, II 2: Drzu. Zapewne Drzycim nad Czarną Wodą.
149 W tekście urbs, chociaż Nakło nad Notecią było tylko grodem, castrum wg Galla. Pokaranie Polaków, którzy sprzeniewierzyli się rygorom Wielkiego Postu, Gall określił 'biczem Bożym', flagellum Dei.
150 Właściwie: Zbygniew. Balzer, I, s. 241, podaje tu średniowieczną ludową etymologię 'zbieg'. Etymologię 'zbył gniewu' poda później Kron. wpol. Tymczasem Zbigniew nie był na wygnaniu, lecz kształcił się za granicą, prawdopodobnie w Kwedlinburgu; T. Tyc, Zbigniew i Boleslaw, Poznań 1927, s. 3 n., 26 n.; R. Grodecki, Zbigniew książę polski [w:] Studia staropolskie. Księga ku czci Aleksandra Briicknera, Kraków 1928, s. 77 n.; K. Maleczyński, Bolesław Krzywousty — Zarys panowania, Kraków 1947, s. 11.
151 Achitofel był doradcą króla Dawida i zdradził go; Druga Księga Samuela 15—17.
152 Brzetysław II — syn Wratysława II, ks. czeski w latach 1092—1100.
153 — cum polonicae princeps esset militiae; wg Galla, II l, 4: princeps militiae, palatinus comes. Komes pałacowy był również pierwszym po księciu dowódcą wojska, stąd później 'wojewoda'. Sieciech jest uważany za protoplastę rodu Starżów-Toporów; T. Tyc, Zbigniew, s. 10 n.
154 Komes Magnus, palatyn wrocławski, zaliczany do rodu Powałów, jest identyczny z komesem mazowieckim z Kroniki Galla, II 4, z 1109 r.; W. Semkowicz, Ród Powalów, Sprawozdania AU 1914, nr 3, s. 8.
155 Owidiusz, Listy z Pontu II 3, 20 (tylko drugi wiersz).
156 Quis enim expedivit psitacco suum chere? (χαίρε, ‘witaj', Persjusz, Satyry, Prolog 8).
157 — naturae ac virtutis consule testimonium, 'natury i cnoty', czyli przyrodzonego temperamentu i charakteru, który w sobie wykształcił.
158 Ten tytuł Judyta miała po pierwszym mężu, przyp. 152. O zmowie z Sieciechem już Gall, II 4.
159 Władysława (por. przyp. 112) i Brzetysława (przyp. 160) oraz tibianeorum copias. Por. ks. III, rozdz. 28 i ks. IV, rozdz. 14.
160 — morbum incessu vultuque fatetur; w zestawieniu z languor ojca chodzi o chorobę własną, chorobliwą żądzę władzy, a nie o pozorowane 'zmartwienie', jak sugerowało poprzednie tłumaczenie. Vultu, 'wyrazem twarzy', czyli nieopanowaną mimiką. — Epizodu tego brak u Galla.
161 — maerentem aulom pompatice ingreditur; pierwotnie mogłobyć aulam regalem lub ducalem, czyli dwór książęcy.
162 Owidiusz, Metamorfozy I 148, ale tam inquirat, 'pyta', a nie suspirat.
163 venatur, 'upolowuje', wyrażenie ironiczne. Chodzi zapewne o niegodne sposoby.— Fragment ten zawiera liczne figury retoryczne zwane polyptoton, adnominatio: agnoscit — ignoscit, imprudentiae — tam prudenti, iocundissimis — non iniocundum, hilaritate — hilarescat.
164 Kronika Galla, II 4—5. Zwycięska dla wojsk Władysława Hermana bitwa z kruszwiczanami i Pomorzanami, którzy bronili Zbigniewa, rozegrała się na zachodnim wybrzeżu Gopła, przy moście. Natrafiono tam na bezładnie rozrzucone szkielety młodych ludzi, kobiet i dzieci; W. Hensel, A. Broniewska, Starodawna Kruszwica, Wrocław 1961, s. 88. Por. T. Tyc, Zbigniew, s. 12 n. Wg Galla Zbigniew był więziony na Mazowszu w grodzie Sieciecha. Na oznaczenie podgrodzia autor użył terminu proastium z prawa rzymskiego (Epitome luliani); Balzer, I, s. 459.
165 Digesta 50, 17. 29; Balzer, I, s. 417.
166 Justyn, Epitome XLI 6, prawie dosłownie.
167 Justyn, Epitome XLIII 3—4, opowiada o Nannusie, królu Segobrygów, który na swego zięcia Greka przelał prawo założenia miasta, przyszłej Marsylii. Następnie o jego synu Komanie, bynajmniej nie ojcobójcy. A. Bielowski sądził, że szczegół o ojcobójstwie Wincenty przejął ze skądinąd nie znanego przekazu Pompejusza Troga, MPH II, s. 309.
168 Chyba ironicznie.
169 Tak zginął Absalom, który wydał wojnę swemu ojcu królowi Dawidowi, Druga Księga Samuela 18, 9.
170 Justyn, Epitome XVIII 7.
171 Tamże XXI 9.
172 Tj. Bolesławowi Krzywoustemu. Jak wynika z późniejszego przebiegu wydarzeń (Kronika Galla, II 17), Zbigniew otrzymał Wielkopolskę z Gnieznem oraz Kujawy, niebawem po wypuszczeniu z więzienia, po 1097 r.; R. Gródecki, Zbigniew, s. 88 n.; Kron. wpoi., rozdz. 16 o wydzieleniu Zbigniewowi kasztelami sieradzkiej. Umierając w 1102 r. Władysław Herman pozostawił synów jako współrządzących państwem, nie przesądzając o zwierzchności. Tak Kronika Galla, II 7, prawidłowo odczytana przez T. T y c a (wbrew S. Zakrzewskiemu i R. Gródeckiemu), Zbigniew, s. 3—7; por. niżej, przyp. 198.
173 Cycero, De amicitia XIV 47.
174 Przewrotnie powołane proroctwo Symeona, Łukasz 2, 34—35.
175 Szczegółów tych brak u Galla, mogły być jednak opowiadane. Wincenty zrobił z tego osobny moralitet o dobrym synu, jakże różnym od Zbigniewa.
176 Virtus est habitus mentis bene constitutae, dosłownie za Alanem z Lilie; O. Lollin, Le traite d'Alain de Lilie sur les vertus, les vices et les dons de Saint Esprit, Mediaeval Studies 12 (1950), s. 26.
177 — in licet spurcum fratrem; przymiotnik spurcus, 'plugawy', o jedną literę różny od spurius, 'nieprawy'.
178 Księga Rodzaju 3, 15. Zbigniew zostaje przyrównany do szatana.
179 Kronika Galla, II 17; pierwotnie może Sątok. Santok — gród u spływu Noteci i Warty, nazwany tam 'strażnicą i kluczem królestwa polskiego'.
180 Nie mniej od Santoka ważny gród w widłach Odry i Paklicy, Kronika Galla, II 14.
181 Połowcy, Kronika Galla, II 19. Wincenty znacznie skrócił opis wydarzeń lat 1097—1102.
182 Zaślubiny Bolesława ze Zbysława, córką w. ks. kijowskiego Światopełka, odbyły się na początku 1103 r. Kronika Galla, II 23, o uzyskanej na nie dyspensie papieskiej.
183 Słownictwo kanonistyczne: quos denique paranymphos architriclinari studuit. Ten sam zwrot niżej w kantylenie na śmierć Kazimierza Sprawiedliwego, ks. IV, rozdz. 20; Balzer, I, s. 415.
184 Świętopełk II — ks. na Ołomuńcu (potem 1107—1109 ks. czeski), sprzymierzony z Borzywojem, ks. czeskim. Bolesław odbył tę wyprawę odwetową na Morawy w r. 1103, wg Galla, II 25, w tygodniu Zmartwychwstania Pańskiego, tj. tuż po 29 III.
185 — militiae princeps Selislaus; wg Galla, II 25: comes. Por. wyżej, przyp. 161. Zapewne ten sam Żelisław darował benedyktynom w Lubiniu złotą koronę i monetę, co zapisano w tamtejszej Księdze brackiej i Nekrologu pod 5 I: Comemoratio Zelizlaui comitis qui dedit sertum aureum et marcom auri, wyd. Z. Perzanowski, MPH s. n. IX/2 (1976), s. 8, 19; J. Płocha, Sertum aureum ofiarowane klasztorowi lubińskiemu przez komesa Żelislawa [w:] Polska w świecie. Szkice z dziejów kultury polskiej, Warszawa 1972, s. 125—136.
186 — in ridiculi parabolam convertit może też znaczyć: zrobił z tego 'śmieszne porzekadło'. W kolejnym komentarzu Jana ten zasłużony rycerz broni swojej wojennej reputacji.
187 Seneka, Excerpta de moribus 40—41.
188 Ślad korzystania z Plutarcha, De Alexandri Magni fortuna aut virtute; Balzer, I, s. 313, II, 46.
189 Martis alumnus za Gallem, II 18, gdzie puer Martis.
190 Treść tej typowej umowy feudalnej (o wzajemnym consilium i auxilium) powtórzona prawie dosłownie za Gallem, II 32. Od r. 1102 bracia rządzili na równych prawach, każdy w swojej dzielnicy; układem w r. 1106, o którym tu mowa, regulowali wspólne wystąpienia zewnętrzne, ale Zbigniew musiał uznać zwierzchnictwo Bolesława; T. Tyc, Zbigniew, s. 7—12 (w dyskusji z R. Gródeckim). Por. wyżej, przyp. 158.
191 Scarbimirus comes sacri palatii, 'świętego pałacu', dostojnik najbliższy majestatu władcy; Skarbimir — z rodu Awdańców, piastun, potem palatyn Bolesława Krzywoustego; W. Semkowłcz, Ród Awdańców w wiekach średnich, Rocznik Tow. Przyjaciół Nauk w Poznaniu 46(1920), s. 318 n.; M. Plezia, Kronika Galla na tle historiografii XII wieku, Kraków 1947, s. 184.
192 — dextro lumine tenebratus za Gallem, II 33, gdzie mutilatus, była to więc utrata oka. Forma tenebratus sugeruje istnienie czasownika tenebrare, którego nie znają słowniki. A może było pierwotnie terebratus 'przekłuty'? Por. ks. II, rozdz. 28 i przyp. 211.
193 Justyn, Epitome II 11. — To starcie bitewne z Pomorzanami opisane dość wiernie za Gallem, II 32. Inne, np. zdobycie Kołobrzegu, Wincenty pominął.
194 Pieśń nad Pieśniami 8, 6. W dalszym ciągu przykłady z ksiąg świętych i pisarzy pogańskich jako równoprawne motywacje dla miłości ojczyzny.
195 podstawy literackiej przykładu o Solonie, prawodawcy ateńskim, nie odnaleziono.
196 pierwsza Księga Machabejska l, 9.
197 Syn Saula Jonatan, Pierwsza Księga Samuela 14, 14.
198 pierwsza Księga Machabejska 6, 43—46.
199 Justyn, Epitome II 11.
200 Justyn, Epitome II 6. O Kodrusie por. Prolog, przyp. 1.
201 W tekście ducem examinis, 'księciu roju', nieco niżej rex, 'król'. Por. ks. IV, rozdz. 5 i 21.
202 Justyn, Epitome XII 8, może jednak Juliusz Waleriusz, Gesta Alexandri II 7(11). Bucefała dosiadał także nieustraszony Kazimierz Sprawiedliwy. Zob. ks. IV, rozdz. 14.
203 Justyn, Epitome VII 6. Tu użyty dwukrotnie czasownik effodere, 'wykłuć' (oczy). Por. przyp. 200.
204 Kronika Galla, II 34.
205 Koźle na Śląsku Opolskim, u ujścia Kłodnicy do Odry.
206 Długa aliteracja: in reipublicae patrociniis eum principari precipue qui primogeniturae praemiunt principatu. Bolesław z pewną ironią poucza brata, że skoro już walczy o władze, to powinien liczyć się z porządkiem publicznym.
207 Prawdopodobnie własny wiersz autora.
208 O taktyce Partów czytał autor u Justyna, Epitome XL 2. Mariusz rozgromił Cymbrów i Teutonów w 1. 102—101 p.n.e. A. G u t s c h m i d, Kritik, s. 210, dostrzegł tu cytat z Landulfa zw. Sagax, Historia miscella V 10, wątpliwe czy bezpośredni.
209 — optimatum tj. członków stronnictwa senatorskiego wg nomenklatury rzymskiej. Działo się to w 1108 r.; T. Tyc, Zbigniew, s. 4; K. Maleczyński, Bolesław Krzywousty, s. 38 n.
210 — non enim est facile a consuetudine revocari, cum sit consuetudo altera natura, Cycero, De finibus bonorum et malorum V 25, 74; Makrobiusz, Saturnalia VII 9, 7.
211 — córom magistratu maiestatis insimulatur, domyślne: crimine laesae maiestatis, tak jak to odczytał kronikarz wielkopolski w rozdz. 20.
212 — quidam principi dignitate satrapa proximus; musiałby to być palatyn, ale autor nie przypisał tej mowy dopiero co wspomnianemu Skarbimirowi, którego domyślał się W. Semkowicz, Ród Awdańców, s. 141. — Następuje udramatyzowany przebieg rozprawy sądowej z przemówieniami oskarżyciela, obrońcy oraz ostatnim słowem oskarżonego. Sporo tu powołań z ksiąg justyniariskich prawa rzymskiego.
213 Prawdopodobnie własny wiersz autora.
214 — castra civium, a niżej castra civilia, terminologia rzymska, w XII w. w Polsce znana nie tylko Wincentemu.
215 uncia, 'pantera', wyraz urobiony z francuskiego 'once', odmiana pantery; Balzer, II, s. 34.
216 Pierwszy wiersz z Persjusza, Satyry I 35; dalsze dwa własne autora.
217 cicuta, 'szalej'. Istnienie tej opustki w rękopisach wynika z sensu najbliższego zdania.
218 Tu znowu smok nazwany jest holophagus, 'całożerca'. Por. wyżejks. I, rozdz. 7.
219 — furor Theutonicus, chętnie cytowane określenie Lukana, Pharsalia I 255. Por. furor impetus Lemannici niżej w ks. III, rozdz. 18.
220 Justyn, Epitome IX 18. Por. także Decretum Gratiani C. 9, q.3, c. 61 oraz Balzer, I, s. 417.
221 Decretum Gratiani C. 2, q. l, c.2; Balzer, I, s. 418, 423; Codex 9, 47, 16; Balzer I, s. 471, przyp. 4.
222 — delicatus socius można też tłumaczyć 'rozwiązły towarzysz'.
223 — rei argumenta z Kwintyliana, Institutio oratoria V 10, 23. Cała mowa oskarżycielska zgodna z zaleceniami tego retora rzymskiego z I w. n.e.
224 — publicum rei publicae discrimen, 'pospolite rzeczy pospolitej nieszczęście', czyli dotyczące ogółu.
225 — publicae honestatis iustitia, 'pospolitej uczciwości sprawiedliwość', tak jak pojęcie iusticia politica w ks. IV, rozdz. 5 i dzisiejsza 'praworządność' w jej najpełniejszym rozumieniu. Nawiązanie do Jana z Salisbury, Policraticus i Makrobiusza, Commentarii in Somnium Scipionis; Balzer, I, s. 343 n., 369—373.
226 Termin oculus rationis wzięty z dzieł teologicznych Hugona od św. Wiktora, który rozróżnił oko ciała, oko rozumu i oko kontemplacji. Wincenty utrzymał ten podział: za rozumem wymienił postrzeganie zmysłowe, a w końcu examen, czyli rozważanie.
227 — in lance appenditur examinis, 'zawiesza się na szali rozważenia', czyli przemyślenia, przebadania. W tym samym zdaniu circumstantiae, 'okoliczności' popełnienia czynu, wokół których koncentrowała się uwaga moralistów XII w.
228 Księga Koheleta 4, 12: powróz potrójny niełatwo się zerwie.
229 Bóstwo morskie, któremu przypisywano przekształcenie się w różne postaci, symbol zmienności; Balzer, I, s. 311.
230 Codex l, 4, 3, 4; Balzer, I, s. 471 n.
231 Decretum Gratiani II, C. 2, q. l, c. 1; Codex 9, 47, 16. Por. Balzer, I, s. 418, 423, 471, przyp. 4.
232 Ratio ergo exigit ut, qui excipit, constructivas exceptionis rationes non sileat.
233 Ponowne nawiązanie do Kwintyliana, Institutio oratoria V 10, 23.
234 — edictum principale na wzór formuły rzymskiej; Balzer, I, s. 439.
235 Nam si est, immo quia est ambitio, vehemens honorum appetitus, quod quis ambit, necessario appetit; si appetit, desiderio amplectitur. wymyślna gra słów ( paronomasia), szczególnie trudna w tłumaczeniu.
236 — ea collactea ( raczej collactanea), to co przyrodnie'; collactaneus, 'mleczny brat'.
237 Przykłady o zwierzętach nawiązują do Listów św. Bernarda z Clairvaux, 2, 2, Mignę, PL 182, col. 81; Balzer, II, s. 173. Uwaga o naturze człowieka — do poglądów Pliniusza i Arystotelesa, tamże, s. 388.
238 — pietati accedentius, "powinności', pod którą wolno rozumieć 'synowską miłość', a więc miłość ojczyzny.
239 Decretum Gratiani I, D. 83, c. 3.
240 Wergiliusz, Eneida II 390 (tłum. T. Karyłowskiego, Bibl. Nar., S. II, nr 29, wyd. III, Wrocław 1980).
241 — vim vi repellere zgodnie z Digesta 43, 16, l, 27 oraz 4, 2, 12, 1.
242 Pojęcie bonus dolus w przeciwstawieniu do malus dolus zgodnie z Digesta 4, 3, l, 3. Zob. jednak ks. I, rozdz. 13, przyp. 74: „podstęp nikomu nie wychodzi na dobre" itd. — Dystynkcję ius divinum — ius humanum definiował Dekret Gracjana D. 9, c. 1. Por. Balzer, I, 504.
243 Codex 2, 18, 22.
244 Likofron z Chalkis — uczony, poeta aleksandryjski z III w. p.n.e. Jego zawiły styl sprawił, że nazywano go „ciemnym".
245 Obrona prawego urodzenia Zbigniewa? T. Tyc, Zbigniew, s. 27 n.
246 Antyteza do wiersza — inwektywy na Niemców i Prażan z mowy oskarżyciela. Por. wyżej, przyp. 227.
247 Prawo rzymskie mówi w tym kontekście o skazaniu bez dowodów, a nie bez wyroku; Balzer, I, s. 471, przyp. 4.
248 Codex, 2, 11, 1.
249 W rękopisach zniekształcone sicophantis emendowane przez A. Bielowskiego na έσυχοφάντησας, MPH II, s. 326; Codex 2, 11, 17; Balzer, II, s. 177 n., 232 n.
250 Codex, 2, 11, 14.
251 Codex, 2, 6, 6, l, co również w Decretum Gratiani II, C. 3, q. 7, c. 2. Co do zwyczajowej sankcji pieniężnej strony się umawiały, stąd nie ma o tym w księgach. Wysokość grzywny, duas auri libras, Wincenty podaje być może na podstawie interpretacji zasłyszanej na studiach; Balzer, I, s. 473, 541.
252 Codex, 2, 11, 13.
253 Księga Koheleta 4, 12, powołana już raz w mowie oskarżyciela.
254 Codex 5, 16, 27, 1. — Proteusz — bóstwo morskie, przemieniał się w różne postacie zwierząt i żywiołów.
255 Owidiusz, Listy z Pontu I 2, 121.
256 Grecki bóg Hermes miał rzymskiego odpowiednika w postaci Merkurego. Laska, tzw. kaduceusz, używana przez heroldów, na wyobrażeniach tego bóstwa opleciona była dwoma wężami.
257 Codex,2,7,14oraz2,7,25pr.
258 Persjusz, Prolog, w. 2.
259 — iudicialem calculum, termin prawa rzymskiego zaczerpnięty z Epitome Iuliani; Balzer, I, s. 458.
260 Codex, 5, 38, 4; Digesta 48, 19, 26; Codex 2,11/12,1; Balzer, I, s. 458.
261 Codex 2, 11, 13.
262 Digesta 49, 16, 3, 15.
263 Codex, 4, 35, 13.
264 Ta sama refleksja o lekarzu i mówcy u Jana z Salisbury, Policraticus III, 10. U Galla opis ostatniego zatargu Zbigniewa z Bolesławem zajmuje rozdziały ks. II, 36—41; w ks. III, 25 pisze on o powrocie Zbigniewa z wygnania, wydzieleniu mu grodów i wreszcie o jego końcu. Wincenty zmienił kolejność opowiadania; Balzer, I, s. 236 n.
265 Aluzja do kary przez oślepienie, gdyż mityczny potomek nimfy Chariklo, wieszczek Tejrezjasz, doznał oślepienia (za to, że zdradził ludziom tajemnice bogów); H. Zeissberg, Vincentius, s. 130. Gall (III 25) zataił, w jaki sposób Bolesław ukarał Zbigniewa za wiarołomstwo i niezbyt udowodnioną winę zamierzonego bratobójstwa, opisał jednak szczegółowo publiczną pokutę Bolesława.
266 List do Galatów 4, 30. Por. Balzer, I, s. 477, przyp. 3 i poprawkę wydawców, tamże, s. 560.
267 Księga Sędziów 11, 2.
268 Imię zapisane Iero niektórzy kopiści poprawili bezpodstawnie na lepiej im znane imię Jetro, które nosił kapłan madianicki, teść Mojżesza. Tymczasem chodzi o Hierona Młodszego, tyrana sycylijskiego w 1. 265—215 p.n.e. Prawie dosłownie z Justyna, Epitome XXIII 4.
Reklamy