Wokalna kultura tradycyjna Polesia – Panorama Kultur

Polesie skarb Słowiańszczyzny.

Część Polesia położona nad rzeką Prypeć to terytorium od IV-VI stulecia naszej ery zamieszkałe przez dawną, autochtoniczną słowiańską ludność. W okresie historycznym nie odnotowano znacznych migracji ludności. Być może z tego powodu Polesie i dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej archaicznych pod względem etnokulturowym regionów słowiańszczyzny, który, według M. Tołstoja, zachował relikty minionych wieków w sferze języka, obrzędów i tradycji ustnych. Na Polesiu znajdują się historycznie najwcześniejsze, i co za tym idzie, najrdzenniejsze tradycyjne formy sztuki wokalnej wschodnich Słowian.

image001.jpg

Osobliwością Nadprypeckiego Polesia jest rozdrobnienie terytorialne pod względem muzycznych dialektów, spośrod których każdy wyróżnia się charakterystycznymi cechami. To skutek licznych wydarzeń historycznych, które miały miejsce w tym regionie. Tu przebiega wiele historycznych granic. Najważniejsze z nich to Prypeć stanowiąca linię podziału między Bałtami a Słowianami, która z czasem rozgraniczyła etnosy białoruski i ukraiński, linia Jaselda-Horyń, część podziału bałtosłowiańskiego, który dzieli Polesie na Zachodnie i Centralne, średniowieczne granice plemiennych wspólnot Drewlian, Drehowiczów i Wołynian, a także granice Księstwa Halicko-Wołyńskiego, Turowsko-Pińskiego i Kijowskiego.

W muzycznej, głównie wokalnej, kulturze Polesia wyróżniamy trzy funkcjonalno-stylistyczne grupy: a) wczesnotradycyjne motywy ? związane z różnymi rytuałami rodzinnymi, b) pieśni liryki klasycznej, śpiewane w dowolnym czasie lub powiązane z określoną porą roku, c) melodie późnej tradycji, których czas powstania można określić na XIX-XX wiek. Instrumentalna muzyka Polesia zachowała zarówno elementy systemu syganlizacyjnego dawnej kultury pasterskiej, jak i późne gatunki taneczne występujące i w innych etnograficznych regionach Ukrainy. Na Polesiu występuje charakterystyczny rodzaj przygrywania ? akompaniament na dutce lub fujarce, który może być wykonywany i bez śpiewu, jako solowa, instrumentalna wersja pieśni.

Polesie_przyroda_pejzaz_poleski.jpg

Najistotniejsze złoża, na których bazuje poleska muzyka, stanowią wczesnotradycyjne motywy ? podstawa muzycznej stylistyki regionu.

Wczesnotradycyjne motywy wywodzą się z kultury pogańskiej i w większości odpowiadają określonym datom i okresom cyklu kalendarzowo-obrzędowegorytuałami okazjonalnymi (na przykład „wywoływanie deszczu” czy „przepędzanie chmury”) lub rodzinnymi (chrzciny, wesele, pogrzeb). Pierwotna funkcja takich motywów jest magiczna ? miały wpływać na siły przyrody w celu podporządkowania ich na potrzeby wspólnoty ludzkiej, jak również utrzymanie ładu społecznego (na przykład unieszkodliwianie czarowników).

 Określone czynności obrzędowe charakterystyczne były dla konkretnych etapów w cyklu przyrody, od których zależał urodzaj: przesilenie zimowe i letnie, przejście z wiosny do lata (okres Trojcy), czas dojrzewania i zbioru plonów (żniwa). Okresy pomiędzy porami roku uważano za przejściowe, kryzysowe ? wtedy otwierały się granice między dwoma światami, i na „tym świecie” pojawiali się przedstawiciele „tamtego świata”. Najpierw ich z szacunkiem witano (obrząd „powitanie wiosny”), karmiono (obrzędy „kolędowania”, „prowadzania Kusta”), spędzano z nimi określony czas, a po zakończeniu okresu przejściowego odprowadzano („wyprowadzenie zimy”, „wyprowadzenie rusałek”), niszczono oznaki obecności „przodków” (palenie „wiedźmy” na Kupały, rozdzieranie ubrania Kusta). Potem granica między światami musiała zostać zamknięta, a pochodzące z zaświatów siły miały powrócić do miejsca swego stałego pobytu.

Na Polesiu „kult przodków” był mocno rozwinięty. Jeszcze do dzisiaj mieszkańcy Polesia, urodzeni w latach 20. i wcześniej, znają magiczne obrzędy obcowania ze zmarłymi. Poleskie kobiety, które przez codzienne obowiązki całymi latami nie opuszczały swoich wsi, zagubionych pośród sosnowych borów i bezgranicznych błot, w ciężkich chwilach zwracały się o pomoc do wszechmogących przodków ? „dziadów”. Ci, jak dowiadujemy się z etnograficznych zapisów, mieszkali za chmurami i opiekowali się swoimi żywymi krewnymi, nawiedzając ich w określone dni:

Popod lasem ciemna chmura, a w tej chmurze mój tatulek
Popod chmurą chodzi, do chmury powiada:
Oj ty chmurko, oj mateńko, obejdź czyste pole
Moje dziecię w czystym polu, na cudzym zagonie…

(śpiewane w żniwa, zarejestrowane przez O. Kubiak w 1984 roku we wsi Dubczyci, pow. Zariczne, gm. Riwne).

Goście moi wyczekani ? ojciec matka z Ukrainy
[czyli z dalekich krain]
Wczoraj późno przyjechali, dzisiaj wcześnie odjeżdżają
[nocni goście ? zmarli rodzice żniwiarki]
Odjeżdżając przykazują: Cierp, dziecino, cierp,
dzieci swoje małe karm…

(śpiewane w żniwa, zarejestrowane przez I. Kłymenko w 1986 roku we wsi Prykładnyky, pow. Zariczne, gm. Riwne).

Wyjdźże dziadziusiu, wyjdź na ulicę.
Refren: Szczodry wieczór, dobry wieczór!
Posłuchaj Tego, kto z chmurki woła, prowadzi pszczłki…

(szczedriwka, zarejestrowana przez I. Kłymenko w 1989 roku we wsi Chocuń, pow. Liubesziwski, gm. Wołyń).

 Jednym z najefektywniejszych metod wpływania na przedstawicieli „tamtego świata” stał się śpiew obrzędowy ? głośne, na granicy krzyku, wykonanie magicznych zaklęć w formie pieśni. Obrzędowy śpiew, wraz z czynnościami rytualnymi, wykonany w odpowiednim miejscu i czasie, miał potężną siłę ? życiodajną i niszczącą, w zależności od tego, na co był skierowany. Wykorzystywany był w tych obrzędach, które w społecznościach rolniczych związane były z otrzymywaniem plonów. Dlatego zimą, kiedy ziemia śpi, prawie nie słychać głośnego śpiewu, natomiast w czas wiosenno-letni intensywność obrzędowego śpiewu gwałtownie wzrasta.

We wschodniosłowiańskich tradycjach magiczne pieśni kalendarzowe wykonywane były prawie wyłącznie przez kobiety. Wczesną wiosną zawołania wykrzykiwały niezamężne dziewczęta, pieśni cyklu trojco-kupalnego śpiewały przeważnie dziewczęta i młode kobiety, a latem, w okresie dojrzewania zboża, mężatki wykonywały pieśni żniwne. Jedynym okresem, gdy w odprawianiu rytuałów brali udział mężczyźni i dzieci, był przełom starego i nowego roku. Początek cyklu rocznego, przypadającego obecnie na Święta, wyznaczała „parada” wszystkich głównych grup wyznaczanych przez płeć, wiek i funkcje społeczne tradycyjnej wspólnoty: znajduje to odzwierciedlenie w wielokrotności powtórzeń obchodzenia gospodarstw przez kolędników w różnych składach ? dzieci, dziewczęta, chłopcy, mężczyźni, zamężne kobiety ? każdy ze swoim repertuarem.

Tradycyja rytualnego obcowania z siłami przyrody za pomocą śpiewokrzyku uformowała oryginalne tembry śpiewaków. Dzięki magicznej funkcji motywów, specyficzna maniera wykonawcza zachowała się do dzisiaj: poleskie wczesnotradycyjne melodie śpiewa się piersiowym, nieco „dzikawym” tembrem,z błyskawicznymi, jodłopodobnymi przeskokami głosu do górnego rejestru. Są nasycone akcentowanymi rytmami, melodyczną ornamentyką, wyhukami [bezpośrednie przejście ostatniego, przedłużonego dźwięku do górnego rejestru, co daje efekt podobny do głośnego pisku lub przeciągłego gwizdu ? przyp. tłum.]. Magia rytualnego, zbiorowego śpiewu ? zlanie w unisono żeńskich głosów ? wywołuje mistyczne wrażenia zarówno u wykonawców, jak i u słuchaczy. Czaruje różnorodność tembrów, świeżość muzycznych intonacji niemalże nieznana przez profesjonalnych muzyków. W późniejszym okresie była wykorzystywana i w melodiach lirycznych.

Wyznaczenie ram chronologicznych formowania się najstaszego, historyczno-stylistycznego złoża, jest praktycznie niemożliwe, szczególnie że proces ich ustnego przekazu gdzieniegdzie trwa do dzisiaj. Możemy jedynie odróżnić wczesnotradycyjne motywy od pieśni późniejszych stylów na podstawie ich charakterystycznych cech morfologicznych.

Główną cechą charakterystyczną motywów wczesnotradycyjnych jest typowy wzór melodyczny ? szczególny obraz rytmiczny, odpowiadająca mu forma wiersza, wąski zakres dźwiękowego diapazonu ? nie więcej, niż 5-6 dźwięków, najczęściej 3-4, rodzaj wielogłosia, w którym wszyscy śpiewacy wykonują jednogłosową melodię, ale od czasu do czasu któryś z nich chwilowo „odchyla się” na inne dźwięki, tworząc wariant linii melodycznej. Każdemu motywowi towarzyszy znaczna ilość poetyckich tekstów o odpowiedniej tematyce. Nierzadko spotykamy ponad 50 tekstów na jedną melodię.

W taki sposób obecnie, na początku trzeciego tysiąclecia, na Polesiu zachowały się formy muzyczne mające u podstaw przedchrześcijańską wizję świata. Elementy archaicznego światopoglądu dostrzegalne są w wykazywanej przez mieszkańców Polesia potrzebie odtwarzania dawnych obrzędów związanych z kalendarzem rolniczym, najważniejszym z nich akompaniując rytualnym śpiewem.

 

Zima

 Początek nowego roku przypadał niegdyś wiosną, z czasem został przeniesiony na zimę ? na dni „przejścia słońca do lata”, a dziś związany jest z Bożym Narodzeniem i zimowymi świętami. Główne obrzędy zimowych świąt ? obchodzenie gospodarstw na Boże Narodzenie (kolędowanie) i na Wasyla (szczodrowanie). Sens obrzędów polegał na magicznym zaklinaniu dobra na cały następny rok przy pomocy „dziadów-przodków”, których uosobiali kolędnicy. Obrząd kolędowania sam w sobie jest bezpośrednim wyobrażeniem przybycia duchów przodków i ich rytualnego nakarmienia ? „udobruchania”. Powyższe dotyczy również innych rytuałów opierających się na obchodzeniu wioski, na przykład „prowadzanie Kusta”. Życzenie gospodarzowi dobrobytu jest cechą charakterystyczną zimowych pieśni. W niektórych regionach Polesia w czasie noworocznym chłopcy oprowadzali po chatach wesołą i trochę straszną „Kozę” („Koza” łapała drewnianą szczęką strasząc dzieci) z inscenizacją jej „śmierci i zmartwychwstania”.

Współczesny zimowy cykl świąteczny jest w dużej mierze schrystianizowany: czas europejskiego renesansu i baroku wzbogacił kolędy opowieściami o narodzeniu Chrystusa i innymi biblijnymi motywami z kanonicznych i apokryficznych Ewangelii. Dlatego dziś melodie zimowych świąt tworzą konglomerat różnorodnych stylistycznie utworów ? od prostych, nawpółdeklamowanych dziecięcych szczedriwek do wielogłosowych mieszanych chórów, noszących wpływy kultury cerkiewnej. Tradycyjne poleskie kolędy wykonuje się zazwyczaj pod oknami w manierze zawołania ? by gospodarz dobrze słyszał życzenia kolędników. Grupy dziewcząt i parobków kolędowały osobno, nierzadko z towarzyszeniem skrzypiec.

 

Wiosna

 Ślady wiosennego nowego roku pozostały i do dzisiaj w poleskich obrzędach związanych z początkiem nowego cyklu rolniczo-gospodarskiego. Przyjściu wiosny towarzyszą archaiczne rytuały, których już prawie nie można znaleźć na innych terytoriach Ukrainy. I tak, na Pińszczyźnie, wczesną wiosną ? „jak tylko zejdzie śnieg” ? całą wioską „wyganiano zimę”: stukano kijkami o płot, wyrzucano co niepotrzebne (derkacze, zdeptane łapcie) do rzeki żeby popłynęło z wodą, hukano i śpiewano: „Idź Zimo pod piec! A ty, Wiosno, w święty kąt!” [pod piecem zazwyczaj znajdował się kosz na śmieci, a święty kąt ? miejsce pod ikonami wiszącymi w chacie].

Jeszcze dzisiaj mieszkańccy Polesia uważają, że wiosna nie przyjdzie, jeżeli dziewczęta nie przywołają jej głośnym śpiewokrzykiem na otwartej przestrzeni, zwracając się do jednego z pogańskich władców przyrody z prośbą o uwolnienie lata i wpuszczenie ciepła na ziemię: „Władyko-Władyko! Otwieraj wrota!„. Dawniej ludzie uważali, że lato i ciepło zamknięte są za wrotami w tamtym świecie, gdzie mieszkają wszechwładne duchy przodków.

Wesnianki-zawołanki ? najbardziej charakterystyczne pogańskie zaklęcia: to melodie z 3-4 tonów, wykonywane na granicy krzyku, często ze specjalnymi zawołaniami – „hukaniem”. Żenskie głosy, rozchodzące się w ostre współbrzmienia, dążą do tego, by zlać się w unisono. Zawołanki wykonywano w czasie roztopów śniegu i lodu na wzniesieniach, skąd głos niósł się jak najdalej (na pagórkach albo stertach drewna pod wrotami), z towarzyszeniem czynności obrzędowych, naprzykład podrzucaniem obrzędowych ciastek ? „ptaszków”. Etnolodzy interpretują to jako zaproszenie przodków ? opiekunów gospodarstwa, a także ich rytualne karmienie, aby społeczność wiejska szczęśliwie przetrwała jeden z kryzysowych etapów rocznego cyklu przyrody.

Inna grupa wesnianek ? korowody. Ich najważniejszy składnik ? ruch zorganizowany w określony sposób. Etnolodzy twierdzą, że określone sposoby poruszania mają magiczne cele ? to czynności typu produktywnego, skierowane na wzmocnienie wzrostu roślin uprawnych.

Z czasem do rytualnych wesnianek dołączyły się liryczne i zabawy ? czasem na tę samą melodię. To zwiększyło możliwości wykorzystania obrzędowych piosenek.

 

Rytuały obchodów tygodnia Trojcy

Jednym z centrów wschodniosłowiańskiego cyklu rocznego jest trojecko-kupalski kompleks obrzędowy. Uważa się go za przejściowy między wiosną a latem, jako że przypada na szczyt rozkwitu przyrody. Dla Ukraińców najpopularniejszym obrzędem stały się obchody Kupały, ale w niektórych miejscowościach na Polesiu przeważają rytuały powiązane z tygodniem Trojcy.

Tak jak każdy inny okres przejściowy między porami roku, dla czasu tego charakterystyczne jest otwieranie się granicy między „tym”, a „tamtym” światem i pojawianiem się na ziemi dusz zmarłych i kontaktowanie się ich z żywymi. Zmarli, w kulturze tradycyjnej, dzielą się na tych, któży umarli śmiercią naturalną („dziady”, „przodkowie”) i tych, którzy odeszli przedwcześnie (dzieci, młodzież, topielce, samobójcy i inni). Ostatnia grupa zmarłych uważana była za niebezpieczną ? to byli „chodzący” ? nawiedzali i straszyli żywych, mogli uczynić im szkodę. W święta Trojcy wspominano właśnie takich zmarłych, a zmarłe dzieci, dziewczęta, młode kobiety, które właśnie w tym czasie zamieniały się w „rusałki” ? niemalże na drodze wyjątku. Pińszczanie urodzeni na początku XX wieku opowiadają (nagrane przez I. Kłymenko): A jak już las się zazieleni, wtedy śpiewamy ‚trojcę’. Pierwszego dnia Trojcy, rano, bierzemy klon, placek, i niesiemy, na grobach porozkładać… Pod wieczór przystrajamy krzyż: o, tam gdzie utopił się człowiek – tam stawiało się krzyż, i dzieci ten krzyż przybierają ? ponawieszają placków, kwiatów… to ‚Trojca Umarłych'” (wieś Dubczyci, pow. Zariczne, gm. Riwne). We wsi Swarycewyczi, pow. Dubrowyca, gm. Riwne, na Trojcę rano kobiety ekstatycznie lamentowały „na grobach”, improwizując tekst i jednocześnie odtwarzając, każda na swój sposób, określony melodeklamacyjny motyw. Trudno nie uronić łzy słuchając tej dramatynej polifonii…

Zieleń w postaci drzew, gałązek, ziół, kwiatów jest głównym atrybutem i podstawą dla czynności rytualnych trojecko-kupalskich obrzędów ? powszechnie znany jest na Ukrainie zwyczaj, by w te dni, zwane potocznie „Zielonymi Świątkami”, przystrajać zielenią chaty, pleść wianki. Dusze zmarłych w czasie świąt mogły przebywać w zieleni, a potem obowiązkowo je odprowadzano. Najbardziej oryginalne czynności obrzędowe święta Trojcy, nieznane na innych terenach Ukrainy, jeszcze dziś żywe są na Pińskim Polesiu („prowadzanie Kusta” na północy Gminy Riwne i w Pińskim Powiecie Gminy Brest), u przesiedleńców z czarnobylskiej części Kijowszczyzny („wyprowadzanie rusałek”).

„I teraz prowadzają ‚Kusta’ [słowo ‚kust’ oznacza po ukraińsku ‚krzak’ ? przyp. tłum.]: biorą przystrajać ładną dziewczynę ? nałamiemy gałązek lipy, klonu, różnego ziela, napleciemy wianków, i okręcamy ją tym dookoła i obwiązujemy czerwonym paskiem ? aż nie widzi dokąd idzie. Nic u niej ? ani oczu, ani ręki, ani nogi, tylko głowa z wiankiem – nie powinno być widać jaka to dziewczyna. Prowadzimy ją ? dużo bab idzie ? gospodarzowi pod chatę i śpiewamy ‚trojcę’. Gospodarz oblewa Kusta wodą, by te kwiatki nie powiędły, da kawałek chleba, pieniędzy ? Kustowi na trzewiczki, bo Kust ‚pojedzie do tatulka w gości‚, postawi wypić. A jak już pochodzimy po chatach, odprowadzają Kusta, rozbierają do lnu, i to ziele rozrzucają koło lnu. A wtedy dziewczęta prędko rozbiegają się wszystkie w stronę rzeki ? wianuszek z Kusta puszczamy na wodę ? niech płynie, i każda czeka: do której wianek podpłynie ? ta wyjdzie za mąż tego roku. No i podnosimy ‚na hura’ tę dziewczynę, co to Kust, obijamy klonem: – Klońca-klońca, jutro będzie Trojca! ? tak mówią„.

 Jedna z interpretacji tego rytuału jest taka. Wizyta „u tatulka” oznacza podróż „na tamten świat”. Anonimowa dziewczyna-Kust ? osoba bez twarzy i bez imienia ? jest posłanniczką do przodków, których prawdopodobnie będzie prosić o deszcz, niezbędny dla urodzajnych plonów. Deszcz symbolizowany jest opryskiwaniem, „Dziadów” czci się wieczerzą przygotowaną w ich intencji i odwiedzaniem grobów.

Używana w czasie Trojcy (i na Kupały) zieleń ma właściwości ochronne i produktywne, przynosi zdrowie ? rozsypując po polu gałązki z Kusta i obijając się nimi nawzajem, uczestnicy obrzędu jednają się z potężną roślinną siłą, która sprzyja żyzności gleby i rozkwitowi dziewczęcej urody.

Kustowy motyw brzmiał na Pińszczyznie od Wielkanocy do Trojcy. Kobietom-śpiewaczkom mógł przygrywać skrzypek, ale jedynie poza obrzędem. Pastuszek, wyciąwszy fujarkę-„kolankę” z młodej kruszyny, pocieszał się na samotności „trojcowymi” motywami, a niekiedy i sam sobie podśpiewywał.

Według mieszkańcow Kijowskiego Polesia, na Zielone Świątki przychodzą „na ten świat” rusałki pod postacią dziewcząt z rozpuszczonymi włosami, ubranych w wyszywane koszule. Za rusałki uważano najczęściej zmarłe dziewczęta, a szczególnie te, do których śmierci przyczynił się żywioł wodny. W poniedziałek, po zakończeniu tygodnia Trojcy, na Kijowskim, Czernihowskim i Homelskim Polesiu „wyprowadzano rusałki”: kobiety w wiankach, śpiewając głośno rusalne pieśni, schodziły się grupami na cmentarz, klaszcząc w dłonie, hałasując i strzelając odganiały „rusałki”, zmuszając je by powróciły do swych grobów, paliły ogniska u bram cmentarza.

Rytuał wyprowadzania rusałek zamyka okres Trojcy i rozpoczyna post przed obchodami uroczystości Świętego Piotra, który przypada na żniwa:

Wam, rusałkom, w ziemi spać, A nam, młodym, żyto żąć…

 

Kupała

Na Żytomierskim Polesiu centrum letnich obrzędów był dzień Iwana Kupały [czyli Noc Świętojańska ? przyp.tłum.] ? tej nocy odbywało się rytualne świętowanie z ogniem i obrzędowym drzewem. Na przykład „palono wiedźmy” ? rozniecano ogniska, w których palono żaby, z różnych części wioski przynoszono ścięte drzewka przystrojone płonącymi świeczkami lub korą; przystrajano i podpalano starą sosnę na skraju wsi itd. Palenie ognia oznacza oczekiwanie „niezwykłych gości”. Tego dnia i w trakcie postu na Świętego Piotra wykonywano „petrowki” ? kilka specjalnych melodii. Pieśni brzmiały bez ustanku po drodze do miejsca, gdzie odbywały się rytualne wydarzenia, poza granicami wsi, na wzniesieniu. Pieśni określały niezwykły status drogi jako przejścia z przestrzeni zamieszkanej przez ludzi poza jej granice w celu dotarcia do granicy między światami, która znajdowała się w określonym miejscu ? w polu, w lesie, na cmentarzu. Potężny dźwięk sam z siebie mógł „otworzyć” granicę, przywoływał duchy do wejścia w dialog. Całą noc głośny śpiew brzmiał w obranym miejscu. Granice, w obrębie których słychać było śpiew, określała sakralna przestrzeń kulturowa, w której obcowano z przodkami. Końcowe czynności rytuału ? palenie przedmiotów symbolizujących „wiedźmę” ? oznaczały odprowadzenie dduchów.

 

Żniwa

Komponent poleskiego muzycznego stylu, który wyróżnia go spośród innych regionów Ukrainy ? pieśni związane ze zbiorami plonów: żniwne melodie przypominające lament. Na wsiach nazywają je „latem” albo „żniwami”. „Ciągniesz, niby lamentujesz, niby płaczesz” ? mówią o nich śpiewaczki. „Lato” śpiewano i bezpośrednio podczas pracy i w chwilach odpoczynku. Na przyrównanie tego sposobu zwracania się do zmarłych do prawdziwych lamentacji pozwalają nagrania żałobnych płaczów na cmentarzach, zarejestrowanych podczas „prowadzania Kusta”.

W gorący żniwny czas dobrą pogodę zabezpieczano zaklęciami, które wylamentowywano lub wyśpiewywano na melodię „lata”:

Oj odpędź, Boże, chmurę, oj na obce strony,
Tam dziady brodate, oj a dziewki brzuchate…

Żniwa zakańczano przygotowywaniem „brody” albo „dziada”: ostatnią wiązkę nieściętego zboża zdobiono kwiatami i ogrodziwszy słomą pozostawiano w polu ? to cząstka plonu należna przodkom. W południowej części Polesia śpiewano bardziej świąteczne, niekiedy żartobliwe melodie. Gdy dożynano, „kupą” (chórem) śpiewano pieśń poświęconą gospodarzowi. Wdzięczny za pracę gospodarz najmował muzykantów, częstował żeńców.

Jesienią, po zbiorach plonów, jaskrawe, angażujące całą wieś widowiska ustają. Jednak pora jesienna także miała określone melodie, stylistycznie zbliżone do dawnotradycyjnej liryki.

 

Motywy cyklu obrzędowości rodzinnej

Do melodii wczesnej tradycji należą również motywy towarzyszące wydarzeniom w osobistym życiu człowieka ? narodziny i chrzciny, ślub, śmierć.

W powiatach dubrowickim, olewskim udało się nagrać reliktowe przykłady pieśni wykonywanych na chrzcinach.

Trafiwszy na Polesie w dniu pogrzebu można usłyszeć lamentacje ? oddźwięk dawnych, muzyczno-recytatywnych form obcowania z duszami zmarłych.

Oryginalność poleskiego muzycznego stylu jest dostrzegalna i w takim gatunku jak „kołysanki”: ich melodie nie są podobne do kołysanek w innych częściach Ukrainy.

 

Wesele

Bogactwem melodii odznaczają się poleskie rytuały weselne. Tak jak obrzędy cyklu kalendarzowego, zachowały one niemało cech archaicznych. Weselne pieśni towarzyszą większości obrzędów: cykl przedweselnych przygotowań, wypiek korowaja, wyrobu świeczek, przygotowanie drzewa weselnego („wilca”), przygotowania do ślubu, przebieranie młodej w mężatkę (zmiana nakrycia głowy), wyprowadzenie młodych itd. Ciąg obrzędów weselnych rozpoczyna się specjalnym marszem w wykonaniu kapeli skrzypcowej: wyjazd do ślubu i spotkanie po wyjściu z cerkwii.

Weselne melodie swój koloryt zawdzięczają zmiennym rytmom, wariantowości melodycznej. W tym regionie zarejestrowano największą ilość weselnych formuł rytmicznych ? około 25-ciu. Wśrod nich są i nieznane w innych regionach Ukrainy, właśnie one składają się na niezwykłość poleskiego cyklu. Na podstawie szerokości zakresów dźwiękowych można wyróżnić trzy główne typy pieśni: a) 3-4-dźwiękowe melodie, b) 5-6 dźwiękowe motywy molowe c) motywy „dramatyczne” ? przeważnie durowe, ze skomplikowanymi relacjami stopni wysokości dźwięków. Motywy z grupy a) są charakterystyczne konkretnie dla regionu poleskiego, obszar ich występowania rozszerza się dalej na północ od Polesia. Motywy z grupy b) łączą poleską tradycję z Podolem i poszczególnymi rejonami Białorusi. „Dramatyczne” melodie (grupa c) pojawiły się na Polesiu z pewnością na skutek migracji z Podola, największą ilość zlokalizowano w Pohoryni i na południowych krańcach Polesia.

Towarzyszenie skrzypiec rytualno-wokalnej części wesela jest obecnie zjawiskiem reliktowym, nagrania skrzypków są nieliczne, należy je uważać za wielki sukces ekspedycji terenowych przeprowadzonych przez badaczy.

 

Liryka

Pieśni liryczne, które można wykonywać w dowolnym czasie, tworzą dużą i różnorodną grupę. Najstarsze z nich, wąskie pod względem zakresu dźwięków, o „sieciowej” fakturze, w której jeszcze nie wyodrębnił się solowy podgłosik (podgłosik, według F. Kołessy, charakteryzuje klasyczną lirykę ukraińską tak zwanego „złotego czasu” ? epoki formowania podstaw kultury narodowej). Niekiedy takie motywy odróżniają się właśnie od obrzędowych jedynie nieco szerszym dźwiękowym diapazonem i większą swobodą w melodycznych wariacjach. Związane są one z solowym sposobem wykonania (rytualne motywy wykonywano zawsze chórem, za wyjątkiem lamentacji). Na Polesiu trafia się jeszcze męski śpiew solowy, ale to ? rzadkość w dzisiejszej wiejskiej obyczajowości muzycznej.

Te melodie mogły być wykonywane i w wariancie instrumentalnym. Takie ornamentalne improwizacje nie są podobne do przykładów wielogłosowych, które zazwyczaj wykonuje się „w trakcie biesiady” ? podczas hulanek, za świątecznym stołem itp. Dawną lirykę śpiewacy czasem nazywają „pieśniami borowymi”, albo leśnymi, polnymi, jagodowymi itp. ? jako że wykonywano je latem polu, w lesie.

 

Klasyczna liryka

Oprócz specjalnych melodii, po zakończeniu rytuałów tradycja pozwalała na śpiewanie i świeckich („zwykłych”) pieśni ? lirycznych, żartobliwych, ballad.

Tak jak na całej Ukrainie, na Polesiu popularne stały się pieśni z górnym solowym podgłosikiem. Cechą charakterystyczną tej grupy pieśni jest obecność pogłosiku ? „wywodu”: solowy głos wywodzącej ozdabia główną melodię, prowadzoną przez dolną część chóralnej partytury. Przed każdym śpiewakiem otwierają się szerokie możliwości wyrażenia siebie: indywidualne rozgałęzianie melodycznych linii w dolnym głosie, „zmagania” partii solowych, dosięgające wyższego poziomu obcowania w muzyce ? improwizacji. Bardziej typowy dla poleskiej liryki jest śpiew ozdobiony ornamentalnym splotem we wszystkich głosach i nasycony akcentami, które nadają wykonaniu jednocześnie impulsywność i umiarkowania.

W pewnych wypadkach do zespołu przyłączali się wiejscy muzykanci ? wykonawcy na fujarce, na skrzypcach, bębnach…

Miejscowy styl rozpoznawalny jest i w pieśniach ułożonych w XIX-XX w. Wśród nich ? pieśni rekruckie albo żołnierskie, śpiewane podczas poboru chłopców do wojska.

Na Polesiu nie brakuje i pieśni żartobliwych i parodii, czastuszek, piosenek do tańca.

 

Iryna Kłymenko (dr historii sztuki)

Naukowe prace terenowe na Polesiu prowadzili w latach 30. wybitni ukraińscy i rosyjscy uczeni K. Kwitka, J. Hippius, Z. Ewald, F. Kołessa. Od lat 80. następuje frontalne badanie poleskiej tradycji muzycznej przez ekspedycje Narodowej Akademii Muzycznej im. P.I. Czajkowskiego (Kijów), Lwowskiej Narodowej Akademii Muzycznej im M. Łysenki i Kulturologicznej Ministerstwa do sytuacji nadzwyczajnych.

 

Oryginalne źródło artykułu: http://www.pk.org.pl/panoramakultur/node/1603

Reklamy

Potężni – ale poganie. O Słowianach w literaturze skandynawskiej

Dawni Skandynawowie doceniali urodę Słowianek, a Słowian mieli za potężnych, groźnych i walecznych wojowników, ale zarazem bezwzględnych pogan. O niejednoznacznym obrazie Słowian w skandynawskiej literaturze ze wczesnego średniowiecza mówi prof. Jakub Morawiec. Słowianie pojawiają się już w najstarszych skandynawskich tekstach, choć na dość małą skalę. Wiadomo, że uczestniczyli oni w walkach między władcami północy – stawali po jednej ze stron.

Z zapisów wynika, że łodzie ze słowiańskimi wojownikami brały udział w kilku bitwach pod koniec X. w., rozegranych między Norwegami i Duńczykami. Wygląda na to, że był to »słowiański kontyngent«” – opowiada PAP prof. Jakub Morawiec z Zakładu Historii Średniowiecznej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Zdaniem naukowca wiele wskazuje na to, że ówcześni ludzie północy wysoce cenili waleczność Słowian na polu walki. W sagach lokalni królowie określani są często jako „zabijacze Słowian”, mimo że w tekstach tych nie ma bezpośredniego odniesienia do walk z tym ludem. „Zatem jest to epitet stosowany względem osób, które potrafią skutecznie i umiejętnie walczyć” – uważa prof. Morawiec.

Na próżno szukać w tekstach skandynawskich odnoszących się do okresu, w którym powstało państwo polskie, opisu ziemi słowiańskich.

Tak naprawdę skandynawskich autorów słowiańszczyzna nie interesowała. Utożsamiali ją tylko z jednym miejscem – Jomsborgiem, czyli dzisiejszym Wolinem” – opowiada historyk. Wśród naukowców trwają dyskusje na temat znaczenia Wolina w okresie wczesnego średniowiecza. Zdaniem części była to osada handlowa, stanowiąca tygiel kulturowy, gdzie dominującą grupę stanowili jednak Słowianie.

stara-mapa-z-potworami-morskimi

Natomiast jeśli chodzi o interior słowiańszczyzny – w tekstach skandynawskich z epoki brak jest informacji na temat jego władców czy miast. Dopiero w sagach dotyczących XIII w. padają w nich nazwy słowiańskie związane z wybrzeżem, np. Kamień Pomorski.

Czarny charakter Słowian opisywany był w sagach zwłaszcza w kontekście ich pogaństwa, mimo że Skandynawowie przyjęli chrześcijaństwo mniej więcej w tym samym czasie, gdy np. Piastowie, ale np. Obodryci (Słowianie połabscy) dopiero w XII w. Jednak Prof. Morawiec przypomina postać pierwszego świętego Skandynawii – św. Olafa. W jego hagiografii Słowianie zajmują ważną pozycje. Opisano na przykład postać Duńczyka, który dostał się do słowiańskiej niewoli. Ten zaczął się żarliwie modlić właśnie do św. Olafa. Wkrótce z jego pomocą udało mi się uwolnić się z niewoli.

To nie jedyny raz, kiedy św. Olaf pomógł Skandynawom w starciu ze Słowianami. Gdy w 1043 r. Obodryci walczyli na Jutlandii z Norwegami, sytuacja się powtórzyła. Król Magnus bardzo obawiał się starcia, jednak duch św. Olafa w ciągu nocy zmotywował go do walki. „Co więcej o poranku, w pierwszej linii wojów, można było dojrzeć św. Olafa” – dodaje naukowiec. W ten sposób Obodryci zostali pokonani.

Słowianie mieli jednak również dobrą prasę. Pod niebiosa wychwalano piękno, inteligencję i silny charakter córki słowiańskiego władcy Burysława – Astrydy” – podkreśla historyk. Do dzisiaj nie jest jasne, z jakim historycznym władcą należy łączyć Burysława. Prof. Morawiec sądzi, że jest to literacka kreacja inspirowana Mieszkiem I, Bolesławem Chrobrym, a zwłaszcza – Bolesławem Krzywoustym.

Wiemy tylko tyle – Burysław był potężnym królem o randze Attyli czy Teodoryka, z którym warto zawierać sojusze” – opowiada naukowiec. Dlatego siostra króla Svena, Tyra, została za niego wydana za mąż (co wynika z tekstów skandynawskich). Co ciekawe, związek ten ponoć był krótkotrwały i nieszczęśliwy. Kobieta skarżyła się, że Burysław jest starcem, a na dodatek poganinem.

W ostatnim czasie za sprawą książki „Harda” autorstwa Elżbiety Cherezińskiej spopularyzowana została postać Świętosławy, czyli domniemanej córki Mieszka I, która wysoko wspięła się w hierarchii politycznej średniowiecznej Skandynawii.

Warto zaznaczyć, że w źródłach skandynawskich Sygryda Storråda – bo takie nosi imię – pochodzi ze szlacheckiej skandynawskiej rodziny. Ale wiele wskazuje, że postać ta była inspirowana między innymi pamięcią o historycznej Świętosławie” – opowiada naukowiec, który podkreśla, że ta postać historyczna najprawdopodobniej nie miała tak na imię. Zapytany, dlaczego zatem prawdopodobnie błędnie odnotowano jej pochodzenie stwierdził, że przede wszystkim historię spisano kilkaset lat później – w XIII w. Ówcześni skrybowie nie znali tak szeroko źródeł z innych rejonów, stąd ich wiedza była mniejsza. Poza tym nie przywiązywano tak dużej wagi do faktografii.

MTAyNHg3Njg,28678181_28678001

Prof. Morawiec uważa, że Świętosława została wydana za króla Szwecji, po to aby przypieczętować sojusz Piastów ze Szwedami. W ten sposób Mieszko I uzyskał wpływy w strefie Bałtyku, dzięki czemu zaczął kontrolować handel zwłaszcza u ujścia Odry.

Szymon Zdziebłowski, PAP – Nauka w Polsce

Źródło: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,460060,potezni—ale-poganie-o-slowianach-w-literaturze-skandynawskiej.html

Edycja: 11.10.2017

Olbrzymią osadę sprzed 2 tys. lat odkryli archeolodzy w woj. świętokrzyskim

Olbrzymią osadę sprzed ok. 2 tys. lat odkryli naukowcy w Rzemienowicach (woj. świętokrzyskie). Składało się na nią m.in. kilkaset półziemianek, dziesiątki palenisk i pieców. O znalezisku poinformowali PAP archeolog, Piotr Wroniecki.

Naukowcy odkryli starożytną osadę w 2012 r. w czasie wykonywania z pokładu samolotu zdjęć – na polach obsianych zbożem kolor roślin rosnących nad ukrytymi pod ziemią pozostałościami osady wyraźnie odróżniał się od otoczenia. W ten sposób mogli poznać nawet kształt i rozmiary poszczególnych domostw.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585084.jpg
Propozycja rekonstrukcji półziemianki na której pozostałości archeolodzy natknęli się w czasie wykopalisk. Aut. Jędrzej Bulas

„Zarysy półziemianek były tak wyraźne, że już wtedy przypuszczałem, że osada może pochodzić sprzed ok. 2 tys. lat” – powiedział PAP kierownik projektu badawczego, Piotr Wroniecki.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585069.jpg
Rozbudowana interpretacja obiektów archeologicznych odkrytych wykonana na podstawie zdjęć lotniczych i badań geofizycznych. Aut. Piotr Wroniecki

W kolejnych latach archeolodzy wykonali szereg innych badań nieinwazyjnych, czyli takich, które nie wymagały przeprowadzenia wykopalisk i naruszenia warstw ziemi. Oprócz badań powierzchniowych polegających na zebraniu z powierzchni zabytków – głównie fragmentów naczyń ceramicznych (na ich podstawie wiek osady określono na od ok. 300 lat p.n.e. – 400 lat n.e.) i kamiennych narzędzi, naukowcy zastosowali również metody geofizyczne (pomiar pola magnetycznego i georadar).

„Dopiero w tym roku na bardzo ograniczoną skalę odbyły się wykopaliska, ale i bez nich z dużym prawdopodobieństwem byliśmy w stanie określić, czym mogły być odkrywane zarysy” – zaznacza Wroniecki. A wszystko to – jego zdaniem – właśnie dzięki zastosowaniu szerokiego spektrum metod nieinwazyjnych.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585072
Naczynie odkryte podczas wykopalisk – ma ponad 2 tys. lat. Fot. Jan Bulas

„Sukcesem badań jest nie tyle odkrycie nowej, nieznanej do tej pory nauce osady, co wypracowanie metody, która pozwala stworzyć klucz interpretacyjny do rozpoznania tego typu założeń osadniczych” – podkreślił Wroniecki.

Według części naukowców ten rejon, a co za tym idzie – również i osadę, ok. 2 tys. lat temu mógł zamieszkiwać jeden z ludów germańskich (to z nimi wielu archeologów identyfikuje tzw. kulturę przeworską). Na podstawie źródeł pisanych badacze wskazują, że mogli być to Wandalowie, znani ze złupienia Rzymu.

W czasie wykopalisk kierowanych przez Jana Bulasa z Instytutu Archeologii UJ naukowcy przebadali relikty jednej z półziemianek w Rzemienowicach. Z opisu naukowców wynika, że była to lekka konstrukcja, prawdopodobnie o plecionkowej konstrukcji ścian, dachu wspartym na słupach nośnych (tzw. metoda na sochę i ślemię).

Wroniecki przypomniał, że w ostatnich latach dzięki wykopaliskom ratowniczym przeprowadzonym na trasach przebiegu budowanych autostrad archeolodzy rozpoznali kilka podobnych osad z tego samego okresu. „Dzięki temu mamy świetny materiał porównawczy” – dodał archeolog.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585071
Archeolodzy przy pobieraniu próbek do analiz specjalistycznych. Fot. Jan Bulas

Osada zlokalizowana w Rzemienowicach, zdaniem kierownika projektu, doskonale wpisuje się w schemat rozplanowania osad z tego okresu. Wbrew dawniejszym opiniom wsie w tym okresie w cale nie były niewielkie – wręcz przeciwnie. Ta z Rzemienowic może mieć powierzchnię ponad 10 ha. Zdaniem Wronieckiego rozplanowanie osad ma wspólne punkty we wszystkich przypadkach. Oprócz pokaźnych rozmiarów składały się w trzech podstawowych komponentów: półziemianek (ich na nowo odkrytym stanowisku było aż kilkaset), długich domów słupowych i dużych skupisk palenisk. Między półziemiankami znajdowały się również duże piece, zapewne do wypalania naczyń ceramicznych lub wapna.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585070
Pozostałości starożytnych domostw, budynków gospodarczych czy pieców widoczne z lotu ptaka jako wyróżniki roślinne – rośliny rosnące m.in. nad pozostałościami po półziemiankach mają inny kolor niż otaczające pola. Fot. Piotr Wroniecki

Badania nieinwazyjne w Rzemienowicach prowadzone były dzięki środkom uzyskanym z Narodowego Centrum Nauki, w ramach konkursu Preludium pt. „Ukryte krajobrazy kulturowe zachodniomałopolskich wyżyn lessowych”. W badaniach brali udział archeolodzy i geofizycy z Polski, Irlandii, Niemiec, Czech i Słowacji.

PAP – Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

 

 

 

Źródło: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,459841,olbrzymia-osade-sprzed-2-tys-lat-odkryli-archeolodzy-w-woj-swietokrzyskim.html
Data: 30.09.2017

 

Bies i szyszkoń

Czas przedstawić kolejne stwory z demonologii słowiańskiej tym razem będą to biesy i szyszkonie, stwory które są uosobieniem strachu i groźnych zwierząt.

Bies.jpg

Tam gdzie w pogoni za zwierzyną nie zapuszczali się nawet najodważniejsi woje. W najgłębszej gęstwinie czarnego boru, gdzie z rzadka docierały ciepłe słoneczne promienie. Wśród grzęzawisk, moczarów i upiornie powyginanych suchych drzew . Pośród omszałych i popękanych ze starości kamieni żył Bies. Był to okropnie pokraczny stwor, wysokości dwóch rosłych wikingów, o tułowiu potężnego tura, porośniętym wężową łuską, na grzbiecie zaś miał długą, sztywną niedźwiedzią sierścią o płowej barwie. Miał pysku dzika z ostrymi dziczymi szablami, i kłami wielkości dłoni mężczyzny. Wielkimi sterczącymi uszami i z porożem jelenia. Na które nabijał nieszczęsnych przeciwników. Miał też gruby ogon zakończony kościaną ostrą wypustką, którą zadawał rozległe rany. Przednie łapy zakończone jak u niedźwiedzia wielkimi pazurami, tylne zaś potężnymi silnymi kopytami. Wydawał z siebie groźny pomruk lub ryk który niósł się puszczą daleko budząc grozę.

Szyszkon.jpg

Już same imię Bies wzbudzało w ludziach strach. A przy dzieciach nikt nawet nie śmiał wypowiedzieć tego słowa aby nie rozbudzić ich wrodzonej ciekawości zobaczenia tego stworzonia. Bo bies to było samo zło i przerażenie. Opowiadali ludzie, że ten co na własne oczy zobaczył biesa, ten w ciągu jednej chwil osiwiał. Biesy były samotnikami, i nie wiadomo skąd brały się ich młode, mogły rodzić się z wielkich kamieni w kształcie jaja. Na których biesy spały wygrzewając je swoim brzuchem. Ale po prawdzie nikt tego nie dociekał. Czasem za kompanów miały innego demona. Równie paskudnego stworzonia – szyszkońa. Który dręczył drzewa, kornikami i innymi szkodnikami. Był on niewielkim skrzatem leśnym, wielkości borsuka z wielką, okropnie pomarszczoną gębą. W której gnieździły się wszelakie paskudniki niszczące drzewa. Szyszkoń przeskakiwał z drzewa na drzewo plując na nie i tak zarażał je paskudnikami. Leszy pan lasu i jego ludu, z szuszkoniem rozprawiał się dość szybko. Celny rzut kamieniem i demon padał martwy. Lęgły się szyszkonie z ciał leśnych podpalaczy.

Bies nie bał się nikogo ani niczego z równą zawziętością krzywdził ludzi jak i leśny lud. A najbardziej to, zwiewne panny leśne, które krzywdził tylko za ich urodę. Jedynym przed kim umykał był sam Leszy. Ten rozsierdzony do żywego potrafił pogruchotać kości biesa tak, że długo o nim nikt nie słyszał. Stworzoń zaszywał się wówczas , gdzieś w głębi moczar i wylizywał swoje rany.

Bies-autorstwa-artysty-Zdzisława-Pękalskiego.jpg
Bies autorstwa bieszczadzkiego artysty

Bestie potrafiły czarami zmącić umysł człowieka tak, że wpadał on w szał, niszcząc wszystko co miał po drodze. Lubiły też powoli rozprawiać się ludzi czerpiąc radość z ich cierpienia. Nie było zatem wielu śmiałków chcących polować na stworzonie. Zabić biesa mógł tylko człowiek, na szczęście, niekoniecznie o czystym sercu.

Nienawiść biesa do rodu ludzkiego przejawiała się też, poprzez podpalanie pól uprawnych, pożeranie całych stad bydła, czy ściąganie na wsie różnych chorób. Wielkie wichury wraz z ulewnym deszczem i powodzią, też bywały zasługą tego potwora.
To właśnie na grzbiecie Biesa, wędrowała przez świat bogini Mora.

 

Źródło: BajankiPogadanki,

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1983409358339747&id=917421911605169

Slovanie – portal społecznościowy dla Słowian

Już kiedyś napisaliśmy o tym serwisie, ale był w powijakach,  serwis społecznościowy powstał aby być alternatywą dla Facebooka który nie jest przyjazny dla ludzi ze słowiańską duszą.

Slovanie to serwis zrobiony przez ludzi którzy kultywują wiarę w słowiańskich bogów,  a także najwięcej takowych ludzi wspiera ten serwis, m.in. po to aby bez przeszkód stosować znaki i symbole gdzie w innych miejscach będą potraktowane jako antysemickie.

slovanie

Jako że portal jest tworzony z inicjatywy wcześniej prywatnej, a teraz dzięki Fundacji Słowianie 2.0, portal rozwija się dużo wolniej niż serwisy które mają inwestorów walizką pieniędzy. Ale najlepszą nagrodą dla prowadzenia i rozwijania serwisu jest aktywność społeczna ludzi. W planach także jest więcej projektów związanych ze Słowianami.

Jeżeli chcecie zobaczyć co autorzy planują w serwisie, zapraszam do serwisu: Behance

f248a655674599-598df7b610325

Ofiary z ludzi u Słowian

Wczoraj na FB pojawił się ciekawy wpis na stronie Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie pobudził dużą dyskusję a to za sprawą malowidła Ofiara z 1922 namalowanego przez Mariana Wawrzenieckiego.

19989307_1500154600040735_566667639364876536_n

„Ofiara” – obraz z 1922 r. przedstawiający pogański obrzęd składania w darze bóstwu życia młodej kobiety. Z przekonaniem o takich praktykach namalował go Marian Wawrzeniecki – uchodzący za znawcę prastarych wierzeń. Współcześni oskarżali go też o lubowanie się w ukazywaniu okrucieństwa i szafowanie erotyką. Potężny idol kojarzy się z posągiem Światowida i kolosami z Wyspy Wielkanocnej.

Autorzy strony nie poszli na łatwiznę i przedstawili obszerny przypis do swojego wpisu. Zapraszam do lektury.

—————————————————–

Cieszymy się, że nasz wpis (dość podchwytliwy) wywołał dyskusję. Tym bardziej, że inspiracją była sztuka! Przecież to jest jedna z jej ról – wzbudzanie emocji. Szkoda tylko, że czasami wzbudza tak skrajne emocje, a nie zawsze stanowi inspirację do poszukiwań wiedzy.

A jak to z tymi ofiarami wśród Słowian było? Tak jak napisaliśmy, niegdyś powszechnie twierdzono, że one były. Wynikało to raczej nie z badań naukowych, a z przekonania, że dla politeizmu fakt tak byłby rzeczą oczywistą. Dziś jednak pojawia się wiele głosów temu przeczących. Jednak rzadko w dyskusjach na ten temat (i nie tylko niestety) pojawiają się konkretne argumenty oparte na przesłankach źródłowych i ustaleniach badaczy stanowiących efekt krytycznej pracy ze źródłami.

Źródła pisane wspominają o tym, iż Słowianie składali ofiary z ludzi. Zapewne o takim obyczaju pisze autor bizantyńskiego podręcznika do strategii „Strategikonu” ze schyłku VI w. Wspomina on o tym, że kobiety Słowian południowych rzucają się na płonące stosy poległych wodzów i w ten sposób giną. Interpretowane jest to z reguły jako właśnie przykład ofiary z ludzi – były raczej do tego przymuszane.
Piszący w drugiej połowie X w. Leon Diakon w swoim dziele przy okazji opisu kolejnej wojny bizantyńsko-ruskiej wspomniał o tym, iż Rusini po jednej z bitew na wielkich stosach palili swoich poległych i starożytnym zwyczajem poświęcają jednocześnie jeńców – zarówno mężczyzn jak i kobiety. W innym miejscu wspomina o zwyczaju składania przez Słowian w ofierze noworodków oraz kurczaków, które topiono w Dunaju. Piszący w I poł. X w. perski podróżnik Ahmad ibn Rustah Isfahan wspomniał o tym, iż Słowianie wschodni mają w zwyczaju poświęcać kobiety. Również „Powieść minionych lat” pisze o istnieniu takiego obyczaju. Miał go kultywować nie kto inny jak Włodzimierz I Wielki – książę kijowski, który krótko potem przyjął jako pierwszy władca Kijowa chrzest. Źródło to wspomina także o poświęcaniu dziewic.

Dość sporo informacji o składaniu ofiar z ludzi wśród Słowian mamy w odniesieniu do plemion połabskich na przełomie X i XI w. Wspomina o tym Thietmar z Merseburga. W 990 r. Wieleci-Lucicy mieli, wg kronikarza, złożyć w ofierze dowódcę zdobytego wcześniej wspólnie z Czechami nieznanego z nazwy grodu). W innym miejscu swej kroniki wspomina on o tym, iż Obodrzyci składali ofiary z ludzi w Radogoszczy. Także inni ówcześni pisarze (m.in. Brunon z Kwerfurtu, Helmold z Bozowa) wspominają o takich praktykach. Najczęściej złożenie w ofierze odbywało się poprzez ścięcie głowy. Ofiarą był obcy, z reguły chrześcijanin, często misjonarz.

Oczywiście można zarzucić autorom tego rodzaju zapisek stronniczość. W większości przecież wywodzili się oni z kręgów kościelnych, więc celowo mogli fałszować obraz spokojnych Słowian. Takie stanowisko nie jest jednak do końca uzasadnione, ponieważ informacje o tym wywodzą się ze zbyt różnych środowisk i z różnych okresów. Zresztą, jak wskazaliśmy powyżej, przytaczają je nie tylko chrześcijanie.

Argumentów na potwierdzenie tezy o występowaniu obyczaju składania ofiar z ludzi dostarcza również archeologia. Jako takie uznaje się pochówki luźnych czaszek z wgnieceniami. Znamy je np. z Rugii z okolic dawnego ośrodka kultu słowiańskiego, Arkony. Być może ofiary przed śmiercią były ogłuszane, utaczano z nich krew i potem odcinano głowę. Krew jak się zdaje mogła mieć znaczenie dla innych symbolicznych rytuałów. Kolejnym dowodem są spotykane niekiedy na terenach Ukrainy czy Słowacji całe serie pochówków w kolistych jamach określanych niekiedy właśnie jako ofiarnicze. Najczęściej są to szkielety męskie, najczęściej o odmiennym etnosie. Być może archeologiczną pozostałością po tym obyczaju się niektóre znane szkielety ze śladami skrępowań.

Jak widać źródła wyraźnie wskazują na istnienie tego obyczaju wśród Słowian. Nie byłoby to zresztą niczym szczególnym w ówczesnych czasach i nie świadczyłoby to o żadnym ich „zdziczeniu” (jak ktoś to napisał w dyskusji). Tego rodzaju praktyki były normą wśród religii politeistycznych. Ofiary z ludzi składali niekiedy Grecy, o wiele częściej czynili to Rzymianie. Nawet celtyccy Druidzi składali ofiary z ludzi. Wyobrażacie sobie w takiej sytuacji dobrodusznego Panoramiksa z komiksów o Asterixie i Obelixie? Ofiary z ludzi znane były u Germanów, u Skandynawów, Prusów, wśród wielu ludów Europy. Zresztą nie tylko Europy! Wspomnijmy choćby o Majach (przecież jeszcze do niedawna uznawanych za wyjątkowo spokojnych i stroniących od tego typu praktyk), Aztekach i innych ludach prekolumbijskiej Ameryki. Azja też nie była wolna od tego typu rytuałów. Pamiętać jednak należy, że to co dziś wydaje się nam szokujące w tamtych czasach takowym nie było. Inny był system wierzeń, inna mentalność. Pojęcie humanitaryzmu, jakie znamy od oświecenia wówczas w ogóle nie było znane.

Jeśli więc komuś zaburzyliśmy sielankowy obraz naszych przodków to powtarzamy raz jeszcze – Słowianie nie byli w tym odosobnieni. Na podstawie źródeł można raczej wysunąć tezę, iż praktyki te mimo wszystko nie były wśród Słowian zbyt powszechne, a uciekano się do nich tylko w chwilach szczególnych.

Na specjalną uwagę zasługuje sam Marian Wawrzeniecki (1863-1943), twórca zaprezentowanego obrazu pt. „Ofiara”. Był on malarzem (uczniem samego Matejki), rysownikiem, archeologiem, religioznawcą, teoretykiem sztuki, członkiem współpracownikiem Komisji do Badań nad Historią Sztuki i Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie. Uchodził za specjalistę w zakresie słowiańszczyzny, przede wszystkim w zakresie dawnych wierzeń. Sam sygnował często swoje prace swarzycą – lewoskrętną swastyką, pradawnym symbolem przychylności bogów, szczęścia i zwycięstwa. Był członkiem grupy artystycznej zwanej Szczepem Rogatego Serca, której członkowie inspirowali się w swojej twórczości właśnie kulturą Słowian. Wprawdzie nie był członkiem Koła Czcicieli Światowida, założonej w 1921 grupy religijnej odwołującej się do wierzeń pogańskich, jednak zaliczyć go należy do grona jej zwolennikiem. Jak chcą niektórzy był zwolennikiem podnoszonej niekiedy w dwudziestoleciu międzywojennym kwestii przywrócenia publicznego obchodzenia niektórych obrzędów religii słowiańskiej. Dziś uznawany jest za jednego z prekursorów polskiego rodzimowierstwa słowiańskiego.


 

Podsumowując oraz przestrzegając z góry przed atakami. Należy pamiętać, że w wielu przypadkach to nie wiara jest winna jakimś zbrodniom, a sami ludzie. Fanatycy, nieuki często przez pryzmat wiary podejmowali decyzję w imię dobra innych i swojego. Nie ma jednoznacznych dowodów na to że słowianowierstwo składało ofiary z ludzi, a odłamów wiary dawnej było więcej, na wiele z nich wpływały inne wierzenia także pogańskie, ale także monoteistyczne, gdzie ofiary z ludzi i zwierząt były składane.

Należy także wziąć pod uwagę istnienie pogańskich sekt, wiarołomców którzy dostosowywali wiarę pod siebie, aby gromadzić władzę i bogactwo. Jest to zbyt ludzkie aby nie brać pod uwagę, szczególnie patrząc na chrześcijan.

Droga do prawdy to nie świeża asfaltowa droga, a stara droga z wieloma dziurami.

Nie traćcie wiary! Chwała Bogom! 🙂


 

Źródło:

Słowiańska Wiara Dziś – audycja radiowa

Minęło trochę czasu, ale dobre treści zawsze warto promować. Radio DHT które istnieje od dwóch lat prowadzi od 4 miesięcy cykl Słowiańska Wiara Dziś, to dnia 15 czerwca jest już 6 odcinek, dlatego przedstawiam listę audycji które do tej pory się odbyły.

Uwaga, WordPress umożliwia ładne i bezpośrednie odsłuchanie audycji prosto z naszej strony, ale rozszerzenia mogą tworzyć bloki o pustych przestrzeniach. Ów przestrzenie nie są zamierzone przez autora wpisu.

kupala_night_by_cylonka-db3ahsh