Nestor – Powieść minionych lat – część 62-65 – Pieczerscy

62. Działalność czarodziejów i rozprawa z nimi

Roku 6579 [1071]. Wojowali Połowcy koło Rostowa i koło Niejatyna. Tegoż roku wygnał Wsiesław Światopełka z Połocka. Tegoż roku zwyciężył Jaropełk Wsiesława pod Gołotyczeskiem. W tychże czasach przyszedł czarodziej, usidłany przez biesa; przyszedłszy bowiem do Kijowa mówił ludziom, że na piąte lato Dniepr popłynie wstecz i ziemie przesuną się na inne miejsca, że ziemia grecka stanie na ruskiej, a ruska na greckiej, i inne ziemie przemienia się. Nieuki słuchali go, wierni zaś śmiali się, mówiąc mu: „Bies tobą igra na zgubę tobie”. Tak też było z nim: pewnej bowiem nocy znikł bez wieści.

Biesy bowiem, poduszczając ludzi, na złe wiodą, potem zaś naśmiewają się, wtrąciwszy ich w przepaść śmiertelną, nauczywszy mówić, jako oto opowiemy o biesowskim poduszczeniu i sprawie.

Gdy razu pewnego był nieurodzaj we włości rostowskiej, zjawiło się dwóch czarodziejów z Jarosławia, mówiących: „My wiemy, kto zapasy dzierży”. I poszli wzdłuż Wołgi, a gdziekolwiek przyszli do pogostu1, tu nazywali znakomitsze niewiasty, mówiąc, że ta żyto dzierży, a ta miód, a te ryby, a te skórę. I przyprowadzali do nich siostry swoje, matki i żony swoje. Oni zaś niby przecinali za plecami i wyjmowali bądź żyto, bądź ryby2, i zabijali mnogie niewiasty, a mienie ich zabierali sobie. I przyszli nad Białe Jezioro, i było z nimi innych ludzi trzystu. Tegoż czasu zdarzyło się, że przyszedł od Światosława, dań zbierając, Jan, syn Wyszaty; powiedzieli mu Białojeziercy, że dwaj czarodzieje zabili już mnóstwo niewiast nad Wołgą i nad Szeksną i przyszli tutaj. Jan zaś, rozpytawszy, czyimi są smerdami, i dowiedziawszy się, że swojego kniazia, posłał do tych ludzi, którzy koło nich byli, mówiąc im: „Wydajcie tu czarodziejów tych, gdyż są to smerdowie moi i mojego kniazia”. Oni zaś tego nie posłuchali. Jan zaś poszedł sam bez oręża, i rzekli do niego pachołkowie jego: „Nie chodź bez oręża, osromocą cię”. On tedy kazał wziąć oręż pachołkom, a było dwunastu pachołków z nim, i poszedł do nich w las. Oni zaś stanęli uszykowani naprzeciw.

Gdy Jan podszedł z toporkiem, wystąpili od nich trzej męże, przyszli ku Janowi, mówiąc mu: „Widzisz, że idziesz na śmierć, nie chodź”. On rozkazał bić ich i poszedł ku pozostałym. Oni zaś sunęli na Jana, jeden zamachnął się na Jana toporem, Jan zaś, obróciwszy topór, uderzył go obuchem i kazał pachołkom rąbać ich. Oni zaś zbiegli w las i zabili tu popa Janowego. Jan zaś, wszedłszy w gród Białojezierców, rzekł im: „Jeśli nie schwytacie czarodziejów tych, nie pójdę od was przez całe lato”3. Białojeziercy zaś poszedłszy ujęli ich i przywiedli ich ku Janowi. I rzekł im: „Za co potraciliście tylu ludzi?” Oni zaś rzekli: „Ci dzierżą zapasy, jeśli wyplenimy ich, będzie dostatek; jeśli chcesz to przed tobą wyjmiemy żyto, lub rybę lub co innego”. Jan zaś rzekł: „Zaiste, kłamstwo to; stworzył Bóg człowieka z ziemi, złożon jest z kości i żył od krwi, nie ma w nim nic, i nikt nie wie niczego, jeno tylko jedyny Bóg wie”. Oni zaś rzekli: „My wiemy, jak jest człowiek stworzony”. On zaś rzekł: „Jak?” Oni zaś rzekli: „Bóg mył się w łaźni i spocił się, otarł się wiechciem, i wyrzucił z niebios na ziemię. I spierał się szatan z Bogiem, komu z wiechcia stworzyć człowieka. I stworzył diabeł człowieka, a Bóg duszę w niego włożył. Dlatego, jeśli umrze człowiek, w ziemię idzie ciało, a dusza do Boga”4. Rzekł do nich Jan: „Zaiste opętał was bies: w jakiego Boga wierzycie?” Oni zaś rzekli: „W Antychrysta”. On zaś rzekł do nich: „A gdzie on jest?” Oni zaś rzekli: „Siedzi w otchłani”. Rzekł do nich Jan: „Jakiż to Bóg, jeśli siedzi w otchłani? To jest bies, a Bóg jest na niebiosach, siedzi na tronie, sławion od aniołów, którzy stoją przed Nim ze strachem, nie mogąc nań spoglądać. Z tych zaś jeden anioł strącony został, jego to wy nazywacie Antychrystem; za hardość jego strącony został z niebios, i jest w otchłani, jak to sami mówicie, czekając, kiedy przyjdzie Bóg z niebios i pojmawszy tego Antychrysta zwiąże więzami i posadzi go razem ze sługami jego i tymi, co weń wierzą. Wy zaś przyjmiecie mękę i tu ode mnie, i po śmierci tam”. Oni zaś rzekli: „Nasi bogowie powiadają, że nie możesz nam nic uczynić”. On zaś rzekł im: „Łżą wasi bogowie”. Oni zaś rzekli: „Mamy stanąć przed Świa-tosławem, a ty nie możesz uczynić nam nic”.

Jan zaś kazał bić ich i wytargać brody im. Gdy zaś bili ich i brody wydzierali rozszczepem, rzekł do nich Jan: „Co wam bogowie mówią?” Oni zaś rzekli: „Stanąć mamy przed Światosławem”. I kazał Jan włożyć ruble [kawałki metali] im w usta i przywiązać ich do masztu, i puścił przed sobą w łodzi, a sam za nimi poszedł. Stanęli nad ujściem Szeksny, i rzekł im Jan: „Co wam bogowie mówią?” Oni zaś rzekli: „To nam bogowie mówią, że nie będziemy żywi od ciebie”. I rzekł im Jan: „Oto wreszcie wam prawdę powiedzieli”. Oni zaś rzekli: „Lecz jeśli nas puścisz, wiele dobrego doznasz, jeśli zaś nas zgubisz, wiele smutku doświadczysz i złego”. On zaś rzekł do nich: „Jeśli was puszczę, to kara mię spotka od Boga; jeśli zaś was zgubię, to nagroda mi będzie”. I rzekł Jan przewoźnikom: „Czy komu z was zabili ci kogo z rodziny?” Oni zaś rzekli: „Mnie matkę, drugiemu siostrę, innemu krewną”. On zaś rzekł im: „Mścijcie się za swoich”. Oni zaś schwyciwszy, zabili ich i powiesili ich na dębie: karę zatem otrzymali od Boga po sprawiedliwości. Gdy zaś Jan poszedł ku domowi, następnej nocy niedźwiedź wlazł, odgryzł ich i zjadł. I tak zginęli z poduszczenia biesowskiego, innym przepowiadając, a swojej zguby nie wiedząc. Gdyby zaś byli wiedzieli, to nie przyszliby na miejsce to, w którym mieli być ujęci; a gdy byli schwytam, to po co mówili: „Nie zginiemy”, gdy ów [Jan] zamyślił zabić ich? Lecz to jest biesowska nauka. Biesy bowiem nie wiedzą myśli ludzkiej, jeno podają pomysły człowiekowi, tajemnicy jego nieświadomi. Bóg jeden zna myśli ludzkie, biesy zaś nie wiedzą nic, są bowiem niemocni i niepo-kaźni z wyglądu.

Oto i to powiemy o wyglądzie ich i o opętaniu ich. Tymi bowiem czasy, w też lata, zdarzyło się niejakiemu Nowogrodzianinowi przyjść w Czudy; i przyszedł do czarodzieja, chcąc wróżby od niego. On zaś wedle obyczaju swojego począł przyzywać biesów w dom swój. Nowogrodzianin zaś siedział na progu tegoż domu, czarodziej zaś leżał zdrętwiawszy, i tłukł nim bies. Czarodziej zaś wstawszy rzekł Nowogrodzianinowi: „Bogowie nie śmieją przyjść, coś masz na sobie, czego się boją.” On zaś przypomniał na sobie krzyż, i odszedłszy położył go za tym domem. On zaś począł na nowo przywoływać biesów. Biesy zaś miotając nim, powiedzieli, po co przyszedł [Nowogrodzianin]. Potem zaś począł pytać go: „Dlaczego boją się Tego, czyj krzyż nosimy na sobie?” On zaś rzekł: „To jest znamię niebieskiego Boga, którego nasi bogowie boją się”. On zaś rzekł: „To jacy są bogowie wasi, gdzie żyją?” On zaś rzekł: „W otchłaniach. Są zaś z wyglądu czarni, skrzydlaci, ogony mający; wznoszą się zaś i pod niebo słuchając waszych bogów. Wasi bowiem bogowie na niebiosach są. Jeśli kto umrze z waszych ludzi, to wznoszon jest do nieba, jeśli zaś z naszych umiera, to niesion jest do naszych bogów w otchłań”. Tak też jest: grzesznicy bowiem w piekle są, czekając na mękę wieczną, a sprawiedliwi w niebieskim królestwie umieszczeni są, z aniołami.

Takać to jest biesowska siła, i oblicze, i niemoc. Tym zaś zwodzą ludzi, że każą im opowiadać widzenia, zjawiające się im, niedoskonałym w wierze, jednym zjawiające się we śnie, innym w majaczeniu, i tak czarują nauczeniem biesowskim. Najwięcej zaś przez niewiasty biesowskie czary bywają, na początku bowiem bies niewiastę skusił, ta zaś męża, tak też i w naszym pokoleniu niewiasty wiele czarują czarodziejstwem, i trucizną, i innymi biesowskimi sidłami. Lecz i mężczyźni niewierni usidłani bywają od biesów, jak to było w poprzednich pokoleniach; za apostołów bowiem był Symon czarodziej, który sprawiał czarami, że psy mówiły po ludzku, i sam przemieniał się to w starca, to w młodziana, albo innego przemieniał w inną postać, w kuglarstwie. Tak czynili Janni i Mamwry: czarodziejstwem cuda działali przeciw Mojżeszowi, lecz wkrótce nie mogli sprostać Mojżeszowi. Także Kunop czynił kuglarstwo biesowskie, jak to i po wodzie chodził, i inne kuglarstwa czynił, usidłany przez biesa, na zgubę sobie i innym.

Tak też czarodziej zjawił się był za Gleba w Nowogrodzie; mówił zaś do ludzi, udając Boga, i wielu oszukał, ledwie nie wszystek gród, mówił zaś, że wie naprzód wszystko, i ganił wiarę chrześcijańską, i mówił tak: „Przejdę po [rzece] Wołchowie wobec wszystkich”. I był bunt w grodzie, i wszyscy uwierzyli w niego, i chcieli zgubić biskupa. Biskup zaś, wziąwszy krzyż i przywdziawszy szaty, stanął i rzekł: „Kto chce wierzyć czarodziejowi, to niech idzie za nim; jeśli zaś kto wierzy w Boga, to do krzyża niech idzie”. I rozdzielili się na dwoje: kniaź bowiem Gleb i drużyna jego poszli i stanęli przy biskupie, a ludzie wszyscy poszli za czarodziejem. I był bunt wielki między nimi. Gleb zaś wziąwszy topór pod płaszcz przyszedł do czarodzieja i rzekł do niego: „Wieszli, co jutro ma być, i co dziś do wieczora?” On zaś rzekł: „Wiem naprzód wszystko”. I rzekł Gleb: „To czy wiesz, co ci będzie dziś?” „Cuda wielkie zdziałam” — rzekł. Gleb zaś, wyjąwszy topór, rozciął go, i padł martwy, i ludzie rozeszli się. On zaś zginął ciałem i duszą, oddawszy się diabłu (s. 336—341).

63. Przeniesienie relikwii Borysa i Gleba. Zwady na Rusi

Roku 6580 [1072]. Przenieśli świętych męczenników Borysa i Gleba. Zgromadzili się Jarosławicze — Iziasław, Światosław, Wsiewołod, metropolita, którym wtedy był Jerzy, biskup Piotr perejasławski, Michał juriewski, Teodozy ihumen pieczerski, Sofroniusz, Świętego Michała ihumen, German ihumen Świętego Spasa, Mikołaj ihumen perejasławski, i wszyscy ihumeni, i wyprawili święto. Świętowali uroczyście, i położyli ich do nowej cerkwi, którą zbudował Iziasław, która stoi i dziś. I wzięli najpierw Borysa w drewnianej trumnie; Iziasław, Światosław i Wsiewołod, wziąwszy na ramiona swoje, ponieśli; przodem szli mnisi, świece trzymający w rękach, a po nich diakom z kadzidłami, i potem prezbiterzy, a po nich biskupi z metropolitą; po nich szli z trumną. I przyniósłszy w nową cerkiew, otworzyli trumnę, i napełniła się wonnością cerkiew, zapachem błogim; widzący zaś to, wysławiali Boga. A metropolitę strach ogarnął, nie miał bowiem twardej wiary w nich [Borysa i Gleba]; i padł na twarz, prosząc przebaczenia. Ucałowawszy relikwie jego [Borysa], włożyli je w trumnę kamienną. Potem zaś, wziąwszy Gleba w trumnie kamiennej, postawili na sanie, i ująwszy za sznury, powieźli go. Gdy byli w drzwiach, stanęła trumna i nie poszła. I kazano ludowi wołać: „Panie, zmiłuj się!”, i powieźli go. I położyli ich miesiąca maja 2 dnia. I odśpiewawszy mszę obiadowali bracia wspólnie, każdy z bojarami swoimi, w miłości wielkiej. A dzierżył był wtedy Wyszogród Czudin, a cerkiew — Łazarz. Potem zaś rozeszli się do domu.

Roku 6581 [1073]. Podniósł diabeł zwadę między braćmi tymi Jarosławiczami. W zwadzie będącej między nimi Światosław z Wsiewołodem szli razem na Iziasława. Odszedł Iziasław z Kijowa, Światosław zaś i Wsiewołod weszli do Kijowa miesiąca marca 22 dnia, i siedli na stolcu na Berestowem, przestąpiwszy przykazanie ojcowskie. Światosław zaś był przyczyną wygnania brata, pragnąc większej włości; Wsiewołoda zaś podszedł, mówiąc: „Iziasław zmawia się z Wsiesławem, zamyślając na nas; jeśli jego nie uprzedzimy, to nas przegoni”. I tak rozjątrzył Wsiewołoda na Iziasława. Iziasław zaś poszedł do Lachów z mie-niem mnogim, mówiąc: „Za to znajdę wojów”. Wszystko to wzięli mu Lachowie, pokazawszy mu drogę od siebie [kazali iść precz]. A Światosław siadł w Kijowie, przegnawszy brata swojego, przestąpiwszy przykazanie ojcowskie, a jeszcze bardziej Boże. Wielki bowiem jest grzech przestąpić przykazanie ojca swojego: albowiem najpierw przestąpili synowie Chamowi, wchodząc na ziemię Setów, i po czterystu latach karę przyjęli od Boga, gdyż od plemienia Setowego są Żydzi, którzy wybiwszy plemię kananejskie, odzyskali swój dział i swoją ziemię. Potem przystąpił Ezaw przykazanie ojca swojego, i został zabity; niedobrze bowiem jest wstępować w dział cudzy. Tegoż roku założona była cerkiew Pieczerska przez ihumena Teodozego i biskupa Michała; metropolita Jerzy wtedy był w Grekach, w Kijowie zaś władał Światosław (s. 341—342).

64. O Teodozym Pieczerskim

Roku 6582 [1074]. Teodozy, ihumen pieczerski, zmarł. Powiemy tedy nieco o zgonie jego. Owóż Teodozy miał zwyczaj, gdy nadchodził czas postu, w niedzielę Maślną, wieczorem, wedle obyczaju, braci wszystkich ucałowawszy, pouczać ich, jak spędzać czas postu: w modlitwach nocnych i dziennych, wystrzegać się myśli nieczystych, biesowskiej pokusy. Biesy bowiem — mówił — podsuwają mnichom myśli, chęci złe, rozpalają ich pragnienia, i tym uszkadzane bywają ich modlitwy; gdy przychodzą takowe myśli, bronić się trzeba znakiem krzyża, mówiąc tak: „Panie Jezu Chryste, Boże nasz, zmiłuj się nad nami. Amen”. I do tego wstrzemięźliwość trzeba mieć od mnogiego jadła, z jedzenia bowiem mnogiego i picia bezmiernego wzrastają myśli złe, a gdy myśli takie wzrosną, powstaje grzech. „Dlatego też — mówił — sprzeciwiajcie się biesowskiemu działaniu i knowaniom ich, trzeba wystrzegać się lenistwa i długiego spania, być skorym do pienia cerkiewnego i uważnym w słuchaniu podań ojców i czytaniu ksiąg; nade wszystko zaś należy mnichom mieć na ustach Psałterz Dawidowy, nim przeganiać gnuśność biesowską; nade wszystko też należy mieć w sobie miłość ku mniejszym, a ku starszym pokorę i posłuszeństwo, starszym zaś ku mniejszym miłość i naukę, i przykład dawać sobą wstrzemięźliwości i czuwania, pracowitości i pokory; także pouczać mniejszych i pocieszać ich, i tak spędzać post”.

Mówił też tak: „Bóg dał nam czterdzieści dni tych na oczyszczenie duszy, to bowiem jest dziesięcina, dawana Bogu od roku: dni bowiem jest od roku do roku trzysta i sześćdziesiąt, i pięć, a od tych dni dziesiąty dzień oddawać Bogu na dziesięcinę, to i jest post czterdziestodniowy; przez te zaś dni oczyszczona dusza świętuje uroczyście na Zmartwychwstanie Pańskie, weseląc się w Bogu. Postny bowiem czas oczyszcza umysł człowieka. Poszczenie bowiem od początku pokazane jest: Adamowi pierwszemu nie wolno było jeść z drzewa jednego; przepościwszy też Mojżesz dni czterdzieści stał się godnym przyjąć zakon na Górze Synajskiej, i widział sławę Bożą; poszcząc, Samuela matka urodziła; poszcząc Niniwitanie gniew Boży przejednali; poszcząc Daniel objawień wielkich dostąpił; poszcząc Eliasz do nieba wzięty był na ucztę rajską; poszcząc trzej młodziankowie ugasili siłę ogniową; pościł i Pan czterdzieści dni, nam pokazując czas postu; postem apostołowie wykorzenili naukę biesowską; przez post stali się ojcowie nasi jako pochodnie dla świata, które świecą i po śmierci, dając przykład pracy wielkiej i wstrzemięźliwości, jak ten Wielki Antoni, i Eutymiusz, i Saba, i inni ojcowie, których my naśladujemy, bracia”. I tak pouczywszy braci, całował wszystkich po kolei, a później wychodził z monasteru, wziąwszy trochę chlebków, i wszedłszy do pieczary, zamykał drzwi pieczary i zasypywał ziemią, i nie rozmawiał z nikim; a gdy była potrzeba poleceń, to przez okienko małe rozmawiał w sobotę lub w niedzielę, a w inne dni trwał w poście i w modlitwach, powstrzymując się surowo. I przychodził do monasteru w piątek w wigilię Łazarzową [Niedzieli Palmowej], tego bowiem dnia kończy się post czterdziestodniowy, zaczynający się od pierwszego poniedziałku następującego po Te-odorowej Niedzieli, kończący się zaś w piątek Łazarzowy; a Wielki Tydzień ustanowion jest jako post dla Męki Pańskiej.

Teodozy tedy przyszedłszy zwyczajem swoim całował braci i świętował z nimi Niedzielę Kwietną [Palmową], a gdy nadszedł wielki dzień Zmartwychwstania i wedle obyczajów świętował go uroczyście — wpadł w chorobę. Zachorzawszy zaś, chorzał dni pięć, potem, gdy nastąpił wieczór, kazał wynieść siebie na dwór; bracia zaś wziąwszy go na sanie, postawili wprost cerkwi. On zaś kazał zwołać braci wszystkich, bracia zaś uderzyli w klepadło i zebrali się wszyscy. On zaś rzekł im: „Bracia moi, i ojcowie moi, i dzieci moje! Oto odchodzę od was jak to objawił mi Pan w czas postu, gdym był w pieczarze, że mam zejść ze świata tego. Wy zaś kogo chcecie inhumenem mieć u siebie, abym błogosławieństwo dał mu?” Oni zaś rzekli do niego: „Ty jesteś nam wszystkim ojcem, kogo więc zechcesz sam, ten nam będzie ojcem i ihumenem, i będziemy słuchać go jak ciebie”. Ojciec zaś nasz Teodozy rzekł: „Idźcie beze mnie, naradźcie się, kogo chcecie, prócz dwóch braci: Mikołaja i Ignacego; a z reszty kogo chcecie, od starszych do młodszych”. Oni posłuchawszy jego, odstąpili trochę ku cerkwi. Naradziwszy się, posłali dwóch braci, mówiąc tak: „Kogo zechce Bóg i twoja zacna modlitwa, kogo ci się podoba, tego nazwij”. Teodozy zaś rzekł im: „Jeśli ode mnie chcecie ihumena przyjąć, to ja uczynię wam nie wedle swojej woli, jeno wedle Bożego zarządzenia”, i wymienił im Jakuba prezbitera. Braciom zaś nie lubo to było, mówili: „Nie tu postrzyżon”. Jakub bowiem przyszedł był z Alty z bratem swoim Pawłem. I poczęli bracia prosić o Stefana domestyka [tu: kierownika chóru], będącego wtedy uczniem Teodozego, mówiąc: „Oto ten wzrósł pod ręką twoją, i u ciebie posłużył; tego nam daj”.

Rzekł zaś im Teodozy: „Oto ja, z Bożego nakazu, nazwałem był Jakuba, wy zaś swoją wolą ustanowić chcecie”. I posłuchał ich, dawszy im Stefana, aby był im ihumenem, I pobłogosławił Stefana, i rzekł do niego: „Dziecię! Oto oddaję ci monaster, strzeż go troskliwie, i co ustanowiłem w nabożeństwach, to zachowaj, obyczaju monasterskiego i reguły nie zmieniaj, jeno czyń wszystko wedle zakonu i porządku monasterskiego”. I potem wziąwszy go bracia ponieśli do celi i położyli na łożu. I gdy szósty dzień nastał, a on chory był bardzo, przyszedł do niego Światosław z synem swoim Glebem, i gdy siedzieli u niego, rzekł do niego Teodozy: „Oto odchodzę ze świata tego i oddaję ci monaster w opiekę, jeżeli będzie jakie zamieszanie w nim. I poruczam ihumeństwo Stefanowi, nie daj, by mu się krzywda działa”. Kniaź zaś ucałował go i obiecał opiekować się monasterem, i poszedł od niego. Gdy siódmy dzień nadszedł, Teodozy, w coraz większą niemoc wpadając, wezwał Stefana i braci, i począł im mówić tak: „Jeśli po moim odejściu ze świata tego okaże się, żem uczynił zadość Bogu i przyjmie mię Bóg, to po moim odejściu monaster pocznie się rozwijać i przybywać; wiedzcie wtedy, że przyjął mnie Bóg. Jeśli zaś po mojej śmierci ubożeć pocznie monaster w mnichy i zasoby monasterskie, to będziecie wiedzieli, żem Bogu zadość nie uczynił”. A gdy to mówił, płakali bracia, mówiąc: „Ojcze, módl się za nami do Boga, wiemy bowiem, że Bóg trudem twoim nie wzgardzi”. I przesiedzieli bracia noc tę u niego, a gdy nastał dzień ósmy, w drugą sobotę po Wielkanocy, drugiej godziny dnia, oddał duszę w ręce Boże, miesiąca maja 3 dnia […] Płakali po nim bracia. Nakazał zaś Teodozy położyć go w pieczarze, gdzie wykazał trud mnogi, mówiąc tak: „W nocy pochowajcie ciało moje”. Tak też uczynili: gdy wieczór nastał, bracia wzięli ciało jego i położyli je w pieczarze, odprowadziwszy z pieśniami, ze świecami, ze czcią, na chwałę Bogu naszemu Jezusowi Chrystusowi (s. 342—345).

65. O świątobliwych mnichach pieczerskich

Stefan tedy rządził monasterem i błogosławionym stadem, które był zgromadził Teodozy. Tacy mnisi jako pochodnie na Rusi świecą: owi bowiem surowo postu przestrzegający, owi zaś do czuwania nawykli, owi do klęczenia, owi do poszczenia przez cały dzień i przez dwa dni, inni zaś jedli chleb z wodą, inni jarzynę gotowaną, a drudzy surową. W miłości przebywając, młodsi pokorni byli starszym i nie śmieli przy nich mówić, jeno czynili wszystko z pokorą i posłuszeństwem wielkim. Także i starsi mieli miłość ku mniejszym, pouczali ich, pocieszając jako dziatwę umiłowaną. Jeśli który brat w jakieś przewinienie wpadał, pocieszali, i karę jednego brata rozdzielali między siebie trzej lub czterej, z wielkiej miłości. Taka bowiem była miłość wśród braci tych i wstrzemięźliwość wielka. Jeśli brat który opuszczał monaster, wszyscy bracia smucili się tym bardzo, posyłając poń, wzywali brata do monasteru, szli wszyscy kłaniać się ihumenowi i prosić ihumena, i przyjmowali brata do monasteru z radością. Tacy to byli [bracia] pełni miłości i wstrzemięźliwi, i postu przestrzegający. Spośród nich wymienię kilku mężów przedziwnych.

Pierwszy wśród nich, Demian prezbiter, tak postu przestrzegał i tak był wstrzemięźliwy, że prócz chleba i wody niczego nie jadł do śmierci swojej. Jeśli kto kiedy przynosił dziecię chore, jakąkolwiek niemocą nawiedzone, lub dojrzały człowiek jakąkolwiek niemocą nawiedzony przychodził w monaster do błogosławionego Teodozego, to kazał on temu Demianowi modlitwę odprawić nad chorym, i natychmiast po odprawieniu modlitwy i namaszczeniu olejem świętym otrzymywał uzdrowienie przychodzący do niego. Gdy zaś zachorzał i leżąc w niemocy miał umrzeć, przyszedł anioł do niego w postaci Teodozowej, darując mu królestwo niebieskie za trudy jego. Potem zaś przyszedł Teodozy z braćmi i usiedli przy nim, on zaś dogorywając, spojrzawszy na ihumena, rzekł: „Nie zapominaj, ihumenie, o tym, coś mi obiecał”. I zrozumiał wielki Teodozy, że widzenie miał, i rzekł do niego: „Bracie Demianie, co ci obiecałem, to ci będzie”. On zaś, zamknąwszy oczy, oddał ducha w ręce Boże. Ihumen zaś i bracia pochowali ciało jego.

Takiż był i drugi brat, imieniem Jeremiasz, który pamiętał chrzest ziemi ruskiej. Temu był dar darowany od Boga przepowiadania rzeczy przyszłych, i jeśli widział, że kto coś za myślą, karcił go tajemnie i nauczał, jak strzec się diabła. Jeśli który brat zamyślał odejść z monasteru, a on ujrzał to, przyszedłszy do niego karcił myśl jego i pocieszał brata. Jeśli komu co przepowiadał, czy dobre, czy złe, spełniało się starca słowo.

Był też i drugi starzec, imieniem Mateusz, ten był jasnowidzący. Pewnego razu, gdy stał w cerkwi na miejscu swoim, podniósłszy oczy swoje spojrzał po braciach, którzy stali śpiewając po obu stronach klirosu [miejsce dla chóru], i ujrzał obchodzącego ich biesa, w postaci Lacha5, w płaszczu, niosącego w połach kwiatki, które nazywają się lepkami. I obchodząc braci wyjmował z zanadrza lepek i rzucał na kogo bądź; jeśli przylgnął kwiatek do kogo ze śpiewających braci, ten, niedługo postawszy, osłabiony na umyśle, przyczynę wymyśliwszy jakąkolwiek, wychodził z cerkwi, szedł do celi, i zasypiał, i nie powracał do cerkwi do końca śpiewu. Jeśli zaś rzucał na kogo, i nie Przylgnął ku niemu kwiatek, ten stał mocno, śpiewając, dopóki nie odśpiewano jutrzni, i wtedy szedł do celi swojej. To zaś widząc, starzec opowiedział braciom swoim. Jeszcze też widział starzec to: wedle zwyczaju, gdy starzec ten wysłuchał jutrzni, i bracia przed świtem szli do cel swoich, starzec ten ostatni wychodził z cerkwi. I pewnego razu gdy szedł, siadł odpocząć pod klepadłem, bo cela jego była opodal cerkwi, i oto widzi, że tłum idzie od bramy; podniósłszy oczy swoje ujrzał jednego siedzącego na świni, a inni szli około niego. I rzekł do nich starzec: „Dokąd idziecie?” I rzekł siedzący na świni bies: „Po Michała Tolbekowicza”. Starzec zaś przeżegnał się znakiem krzyża, i przyszedł do celi swojej. Gdy nastąpił świt i starzec domyślił się, rzekł do braciszka: „Idź zapytaj, czy jest Michał w celi?” I rzekli mu, że niedawno przeskoczył przez ostrokoł, po jutrzni. I opowiedział starzec widzenie to ihumenowi i braciom. Za tego też starca Teodozy zmarł, i był Stefan ihumenem, a po Stefanie Nikon, i za niego żył jeszcze starzec. Gdy jednego razu stał na jutrzni, podniósł oczy swoje, chcąc widzieć ihumena Nikona, i zobaczył osła, stojącego na ihumenowym miejscu, i domyślił się, że nie wstał jeszcze ihumen. Takoż i innych wiele widzeń widział starzec, i zmarł w starości później w monasterze tym.

Podobnie był inny mnich, imieniem Izaak. Ten zaś gdy jeszcze w świecie był, w życiu świeckim, był bogaty, bowiem był kupcem, rodem z Toropca. I zamyślił być mnichem, i rozdał mienie swoje potrzebującym i monasterom, i poszedł do wielkiego Antoniego w pieczarę, prosząc go, aby go uczynił mnichem. I przyjął go Antoni, i włożył nań odzież mniszą, nadając mu imię Izaak, było zaś na imię mu Czerń. Ten zaś Izaak obrał życie surowe, oblekał się bowiem we włosiennicę i kazał kupić sobie kozła, zdarł skórę z kozła, i wdział na włosiennicę, i obeschła na nim skóra surowa. I zamknął się w pieczarze, w osobnej uliczce, w celce małej, na cztery łokcie, i tu modlił się do Boga ze łzami. Była zaś jedzeniem jego jedna proskura6, i ta przez dzień; wodę w miarę pił. Przynosił zaś jemu wielki Antoni, i podawał mu przez okienko, w którym tylko ręka zmieścić się mogła; tak otrzymywał żywność. I to czynił lat siedem, na świat nie wychodząc, ni na żebrach nie leżąc, jeno siedząc mało używał snu. I gdy raz, wedle zwyczaju, z nastaniem wieczoru, począł bić pokłony, śpiewając psalmy aż do północy, i strudziwszy się, siadł na siedzeniu swoim, to tym razem, gdy siedział wedle zwyczaju, świecę zgasiwszy, nagle światło zabłysło w pieczarze, jakby od słońca, aż wzrok ślepiło człowiekowi. I podeszło ku niemu dwóch młodzieńców pięknych, i jaśniały lica ich jako słońce, i mówili mu: „Izaaku! My jesteśmy aniołowie, a oto idzie ku tobie Chrystus; padłszy, pokłoń się jemu”. On zaś nie zrozumiawszy biesowskiego dzieła, zapomniawszy przeżegnać się, powstawszy pokłonił się, jako Chrystusowi, biesowskiemu dziełu. Biesy zaś krzyknęli i rzekli: „Nasz jesteś, Izaaku, już!” I, wprowadziwszy go do celki, posadzili go i poczęli sadowić się około niego, i była pełna cela ich i uliczka pieczerska. I rzekł jeden z biesów, rzekomy Chrystus: „Weźcie sopiałki, bębny i gęśle, i zagrajcie, niech nam Izaak popląsa”. I zagrzmieli w sopiałki i w gęśle, i w bębny, i poczęli z niego naigrawać się. I umęczywszy go, zostawili ledwo żywego, i odeszli, naurągawszy mu.

Nazajutrz, gdy zaświtało i nadszedł czas pożywienia się chlebem, przyszedł Antoni wedle zwyczaju do okienka i rzekł: „Panie pobłogosław, ojcze Izaaku!” I nie było odpowiedzi; i rzekł Antoni: „Oto już zmarł”. I posłał do monasteru po Teodozego i po braci. I odkopawszy zagrodzone wejście, weszli i wzięli go, mniemając, że martwego, i wyniósłszy położyli go przed pieczarą. I ujrzeli, że żyw jest. I rzekł ihumen Teodozy, że to chyba biesowska sprawa. I położył go na łożu, i służył około niego Antoni. W tymże czasie zdarzyło się przyjść Iziasławowi z Lachów, i począł gniewać się Iziasław na Antoniego za Wsiesława7. I Światosław przysławszy w nocy, zabrał Antoniego do Czernihowa. Antoni zaś, przyszedłszy do Czernihowa, upodobał sobie góry Bołdynne, wykopawszy pieczarę, tu się osiedlił. I jest tam monaster na górach Bołdynnych do dnia dzisiejszego. Teodozy zaś, dowiedziawszy się, że Antoni poszedł do Czernihowa, Poszedłszy z braćmi, wziął Izaaka i przyniósł go do siebie do celi, i służył około niego, był on bowiem osłabiony na ciele tak, że nie mógł obrócić się na drugą stronę, ni wstać, ni siedzieć, jeno leżał na jednym boku, mocząc pod siebie, często i robactwo wylęgało się pod biodrami jego z moczenia. Teodozy zaś swoimi rękami obmywał i przebierał go, przez dwa lata to czyniąc około niego. To zaś było dziwnie cudowne, że przez dwa lata leżąc ten ni chleba nie kosztował, ni wody, ni owocu, ni innego jedzenia, ni językiem przemówił, jeno niemy i głuchy leżał przez dwa lata. Teodozy zaś modlił się do Boga zań, i modlitwę odmawiał nad nim dzień i noc, dopóki ten na trzecie lato przemówił, i słyszeć począł i na nogi wstawać jak dziecko, i począł chodzić. I zaniedbywał się w chodzeniu do cerkwi, chyba siłą przywloką go do cerkwi. I tak pomału nauczyli go.

A potem nauczył się do refektarza chodzić, i sadzali go osobno od braci, i kładli przed nim chleb, i nie brał go, aż mu włożono do rąk. Teodozy zaś rzekł: ,,Połóżcie chleb przed nim, a nie wkładajcie mu do ręki, niech sam je”; i nie jadł cały tydzień, i pomału, rozejrzawszy się, zaczął gryźć chleb; tak nauczył się jeść i tak wybawił go Teodozy od knowania diabła. Izaak zaś znowu trzymał się wstrzemięźliwości srogiej. Gdy zaś Teodozy zmarł, a Stefan był na jego miejscu, Izaak rzekł: ,,Oto już podszedłeś mnie, diable, siedzącego na jednym miejscu, a teraz już nie będę zamykać się w pieczarze, lecz zwyciężę ciebie, chodząc po monasterze”. I oblókł się we włosiennicę, a na włosiennicę wdział świtę zgrzebną, i począł głupkowate rzeczy czynić, i pomagać począł kucharzom, warząc dla braci. A na jutrznię przychodząc wcześniej od wszystkich, stał sztywno i nieruchomo. Gdy zaś nastała zima i mrozy lute, stał w trzewikach z przedeptanymi podeszwami, tak że przymarzały nogi jego do kamieni, i nie ruszał nogami, dopokąd nie odśpiewano jutrzni. A po jutrzni szedł do kuchni i przygotowywał ogień, wodę, drzewo, zanim przyszli inni kucharze z braci. Jeden zaś kucharz, też z takim że imieniem, Izaak, rzekł naśmiewając się z Izaaka: „O, tam siedzi kruk czarny, idź, złap go.” On zaś, pokłoniwszy się mu do ziemi, poszedł, złapał kruka i przyniósł mu przy wszystkich; i nastraszyli się, i opowiedzieli ihumenowi i braciom, i poczęli bracia poważać go. On zaś, nie chcąc sławy ludzkiej, począł głupkowate rzeczy czynić, i szkodzić począł to ihumenowi, to braciom, to świeckim ludziom, tak że niektórzy razy mu zadawali. I począł po świecie chodzić, także głupka udając. Osiedlił się w pieczarze, w której przedtem był, już bowiem Antoni umarł był, i zebrał około siebie dzieci, i wkładał na nie odzież mniszą, za co odbierał razy to od ihumena Nikona, to od rodziców tych dzieci. Ten zaś to wszystko cierpiał, znosił razy i nagość, i zimno w dzień i w nocy.

Pewnej zaś nocy zapalił w piecu w izdebce pieczary; gdy rozpalił się piec, a był stary, począł buchać płomień szczelinami, on zaś, nie mając czym ich założyć, wlazłszy, nogami bosymi stanął na płomieniach, i zlazł aż wtedy, gdy wygorzał piec. I mnóstwo innych rzeczy opowiadano o nim, a niektórych i sam świadkiem byłem. I tak odniósł zwycięstwo nad biesami jak nad muchami, za nic miał strachy ich i kuglarstwa ich, mawiał bowiem im: „Chociażeście mię podeszli w pieczarze pierwej, ponieważ nie znałem knowań waszych i złości, teraz jednak mam Pana Jezusa Chrystusa i Boga mojego, i modlitwę ojca mojego Teodozego; mam nadzieję w Chrystusie, że zwyciężę was”. Częstokroć bowiem biesy zbytki wyrabiali mu, i mówili: „Nasz jesteś, i pokłoniłeś się naszemu władcy i nam”. On zaś mówił: „Wasz władca antychrystem jest, a wy biesy jesteście”. I żegnał lice swoje znakiem krzyża, i od tego znikali. Niekiedy zaś znowu w nocy przychodzili do niego, strasząc go marami, że niby lud mnogi idzie z motykami i kilofami, mówiąc: „Rozkopiemy pieczarę tę i tego zagrzebiemy tu”. Inni zaś mówili: „Uciekaj, Izaaku, chcą cię zagrześć”. On zaś mówił do nich: „Gdybyście ludźmi byli, to we dnie byście przyszli, a wy jesteście ciemnością, i w ciemności chodzicie, i ciemność was zagarnie”. I żegnał ich krzyżem, i znikali. Innym razem straszyli go w postaci niedźwiedzia, to znów lutym zwierzem [ryś], to wołem, to w postaci żmij wypełzali do niego, to znów żab, i myszy, i wszelkich gadów. I nie mogli mu nic uczynić, i rzekli do niego: „Izaaku! Zwyciężyłeś nas”. On zaś rzekł: „Pierwej wyście byli zwyciężyli mnie w postaci Jezusa Chrystusa i anielskiej; niegodni byliście tych postaci; a teraz dopiero w prawdziwej zjawiacie się postaci: zwierzęcej i bydlęcej, i żmij, i gadów, tacy bowiem i sami jesteście, wstrętni i źli z wyglądu”. I natychmiast znikły biesy od niego, i odtąd nie miał zbytków od biesów, jak to sam opowiadał: „Oto miałem przez trzy lata wojnę tę”. Potem począł żyć surowiej i wstrzemięźliwość zachowywać, poszczenie i czuwanie. I tak żyjąc, zakończył życie swoje. I rozchorował się w pieczarze, i ponieśli go chorego do monasteru, i do ósmego dnia spoczął w Panu. Ihumen zaś Jan i bracia odziali ciało jego i pochowali je.

Tacy to byli mnisi Teodozowego monasteru, którzy świecą i po śmierci jako pochodnie, i modlą się do Boga za tu będących braci, i za świeckich braci, i za przynoszących dary do monasteru, w którym i do dziś cnotliwe życie wiodą wszyscy wspólnie, razem, w śpiewach i w modlitwach, i posłuszeństwie, na sławę Bogu Wszechmocnemu, i Teodozowymi modlitwami chronieni, któremu sława na wieki. Amen (s. 345—351).

 

Legenda:

  1. Pogosty — tu punkty administracyjno-podatkowe.
  2. Przedstawiony tu sposób „wyjmowania” zapasów bardzo jest zbliżony do pogańskiego obrzędu składania ofiar w naturze u Mordwinów, opisanego w XIX w. przez pisarza i etnografa rosyjskiego Pawła Mielnikowa-Pieczerskiego. Kobiety szyły woreczki z tasiemkami, sypały do nich mąkę, kładły naczynia z miodem, masłem, jajkami itp., następnie, gdy przychodził kapłan, wkładały je sobie na obnażone plecy i szły tyłem ku drzwiom. Tu kapłan przy słowach odpowiedniej modlitwy nakłuwał im plecy z lekka pięć razy nożem, następnie przecinał tasiemki i worek spadał do jego kosza.
  3. Zgodnie z ówczesnym prawem ludność musiała utrzymywać poborców danin przez czas ich przebywania w danej miejscowości, nie dłużej jednak niż jeden tydzień. Jan więc zagroził, że musieliby ich utrzymywać dłużej. Wspomniany tu bojarzyn Jan był jednym z głównych informatorów kronikarzy pieczerskich.
  4. Mamy tu do czynienia oczywiście nie z wierzeniami pogańskimi, lecz z manichejskimi czy też bogomilskimi, o podkładzie dualistycznym, które kronikarz dowolnie przypisał „czarodziejom”, czyli działającym jeszcze na Rusi w tym czasie kapłanom pogańskim.
  5. Należy sądzić, że wyprawa kijowska Bolesława Śmiałego spowodowała niechęć mnichów do „łacinników-Lachów”, stąd się wzięła ta postać biesa na podobieństwo „Lacha”.
  6. Chlebek używany jako hostia.
  7. Przypuszcza się, że klasztor kijowsko-pieczerski odegrał aktywną role w powstaniu ludowym, w wyniku którego wyzwolony został Wsiesław z porubia.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s