Kronika polska – Prolog

ROZPOCZYNA SIĘ PROLOG DO KRONIKI POLSKIEJ WINCENTEGO BISKUPA KRAKOWSKIEGO

[1] Trzech [ich] było, którzy z trzech powodów nienawidzili uroczystości teatralnych: pierwszego imię Kodrus1, drugiego Alkibiades2, trzeciego Diogenes3. Kodrus, ponieważ był ubogi i łachmanami okryty, drugi, ponieważ był niezwykle urodziwy, trzeci, ponieważ i grzecznością obyczajów się odznaczał, i w głębokie myśli obfitował4. Pierwszy, aby i tak już budzącego śmiech ubóstwa nie wystawiać na ogólne pośmiewisko; drugi, aby nie narażać się na niebezpieczeństwo uroków; trzeci, aby nieskalanego majestatu mądrości nie wydawać na błazeńską poniewierkę. Wolał bowiem Kodrus uchylać się od oglądania innych niż innym z siebie wzgardliwe czynić widowisko; albowiem nie ma serdecznego przymierza między purpurą a łachmanem. Wolał też Alkibiades raczej w domu ukrywać się bez pochwał niż chełpić się urodą z narażeniem urody na utratę; albowiem nic nie jest z przyrodzenia tak wspaniałe, żeby spojrzenie zaślepionej zazdrości nie mogło tego urzec. Diogenesowi znowu roztropność kazała gardzić towarzystwem gminu; albowiem lepiej jest cieszyć się czcią w samotności niż doznawać lekceważenia w poufałym obcowaniu5.

[2] Atoli surowa suchość tej książeczki, jałowa jej surowość bezpieczna jest od ciekawości Alkibiadesa. Przesądem bowiem jest lęk przed urokami, a nieurodziwy nie ma nic do stracenia z powodu oceniania swojej urody. Jednakże i Diogenesa zdanie, acz natchnione, nie trapi nas, którym mądrość nie użyczyła ani kropelki łaski. Kodrusa jedynie, Kodrusa trwoży nasz obraz, gdyż nasze ubóstwo, wystawione na publiczne zaczepki postronnych, nie ma nawet łachmana, którym mogłoby okryć swój wstyd. Nie mamy bowiem z dzieweczkami wśród muz swawolić w pląsach Diany6, lecz stanąć pod trybuną czcigodnego senatu7. Nie [mamy dmuchać] w sielskie piszczałki z bagiennej trzciny, lecz [proszeni jesteśmy], aby złote ojczyzny [opiewać] filary8. Nie lalki gliniane, lecz prawdziwe ojców wizerunki każą nam wydobywać z głębi zapomnienia [i] rzeźbić w starożytnej kości słoniowej. Co więcej, jesteśmy wezwani, aby boskiego światła kagańce rozwiesić w zamku królewskim, a pośród tego znosić trudy wojennych zapasów.

[3] Atoli co innego jest, gdy się przedsiębierze coś pod wpływem nieoględnej pochopności, z chęci popisania się, z żądzy zysku9, a co innego, gdy [spełniamy] to, co narzuca konieczność, władczo nakazująca posłuch. Mnie bowiem ani taka namiętność pisania10 nie pobudza, ani taka żądza sławy nie podnieca, ani gwałtowna chęć zysku nie zapala, iżbym po zaznaniu tylu rozkoszy na morzu, po tylokrotnym rozbiciu się i mozolnym wybrnięciu na brzeg, miał ochotę ponownie rozbijać się na tych samych ławicach. Jedynie bowiem osła podniebieniu oset lepiej smakuje niż sałata i tylko ktoś zgoła naiwny daje się przynęcić niesmaczną słodyczą.

[4] Jednakże niesłuszne jest uchylanie się od wykonania słusznego polecenia. Zrozumiał z pewnością najdzielniejszy z książąt11, że wszelkie dowody dzielności, wszelkie oznaki zacności odbijają się w przykładach przodków jakby w jakichś zwierciadłach. Bezpieczniej bowiem wybrać się w drogę, gdy przodem idzie przewodnik, gdy światło posuwa się przed nami, i wdzięczniejszy jest obraz obyczajów, który obfitująca w przykłady starożytność przepowiada. Pragnąc tedy w swej szczodrobliwości dopuścić potomnych do udziału w cnotach pradziadów, na mnie pisarza, na kruche jak trzcina pióro, na barki karzełka brzemię włożył Atlasa12. Nie innym zapewne kierował się względem jak tym, że blask złota, że połysk klejnotów nie traci wartości przez nieudolność artysty, podobnie jak i gwiazdy, wskazywane szkaradnymi palcami Etiopów13, nie ciemnieją. I nie potrzeba wnikliwości mistrza, żeby żelazo z rdzy oczyścić, żeby złoto oddzielić od żużla. Ponieważ więc głupstwem byłoby walczyć z ciężarem, od którego niepodobna się uchylić14, będę go dźwigał w miarę sił, byleby towarzyszyli mi tacy, którzy od początku tej drogi czułym sercem15 sprzyjać mi będą i których ani [moje] potknięcie się na pochyłości, ani upadek nie zdziwi na ślizgocie. Dzięki ich przyjaznej zachęcie16 niech ciężar przestanie być ciężarem i trud niech nie wyda się trudem. W drodze bowiem miłe towarzystwo jest jak wóz podróżny17. To na koniec wypraszam sobie u wszystkich, aby nie każdemu pozwalano nas osądzać, lecz tylko tym, których zaleca wytworny umysł lub wybitna ogłada, zanim nas jak najsumienniej nie rozpoznają. Tylko bowiem rozgryziony imbir smakuje i nic nas nie zachwyci, na co spojrzymy [tylko] mimochodem. Atoli bezprawiem jest osądzać sprawę bez dokładnego jej poznania18. Kto więc skąpi pochwał, niech będzie bardziej skąpy w ganieniu19.

 


1 Kodrus — ubogi poeta z trzeciej Satyry (w. 203) Juwenala, w której piętnował życie wielkomiejskie Rzymu I/II w., gdzie paupertas — (ubóstwo) wystawiana była na pośmiewisko. W poezji wagantów średniowiecznych Kodrus był symbolem nędzarza. Por. Codro Codrior w Carmina Burana, 19, wyd. C. Fischer, Zurich—Munchen 1974, s. 48. H. Zeissberg, Vincentius, s. 113—115, domyślał się tu postaci Kodrusa, ostatniego króla Aten, o którym Wincenty w ks. II, rozdz. 27 na podstawie Justyna, Epitome Pompeii Trogi II 6.
2 Alkibiades (ok. 450—401 p.n.e.) — wychowanek Peryklesa, nieudany uczeń Sokratesa, uratowany przezeń z bitwy pod Pontideą. Jako wódz i polityk podczas wojny peloponeskiej wykazał brak zasad moralnych; urodziwy, wytworny i próżny, o czym Plutarch, Żywoty sławnych mężów. Zwrot specie perinsignis o Alkibiadesie na podstawie Justyna, Epitome V 2.
3 Diogenes (ok. 413—323 p.n.e.) — filozof ze szkoły cyników w Atenach, uczeń Sokratesa. Głosił i realizował w życiu moralną wartość wyzbycia się dóbr materialnych, bohater wielu anegdot. Nie wiadomo, do jakiej literatury nawiązał w tym miejscu Wincenty.
4 — animi gravitate fecundus może nawiązywać do Pliniusza, Historia naturalis, Praefatio 5.
5 Seneka, Dialogi, IX 17, 3 (De tranquillitate animi).
6 Dione — matka Afrodyty, greckiej bogini miłości, rzymskiej Wenus, zwanej stąd Dionea, lub zgoła Diona, jak w Carmina Burana, nr 71: Iam Dionea leta chorea \ sedulo resonat cantibus chorum \ lamque Dione iocis agone relevat cruciat corda suorum (w wyd. C. Fischera, s. 228).
7 — sacer senatus (Juwenal, Satyra XI 29), znana tytulatura rzymska; Balzer, I, s. 443 n., 447 n.
8 W zdaniu tym już najstarszy kopista opuścił orzeczenie, może nawet dwukrotnie, jak tego domagałaby się równoległa konstrukcja zdań poprzedzającego i następującego, i tak je uzupełniam: Non umbratiles palustrium cannarum harundines [inflare], sed aureas patriae columnas [canere invitamur]. Mogło być też ponere, stawiać filary. Podstawowy rękopis Eugeniuszowski nie ma wyrazu cannarum przekazanego w innych, co A. Bielowski emendował na ut caneremus. Tymczasem palustrium cannarum harundines nawiązuje do poetyckich wyrażeń Owidiusza i stanowi nieusuwalną z tekstu lectio difficilior. Komentarz A. Bielowskiego w MPH II, s. 251.
9 Decretum Gratiani II, C. 2, q. 7, c. 54.
10 — scribendi cacoethes, grecyzm Juwenala, Satyra VII 52.
11 Kazimierz Sprawiedliwy, w latach 1177—1194 książę krakowski.
12 Atlas — tytan, który dźwigał na barkach kolumny podtrzymujące nad ziemią niebo, ukarany za bunt przeciwko bogom. To porównanie przypomina nieco przewrotnie sentencję Bernarda z Chartres (poł. XII w.) o współczesnych intelektualistach: „Jesteśmy karłami, którzy wspięli się na ramiona olbrzymów — oni dźwigają nas w górę i podnoszą o całą swoją gigantyczną wysokość". Por. Wstęp, s. XCIX.
13 Nazwa odniesiona ogólnie do czarnych mieszkańców Afryki.
14 Seneka, De moribus 39: Stultum timere quod vitare non possis.
15 Dosłownie: 'słodkim serduszkiem'.
16 — aggratulatione soda. Ten neologizm A. Bielowski proponował tłumaczyć 'potucha'. W staropolszczyźnie 'potuchać' znaczy zachęcać, pobudzać. Tu rzeczywiście autor ma na myśli dodawanie otuchy.
17 Publiliusz Syrus (I w.), Sentencje 104: Comes facundus in via pro vehiculo est, tzn. że rozmowny towarzysz skraca czas podróży.
18 Digesta l, 3, 24.
19 Seneka, De formula honestae vitae, 8: Lauda parce, vitupera parcius.
Reklamy