Ofiary z ludzi u Słowian

Wczoraj na FB pojawił się ciekawy wpis na stronie Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie pobudził dużą dyskusję a to za sprawą malowidła Ofiara z 1922 namalowanego przez Mariana Wawrzenieckiego.

19989307_1500154600040735_566667639364876536_n

„Ofiara” – obraz z 1922 r. przedstawiający pogański obrzęd składania w darze bóstwu życia młodej kobiety. Z przekonaniem o takich praktykach namalował go Marian Wawrzeniecki – uchodzący za znawcę prastarych wierzeń. Współcześni oskarżali go też o lubowanie się w ukazywaniu okrucieństwa i szafowanie erotyką. Potężny idol kojarzy się z posągiem Światowida i kolosami z Wyspy Wielkanocnej.

Autorzy strony nie poszli na łatwiznę i przedstawili obszerny przypis do swojego wpisu. Zapraszam do lektury.

—————————————————–

Cieszymy się, że nasz wpis (dość podchwytliwy) wywołał dyskusję. Tym bardziej, że inspiracją była sztuka! Przecież to jest jedna z jej ról – wzbudzanie emocji. Szkoda tylko, że czasami wzbudza tak skrajne emocje, a nie zawsze stanowi inspirację do poszukiwań wiedzy.

A jak to z tymi ofiarami wśród Słowian było? Tak jak napisaliśmy, niegdyś powszechnie twierdzono, że one były. Wynikało to raczej nie z badań naukowych, a z przekonania, że dla politeizmu fakt tak byłby rzeczą oczywistą. Dziś jednak pojawia się wiele głosów temu przeczących. Jednak rzadko w dyskusjach na ten temat (i nie tylko niestety) pojawiają się konkretne argumenty oparte na przesłankach źródłowych i ustaleniach badaczy stanowiących efekt krytycznej pracy ze źródłami.

Źródła pisane wspominają o tym, iż Słowianie składali ofiary z ludzi. Zapewne o takim obyczaju pisze autor bizantyńskiego podręcznika do strategii „Strategikonu” ze schyłku VI w. Wspomina on o tym, że kobiety Słowian południowych rzucają się na płonące stosy poległych wodzów i w ten sposób giną. Interpretowane jest to z reguły jako właśnie przykład ofiary z ludzi – były raczej do tego przymuszane.
Piszący w drugiej połowie X w. Leon Diakon w swoim dziele przy okazji opisu kolejnej wojny bizantyńsko-ruskiej wspomniał o tym, iż Rusini po jednej z bitew na wielkich stosach palili swoich poległych i starożytnym zwyczajem poświęcają jednocześnie jeńców – zarówno mężczyzn jak i kobiety. W innym miejscu wspomina o zwyczaju składania przez Słowian w ofierze noworodków oraz kurczaków, które topiono w Dunaju. Piszący w I poł. X w. perski podróżnik Ahmad ibn Rustah Isfahan wspomniał o tym, iż Słowianie wschodni mają w zwyczaju poświęcać kobiety. Również „Powieść minionych lat” pisze o istnieniu takiego obyczaju. Miał go kultywować nie kto inny jak Włodzimierz I Wielki – książę kijowski, który krótko potem przyjął jako pierwszy władca Kijowa chrzest. Źródło to wspomina także o poświęcaniu dziewic.

Dość sporo informacji o składaniu ofiar z ludzi wśród Słowian mamy w odniesieniu do plemion połabskich na przełomie X i XI w. Wspomina o tym Thietmar z Merseburga. W 990 r. Wieleci-Lucicy mieli, wg kronikarza, złożyć w ofierze dowódcę zdobytego wcześniej wspólnie z Czechami nieznanego z nazwy grodu). W innym miejscu swej kroniki wspomina on o tym, iż Obodrzyci składali ofiary z ludzi w Radogoszczy. Także inni ówcześni pisarze (m.in. Brunon z Kwerfurtu, Helmold z Bozowa) wspominają o takich praktykach. Najczęściej złożenie w ofierze odbywało się poprzez ścięcie głowy. Ofiarą był obcy, z reguły chrześcijanin, często misjonarz.

Oczywiście można zarzucić autorom tego rodzaju zapisek stronniczość. W większości przecież wywodzili się oni z kręgów kościelnych, więc celowo mogli fałszować obraz spokojnych Słowian. Takie stanowisko nie jest jednak do końca uzasadnione, ponieważ informacje o tym wywodzą się ze zbyt różnych środowisk i z różnych okresów. Zresztą, jak wskazaliśmy powyżej, przytaczają je nie tylko chrześcijanie.

Argumentów na potwierdzenie tezy o występowaniu obyczaju składania ofiar z ludzi dostarcza również archeologia. Jako takie uznaje się pochówki luźnych czaszek z wgnieceniami. Znamy je np. z Rugii z okolic dawnego ośrodka kultu słowiańskiego, Arkony. Być może ofiary przed śmiercią były ogłuszane, utaczano z nich krew i potem odcinano głowę. Krew jak się zdaje mogła mieć znaczenie dla innych symbolicznych rytuałów. Kolejnym dowodem są spotykane niekiedy na terenach Ukrainy czy Słowacji całe serie pochówków w kolistych jamach określanych niekiedy właśnie jako ofiarnicze. Najczęściej są to szkielety męskie, najczęściej o odmiennym etnosie. Być może archeologiczną pozostałością po tym obyczaju się niektóre znane szkielety ze śladami skrępowań.

Jak widać źródła wyraźnie wskazują na istnienie tego obyczaju wśród Słowian. Nie byłoby to zresztą niczym szczególnym w ówczesnych czasach i nie świadczyłoby to o żadnym ich „zdziczeniu” (jak ktoś to napisał w dyskusji). Tego rodzaju praktyki były normą wśród religii politeistycznych. Ofiary z ludzi składali niekiedy Grecy, o wiele częściej czynili to Rzymianie. Nawet celtyccy Druidzi składali ofiary z ludzi. Wyobrażacie sobie w takiej sytuacji dobrodusznego Panoramiksa z komiksów o Asterixie i Obelixie? Ofiary z ludzi znane były u Germanów, u Skandynawów, Prusów, wśród wielu ludów Europy. Zresztą nie tylko Europy! Wspomnijmy choćby o Majach (przecież jeszcze do niedawna uznawanych za wyjątkowo spokojnych i stroniących od tego typu praktyk), Aztekach i innych ludach prekolumbijskiej Ameryki. Azja też nie była wolna od tego typu rytuałów. Pamiętać jednak należy, że to co dziś wydaje się nam szokujące w tamtych czasach takowym nie było. Inny był system wierzeń, inna mentalność. Pojęcie humanitaryzmu, jakie znamy od oświecenia wówczas w ogóle nie było znane.

Jeśli więc komuś zaburzyliśmy sielankowy obraz naszych przodków to powtarzamy raz jeszcze – Słowianie nie byli w tym odosobnieni. Na podstawie źródeł można raczej wysunąć tezę, iż praktyki te mimo wszystko nie były wśród Słowian zbyt powszechne, a uciekano się do nich tylko w chwilach szczególnych.

Na specjalną uwagę zasługuje sam Marian Wawrzeniecki (1863-1943), twórca zaprezentowanego obrazu pt. „Ofiara”. Był on malarzem (uczniem samego Matejki), rysownikiem, archeologiem, religioznawcą, teoretykiem sztuki, członkiem współpracownikiem Komisji do Badań nad Historią Sztuki i Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie. Uchodził za specjalistę w zakresie słowiańszczyzny, przede wszystkim w zakresie dawnych wierzeń. Sam sygnował często swoje prace swarzycą – lewoskrętną swastyką, pradawnym symbolem przychylności bogów, szczęścia i zwycięstwa. Był członkiem grupy artystycznej zwanej Szczepem Rogatego Serca, której członkowie inspirowali się w swojej twórczości właśnie kulturą Słowian. Wprawdzie nie był członkiem Koła Czcicieli Światowida, założonej w 1921 grupy religijnej odwołującej się do wierzeń pogańskich, jednak zaliczyć go należy do grona jej zwolennikiem. Jak chcą niektórzy był zwolennikiem podnoszonej niekiedy w dwudziestoleciu międzywojennym kwestii przywrócenia publicznego obchodzenia niektórych obrzędów religii słowiańskiej. Dziś uznawany jest za jednego z prekursorów polskiego rodzimowierstwa słowiańskiego.


 

Podsumowując oraz przestrzegając z góry przed atakami. Należy pamiętać, że w wielu przypadkach to nie wiara jest winna jakimś zbrodniom, a sami ludzie. Fanatycy, nieuki często przez pryzmat wiary podejmowali decyzję w imię dobra innych i swojego. Nie ma jednoznacznych dowodów na to że słowianowierstwo składało ofiary z ludzi, a odłamów wiary dawnej było więcej, na wiele z nich wpływały inne wierzenia także pogańskie, ale także monoteistyczne, gdzie ofiary z ludzi i zwierząt były składane.

Należy także wziąć pod uwagę istnienie pogańskich sekt, wiarołomców którzy dostosowywali wiarę pod siebie, aby gromadzić władzę i bogactwo. Jest to zbyt ludzkie aby nie brać pod uwagę, szczególnie patrząc na chrześcijan.

Droga do prawdy to nie świeża asfaltowa droga, a stara droga z wieloma dziurami.

Nie traćcie wiary! Chwała Bogom! 🙂


 

Źródło:

ŚWIĘTO KUPAŁY, czyli krótka zapowiedź tego, co nas czeka w najbliższych dniach

Święto Kupały związane jest z letnim przesileniem słońca. Obchodzone było w czasie najkrótszej nocy w roku, czyli w okolicach 21-22 czerwca. O Kupale wiemy, że jest to nazwa święta oraz postać mitycznej osoby, z którą związane są liczne obrzędy w kulturze Słowian wschodnich. Także u Słowian zachodnich możemy odnaleźć analogiczne zjawisko, w późniejszym czasie nazywane nocą świętojańską (o czym dokładniej będziemy pisać). Po chrystianizacji ziem słowiańskich, obrzędy mające miejsce w czasie letniego przesilenia związane były z krytyką i potępieniem kleru, zarówno wschodniego, jak i zachodniego. Inne nazwy dla tego święta stanowią: sobótka i kupalnocka oraz noc świętojańska.

Na Rusi nazwa Kupała ma poświadczenie już od XIII wieku jako KUPALIJA a od XIV jako liczba mnoga KUPAŁY. Potem pojawia się określenie KUPAŁA i KUPAŁO, a także IWAN-KUPAŁA, oznaczające święto, a także kukłę KUPAŁO, KUPAJLO, używaną przy obrzędzie. Termin ten może też oznaczać istotę mityczną, dziewczynę rozdającą kwiaty przy wróżbach sobótkowych i całe zgromadzenie uczestników obrzędu. Powszechnie przyjmowana etymologia wywodzi tę nazwę, podług świadectw staroruskich i bułgarskich, z obrzędowej pierwszej w roku kąpieli w rzece: hipotetyczne *kopadlo. Rozejrzenie się w szczegółach uroczystości nasuwa wątpliwości co do wyłącznie jej wodnego charakteru. Na plan pierwszy wysuwa się tu raczej obrzęd ognia. Kupałę zestawiono też z indyjskim kup – ,jarzyć”, „gniewać się”, oraz z ku — „ziemia” i pola — „obrońca”, a więc jakby w sensie opiekuna ziem.

Latopis hustyński, dzieło z XVII wieku, wcielające rożnego pochodzenia wiadomości, opisuje ten dzień szeroko: „Temu Kupale pamięć odprawia się w wieczór narodzenia Jana Chrzciciela (tekst powstał po chrystianizacji terenów słowiańskich) tym sposobem: z wieczora zbiera się lud prosty obojej płci, i splata sobie wieńce z ziela jadowitego albo korzenia, i przepasawszy się bylicą wznieca ogień. Gdzie indziej stawiają gałąź zieloną, i wziąwszy się za ręce obracają wokół tego ognia, śpiewając swoje pieśni. Potem przez ogień ten przeskakują temu biesowi ofiarę z siebie składając. Kupało, jako mniemam, był bóg bogactwa, jak w Helladzie Ceres, jemu zaś niemądrzy dziękczynienie za bogactwo wznoszą w ten czas, gdy mają nadejść żniwa. Ów opis należy uznać za wiarygodny, gdyż jest wielokroć poświadczony i uzupełniony przekazami etnograficznymi z całej Rusi.

Trzonem obrzędu Kupały są ogniska i rytualne tańce kobiece wokół nich, najczęściej nazywane sobótkami (o czym będziemy pisać osobno). Tym tańcom towarzyszyły oczywiście pieśni, których analiza na podstawie materiału rosyjskiego, wykazuje archaiczność struktury muzycznej i zazwyczaj nastrój powagi oraz smutku, słowa tych pieśni natomiast zazwyczaj są radosne. Owe melodie wykazują zbieżność melodyczną z pieśniami noworocznymi. Śpiewające kobiety przepasane były bylicą piołunem, którą to roślinę uważano za zioło magiczne. Śpiewane pieśni zawsze zawierały motyw słońca oraz niezrozumiałe słowa, wypowiadane przez maga podczas zaklinania. Obowiązkowo musiały też dotyczyć swatania młodych.

Skakanie pojedynczo lub parami przez ogień należy do powszechnego rytuału, podczas gdy najlepiej w folklorze ukraińskim, białoruskim i rosyjskim zachował się obyczaj palenia słomianej kukły, na Białorusi zwanej Marą, gdzie indziej ukwieconej głowy końskiej lub krowiej, albo też koła na żerdzi – to symbol słoneczny – czy wysoko zatkniętej kępy siana. Jako przeciwstawny element w dwoistym widzeniu przyrody woda służyła na Białorusi także i w to święto do topienia Mary lub Kupały bądź głowy końskiej lub krowiej. Obrzęd wody polegał na puszczaniu wianków i zbieraniu ziela. Nasycenie tej nocy dziwnością prowadziło do orgiastycznego zachowania młodych uczestników, aż do kazirodztwa, jeśli wierzyć niektórym pieśniom kupałowym z Białorusi o miłości brata i siostry, zamienionych w zioła lub kwiaty.

Trudno powiedzieć, że cały ten zespół obrzędów uległ swoistej mitologizacji wokół samego Kupały. Etymologia ludowa na Białorusi wiąże to imię z wodą i kąpielą. Dochodziło do personifikacji nazwy obrzędowej, w formie starszej jako Kupała, w nowszej jako Iwan. Być może jak twierdzą Ivanov i Toporow, parę z Kupałą stanowi Mara, byłoby to zamierzchłe świadectwo dualistycznego mitu brata i siostry, ognia i wody.

Źródła: A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska.

 

Obrzęd kupalny – Rodzima Wiara

kupala_by_demonia606-d6mg64aAstronomiczne lato rozpoczyna się 21 czerwca i noc z 21/22 czerwca to najkrótsza noc w roku, jako że dla współczesnych ludzi przypada w bardzo niewygodnym czasie, bo w środku tygodnia, to wiele osób wyznających wiarę w Bogów Słowiańskich rozpoczyna świętowanie dzisiaj, w pierwszy weekend przed najkrótszą nocą, a następnie w weekend po najkrótszej nocy.

Grupy które wybrały drugi termin na święto muszą być dzisiaj zadowoleni, bo trafi im się dużo bardziej letni dzień niż dzisiaj, gdy piszę ten wstęp. Dzisiaj dzień wygląda na pożegnanie wiosny, jest deszczowo, ale właśnie to właśnie deszcz jest potrzebny aby móc zbierać plony lata.

Jednakże, ja chciałbym przedstawić przykładowy obrzęd jaki stosuje Związek Wyznaniowy Rodzima Wiara, który pewnie wiele osób zna, ale jak znam życie, nie każdy, a przykład obrzędu może się przydać tym którzy będą chcieli złożyć modły Bogom w swoich grupach.

summer_fire_by_dartgarry-d5inhg7


 

Witam was w tym Świętym Borze!  Witamy cię Świętoborze!

Noc Kupały, święto Kresu jak mówią nasi południowi bracia, to święto początku i święto końca zarazem w wielkim kole Natury. Dzień i Noc w których czcić będziemy Swaroga siłę i ciało Jego, dzięki któremu żyje Ziemia i żyjemy my. To On zaklęty został w najświętszym dla nas z symboli – Świaszczycy. Dlatego dziś my chrobre woje lechickie, dumne i pomne swej słowiańskiej tradycji uświęcim ten dzionek i nockę krótką, tak jako ojce nasi.

Dziś żegnamy jarą porę, a z nią Jaryłę, płodny oblicze Peruna, który tańcował w miłosnym pląsie z Matką Nasza Ziemią, zapładniając przyniósł odnawialną młodość. Oddajemy go ogniowi, by w czystej postaci rozmył się w niebiesie. Witamy zaś porę letnią z jej panem i władcą. Swaróg króluje dziś, osiągnąwszy najwyższe zwycięstwo, jednak nie ostateczne, jak nic co naturalne ostatecznym być nie może, a ponad Naturę Wszechrzeczy nic wznieść się przeć nie zdoła. Tak też zwycięstwo Swaroga zwiastuje jednocześnie jego niechybne osłabienie, gdyż osiągnąwszy zenit musi odchodzić w dół po łuku koła. My paląc tej nocy czysty ogień wzmacniać będziem Pana błękitnego nieba. On to jest odbiorcą trzeby składanej w ciało jego syna – Swarożyca.

Jego innym obliczem jest Dadźbóg – dawca dostatku i pomyślności, to temu aspektowi dedykowana będzie dzisiejsza obiata, która zjednać ma nam Jego ojcowską przychylność.
Kupała to również święto wody, co oczyszcza i umożliwia wszelkie życie. Dla Słowian oznacza to rytualne kąpiele, inicjujące możliwość korzystania z rzek i jezior bez obawy o gniew wodników i topielic. Pamiętamy i o wiankach, będących niewinnością a puszczanych na wodę, by płynęły w nieznane.

the_big_traditional_fire_on_the_ivan_kupala_night_by_solo_gub-d7q8ucf

Dla naszych przodków wraz z latem i plonami nadchodził czas obfitości, zarówno ojce nasi, jak my sami wraz z coraz krótszym dniem widzimy już perspektywę zimy, ale teraz jeszcze…
Teraz jeszcze czas zabawy, pląsów i szczęścia, bo toć nadszedł dzień młodości, miłości, jurności i siły. Młodość ma obok obowiązków także ideały i marzenia, mityczny kwiat paproci, który zakwita jeno w tę najkrótszą w roku noc, niechaj je symbolizuje, a poszukiwanie go – przynoszące szczęście – niech wyraża drogę ku wiedzy i ku doskonałości.

Żerca I: Utwórzcie krąg który złączy naszą Zadrugę i zawrze w sobie święty ogień, by nic z zewnątrz nie miało doń dostępu, ni żadna siła nie rozerwała go od środka.

Czterej żercy zataczają koło dzierżąc miecze.

Żerca I: Perunie, Świętowicie, tyś pod postacią Jaryły igrał z Matką naszą Mokoszą, Twoje nasienie dało tą bujność, którą dziś się cieszymy. Zadanie kosmiczne spełniłeś, dziś jara Twa pora przemija, pogrzebiem Cię Jaryło-Kostrubońku, byś w cyklu następnym powrócił.

Żerca II: Swarogu – panie błękitnego nieba, Swarożycu – ognisty synu swego ojca, Ojcze i Synu, ogniu niebieski i ogniu ziemski, których spojrzenie tak łaskawe, a gniew tak srogi, Wam dziś jest trzeba przynależna.

Żerca III: Dadźbogu – dawco naszego dostatku, Mokoszo przyjmijcie i kołacz i miód, które słodką naszą są strawą.

Żercy II i III składają w ogień kołacz i miód.

Żerca IV: Trzygłowie, Welesie, któryś także panem swego stada przyjm jego symbol, bo to również święto twych pasterskich synów.

Składa w ogień kość.

Żerca I: Weźmy udział przy wspólnym dostatku spożywając kołacz i spożywając miód ku chwale Sławii.

Roznoszony jest w koło miód i kołacz.

Żerca I: Święty ogniu – tyś rok cały ogrzewał nasze domy i scalał nasze rodziny, tyś Gody naszej Zadrugi uświetniał. Wygasić Cię trza i oczyścić, abyś nowym płomieniem buchał i następny rok dary Lechitów trawił.

Wylewa wodę w ogień. Wszyscy żercy dokładają po jednym bierwionie mówiąc:Kąpałeczka mała nocka, paliła się do północka

Wszyscy żercy: Witamy Cię gościu w czerwonym płaszczu!

Żerca II: Swarogu oto bylica – zioło nad ziołami – która w tę noc tobie jest przynależna i umiłowana, my wszyscy nią przyozdobieni twemi dziećmi i wojami jesteśmy.

Żercy po kolei:Ogińku święty, skarbicku boży nie dajże też nas nigdy zubożyć„. Powtarzane przez każdego żercę, przy wrzucaniu w ogień bylicy (piołun).

Żerca III: Swarogu byś miał siłę w nieustannej po niebiesie wędrówce, my żercy twoi prosimy: przyjm naszą modlitwę i siłę płomiennego koła.

Podpalane jest koło zatknięte na tyczce, a żercy i wszyscy zebrani wznoszą „Modlitwę do Słońca” St. Wyspiańskiego.

Żerca IV: Wodo, czysta wodo co życie wszelkie w Tobie poczęto, co życie wszelkie ty podtrzymujesz, odpraw topielice, aby my Słowiany mogli bez trudu zanurzać się w twym bezmiarze. Wodo, czysta wodo zmyj z nas znoju trud, nieczystości ducha i dodaj siły.

Żercy po kolei, a potem wszyscy zgromadzeni obmywają twarz w misie wody.

Żerca I: Kupalnocka trwa krótko, więc powiedzmy:

Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka
Sounijka rana uchodziła, Rana uchodziła, pole oswiaciła,
Dziewok chłopcou budziła, Rabotku dawała
Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka
Iszła Kupałka siałom siałom, Zakryuszy oczki
czubrom czubrom, Dawała chłopcam czałom, czałom,
Stali ludzie dziwicisia, Stała Kupałka swarcisia
Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka

Wszyscy odśpiewują „Pieśń Żerców”

Żerca I: Kupalnocka trwa krótko. Skacząc przez święty ogień, przez chwilę będąc w objęciach ojca, co po śmierci nas przyjmuje, oczyścimy nasze ciała, rozumy i dusze. To ucieszy i Porenuta – Porońca, który swemi pięcioma głowy na świat zerka, co miłością cielesną nas obdarza, niechaj będzie on wam przyjacielem.

Żerca I: Krąg Zadrugi przetrwał – rozepnie się lecz nie rozpadnie i niech trwa po wsze czasy.

Żercy otwierają okrąg.

Wszyscy wrzucają do ognia bylicę, po czym po kolei przeskakują przez ogień.

 

Źródło: http://rodzimawiara.org.pl/obrzedowosc/kupala.html

dragaica___kupala_night_by_kozmosindigo-d8yg50b

Ciekawostka, rozpalanie ogniska w noc kupalną to tradycja ogólnoeuropejska, dlatego duch pogański jest wciąż żywy nawet w krajach najbardziej przesiąkniętych chrześcijaństwem. Tutaj przykład z Francji z Bavilliers.

Ostatni poganie Europy. W tej krainie wyznawcy tradycyjnych kultów przetrwali tysiąclecia, aż do dzisiaj

Źródło artykułu: ciekawostkihistoryczne.pl

Rodzimowierstwo przeżywa bezprecedensowy renesans. Niewiele jest jednak miejsc, w których wiara przodków przetrwała. A nie tylko – została po czasie, w wątpliwy zresztą sposób, zrekonstruowana. Zdaniem wielu specjalistów ta społeczność to ostatni taki przykład.

Mari_Native_Faith_symbol-340x340.jpgO mieszkańcach Mari El, małej autonomicznej republiki na wschodnim krańcu europejskiej części Federacji Rosyjskiej, mówi się, że są ostatnimi autentycznymi poganami w Europie. Według ankiety przeprowadzonej w 2012 roku do wyznawania rodzimej religii przyznaje się 6% ludności krainy. Procent może niezbyt imponujący – ale imponuje na pewno to, że wierzenia Maryjczyków, zwanych dawniej także Czeremisami, pozostały od tysiącleci praktycznie nienaruszone. Miejscowi wciąż modlą się w świętych gajach, wzywają na pomoc Kugu Jumo – Wielkiego Boga i składają jemu i innym bóstwom ofiary ze zwierząt, produktów zbożowych, a także miodu, piwa i wódki.

Biorę do ręki miseczkę z rozgotowanym jęczmieniem. Wsuwam palcami do ust miękką, ciepłą od spodu maź i jem. W myślach wypowiadam źródlane słowa, słowa dziękczynne, ogólną modlitwę. Najpierw modlę się do Osz Kugu Jumo, potem do Ketše Avy, Matki Słońce, następnie do Tlze Avy, Matki Księżyc, Vyd Avy, Matki Wody, nosicieli słów i do wszystkich ziemskich białych bogów, których pamiętam.
Jednocześnie powoli rozgniatam bezzębnymi dziąsłami grudki rozgotowanego jęczmienia. Ważne, aby zjeść wszystko, co się przyniosło. Niczego nie wolno zostawić, aby nikt się nie dowiedział, kto przyniósł dary.
Modlitwa Elny ze wsi Ławra opublikowana w książce Ćma, Katja Kettu

Mari_karts.jpg
Wierzenia Maryjczyków oparły się wpływom tak chrześcijaństwa, jak i komunizmu. Na zdjęciu maryjscy kapłani około 1930 roku (źródło: domena publiczna).

Pięćset lat w ukryciu

Jakim cudem Maryjczycy oparli się chrystianizacji, która objęła przecież całą Europę? Częściowo, jak podkreśla badający ich historię profesor Ksenofont Sanukov, zawdzięczają to relatywnemu odosobnieniu Mari El. Ale dla tego niewielkiego narodu wiara stała się też jednym z głównych symboli własnej tożsamości. Opór przeciw chrześcijaństwu był jednocześnie oporem przeciw rosyjskiemu zwierzchnictwu, które Czeremisi, wcześniej praktycznie niezależni (choć płacili trybut Tatarom), musieli uznać już w połowie XVI wieku.

Trzeba zresztą przyznać, że akcja chrystianizacyjna, prowadzona przez Rosjan, nigdy nie była szczególnie intensywna. Rodzima wiara w Mari El nie była tępiona ogniem i mieczem, jak na ziemiach Prusów, gdzie krucjatom przeciwko poganom towarzyszyły jeszcze na dodatek akcje kolonizacyjne i przesiedleńcze. Rosjanie przekonywali do przyjęcia chrztu raczej za pomocą… ulg podatkowych.

Prawo chrześcijan do niepłacenia podatków powodowało konwersje „taktyczne”. I pozorne, nawet jeśli pod koniec XIX wieku do Rosyjskiego Kościoła Prawosławnego należało już prawie trzy czwarte Maryjczyków. Odbębniali oni po prostu cotygodniową mszę, a modlić się „naprawdę” chodzili nadal do lasów.  Jeśli przestaniemy chodzić do lasów, cały lud zginie – mówili.

Ze swojej strony wysiłki, by nawrócić upartych mieszkańców nadwołżańskiej republiki, podejmowało także prawosławne duchowieństwo. Odmawiano modlitwy na sposób pogański. Próbowano też identyfikować chrześcijańskie postacie z maryjskimi bożkami i siłami nadprzyrodzonymi. Wszystko na nic.

Tak Czeremisi przechowali się do wieku XX. To on przyniósł małemu narodowi największe straty kulturalne. W latach 30. bolszewicy zlikwidowali praktycznie całe pokolenie maryjskiej inteligencji. Był to dla narodowej tożsamości i kultury ogromny cios. Podtrzymywana przez lud religia także zresztą ucierpiała. Podczas wielkiej wojny ojczyźnianej Rosjanie wycięli na opał dęby i jarzębiny w nowym, należącym do wsi gaju ofiarnym – relacjonuje Elna.
Wyznawcy Kugu Jumo postąpili więc, jak wszyscy pozostali wierzący, zwalczani na równi przez komunistów. Zeszli do podziemia i czekali na lepsze czasy. Powrócili, gdy tylko za rządów Gorbaczowa prześladowania ustały.

Вид_с_дороги._Сзади_река_Малая_Кокшага-600x450.jpg
Maryjscy rodzimowiercy modlą się głównie wśród drzew, w świętych gajach. Na zdjęciu las dębowy niedaleko stolicy republiki, Joszkar-Oły (zdj. Badanovalexandr, lic. CC BY-SA 4.0).

Starzy i nowi poganie

Co jednak najbardziej zaskakujące, lata 90. przyniosły nie tylko odrodzenie rodzimej religii Mari El, lecz także… rozkwit wierzeń pogańskich tak na Starym Kontynencie, jak i w Ameryce Północnej. Maryjczycy może są jedynymi, u których rodzima wiara zachowała ciągłość od stuleci. Ale na pewno nie są w Europie odosobnieni.

Badacz współczesnych pogan, Michael F. Strmiska, podaje, że w 2001 roku ilość wyznawców religii Wicca, druidów i pogan w samych Stanach Zjednoczonych szacowano na ponad 300 tysięcy.  Pogaństwo jest tam uznawane za jedną z najszybciej rosnących w siłę religii. Dla Europy podobnych statystyk póki co brakuje, ale nie ma wątpliwości, że przedstawiciele poszczególnych grup są coraz bardziej widoczni.

Niektórzy neopoganie opierają się na nurtach uniwersalistycznych. Są to na przykład sięgający do najróżniejszych starożytnych inspiracji wiccanie, poganie wskrzeszający czarownictwo, druidzi czy szamani. Inni natomiast możliwie wiernie rekonstruują wierzenia przedchrześcijańskie z terenów, które zamieszkują.

Do nich należą także polscy rodzimowiercy, tu i ówdzie pojawiający się już od czasów romantyzmu, ale swój rozkwit przeżywający mniej więcej od lat 90. XX wieku. Niezależnie jednak od tego, czy są zorientowani lokalnie, czy globalnie, wszyscy podkreślają swoje zakorzenienie w tradycji i kulturowym dziedzictwie. Tak piszą o sobie na przykład członkowie Międzynarodowej Federacji Pogańskiej:

Pogaństwo to duchowość, która sięga korzeniami starożytnych religii natury z całego świata. Zasadniczo zakorzenione jest w starych religiach europejskich, chociaż niektórzy wyznawcy cenią też rdzenne wierzenia innych krajów. Podobną wiarę w świętość wszystkich rzeczy można znaleźć na całym świecie.

Poganie uważają ją za swoje dziedzictwo, zachowując wierzenia i wartości swoich przodków w formie dostosowanej do wymogów współczesnego życia. Celebrują świętość przyrody, czcząc boskość we wszystkim; wielkiego, niepoznawalnego ducha przenikającego wszechświat, ten widzialny i ten niewidzialny.

1280px-Hellen_ritual_2-600x450.jpg
W ostatnich dekadach odradza się zainteresowanie wierzeniami przedchrześcijańskimi. Odżyła też… religia starożytnej Grecji. Na zdjęciu jeden z helleńskich rytuałów, rok 2007 (zdj. YSEE, lic. CC BY 2.0).

Maryjczycy w centrum uwagi

Nic dziwnego, że na tle tego pogańskiego odrodzenia o „autentycznych” poganach, czyli Maryjczykach, stało się szczególnie głośno. Dowodem wzmożonego zainteresowania zapomnianym dotąd narodem jest między innymi film „Niebiańskie żony Łąkowych Maryjczyków” w reżyserii Alexeya Fedorchenki. Komediodramat rosyjskiego twórcy został nawet w 2013 roku nagrodzony Grand Prix na wrocławskim festiwalu Nowe Horyzonty.

Galina Shkalina, badaczka mentalności i światopoglądu maryjskiego, zauważa, że pojawia się przy tym tendencja do idealizacji wierzeń Czeremisów. Religię, tak jak i ich sposób życia, przedstawia się nie tylko jako „prawdziwe” i „oryginalne”, ale także jako pokojowe, bezkonfliktowe i zgodne z naturą. Tymczasem prawda jest taka, że także rodzime wierzenia Mari El w ciągu setek lat ewoluowały. Obecne ożywienie oznacza zaś nie tylko kontynuację tego, co było. Mieszczą się w nim także maryjscy artyści, którzy rozwijają tak zwany „etnofuturyzm”.

Skąd ten nacisk na autentyczność? Odrodzenie wierzeń pogańskich, a wraz z nim zainteresowanie nieco ponad półmilionową grupą Maryjczyków, to jedna z prób znalezienia przez Europejczyków własnej tożsamości w świecie, w którym dotychczasowe pewniki zaczynają się chwiać.

Neopoganie, niezależnie od tego, czy sięgają po tradycje kosmopolityczne, czy nacjonalistyczne, szukają swoich korzeni. Jest to dla nich, jak wyjaśnia antropolożka Kathryn Rountree, część projektu tożsamościowego i wyrażania wartości, część tworzenia dla siebie pozytywnej, dającej siłę tożsamości w świecie takim, jak go rozumieją i doświadczają.

Europejczyków, pochłoniętych wynajdywaniem dla siebie coraz to nowych tradycji, mieszkańcy Mari El najbardziej fascynują z jednego powodu. Maryjczycy niczego wynajdywać nie muszą.

 

kugu-jumo.jpg
Pewne elementy wierzeń maryjskich pozostają niezmienne od tysiącleci. Ilustracja przedstawia współczesne wyobrażenie najwyższego boga mitologii Czeremisów, Kugu Jumo, z maryjskim mężczyzną (rys. Нуриев Рустам, źródło: domena publiczna).

Bibliografia:

  1. Katja Kettu, Ćma, Świat Książki 2017.
  2. Międzynarodowa Federacja Pogańska, Czym jest pogaństwo?, PaganFederation.org.]
  3. Wojciech Górecki, Dzieci Boga Kugu Jumo, „Tygiel Kultury” nr 7-9 (67-69) 2001.
  4. Thomas A. Sebeok, Frances J. Ingemann, Studies in Cheremis: The Supernatural, Wenner-Gren Foundation for Anthropological Research Inc. 1956.
  5. Ksenofont Sanukov, Stalinist Terror in the Mari Republic: The Attack on ‚Finno-Ugrian Bourgeois Nationalism’, „The Slavonic and East European Review”, t. 74, nr 4 (1996).
  6. Marceli Kosman, Zmierzch Perkuna, czyli ostatni poganie nad Bałtykiem, Książka i Wiedza 1981.
  7. Handbook of Contemporary Paganism, ed. Murphy Pizza, James R. Lewis, Brill 2009.
  8. Cosmopolitanism, Nationalism and Modern Paganism, ed. Kathryn Rountree, Palgrave Macmillan 2017.
  9. Modern Paganism in World Cultures. Comparative Perspectives, ed. Michael F. Strmiska, ABC Clio 2005.
  10. Johanna Laakso, Review: Mari und Mordwinen im heutigen Russland: Sprache, Kultur, Identität, „Anthropological Linguistics”, t. 49, nr 2 (2007).

Źródło artykułu: ciekawostkihistoryczne.pl

Autor: 24.03.2017 | Autor:

Brzoza która leczy

To jedno z piękniejszych polskich drzew. Dla Słowian było święte. Wiele wieków temu odkryli, że leczy ciało. Swe największe skarby brzoza daje nam wczesną wiosną.

Drzewo to żyje najwyżej sto kilkadziesiąt lat. Nie ma w sobie ani dostojeństwa ani długowieczności dębu, ale było obiektem kultu starożytnych Celtów i Słowian. Uważali brzozę za święte drzewo, symbol Matki Ziemi, wieczności i mądrości. Dziś pozostałością tych wierzeń jest obyczaj dekorowania brzozowymi gałązkami ołtarzy w Boże Ciało. Ludzie już dawno zauważyli, że brzoza leczy. Z kory pozyskiwano cenny dziegieć, zwany niekiedy smołą. Ma właściwości złuszczające, antyseptyczne, przeciwzapalne. Stosuje się go jeszcze czasem w naturalnej terapii chorób skórnych, np. trądzika czy łupieżu.

o.21079.jpg

Sok z brzozy

To największy skarb z tego drzewa, zwany oskołą. Sok zbiera się wiosną, w marcu lub kwietniu, zanim drzewo zacznie puszczać pąki. Potem bowiem oskoła nabiera nieprzyjemnego smaku. Stwierdzono, że najlepszy i najsmaczniejszy sok można uzyskać po długich i mroźnych zimach z drzew rosnących w skalistych i suchych miejscach. Nawierca się pień drzewa, lub wbija się w niego patyk i zbiera wypływający płyn. Z jednej brzozy można bez szkody dla drzewa pozyskać od kilku do kilkunastu litrów soku. Gdy już go zbierzemy, zatykamy rankę na pniu, np. patykiem. Pozyskaną oskołę (bzowinę) można zabezpieczyć przed zepsuciem dolewając trochę spirytusu. W soku brzozowym są cukry naturalne (glukoza i fruktoza), kwasy organiczne (cytrynowy i jabłkowy), sole mineralne (związki potasu, magnezu, fosforu, wapnia, żelaza oraz miedzi), aminokwasy, peptydy, wit. C, a także wit. z grupy B. Oskoła zawiera związki pobudzające wydalanie moczu, a wraz z nim jonów sodu, chloru i kwasu moczowego. Wypłukuje więc złogi z przewodów moczowych zapobiegając tworzeniu się kamieni. Wspomaga leczenie stanów zapalnych nerek, pęcherza moczowego oraz skazy moczanowej (dny). Wzmacnia organizm, reguluje przemianę materii, odtruwa i wspomaga leczenie obrzęków sercowo-naczyniowych, a także odżywia włosy oraz wybiela piegi. Świeży sok działa też umiarkowanie przeczyszczająco. Należy go pić na surowo, 1/2–2 szklanki rano i wieczorem przez 15–20 dni. Kurację można powtarzać co rok. Przy schorzeniach wątroby lekarze medycyny naturalnej zalecają picie 20–25 kropli soku dziennie. Nie należy go podgrzewać, gdyż traci właściwości lecznicze. Przefermentowaną bzowinę można także pić jako smaczny wzmacniający i orzeźwiając napój.

Brzoza.JPG

Czarna huba brzozowa

Na pniach brzozy rośnie dziwnie wyglądająca, czarnobrunatna, podobna do bryły żużlu, narośl. To huba brzozowa czarna, zwana czyrem brzozem. Narosty tworzy nadrzewny grzyb – włóknouszek ukośny (Inonotus obliquus). Atakuje zraniony lub osłabiony fragment brzozy. Podobno już w XII wieku wykorzystywano lecznicze właściwości huby brzozowej na Rusi i Syberii. W medycynie ludowej stosowano wywar z tego grzyba znany pod nazwą czaga-chaga. Leczniczy preparat z huby czarnej, w postaci skoncentrowanego wyciągu, jest nadal stosowany w medycynie naturalnej. W Polsce polecają go w szeregu terapii bonifratszy. Huba czarna działa leczniczo w chronicznym nieżycie żołądka, atonii przewodu pokarmowego, wrzodowej chorobie żołądka i dwunastnicy, polipowatości żołądka i jelit, chorobach wątroby i śledziony, w kłopotach z przemianą materii (w tym z gospodarką lipidową) i problemach dróg żółciowych. Substancje bioaktywne z huby obniżają stężenie cukru we krwi. Stymulują też układ odpornościowy i pobudzają organizm do produkcji interferonu. Dzięki temu huba działa przeciwwirusowo, przeciwzapalnie i przeciwbakteryjne. Stosuje się ją w terapii np. przeziębień czy opryszczki oraz schorzeń wirusowych powikłanych zakażeniami bakteryjnymi. Szereg danych wskazuje na możliwość stosowania preparatów z huby w prewencji i leczeniu chorób nowotworowych oraz zapobieganiu negatywnym skutkom np. po radioterapii. Badania naukowe wskazują, że huba czarna wpływa na funkcjonowanie układu nerwowego – aktywizuje procesy przebiegające w korze mózgowej. To odkrycie spowodowało, że lekarze medycyny naturalnej stosują hubę np. w terapii zaburzeń pamięci. Ze względu na jej właściwości uspokajające, odnawiające siły witalne i zapobiegające bólom głowy hubę brzozową można też pić jako herbatkę.

285875743.jpg

Liście brzozy

Niezwykłym surowcem zielarskim są liście brzozy (Folium Betule). Zawierają liczne bioaktywne substancje: saponiny, flawonoidy, kwasy organiczne, żywice, garbniki, wit. C, nieco olejku. Liście brzozy, tak jak sok, zbiera się wiosną i suszy w temperaturze około 40 st. C. Lekarze medycyny naturalnej stosują wodne oraz wodno-alkoholowe wyciągi z liści brzozy jako znakomity środek o działaniu wzmagającym wydzielanie moczu i potu. Dzięki tym właściwościom usuwany jest chlorek sodu oraz szkodliwe produkty przemiany materii. Terapia wyciągami z liści brzozy odkaża drogi moczowe i odtruwa organizm. Mają one także właściwości przeciwobrzękowe oraz przeciwartretyczne. Badania ostatnich lat pokazały, że w liściach brzozy znajdują się substancje o działaniu przeciwzapalnym i przeciwbólowym. Stosuje się więc je m.in. do usuwania piasku moczowego, w rozkruszaniu kamieni nerkowych czy leczeniu stanów zapalnych dróg moczowych. Ważną właściwością preparatów otrzymanych z liści brzozy jest to, że nie drażnią one nerek i pęcherza. Niektórzy lekarze medycyny naturalnej stosują liście brzozy także w terapii stanów zapalnych gruczołu krokowego oraz w terapii chorób reumatycznych i dny. Liście regulują również przemianę materii. Jako lek moczopędny i napotny, napar z liści brzozy pije się kilka razy dziennie małymi porcjami. Polecane jest również profilaktyczne i lecznicze picie herbatki z liści brzozowych (2 łyżki rozdrobnionych liści zalanych 1 szklanką wrzącej wody, parzonych pod przykryciem przez ok. 30 minut). Liście brzozy wchodzą w skład stosowanych od lat mieszanek ziołowych – Urosan, Urogran, Remosan oraz ziołowej pasty leczniczej Fitolizyny. Preparaty z liści brzozy stosuje się też w kosmetologii. Szampon do włosów normalnych i suchych z ekstraktem z liścia brzozy poprawia kondycję suchych włosów, nadaje im miękkość i elastyczność. Pączki brzozy Zbiera się je zimą i wczesną wiosną. Zawierają wiele aktywnych biozwiązków, np. żywice, saponiny, trójpenteny, kwas salicylowy, olejek eteryczny, witaminy i fitohormony. Wyciągi z pączków brzozowych działają podobnie jak liście: moczopędnie, przeciwreumatyczne przeciwzapalnie, napotnie i przeciwgorączkowo. Leczenie za pomocą pączków roślin nazywane jest gemmoterapią. Preparaty z pączków brzozy stosowane są w leczeniu zaburzeń urologicznych (skąpomoczu, kamicy moczowej), obrzęków różnego pochodzenia, w schorzeniach reumatycznych, i metabolicznych, np. w dnie, oraz w terapii schorzeń dermatologicznych (np. przy wypadaniu włosów i łuszczycy). Przetwory z pączków brzozowych można stosować też zewnętrznie, np. w stanach zapalnych błon śluzowych – spojówek czy odbytu. Pączki brzozy są stosowane w kosmetologii. Toniki, maceraty czy napary odkażają, wybielają i ujędrniają skórę. Miód naturalny z dodatkiem pączków brzozy oraz alkoholu zielarze stosują w terapii wzmacniającej i odtruwającej organizm.

1024px-Illustration_Betula_pendula0.jpg
Źródło: http://aptekajagiellonska.pl/uploads/files/brzoza-ktora-leczy.pdf

Święta Góra Słowian – Rowokół

Kiedy Rowokół nie został jeszcze nazwany, był tylko zwykłym wzniesieniem powstałym w epoce lodowcowej, ukształtowanym około 15-12 tys. p.n.e w ostatniej fazie zlodowacenia skandynawskiego jako pozostałość moreny czołowej.

Góra Rowokół – wzgórze pochodzenia polodowcowego, mająca 115 m n.p.m., położona jest na wybrzeżu Słomińskim, we wsi Smołdzino, powiat słupski.

73361548.9fiSU9al.P1000149_800_x_600.jpg

Potem przybyli tutaj pierwsi ludzie. Kiedy żeglarze zauważyli wyróżniający się na wybrzeżu Bałtyckim punkt charakterystyczny? Czy byli to Wikingowie? Nazwa na najstarszych bałtyckich mapach morskich z XVII wieku – Reefcoll i Revkol pochodzi z języka skandynawskiego.

Razem z górą Chełmską i Polanowską jest Rowokół jedną ze Świętych gór na naszym wybrzeżu. Był zawsze świętą górą Słowińców. Jak jego nazwa znalazła się w języku Słowian, którzy  bukowe i sosnowe lasy Rowokołu uznali za swoje schronienie i mieszkanie Bogów? Słowianie wystawili tutaj posąg Swarożycowi, bo któż inny mógł lepiej od niego opiekować się ogniem, który ciągle płonął na szczycie góry.

Panteon słowiański umieszcza Swarożyca na najwyższym tronie jako boga ognia, z irańskiego źródłosłowu – chwar – słońce, blask. Posąg Swietowita
Najprawdopodobniej był Swarożyc synem Swaroga, obaj w każdym razie mieli do czynienia z żywiołem ognia – domowego, ofiarnego i tego groźnego, niszczącego i przerażającego naszych przodków. Swaróg – Dadźbóg jest jedynym przypadkiem w mitologii słowiańskiej, gdzie określony jest stopień pokrewieństwa między bogami.

Na Pomorzu i wśród Słowian Połabskich, Swarożyc miał cechy bóstwa wojennego. Thietmar z Mersemburga w swojej kronice opisuje w 1018 roku świątynię słowiańską w Radogoszczy na Połabiu w roku poświęconą właśnie jemu.

Radogoszcz (Retra) znana również jako Radegost była głównym ośrodkiem politycznym Redarów, czyli Słowian Zachodnich pochodzenia lechickiego. Zrównana z ziemią po podbiciu Wieletów przez cesarstwo niemieckie. Dokładne położenie miejscowości nie jest znane. Przypuszcza się, że mogła leżeć w Gross Raden w Meklemburgii gdzie odkryto osadę słowiańską wraz z pozostałościami świątyni.

Również drugi kronikarz, dzięki któremu mamy wiadomości o wczesnych plemionach słowiańskich nazwał Swarożyca – Radogostem. Atrybutem tego boga był biały koń, a w radogoskiej świątyni podobno były stajnie, w których hodowano białe konie ku chwale Swarożyca. Czy nie przypomina to mitu jednorożca?

Najdokładniejszy świątyni Swarożyca i grodu Słowian, pochodzi z kroniki Thietmara z 1002 roku:

Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów. 

Kronika Thietmara obejmująca schyłek IX wieku i znaczną część wieku X opiera się na znanych Thietmarowi dziełach historiograficznych i hagiograficznych. Jej wartość jednak wzrasta w tych partiach, w których Thietmar korzysta z tradycji ustnej oraz z własnego doświadczenia jako świadka wydarzeń. Poza dziejami Merseburga i państwa niemieckiego, Thietmar zawarł w niej również wiele informacji dotyczących historii Europy, także ziem polskich. Zrelacjonował m.in. zjazd gnieźnieński i wojny cesarza Henryka II z księciem Bolesławem I Chrobrym. Thietmar bardzo niekorzystnie przedstawiał Słowian, co być może wiąże się z jego rodzinnymi zdarzeniami. Dziadek ojca Thietmara (Lotar von Walbeck) oraz dziadek matki Thietmara (Lotar von Stade) zginęli w bitwie z Redarami w 929 roku. Natomiast jego ojciec Zygfryd von Walbeck ledwie uratował życie z bitwy pod Cedynią.

zdjecie,600,465232,20140317,widok-z-latarni-morskiej-w-czolpinie-w-tle-rowokol-najwyzsza-gora-w-okolicy-115-mnpm.jpg

Kronika zachowała się w tzw. rękopisie Drezdeńskim, w postaci 192 kart pergaminu, na których Thietmar osobiście nanosił poprawki. Do 1945 roku przechowywany był w saskiej bibliotece krajowej w Dreźnie, która została spalona podczas bombardowania aliantów w 1945 roku. Egzemplarz częściowo spłonął. Do odczytania możliwe są jedynie pojedyncze karty, nadal przechowywane w Dreźnie. Jednak dzięki opublikowaniu rękopisu w 1905 roku w postaci faksymile przetrwał do naszych czasów cały tekst. Niemal kompletny tekst „Kroniki” zachował się w dwunastowiecznym rękopisie pochodzącym z klasztoru Corbei w Niemczech.

Na Rowokole Słowianie założyli dwa grodziska, jedno tak zwane wyżynne na wierzchołku Rowokołu.( typu pierścieniowatego z wypukłym majdanem pochodzące z X- XII wieku) Drugie znajdowało się się u podnóża góry, od strony południowo-wschodniej i datowane jest na początek X wieku, a więc wcześniejsze. Obok grodziska znajdowało się źródło. Na wierzchołku zapewne odbywały się modły, wyprawiano święta, uczty i palono ofiarne zwierzęta, o czym świadczą archeologiczne znaleziska (odkryto olbrzymie palenisko położone w centralnym punkcie majdanu, wraz z ułamkami naczyń i kośćmi zwierząt. W rowach kontrolnych odkryto miejsce paleniska usytuowane wzdłuż umocnień, co pozwala przypuszczać, iż były one usytuowane koliście, w znacznym oddaleniu od głównego ogniska. Brak warstwy kulturowej, która mogłaby świadczyć o długotrwałym zasiedleniu, przy istniejących umocnieniach pozwala przypuszczać, iż istotnie mamy tu do czynienia z obiektem kultowym, gdzie palono ognie. Zachował się jedynie od strony wschodniej, południowo-zachodniej i zachodniej niski wał o stromych zboczach. Podstawa grodziska – ok. 65x75m, powierzchnia majdanu – ok. 47x48m, wysokość obiektu w stosunku do podstawy pagórka – ok. 100m. Wał w stosunku do powierzchni majdanu jest wysoki od 2-3m. Wiek tego grodziska określono na wczesne średniowiecze i późne średniowiecze. Grodzisko to z pewnością warownia, o dużym polu obserwacji.

Rowokół wyróżnia się i widać go z wielu ważnych miejsc w okolicy, przede wszystkim z morza i jezior. Ma wysokość 115 metrów. Leży w odległości 6 km od morza. Historia Rowokołu łączy się z historią Słowiańszczyzny, jej mitami, wierzeniami i jej krwawą przegraną z wiarą chrześcijańską. Na naszych ziemiach walka ze słowiańskimi bogami, świętymi gajami była okrutna, nie tak jak w Irlandii, gdzie Święty Patryk umiał wykorzystać miejscowe bóstwa i połączyć ich historię z dziejami ewangelicznymi, to spowodowało powstanie jednej z najciekawszych mitologii w dziejach chrześcijaństwa.

Słowianie ze swoimi bogami, często ucieleśnianymi z przyrodą nie mogli wygrać. A może to właśnie ich bogowie wydawali się groźni, niedostosowani do wymogów wiary w Chrystusa?

Święte drzewa, dęby i ludzie modlący się w lasach musieli robić to w tajemnicy. Ile mogła trwać taka historia tutaj, na Rowokole. Góra musiała być szybko zagospodarowana przez Chrześcijan, ponieważ była rzeczywiście ważna i ważny był posąg Swarożyca i ogień, który ostrzegał żeglarzy i równocześnie często przynosił im nadzieję, że ląd jest blisko. Czy posąg podzielił los Świętowita z Arkony? Brutalnie zniszczonego na oczach jego zrozpaczonych wyznawców?
Zniszczenie Arkony - Laurits Tuxen
Słowianie wierzyli, że każdy człowiek posiada duszę (nawie), która po śmierci wędruje do podziemnej krainy zwanej Nawią. Dobre dusze mogły od czasu do czasu powracać na ziemię, często palono ogniska, gdyż wierzono, że ogień ogrzewa wędrujące dusze.

Świątynia Świętowita w Arkonie była pokryta płaskorzeźbami i malowidłami, posiadała też własny oddział 300 konnych. Wewnątrz znajdował się bogaty skarbiec. Dostęp do wnętrza świątyni i boskiego rumaka miał jedynie długowłosy kapłan, któremu nie wolno było skalać boskiej siedziby oddechem. Świątynia ta została spalona 12 czerwca 1168 roku z rozkazu duńskiego króla Waldemara I, który zagarnął jako łup wojenny skarbiec Świętowita składający się z ofiar wielu pokoleń wiernych. To sanktuarium było ostatnią pogańską świątynią Słowian.

Świątynia słowiańska była również na Rowokole. Wiemy tylko że, na wale ziemnym, znaleziono pozostałości po grodzisku słowiańskim, a na wierzchołku Rowokołu zbudowany został kościół poświęcony Św. Mikołajowi, opiekunowi żeglarzy, a później mieściło się w średniowieczu sanktuarium maryjne, po którym pozostały zagłębienia w gruncie i fundamenty budowli. Z nim związane były legendy. W czasie gdy burzono kaplicę św. Mikołaja, zerwany z jarzma dzwon stoczył się po zboczu góry i zatonął w Łupawie, która wtedy była w tym miejscu bardzo głęboka. W dawnych czasach topił się tu co roku jakiś człowiek. Wnoszono z tego, że jest to kara za pohańbienie świętego miejsca. Ponadto mówiono, że niekiedy nocą słychać dźwięk dzwonów, dochodzący z głębiny.

Druga legenda o rybaku, Joście, który powracał późnym wieczorem łodzią z Rowów do Gardny Wielkiej. Noc była ciemna i dął bardzo silny wiatr. Jak często w takich sytuacjach pojawił się diabeł, proponując mu ratunek w zamian za podpisanie cyrografu na duszę. Rybak cyrograf podpisał własną krwią, postawił jednak warunek, aby diabeł na miejscu spotkania wybudował kościół z kamieni, przy czym budowę jego miał zakończyć zanim zapieje pierwszy kur. Płynąc spokojnie do swej checzy rybak cieszył się z wyprowadzenia diabła w pole, był bowiem przekonany, że ten nie zdąży na czas. Po powrocie do domu szybko zasnął i tuż po północy zbudził go straszy hałas. Zerwawszy się z posłania wybiegł na podwórze i zobaczył jak u brzegu jeziora diabeł oparty prawą nogą na wielkim kamieniu dowodził zastępem swych piekielnych kolegów, którzy przerzucali w kierunku jeziora belki i kamienie. Kościół był już na wykończeniu. Rybak – w obliczu niebezpieczeństwa – zapiał wtedy naśladując kura, budząc jednocześnie wszystkie koguty Wielkiej i Małej Gardny. Diabeł z wściekłości zburzył kościół, po którym pozostała znaczna ilość kamieni, tworząc odtąd Wyspę Kamienną lub Diabelską. Na jednym z głazów pozostał odcisk kopyta końskiego, ślad po czarcie.

rowokol_mapa

Sanktuarium na Rowokole było jednym z trzech stacji dla pątników. Dwa pozostałe miejsca pielgrzymowania to Sanktuarium Maryjne na Górze Chełmskiej i Sanktuarium Maryjne na Świętej Górze Polanowskiej. Kaplicy pw. Najświętszej Maryi Panny na Rowokole mogła powstać w związku z cudownym ocalaniem żeglujących. Po wprowadzeniu reformacji (na Pomorzu nastąpiło to 1534 r. )wszystkie trzy Świątynie nadbałtyckie zostały opuszczone i rozebrane. Wioska u stóp góry miała pierwotna nazwę Smolno, która wywodziła się od rośliny zwanej smółd lub od smoły i została zapisana w 1281 r. wówczas wieś należała do słupskich dominikanów.

W 1291 roku książę Bogusław IV przekazał wieś klasztorowi cystersów w Oliwie, a w latach 1329-1341 wieś należała do zakonu krzyżackiego.W 1622 ziemia smołdzińska powróciła do rodów Gryfitów. Ostatnia księżna z rodu Gryfitów, Anna de Croy, spędziła tu ostatnie swoje lata. Księżna von Croy, fundatorka miejscowego kościoła. Od średniowiecza ziemie wokół Smołdzina wraz z jeziorami były własnością książąt słupskich. Mijały lata i w 1632 roku zbudowano kościół w Smołdzinie, podobno zużyto dla niego również kamieni z kaplicy rowokolskiej.

W 1823 r. kościół przebudowano, a w 1874 r. dobudowano nawę poprzeczną. W kościele znajduje się wiele unikatowych zabytków: wczesnobarokowy ołtarz z bogatym wystrojem rzeźbiarskim oraz z portretami księżnej Anny i jej syna Ernesta Bogusława, ambona barokowa z XVII w, chrzcielnica z połowy XVII w., para ołtarzowych świeczników ( Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku) oraz dzwon gdański z 1706 r. Na stropie kościoła widniało 49 obrazów o tematyce biblijnej, po przeprowadzeniu prac konserwatorskich część z nich umieszczono na ścianach kościoła.

Przeprowadzone w 1992 r. badania archeologiczne i antropologiczne ujawniły, że w krypcie grobowej spoczywają w drewnianych trumnach zwłoki kobiety, mężczyzny i czworga dzieci pochowane w nieokreślonym czasie. Krypta ta najprawdopodobniej została zasypana w XIX wieku, w czasie którejś z kolejnych przebudów kościoła. Obok Kościoła stał nieistniejący już dziś, zniszczony wiele lat po II wojnie światowej pomnik poległych mieszkańców Smołdzina.

Na prostopadłościennym postumencie z napisem upamiętniającym na przedniej płaszczyźnie i czarnymi tablicami z nazwiskami na płaszczyznach bocznych stojąca figura żołnierza w pełnym rynsztunku, z odsłoniętą, pochyloną głową. Na ogrodzeniu za pomnikiem widoczne były cztery wizerunki Krzyża Żelaznego prawdopodobnie z nazwiskami żołnierzy wyróżnionych tym odznaczeniem bojowym.

I tak gdy Słowianie stracili swoje świątynie, a ich władcy i książęta przyjęli chrześcijaństwo nie było już miejsca na wiarę w święte dęby. Stali się chrześcijanami, coraz mniej osób pamiętało demony i obrzędy, którym wierne były cale pokolenia. Żegnając się znakiem krzyża i tak myśleli, że chmurami włada płanetnik, a spotkanie z rusałką może skończyć się dla mężczyzny źle.
Las na Rowokole
Bali się niezrozumiałych zjawisk zachodzących w przyrodzie, jak we wszystkich wierzeniach mieli zastępy mniejszych i większych bóstw, które chroniły ich przed burzami, ogniem, wiatrem, powodzią. Czy pracę nad dbaniem o to wszystko mógł przejąć jeden chrześcijański Bóg? Powątpiewali, musiały minąć wieki zanim uwierzyli. Ale i tak ich wiara jest czasami bardzo płytka.

Nie wolno odcinać się od swoich korzeni. W naszych żyłach płynie krew pamiętająca ogniska Kupały, posągi Swarożyca i Świętowita. To jest dobra pamięć. Możemy pozazdrościć Celtom ich mitologii, nasza jest zazwyczaj wstydliwie wyśmiewana jako legendy i bajki stworzone z niczego.

Ale chyba ciągle tak samo boimy się morderczej Południcy, gdy wychodzimy na południowe pole i łany zbóż zaczynają falować, znaczy demoniczna kobieta jest blisko..trzeba ukryć się w cieniu.

Na Rowokole rośnie stary las, dla Słowian drzewa były święte. Kiedy szumiał wieczorem, a słyszałam go z naszego korytarza z hoteliku w Smołdzinie, dla mnie był to przejmujący szum.Poludnica Jestem słowiańskim dzieckiem – myślałam, kocham las i drzewa.

Jacy jesteśmy niedoskonali, że nie możemy czuć połączenia z naszymi przodkami, nie słyszymy ich głosów przy Rowokolskiej świątyni.. a może to tylko moment i wyobraźnia zaczyna pracować.

Ogień na szczycie góry znów płonie, idę ścieżką, która wiodła na szczyt taką samą kobietę, Słowiankę, idącą w mrokach dziejów. Jakie były jej pragnienia, jak musiała walczyć o byt, o jeszcze jeden dzień, który gdy wstawał pogodny nad lasem, był wygraną.

Gdy dochodziła na szczyt Rowokołu, jak teraz ja, siadała przy ognisku i słuchała śpiewów, grzała siebie i swoje myśli w czerwonych płomieniach, patrząc płochliwie na cienie lasu. Może zdarzył się nieznany przybysz ze statku, który dzięki ogniowi na Rowokole szczęśliwie przybił do brzegu.

Opowiadał o innych krainach i o tym, że w gdzieś daleko, w Arkonie padł posąg naszego Boga, Świętowita, zniszczony przez wrogich Duńczyków. Kobieta patrzyła w ogień. Przeczuwała że już nic nie będzie takie samo.

Źródła:

  1. Rowokół (115 m n.p.m.) – wzniesienie polodowcowe położone na Wybrzeżu Słowińskim w pobliżu Smołdzina, w odległości 6 km od morza, widoczny z morza żeglarski punkt nawigacyjny, rezerwat przyrody o powierzchni 562,81 ha
    Na szczycie znajduje się platforma widokowa na Smołdzino oraz jeziora Gardno, Łebsko i wybrzeże Bałtyku. Prowadzi tu szlak turystyczny.
  2. wikipedia, internet
  3. R. Kamiński, Kaplica NMP i cmentarz na Rowokole, w: „Tysiącletnie dziedzictwo chrześcijańskie Pomorza
    Środkowego”, Katalog Wystawy czerwiec-wrzesień 2000, Muzeum Okręgowe Koszalin, s. 60-64.
  4. Kronika Thietmara, http://www.mgh-bibliothek.de/thietmar/fol.0001.html
  5. Kościół ze Smołdzina, http://smoldzino.most.org.pl/kosciol.html#Kościół

 

Źródło artykułu: http://www.mariolasocha.republika.pl/witryna%20felietony/rowokol.htm

Tekst umieszczony z okazji protestu przeciwko budowie kaplicy chrześcijańskiej na szczycie wzgórza.

Gmina Smołdzino otrzymała od ministra środowiskaJana Szyszko zgodę na wzniesienie na wzgórzu kaplicy pw. św. Mikołaja. Prace mają być rozpoczęte do 2019.

Szczególnie że są argumenty przeciwne, ponieważ jest to park narodowy, a nie prywatna działka.

– Jest to teren ściśle chroniony, w którym nie powinno być żadnych nowych interwencji człowieka, inwestycji, budowy, która generuje ruch samochodów i maszyn – komentuje decyzję ministerstwa dr Jacek Antczak, członek Rady Naukowej Słowińskiego Parku Narodowego. – Wszelkie działania, które prowadzi się teraz na terenie parku, powinny prowadzić do skanalizowania i uspokojenia ruchu w tak cennym przyrodniczo miejscu. Dziwi nas decyzja ministerstwa, tym bardziej że wszelkie kwestie związane z parkiem były dotychczas konsultowane z naszą radą. W tym przypadku nikt nie zapytał nas, czy budowa takiej kaplicy w parku narodowym jest dobrym pomysłem. Na ten temat powinniśmy przeprowadzić badania.

Andrzej Demczak, zastępca dyrektora Słowińskiego Parku Narodowego, potwierdza, że dyrekcja nie konsultowała się sprawie budowy kaplicy z radą naukową.

– To nie my wnioskowaliśmy o tę budowę, lecz wójt gminy – tłumaczy wicedyrektor. – Gmina otrzymała zgodę z ministerstwa, któremu podlegamy, ma czas na rozpoczęcie budowy do 2019 r.

To jednak nie koniec planów gminy na zagospodarowanie wzgórza Rowokół.

– W przyszłości będziemy wnioskować do ministerstwa o możliwość zbudowania kapliczek drogi krzyżowej – zapowiada Arkadiusz Walach. – Jestem przekonany, że droga krzyżowa jeszcze bardziej uatrakcyjni wzgórze i przyciągnie do naszej gminy wielu pątników.

Źródło: http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21369695,wojt-zbuduje-w-parku-narodowym-kaplice-zgode-wydal-minister.html#MT

Podania i wierzenia ludowe – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 6

To jest ostatnia część szóstwa artykułu z materiałów etnograficznych Józefa Ciochonia.
Pierwszą część jest o STRACHACH;
Drugiej znajdują się PODANIA ludowe;
Trzeciej była mowa o ZWYCZAJACH ludowych;
Czwarta część to UBIÓR;
Piąta część jest o SPOSOBIE ŻYCIA, pszczołach, gomółkach czy pijaństwie

Ta część przedstawia różne zapiski część jest niepełna, ale dla naszej strony najciekawsza. Notatki zaczynają się od punktu 18, karty wcześniejsze zaginęły lub zostały w inny sposób utracone.

Pozostałe podania ludowe

  1. [brak logicznej całości] narzeczonego. Twierdzą, że w tym razie djabeł się pokazuje pannie w postaci kawalera w lustrze.
  2. Gdy się ktoś przelęknie i z przelęknienia choruje, wtedy przelewają nad nim wosk w następujący sposób: nad głową chorego stawiają miseczkę z wodą i do tej wody wlewają roztopiony wosk. Z tego wosku wyrabiają się w wodzie różne figury i wtedy wnioskują z tych nieforemnych kształtów, czego się chory przeląkł. Tegoż sposobu używają, gdy się konie przelękną w mniemaniu, że to pomoże.
  3. Będąc jeszcze małym chłopcem na wsi, słyszałem od pasterzów następujące opowiadanie. Jak można dziewczynę do siebie sprowadzić? W tym celu chwyta się gacka (nietoperza) i wyjmuje się z niego kosteczkę małą widełkowatą, którą on ma mieć w sobie. Tę kosteczkę wbija się za paznokieć palca serdecznego. Gdy się to uskuteczniło, pierwszej nocy przyjdzie do tego mężczyzny djabeł w postaci pięknej panny. Lecz trzeba wtedy te pannę uchwycić i bić tak długo, dopóki się nie będzie prosić i zaklinać, że więcej nie przyjdzie. Puszcza się wtedy ową diablicę, która już więcej nie przyjdzie. Gdyby się z ową djablicą zapuścił w obcowanie miłosne, wtedy by ta mu urwała głowę. Jest to niejako próba dla tego mężczyzny, jak pastuchy mówią Jeżeli więc próbę z diabłem przetrzyma, wtedy gdy mu się jakąś dziewczyna spodoba, on potrzebuje tylko dotknąć się jej sukni owym czarodziejskim palcem, a ona przyjdzie do niego w nocy.
  4. Jest tu bardzo utarta klechda w całej okolicy o ziołach, mających władzę taką, że za dotknięciem tego ziela, żelazo w jednej chwili pęka, a kłódki i zamki się odmykają. Żył tu w naszej wsi Borzęcinie niejaki Fidoń starzec bardzo poważny, który dawniej miał być sławnym złodziejem, jak opowiadają. On miał mieć to ziele zaprawiane w prawej ręce i był w stanie otworzyć sobie każdy zamek za dotknięciem się ręki. Jednej wdowie Pudełkowy otworzył kłódkę od komory, do której sobie klucz zgubiła.
  5. Inne ziele ma być takie, że jeżeli się go włoży do ust, to wtedy nikt tego człowieka nie zobaczy. I tak: jedni państwo byli ze swoim synkiem w ogrodzie na przechadzce. Synek bawił się w trawie, przypadkowo włożył trawkę do ust. Rodzicom nagle syn zginął. Wołają, syn się odzywa i mówi, że on przy nich stoi. Matka zdziwiona powiedziała żeby wyrzucił co ma w ręce lub ustach, a skoro synek wypuścił z ust trawkę, w tej chwili zobaczyli go rodzice.
  6. Czarownicami u nas są jak zwyczajnie stare baby, brzydkie, niemiłe, które więcej samotnie żyją. Ich działanie rozciąga się na czarowanie krów. Krowa zaczarowana gubi powoli mleko, a jeżeli je daje, to takowe jest pomieszane z małą ilością krwi jak sam widziałem. Z takiego mleka nie będzie masła, bo się nawet zsiąść nie chce. Czary odbywają się w ten sposób:
    Czary odbywają się w ten sposób: W wigilię św. Jana udaje się czarownica w nocy na łąki i bierze ze sobą stołek o 4 nogach. Zbiera na wszystkich łąkach trawę pastewną różnego gatunku i kładzie ją na stołku. Potem przystępuje do dojenia stołka pociągając za nogi jego jak za cycki krowy i otrzymuje wielką ilość mleka. Z tego mleka robi masło. Jeżeli chce czarownica zaczarować krowy któryś gospodyni, kładzie pod przycieś stajni trochę masła. Zaczarowanie to trwa tak długo, dopóki to masło nie zostanie odszukane i wyrzucone. Jeżeli się nie chce masło zrobić wskutek zaczarowania, wtedy potrzeba wyjść na rozstaje drogi i wziąć łajno krowie lub końskie, które się tam ma znaleźć i na tym łajnie postawić maśliczkę a masło niezawodnie uda się zrobić w krótkim czasie.
  7. Jak można czarownicę poznać? Jeżeli się przez cały rok robi stołeczek, w każdy dzień zrobiwszy odrobinę i jeżeli się na tym stołeczku siądzie przy kościele gdy ludzie idzie na rezurekcją, z pewnością pozna czarownicę. Jest także mniemanie, że czarownica nigdy nie widzi głowy kapłana, gdy tenże podnosi hostię św. we mszy św.
  8. Sądzą, że ksiądz może diabła widzieć w zapusty tańcującego na przodku. W takim razie musi kazać odkopać grób jakiegoś dziecięcia i wziąć z głowy jego kość, w której było umieszczone oko. Z tą kością ma przyjść do karczmy i patrzeć na tańcujących przez jamę oka tej kości, a zobaczy na przodku tańcującego diabła. Lecz musi być przy tem ostrożnym, by go djabeł nie zoczył, boby djabeł w takim razie przyskoczył, trząsnąłby w te kość tak mocno, żeby ciekawemu Jegomości oko wyleciało.
  9. We wtorek zapustni stoi djabeł za drzwiami karczmy i zapisuje każdego, kto wychodzi z karczmy po 12 godzinie. Ta klechda jest pomiędzy ludem bardzo rozpowszechniona. Dlatego wielu wstrzymuje się od uciech wtorkowych w karczmie z obawy, by ich djabeł nie zapisał. Celem pośmiewiska jest jeden gospodarz Swarniowski, który we wtorek zapustny z całą familiją idzie do karczmy, nie uczęszczając tam cały rok.
  10. Wiejscy skrzypkowie nasi także mają z diabłem do czynienia. Jest mniemanie, że każdy lepszy skrzypek ma diabła. Takich znam 2: Kowala i Rumka (Rumek). Jeżeli na weselu lub w karczmie gra jakiś skrzypek, a przypadkowo nadejdzie drugi skrzypek mający diabła lub przynajmniej posiadający jakąś sztukę (powiadają „śtukę”) to ten przybyły potrafi, jeśli zechce, tak zrobić, grającemu żeby wszystkie struny popękały. Jeżeli grający równie podobną sztuczkę posiada, wtedy potrafi sobie poradzić, jeżeli zaś nie posiada, musi wtedy swojego przeciwnika odszukać, prosić go i traktować, by mu nie szkodził. Przeproszony bierze skrzypce do ręki, sam je stroi i oddaje grającemu. To uczynienie, jak się lud wyraża, polega także na tem, że grajacy nie musi nawet ręką ruszyć jeżeli został od innego skrzypka zezazowany.
  11. Znam też jednego człowieka w naszej wsi imieniem Zawada, który posiada sztukę wyprowadzania szczurów i myszy z domu. Przy tej operacyi wymawia pewne zaklęcie, a wszystkie szczury lub myszy idą za nim. On wtedy wyprowadza je w pole, w las lub do wody i wskazuje im miejsce pobytu. Szczury osiadają w skazanem miejscu i żadną siłą nie dadzą się stamtąd odwieść. Jeżeliby zaś do tego domu z którego się je wyprowadza, były od innego czarownika wprowadzone, wtedy jest dla wyprowadzającego wielkie niebezpieczeństwo, bo szczury rzucą się na niego i gryzą na śmierć.
    Dopisek autora na marginesie: Formułka na zamawianie wróbli: Nie moją mocą, lecz boską pomocą, na krzaki wróble, na krzaki.
  12. W sąsiedniej wsi Radłowie jest człowiek Tadeusz Jachna, który za pomocą koszuli leczy chorych. Odbywa się to w ten sposób. Zdejmuje się koszulę z chorego i idzie się z nią do Radłowa do Jachny. Jachna bierze tę koszulę, idzie pod wierzbę wymawia pewne słowa nad koszulą, trochę na nią najszczy, napluje, nasmarka, o wierzbę wybije, zwija i oddaje przybyszowi mówiąc przy tem na co jest chory ten, którego koszula, z czego chory i kiedy wyzdrowieje. Daje mu się szustkę (10 kr) lub też jaki prezencik: masło, sera lub jaj. Przyszedłszy do domu wdziewa się koszulę na chorego, który bardzo często wyzdrowieje przypisując uleczenie Jachnie. Ponieważ się to bardzo często powtarza, dlatego ten człowiek ma wielki rozgłos w okolicy.
  13. Ziele święcone na dzień 15 sierpnia wynoszą zaraz po sumie w pole do kapusty w mniemaniu, że gąsienice nie będą kapusty psuły. Wieczorem ziele przynoszą do domu.
  14. Utrzymują, że jeżeli gospodarz po żniwie wszystkie sierpy położy na piecu i wymówi: „Ja już pożąłem, znijcie teraz wy” może być pewnym, że ani jeden świerszcz przez cały rok nie postoi w jego domu.
  15. Lud nasz wierzy mocno, ze są tacy, którzy potrafią drugiemu napędzić jakąś chorobę, lub sprowadzić nieszczęście przez zarazę bydła i tak n.p.
    Mój brat Franciszek jest kowalem, a że niedługo się uczył i dobrze zna robotę, wzbudził zazdrość podobnych kowali wiejskich. Ze zazdrości ci uczynili (bo się tak lud wyraża o czarach) mu tak, że go noga w kolanie i niżej kolana zawsze boli i co rok regularnie odstaje od nogi delikatna skórka biała, zupełnie do wężej podobna i łupi się kawałeczkami. Radził się lekarzy, lecz ci mu nie pomogli. Inny kowal znowu doradzał bratu, by pił z wódką sadło bocianie, przypisując temu moc tamującą czary. Lecz i to nie pomogło. Noga się nie wygoiła do dzisiaj.
    Podobne czary znajdujemy we wszystkich rzemiosłach i tak na przykład. Jeden gospodarz Curyło z Borowego młyna pod Wolą radłowską zwołał do swego domu rymarza, by mu tenże porobił chomąta i uzdy. Skoro robota była gotowa, nie chciał mu Curyło tyle zapłacić, ile sobie ów rzemieślnik kazał i nie zapłacił. Rymarz mu zagroził i poszedł. Gdy ubrał konie w nowy przybór w kilkunastu dniach padły dwa konie, niezadługo potem trzeci, gospodarz domyślił się potem przyczyny złego, odszukał tego rymarza,prosił go,by mu darował, zapłacił mu 10 fl. więcej jak mu się należało. Potem mu już konie nie padały.
  16. Utrzymuje się mniemanie, że w środku ziemi jest ogromny wąż ziemny, biały i ten wąż jest całkiem biały, a na swojej głowie ma koronę ze szczerego złota. Ten wąż jest królem wszystkich wężów i jest od licznej służby mężów obsługiwany.
  17. Jeżeli ktoś wchodzi do lasu, żegna się z największą uwagą, bo sądzą, że gdyby się nie przeżegnał wchodząc do lasu, zabłądziłby natychmiast. Jeżeli ktoś w lesie zabłądzi, to mówią że go djabeł po lesie wodzi i nie dopuści go nigdy do tej strony skąd przyszedł, tylko go łudzi pokazując mu inną drogę do domu.
  18. Płanetniki są to tacy ludzie, zwykle mężczyźni, którzy podczas mających nastąpić burz znikają ze ziemi i idą nosić i prowadzić chmury. Oni więc są regulatorami deszczów i burz. Nieraz słyszałem od ludzi będąc jeszcze wiejskim chłopcem, jak opowiadali starzy, że słyszeli podczas nadciągających chmur głos z góry: „Tutaj! – nie tam! – tutaj puść! – tam prowadź! – trzymaj!” Miały to być głosy płanetników wołających na siebie.

    slavic_mythology___planetnik_demon_storm__by_masiani-d6jdpll
    Andrzej Masianis – Płanetnik
  19. Błędne światełka chodzące po polach nazywają pospolicie miernikami, bo podają, że te światełka są to duchy gospodarzów, którzy przyorywali miedzy. Po śmierci więc chodzą i każdą bryłkę od miedzy pługiem odartą nazad do ziemi odrzucają, czyli wymierzają co było ich, a co nie.
  20. . Sądzą, że tęcza pojawiająca się na niebie pije jednym i drugim końcem wodę z morza, albo z jakiej wielkiej rzeki. Jeżeli się wtedy dzieci kąpią, gdzie tęcza pije, pochłania je takowa i nieraz jak opowiadają, słyszeli głos dziecięcia z góry, które zostało przez tęczę pochłonięte. Z wodą wciąga także tęcza żabki w swój nieprzeładowany nigdy brzuch i te później z deszczem na ziemię spadają.
  21. Utrzymuje się podanie, że w wigilią św. Jana o północy kwitnie paproć. Jeżeliby ktoś ten kwiatek znalazł, wszystkie skarby świata te zobaczy i będą mu stały otworem, tak, iż może z nich użytkować, jak mu się podoba. I tak opowiadają, że jeden góral o północy w wilią świętego Jana szedł przez las i za krypeć przypadkiem wpadł mu kwiatek paproci. Zrobiło się wtedy jasno i wszystkie skarby ukryte w ziemi zobaczył. Lecz w tej chwili pojawił się za nim djabeł w postaci pana i namówił go by zdjął krypeć. I skoro góral zdjął krypcie, diabeł porwał kwiatek, który wypadł z obuwia, roześmiał się z górala i znikł.
  22. Sposób tuczenia koni. Trzeba schwytać 2 krety i chować je w nowym garczku. Co dzień trzeba je koniom przed oczy stawiać, aby się mogły na nie patrzeć. Konie zapatrzywszy się na krety, same będą tak wałkowate i tuczne i połyskujące jak krety.
  23. Wierzą, ze chmura może się oberwać i jeżeli gdzie ulewny bardzo deszcz spadnie, tak że od razu powódź nastąpi to powiadają, że się chmura oberwała.
  24. Jęczmień na oku można zgubić w ten sposób, jeśli się 9 ziaren jęczmienia rzuca poza siebie pojedynczo w ogień i za każdą razą ucieka się, by się nie słyszało trzasku palącego się ziarna. Jeżeli się sposób ten udał, jęczmień niezawodnie zginie
  25. Jeżeli kogoś nadzwyczajnie z niewiadomego powodu głowa boli, to powiadają, że go ktoś urzekł, czyli ma uroki. Lekarstwo na uroki jest jedynie takie: do szklanki wody wkłada się trzy żarzące się węgle i 3 kawałeczki chleba. Jeżeli chleb utonie kobieta urzekła, jeżeli węgiel utonął, mężczyzna był tym nieszczęśliwym. Używają zaś tego lekarstwa w ten sposób:
    Jedno (bo to zwyczajnie kobiety robią, mężczyźni nigdy): obmywają sobie tą wodą twarz i nic więcej. Inne biorą tej wody ze szklanki do ust i na trzy strony wypuszczają po odrobinie, obmywając do trzeciego razu twarz, piersi, do trzeciego razu wychlapuje ze szklanki na trzy strony, do trzeciego razu wychlapuje ręką poza siebie przez ramię
  26. Kołtun (czyli chorobę nadwiślańską) gubią w ten sposób: Ucinają kołtun, który się zwija na głowie i zakopują lub wyrzucają w miejsce zarosłe. Jeśliby ktoś na ten kołtun wlazł, a spostrzegłszy otrząsł się na ten widok, dostanie kołtuna.
  27. Lud mniema, że jeżeli zetnie drzewo, na którem jest boża męka i użyje się tego drzewa do budowli, ten budynek się spali. I jeżeliby po pierwszem spaleniu tego samego niedopalonego drzewa, na ktorem się boża męka znajdowała użyto do powtórnego budowania, także się spali. Powiadają, że Niedojadło gospodarz na Warysiu (przy Borzęcinie) wybudował stajnie, a na przyciesie zakupił dęba, na którem była boża męka. Te stajnie 3 razy się paliły. Aż mu doradzili, przycieś dębową którą żadna razą ogień nie zniszczył wyrzucić, a inną założyć, wiedzieli bowiem sąsiedzi, że na tym nieszczęśliwym dębie co go kiedyś Niedojadło w lesie zakupił, stała boża męka.

    slavic_mythology__the_holy_oak_by_masiani-d7l8o97
    Święte drzewo, boskie drzewo – Dąb.
  28. Jeżeli wiatr mocny wieje iż zbiera tumany kurzu ze sobą, unosi w górę wirem, powiadają, że to djabeł się cieszy i tańcuje po gościńcu. Dzieci boją się przystąpić do takiego wiru z obawy, by ich djabeł w górę nie uniósł.
  29. Jeszcze o zmorach. Jeżeli ojciec ma 7 córek, sądzą że ta siódma jest zmora. I tak: jeden bogaty chłop ożenił się z dziewką, która była siódma. Codziennie ona dawała czeladzi regularnie krew na śniadanie. Czeladź mówiła, skąd nasza gospodyni dobiera tyle krwi, kiedy wieprzów tyle nie bije. Jeden więc parobek chcąc się dowiedzieć co ona w nocy robi, że na śniadanie daje krew, zasadził się przy jej drzwiach. Widział że o 12 godzinie kluczowa dziurą wyszła i poszła. [Bo zwyczajnie zmory i wychodzą kluczowa dziurą i tą samą dziurą nazad wchodzą. Jeżeli się dziurę tę zatka gdy ona wyjdzie, można ja powracającą złapać na pasek święcony]. Gdy powróciła, widział, że się wyksztusiła krwią. Rano tej krwi parobek już nie jadł i powiedział o tem jej mężowi. Mąż ją wygnał od siebie.
series_of_drawings_slavic_mythology___strzyga_by_masiani-d7ccj5t
Strzyga

 

Po napisaniu artykułu, znalazłem również dostęp do tego artykułu u źródła. Czyli na stronie gminy Borzęcin, a to jest adres do elektronicznej wersji lokalnej gazety: kurier_borzecki_67_2014.pdf