Ołtarzyk ze Świętowitem wisi w kącie

Droga do pogaństwa może prowadzić przez bibliotekę albo drużynę harcerską. W Peruna i Swarożyca wierzą i informatycy, i państwowi urzędnicy, i pracownicy korporacji
Na trawniku przed dawnym peerelowskim domem wczasowym – dziś ośrodkiem Prząśniczka – stoi w kręgu kilkadziesiąt osób. Niektórzy w dżinsach i T-shirtach, ktoś przyszedł w garniturze. Jednak kilka osób wyraźnie się wyróżnia.

Na przykład ci od stóp do głów ubrani na czarno, z długimi włosami i gęstymi brodami albo mężczyzna w pomarańczowej koszuli w czerwone swastyki. Inni wyglądają tak, jakby właśnie zeszli z planu filmu historycznego – są ruscy chłopi pańszczyźniani, druidzi, średniowieczna dwórka i wygolony na zero facet w sukmanie do kolan.

Krąg wielki i mocny

– Naturalnym rytmem matka ziemia Mokosz zapada dzisiaj w sen, aby obudzić się w czas wiosenny – mówi wysoki mężczyzna z włosami spiętymi w kucyk.

– Następuje czas kontemplacji, w którym spotykamy się z naszymi bogami. Czas, gdy krzeszemy święty ogień, który zapłonie i ogrzeje naszych przodków – kontynuuje kobieta z włosami do pasa w dwóch stylizowanych na średniowieczne sukniach (na wierzchu biała, pod nią bordowa) przepasanych krajką. – Stwórzmy krąg wielki i mocny. Aby nic, co złe, nie miało do nas dostępu!

Łysy mężczyzna dodaje: – Stwórzmy krąg, aby wszystko, co dobre, pozostało między nami.

Wszyscy krzyczą: – Stwórzmy krąg!

Ktoś woła: – Sława nam tu zgromadzonym!

Zebrani w kręgu powtarzają: – Sława nam!

Kobieta w dwóch sukniach podpala ognisko. Zebrani wzywają swoich bogów: Świętowita, Peruna, Swaróga, Mokoszę. To polscy poganie. Przyjechali na ogólnopolski zjazd do Łodzi. Do ogniska wędrują wino, chleb, kasza i mak w intencji porozumienia, bo poganie przyjechali tu, żeby się zjednoczyć.

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Żerca, czyli kapłan

Sobota, ósma rano. Po korytarzach Prząśniczki snują się poganie w piżamach. Wita mnie Ratomir Wilkowski, żerca, czyli słowiański kapłan Rodzimego Kościoła Polskiego. Drobny blondyn w okularach i granatowej bluzie z kapturem. – Nie jesteśmy, jak sądzą niektórzy, ludźmi, którzy półnago biegają po lasach – zastrzega.

Tłumaczy, że nazywanie go poganinem jest nieprecyzyjne, bo nazwa ta odnosi się do wszystkich religii niemonoteistycznych, np. wierzeń wikingów. – Kontynuacją przedchrześcijańskiej wiary etnicznej Słowian jest rodzimowierstwo – wyjaśnia. – Jest nas dwa tysiące.

Na zjeździe są wyznawcy z Wrocławia, Opola, ze Szczecina, z Warszawy. Wśród nich informatycy, urzędnicy państwowi, pracownicy korporacji, przedsiębiorcy i lekarze. Dlaczego wybrali dom wczasowy pod Łodzią, a nie szczyt Łysej Góry? – Żeby było blisko dla wszystkich – odpowiada żerca Wilkowski.

Kiedy rodzimowiercy schodzą na śniadanie (jajecznica i parówki), Ratomir Wilkowski opowiada o sobie: – Mam 40 lat, wykształcenie wyższe pedagogiczne, z żoną i dwójką dzieci mieszkam w okolicach Pruszkowa, pracuję jako informatyk w sektorze publicznym. I specjalnie się od pana nie różnię. Jeżdżę do pracy samochodem, oglądam telewizję, chodzę do kina, robię zakupy w marketach. Ale w niedzielę nie chodzę do kościoła. Jako żerca przewodzę obrzędom i dbam o pamięć o dawnej wierze. Obrzędy odprawiamy kilka razy do roku: godowe święto, jare święto, noc kupały, święto plonów, do tego dziady, czyli wspomnienie zmarłych. Dodatkowo święta rodzinne i wspólnotowe: postrzyżyny dla chłopców i kosopleciny dla dziewcząt (zaplecenie warkocza), czyli rytuał przejścia z dzieciństwa w młodość. Nie robiłbym tego, gdybym nie wierzył w słowiańskich bogów. W szkole średniej poszukiwałem duchowości. Dominujący system wyznaniowy do mnie nie przemawiał. Trafiłem na „Mitologię Słowian” Aleksandra Gieysztora. Nie powiem, że przeżyłem objawienie, bo w mojej religii nie ma czegoś takiego. Po prostu znalazłem wiarę, z którą mogłem się identyfikować.

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Jedyna słuszna religia

Zaczynają się prelekcje. – Z okrzykiem „Sława!” na ustach witam was wszystkich bracia i siostry – mówi Marcin Sadowski ze Związku Rodzimej Wiary.

A potem opowiada o polityce jedności w rodzimowierstwie. – Potrzebna nam choćby po to, żebyśmy mogli zorganizować pogański cmentarz – podkreśla. – Na razie pogrzeby zgodne z naszą wiarą, czyli ciałopalenie na powietrzu, są niedozwolone.

Pogańskie pogrzeby w Polsce należą do rzadkości. Jeden z lepiej zapamiętanych to pochówek nestora ruchu Lecha Emfazego Stefańskiego. Rodzina zdecydowała, że poprowadzi go ksiądz. Nie zabroniła jednak poganom przeprowadzić obrzędów na grobie.

Kolejny wykład. Dowiaduję się, że „rodzimowiercy są spadkobiercami jedynej słusznej religii, a mają najmniej praw”, że „jest jeden świat bogów i ludzi i jak umieramy, nie przechodzimy do innego świata”.

– Jesteśmy politeistami i wyznawcami religii naturalnej, która kształtuje się wraz z rozwojem danej grupy etnicznej. Nie tylko próbujemy odtworzyć i dostosować do współczesnej rzeczywistości wierzenia Słowian sprzed tysiąca lat, ale przede wszystkim jesteśmy ich kontynuatorami – tłumaczy żerca Wilkowski. – Jak oni wierzymy w Boga najwyższego oraz pozostałych bogów i boginie.

Domowy ołtarzyk

Rodzimowiercy mają przerwę obiadową (schabowe z ziemniakami i bukietem surówek). Dosiadam się do jednego z nich. W dowodzie ma wpisane Filip, ale prosi, żebym przedstawił go jako Gniewka. Dobija do czterdziestki, chodzi o kuli. Na szyi ma rzemyk z małą figurką. – To Świętowit Woliński. Wcześniej nosiłem lunulę, czyli zawieszkę w kształcie półksiężyca. Uznałem, że Świętowit to bardziej czytelny symbol mojej wiary. Ale poza tym Świętowitem nic mnie od pana nie odróżnia. Też jem kotlety. W mojej religii nie ma ograniczeń odnośnie do diety. Przed jedzeniem się nie modlę. Choć można powiedzieć, że się modlę, ale nie ma to wiele wspólnego z katolicką czy muzułmańską modlitwą. Dla mnie modlitwa to kontemplacja świata. Najczęściej zdarza mi się to na spacerze w lesie. Pojawia się myśl, jaki świat jest wspaniały. Patrzę na liść i widzę, że choć potrafimy tworzyć komputery, coś tak prostego i pięknego nam nie wychodzi.

Gniewko zdradza, że ma w domu ołtarzyk. – Wygląda jak drewniana półka nakryta białym obrusem – opisuje. – Na nim stoi drzeworyt Świętowita, obok metalowa miseczka. W niej składam ofiary. W listopadzie wsypuję do niej mak. Aż do wiosny w niej leży. Wiosną wysiewam go na grządkę.

Święte miejsca pogan

Chram Mazowiecki
Świątynia rodzimowiercza we wsi pod Pruszkowem z repliką posągu Światowida ze Zbrucza. Rodzimy Kościół Polski organizuje tu najważniejsze słowiańskie święta: godowe (21-22 grudnia), plonów (23 września), noc kupały (21-22 czerwca) i jare święto (21 marca).

Góra Ślęża
Ośrodek pogańskiego kultu solarnego. Na szczycie góry są fragmenty kamiennych wałów i posągi z symbolem ukośnego krzyża. Rodzimowiercy organizują tu obrzędy i wiece.

Łysa Góra
We wczesnym średniowieczu ośrodek kultu Słowian. Jego pozostałością jest wał w kształcie podkowy z IX-X w. otaczający szczyt.

Wolin
W średniowieczu był centrum kultu boga Trygława. W 1974 r. na wyspie odkryto cztery drewniane figurki czterotwarzowej postaci. Dla rodzimowierców Świętowit z Wolina jest jednym ważniejszych wyobrażeń boga.

Las Arkoński
Fragment Puszczy Wkrzańskiej w zachodniej części Szczecina. Nazwa nawiązuje do rugijskiej Arkony – ośrodka kultu boga Świętowita. Zachodniopomorscy rodzimowiercy spotykają się w nim kilka razy do roku na obrzędach.

Kasa pomocowa

Ołtarzyk ma także Luiza z Międzynarodowej Federacji Pogańskiej. Pochodzi z Mielca, mieszka w Warszawie. Skończyła stosunki międzynarodowe i filozofię na Uniwersytecie Warszawskim, zajmuje się przeprowadzaniem audytów.

Ołtarz urządziła na środku sypialni. To nakryty obrusem stolik. Na nim metalowa miseczka do spalania ofiar, naczynie z wodą, kadzidło i symbole, np. spirala Fibonacciego (matematyczne odwzorowanie muszli). – Symbol jest nieprzypadkowy, bo w pogaństwie chodzi o zrozumienie świata, który nas otacza – tłumaczy Luiza. – Mam mózg, mówię, abstrahuję. Zrozumienie prowadzi mnie do zachwytu. Że mam co jeść, że otacza mnie piękny świat, w którym wszystko współgra. Z tego poczucia rodzi się potrzeba wspólnoty. Czasem z przyjaciółmi poganami spotykamy się na piwie, kiedy indziej robimy ognisko. Czcimy konkretny moment. Na przykład to, że słońce jest w określonym miejscu na niebie.

W świecie Luizy panuje harmonia. – Wszyscy moi przyjaciele to poganie. Mój lekarz to poganin. Fryzjerka i farmaceutka także. Choć żyję w kraju katolików, czuję, jakby ich wokół mnie nie było. Jesteśmy samowystarczalni. Mamy nawet swoją kasę pomocową.

Najważniejsza świątynia

Kolejny wykład jest o znaczeniu węży w rodzimej wierze. Dowiaduję się, skąd rodzimowiercy czerpią wiedzę o bóstwach i tysiącletnich obrzędach. Prelegent zachęca do odwiedzania bibliotek i lektury fachowych publikacji etnograficznych i archeologicznych.

– Można powiedzieć, że w bibliotece zostałam rodzimowiercą – zwierza się Anna Kot, dla współwyznawców Lesza. To kapłanka, która w dwóch sukniach rozpalała ognisko przed Prząśniczką. Prowadzi stragan historyczny, z którym jeździ po Polsce. Jej mąż, też rodzimowierca, jest product managerem w międzynarodowej korporacji. – Kilkanaście lat temu trafiłam na górę Ślężę – opowiada Anna. – Zobaczyłam rzeźby i wały kultowe. Postanowiłam czegoś się o nich dowiedzieć. Poszłam do biblioteki, w ręce wpadła mi „Mitologia” Gieysztora. Dalej był Oskar Kolberg, Aleksander Brückner. Wchłaniałam wiedzę o wierzeniach i obyczajach Słowian jak gąbka. Znajomy zażartował kiedyś, że nasza najważniejsza świątynia to Biblioteka Narodowa.

Zdradza, że każdy obrzęd to indywidualny projekt. Najwięcej zaangażowania wymagają postrzyżyny, kosopleciny, śluby. – Zaczynam od rozmowy z osobami, które proszą o poprowadzenie uroczystości – mówi Lesza. – Słucham, czego potrzebują. Potem idę do biblioteki. Kilka dni czytam, potem zaczynam pisać. Bo nie chodzi o to, żeby wykonać parę gestów, tylko o bliskość z innymi ludźmi. Chcę im dać siłę, by mogli iść z nią w świat.

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Rodzinny kompromis

Taki rytuał to dla niej ślub. – Z dwóch stron podchodzą młodzi, składają ręce na chlebie, przysięgają słowami, które wcześniej sami piszą – mówi. – Potem wiążę im ręce krajką, a swaci próbują ich rozerwać – nie może im się udać. Później składamy ofiarę bogom, dzielę kołacz i zaczynamy wesele.

Bywa, że miewa problem z uczestnikami obrzędów – tymi niewiernymi. – Kiedyś na ślub przyjechała babcia panny młodej – opowiada. – Zobaczyła mnie i foch: Co to za ślub bez księdza? Nie ukrywała, że to dla niej dziwactwo. Po wszystkim przyszła i podziękowała za piękny ślub. Powiedziała, że czuje, że wnuczka jest mężatką.

Żerca Wilkowski wyjaśnia, że śluby między rodzimowiercami to rzadkość. Jego współwyznawcy najczęściej żyją w związkach z przedstawicielami dominującego systemu wyznaniowego. – Tak jak ja z żoną katoliczką – mówi.

Dodaje, że taki związek może się udać tylko wtedy, jeśli dwie strony pójdą na kompromis. – Z głównymi świętami raczej nie ma problemów – tłumaczy. – Najważniejsze katolickie święta jak Boże Narodzenie czy Wielkanoc to przetwarzanie naszych etnicznych tradycji. Dlatego siedzimy przy jednym stole i razem świętujemy godowe święto i Wigilię. O dzieci się nie kłócimy. Zgodziliśmy się, że w przedszkolu będą chodzić na religię. Czas na świadomą decyzję będzie w gimnazjum. Żona przygotowuje dzieci do komunii, ja do kosoplecin i postrzyżyn. Pewnie trzeba będzie urządzić dwa przyjęcia. A jak dorosną, same zdecydują.

Druh Piast i Poświst

Podobnie uważa Piast, który naprawdę nazywa się Szymon Ireneusz Włodzimierz Kuliński. To jeden z najstarszych uczestników zjazdu – przekroczył sześćdziesiątkę. Narzeka, że większość z jego pięciorga dzieci przekabaciła żona należąca do zielonoświątkowców. – Tylko najstarszy syn mówi, że jest harcerzem jak ja – śmieje się.

Piast opowiada, że był synem oficera Ludowego Wojska Polskiego i nauczycielki. W domu karmiono go patriotyzmem. Do dziś jest harcerzem. Ale nim druh Szymon został Piastem, flirtował z hinduizmem i radiestetami. Tak trafił na Lecha Emfazego Stefańskiego i razem z nim w 1995 r. zakładał Rodzimy Kościół Polski. – To dzięki Lechowi odkryłem, kim jestem: Słowianinem, Polakiem, rodzimowiercą, no i harcerzem – mówi Piast.

Harcerska drużyna zaprowadziła do rodzimowierców Pośwista Łysieckiego spod Kielc. To żerca ze Stowarzyszenia Gontyna. – W 1977 r. moja drużyna była na obozie w Górach Świętokrzyskich. Natrafiliśmy na ludzi, którzy w lasach odprawiali rytuały pociągające barwnością, związkiem z przyrodą – opowiada. – Zaprosili nas na ognisko, zaprzyjaźniliśmy się. Po kilkunastu latach zostałem żercą. Od księdza katolickiego różnię się tym, że sam pracuję na swoje utrzymanie (analityk rynku) i mam dzieci. Urządzę im postrzyżyny i kosopleciny. I nikomu nic do tego. Sam jako politeista jestem tolerancyjny wobec innych bogów.

Fot. Marcin Stępień / Agencja Gazeta

Chrystus jako faraon

Polscy rodzimowiercy czują się zagrożeni przez katolicyzm. Na zjeździe co chwila padają krytyczne uwagi pod adresem Kościoła: „To starożytna religia egipska z Chrystusem w roli faraona”, „Większość polskich katolików to osoby, które nie zgadzają się z podstawowymi prawdami wiary swojego Kościoła”, „Społeczeństwo poddawane jest ciągłej indoktrynacji, a sfera świecka państwa jest zawłaszczana przez Kościół rzymskokatolicki”.

Gniewko: – Dlaczego mamy mówić inaczej, skoro jesteśmy prześladowani? Znam kilka osób, które straciły pracę, bo szefowie dowiedzieli się, że są rodzimowiercami. Oczywiście oficjalna przyczyna rozwiązania umowy o pracę była inna, prawdziwej nikt nie odważył się wpisać do dokumentów.

Ton zjazdowi nadaje Rodzimy Kościół Polski i jego członkowie pilnują, żeby nie było nacjonalistycznych haseł. Co jakiś czas nerwowo zerkają w stronę starszego pana w koszuli w swastyki, bo wiedzą, że może wygłosić tyradę o „Gazecie” i pochodzeniu jej twórców. On sam nie rozmawia ze mną, bo miał już dwa procesy z „Wyborczą”.

Wszyscy wiedzą, że w środowisku jest kilka osób, które poszły rok temu na warszawski Marsz Niepodległości, który zamienił się w trwające pół dnia zamieszki na ulicach. – Są ludzie, którzy przyprawiają nam gębę – irytuje się Lesza. – Ale ilu ich jest? Na marsz poszło 20 osób. To jeden procent naszego środowiska. A dlaczego nikt księży nie rozlicza z tego, że ich parafianie robią zadymy?

Luiza: – Dla mnie poganie na Marszu Niepodległości to nieporozumienie. Bo co to za poganin, który idzie na imprezę, której przesłaniem jest budowanie katolickiej Polski?

Lech: – Jestem słowiańskim patriotą, chrześcijaństwo mnie wkurza, ale to nie znaczy, że mam być nietolerancyjny. Swastyka to mój symbol, ukradł mi go Hitler. I mam go oddać narodowemu socjaliście?

Dyskusje ucina Ratomir Wilkowski: – Moja wspólnota nie ma i nie chce mieć nic wspólnego z polityką.

Wieczerza

Po całym dniu wykładów rodzimowiercy idą na wiec. Tysiąc lat temu ta nazwa oznaczała naradę plemiennej starszyzny. Dziś wiecować będą reprezentanci wszystkich rodzimowierczych organizacji. W sali konferencyjnej Prząśniczki ustawiają w okrąg krzesła. Na razie żadna rodzimowiercza organizacja nie chce się łączyć z inną czy choćby w najmniejszym stopniu rezygnować z autonomii. Ale ich członkowie są gotowi współpracować na przykład „przy ochronie miejsc kultu”. – Ustaliliśmy na razie, że spotkamy się za rok – mówi żerca Wilkowski.

Wieczorem poganie spotkali się na wieczerzy. Był szwedzki stół. Na nim sałatka grecka i staropolski chleb ze smalcem. Obok płonęło ognisko – piekli kiełbaski i popijali je piwem z beczki.

Pogańskie organizacje w Polsce

Grupa Wiedza i Dzieło
Istnieje od 2006 r. i skupia osoby zainteresowane ocaleniem śladów oraz rozpowszechnieniem wiedzy o istnieniu religii oraz kultury przedchrześcijańskiej w Polsce. Osiem razy do roku żerca (kapłan) odprawia obrzędy. „Za podstawę naszych poglądów religijnych uważamy politeizm słowiański, a bardziej szczegółowe rozważania teologiczne pozostawiamy każdemu z osobna. Niemal każdy z nas ma jakieś swoje ulubione bóstwo, któremu oddaje szczególną cześć” – piszą o sobie członkowie WiD. Grupa prowadzi internetowe radio RadioWid.

Pagan Federation International (PFI)
Ta powołana w Hadze w Holandii organizacja to coś w rodzaju pogańskiej międzynarodówki. Jej cele to nawiązanie kontaktów między poganami z różnych części świata, propagowanie prawa do wyrażania swoich przekonań religijnych w sposób wolny od przejawów dyskryminacji. Organizacja ma 20 narodowych oddziałów, polski istnieje od czerwca 2007 r.

Rodzima Wiara
To zarejestrowany w 2000 r. związek wyznaniowy. Wcześniej działał jako Zrzeszenie Wiary Rodzimej. Symbolem używanym najczęściej w ich publikacjach jest runiczna swastyka. „Lechici czczą bogów jak wszyscy Aryowie, czcząc słońce i cały wszechświat, matkę ziemię naszą rodzicielkę i siły przyrody” – czytamy w dokumencie programowym.

Rodzimy Kościół Polski
Najstarsze ugrupowanie rodzimowiercze. Za prekursora pogaństwa uznaje Zoriana Dołęgę-Chodakowskiego (1784-1825), który jako pierwszy w erze nowożytnej głosił na terenach Słowiańszczyzny hasła powrotu do rodzimej wiary. W 1921 r. powołano Święte Koło Czcicieli Światowida – jego spadkobiercą jest Rodzimy Kościół Polski.

Stowarzyszenie Gontyna
Wpisane do rejestru stowarzyszeń w 2010 r. Zajmuje się organizacją wypoczynku, badaniami naukowymi, działaniami artystycznymi (rzeźba i instalacje, poezja, malarstwo) i rekonstrukcją historyczną.

Stowarzyszenie Żertwa
Powstało w 2010 r. Propaguje wiedzę o religii, kulturze i historii Słowian. Członkowie deklarują: „Chcemy uchronić dawne zwyczaje, podania i tradycje przed śmiercią w świecie kultury masowej i kosmopolityzmu”. Organizuje obchody m.in.: jarych godów, dziadów wiosennych, nocy kupały, święta plonów.

Reklamy