Nestor – Powieść minionych lat – część 42-45 – Śmierć Włodzimierza

42. Pojedynek młodziana ruskiego z Pieczyngiem

Roku 6500 [992], Poszedł Włodzimierz na Chorwatów [nad Dniestrem]. A gdy przyszedł z wojny chorwackiej, oto Pieczyngowie przyszli z onej strony od Suły. Włodzimierz zaś poszedł przeciw nim, i spotkał ich nad Trubażem na brodzie, gdzie dziś Perejasław. I stanął Włodzimierz po tej stronie, a Pieczyngowie po tamtej, i nie śmieli ci [przejść] na tamtą stronę, ani oni na tę stronę. I przyjechał kniaź pieczyński ku rzece, wezwał Włodzimierza i rzekł do niego: „Wypuść ty swego męża, a ja swego, niech się mocują. A jeśli twój mąż zwali mojego, nie będziemy walczyć przez trzy lata; jeśli zaś nasz mąż zwali, będziemy walczyć przez trzy lata”. I rozeszli się w strony przeciwne. Włodzimierz zaś przyszedł do taboru i posłał zarządców po taborze, mówiąc: „Nie maszli takiego męża, który by się spotkał z Pieczyngiem?” I nie znalazł się nigdzie. Nazajutrz przyjechali Pieczyngowie i swojego męża przywiedli, a u naszych nie było. I począł frasować się Włodzimierz, śląc po wszystkim wojsku, i przyszedł pewien stary mąż do kniazia i rzekł do niego: „Kniaziu! Mam jednego syna najmłodszego w domu; z czterema wyszedłem, a on w domu. Od jego dzieciństwa nikt go nie zwalił. Raz gdym go łajał, a on miął skórę, rozgniewawszy się na mnie, potargał skórę rękami”.

Kniaź zaś, to słysząc, rad był i posłał po niego. I przywiedli go do kniazia, i kniaź opowiedział mu wszystko. Ten zaś rzekł: „Kniaziu! Nie wiem, podołamli mu — wypróbujcie mię: nie maszli byka wielkiego i silnego?” I znaleźli byka wielkiego i silnego, i kazał rozdrażnić byka; położyli nań żelazo gorące i byka puścili. I pobiegł byk mimo, i pochwycił byka ręką za bok, i wyrwał skórę z mięsem, ile jego ręka uchwyciła. I rzekł do niego Włodzimierz: „Możesz się z nim mocować”. I nazajutrz przyszli Pieczyngowie, i poczęli wołać: „Nie macie męża? Oto nasz gotów”. Włodzimierz zaś kazał tej nocy przywdziać oręż; i wystąpiły obie strony. Wypuścili Pieczyngowie męża swojego, był zaś wielki bardzo i straszny. I wypuścił męża Włodzimierz, a ujrzawszy go Pieczyng roześmiał się — był bowiem średni ciałem. I wymierzywszy miejsce między oboma wojskami, puścili ich ku sobie. I pochwyciwszy się, poczęli się mocno ściskać, i zdusił Pieczynga rękoma do śmierci, i rzucił nim o ziemię. I zawołano, i Pieczyngowie zbiegli, a Ruś pognała siekąc po nich i przegnała ich. Włodzimierz zaś uradowawszy się założył gród nad brodem tym i nazwał go Perejasławiem — ponieważ przejął sławę młodzian ten. Włodzimierz zaś uczynił go wielkim mężem, i ojca jego. I wrócił Włodzimierz do Kijowa ze zwycięstwem i ze sławą wielką (s, 296—298).

43. Praktyki religijne Włodzimierza

Roku 6504 [996]. Włodzimierz, widząc cerkiew skończoną, wszedł do niej i pomodlił się do Boga, mówiąc: Panie Boże! Wejrzyj z niebios, i zobacz, i nawiedź winnicę swoją. I zachowaj, co posadziła prawica Twoja, niech ci nowi ludzie, których serca nakłoniłeś do rozumu, poznają Ciebie, Boga prawdziwego. I wejrzyj na cerkiew Twoją tę, którą zbudowałem, niegodny sługa Twój, imienia Matki, co Cię zrodziła, zawsze Dziewicy, Bogarodzicy. Jeśli kto pomodli się w cerkwi tej, wysłuchaj modlitwy jego przez modlitwę Najczystszej Bogarodzicy. I pomodliwszy się, rzekł tak: Daję cerkwi tej Świętej Bogarodzicy z mienia mojego i z grodów moich dziesiątą część. I napisawszy położył klątwę w cerkwi tej, mówiąc: Jeśli ktoś to naruszy, niech będzie przeklęty. I dał dziesięcinę Anastazemu Korsunianinowi. I wyprawił święto wielkie w ten dzień bojarom swoim i starcom grodzkim, i ubogim rozdał wiele mienia.

Potem zaś przyszli Pieczyngowie pod Wasylew i Włodzimierz małą drużyną wyszedł naprzeciw. I gdy się spotkali, nie mógł sprostać im, uciekł i stanął pod mostem, ledwo że się ukrył przed wrogiem. I wtedy ślubował Włodzimierz postawić cerkiew w Wasylewie Przemienienia Świętego, było bowiem w ten dzień Przemienienie Pańskie, gdy zaszła ta bitwa. Ocalawszy tedy, Włodzimierz postawił cerkiew i wyprawił święto wielkie, warząc trzysta miar miodu. I zwołał bojarów swoich, i posadników, starszyznę ze wszystkich grodów, i ludzi mnóstwo, i rozdał ubogim trzysta grzywien. Świętował kniaź dni osiem i powrócił do Kijowa na Zaśnięcie Świętej Bogarodzicy, i tu znowu wyprawił święto wielkie, zwołując niezliczone mnóstwo narodu. Widząc zaś, że ludzie jego są chrześcijanami, radował się duszą i ciałem. I tak czynił co roku. Miłował też słowa Pisma, usłyszał bowiem pewnego razu Ewangelię czytaną: Błogosławieni miłosierni, albowiem ci miłosierdzia dostąpią; i jeszcze: Sprzedajcie majętności wasze i dajcie biednym; i jeszcze: Nie zbierajcie sobie skarbów na ziemi, gdzie je rdza psuje i złodzieje podkopują, ale zbierajcie sobie skarby w niebiesiech, gdzie ani rdza nie psuje, ani złodzieje nie kradną; i Dawida mówiącego:Błogosławion mąż, który lituje się i daje; Sałomona zaś słyszał mówiącego:Dający ubogiemu Bogu pożycza. To słysząc, kazał każdemu biednemu i ubogiemu przychodzić na dwór kniaziowski i brać wszystko, co potrzeba, picie i jedzenie, i ze skarbu kunami [pieniędzmi].

Urządził zaś i to: mówiąc, że słabi i chorzy nie mogą dojść do dworu mojego, kazał przyrządzić wozy, i nakładłszy chleba, mięsa, ryb, owoców różnych, miodu w beczułkach, a w innych kwasu, wozić po grodzie, wypytując, gdzie są chorzy i biedni, nie mogący chodzić. Tym rozdawali wedle potrzeby. Nadto czynił ludziom swoim tak: ustanowił, by każdej niedzieli na dworze w świetlicy ucztę wyprawiać, i kazał przychodzić bojarom i dworzanom, i setnikom, i dziesiętnikom, i znakomitym mężom — przy kniaziu i bez kniazia. Bywało tu mnóstwo mięsa, bydlęcego i zwierzyny, było pod dostatkiem wszystkiego. Gdy zaś podpili, zaczynali szemrać na kniazia, mówiąc: Źle nam się dzieje, dają nam jeść drewnianymi łyżkami, a nie srebrnymi. To słysząc, Włodzimierz kazał wykuć łyżki srebrne do jedzenia drużynie, mówiąc tak: Srebrem i złotem nie znajdę drużyny, a drużyną znajdę srebro i złoto, jako dziad mój i ojciec mój znaleźli drużyną złoto i srebro. Bowiem Włodzimierz kochał drużynę, z nią naradzał się o urządzeniu kraju, i o wojnach, i o prawach krajowych. I żył z kniaziami sąsiednimi w pokoju — z Bolesławem [Chrobrym] łąckim i ze Stefanem węgierskim i z Andrzychem czeskim. I był mir między nimi i przyjaźń. Żył zaś Włodzimierz w bojaźni Bożej. I namnożyło się rozbojów, i rzekli biskupi do Włodzimierza: Oto namnożyli się rozbójnicy; czemu nie karzesz ich? On zaś rzekł do nich: Boję się grzechu. Oni zaś rzekli do niego: Tyś postawień od Boga na karanie złych, a na łaskę dla dobrych. Powinieneś karać rozbójników, jeno ze śledztwem. Włodzimierz tedy, odwoławszy wiry [kary pieniężne za zabójstwo człowieka], począł karać rozbójników [śmiercią]. I [później] rzekli biskupi i starcy: Wojny są mnogie; gdyby była wira, to na oręż i na konie niech będzie. I rzekł Włodzimierz:Tak też będzie. I żył Włodzimierz wedle ustanowienia ojcowego i dziadowego (s. 298—300).

44. Oblężenie Białogrodu i fortel z kisielem

Roku 6505 [997]. Gdy Włodzimierz poszedł do Nowogrodu po północne wojska na Pieczyngów — trwała bowiem wojna wielka bez ustanku — w tym czasie dowiedzieli się Pieczyngowie, że kniazia nie ma, i przyszli, i stanęli około Białogrodu. I nie dawali wyjść z grodu, i był głód wielki w grodzie, i nie mógł Włodzimierz pomóc, nie miał bowiem wojska. Pieczyngów zaś było mnóstwo wielkie. I przedłużało się oblężenie grodu, i był głód wielki. I uczynili wiec w grodzie, i rzekli: Oto mamy pomrzeć z głodu, a od kniazia pomocy nie ma. Czyż lepiej, byśmy umarli? Poddajmy się Pieczyngom, jednych zostawią przy życiu, innych uśmiercą; już umieramy z głodu. I tak postanowili na radzie. Był zaś pewien starzec, który nie był na wiecu tym, i zapytał: Po co był wiec? I ludzie powiedzieli mu, że jutro chcą sią ludzie poddać Pieczyngom. To usłyszawszy, posłał po starszyznę grodzką i rzekł im: Słyszałem, że chcecie się poddać Pieczyngom. Oni zaś rzekli: Nie ścierpią ludzie głodu. I rzekł im: Posłuchajcie mnie, nie poddawajcie się przez trzy dni, a co ja wam każę, uczyńcie. Oni zaś, radzi, obiecali posłuchać. I rzekł do nich: Zbierzcie chociaż po garści owsa lub pszenicy, albo otrębów. Oni zaś poszli z chęcią i zebrali. I kazał niewiastom zgotować rozczyn, z którego warzą kisiel, i kazał wykopać studnię, i wstawić tam kadź i nalać rozczynu w kadź. I kazał drugą studnię wykopać, i wstawić tam kadź, i kazał poszukać miodu. Oni zaś poszedłszy, wzięli miodu antałek, który był schowany w kniaziowej miodnicy. I kazał rozsycić bardzo i wlać do kadzi w drugiej studni. Nazajutrz zaś kazał posłać po Pieczyngów.

I grodzianie rzekli, przyszedłszy do Pieczyngów: Weźcie sobie naszych zakładników, a wy wejdźcie, do dziesięciu mężów, do grodu, i zobaczycie, co się dzieje w grodzie naszym. Pieczyngowie zaś byli radzi, mniemając, że poddać się chcą, wzięli od nich zakładników, a sami wybrali zacniejszych mężów w rodach swoich i posłali do grodu, aby oglądnęli, co się w grodzie dzieje. I przyszli do grodu, i rzekli im ludzie: Po co gubicie siebie? Kiedyż możecie przetrzymać nas? Jeśli postoicie nawet przez dziesięć lat, co możecie uczynić nam? Mamy bowiem żywność z ziemi. Jeśli nie wierzycie, to zobaczcie swoimi oczyma. I przywiedli ich ku studni, w której był rozczyn, i zaczerpnęli wiadrem, i nalali w garnki. I gdy zwarzyli kisiel, wzięli go i przyszli z nimi do drugiej studni, i zaczerpnęli syty, i poczęli jeść sami najpierw, potem zaś Pieczyngowie. I zdziwili się, i rzekli: Nie dadzą wiary nasi kniaziowie, jeśli nie zjedzą sami. Ludzie zaś nalali stągiew rozczynu i syty ze studni i dali Pieczyngom. Oni zaś przyszedłszy opowiedzieli wszystko, co było. I nawarzywszy jedli kniaziowie pieczyńscy, i dziwili się. I wziąwszy zakładników swoich, a tamtych puściwszy, odstąpili od grodu i poszli do domu (s. 300—301).

45. Śmierć Włodzimierza

Roku 6522 [1014], Gdy Jarosław [syn Włodzimierza] był w Nowogrodzie, płacił dań Kijowowi dwa tysiące grzywien od roku do roku, a tysiąc w Nowogrodzie dworzanom rozdawał. I tak dawali wszyscy posadnicy nowogrodzcy, a Jarosław tego [ostatnio] nie dawał do Kijowa ojcu swojemu. I rzekł Włodzimierz:Trzebcie drogi i mośćcie mosty, chciał bowiem iść na Jarosława, na syna swojego, lecz zaniemógł.

Roku 6523 [1015]. Gdy chciał Włodzimierz iść na Jarosława, Jarosław, posławszy za morze, przywiódł Waregów, bojąc się ojca swojego; lecz Bóg nie dał diabłu radości. Gdy zaś Włodzimierz zaniemógł w tym czasie był u niego Borys. Przeciw Pieczyngom idącym na Ruś posłał więc Borysa, sam bowiem chorzał bardzo i w tej chorobie zmarł miesiąca lipca 15 dnia. Zmarł zaś w Berestowie, i zatajono to, był bowiem Światopełk w Kijowie. Nocą zaś między dwoma budynkami rozebrawszy pomost, zawinęli go w kobierzec i spuścili na sznurach na ziemię; położywszy go na sanie1, zawieźli i złożyli go w cerkwi Świętej Bogarodzicy, którą był zbudował sam. Gdy o tym dowiedzieli się ludzie, bez liku zeszli się i opłakiwali go — bojarzy jako obrońcę kraju, ubodzy jako ich obrońcę i karmiciela. I włożywszy go w trumnę marmurową, pochowali ciało jego z płaczem, błogosławionego kniazia.

On jest nowy Konstantyn wielkiego Rzymu, który ochrzcił się sam i ludzi swych ochrzcił. Tak i ten uczynił podobnie do niego. Chociaż bowiem pierwej obrzydliwą chucią pałał, jednak później nakłonił się do skruchy, jako i apostoł powiada: Gdzie rozmnożył się grzech, tam obfituje też łaska. Aż dziw, ile dobra uczynił ruskiej ziemi, ochrzciwszy ją. My zaś, chrześcijanami będąc, nie oddajemy czci należnej za ów dar otrzymany2. Jeśliby nie ochrzcił nas, bylibyśmy dziś w sidłach diabelskich, w których prarodzice nasi poginęli. Gdybyśmy mieli staranie i modlitwy zanosili do Boga zań w dzień śmierci jego, to Bóg widząc staranie nasze o niego, wsławiłby go; nam zaś przystoi modlić się zań do Boga, ponieważ przezeń Boga poznaliśmy. Owóż niech Ci Pan da wedle serca Twojego, i wszystkie prośby Twoje niech spełni — o królestwie niebieskim, któregoś pragnął. Niech Ci Pan da koronę ze sprawiedliwymi, w uczcie rajskiej wesele i triumf z Abrahamem i z innymi patriarchami; jako Salomon rzekł: Gdy umrze mąż sprawiedliwy, nie zaginie nadzieja.

Jego więc w pamięci mają ludzie ruscy, wspominając chrzest święty, i wysławiają Boga w modlitwach i w pieśniach, i w psalmach, śpiewając Panu, nowi ludzie, oświeceni Duchem Świętym, mając nadzieję w wielkim Bogu i Zbawicielu naszym Jezusie Chrystusie, że każdemu wedle uczynków niewysłowioną radość zgotuje, którą otrzymają wszyscy chrześcijanie (s. 302—304).

 

Legenda:
  1. Zwłoki przewożono zawsze na saniach, bez względu na porę roku. Światopełk, o którym tu mowa, był najstarszym synem Włodzimierza; żonaty z nie znaną z imienia córką Bolesława Chrobrego.
  2. Tymi słowy kronikarz domaga się kanonizacji Włodzimierza, która nastąpiła dopiero na przełomie XII i XIII w.
Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s