Dzień Pamięci Ofiar Kościoła Katolickiego i Chrystianizacji Słowian

przod-213x300.jpg14 kwietnia bieżącego roku minęła okrągła, 1050. rocznica „chrztu Polski”. Każdemu z nas już od pierwszej klasy szkoły podstawowej wpajano, iż jest to najważniejsza data w historii naszego państwa – jego początek, zaś przed tym wydarzeniem na tych ziemiach nie było nic. Jest to oczywiście kłamstwo, jednak nie o tym chcemy dzisiaj powiedzieć. 3 maja (w zależności od grupy inni upamiętniają 1 maja, ale to nie ma znaczenia, liczy się pamięć) chcemy przypomnieć o tych, o których próżno dziś szukać informacji w podręcznikach, o tych, których pamięć próbuje się zamieść pod dywan – o ofiarach chrystianizacji oraz działalności Kościoła w Polsce, jak i na reszcie Słowiańszczyzny.

 

To były jakieś ofiary?

Większość Polaków po przeczytaniu wstępu zareaguje mniej więcej w ten sposób. Otóż należy postawić sprawę jasno: chrystianizacja nie miała pokojowego przebiegu. Jest to oczywiste, biorąc pod uwagę zarówno sam fakt wybuchu powstania skierowanego przeciwko niej (pogardliwie nazwanej w chrześcijańskiej nomenklaturze „reakcją pogańską”), jak również to jak wyglądały procesy szerzenia „jedynej słusznej wiary” (jednej z wielu) w późniejszych wiekach (nie tylko w Europie). Już sam fakt, że władca Polski musiał przyjąć jakiś obrządek religijny by usankcjonować swoje rządy w oczach zachodnich władców daje do myślenia.

U was, chrześcijan, pełno jest łotrów i złodziei; u was ucina się ludziom ręce i nogi, wyłupuje oczy, torturuje w więzieniach; u nas, pogan, tego wszystkiego nie ma, toteż nie chcemy takiej religii! U was księża dziesięciny biorą, nasi kapłani zaś utrzymują się, jak my wszyscy, pracą własnych rąk.
Żywot świętego Ottona

Powyższe słowa, wypowiedziane przez jeszcze pogańskich szczecinian do biskupa Ottona Mistelbacha i zachowane przez kronikarzy dobrze podsumowują stosunek naszych przodków do misjonarzy, jak i postępowanie tych ostatnich.

Korzenie pierwszego powstania

Tak – pierwsze polskie powstanie skierowane było przeciwko chrześcijaństwu. Aby jednak móc powiedzieć coś więcej o tym wydarzeniu, musimy wyłożyć okoliczności, w jakich do niego doszło…

Antychrześcijańskie nastroje pojawiły się w Polsce w związku z akcją chrystianizacyjną, rozpoczętą w wyniku Zjazdu Gnieźnieńskiego, z którą wiązało się niszczenie dotychczasowych miejsc kultu, prześladowania wiernych tradycji Słowian oraz nakładanie obowiązkowych danin dla Kościoła. Tego typu działania nie mogły pozostać bez odzewu nawet w dopiero co jednoczącym się narodzie, i wczesnopiastowską Polskę ogarnęło kilka mniejszych buntów. Według czeskiego kronikarza Kosmasa, już w 1022 roku „w Polsce nastało prześladowanie chrześcijan”. Tamten bunt został jednak szybko stłumiony przez wiernego chrześcijaństwu Bolesława Chrobrego. Po nim na tronie zasiadł Mieszko II, którego sojusz z połabskimi Słowianami doprowadził do zrzucenia z tronu przez wojska m.in. Niemców, podległe Kościołowi. Król jednak szybko odzyskał władzę i rozpoczął likwidację struktur Kościoła w Polsce. W 1034 jednak umiera nagłą śmiercią, najpewniej w wyniku zamachu stanu.

jahwizm.jpg

Masława sny o potędze

Okres po śmierci Mieszka II przedstawiany jest jako okres buntu ludowego (a więc w pewnym sensie narodowego). Władzę w tym czasie objął jego pierworodny syn – Bolesław II Sprawiedliwy, zwany dziś Zapomnianym. Próbował on dokonać reform drogą dyplomatyczną, jednak w 1038 roku zginął z rąk zamachowca. Bardziej radykalne podejście miał książę Masław, będący sługą oraz przyjacielem Mieszka II. W uznaniu jego zasług Mieszko II przekazał mu władzę na Mazowszu, co Masław skrzętnie wykorzystał w trakcie najazdów na wymykającą się władzy Kościoła Polskę – stając na czele powstania oraz stawiając opór w sojuszu z Pomorzanami i Jaćwingami licznym próbom ponownego przyłączenia Mazowsza do Polski pod władzą Kazimierza Odnowiciela, który powrócił do kraju wspomagany „bratnią pomocą” z Niemiec (jak widać Ustawa nr 1066 ma swój precedens w naszej najdalszej historii).

Masław był wierny wierze swoich przodków, dzięki czemu mieszkańcy Mazowsza uniknęli chaosu i zniszczenia, charakterystycznego dla pogańskich buntów w innych częściach kraju. Umocnił swoją władzę bijąc własną monetę. Chciał całkowitej zmiany realiów współczesnej mu Polski, obce były mu kompromisy – dziś zostałby okrzyknięty rewolucjonistą. Niestety, w 1047 jego księstwo padło pod naporem wojsk Kazimierza oraz jego szwagra – księcia kijowskiego Jarosława Mądrego. Sam książę zginął w decydującej bitwie w okolicach wsi Pobiedziska lub, według innych przekazów, został zamordowany w Prusach, gdzie udało mu się na krótko schronić.

Lech, Czech i Rus

Nie tylko Polacy buntowali się przeciwko zachodzącym zmianom, godzącym w ich interesy kulturowe. Wystąpienia antykościelne miały miejsce również u naszych najbliższych słowiańskich sąsiadów – w Czechach i na Rusi. Rebelia w Czechach została stłumiona w wyniku interwencji – a jakżeby inaczej – niemieckich władców. Ruś zmagała się z podobnymi wystąpieniami aż do XIII wieku.

Najwierniejsi swojej wierze pozostali Słowianie na zachód od Odry – na terenach byłego NRD. To z ich ust padły słowa cytowane na początku naszego artykułu. To do nich należała ostatnia słowiańska świątynia – kącina Świętowita, podbita podstępem dopiero w 1168 roku i to z nich wywodzi się książę Niklot. Utworzyli oni państwo oparte na religii słowiańskiej, jednakże nie mogli liczyć na pomoc schrystianizowanej Polski. Lata krwawych najazdów i Krucjata połabska doprowadziły do ich upadku pod germańskim mieczem i w konsekwencji bezlitosnego wymazania z mapy Europy. Do dziś po Słowianach Połabskich nie pozostał ani ślad, zaś Łużyczanie to 20-tysięczna mniejszość etniczna w Niemczech.

Gloria Victis!

Nie tylko powstańcy padli ofiarą Kościoła Katolickiego. Z otchłani dziejów wybrzmiewa niemy krzyk milionów ofiar spalonych na stosie czy umarłych z głodu w wyniku kościelnych zakazów (patrz: Galicja w czasie rozbiorów). Bezpowrotnie utracony został potencjał genetyczny wszystkich, którzy poświęcili się życiu w celibacie… wymieniać można długo. Są też epizody chwalebne, jak wspólne zwycięstwo nad krzyżacką zarazą Polaków i Litwinów na polach Grunwaldu.

Możemy sobie jedynie wyobrażać, w jaki sposób postępowano z tymi z naszych przodków, dla których tradycja była godną zbrojnej obrony wartością. Ci, którzy nie zginęli w walce, z pewnością zostali poddani wymyślnym torturom w imię „boga” – a przecież już tortury stosowane na chrześcijanach popełniających odstępstwa w kwestiach regulowanych przez Kościół budzą przerażenie. Dziś znamy jedynie kilka imion – Masława, Dragomiry… Nie mówi się o nich, tak jak za komuny nie mówiło się o partyzantach walczących o wolność w polskich lasach. Nie mają oni mogił, tak jak wielu bohaterów czasów komunizmu. I choć mogli nie mieć narodowej tożsamości, dziś możemy powiedzieć z całą stanowczością, że walczyli o nasze wspólne, narodowe dobro – o zachowanie rodzimej kultury przed jej zniszczeniem rękami krwawych legionów misji chrystianizacyjnych. Ich prosty, ludowy sprzeciw niech będzie nam inspiracją do zwarcia szeregów w dążeniu do realizacji wspólnego celu, jakim jest rewolucja kulturalna i w konsekwencji przebudzenie Słowiańszczyzny. Pamiętamy o nich wbrew woli okupanta dusz i dziś składamy im hołd.

 

Pokonanych świat nie zna, nie sławi,
Wraża potwarz z imienia okrada –
Wolnej Sławii Władyko – Masławie,
Katolictwo Cię zmogło, i zdrada.

Powalone stołby Świętowita,
Popy piekłem, diabłami lud straszą,
Gdzie wyroczne wesoło stąpały kopyta
Wróg cmentarne swe krzyże obnasza.

Idzie koniec waszego Tedeum –
Słowiańszczyzny przysięgli grabarze!
Z innej nuty wam Polska zaśpiewa
W takt walonych, jak ongiś, ołtarzy

Jako ongiś. Tym razem na zawsze
Sczeźnie zmora co dusze nieprawi.
Na Mazowsze, Twe wierne Mazowsze,
W naszej pieśni – powrócisz, Masławie!

19-v_2h_Vasnetsov-768x432.jpg

3 maja Zadrużanie z całej Polski udadzą się w miejsca dawnego kultu, by zapalić w nich znicze na znak pamięci o tragicznych losach obrońców rodzimej kultury z całej Słowiańszczyzny.

Sława zwyciężonym! Sława bohaterom!

ZWYCIĘSTWU – SŁAWA!
Wojsław z Krakowa

Źródło: http://zadruga.malopolska.pl/2016/04/dzien-pamieci-ofiar-chrystianizacji-slowian/

 

Można dołączyć także do facebookowych wydarzeń, a jest ich kilka:

https://www.facebook.com/events/1783443395218835/ 150+

https://www.facebook.com/events/977202472354052/ 100+

https://www.facebook.com/events/1537093073269172/ 15k+

https://www.facebook.com/pierwszymaja/ 2k+

Reklamy

Czy Polska była najpotężniejszym imperium na kontynencie? Mamy na to 10 dowodów

Był taki czas, gdy Berlin leżał w Polsce, Sztokholm zdobyła garstka naszych, a Słowacja broniła polskiej monarchii. Do tego mieliśmy ciepłe plaże Karaibów, władzę nad Moskwą i Niemców… gotowych umierać za Polskę. Przeczytajcie sami, jak Europa drżała przed Polskim Imperium.

 

1. Potop polski w Szwecji

Sparta miała trzystu, my dwunastu! Sztorm wyrzucił ich na wybrzeże koło Sztokholmu w nocy z 30 na 31 sierpnia 1598 roku. Byli zziębnięci i przemoczeni, ale ich przywódca, Samuel Łaski, postanowił zdobyć miasto.

Polacy weszli do stolicy Szwecji przy akompaniamencie grzmotów i zajęli ratusz. Z samego rana wezwali patrycjat, by oznajmić przejęcie miasta przez króla Polski! Tak oto jeden jedyny raz Sztokholm trafił w nieskandynawskie ręce.

Zygmunt III Waza wprawdzie od sześciu lat był królem Szwecji, ale tron wymykał mu się z rąk z powodu działań ambitnego stryja, Karola. Polacy postanowili więc ruszyć za morze.

Sztokholm-600x398.jpg
Do zdobycia Sztokholmu wystarczyło Samuelowi Łaskiemu zaledwie 12 ludzi (źródło: domena publiczna)

Jak pisze Michael Morys-Twarowski w wydanej właśnie przez nasz portal książce „Polskie Imperium. Wszystkie kraje podbite przez Rzeczpospolitą”:

Oficjalnie Zygmunt jechał uporządkować sprawy w Szwecji, ale w praktyce była to wyprawa wojenna finansowana przez Rzeczpospolitą, a na jej czele stał polski król.

Nasza flota zajęła Kalmar, a potem sztorm odłączył część wojska… w tym statek z Łaskim na pokładzie.

2. Po Kijów, Moskwę i… Nowogród

Już w 1018 roku Bolesław Chrobry zagarnął Kijów. Wówczas nabytku nie udało się utrzymać. Za to cztery i pół wieku później Ukraina dostała się w polskie ręce. I to na długo. W 1569 roku Litwini, nie radząc sobie z obroną południa, oddali Polsce Wołyń, Podole, ziemię bracławską i kijowską. Przyłączenie częściowo bezludnego terytorium sprawiło, że polska szlachta miała co zasiedlać.

Chrobry.jpg
Bolesław Chrobry (na obrazie Jana Matejki) wjeżdżający triumfalnie do Kijowa (źródło: domena publiczna).

Sukces na Ukrainie tylko zwiększył apetyt na ekspansję. W 1609 roku ruszyła polska wyprawa na Moskwę. Bojarzy uznali za cara polskiego królewicza Władysława Wazę. Rosyjski władca Wasyl Szujski zebrał kilkudziesięciotysięczną armię i zaatakował Polaków. Naprzeciw jego sił wysłano niecałe dwa tysiące żołnierzy ze Stanisławem Żółkiewskim na czele. Misja wyglądała na samobójczą.

Żółkiewski starł się z Szujskim pod Kłuszynem. Mimo miażdżącej przewagi wroga – zwyciężył. Straty rosyjskie były ponad dwadzieścia razy wyższe od polskich. W sierpniu 1610 roku wojska Żółkiewskiego wkroczyły do Moskwy. Panowanie Władysława Wazy uznały nawet odległe miasta, takie jak Archangielsk i Nowogród Wielki. Przez dwa lata Moskwa miała polskich zarządców.

Czytaj dalej

Powstania ludowo-pogańskie z lat 1022 – 1034 na ziemiach polskich

Według uczonych w XI wieku w Polsce doszło tylko do jednego ludowo-pogańskiego powstania. Bazując jednak na dokumentach oraz przekazach z tamtego czasu, można stwierdzić iż przed śmiercią Mieszka II w Polsce miały miejsce co najmniej trzy wystąpienia. Powstania owe nie były jakąś spontaniczną reakcją ludu, ale wynikiem coraz bardziej pogłębiającego się gospodarczego kryzysu , trudnej sytuacji zarówno mieszkańców jak i państwa a także jego zwierzchniej władzy. Stały się one także wyrazem sprzeciwu również przeciwko religii, którą na siłę wprowadzano. Pierwsze z powstań, jak donosi Kosmas, odbyło się w 1022 roku. Natomiast drugie było ściśle związane z innymi społecznymi konfliktami po śmierci króla Bolesława Chrobrego. Zaś na czas panowania Bezpryma czyli w 1034 r. po ucieczce Mieszka, datuje się trzecie powstanie.

10155654_451140504988446_1551341855462594313_n.jpg

Czytaj dalej

Wiosenna dobra wiadomość – Chrobry żyje

Mowa o dębie oczywiście 🙂

Kilka miesięcy temu jeden z pomników natury, najstarsze drzewo w Polsce zostało podpalone przez nieznanego sprawcę, z nieznanych powodów. Sprawca dotąd nie został złapany, ale jego cel czyli zniszczenie tego drzewa nie zakończyło się w pełni sukcesem. Dąb Chrobrego żyje. Przyszła wiosna i drzewo wypuściło już pierwsze pąki z liśćmi. Drzewo zostało zabezpieczone dla zwiedzających acz nie na tyle jakby należało np. nie jest objęty monitoringiem. Szczególnie że to nie była pierwsza próba zniszczenia ogniem tego drzewa, ale najbardziej skuteczna.

Dla przypomnienia tutaj są zdjęcia z pożaru drzewa w listopadzie z Gazety Wrocławskiej:

546b5054040a9_p 546b502ea4dc7_p 546b50259b8c5_p

Nie ma żadnych zdjęć dobrej jakości aby pokazać, ale myślę że pojawią się w tym roku, jak na dobre wiosna się zacznie i drzewo się o zieleni całkowicie, ale w poprzednich latach Chrobry prezentował się tak:

pomnikowy-dąb-Chrobry Dab-Chrobry-2007 pusty-w-środku-pień-dębu-Chrobry

W obronie dębu w Lipnicy Murowanej – płakać się chce

Zabójcy drzew w natarciu, po nic nie winnym Dębie Chrobrego, teraz na celownik idzie dąb w Lipnicy Murowanej, który został pozbawiony tytułu POMNIKA NATURY.

Nie pozwólmy im niszczyć naszych drzew! Niech Bogowie dadzą nam siłę aby walczyć z tymi mordercami!

W obronie dębu w Lipnicy Murowanej.

za pomocą W obronie dębu w Lipnicy Murowanej.

Również słów kilka o spaleniu Dębu Chrobrego:

http://opolczykpl.wordpress.com/2014/11/18/nadal-gina-nasze-swiete-deby/

Grody Czerwieńskie – Monumentalne fałszerstwo historii

Piotr Wiesław Jakubiak
Grody Czerwieńskie
Monumentalne fałszerstwo historii
 
               Jednym z podstawowych dogmatów PRL-owskiej propagandy „historycznej” było stwierdzenie, że po II wojnie światowej „Polska powróciła na prastare ziemie piastowskie”. Miało to uzasadniać nie tylko przyłączenie tzw. ziem zachodnich i północnych, ale przede wszystkim utratę połowy terytorium państwowego na wschodzie, z Wilnem i Lwowem. Zadaniem spolegliwych „historyków” było udowodnienie, że granice PRL pokrywają się prawie dokładnie z granicami Polski za Mieszka I. Czytaj dalej