Wcielenia królowej Wandy

Wanda - Deotyma
Na blogu.polona.pl pojawił się artykuł o Wandzie, legendarnej królowej, dlatego też robimy przedruk na naszej stronie. Acz warto wspomnieć że autor zapomniał (lub nie doszukał się) zasięgnąć do autorki Jadwigi Łuszczewskiej piszącą pod pseudonimem Deotyma,  i jej dramacie „Wanda” z cyklu Pieśni Polskie w której to opowiada o losach nieszczęsnej Wandy.

______________________

Choć to Wincenty Kadłubek na początku XIII w. jako pierwszy wprowadza Wandę na karty polskiej historiografii, dopiero późniejsi autorzy doprowadzili jej legendę do znanego powszechnie kształtu: opowieści o bajecznej słowiańskiej władczyni, która na czele wojsk przegania niemieckiego adoratora, a później dramatycznie kończy w wiślanych odmętach.

wanda1-552x754
Późnobarokowy imaginacyjny portret królowej Wandy jako polskiej władczyni z VIII wieku.

Rządy królowej Wandy były według Kroniki polskiej Kadłubka pełne rozwagi i dobrobytu. Monarchini kontynuowała politykę swojego ojca, znanego z roztropności Kraka. Było wprawdzie o krok od nieszczęścia, bo za panowania Kraka poddanym dawał się we znaki żarłoczny potwór – sławny wawelski smok. Poczwarę zgładzili synowie władcy, ale młodszy z nich nie chciał później podzielić się władzą z bratem i zabił go potajemnie. Gdy bratobójczy grzech wyszedł na jaw, utracił koronę i został skazany na banicję.

24625857-29-552x262
Późnobarokowy imaginacyjny portret królowej Wandy jako polskiej władczyni z VIII wieku.

Tam, gdzie zgładzono smoka, powstało miasto nazwane od imienia władcy „Grakchovia”. Kronikarz dodaje, że „niektórzy nazywali je Krakowem od krakania kruków, które zleciały się tam do ścierwa potwora” (przeł. B. Kürbis). Senat, możni i lud czuli ogromny sentyment do rządów Kraka, uznali zatem jego jedyną córkę Wandę za prawowitą następczynię i obrali ją swoją królową.

24625857-30-552x212
Późnobarokowy imaginacyjny portret królowej Wandy jako polskiej władczyni z VIII wieku.

Tantus autem amor principis senatu proceres, vulgus omne devinxerat, ut unicam eius virgunculam, cuius nomen Vanda, patris imperio surrogarent – „Tak wielka zaś miłość do zmarłego władcy ogarnęła senat, możnych i cały lud, że jedynej jego dzieweczce, której na imię było Wanda, powierzyli rządy po ojcu” (przeł. B. Kürbis).

Nową władczynię wyróżniała nie tylko roztropność, ale i niesłychany wdzięk oraz piękna postać, a „najokrutniejsi spośród wrogów łagodnieli na jej widok” (przeł. B. Kürbis). Gdy pewien alemański książę, bynajmniej nie w celach matrymonialnych, ruszył na jej ziemie ze swoimi wojskami, monarchini nie zlękła się i zdecydowała bronić młodego państwa. Gdy stanęła naprzeciw nieprzyjacielskich wojsk, dziwny blask onieśmielił srogich najeźdźców. Ci w niejakiej konsternacji odrzucili broń, nie chcąc walczyć z tym świetlistym bóstwem. Wódz ich, jak mówi Kadłubek „tknięty udręką miłości czy oburzenia”, rzucił się w gniewie na miecz i tak zakończył swój żywot. Był jednak zapobiegliwy, bo zanim popełnił samobójstwo, rzucił klątwę na lud Wandy, każąc mu się starzeć pod niewieścimi rządami na wieki.

361781-47-552x622
Późnobarokowy imaginacyjny portret królowej Wandy jako polskiej władczyni z VIII wieku.

Może to klątwa nie pozwoliła mieć Wandzie dziedziców, a może już wcześniej królowa przedkładała dziewictwo nad małżeństwo – kronikarz tego nie precyzuje. Zmarła bezpotomnie osierociwszy swoje państwo, które na długi czas pogrążyło się w chaosie bezkrólewia. Według mistrza Wincentego od imienia Wandy wzięła się nazwa rzeki Wandal, a poddany jej lud określono zaś mianem Wandalów. To stwierdzenie Kadłubka miało niebagatelną wartość, bo pozwoliło umocować tworzone przezeń legendarne dzieje państwa i narodu w rzeczywistości opisywanej przez starożytnych autorów, a zatem łączyć „rodzime” historie z korpusem tekstów antycznych, skąd pochodziła większość ówczesnej wiedzy.

Nie wiadomo, czy przypisać historię Wandy inwencji Kadłubka, czy też jego erudycji – niewątpliwie jednak krakowska heroina będzie po wielokroć wracać na karty dziejopisarstwa. Prapolską królową spotykamy znowu w anonimowej Kronice wielkopolskiej. Dowiadujemy się rzeczy nowych: słowo „Wanda” ma być odpowiednikiem łacińskiego hamus, oznaczającego wędkę. Tak rozumiane imię nabiera nowego znaczenia – niezwykły powab władczyni działa niczym wędka na wszystkich dokoła. Nic więc dziwnego, że alemańskiemu najeźdźcy autor Kroniki wielkopolskiej (koniec XIII w.) dopisuje nową motywację do ataku na państwo Wandy: królowa konsekwentnie odrzucała zaloty, czym doprowadziła zakochanego desperata do zbrojnego natarcia. W tej wersji legendy Wanda nieco straciła blask, bo broniła się bardziej namacalnym argumentem siłowym w postaci odważnych zastępów. I znowu alemański władca, targany już to miłością, już to oburzeniem, przeklął lud Wandy tymi samymi co u Kadłubka słowy, po czym rzucił się na ostrze miecza. Wanda odniosła zwycięstwo, ale za swój sukces musiała zapłacić bogom najwyższą cenę i rzucić się w nurt rzeki. W tym przekazie znajdujemy więcej logiki w etymologicznym dowodzie – od Wandy wzięła swoją nazwę rzeka Wandalus, czyli Wisła, bo królowa utonęła w jej wodach; takiego powiązania próżno szukać w przekazie Kadłubka.

9908500-34-552x685
Późnobarokowy imaginacyjny portret królowej Wandy jako polskiej władczyni z VIII wieku.

Podobną redakcję tej opowieści daje również Jan Długosz w swoich Rocznikach (druga połowa XV w.). Niemiecki adorator zyskuje też u krakowskiego dziejopisa imię i staje się księciem Rytygierem. Odmowa Wandy nabiera z kolei honorowego wymiaru: jakże mogłaby bowiem przyjąć awanse władcy kraju, który tak często napadał na jej królestwo? Za Kadłubkiem przyjmuje jednak Długosz, że przyczyną poddania się alemańskich oddziałów była nie liczebność wojsk królowej, a niezwykła piękność jej oblicza. Wanda zauroczyła więc swojego wroga w sposób bez mała magiczny – nie miecz, a jej urok, niczym dar od samej Wenery, pokonał najeźdźcę. Podobnie jak w Kronice wielkopolskiej Wanda płaci jednak za swoje zwycięstwo życiem, oddając się bogom w ofierze i ginąc w wiślanej toni.

W wiek szesnasty redakcję Długosza, kompilującą dwie wcześniejsze, przeniósł Maciej Miechowita, który przyczynił się mocno swoją Kroniką polską (1519) do ugruntowania legendy o sarmackim pochodzeniu Polaków. Ze zbliżonego źródła najpewniej korzystał też Bartłomiej Paprocki w Gnieździe cnoty (1578), dokonując zgrzebnego opisu dziejów polskich za pomocą krótkich wierszowanych form. Jeden utwór poświęca także Wandzie:

Wydawca wykorzystał zresztą do zilustrowania dzieła Paprockiego te same ryciny, które towarzyszyły wcześniej jednemu z wydań dzieła Miechowity.

Jeszcze inne wcielenia Wandy przynosi wiek dziewiętnasty. Legendarna królowa i jej dramatyczny los doskonale pasował do romantyczno-sentymentalnej wizji średniowiecza. W 1807 roku wystawiono w Warszawie anonimową tragedię w pięciu aktach pt. Wanda. Sztuka zyskała ogromne powodzenie, chwalił je nawet Ludwik Osiński, tuz ówczesnego środowiska teatralnego. Tekstu nie wydano jednak drukiem przez długi jeszcze czas – być może nie chciała tego sama autorka, którą okazała się Tekla Łubieńska. Dramatopisarka, zgodnie z obowiązującym wówczas smakiem, uczyniła postać Wandy jeszcze bardziej tragiczną – bohaterka odrzuca awanse Rytygiera (czynione i przez posłów, i zbrojnie), bo obawia się, by poślubienie Niemca – choć tak dzielnego i mądrego – nie stało się zagrożeniem dla polskiego umiłowania wolności. Po zwycięstwie nad wrogimi oddziałami – zgodnie z brzmieniem legendy – zabija się w dziękczynnej ofierze. Wyznaje jednak przy tym, że odwzajemnia namiętne uczucie, które kazało niemieckiemu księciu nacierać na krakowskie ziemie. Tak Wanda Łubieńskiej stała się ucieleśnieniem chętnie eksploatowanego przez romantyków konfliktu między obywatelską powinnością a osobistym afektem.

6029729-73-552x303
Późnobarokowy imaginacyjny portret królowej Wandy jako polskiej władczyni z VIII wieku.

O ile Wanda jedynie dowodziła swoimi oddziałami (co jest już, prawdę mówiąc, niemałym dowodem śmiałości średniowiecznej niewiasty), o tyle jej literacka krewna, czyli Grażyna z poematu Adama Mickiewicza (1823), nie tylko podjęła się roli dowódczej, ale i sama chwyciła za broń. Pod nieobecność swego książęcego małżonka Litawora, a w obliczu krzyżackiego natarcia, Grażyna wdziała zbroję – co było jej na rękę, bo uniemożliwiło rozpoznanie jej postaci – i w polu bitwy siekła szablą jak najmężniejszy rycerz, poniósłszy równie rycerską śmierć.

O ile Wanda jedynie dowodziła swoimi oddziałami (co jest już, prawdę mówiąc, niemałym dowodem śmiałości średniowiecznej niewiasty), o tyle jej literacka krewna, czyli Grażyna z poematu Adama Mickiewicza (1823), nie tylko podjęła się roli dowódczej, ale i sama chwyciła za broń. Pod nieobecność swego książęcego małżonka Litawora, a w obliczu krzyżackiego natarcia, Grażyna wdziała zbroję – co było jej na rękę, bo uniemożliwiło rozpoznanie jej postaci – i w polu bitwy siekła szablą jak najmężniejszy rycerz, poniósłszy równie rycerską śmierć.

59453374-279-552x560
Scena śmierci Grażyny, konającej w objęciach męża Litawora; z ręcznie kolorowanego dziewiętnastowiecznego wydania poematu.

Z czasem legendarna Wanda traci zacięcie do wojaczki. W komiksie Wanda leży w naszej ziemi Kornela Makuszyńskiego i Mariana Walentynowicza (1938) królewska powinność nakazuje jej znaleźć męża. Marzy jej się tajemniczy rycerz, który rozprawił się wcześniej ze smoczą bestią, ale nie sposób go odnaleźć, choć zostawił po sobie łabędzie pióra, niemal jak Wagnerowski Lohengrin. Zamiast wyczekiwanego bohatera tęskna Wanda zobaczy pod bramami Krakowa tylko krwiożerczego Rytygiera. Pokorna monarchini, nie chcąc rozlewać krwi, by bronić się przed niechcianym małżeństwem, widzi tylko jedno rozwiązanie, którym jest usunięcie się z politycznej sceny i skok do Wisły. Fabularnie górę bierze jej tragiczny koniec, a nie mężny opór.

59276366-11-552x711
Dziewiętnastowieczna litografia według obrazu Maksymiliana Antoniego Piotrowskiego, „przedstawiająca Wandę, ten mit pogański zawsze tak świeży w wyobraźni narodu, a tak z jego życiem zrosły, że nawet badania historyków chcących nam go odebrać, przeszły bez odgłosu”.

A pazur czai się czasem tam, gdzie najmniej się go spodziewamy – silną władczynię stojącą na czele prapolskich wojsk łatwiej było sobie wyobrazić naszym przodkom. Wanda realizuje topos rycerskiej kobiety tak silnie obecny w dawnej kulturze od asyryjskiej królowej Semiramis (której historię omawiają jako paralelną do opowieści o Wandzie biskupi Jan i Mateusz w Kronice polskiej Kadłubka) po późniejsze wcielenia tej samej figury – owianą legendą Joannę d’Arc, Armidę z Jerozolimy wyzwolonej Torquata Tassa czy wreszcie waleczną Mickiewiczowską Grażynę.

3742358-17-552x534

Źródło: http://blog.polona.pl/2016/09/wcielenia-wandy/

2016.09.26

Reklamy

Ostatni poganin z Jawornika – śladami potężnego Orgoňa

Głęboki Słowacki las, którym kryje się tajemnicza historia pogan może cię zaskoczyć.

W pięknych górach słowackich Javorniki, jest miejsce które wielu mieszkańców pełni nie zrozumieją o nazwie – Orgoňova Kyčera (Orgonowy Kiczor) . Kiczor, Kyčera to nazwa wołoska oznaczająca górę porośniętą lasem.

Orgon to tajemniczy pogański bohater, który spędził w tym miejscu swoje życie walcząc z wrogiem  jakim był nieunikniony nowy porządek świata.

83eb2a5929bcb5f3e8c2c00b3440decd.jpg

Beautiful Javorníky.

Człowiek który nie chciał się poddać

Orgoň_Averz_ČB-292x300.jpgOrgon był starym człowiekiem poświęcony pogańskiej tradycji swoich przodków. Kiedy chrześcijaństwo zaczęło się rozprzestrzeniać wśród społeczeństwa wokół niego, postanowił spakować rodzinę i najbliższych towarzyszy, i przenieść się gdzieś, gdzie mogliby żyć w preferowany przez nich sposób życia.

Osiedlili się położonym na stromym zboczu pobliskim szczycie, znany później jako Orgoňowy – życie nie było tam łatwe. Las wokół był gęsty, ciężka do uprawy gleba, zimy były długie i zimne. Ale najgorszym wrogiem był monarcha, który niestrudzenie wysył misjonarzy i celników co pchało Orgona i jego ludzi do granic możliwości.

Odszedł z burzą

LightningDevilsTower.jpg
Według legendy, Orgon ofiarował samego siebie jako ofiarę dla Peruna, potężnego boga burzy.

Bez względu na to, jak ciężko Orgon próbował, zmiana była nieunikniona. Dzieci szybko zaczął pragnąć łatwiejsze życie w szerszym społeczeństwie. Chcieli poznać kuszącą sztukę pisania i czytania, od przychodzących misjonarzy. Zaczęli się żenić chrześcijanami z okolicznych wsi i konwertować do ich religii. Sen Orgoňa się skończył. Nawet potężni bogowie jak Perun, Swaróg, Weles czy Świętowit wydawałoby się że już odchodzą, nieważne jak wielkie ofiary składał Orgon. Staruszek poczuł się zdradzony, opuszczony i bezużyteczny w nowym świecie tak bardzo wzgardzonym. A potem, pewnej nocy zimnej i deszczowej,  podczas najgorszej burzy jaką widziano kiedykolwiek wcześniej, Orgon zniknął na zawsze.

Plotki zaczęły rozprzestrzeniać się, że uparty stary poganin postanowił spróbować ostatnią rzecz możliwą do odwrócenia biegu historii – ofiarował się jako ofiara dla wszechmogącego Peruna, boga błyskawic i grzmotów. Historia uczy, że nic to nie pomogło i wraz Orgonem poganie w Javorníky zniknęli na zawsze.

Jednak jest coś, co przypomina nam o tym człowieku i jego wierze nawet dzisiaj – tajemniczy zapis runiczny wyryty na skałach na szczycie obecnie znany jako Orgoňova Kyčera.

 

20-1-758x561.jpg

19-794x1024.jpg

Sam zobacz

Jeśli kiedykolwiek odwiedzisz Jaworniki (miejscowość znajduje się w północno-zachodniej części Słowacji, na granicy z Czechami), nie należy przegapić szansy zobaczenia ostatniego bastionu Orgoňa. Najkrótsza trasa do Orgoňowej Kiczery rozpoczyna się w miejscowości o nazwie Horná Maríková. Najlepiej idąc żółtym szlakiem od przystanku autobusowego obok urzędu gminy.

10603801_473549206115903_7928764456507574248_n.jpg

Na malowniczym szlaku aż do lasu zobaczysz, piękne stare drewniane domy, wiele z nich porzucone dawno temu. Który wkrótce będzie łączyć się z niebieskim szlakiem turystycznym, który doprowadzi Cię prosto do szczytu Orgoňova Kyčera, która leży jakieś 960 metrów nad poziomem morza. Można podziwiać piękne widoki na otaczającą przyrodę w leśnych odstępach. Lub iść za tradycją Orgoňa i zostawić kilka zapisów tutaj – oczywiście nie trzeba niczego rzeźbić  w skałach, ponieważ jest konwencjonalna księga gości umieszczona specjalnie do tego celu.

Jednakże, jeśli chcesz zobaczyć tajemnicze runy Orgoňa, musisz przygotować się do pracy detektywa/archeologa,  bo skały zwane Šúvalky, są obecnie pokryte grubymi warstwami mchu.

10659440_473549149449242_7777003361494656780_n.jpg

 

 

Javornky-Orgon-Pagan-2.jpg

Źródło oryginalne: http://www.slavorum.org/the-last-pagan-of-javorniky-in-the-footsteps-of-mighty-orgon/

Author: 

Tłumaczenie: Lechosław Siewierski, Słowianie i Słowianowierstwo

Rokita – strażnik mokradeł

Ilustracja powstała dzięki wsparciu internautów w serwisie Bogowie Polscy – otwiera nie kto inny jak sam Rokita.

bogowie_polscy-Rokita.jpg

W polskich wierzeniach ludowych Rokita to strażnik mokradeł oraz sprawca bagiennych mgieł zwanych także mlekiem. Zwykle rezyduje nad wodą lub w pobliżu dróg i grobli. Zamieszkuje wnętrze starej wierzby stanowiącej w wierzeniach – podobnie jak wszelkie mokradła i lasy – bramę do zaświatów. W zaklęciach ludowych proszony jest, szczególnie przez czarownice, o obfitość mleka u krów. Wierzono iż potrafi przybierać postać kota. W tradycji szlacheckiej znany również jako Rokicki. Znany na terenie całej Polski, wymieniany w licznych dokumentach z procesów o czary, bohater wielu podań i legend. W podaniach późniejszych wędruje po świecie, gdzie wraz z Borutą staje w obronie ludzi w potrzebie. Na ilustracji Rokita z rogatywką, szablą i w tradycyjnej sukmanie łysogórskiej.

Wspomniana mleczność krów była w wierzeniach ludowych sprawą niezwykle ważną. W obliczu nieustannie grożącego głodu urastała wręcz do rangi ludowej obsesji. Nie dziwi więc cały zakres wierzeń w tym temacie. Znane są zaklęcia czy też wręcz modły kierowane do Rokity jako patrona mleczności i nabiału, funkcjonujące także jako przysłowia kuchenne. Wiadomo, iż w Zielone Świątki, w trakcie obrzędu zbierania rosy, czarownice napotkawszy krzaczastą wierzbę-rokitę targały nią mówiąc do Rokity:

„Rokita, daj mleka,
oddaje ci duszę i ciało,
bo mi się mleka zachciało.”

Zapewne od powyższego zaklęcia pochodzi to przysłowie-wierszyk kuchenny:

„Był sobie raz diabeł Rokita
I przyszła do niego kobita
Oddaje mu duszę i ciało
Bo jej się mleka zachciało.”


W okolicach Olkusza Rokita znany jest z kolei jako sprawca zalania tamtejszej kopalni kruszców. Jak głosi lokalne podanie: „… jeszce za Śwedów, w samą Wielką Niedzielę zachciało się diabłu Rokicie przenieść kościół razem z ludem furt na Sikorkę, skarby zaś [leżące pod kościołem] sobie zabrać. Skarbnik ostrzegł górników, żebyk nie dali diabłu rządzić się świętym miejscem. I górniki nie dały. […] Rokita się zgniewał i peda: – Nie kceta dać skarbów spod kościoła, to i same nie będzieta mieli, i zalał, psia wiara, kopalnię wodą z Wisły, a piaskiem zamulił okrutnie. Dzisiok to ci takie czarne wody tam stoją, jak diabelska smoła, a głębokie aż do samego piekła”.

Rokita to także wojownik. W okolicach podkarpackiego Domaradza Rokita znany był jako swego rodzaju odpowiednik Janosika, zbója mieszkającego na wzgórzu w lesie Rokitne. Rabował on bogatych kupców, a odebrane im towary oddawał biednym mieszkańcom okolic jego siedziby.

Autor ilustracji: Kazimierz Perkowski (2015).

Więcej informacji: „Diabeł w kulturze polskiej. Szkice z dziejów motywu i postaci”, Michał Rożek, Warszawa-Kraków 1993.

Skąd się wzięły czarownice – legenda o pierwszej wiedźmie w słowiańskim świecie

jaga-i-zywa

Zdarzyło się to dawno, dawno temu, niedługo po stworzeniu świata. W małej wiosce otoczonej gęstymi lasami pomieszkiwała z rodzicami młoda dziewczyna. Źródła nie podają niestety jej imienia, ale wiadomo, że była bardzo rozumna i sprytna, a przy tym nad wyraz piękna i powabna.

Razu pewnego, o bladym świcie, niewiasta wybrała się do lasu nazbierać grzybów. Ledwo tylko zdążyła opuścić wioskę, przemierzyć pole i między drzewa się zagłębić, zerwał się wiatr okrutny, a z nieba polały się strugi deszczu. Szukając schronienia przed ulewą dziewczyna zatrzymała się pod rozłożystym drzewem. A jako że dzień wstawał ciepły i słoneczny, umyśliła zdjąć z siebie ubranie i schować je do koszyka na grzyby, żeby nie zmokło. Jak postanowiła, tak uczyniła i rozebrawszy się do naga, starannie złożyła odzienie i ukryła je pod drzewem w koszyku.

Po pewnym czasie, gdy deszcz przestał padać, roztropne dziewczę ubrało się i zagłębiło w las w poszukiwaniu grzybów. Nagle zza jednego z drzew wychynął kudłaty kozioł o sierści czarnej jak smoła i mokrej od deszczu, który po chwili przeobraził się w zgarbionego starca z długą, siwą brodą. Dziewczynie szybciej serce bić poczęło, rozpoznała bowiem w starcu Welesa, boga magii, zjawisk nadprzyrodzonych i zaświatów.”Nie lękaj się„, rzekł Weles, dostrzegając strach w jej pięknych ciemnych oczach.

Chciałem tylko zadać ci pytanie – jakich czarów użyłaś, by pozostać suchą podczas takiej ulewy, jaka właśnie przetoczyła się nad lasem?

Rozumna niewiasta zastanowiwszy się chwilę, odrzekła: „Jeśli zdradzisz mi sekrety swojej magii, ja powiem ci, jak nie dałam się zmoczyć ulewie.

Będąc pod wrażeniem jej urody i wdzięku, Weles zgodził się nauczyć ją wszystkich swoich sztuk magicznych. Kiedy dzień chylił się już ku zachodowi, Weles zakończył powierzać pięknej dziewczynie sekrety, a ona opowiedziała mu, jak to zdjęła ubranie, schowała je do koszyka i ukryła pod drzewem, gdy tylko rozpętała się ulewa.

Weles zorientowawszy się, że został sprytnie oszukany, wpadł we wściekłość. Mógł
jednak winić tylko siebie. A młoda niewiasta, poznawszy w ten sposób tajemnice
Welesa, została pierwszą na świecie czarownicą, która z czasem mogła swą wiedzę przekazać innym.

Autor: Katarzyna Olimpia Koenig, 2003

 

Boruta i Boginki

Boruta to w wierzeniach staropolskich strażnik podziemnych skarbów oraz obrońca ludzi w potrzebie. Gdy jest to konieczne pomaga on ludziom wszystkich warstw społecznych, poczynając od prostego ludu po samego Króla Polski. Cecha ta jest szczególnie podkreślana w polskich wierzeniach dworskich i ludowych. Równocześnie Boruta nie stroni jednak od wielkiego zamiłowania do uczt, zbytków, psot i burzliwych romansów. Boruta słynie także z ogromnej siły i umiejętności przybierania dowolnej postaci, w tym zamożnego szlachcica, młynarza, czarnego konia, sowy, a nawet rogatej ryby. Mimo, że często zwany diabłem w rzeczywistości jego charakter – co należy podkreślić – ma niewiele wspólnego z cechami diabła chrześcijańskiego.

boruta.jpg
Trzecia ilustracja nowej serii – Boruta i Boginki.

 

 

 

Czytaj dalej

Jędza, Jędzyna

jedza

Lud wyobrażał sobie Jędzę w postaci brzydkiej, wysokiej i chudej baby. Jędza bardzo często nazywana była Jędzyną, obie wersje słowa bardzo często można było usłyszeć na polskiej wsi. Wierzono, że Jędza wysysa krew z dzieci. Jednak nie w samym wysysaniu się specjalizowała. Jędzyna nie lubiła dziatwy, która posturą przypominała ją samą, więc pochwyciwszy dziecię tuczyła je różnymi przysmakami i łakociami. Po utuczeniu zjadała je na surowo lub jako pieczeń.

Prości ludzie byli przekonani, że Jędza porywa dzieci zbłąkane w lesie. Zagubionym maluchom ukazywała się chatka cała z piernika. Zła wiedźma serdecznie zapraszała do swego mieszkania wszystkie pociechy. Następnie tuczyła je, zabijała, no i zjadała.

Podanie o jędzy do dzisiaj jest bardzo mocno zakorzenione w kulturze. Współcześnie mianem jędzy nazywa się kłótliwą, zgryźliwą kobietę. Powszechnie znane są określenia: „wygląda jak jędzona”, „zła jak jędza”.

Źródła podają, że Jędza mieszkała zazwyczaj nad wodą, którą, jeśli tylko chciały, mogły wypić jednym haustem. Jędzony tym różniły się od czarownic, że były istotami samodzielnymi i miały odrębne od ludzi cechy, te pierwsze często bywały po prostu zwykłymi kobietami. W powieściach gminnych Jędzony to często istoty chciwe dziecięcej krwi.

Źródło: O. Kolberg, Dzieła Wszystkie.

 

Ciota czyli czarownica

Ciota, jako nazwa dla określenia czarownicy, funkcjonuje jedynie w Wielkopolsce i na terenach nią sąsiadujących. Powstanie owej nazwy nie jest to końca jasne. Najprawdopodobniejsza hipoteza zakłada, że wyrażenie to zostało wprowadzone, aby uniknąć wymawiania niebezpiecznego słowa „czarownica”. Wybór nazwy CIOTA być może, był związany ze szczególnym zaangażowaniem się w praktyki magiczne starszych, niezamężnych kobiet, nazywanych po prostu mianem „ciotki”. Ludność wiejska termin CIOTA interpretowała jako „ciota, bo ciotka złego”. Cechą charakterystyczną dla ciot była między innymi przynależność społeczna. Gdyż ciotą nazywano kobietę, nie posiadającą majątku. Pochodziła ona zazwyczaj z gospodarstwa małorolnego, albo była robotnicą na majątku. Znamienna jest tutaj informacja uzyskana podczas badań terenowych od jednej z kobiet, która w przeszłości była uznawana za ciotę: „Jak się wzbogaciłam to ludzie przestali mi dokuczać”. Nie bez przyczyny uważano, że czary miały na celu nie tylko zniszczenie dobytku, ale także jego odebranie i przejęcie na rzecz sprawców.
Czytaj dalej