Teologia Wiary Rodzimej – recenzja książki

Dzisiaj przedstawiamy recenzję książki napisanej przez Konrada T. Lewandowskiego zwanego także pod swoim słowiańskim imieniem Przewodas. Postać KTL dla wielu jest kontrowersyjna, ale po przeczytaniu jego książki o tytule: Teologia Wiary Rodzimej muszę przyznać, treść tej książki jest bardzo ciekawa i pouczająca. Dlatego już na początku mówię, polecam przeczytać.

Przypomnijmy sobie najpierw czym jest Teologia (gr. θεος, theos, „Bóg”, + λογος, logos, „nauka”) – dyscyplina wiedzy posługująca się metodami filozoficznymi w wyjaśnianiu świata w jego relacji do Boga lub Bogów. (Wikipedia)

Książka chociaż krótka bo posiada blisko 100 stron tekstu może stać się w przyszłości jedną z ważniejszych pozycji dla nowego nurtu nauki o Bogach. Autor świetnie obrazuje wiele powiązań historyczno-kulturowych oraz pokazuje jakimi sprzecznościami żądzą się wierzenia monoteistyczne i ideologie które wyrosły na bazie wzajemnych sprzeczności.

Hasła typu: „Jeden Bóg, Jeden Pasterz i Jedna Owczarnia” [przyp. red. LS, Biblia, (e. Jana 10,16)] jest tylko o krok do „Jedna Rzesza, Jeden Naród, Jeden Wódz” [str.31, TWR]

lada

Mnie osobiście książka wciągnęła ponieważ koncepcje wiary rodzimej są tutaj opisane tak jak ja sam ją widzę, ale także rozszerzając moją wiedzę lub obierając w słowa moje spostrzeżenia, które wcześniej nie potrafiłem określić. Patrząc jakie nurty politeizmu przedstawiają różne kościoły i grupy rodzimowiercze, i w ogóle pogaństwa w krajach słowiańskich. Książka pobudza do debaty – a nie krytyki – teologicznej rodzimowierstwa. Autor pokazując na przykładzie różnych bóstw i bogiń nie zamyka drogi do debaty politeistów i nie tylko, ale także dla monoteistów,  a nawet animistów.

Ta ostatnia wiara jest dla mnie nowym pojęciem w stosunku do rodzimowierstwa słowiańskiego, gdzie autor książki przedstawia rodzimowierstwo jako połączenie politeizmu i animizmu. Politeizm to wiara przepełniona pierwiastkiem męskim, oraz wiara dla bardziej wyedukowanej części społeczeństwa (naszych Przodków), a animizm to wiara z pierwiastkiem żeńskim, dla ludu pomniejszego.

a00836004426bb83aca75c8bd9fd.jpgTaka koncepcja jest bardzo prawdziwa, patrząc nawet w jaki sposób My ludzie przedstawiamy Bogów – zawsze jako ludzi twardych, pięknych, władców, z atrybutami takimi jakie ludzie pragnęliby. A sfera druga to ta zwierzęca, często brzydsza. Przedstawia się tak bogów i boginie zdegradowane w panteonie np. Leszy (zwierzę), Jaga (stara kobieta, baba). Muszę przyznać że jednakże Bóg Weles też jest często przedstawiany jako zdegradowany bóg, tudzież przez to że traktowany jest w chrześcijańskiej sferze jako diabeł (opiekun bydła rogatego) czy demon (żmij). Współcześnie jako jego wyznawcy – staramy się aby jako bóg bogactwa i przysiąg wrócił na należne mu miejsce w panteonie Bogów.

(…) animizm i politeizm wzajemnie się uzupełniają. Zwykle ich relacje polegają na tym, że bezpostaciowe animistyczne duchy są stopniowo antropomorfizowane i personifikowane aż stają się pełnoprawnymi politeistycznymi bogami. Natomiast bogowie, którzy przegrali konkurencję o znaczące miejsca w panteonie są degradowani z powrotem do roli animistycznych demonów i duchów. [TWR, s.46]

Książka to cykl 3 wykładów:

  • Rodzima koncepcja Boga i Absolutu
  • Żeńskie atrybuty boskości
  • Duchowa tożsamość Rodzimowierstwa

Te trzy tematy to także trzy drogi jakimi idą ludzie którzy stają się rodzimowiercami.  Dlatego Teologia Wiary Rodzimej jako nauka która czas aby powstała na poważnie, dzięki takim wypracowaniom jak książka pana Lewandowskiego. To nauka która powinna zdejmować szaty z postaci Bogów które umniejszają ich godności, czci i pokazują ich świetle negatywnym.

Początek i koniec książki zawiera dla mnie przesłanie które chciałbym aby stało się czymś poważnym dla przyszłych pokoleń Polaków i Europejczyków.

Rodzimowierstwo polskie pierwszych dwóch dekad XXI wieku jest żywiołowym ruchem społecznym, napędzanym przez odrodzenie nastrojów patriotycznych, modę na rekonstrukcję i niechęć do Kościoła Katolickiego. ta ostatnia motywacja jest szczególnie silna, w niektórych środowiskach wręcz dominująca. (…)
Jednak emocje, zwłaszcza negatywne, nie są dobrą prognozą na dalszą przyszłość. Gniew i bunt to słabe fundamenty dla jakichkolwiek trwalszych przedsięwzięć.
Emocje się wypalają, mody przemijają (…)

i cytat z końca książki:

Mamy więc przed sobą trzy drogi.
Pierwsza, rodzimowierstwo przeminie jako chwilowa moda;
Druga, rodzimowierstwo przegra (…), tym razem w konfrontacji z islamem;
Trzecia, rodzimowierstwo zmarginalizuje monoteizmy (…).

Oczywiście w punkcie trzecim mowa o rodzimowierstwie europejskim, a nie stricte słowiańskim.


596997-352x500.jpg

Książka dostępna do kupienia jest za jedyne 25zł przez serwis Exlibris.

Opis ze strony autora książki:

Książka niniejsza zawiera zarys rodzimej teologii politeistycznej, ujęty w formie trzech autorskich wykładów, poświęconych słowiańskiemu pojęciu Boga, żeńskim aspektom boskości oraz rodzimowierczej tożsamości.

Praca zawiera ponadto uzgodnienie starożytnych koncepcji Przodków ze współczesnym stanem nauki, przygotowuje wyznawców wiary rodzimej do możliwych polemik z chrześcijańskimi misjonarzami oraz stanowi zachętę do własnych studiów i poszukiwań duchowych.

Konrad T. Lewandowski – ur. 1966, pisarz, doktor filozofii, członek Rodzimego Kościoła Polskiego

 

Reklamy

Slovanie – portal społecznościowy dla Słowian

Już kiedyś napisaliśmy o tym serwisie, ale był w powijakach,  serwis społecznościowy powstał aby być alternatywą dla Facebooka który nie jest przyjazny dla ludzi ze słowiańską duszą.

Slovanie to serwis zrobiony przez ludzi którzy kultywują wiarę w słowiańskich bogów,  a także najwięcej takowych ludzi wspiera ten serwis, m.in. po to aby bez przeszkód stosować znaki i symbole gdzie w innych miejscach będą potraktowane jako antysemickie.

slovanie

Jako że portal jest tworzony z inicjatywy wcześniej prywatnej, a teraz dzięki Fundacji Słowianie 2.0, portal rozwija się dużo wolniej niż serwisy które mają inwestorów walizką pieniędzy. Ale najlepszą nagrodą dla prowadzenia i rozwijania serwisu jest aktywność społeczna ludzi. W planach także jest więcej projektów związanych ze Słowianami.

Jeżeli chcecie zobaczyć co autorzy planują w serwisie, zapraszam do serwisu: Behance

f248a655674599-598df7b610325

Słowiańska Wiara Dziś – audycja radiowa

Minęło trochę czasu, ale dobre treści zawsze warto promować. Radio DHT które istnieje od dwóch lat prowadzi od 4 miesięcy cykl Słowiańska Wiara Dziś, to dnia 15 czerwca jest już 6 odcinek, dlatego przedstawiam listę audycji które do tej pory się odbyły.

Uwaga, WordPress umożliwia ładne i bezpośrednie odsłuchanie audycji prosto z naszej strony, ale rozszerzenia mogą tworzyć bloki o pustych przestrzeniach. Ów przestrzenie nie są zamierzone przez autora wpisu.

kupala_night_by_cylonka-db3ahsh

 

Nazwy Bogów w wojsku czeskim

Czesi się nie szczypią, nie boją się stosować takiego słownictwa i to u nich można spotkać samochody pod nazwą Perun, boga wojny. W Polsce nazwę Perun w tematyce wojskowej można spotkać, w nazwie Bałtyckie Stowarzyszenie Miłośników Historii „PERUN”.

Perun dla specjalsów czeskich

 

Lekkie pojazdy taktyczne Perun otrzymały nazwę na cześć gromowładnego słowiańskiego boga wojny Peruna. Zaprojektowane i skonstruowane przez czeskie przedsiębiorstwo SVOS w Přelouč spełniają wymagania czeskich specjalsów. Prace trwały cztery lata, zaś ich koszt firma pokryła z własnych środków. Do odbiorcy trafią nie później niż w marcu roku 2018.

Perun to pojazd o dopuszczalnej masie całkowitej 13 ton i masie własnej równej 10,4 tony, co przekłada się na możliwość zabrania uzbrojenia lub ładunku ważącego 2,6 tony. Długość wynosi 6 metrów, szerokość 2,3 metra, zaś wysokość 2,6 metra. Na pokład może zabrać sześciu żołnierzy, w tym kierowcę i dowódcę, którzy siedzą z przodu, oraz trzech w środkowej sekcji i jednego na siedzeniu umieszczonym z tyłu pojazdu.

3514ddf2e57d552d8cd9bf48259657e5.jpg

Napędzany jest sześciocylindrowym silnikiem Mercedes Benz 6Y 106 TD21 o mocy 240 kilowatów sprzęgniętym z automatyczną sześciobiegową skrzynią biegów 6 HP 602 S+. Dzięki temu może osiągnąć prędkość maksymalną 110 kilometrów na godzinę, poruszając się po utwardzonych drogach. Zasięg pojazdu wynosi 700 kilometrów.

Pojazd Perun może pokonywać rowy o szerokości 0,85 metra i brodzić w wodzie o maksymalnej głębokości do 1,5 metra po zainstalowaniu podniesionego wlotu powietrza. Może być transportowany przez samolot C-130 Hercules.

Uzbrojenie w postaci karabinu maszynowego M3 kalibru 12,7 milimetra zamontowano na dachu pojazdu na specjalnym pierścieniu. Po obu stronach umieszczono dodatkowe gniazda karabinów maszynowych Minimi kalibru 7,62 milimetry. Seryjne Peruny będą wyposażane również w granatniki automatyczne Mk 19 kalibru 40 milimetrów i wyrzutnie granatów dymnych.

Święta Góra Słowian – Rowokół

Kiedy Rowokół nie został jeszcze nazwany, był tylko zwykłym wzniesieniem powstałym w epoce lodowcowej, ukształtowanym około 15-12 tys. p.n.e w ostatniej fazie zlodowacenia skandynawskiego jako pozostałość moreny czołowej.

Góra Rowokół – wzgórze pochodzenia polodowcowego, mająca 115 m n.p.m., położona jest na wybrzeżu Słomińskim, we wsi Smołdzino, powiat słupski.

73361548.9fiSU9al.P1000149_800_x_600.jpg

Potem przybyli tutaj pierwsi ludzie. Kiedy żeglarze zauważyli wyróżniający się na wybrzeżu Bałtyckim punkt charakterystyczny? Czy byli to Wikingowie? Nazwa na najstarszych bałtyckich mapach morskich z XVII wieku – Reefcoll i Revkol pochodzi z języka skandynawskiego.

Razem z górą Chełmską i Polanowską jest Rowokół jedną ze Świętych gór na naszym wybrzeżu. Był zawsze świętą górą Słowińców. Jak jego nazwa znalazła się w języku Słowian, którzy  bukowe i sosnowe lasy Rowokołu uznali za swoje schronienie i mieszkanie Bogów? Słowianie wystawili tutaj posąg Swarożycowi, bo któż inny mógł lepiej od niego opiekować się ogniem, który ciągle płonął na szczycie góry.

Panteon słowiański umieszcza Swarożyca na najwyższym tronie jako boga ognia, z irańskiego źródłosłowu – chwar – słońce, blask. Posąg Swietowita
Najprawdopodobniej był Swarożyc synem Swaroga, obaj w każdym razie mieli do czynienia z żywiołem ognia – domowego, ofiarnego i tego groźnego, niszczącego i przerażającego naszych przodków. Swaróg – Dadźbóg jest jedynym przypadkiem w mitologii słowiańskiej, gdzie określony jest stopień pokrewieństwa między bogami.

Na Pomorzu i wśród Słowian Połabskich, Swarożyc miał cechy bóstwa wojennego. Thietmar z Mersemburga w swojej kronice opisuje w 1018 roku świątynię słowiańską w Radogoszczy na Połabiu w roku poświęconą właśnie jemu.

Radogoszcz (Retra) znana również jako Radegost była głównym ośrodkiem politycznym Redarów, czyli Słowian Zachodnich pochodzenia lechickiego. Zrównana z ziemią po podbiciu Wieletów przez cesarstwo niemieckie. Dokładne położenie miejscowości nie jest znane. Przypuszcza się, że mogła leżeć w Gross Raden w Meklemburgii gdzie odkryto osadę słowiańską wraz z pozostałościami świątyni.

Również drugi kronikarz, dzięki któremu mamy wiadomości o wczesnych plemionach słowiańskich nazwał Swarożyca – Radogostem. Atrybutem tego boga był biały koń, a w radogoskiej świątyni podobno były stajnie, w których hodowano białe konie ku chwale Swarożyca. Czy nie przypomina to mitu jednorożca?

Najdokładniejszy świątyni Swarożyca i grodu Słowian, pochodzi z kroniki Thietmara z 1002 roku:

Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów. 

Kronika Thietmara obejmująca schyłek IX wieku i znaczną część wieku X opiera się na znanych Thietmarowi dziełach historiograficznych i hagiograficznych. Jej wartość jednak wzrasta w tych partiach, w których Thietmar korzysta z tradycji ustnej oraz z własnego doświadczenia jako świadka wydarzeń. Poza dziejami Merseburga i państwa niemieckiego, Thietmar zawarł w niej również wiele informacji dotyczących historii Europy, także ziem polskich. Zrelacjonował m.in. zjazd gnieźnieński i wojny cesarza Henryka II z księciem Bolesławem I Chrobrym. Thietmar bardzo niekorzystnie przedstawiał Słowian, co być może wiąże się z jego rodzinnymi zdarzeniami. Dziadek ojca Thietmara (Lotar von Walbeck) oraz dziadek matki Thietmara (Lotar von Stade) zginęli w bitwie z Redarami w 929 roku. Natomiast jego ojciec Zygfryd von Walbeck ledwie uratował życie z bitwy pod Cedynią.

zdjecie,600,465232,20140317,widok-z-latarni-morskiej-w-czolpinie-w-tle-rowokol-najwyzsza-gora-w-okolicy-115-mnpm.jpg

Kronika zachowała się w tzw. rękopisie Drezdeńskim, w postaci 192 kart pergaminu, na których Thietmar osobiście nanosił poprawki. Do 1945 roku przechowywany był w saskiej bibliotece krajowej w Dreźnie, która została spalona podczas bombardowania aliantów w 1945 roku. Egzemplarz częściowo spłonął. Do odczytania możliwe są jedynie pojedyncze karty, nadal przechowywane w Dreźnie. Jednak dzięki opublikowaniu rękopisu w 1905 roku w postaci faksymile przetrwał do naszych czasów cały tekst. Niemal kompletny tekst „Kroniki” zachował się w dwunastowiecznym rękopisie pochodzącym z klasztoru Corbei w Niemczech.

Na Rowokole Słowianie założyli dwa grodziska, jedno tak zwane wyżynne na wierzchołku Rowokołu.( typu pierścieniowatego z wypukłym majdanem pochodzące z X- XII wieku) Drugie znajdowało się się u podnóża góry, od strony południowo-wschodniej i datowane jest na początek X wieku, a więc wcześniejsze. Obok grodziska znajdowało się źródło. Na wierzchołku zapewne odbywały się modły, wyprawiano święta, uczty i palono ofiarne zwierzęta, o czym świadczą archeologiczne znaleziska (odkryto olbrzymie palenisko położone w centralnym punkcie majdanu, wraz z ułamkami naczyń i kośćmi zwierząt. W rowach kontrolnych odkryto miejsce paleniska usytuowane wzdłuż umocnień, co pozwala przypuszczać, iż były one usytuowane koliście, w znacznym oddaleniu od głównego ogniska. Brak warstwy kulturowej, która mogłaby świadczyć o długotrwałym zasiedleniu, przy istniejących umocnieniach pozwala przypuszczać, iż istotnie mamy tu do czynienia z obiektem kultowym, gdzie palono ognie. Zachował się jedynie od strony wschodniej, południowo-zachodniej i zachodniej niski wał o stromych zboczach. Podstawa grodziska – ok. 65x75m, powierzchnia majdanu – ok. 47x48m, wysokość obiektu w stosunku do podstawy pagórka – ok. 100m. Wał w stosunku do powierzchni majdanu jest wysoki od 2-3m. Wiek tego grodziska określono na wczesne średniowiecze i późne średniowiecze. Grodzisko to z pewnością warownia, o dużym polu obserwacji.

Rowokół wyróżnia się i widać go z wielu ważnych miejsc w okolicy, przede wszystkim z morza i jezior. Ma wysokość 115 metrów. Leży w odległości 6 km od morza. Historia Rowokołu łączy się z historią Słowiańszczyzny, jej mitami, wierzeniami i jej krwawą przegraną z wiarą chrześcijańską. Na naszych ziemiach walka ze słowiańskimi bogami, świętymi gajami była okrutna, nie tak jak w Irlandii, gdzie Święty Patryk umiał wykorzystać miejscowe bóstwa i połączyć ich historię z dziejami ewangelicznymi, to spowodowało powstanie jednej z najciekawszych mitologii w dziejach chrześcijaństwa.

Słowianie ze swoimi bogami, często ucieleśnianymi z przyrodą nie mogli wygrać. A może to właśnie ich bogowie wydawali się groźni, niedostosowani do wymogów wiary w Chrystusa?

Święte drzewa, dęby i ludzie modlący się w lasach musieli robić to w tajemnicy. Ile mogła trwać taka historia tutaj, na Rowokole. Góra musiała być szybko zagospodarowana przez Chrześcijan, ponieważ była rzeczywiście ważna i ważny był posąg Swarożyca i ogień, który ostrzegał żeglarzy i równocześnie często przynosił im nadzieję, że ląd jest blisko. Czy posąg podzielił los Świętowita z Arkony? Brutalnie zniszczonego na oczach jego zrozpaczonych wyznawców?
Zniszczenie Arkony - Laurits Tuxen
Słowianie wierzyli, że każdy człowiek posiada duszę (nawie), która po śmierci wędruje do podziemnej krainy zwanej Nawią. Dobre dusze mogły od czasu do czasu powracać na ziemię, często palono ogniska, gdyż wierzono, że ogień ogrzewa wędrujące dusze.

Świątynia Świętowita w Arkonie była pokryta płaskorzeźbami i malowidłami, posiadała też własny oddział 300 konnych. Wewnątrz znajdował się bogaty skarbiec. Dostęp do wnętrza świątyni i boskiego rumaka miał jedynie długowłosy kapłan, któremu nie wolno było skalać boskiej siedziby oddechem. Świątynia ta została spalona 12 czerwca 1168 roku z rozkazu duńskiego króla Waldemara I, który zagarnął jako łup wojenny skarbiec Świętowita składający się z ofiar wielu pokoleń wiernych. To sanktuarium było ostatnią pogańską świątynią Słowian.

Świątynia słowiańska była również na Rowokole. Wiemy tylko że, na wale ziemnym, znaleziono pozostałości po grodzisku słowiańskim, a na wierzchołku Rowokołu zbudowany został kościół poświęcony Św. Mikołajowi, opiekunowi żeglarzy, a później mieściło się w średniowieczu sanktuarium maryjne, po którym pozostały zagłębienia w gruncie i fundamenty budowli. Z nim związane były legendy. W czasie gdy burzono kaplicę św. Mikołaja, zerwany z jarzma dzwon stoczył się po zboczu góry i zatonął w Łupawie, która wtedy była w tym miejscu bardzo głęboka. W dawnych czasach topił się tu co roku jakiś człowiek. Wnoszono z tego, że jest to kara za pohańbienie świętego miejsca. Ponadto mówiono, że niekiedy nocą słychać dźwięk dzwonów, dochodzący z głębiny.

Druga legenda o rybaku, Joście, który powracał późnym wieczorem łodzią z Rowów do Gardny Wielkiej. Noc była ciemna i dął bardzo silny wiatr. Jak często w takich sytuacjach pojawił się diabeł, proponując mu ratunek w zamian za podpisanie cyrografu na duszę. Rybak cyrograf podpisał własną krwią, postawił jednak warunek, aby diabeł na miejscu spotkania wybudował kościół z kamieni, przy czym budowę jego miał zakończyć zanim zapieje pierwszy kur. Płynąc spokojnie do swej checzy rybak cieszył się z wyprowadzenia diabła w pole, był bowiem przekonany, że ten nie zdąży na czas. Po powrocie do domu szybko zasnął i tuż po północy zbudził go straszy hałas. Zerwawszy się z posłania wybiegł na podwórze i zobaczył jak u brzegu jeziora diabeł oparty prawą nogą na wielkim kamieniu dowodził zastępem swych piekielnych kolegów, którzy przerzucali w kierunku jeziora belki i kamienie. Kościół był już na wykończeniu. Rybak – w obliczu niebezpieczeństwa – zapiał wtedy naśladując kura, budząc jednocześnie wszystkie koguty Wielkiej i Małej Gardny. Diabeł z wściekłości zburzył kościół, po którym pozostała znaczna ilość kamieni, tworząc odtąd Wyspę Kamienną lub Diabelską. Na jednym z głazów pozostał odcisk kopyta końskiego, ślad po czarcie.

rowokol_mapa

Sanktuarium na Rowokole było jednym z trzech stacji dla pątników. Dwa pozostałe miejsca pielgrzymowania to Sanktuarium Maryjne na Górze Chełmskiej i Sanktuarium Maryjne na Świętej Górze Polanowskiej. Kaplicy pw. Najświętszej Maryi Panny na Rowokole mogła powstać w związku z cudownym ocalaniem żeglujących. Po wprowadzeniu reformacji (na Pomorzu nastąpiło to 1534 r. )wszystkie trzy Świątynie nadbałtyckie zostały opuszczone i rozebrane. Wioska u stóp góry miała pierwotna nazwę Smolno, która wywodziła się od rośliny zwanej smółd lub od smoły i została zapisana w 1281 r. wówczas wieś należała do słupskich dominikanów.

W 1291 roku książę Bogusław IV przekazał wieś klasztorowi cystersów w Oliwie, a w latach 1329-1341 wieś należała do zakonu krzyżackiego.W 1622 ziemia smołdzińska powróciła do rodów Gryfitów. Ostatnia księżna z rodu Gryfitów, Anna de Croy, spędziła tu ostatnie swoje lata. Księżna von Croy, fundatorka miejscowego kościoła. Od średniowiecza ziemie wokół Smołdzina wraz z jeziorami były własnością książąt słupskich. Mijały lata i w 1632 roku zbudowano kościół w Smołdzinie, podobno zużyto dla niego również kamieni z kaplicy rowokolskiej.

W 1823 r. kościół przebudowano, a w 1874 r. dobudowano nawę poprzeczną. W kościele znajduje się wiele unikatowych zabytków: wczesnobarokowy ołtarz z bogatym wystrojem rzeźbiarskim oraz z portretami księżnej Anny i jej syna Ernesta Bogusława, ambona barokowa z XVII w, chrzcielnica z połowy XVII w., para ołtarzowych świeczników ( Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku) oraz dzwon gdański z 1706 r. Na stropie kościoła widniało 49 obrazów o tematyce biblijnej, po przeprowadzeniu prac konserwatorskich część z nich umieszczono na ścianach kościoła.

Przeprowadzone w 1992 r. badania archeologiczne i antropologiczne ujawniły, że w krypcie grobowej spoczywają w drewnianych trumnach zwłoki kobiety, mężczyzny i czworga dzieci pochowane w nieokreślonym czasie. Krypta ta najprawdopodobniej została zasypana w XIX wieku, w czasie którejś z kolejnych przebudów kościoła. Obok Kościoła stał nieistniejący już dziś, zniszczony wiele lat po II wojnie światowej pomnik poległych mieszkańców Smołdzina.

Na prostopadłościennym postumencie z napisem upamiętniającym na przedniej płaszczyźnie i czarnymi tablicami z nazwiskami na płaszczyznach bocznych stojąca figura żołnierza w pełnym rynsztunku, z odsłoniętą, pochyloną głową. Na ogrodzeniu za pomnikiem widoczne były cztery wizerunki Krzyża Żelaznego prawdopodobnie z nazwiskami żołnierzy wyróżnionych tym odznaczeniem bojowym.

I tak gdy Słowianie stracili swoje świątynie, a ich władcy i książęta przyjęli chrześcijaństwo nie było już miejsca na wiarę w święte dęby. Stali się chrześcijanami, coraz mniej osób pamiętało demony i obrzędy, którym wierne były cale pokolenia. Żegnając się znakiem krzyża i tak myśleli, że chmurami włada płanetnik, a spotkanie z rusałką może skończyć się dla mężczyzny źle.
Las na Rowokole
Bali się niezrozumiałych zjawisk zachodzących w przyrodzie, jak we wszystkich wierzeniach mieli zastępy mniejszych i większych bóstw, które chroniły ich przed burzami, ogniem, wiatrem, powodzią. Czy pracę nad dbaniem o to wszystko mógł przejąć jeden chrześcijański Bóg? Powątpiewali, musiały minąć wieki zanim uwierzyli. Ale i tak ich wiara jest czasami bardzo płytka.

Nie wolno odcinać się od swoich korzeni. W naszych żyłach płynie krew pamiętająca ogniska Kupały, posągi Swarożyca i Świętowita. To jest dobra pamięć. Możemy pozazdrościć Celtom ich mitologii, nasza jest zazwyczaj wstydliwie wyśmiewana jako legendy i bajki stworzone z niczego.

Ale chyba ciągle tak samo boimy się morderczej Południcy, gdy wychodzimy na południowe pole i łany zbóż zaczynają falować, znaczy demoniczna kobieta jest blisko..trzeba ukryć się w cieniu.

Na Rowokole rośnie stary las, dla Słowian drzewa były święte. Kiedy szumiał wieczorem, a słyszałam go z naszego korytarza z hoteliku w Smołdzinie, dla mnie był to przejmujący szum.Poludnica Jestem słowiańskim dzieckiem – myślałam, kocham las i drzewa.

Jacy jesteśmy niedoskonali, że nie możemy czuć połączenia z naszymi przodkami, nie słyszymy ich głosów przy Rowokolskiej świątyni.. a może to tylko moment i wyobraźnia zaczyna pracować.

Ogień na szczycie góry znów płonie, idę ścieżką, która wiodła na szczyt taką samą kobietę, Słowiankę, idącą w mrokach dziejów. Jakie były jej pragnienia, jak musiała walczyć o byt, o jeszcze jeden dzień, który gdy wstawał pogodny nad lasem, był wygraną.

Gdy dochodziła na szczyt Rowokołu, jak teraz ja, siadała przy ognisku i słuchała śpiewów, grzała siebie i swoje myśli w czerwonych płomieniach, patrząc płochliwie na cienie lasu. Może zdarzył się nieznany przybysz ze statku, który dzięki ogniowi na Rowokole szczęśliwie przybił do brzegu.

Opowiadał o innych krainach i o tym, że w gdzieś daleko, w Arkonie padł posąg naszego Boga, Świętowita, zniszczony przez wrogich Duńczyków. Kobieta patrzyła w ogień. Przeczuwała że już nic nie będzie takie samo.

Źródła:

  1. Rowokół (115 m n.p.m.) – wzniesienie polodowcowe położone na Wybrzeżu Słowińskim w pobliżu Smołdzina, w odległości 6 km od morza, widoczny z morza żeglarski punkt nawigacyjny, rezerwat przyrody o powierzchni 562,81 ha
    Na szczycie znajduje się platforma widokowa na Smołdzino oraz jeziora Gardno, Łebsko i wybrzeże Bałtyku. Prowadzi tu szlak turystyczny.
  2. wikipedia, internet
  3. R. Kamiński, Kaplica NMP i cmentarz na Rowokole, w: „Tysiącletnie dziedzictwo chrześcijańskie Pomorza
    Środkowego”, Katalog Wystawy czerwiec-wrzesień 2000, Muzeum Okręgowe Koszalin, s. 60-64.
  4. Kronika Thietmara, http://www.mgh-bibliothek.de/thietmar/fol.0001.html
  5. Kościół ze Smołdzina, http://smoldzino.most.org.pl/kosciol.html#Kościół

 

Źródło artykułu: http://www.mariolasocha.republika.pl/witryna%20felietony/rowokol.htm

Tekst umieszczony z okazji protestu przeciwko budowie kaplicy chrześcijańskiej na szczycie wzgórza.

Gmina Smołdzino otrzymała od ministra środowiskaJana Szyszko zgodę na wzniesienie na wzgórzu kaplicy pw. św. Mikołaja. Prace mają być rozpoczęte do 2019.

Szczególnie że są argumenty przeciwne, ponieważ jest to park narodowy, a nie prywatna działka.

– Jest to teren ściśle chroniony, w którym nie powinno być żadnych nowych interwencji człowieka, inwestycji, budowy, która generuje ruch samochodów i maszyn – komentuje decyzję ministerstwa dr Jacek Antczak, członek Rady Naukowej Słowińskiego Parku Narodowego. – Wszelkie działania, które prowadzi się teraz na terenie parku, powinny prowadzić do skanalizowania i uspokojenia ruchu w tak cennym przyrodniczo miejscu. Dziwi nas decyzja ministerstwa, tym bardziej że wszelkie kwestie związane z parkiem były dotychczas konsultowane z naszą radą. W tym przypadku nikt nie zapytał nas, czy budowa takiej kaplicy w parku narodowym jest dobrym pomysłem. Na ten temat powinniśmy przeprowadzić badania.

Andrzej Demczak, zastępca dyrektora Słowińskiego Parku Narodowego, potwierdza, że dyrekcja nie konsultowała się sprawie budowy kaplicy z radą naukową.

– To nie my wnioskowaliśmy o tę budowę, lecz wójt gminy – tłumaczy wicedyrektor. – Gmina otrzymała zgodę z ministerstwa, któremu podlegamy, ma czas na rozpoczęcie budowy do 2019 r.

To jednak nie koniec planów gminy na zagospodarowanie wzgórza Rowokół.

– W przyszłości będziemy wnioskować do ministerstwa o możliwość zbudowania kapliczek drogi krzyżowej – zapowiada Arkadiusz Walach. – Jestem przekonany, że droga krzyżowa jeszcze bardziej uatrakcyjni wzgórze i przyciągnie do naszej gminy wielu pątników.

Źródło: http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21369695,wojt-zbuduje-w-parku-narodowym-kaplice-zgode-wydal-minister.html#MT

Aktualizacja artykułu Legendy Polskie

Z racji ukazania się ostatniego oficjalnie planowanego filmu z cyklu Legendy Polskie pod wydawnictwem Allegro oraz w reżyserii chyba najlepszego w tym zawodzie Tomasz Bagińskiego, zapraszam do ponownego przeczytania artykułu o tych filmach, oczywiście poszerzony o opis kolejnych filmów i opowiadań.

https://slowianowierstwo.wordpress.com/2016/10/11/legendy-polskie-w-wykonaniu-wspolczesnej-kinematografii/

Tak dla fanów tej wersji, Allegro planuje, buduje kosztorys stworzenia filmu pełnometrażowego na podstawie Legend Polskich, ale wszystko zależy od ludzi, sam osobiście chętnie poszedłbym na film z tego cyklu, bo praca jest na światowym poziomie i tak bliska naszej kultury, przedstawiona w współczesny sposób że chyba lepiej się tego nie da. Jestem pewien że gdyby taki film by powstał, podbiłby nie tylko polskie kina, ale także kina pozostałych krajów słowiańskich. Taki film byłby oglądany latami w telewizjach.

Wszelkie szczegóły i materiały filmowe w oryginale przedstawiane są tutaj: http://legendy.allegro.pl/

 

11b.jpg

Archeologia a poszukiwacze

Sam prywatnie mam mieszane uczucia co do tej sprawy, bo z jednej strony prawo polskie jest bardzo surowe że to co pod ziemią należy do Państwa Polskiego, a z drugiej strony nie ma wolności wolnych poszukiwań archeologicznych. Należałoby znaleźć złoty środek oraz poprawić kulturę u amatorskich poszukiwaczy. Bo co złego jest z szukaniem metalowych guzików po II WŚ? Albo tych co szukają resztek żelaznych mieczy po bitwie wojów 1000 lat temu? Nic, jeżeli taka osoba mogłaby się pochwalić znaleziskiem bez kary, że zostanie mu przedmiot bez nagrody odebrany. Zarazem że szuka skarbów w postaci złota, a pomijając lub niszcząc bez żadnej dokumentacji jeszcze cenniejsze przedmioty które mogą skrywać dla naukowców dużo więcej informacji niż złota moneta czy zardzewiały mieczyk.

Dlatego wpieram apel archeologów dotyczących nielegalnej degradacji obiektów historycznych oraz często obiektów które są grobami. A nie wiem czy ktoś z tych ludzi chciałby aby w przyszłości ktoś rozkopywał grób ich rodziców, dziadków w poszukiwaniu paciorków?

Niszczenie kurchanów lub innych miejsc gdzie żyli nasi przodkowie 1000 lat temu to zawsze miejsce na znalezienie potencjalnych dowodów na istnienie bardziej rozwiniętej kulturowo cywilizacji niż przedstawiana jest w książkach. Oraz często mogą zostać znalezione figury związane z wiarą przodków które rozwiązują wiele dyskusji.

Archeologia to ciężki zawód, to nie tylko grzebanie w ziemi, ale zawodowi archeolodzy zamiast tępić poszukiwaczy zabytków powinni wchodzić z nimi współpracę bo często to oszczędzi czas i pieniądze obydwóch stron.

normal_e4d3f_wykopaliska_fot._robert_drayton_geograph.jpg
„Burdel macie w tym swoim archeo” cytat z filmu

Dalej przedstawiam apel Stowarzyszenie Naukowe Archeologów Polskich Oddział w Warszawie:

Coraz częściej słyszymy taką narrację:
– mamy spór poszukiwacze – archeolodzy
– archeolodzy bronią swej domeny zarobkowej, a nie dobra zabytku czy też dziedzictwa
– archeolodzy to „beton” nie rozumiejący praw obywateli do zajmowania się poszukiwaniami, itp.

Chcielibyśmy pokazać na przykładzie, czym jest nasza troska o zabytki archeologiczne jako depozytu dziedzictwa społecznego, źródła poznania przeszłości minionej i dlaczego spersonalizowane w pewien sposób problemu masowych zniszczeń zabytków archeologicznych i mówienie przy tym o sporze archeolodzy-poszukiwacze według nas nie dotyczy w ogóle problemu.

Archeolodzy opisali zadokumentowany zabytek z nadzieją, że pozostanie on zasobem dziedzictwa wspólnego. Zatem problem dotyka nie archeologów, mnie, kolegi, profesora czy docenta – w efekcie wszyscy pozbawiani jesteśmy dziedzictwa.
Jeśli Ci którzy dokonali dramatycznych jak widać na zdjęciu zniszczeń, nazywają siebie – poszukiwaczami – to doprawdy niewłaściwe gdyż znamy wiele osób poszukujących naszego wspólnego dziedzictwa w zgodzie z prawem i dla pożytku nas wszystkich.

Nie chodzi tu zatem o spór archeolog-poszukiwacz. Raczej o to, że dewastowane są źródła archeologiczne, historyczne ważne i być może jedyne dla poznania przez nas wszystkich historii czy też okresów wcześniejszych i my o tym mówimy w imieniu – społecznym.
Ogłaszanie, że mamy obecnie spór archeolodzy-poszukiwacze wynika z braku zrozumienia zarówno znaczenia badań naukowych (metodami archeologicznymi), celu poznania i wartości źródeł archeologicznych.

Mamy obecnie, według nas, problem masowego niszczenia źródeł archeologicznych, łamania prawa i braku poszanowania dobra wspólnego.
Zdjęcia przedstawiają zniszczenia dokonane przez nielegalnych poszukiwaczy zabytków na cmentarzysku kurhanowym ludności kultury łużyckiej, znajdującym się w południowej części woj. lubuskiego. zdjęcia z lat 2006-2012, zdjęcia LIDAR ukazujące zniszczenia – dołki czy też „wykopki” z 2011 r. Stanowisko monitorowane obecnie przez archeologów i Policję.

Poniżej komentarze:

J. Dziedzic: Te dewastacje to efekt konserwowania komunistycznego ustawodawstwa według którego każdy artefakt znajdujący się w ziemi jest własnością państwa. Gdyby ustawodawstwo było ucywilizowane a odnaleziony artefakt należał do znalazcy i właściciela gruntu z obowiązkiem wykonania dokumentacji, zgłoszenia nadzorowi i prawem pierwokupu przez państwo to nie mówilibyśmy o dewastacjach a nauka by kwitła.

 

Paweł Zawisza: Nie wiem czy śledzicie grupy ,,hobbystyczne” exploratorów chociaż myślę że tak … Sam jestem członkiem takiej grupy mimo że jestem w sumie dektorysta w spoczynku ze względu na pracę i uwierzcie mi że jest bardzo duża grupa ludzi którzy kochają to hobby ale nie ze względu na przypuszczalnie zyski jakie to ze sobą niesie a sam fakt odkrywania historii i chęć dzielenia się nią z innymi, bo w końcu to przecież o to chodzi by zachowywać tą historię dla pokoleń. Niejedno krotnie administratorzy takiej grupy wrzucają dla pozostałych członków grupy linki z miejscami archeologicznymi z dosadna informacja by unikać tych miejsc w trakcie poszukiwań! Problemem może być na pewno explorator który trafi na stanowisko archeologiczne nie znane dotychczas nikomu ponieważ nieświadomy może niestety zniszczyć cenne przedmioty (najczęściej nie z metalu bo takich wykrywacz nie widzi)… Piszę to bo może rozwiązanie problemu nie jest walka z poszukiwaczami amatorami tylko próba nawiązania współpracy! I jeśli nawet prawo nadal nie będzie dla poszukiwaczy przychylne to wy jako archeolodzy którym powinno zależeć na tym by przedmioty historyczne przetrwały (nawet jakby miały być w rękach prywatnego poszukiwacza), dlatego według mnie zamiast krytykować i rzucać mięsem w poszukiwaczy powinniście podjąć próbę jakieś edukacji nawet na forach internetowych czy grupach spolecznosciowych… Jestem pewien że taką formą podejścia do sprawy dała by wam dużo więcej korzyści niż ciągła krytyka…

Dominik Lorek: Problem jest taki, że urzędnicze łby, nie rozumieją problemu. Poszukiwaczy trzeba edukować, a nie walczyć z nimi. W Polsce przepisy są tak absurdalne, że wiele zabytków, pdzepada. Dajmy przykład moją miejscowość. Od lat w miejscu starych traktów, poszukiwacze szukają i kopią coś. Nw co, ale tak często, to by raczej nic nie szukali, jak by nic nie było. Co się z tym czymś znalezionym stało? Mimo, że kopią na terenach, ktore są zryte ciężkim sprzętem(jakies uprawy), który niszczy warstwy, to oni nic nie mogą oddać, bo grozi im kara za zniszczenie (zniszczonych) warstw archeologiczbych.Gdyby coś oddali w odpowiednie miejsce (pewnie bez zbaleznego) to by o tym w mediach było. Aż się kurde płakać chce, że coś znika bezpowrotnie. Organy nie są w stanie kontrolować tak ogromnego obszaru kiedyś waznego polskiego miasta. Kolejna kwestia-poszykiwacze z okolic np Tarnowa, znajdują na polaxh monety. I tak szukają, i tak. Tyle że kasę mają ze sprzedaży komuś, a nie za znalezienie i oddane do badania, muzeum itp. Problem trzeba rozwiązać, a nie prerzucac się oskarzeniami. Ja wiem, że wiedzy nie mam jak robić coś by nie zniszczyć, więc nie kopię. Ale nie każdy jest tak wielce honorowy i uczciwy. Z tymi innymi, trzeba coś normalnego zrobić. By dobrze nauczeni archeolodzy, mieli co odkrywać, również w mojej starej miejscowosci.

Wojciech Oksieńciuk: Dewastacja stanowiska archeologicznego jest bezsporna i naganna. Minęło już 10 lat od stwierdzenia faktu. Co robią archeolodzy i służby ochrony zabytków? Podnoszą „rwetes”, nadymają się, prężą muskuły, uruchamiają aparat przemocy państwa. Co powinni zrobić, aby działanie było skuteczne i rzeczywiście chroniło zabytki? Zlokalizować lokalną grupę poszukiwaczy. Przeprowadzić akcję uświadamiającą. Wykonać badania ratownicze. Włączyć poszukiwaczy do tych badań. Uczulić ludność lokalną. Wydać ulotkę i rozprowadzić ją w gminie i Kościele. Włączyć w grupy poszukiwawcze archeologów i kanalizować działania grup poszukiwawczych. Zmasowanie terroru państwa skutkuje jedynie głębszym ukryciem się dewastatora stanowiska archeologicznego. Edukacja, edukacja, edukacja! Niech SNAP włączy się w edukację, a nie popiera grupę archeologów [starszych datą urodzenia] w pogłębianie terroru przeciwko wszystkim poszukiwaczom. Nie wszyscy poszukiwacze to przestępcy, część z nich chce działać legalnie we współpracy z archeologami, tak jak pod Grunwaldem.

Natalia Ryczkowska: No tak. Myślicie, że robota archeologa jest taka prosta i przyjemna.Otóż nie. Wykopaliska to zaledwie UŁAMEK pracy. Najwyżej kilka miesięcy w terenie podczas sezonu. A potem? Ceramika do kufra i po robocie? Nie. Namierzanie WSZYSTKICH zabytków, stratygrafia, liczne badania geofizyczne i inne cuda wianki to standard. Potem przychodzi czas na czyszczenie, katalogowanie i opracowywanie wszystkich zebranych materiałów. A proszę uwierzyć, że wklepanie do komputera danych technologicznych kilku tysięcy skorup samej ceramiki jest zajęciem nie tylko monotonnym, ale też cholernie czasochłonnym. Trzeba wszystko skatalogować, opisać. Wysłać setki próbek do różnych laboratoriów. Bądźmy szczerzy, praca archeologa to w większości siedzenie przed komputerem i próba wyciągnięcia odpowiednich wniosków. Zrekonstruowanie danego stanowiska. I to nie jest tak, że w dwa lata przebadamy wszystko. Nie. Niektórzy siedzą na danej osadzie dziesięć lat i nadal zbierają wnioski. I serio? Mówicie o pieniądzach? Z każdym kolejnym rokiem studiów utwierdzam się w przekonaniu, że rodzice będą musieli dopłacać mi do czynszu. Poza tym… Można i kopać na danym stanowisku i trzydzieści lat, ale jeśli się nie opublikuje badań, to tak naprawdę to był stracony czas.

A teraz proszę mi powiedzieć ilu poszukiwaczy opublikowało swoje znalezika? Ile przesłaliście próbek do badań?

Na litość boską! Archeologom nie chodzi o paciorki, zapinki czy sterty potłuczonych garów. Nam chodzi o to, żeby za pomocą tych przedmiotów poznać przeszłość ludzi. Ot tyle i aż tyle.

Marcin Marciniewski: Na marginesie dyskusji podzielę się swoim doświadczeniem. Jako amator wystarałem się o pozwolenie na prace powierzchniowe i po ich zakończeniu wszystkie zabytki przekazałem konserwatorowi. Zaległy od 5 lat w magazynach i nie mam prawa przeprowadzić w oparciu o znaleziska żadnych badań (bezinwazyjnych, pod nadzorem, etc) Oficjalna archeologia w mojej ocenie bezprawnie zawłaszcza sobie wszelkie prawa do badań naukowych nad zabytkami i szkodzi tym samym rozwojowi tej dziedziny. W mojej ocenie wymaga modernizacji, bo dawno się zakorkowała i jest szkodliwie hermetyczna i zwyczajnie nie wydolna.

Tak podsumowując:

Może nasi archeologowie czekają na wynalazki które przyśpieszą odkrywanie tego co kryje ziemia? Ale takie naprawdę szybkie i dokładne 🙂