[Jawia] Święto Przodków

Naprzód wy z lekkimi duchy,
Coście śród tego padołu
Ciemnoty i zawieruchy,
Nędzy, płaczu i mozołu
Zabłysnęli i spłonęli
Jako ta garstka kądzieli.
Kto z was wietrznym błądzi szlakiem,
W niebieskie nie wzleciał bramy,
Tego lekkim, jasnym znakiem
Przyzywamy, zaklinamy.

A.Mickiewicz, Dziady cz.II, Wydawnictwo Greg, 2009

Święto Przodków – Dziady to czas magiczny, kiedy zaciera się granica pomiędzy światem żywych i umarłych. W tym okresie dusze przodków powracają na ziemię by razem z nami ucztować, otoczyć opieką swoje rodziny i domostwa. Mimo poważnego charakteru zadumy i obcowania ze zmarłymi jest to święto radosne, tradycja słowiańska ukazuje bowiem śmierć oraz wszelkie zjawiska nadprzyrodzone jako naturalne elementy cyklu życia i harmonii w przyrodzie.

Bo dusza nie umiera

Kult Przodków i pamięć o zmarłych zajmowały istotne miejsce w przedchrześcijańskich wierzeniach Słowian. Koncentrowano się na życiu doczesnym, gdyż obca była Słowianom koncepcja nagrody lub kary po śmierci. Wierzono jednak w życie pozagrobowe i w to, że zmarli nie odchodzą ostatecznie, a jedynie ich dusze przenoszą się do Nawii* – zaświatów którymi rządzi Weles, bóg magii i przysiąg. Stamtąd zdarza im się odbywać wędrówki do swoich dawnych ludzkich siedzib, a dzieje się to właśnie w okresie Dziadów.

* Według wierzeń słowiańskich zaświaty dzielą się na Wyraj ptasi (gdzie odlatują na zimę ptaki i gdzie uchodzi część ludzkiej duszy) oraz Wyraj wężowy – Nawię (położoną pod ziemią, gdzie „bydlęcy bóg” siedzi na złotym tronie u stóp Drzewa Kosmicznego)

Dziad, dziadowie, dziady…

W licznych językach i gwarach słowiańskich istnieje przynajmniej kilkadziesiąt znaczeń i funkcji słowa dziad**. W najprostszym, bezpośrednim znaczeniu słowo to określa przodka. Druga najważniejsza definicja odnosi się do obrzędu jaki odprawia się w celu przyzywania dusz zmarłych i uzyskania łączności z zaświatami. Święto Przodków znane jest również pod nazwą pominki, przewody, zaduszki i radecznica.

** W polskim folklorze dziadem nazywano też m.in. opiekuńczego demona domowego, ostatni snop zboża zebrany w polu czy zwyczaj kolędowania tzw. dziady noworoczne i śmiguśne.

Obrzędy zaduszne odprawiano wedle tradycji słowiańskiej, w zależności od regionu nawet sześć razy w roku, jednak najważniejsze pozostają dziś dwa święta – Dziady wiosenne w okolicach 2 maja oraz jesienią – Noc Zaduszkowa z 31 X na 1 XI, po której następuje święto zmarłych około 2 XI. Daty świąt zależne są od faz księżyca – przypadają zwykle trzeciego dnia po nowiu. Dziadom Wiosennym patronuje Swarożyc, jako bóg niebiański, nad jesiennymi obchodami czuwa zaś Weles – pan świata podziemnego.

maxresdefault
Weles – pan świata podziemnego

Dotknąć nadprzyrodzonego

Istotą obrzędu Dziadów jest nawiązanie łączności z duchami przodków, aby zyskać ich przychylność i opiekę. Dusze powracające do świata doczesnego powinny być odpowiednio ugoszczone i potraktowane z należytym szacunkiem. Poprzez obcowanie ze zmarłymi można zyskać pomyślność i dostatek, jednocześnie, co niemniej ważne, działania żyjących mogą pomóc duszom bliskich w uzyskaniu spokoju w zaświatach.

Jak przytacza Aleksander Brückner:

W te dni panuje po wsiach uroczysty nastrój, rozmawiają o nieboszczykach, wszystko do nich odnoszą; siędzie np. ptaszek na oknie, toż dusza nieboszczyka, żądająca czegoś lub wzywająca za sobą.

A.Brückner, Mitologia słowiańska i polska, PWN, Warszawa 1985, s.55

Należy pamiętać, że obrzęd Dziadów dotyczy nie tylko zmarłych krewnych, ale wszystkich zmarłych, którzy żyli w przeszłości w danym miejscu. Na Białorusi wiązał się z tym pewien zwyczaj nakazujący zaprzestania odprawiania rytuałów zadusznych po przeprowadzce do nowego domu, aż do momentu, kiedy nie umrze w nim ktoś bliski. Jeśli gospodarstwo było wcześniej zamieszkane – uczty dla dziadów były urządzane zgodnie z tradycją, pamiętano jednak, że pojawić się na nich mogą dusze nieznane, związane z miejscem, nie zaś z daną rodziną. [P.Grochowski, Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach, Wydawnictwo Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, 2009, s.20]

5880444

 

Święci dziadowie, chodźcie do nas wieczerzać!

Głównym elementem obrzędu Dziadów jest nakarmienie i napojenie przybywających na ziemię duchów. Wedle tradycji zmarły bowiem, pomimo braku cielesnej powłoki funkcjonuje w zaświatach w podobny sposób jak żyjący, odczuwa głód, pragnienie i wszelkie ziemskie potrzeby.

Ucztę przygotowuje się w domu, miejscu obrzędowym, magicznym jak uroczyska, święte gaje lub bezpośrednio w miejscach pochówku (ten też zwyczaj uważa się za najstarszy). Potrawy przygotowywane na obiatę (czyli ofiarę) to miód, kasza, kutia, chleb, sól, mleko, jajka oraz wódka. Podczas uczty pozostawia się lub upuszcza na ziemię, stół biesiadny czy tez grób kawałki potraw i wylewa napoje, aby zmarli mogli się posilić i ugasić pragnienie.

68950233_rbydr117Obcowanie z magią i zaświatami wymaga ostrożności, dlatego też rytuał przyzywania Przodków odprawiany jest w sposób szczególny. Istotnym rekwizytem w przywoływaniu duchów obok rytualnego ognia są instrumenty – wskazują one duszom drogę do miejsca świętowania. Żercy – guślarze używają też drewnianych rzeźbionych masek zwanych kraboszkami (karaboszkami), które symbolizują zmarłych przodków. Zasłanianie twarzy jest szczególnie ważne. Chroni to przed porwaniem w zaświaty przez nieprzychylne dusze i demony. Dlatego też pozostali uczestnicy podczas przywoływania duchów ustawiają się tyłem do Świętego Ognia. Należy również pamiętać o „odwołaniu”, odesłaniu przodków z powrotem w zaświaty po zakończonej biesiadzie.

Jak to drzewiej bywało

Na Białorusi podczas tzw. zmitrouskijch dziedów gospodarz otwierał drzwi chaty, po czym przywoływał duchy słowami:

Światyje dziedy prosim was,
Chadzicie, lecicie do nas,
Jeśli i pici szto Boh dau,
Szto ja dla was achwiarawau,
Czym tolki chata bahata,
Światyje dziedy prosim was,
Chadzicie, lecicie do nas.

Za: P.Grochowski, dz.cyt., s.28-29

Następnie siadano do uczty, dbano przy tym, by pozostało wystarczająco dużo miejsca
by dusze mogły usiąść i biesiadować wspólnie z domownikami. Pilnowano też, aby pierwsza czarka gorzałki przelała się na stół. Spożywano kanun – gotowany miód, w którym maczano pszenne bułeczki (Zwyczaj ten funkcjonował również na Polesiu), a także kwaśne zupy. Jedzono powoli, a po opróżnieniu misek łyżki kładziono na stole tak, by zmarli również mogli ich użyć. Po zakończonej uczcie gospodarz żegnał się z duchami wypowiadając zaklęcie zwane wyżen dziedou:

Światyje dziedy
Zletaliś siudy
Jeści – padjeli
Pić – napilisia,
Cześć i slawa wam!
Ciepier skażycie nam,
Czaho wam treba?
A lepiej:
Lecicie do nieba.
A kysz, a kysz, a kysz!

Za: P.Grochowski, dz.cyt., s.28-29

Świętowanie Dziadów wymagało od uczestników zachowania szczególnej ostrożności, nieodpowiednie bowiem działanie mogło odstraszyć lub znieważyć czy nawet skrzywdzić przybywającą z zaświatów duszę. Taka głodna czy urażona mogła wyrządzić szkody i przysporzyć kłopotów tym, którzy ja zaniedbali.

30

 

W okresie trwania święta pozostawiało się pokarmy na noc na stołach, niekiedy kładziono również słodycze i owoce na parapetach okiennych. Zabronione było głośne wstawanie od stołu, czy wylewanie wody po myciu przez okno by przechodzącego ducha nie zmoczyć. Okna i drzwi wejściowe pozostawiano otwarte, ażeby dusze mogły swobodnie odwiedzać swe dawne siedziby. Duchy mogły wędrować także przez komin, dlatego też nie wolno było palić w piecu – nieprzestrzeganie tego zakazu groziło pożarem. Zakazane było również szycie i tkanie po to, by duchy nie zaplątały się w nici i nie zostały uwiązane na tym świecie, a także takie czynności jak cięcie sieczki czy deptanie kapusty, aby dusza nie została skaleczona czy zgnieciona.

Oprócz strawy i napitku podczas Dziadów dbano, by dusze przodków mogły się ogrzać i oczyścić (np. w specjalnie przygotowanej saunie). Rozpalano ogień, tzw. gromadki na grobach oraz na rozstajach dróg, by zapewnić przodkom ciepło i ustrzec wędrujące dusze przed zabłądzeniem w ciemnościach. Ogniska wskazywały im drogę do domostw oraz z powrotem w zaświaty, chroniły również świat ludzi przed demonami (zbłąkanymi duszami topielców, samobójców, upiorami czy wąpierzami). Na Podhalu istniał zwyczaj, by w miejscach czyjejś gwałtownej śmierci przechodzień rzucał gałązkę. Uzbierany stos każdego roku palono.

W okresie dziadów wiosennych dużo częściej niż uczty domowe organizowane były huczne biesiady na grobach – charakter świętowania był o wiele bardziej radosny, dynamiczny i głośny. W okolicach Lwowa funkcjonował zwyczaj kuliszy – tzw. „tańców umarłych”, kiedy to dziewczęta i chłopcy bawili się razem i tańczyli w kole.

Gdy rok kołem się toczy

Pamięć o zmarłych w tradycji słowiańskiej nie była ograniczona jedynie dla świąt zadusznych. Symbolika związana z zaświatami oraz przenikaniem się sfer życia i śmierci obecna była również w innych zwyczajach praktykowanych w cyklu rocznym, z których wiele zostało przejętych później przez chrześcijaństwo. Do takich zwyczajów należało między innymi pozostawianie pustego miejsca przy stole podczas uczty w trakcie Szczodrych Godów czy spożywanie kutii. Ważnym symbolem pozostały również pisanki – zdobione jajka, które symbolizowały początek, nowe życie, odrodzenie. Także krakowskie święto Rękawki obchodzone na pamiątkę usypania kopca legendarnego władcy tego grodu nawiązywało do tradycji dziadów wiosennych.

png_base64b18acddf7e5b5be3

Obecność przodków dało się zauważyć i w codziennym życiu. Wierzono, że zmarli czuwają po śmierci nad swoimi domostwami i rodzinami, pojawiając się w obejściach pod postacią duchów opiekuńczych – domowników czy stopanów*** . Po żniwach składano w ofierze pożywienie przodkom jako podziękę za obfite plony. Ostatni snop zebranego zboża formowano na kształt ludzkiej postaci, zwano dziadem lub starym i pozostawiano na polu lub zakopywano w ziemi.

*** W Bułgarii istniał zwyczaj tzw. stopanowej gozby – gdy duch sprawiał kłopoty domownikom starano się go obłaskawić składając ofiarę z czarnej kury i ciasta.

Ze zwyczajem obcowania ze zmarłymi wiązała się też w kulturze słowiańskiej postać dziada – wędrownego żebraka, któremu przypisywano umiejętności porozumiewania się z zaświatami i traktowano często jak medium. Niekiedy dopatrywano się w nich nawet samych przodków, którzy mieli powrócić na ziemski padół w ludzkiej powłoce. Dlatego też osoby te traktowane były zawsze w szacunkiem i gościnnością, gdzie tylko się pojawiały i szczególnie w okresie Dziadów obdarowywano ich pożywieniem.

Tradycja żywa i kultywowana

W toku chrystianizacji ziem polskich wiele z pogańskich zwyczajów i praktyk próbowano na stałe wykorzenić, jednak silne przywiązanie do tradycji i symboli przetrwało w różnych formach obrzędowości. Ich echem jest obchodzone dziś przez Kościół katolicki święto Wszystkich Świętych i Dzień Zaduszny – 1 i 2 listopada, zwyczaj wspominania zmarłych i palenia zniczy na grobach. Współcześnie na terenach Białorusi, Ukrainy i Rosji, a także we wschodniej Polsce przynosi się pożywienie i napoje na groby bliskich, by cieszyć się ich obecnością. Symbolika związana z cyklami życia i śmierci, a także mocne poczucie tożsamości i łączności z przodkami trwają żywo w warstwie ludowych tradycji, zakorzenione głęboko w słowiańskiej mentalności.

10689745_303528203187370_6775442073881538533_n

 

Artykuł napisany przez S.A. dla SKKS Jawia

Źródło: http://jawia.pl/przenikanie-swiatow-ucztowanie-z-dziadami/

Bibliografia:
Książki:
Brückner A., Mitologia słowiańska i polska, PWN, Warszawa 1985,
Grochowski P., Dziady. Rzecz o wędrownych żebrakach i ich pieśniach, Wydawnictwo
Naukowe Uniwersytetu Mikołaja Kopernika, 2009,
Szyjewski A., Religia Słowian, Wydawnictwo WAM, Kraków 2003
Urbańczyk S., Dawni Słowianie. Wiara i kult, Wydawnictwo Polskiej Akademii Nauk,
Wrocław, 1991

Artykuły:
Gołdowski K., Dziady – Święto Przodków, 2015 [źródło]
Dziady – święto pamięci o przodkach, 2015 [źródło]

Reklamy

Wokalna kultura tradycyjna Polesia – Panorama Kultur

Polesie skarb Słowiańszczyzny.

Część Polesia położona nad rzeką Prypeć to terytorium od IV-VI stulecia naszej ery zamieszkałe przez dawną, autochtoniczną słowiańską ludność. W okresie historycznym nie odnotowano znacznych migracji ludności. Być może z tego powodu Polesie i dzisiaj pozostaje jednym z najbardziej archaicznych pod względem etnokulturowym regionów słowiańszczyzny, który, według M. Tołstoja, zachował relikty minionych wieków w sferze języka, obrzędów i tradycji ustnych. Na Polesiu znajdują się historycznie najwcześniejsze, i co za tym idzie, najrdzenniejsze tradycyjne formy sztuki wokalnej wschodnich Słowian.

image001.jpg

Osobliwością Nadprypeckiego Polesia jest rozdrobnienie terytorialne pod względem muzycznych dialektów, spośrod których każdy wyróżnia się charakterystycznymi cechami. To skutek licznych wydarzeń historycznych, które miały miejsce w tym regionie. Tu przebiega wiele historycznych granic. Najważniejsze z nich to Prypeć stanowiąca linię podziału między Bałtami a Słowianami, która z czasem rozgraniczyła etnosy białoruski i ukraiński, linia Jaselda-Horyń, część podziału bałtosłowiańskiego, który dzieli Polesie na Zachodnie i Centralne, średniowieczne granice plemiennych wspólnot Drewlian, Drehowiczów i Wołynian, a także granice Księstwa Halicko-Wołyńskiego, Turowsko-Pińskiego i Kijowskiego.

W muzycznej, głównie wokalnej, kulturze Polesia wyróżniamy trzy funkcjonalno-stylistyczne grupy: a) wczesnotradycyjne motywy ? związane z różnymi rytuałami rodzinnymi, b) pieśni liryki klasycznej, śpiewane w dowolnym czasie lub powiązane z określoną porą roku, c) melodie późnej tradycji, których czas powstania można określić na XIX-XX wiek. Instrumentalna muzyka Polesia zachowała zarówno elementy systemu syganlizacyjnego dawnej kultury pasterskiej, jak i późne gatunki taneczne występujące i w innych etnograficznych regionach Ukrainy. Na Polesiu występuje charakterystyczny rodzaj przygrywania ? akompaniament na dutce lub fujarce, który może być wykonywany i bez śpiewu, jako solowa, instrumentalna wersja pieśni.

Polesie_przyroda_pejzaz_poleski.jpg

Najistotniejsze złoża, na których bazuje poleska muzyka, stanowią wczesnotradycyjne motywy ? podstawa muzycznej stylistyki regionu.

Wczesnotradycyjne motywy wywodzą się z kultury pogańskiej i w większości odpowiadają określonym datom i okresom cyklu kalendarzowo-obrzędowegorytuałami okazjonalnymi (na przykład „wywoływanie deszczu” czy „przepędzanie chmury”) lub rodzinnymi (chrzciny, wesele, pogrzeb). Pierwotna funkcja takich motywów jest magiczna ? miały wpływać na siły przyrody w celu podporządkowania ich na potrzeby wspólnoty ludzkiej, jak również utrzymanie ładu społecznego (na przykład unieszkodliwianie czarowników).

 Określone czynności obrzędowe charakterystyczne były dla konkretnych etapów w cyklu przyrody, od których zależał urodzaj: przesilenie zimowe i letnie, przejście z wiosny do lata (okres Trojcy), czas dojrzewania i zbioru plonów (żniwa). Okresy pomiędzy porami roku uważano za przejściowe, kryzysowe ? wtedy otwierały się granice między dwoma światami, i na „tym świecie” pojawiali się przedstawiciele „tamtego świata”. Najpierw ich z szacunkiem witano (obrząd „powitanie wiosny”), karmiono (obrzędy „kolędowania”, „prowadzania Kusta”), spędzano z nimi określony czas, a po zakończeniu okresu przejściowego odprowadzano („wyprowadzenie zimy”, „wyprowadzenie rusałek”), niszczono oznaki obecności „przodków” (palenie „wiedźmy” na Kupały, rozdzieranie ubrania Kusta). Potem granica między światami musiała zostać zamknięta, a pochodzące z zaświatów siły miały powrócić do miejsca swego stałego pobytu.

Na Polesiu „kult przodków” był mocno rozwinięty. Jeszcze do dzisiaj mieszkańcy Polesia, urodzeni w latach 20. i wcześniej, znają magiczne obrzędy obcowania ze zmarłymi. Poleskie kobiety, które przez codzienne obowiązki całymi latami nie opuszczały swoich wsi, zagubionych pośród sosnowych borów i bezgranicznych błot, w ciężkich chwilach zwracały się o pomoc do wszechmogących przodków ? „dziadów”. Ci, jak dowiadujemy się z etnograficznych zapisów, mieszkali za chmurami i opiekowali się swoimi żywymi krewnymi, nawiedzając ich w określone dni:

Popod lasem ciemna chmura, a w tej chmurze mój tatulek
Popod chmurą chodzi, do chmury powiada:
Oj ty chmurko, oj mateńko, obejdź czyste pole
Moje dziecię w czystym polu, na cudzym zagonie…

(śpiewane w żniwa, zarejestrowane przez O. Kubiak w 1984 roku we wsi Dubczyci, pow. Zariczne, gm. Riwne).

Goście moi wyczekani ? ojciec matka z Ukrainy
[czyli z dalekich krain]
Wczoraj późno przyjechali, dzisiaj wcześnie odjeżdżają
[nocni goście ? zmarli rodzice żniwiarki]
Odjeżdżając przykazują: Cierp, dziecino, cierp,
dzieci swoje małe karm…

(śpiewane w żniwa, zarejestrowane przez I. Kłymenko w 1986 roku we wsi Prykładnyky, pow. Zariczne, gm. Riwne).

Wyjdźże dziadziusiu, wyjdź na ulicę.
Refren: Szczodry wieczór, dobry wieczór!
Posłuchaj Tego, kto z chmurki woła, prowadzi pszczłki…

(szczedriwka, zarejestrowana przez I. Kłymenko w 1989 roku we wsi Chocuń, pow. Liubesziwski, gm. Wołyń).

 Jednym z najefektywniejszych metod wpływania na przedstawicieli „tamtego świata” stał się śpiew obrzędowy ? głośne, na granicy krzyku, wykonanie magicznych zaklęć w formie pieśni. Obrzędowy śpiew, wraz z czynnościami rytualnymi, wykonany w odpowiednim miejscu i czasie, miał potężną siłę ? życiodajną i niszczącą, w zależności od tego, na co był skierowany. Wykorzystywany był w tych obrzędach, które w społecznościach rolniczych związane były z otrzymywaniem plonów. Dlatego zimą, kiedy ziemia śpi, prawie nie słychać głośnego śpiewu, natomiast w czas wiosenno-letni intensywność obrzędowego śpiewu gwałtownie wzrasta.

We wschodniosłowiańskich tradycjach magiczne pieśni kalendarzowe wykonywane były prawie wyłącznie przez kobiety. Wczesną wiosną zawołania wykrzykiwały niezamężne dziewczęta, pieśni cyklu trojco-kupalnego śpiewały przeważnie dziewczęta i młode kobiety, a latem, w okresie dojrzewania zboża, mężatki wykonywały pieśni żniwne. Jedynym okresem, gdy w odprawianiu rytuałów brali udział mężczyźni i dzieci, był przełom starego i nowego roku. Początek cyklu rocznego, przypadającego obecnie na Święta, wyznaczała „parada” wszystkich głównych grup wyznaczanych przez płeć, wiek i funkcje społeczne tradycyjnej wspólnoty: znajduje to odzwierciedlenie w wielokrotności powtórzeń obchodzenia gospodarstw przez kolędników w różnych składach ? dzieci, dziewczęta, chłopcy, mężczyźni, zamężne kobiety ? każdy ze swoim repertuarem.

Tradycyja rytualnego obcowania z siłami przyrody za pomocą śpiewokrzyku uformowała oryginalne tembry śpiewaków. Dzięki magicznej funkcji motywów, specyficzna maniera wykonawcza zachowała się do dzisiaj: poleskie wczesnotradycyjne melodie śpiewa się piersiowym, nieco „dzikawym” tembrem,z błyskawicznymi, jodłopodobnymi przeskokami głosu do górnego rejestru. Są nasycone akcentowanymi rytmami, melodyczną ornamentyką, wyhukami [bezpośrednie przejście ostatniego, przedłużonego dźwięku do górnego rejestru, co daje efekt podobny do głośnego pisku lub przeciągłego gwizdu ? przyp. tłum.]. Magia rytualnego, zbiorowego śpiewu ? zlanie w unisono żeńskich głosów ? wywołuje mistyczne wrażenia zarówno u wykonawców, jak i u słuchaczy. Czaruje różnorodność tembrów, świeżość muzycznych intonacji niemalże nieznana przez profesjonalnych muzyków. W późniejszym okresie była wykorzystywana i w melodiach lirycznych.

Wyznaczenie ram chronologicznych formowania się najstaszego, historyczno-stylistycznego złoża, jest praktycznie niemożliwe, szczególnie że proces ich ustnego przekazu gdzieniegdzie trwa do dzisiaj. Możemy jedynie odróżnić wczesnotradycyjne motywy od pieśni późniejszych stylów na podstawie ich charakterystycznych cech morfologicznych.

Główną cechą charakterystyczną motywów wczesnotradycyjnych jest typowy wzór melodyczny ? szczególny obraz rytmiczny, odpowiadająca mu forma wiersza, wąski zakres dźwiękowego diapazonu ? nie więcej, niż 5-6 dźwięków, najczęściej 3-4, rodzaj wielogłosia, w którym wszyscy śpiewacy wykonują jednogłosową melodię, ale od czasu do czasu któryś z nich chwilowo „odchyla się” na inne dźwięki, tworząc wariant linii melodycznej. Każdemu motywowi towarzyszy znaczna ilość poetyckich tekstów o odpowiedniej tematyce. Nierzadko spotykamy ponad 50 tekstów na jedną melodię.

W taki sposób obecnie, na początku trzeciego tysiąclecia, na Polesiu zachowały się formy muzyczne mające u podstaw przedchrześcijańską wizję świata. Elementy archaicznego światopoglądu dostrzegalne są w wykazywanej przez mieszkańców Polesia potrzebie odtwarzania dawnych obrzędów związanych z kalendarzem rolniczym, najważniejszym z nich akompaniując rytualnym śpiewem.

 

Zima

 Początek nowego roku przypadał niegdyś wiosną, z czasem został przeniesiony na zimę ? na dni „przejścia słońca do lata”, a dziś związany jest z Bożym Narodzeniem i zimowymi świętami. Główne obrzędy zimowych świąt ? obchodzenie gospodarstw na Boże Narodzenie (kolędowanie) i na Wasyla (szczodrowanie). Sens obrzędów polegał na magicznym zaklinaniu dobra na cały następny rok przy pomocy „dziadów-przodków”, których uosobiali kolędnicy. Obrząd kolędowania sam w sobie jest bezpośrednim wyobrażeniem przybycia duchów przodków i ich rytualnego nakarmienia ? „udobruchania”. Powyższe dotyczy również innych rytuałów opierających się na obchodzeniu wioski, na przykład „prowadzanie Kusta”. Życzenie gospodarzowi dobrobytu jest cechą charakterystyczną zimowych pieśni. W niektórych regionach Polesia w czasie noworocznym chłopcy oprowadzali po chatach wesołą i trochę straszną „Kozę” („Koza” łapała drewnianą szczęką strasząc dzieci) z inscenizacją jej „śmierci i zmartwychwstania”.

Współczesny zimowy cykl świąteczny jest w dużej mierze schrystianizowany: czas europejskiego renesansu i baroku wzbogacił kolędy opowieściami o narodzeniu Chrystusa i innymi biblijnymi motywami z kanonicznych i apokryficznych Ewangelii. Dlatego dziś melodie zimowych świąt tworzą konglomerat różnorodnych stylistycznie utworów ? od prostych, nawpółdeklamowanych dziecięcych szczedriwek do wielogłosowych mieszanych chórów, noszących wpływy kultury cerkiewnej. Tradycyjne poleskie kolędy wykonuje się zazwyczaj pod oknami w manierze zawołania ? by gospodarz dobrze słyszał życzenia kolędników. Grupy dziewcząt i parobków kolędowały osobno, nierzadko z towarzyszeniem skrzypiec.

 

Wiosna

 Ślady wiosennego nowego roku pozostały i do dzisiaj w poleskich obrzędach związanych z początkiem nowego cyklu rolniczo-gospodarskiego. Przyjściu wiosny towarzyszą archaiczne rytuały, których już prawie nie można znaleźć na innych terytoriach Ukrainy. I tak, na Pińszczyźnie, wczesną wiosną ? „jak tylko zejdzie śnieg” ? całą wioską „wyganiano zimę”: stukano kijkami o płot, wyrzucano co niepotrzebne (derkacze, zdeptane łapcie) do rzeki żeby popłynęło z wodą, hukano i śpiewano: „Idź Zimo pod piec! A ty, Wiosno, w święty kąt!” [pod piecem zazwyczaj znajdował się kosz na śmieci, a święty kąt ? miejsce pod ikonami wiszącymi w chacie].

Jeszcze dzisiaj mieszkańccy Polesia uważają, że wiosna nie przyjdzie, jeżeli dziewczęta nie przywołają jej głośnym śpiewokrzykiem na otwartej przestrzeni, zwracając się do jednego z pogańskich władców przyrody z prośbą o uwolnienie lata i wpuszczenie ciepła na ziemię: „Władyko-Władyko! Otwieraj wrota!„. Dawniej ludzie uważali, że lato i ciepło zamknięte są za wrotami w tamtym świecie, gdzie mieszkają wszechwładne duchy przodków.

Wesnianki-zawołanki ? najbardziej charakterystyczne pogańskie zaklęcia: to melodie z 3-4 tonów, wykonywane na granicy krzyku, często ze specjalnymi zawołaniami – „hukaniem”. Żenskie głosy, rozchodzące się w ostre współbrzmienia, dążą do tego, by zlać się w unisono. Zawołanki wykonywano w czasie roztopów śniegu i lodu na wzniesieniach, skąd głos niósł się jak najdalej (na pagórkach albo stertach drewna pod wrotami), z towarzyszeniem czynności obrzędowych, naprzykład podrzucaniem obrzędowych ciastek ? „ptaszków”. Etnolodzy interpretują to jako zaproszenie przodków ? opiekunów gospodarstwa, a także ich rytualne karmienie, aby społeczność wiejska szczęśliwie przetrwała jeden z kryzysowych etapów rocznego cyklu przyrody.

Inna grupa wesnianek ? korowody. Ich najważniejszy składnik ? ruch zorganizowany w określony sposób. Etnolodzy twierdzą, że określone sposoby poruszania mają magiczne cele ? to czynności typu produktywnego, skierowane na wzmocnienie wzrostu roślin uprawnych.

Z czasem do rytualnych wesnianek dołączyły się liryczne i zabawy ? czasem na tę samą melodię. To zwiększyło możliwości wykorzystania obrzędowych piosenek.

 

Rytuały obchodów tygodnia Trojcy

Jednym z centrów wschodniosłowiańskiego cyklu rocznego jest trojecko-kupalski kompleks obrzędowy. Uważa się go za przejściowy między wiosną a latem, jako że przypada na szczyt rozkwitu przyrody. Dla Ukraińców najpopularniejszym obrzędem stały się obchody Kupały, ale w niektórych miejscowościach na Polesiu przeważają rytuały powiązane z tygodniem Trojcy.

Tak jak każdy inny okres przejściowy między porami roku, dla czasu tego charakterystyczne jest otwieranie się granicy między „tym”, a „tamtym” światem i pojawianiem się na ziemi dusz zmarłych i kontaktowanie się ich z żywymi. Zmarli, w kulturze tradycyjnej, dzielą się na tych, któży umarli śmiercią naturalną („dziady”, „przodkowie”) i tych, którzy odeszli przedwcześnie (dzieci, młodzież, topielce, samobójcy i inni). Ostatnia grupa zmarłych uważana była za niebezpieczną ? to byli „chodzący” ? nawiedzali i straszyli żywych, mogli uczynić im szkodę. W święta Trojcy wspominano właśnie takich zmarłych, a zmarłe dzieci, dziewczęta, młode kobiety, które właśnie w tym czasie zamieniały się w „rusałki” ? niemalże na drodze wyjątku. Pińszczanie urodzeni na początku XX wieku opowiadają (nagrane przez I. Kłymenko): A jak już las się zazieleni, wtedy śpiewamy ‚trojcę’. Pierwszego dnia Trojcy, rano, bierzemy klon, placek, i niesiemy, na grobach porozkładać… Pod wieczór przystrajamy krzyż: o, tam gdzie utopił się człowiek – tam stawiało się krzyż, i dzieci ten krzyż przybierają ? ponawieszają placków, kwiatów… to ‚Trojca Umarłych'” (wieś Dubczyci, pow. Zariczne, gm. Riwne). We wsi Swarycewyczi, pow. Dubrowyca, gm. Riwne, na Trojcę rano kobiety ekstatycznie lamentowały „na grobach”, improwizując tekst i jednocześnie odtwarzając, każda na swój sposób, określony melodeklamacyjny motyw. Trudno nie uronić łzy słuchając tej dramatynej polifonii…

Zieleń w postaci drzew, gałązek, ziół, kwiatów jest głównym atrybutem i podstawą dla czynności rytualnych trojecko-kupalskich obrzędów ? powszechnie znany jest na Ukrainie zwyczaj, by w te dni, zwane potocznie „Zielonymi Świątkami”, przystrajać zielenią chaty, pleść wianki. Dusze zmarłych w czasie świąt mogły przebywać w zieleni, a potem obowiązkowo je odprowadzano. Najbardziej oryginalne czynności obrzędowe święta Trojcy, nieznane na innych terenach Ukrainy, jeszcze dziś żywe są na Pińskim Polesiu („prowadzanie Kusta” na północy Gminy Riwne i w Pińskim Powiecie Gminy Brest), u przesiedleńców z czarnobylskiej części Kijowszczyzny („wyprowadzanie rusałek”).

„I teraz prowadzają ‚Kusta’ [słowo ‚kust’ oznacza po ukraińsku ‚krzak’ ? przyp. tłum.]: biorą przystrajać ładną dziewczynę ? nałamiemy gałązek lipy, klonu, różnego ziela, napleciemy wianków, i okręcamy ją tym dookoła i obwiązujemy czerwonym paskiem ? aż nie widzi dokąd idzie. Nic u niej ? ani oczu, ani ręki, ani nogi, tylko głowa z wiankiem – nie powinno być widać jaka to dziewczyna. Prowadzimy ją ? dużo bab idzie ? gospodarzowi pod chatę i śpiewamy ‚trojcę’. Gospodarz oblewa Kusta wodą, by te kwiatki nie powiędły, da kawałek chleba, pieniędzy ? Kustowi na trzewiczki, bo Kust ‚pojedzie do tatulka w gości‚, postawi wypić. A jak już pochodzimy po chatach, odprowadzają Kusta, rozbierają do lnu, i to ziele rozrzucają koło lnu. A wtedy dziewczęta prędko rozbiegają się wszystkie w stronę rzeki ? wianuszek z Kusta puszczamy na wodę ? niech płynie, i każda czeka: do której wianek podpłynie ? ta wyjdzie za mąż tego roku. No i podnosimy ‚na hura’ tę dziewczynę, co to Kust, obijamy klonem: – Klońca-klońca, jutro będzie Trojca! ? tak mówią„.

 Jedna z interpretacji tego rytuału jest taka. Wizyta „u tatulka” oznacza podróż „na tamten świat”. Anonimowa dziewczyna-Kust ? osoba bez twarzy i bez imienia ? jest posłanniczką do przodków, których prawdopodobnie będzie prosić o deszcz, niezbędny dla urodzajnych plonów. Deszcz symbolizowany jest opryskiwaniem, „Dziadów” czci się wieczerzą przygotowaną w ich intencji i odwiedzaniem grobów.

Używana w czasie Trojcy (i na Kupały) zieleń ma właściwości ochronne i produktywne, przynosi zdrowie ? rozsypując po polu gałązki z Kusta i obijając się nimi nawzajem, uczestnicy obrzędu jednają się z potężną roślinną siłą, która sprzyja żyzności gleby i rozkwitowi dziewczęcej urody.

Kustowy motyw brzmiał na Pińszczyznie od Wielkanocy do Trojcy. Kobietom-śpiewaczkom mógł przygrywać skrzypek, ale jedynie poza obrzędem. Pastuszek, wyciąwszy fujarkę-„kolankę” z młodej kruszyny, pocieszał się na samotności „trojcowymi” motywami, a niekiedy i sam sobie podśpiewywał.

Według mieszkańcow Kijowskiego Polesia, na Zielone Świątki przychodzą „na ten świat” rusałki pod postacią dziewcząt z rozpuszczonymi włosami, ubranych w wyszywane koszule. Za rusałki uważano najczęściej zmarłe dziewczęta, a szczególnie te, do których śmierci przyczynił się żywioł wodny. W poniedziałek, po zakończeniu tygodnia Trojcy, na Kijowskim, Czernihowskim i Homelskim Polesiu „wyprowadzano rusałki”: kobiety w wiankach, śpiewając głośno rusalne pieśni, schodziły się grupami na cmentarz, klaszcząc w dłonie, hałasując i strzelając odganiały „rusałki”, zmuszając je by powróciły do swych grobów, paliły ogniska u bram cmentarza.

Rytuał wyprowadzania rusałek zamyka okres Trojcy i rozpoczyna post przed obchodami uroczystości Świętego Piotra, który przypada na żniwa:

Wam, rusałkom, w ziemi spać, A nam, młodym, żyto żąć…

 

Kupała

Na Żytomierskim Polesiu centrum letnich obrzędów był dzień Iwana Kupały [czyli Noc Świętojańska ? przyp.tłum.] ? tej nocy odbywało się rytualne świętowanie z ogniem i obrzędowym drzewem. Na przykład „palono wiedźmy” ? rozniecano ogniska, w których palono żaby, z różnych części wioski przynoszono ścięte drzewka przystrojone płonącymi świeczkami lub korą; przystrajano i podpalano starą sosnę na skraju wsi itd. Palenie ognia oznacza oczekiwanie „niezwykłych gości”. Tego dnia i w trakcie postu na Świętego Piotra wykonywano „petrowki” ? kilka specjalnych melodii. Pieśni brzmiały bez ustanku po drodze do miejsca, gdzie odbywały się rytualne wydarzenia, poza granicami wsi, na wzniesieniu. Pieśni określały niezwykły status drogi jako przejścia z przestrzeni zamieszkanej przez ludzi poza jej granice w celu dotarcia do granicy między światami, która znajdowała się w określonym miejscu ? w polu, w lesie, na cmentarzu. Potężny dźwięk sam z siebie mógł „otworzyć” granicę, przywoływał duchy do wejścia w dialog. Całą noc głośny śpiew brzmiał w obranym miejscu. Granice, w obrębie których słychać było śpiew, określała sakralna przestrzeń kulturowa, w której obcowano z przodkami. Końcowe czynności rytuału ? palenie przedmiotów symbolizujących „wiedźmę” ? oznaczały odprowadzenie dduchów.

 

Żniwa

Komponent poleskiego muzycznego stylu, który wyróżnia go spośród innych regionów Ukrainy ? pieśni związane ze zbiorami plonów: żniwne melodie przypominające lament. Na wsiach nazywają je „latem” albo „żniwami”. „Ciągniesz, niby lamentujesz, niby płaczesz” ? mówią o nich śpiewaczki. „Lato” śpiewano i bezpośrednio podczas pracy i w chwilach odpoczynku. Na przyrównanie tego sposobu zwracania się do zmarłych do prawdziwych lamentacji pozwalają nagrania żałobnych płaczów na cmentarzach, zarejestrowanych podczas „prowadzania Kusta”.

W gorący żniwny czas dobrą pogodę zabezpieczano zaklęciami, które wylamentowywano lub wyśpiewywano na melodię „lata”:

Oj odpędź, Boże, chmurę, oj na obce strony,
Tam dziady brodate, oj a dziewki brzuchate…

Żniwa zakańczano przygotowywaniem „brody” albo „dziada”: ostatnią wiązkę nieściętego zboża zdobiono kwiatami i ogrodziwszy słomą pozostawiano w polu ? to cząstka plonu należna przodkom. W południowej części Polesia śpiewano bardziej świąteczne, niekiedy żartobliwe melodie. Gdy dożynano, „kupą” (chórem) śpiewano pieśń poświęconą gospodarzowi. Wdzięczny za pracę gospodarz najmował muzykantów, częstował żeńców.

Jesienią, po zbiorach plonów, jaskrawe, angażujące całą wieś widowiska ustają. Jednak pora jesienna także miała określone melodie, stylistycznie zbliżone do dawnotradycyjnej liryki.

 

Motywy cyklu obrzędowości rodzinnej

Do melodii wczesnej tradycji należą również motywy towarzyszące wydarzeniom w osobistym życiu człowieka ? narodziny i chrzciny, ślub, śmierć.

W powiatach dubrowickim, olewskim udało się nagrać reliktowe przykłady pieśni wykonywanych na chrzcinach.

Trafiwszy na Polesie w dniu pogrzebu można usłyszeć lamentacje ? oddźwięk dawnych, muzyczno-recytatywnych form obcowania z duszami zmarłych.

Oryginalność poleskiego muzycznego stylu jest dostrzegalna i w takim gatunku jak „kołysanki”: ich melodie nie są podobne do kołysanek w innych częściach Ukrainy.

 

Wesele

Bogactwem melodii odznaczają się poleskie rytuały weselne. Tak jak obrzędy cyklu kalendarzowego, zachowały one niemało cech archaicznych. Weselne pieśni towarzyszą większości obrzędów: cykl przedweselnych przygotowań, wypiek korowaja, wyrobu świeczek, przygotowanie drzewa weselnego („wilca”), przygotowania do ślubu, przebieranie młodej w mężatkę (zmiana nakrycia głowy), wyprowadzenie młodych itd. Ciąg obrzędów weselnych rozpoczyna się specjalnym marszem w wykonaniu kapeli skrzypcowej: wyjazd do ślubu i spotkanie po wyjściu z cerkwii.

Weselne melodie swój koloryt zawdzięczają zmiennym rytmom, wariantowości melodycznej. W tym regionie zarejestrowano największą ilość weselnych formuł rytmicznych ? około 25-ciu. Wśrod nich są i nieznane w innych regionach Ukrainy, właśnie one składają się na niezwykłość poleskiego cyklu. Na podstawie szerokości zakresów dźwiękowych można wyróżnić trzy główne typy pieśni: a) 3-4-dźwiękowe melodie, b) 5-6 dźwiękowe motywy molowe c) motywy „dramatyczne” ? przeważnie durowe, ze skomplikowanymi relacjami stopni wysokości dźwięków. Motywy z grupy a) są charakterystyczne konkretnie dla regionu poleskiego, obszar ich występowania rozszerza się dalej na północ od Polesia. Motywy z grupy b) łączą poleską tradycję z Podolem i poszczególnymi rejonami Białorusi. „Dramatyczne” melodie (grupa c) pojawiły się na Polesiu z pewnością na skutek migracji z Podola, największą ilość zlokalizowano w Pohoryni i na południowych krańcach Polesia.

Towarzyszenie skrzypiec rytualno-wokalnej części wesela jest obecnie zjawiskiem reliktowym, nagrania skrzypków są nieliczne, należy je uważać za wielki sukces ekspedycji terenowych przeprowadzonych przez badaczy.

 

Liryka

Pieśni liryczne, które można wykonywać w dowolnym czasie, tworzą dużą i różnorodną grupę. Najstarsze z nich, wąskie pod względem zakresu dźwięków, o „sieciowej” fakturze, w której jeszcze nie wyodrębnił się solowy podgłosik (podgłosik, według F. Kołessy, charakteryzuje klasyczną lirykę ukraińską tak zwanego „złotego czasu” ? epoki formowania podstaw kultury narodowej). Niekiedy takie motywy odróżniają się właśnie od obrzędowych jedynie nieco szerszym dźwiękowym diapazonem i większą swobodą w melodycznych wariacjach. Związane są one z solowym sposobem wykonania (rytualne motywy wykonywano zawsze chórem, za wyjątkiem lamentacji). Na Polesiu trafia się jeszcze męski śpiew solowy, ale to ? rzadkość w dzisiejszej wiejskiej obyczajowości muzycznej.

Te melodie mogły być wykonywane i w wariancie instrumentalnym. Takie ornamentalne improwizacje nie są podobne do przykładów wielogłosowych, które zazwyczaj wykonuje się „w trakcie biesiady” ? podczas hulanek, za świątecznym stołem itp. Dawną lirykę śpiewacy czasem nazywają „pieśniami borowymi”, albo leśnymi, polnymi, jagodowymi itp. ? jako że wykonywano je latem polu, w lesie.

 

Klasyczna liryka

Oprócz specjalnych melodii, po zakończeniu rytuałów tradycja pozwalała na śpiewanie i świeckich („zwykłych”) pieśni ? lirycznych, żartobliwych, ballad.

Tak jak na całej Ukrainie, na Polesiu popularne stały się pieśni z górnym solowym podgłosikiem. Cechą charakterystyczną tej grupy pieśni jest obecność pogłosiku ? „wywodu”: solowy głos wywodzącej ozdabia główną melodię, prowadzoną przez dolną część chóralnej partytury. Przed każdym śpiewakiem otwierają się szerokie możliwości wyrażenia siebie: indywidualne rozgałęzianie melodycznych linii w dolnym głosie, „zmagania” partii solowych, dosięgające wyższego poziomu obcowania w muzyce ? improwizacji. Bardziej typowy dla poleskiej liryki jest śpiew ozdobiony ornamentalnym splotem we wszystkich głosach i nasycony akcentami, które nadają wykonaniu jednocześnie impulsywność i umiarkowania.

W pewnych wypadkach do zespołu przyłączali się wiejscy muzykanci ? wykonawcy na fujarce, na skrzypcach, bębnach…

Miejscowy styl rozpoznawalny jest i w pieśniach ułożonych w XIX-XX w. Wśród nich ? pieśni rekruckie albo żołnierskie, śpiewane podczas poboru chłopców do wojska.

Na Polesiu nie brakuje i pieśni żartobliwych i parodii, czastuszek, piosenek do tańca.

 

Iryna Kłymenko (dr historii sztuki)

Naukowe prace terenowe na Polesiu prowadzili w latach 30. wybitni ukraińscy i rosyjscy uczeni K. Kwitka, J. Hippius, Z. Ewald, F. Kołessa. Od lat 80. następuje frontalne badanie poleskiej tradycji muzycznej przez ekspedycje Narodowej Akademii Muzycznej im. P.I. Czajkowskiego (Kijów), Lwowskiej Narodowej Akademii Muzycznej im M. Łysenki i Kulturologicznej Ministerstwa do sytuacji nadzwyczajnych.

 

Oryginalne źródło artykułu: http://www.pk.org.pl/panoramakultur/node/1603

Potężni – ale poganie. O Słowianach w literaturze skandynawskiej

Dawni Skandynawowie doceniali urodę Słowianek, a Słowian mieli za potężnych, groźnych i walecznych wojowników, ale zarazem bezwzględnych pogan. O niejednoznacznym obrazie Słowian w skandynawskiej literaturze ze wczesnego średniowiecza mówi prof. Jakub Morawiec. Słowianie pojawiają się już w najstarszych skandynawskich tekstach, choć na dość małą skalę. Wiadomo, że uczestniczyli oni w walkach między władcami północy – stawali po jednej ze stron.

Z zapisów wynika, że łodzie ze słowiańskimi wojownikami brały udział w kilku bitwach pod koniec X. w., rozegranych między Norwegami i Duńczykami. Wygląda na to, że był to »słowiański kontyngent«” – opowiada PAP prof. Jakub Morawiec z Zakładu Historii Średniowiecznej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Zdaniem naukowca wiele wskazuje na to, że ówcześni ludzie północy wysoce cenili waleczność Słowian na polu walki. W sagach lokalni królowie określani są często jako „zabijacze Słowian”, mimo że w tekstach tych nie ma bezpośredniego odniesienia do walk z tym ludem. „Zatem jest to epitet stosowany względem osób, które potrafią skutecznie i umiejętnie walczyć” – uważa prof. Morawiec.

Na próżno szukać w tekstach skandynawskich odnoszących się do okresu, w którym powstało państwo polskie, opisu ziemi słowiańskich.

Tak naprawdę skandynawskich autorów słowiańszczyzna nie interesowała. Utożsamiali ją tylko z jednym miejscem – Jomsborgiem, czyli dzisiejszym Wolinem” – opowiada historyk. Wśród naukowców trwają dyskusje na temat znaczenia Wolina w okresie wczesnego średniowiecza. Zdaniem części była to osada handlowa, stanowiąca tygiel kulturowy, gdzie dominującą grupę stanowili jednak Słowianie.

stara-mapa-z-potworami-morskimi

Natomiast jeśli chodzi o interior słowiańszczyzny – w tekstach skandynawskich z epoki brak jest informacji na temat jego władców czy miast. Dopiero w sagach dotyczących XIII w. padają w nich nazwy słowiańskie związane z wybrzeżem, np. Kamień Pomorski.

Czarny charakter Słowian opisywany był w sagach zwłaszcza w kontekście ich pogaństwa, mimo że Skandynawowie przyjęli chrześcijaństwo mniej więcej w tym samym czasie, gdy np. Piastowie, ale np. Obodryci (Słowianie połabscy) dopiero w XII w. Jednak Prof. Morawiec przypomina postać pierwszego świętego Skandynawii – św. Olafa. W jego hagiografii Słowianie zajmują ważną pozycje. Opisano na przykład postać Duńczyka, który dostał się do słowiańskiej niewoli. Ten zaczął się żarliwie modlić właśnie do św. Olafa. Wkrótce z jego pomocą udało mi się uwolnić się z niewoli.

To nie jedyny raz, kiedy św. Olaf pomógł Skandynawom w starciu ze Słowianami. Gdy w 1043 r. Obodryci walczyli na Jutlandii z Norwegami, sytuacja się powtórzyła. Król Magnus bardzo obawiał się starcia, jednak duch św. Olafa w ciągu nocy zmotywował go do walki. „Co więcej o poranku, w pierwszej linii wojów, można było dojrzeć św. Olafa” – dodaje naukowiec. W ten sposób Obodryci zostali pokonani.

Słowianie mieli jednak również dobrą prasę. Pod niebiosa wychwalano piękno, inteligencję i silny charakter córki słowiańskiego władcy Burysława – Astrydy” – podkreśla historyk. Do dzisiaj nie jest jasne, z jakim historycznym władcą należy łączyć Burysława. Prof. Morawiec sądzi, że jest to literacka kreacja inspirowana Mieszkiem I, Bolesławem Chrobrym, a zwłaszcza – Bolesławem Krzywoustym.

Wiemy tylko tyle – Burysław był potężnym królem o randze Attyli czy Teodoryka, z którym warto zawierać sojusze” – opowiada naukowiec. Dlatego siostra króla Svena, Tyra, została za niego wydana za mąż (co wynika z tekstów skandynawskich). Co ciekawe, związek ten ponoć był krótkotrwały i nieszczęśliwy. Kobieta skarżyła się, że Burysław jest starcem, a na dodatek poganinem.

W ostatnim czasie za sprawą książki „Harda” autorstwa Elżbiety Cherezińskiej spopularyzowana została postać Świętosławy, czyli domniemanej córki Mieszka I, która wysoko wspięła się w hierarchii politycznej średniowiecznej Skandynawii.

Warto zaznaczyć, że w źródłach skandynawskich Sygryda Storråda – bo takie nosi imię – pochodzi ze szlacheckiej skandynawskiej rodziny. Ale wiele wskazuje, że postać ta była inspirowana między innymi pamięcią o historycznej Świętosławie” – opowiada naukowiec, który podkreśla, że ta postać historyczna najprawdopodobniej nie miała tak na imię. Zapytany, dlaczego zatem prawdopodobnie błędnie odnotowano jej pochodzenie stwierdził, że przede wszystkim historię spisano kilkaset lat później – w XIII w. Ówcześni skrybowie nie znali tak szeroko źródeł z innych rejonów, stąd ich wiedza była mniejsza. Poza tym nie przywiązywano tak dużej wagi do faktografii.

MTAyNHg3Njg,28678181_28678001

Prof. Morawiec uważa, że Świętosława została wydana za króla Szwecji, po to aby przypieczętować sojusz Piastów ze Szwedami. W ten sposób Mieszko I uzyskał wpływy w strefie Bałtyku, dzięki czemu zaczął kontrolować handel zwłaszcza u ujścia Odry.

Szymon Zdziebłowski, PAP – Nauka w Polsce

Źródło: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,460060,potezni—ale-poganie-o-slowianach-w-literaturze-skandynawskiej.html

Edycja: 11.10.2017

Teologia Wiary Rodzimej – recenzja książki

Dzisiaj przedstawiamy recenzję książki napisanej przez Konrada T. Lewandowskiego zwanego także pod swoim słowiańskim imieniem Przewodas. Postać KTL dla wielu jest kontrowersyjna, ale po przeczytaniu jego książki o tytule: Teologia Wiary Rodzimej muszę przyznać, treść tej książki jest bardzo ciekawa i pouczająca. Dlatego już na początku mówię, polecam przeczytać.

Przypomnijmy sobie najpierw czym jest Teologia (gr. θεος, theos, „Bóg”, + λογος, logos, „nauka”) – dyscyplina wiedzy posługująca się metodami filozoficznymi w wyjaśnianiu świata w jego relacji do Boga lub Bogów. (Wikipedia)

Książka chociaż krótka bo posiada blisko 100 stron tekstu może stać się w przyszłości jedną z ważniejszych pozycji dla nowego nurtu nauki o Bogach. Autor świetnie obrazuje wiele powiązań historyczno-kulturowych oraz pokazuje jakimi sprzecznościami żądzą się wierzenia monoteistyczne i ideologie które wyrosły na bazie wzajemnych sprzeczności.

Hasła typu: „Jeden Bóg, Jeden Pasterz i Jedna Owczarnia” [przyp. red. LS, Biblia, (e. Jana 10,16)] jest tylko o krok do „Jedna Rzesza, Jeden Naród, Jeden Wódz” [str.31, TWR]

lada

Mnie osobiście książka wciągnęła ponieważ koncepcje wiary rodzimej są tutaj opisane tak jak ja sam ją widzę, ale także rozszerzając moją wiedzę lub obierając w słowa moje spostrzeżenia, które wcześniej nie potrafiłem określić. Patrząc jakie nurty politeizmu przedstawiają różne kościoły i grupy rodzimowiercze, i w ogóle pogaństwa w krajach słowiańskich. Książka pobudza do debaty – a nie krytyki – teologicznej rodzimowierstwa. Autor pokazując na przykładzie różnych bóstw i bogiń nie zamyka drogi do debaty politeistów i nie tylko, ale także dla monoteistów,  a nawet animistów.

Ta ostatnia wiara jest dla mnie nowym pojęciem w stosunku do rodzimowierstwa słowiańskiego, gdzie autor książki przedstawia rodzimowierstwo jako połączenie politeizmu i animizmu. Politeizm to wiara przepełniona pierwiastkiem męskim, oraz wiara dla bardziej wyedukowanej części społeczeństwa (naszych Przodków), a animizm to wiara z pierwiastkiem żeńskim, dla ludu pomniejszego.

a00836004426bb83aca75c8bd9fd.jpgTaka koncepcja jest bardzo prawdziwa, patrząc nawet w jaki sposób My ludzie przedstawiamy Bogów – zawsze jako ludzi twardych, pięknych, władców, z atrybutami takimi jakie ludzie pragnęliby. A sfera druga to ta zwierzęca, często brzydsza. Przedstawia się tak bogów i boginie zdegradowane w panteonie np. Leszy (zwierzę), Jaga (stara kobieta, baba). Muszę przyznać że jednakże Bóg Weles też jest często przedstawiany jako zdegradowany bóg, tudzież przez to że traktowany jest w chrześcijańskiej sferze jako diabeł (opiekun bydła rogatego) czy demon (żmij). Współcześnie jako jego wyznawcy – staramy się aby jako bóg bogactwa i przysiąg wrócił na należne mu miejsce w panteonie Bogów.

(…) animizm i politeizm wzajemnie się uzupełniają. Zwykle ich relacje polegają na tym, że bezpostaciowe animistyczne duchy są stopniowo antropomorfizowane i personifikowane aż stają się pełnoprawnymi politeistycznymi bogami. Natomiast bogowie, którzy przegrali konkurencję o znaczące miejsca w panteonie są degradowani z powrotem do roli animistycznych demonów i duchów. [TWR, s.46]

Książka to cykl 3 wykładów:

  • Rodzima koncepcja Boga i Absolutu
  • Żeńskie atrybuty boskości
  • Duchowa tożsamość Rodzimowierstwa

Te trzy tematy to także trzy drogi jakimi idą ludzie którzy stają się rodzimowiercami.  Dlatego Teologia Wiary Rodzimej jako nauka która czas aby powstała na poważnie, dzięki takim wypracowaniom jak książka pana Lewandowskiego. To nauka która powinna zdejmować szaty z postaci Bogów które umniejszają ich godności, czci i pokazują ich świetle negatywnym.

Początek i koniec książki zawiera dla mnie przesłanie które chciałbym aby stało się czymś poważnym dla przyszłych pokoleń Polaków i Europejczyków.

Rodzimowierstwo polskie pierwszych dwóch dekad XXI wieku jest żywiołowym ruchem społecznym, napędzanym przez odrodzenie nastrojów patriotycznych, modę na rekonstrukcję i niechęć do Kościoła Katolickiego. ta ostatnia motywacja jest szczególnie silna, w niektórych środowiskach wręcz dominująca. (…)
Jednak emocje, zwłaszcza negatywne, nie są dobrą prognozą na dalszą przyszłość. Gniew i bunt to słabe fundamenty dla jakichkolwiek trwalszych przedsięwzięć.
Emocje się wypalają, mody przemijają (…)

i cytat z końca książki:

Mamy więc przed sobą trzy drogi.
Pierwsza, rodzimowierstwo przeminie jako chwilowa moda;
Druga, rodzimowierstwo przegra (…), tym razem w konfrontacji z islamem;
Trzecia, rodzimowierstwo zmarginalizuje monoteizmy (…).

Oczywiście w punkcie trzecim mowa o rodzimowierstwie europejskim, a nie stricte słowiańskim.


596997-352x500.jpg

Książka dostępna do kupienia jest za jedyne 25zł przez serwis Exlibris.

Opis ze strony autora książki:

Książka niniejsza zawiera zarys rodzimej teologii politeistycznej, ujęty w formie trzech autorskich wykładów, poświęconych słowiańskiemu pojęciu Boga, żeńskim aspektom boskości oraz rodzimowierczej tożsamości.

Praca zawiera ponadto uzgodnienie starożytnych koncepcji Przodków ze współczesnym stanem nauki, przygotowuje wyznawców wiary rodzimej do możliwych polemik z chrześcijańskimi misjonarzami oraz stanowi zachętę do własnych studiów i poszukiwań duchowych.

Konrad T. Lewandowski – ur. 1966, pisarz, doktor filozofii, członek Rodzimego Kościoła Polskiego

 

Olbrzymią osadę sprzed 2 tys. lat odkryli archeolodzy w woj. świętokrzyskim

Olbrzymią osadę sprzed ok. 2 tys. lat odkryli naukowcy w Rzemienowicach (woj. świętokrzyskie). Składało się na nią m.in. kilkaset półziemianek, dziesiątki palenisk i pieców. O znalezisku poinformowali PAP archeolog, Piotr Wroniecki.

Naukowcy odkryli starożytną osadę w 2012 r. w czasie wykonywania z pokładu samolotu zdjęć – na polach obsianych zbożem kolor roślin rosnących nad ukrytymi pod ziemią pozostałościami osady wyraźnie odróżniał się od otoczenia. W ten sposób mogli poznać nawet kształt i rozmiary poszczególnych domostw.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585084.jpg
Propozycja rekonstrukcji półziemianki na której pozostałości archeolodzy natknęli się w czasie wykopalisk. Aut. Jędrzej Bulas

„Zarysy półziemianek były tak wyraźne, że już wtedy przypuszczałem, że osada może pochodzić sprzed ok. 2 tys. lat” – powiedział PAP kierownik projektu badawczego, Piotr Wroniecki.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585069.jpg
Rozbudowana interpretacja obiektów archeologicznych odkrytych wykonana na podstawie zdjęć lotniczych i badań geofizycznych. Aut. Piotr Wroniecki

W kolejnych latach archeolodzy wykonali szereg innych badań nieinwazyjnych, czyli takich, które nie wymagały przeprowadzenia wykopalisk i naruszenia warstw ziemi. Oprócz badań powierzchniowych polegających na zebraniu z powierzchni zabytków – głównie fragmentów naczyń ceramicznych (na ich podstawie wiek osady określono na od ok. 300 lat p.n.e. – 400 lat n.e.) i kamiennych narzędzi, naukowcy zastosowali również metody geofizyczne (pomiar pola magnetycznego i georadar).

„Dopiero w tym roku na bardzo ograniczoną skalę odbyły się wykopaliska, ale i bez nich z dużym prawdopodobieństwem byliśmy w stanie określić, czym mogły być odkrywane zarysy” – zaznacza Wroniecki. A wszystko to – jego zdaniem – właśnie dzięki zastosowaniu szerokiego spektrum metod nieinwazyjnych.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585072
Naczynie odkryte podczas wykopalisk – ma ponad 2 tys. lat. Fot. Jan Bulas

„Sukcesem badań jest nie tyle odkrycie nowej, nieznanej do tej pory nauce osady, co wypracowanie metody, która pozwala stworzyć klucz interpretacyjny do rozpoznania tego typu założeń osadniczych” – podkreślił Wroniecki.

Według części naukowców ten rejon, a co za tym idzie – również i osadę, ok. 2 tys. lat temu mógł zamieszkiwać jeden z ludów germańskich (to z nimi wielu archeologów identyfikuje tzw. kulturę przeworską). Na podstawie źródeł pisanych badacze wskazują, że mogli być to Wandalowie, znani ze złupienia Rzymu.

W czasie wykopalisk kierowanych przez Jana Bulasa z Instytutu Archeologii UJ naukowcy przebadali relikty jednej z półziemianek w Rzemienowicach. Z opisu naukowców wynika, że była to lekka konstrukcja, prawdopodobnie o plecionkowej konstrukcji ścian, dachu wspartym na słupach nośnych (tzw. metoda na sochę i ślemię).

Wroniecki przypomniał, że w ostatnich latach dzięki wykopaliskom ratowniczym przeprowadzonym na trasach przebiegu budowanych autostrad archeolodzy rozpoznali kilka podobnych osad z tego samego okresu. „Dzięki temu mamy świetny materiał porównawczy” – dodał archeolog.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585071
Archeolodzy przy pobieraniu próbek do analiz specjalistycznych. Fot. Jan Bulas

Osada zlokalizowana w Rzemienowicach, zdaniem kierownika projektu, doskonale wpisuje się w schemat rozplanowania osad z tego okresu. Wbrew dawniejszym opiniom wsie w tym okresie w cale nie były niewielkie – wręcz przeciwnie. Ta z Rzemienowic może mieć powierzchnię ponad 10 ha. Zdaniem Wronieckiego rozplanowanie osad ma wspólne punkty we wszystkich przypadkach. Oprócz pokaźnych rozmiarów składały się w trzech podstawowych komponentów: półziemianek (ich na nowo odkrytym stanowisku było aż kilkaset), długich domów słupowych i dużych skupisk palenisk. Między półziemiankami znajdowały się również duże piece, zapewne do wypalania naczyń ceramicznych lub wapna.

MTAyNHg3Njg,28586077_28585070
Pozostałości starożytnych domostw, budynków gospodarczych czy pieców widoczne z lotu ptaka jako wyróżniki roślinne – rośliny rosnące m.in. nad pozostałościami po półziemiankach mają inny kolor niż otaczające pola. Fot. Piotr Wroniecki

Badania nieinwazyjne w Rzemienowicach prowadzone były dzięki środkom uzyskanym z Narodowego Centrum Nauki, w ramach konkursu Preludium pt. „Ukryte krajobrazy kulturowe zachodniomałopolskich wyżyn lessowych”. W badaniach brali udział archeolodzy i geofizycy z Polski, Irlandii, Niemiec, Czech i Słowacji.

PAP – Nauka w Polsce, Szymon Zdziebłowski

 

 

 

Źródło: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,459841,olbrzymia-osade-sprzed-2-tys-lat-odkryli-archeolodzy-w-woj-swietokrzyskim.html
Data: 30.09.2017

 

Ofiary z ludzi u Słowian

Wczoraj na FB pojawił się ciekawy wpis na stronie Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie pobudził dużą dyskusję a to za sprawą malowidła Ofiara z 1922 namalowanego przez Mariana Wawrzenieckiego.

19989307_1500154600040735_566667639364876536_n

„Ofiara” – obraz z 1922 r. przedstawiający pogański obrzęd składania w darze bóstwu życia młodej kobiety. Z przekonaniem o takich praktykach namalował go Marian Wawrzeniecki – uchodzący za znawcę prastarych wierzeń. Współcześni oskarżali go też o lubowanie się w ukazywaniu okrucieństwa i szafowanie erotyką. Potężny idol kojarzy się z posągiem Światowida i kolosami z Wyspy Wielkanocnej.

Autorzy strony nie poszli na łatwiznę i przedstawili obszerny przypis do swojego wpisu. Zapraszam do lektury.

—————————————————–

Cieszymy się, że nasz wpis (dość podchwytliwy) wywołał dyskusję. Tym bardziej, że inspiracją była sztuka! Przecież to jest jedna z jej ról – wzbudzanie emocji. Szkoda tylko, że czasami wzbudza tak skrajne emocje, a nie zawsze stanowi inspirację do poszukiwań wiedzy.

A jak to z tymi ofiarami wśród Słowian było? Tak jak napisaliśmy, niegdyś powszechnie twierdzono, że one były. Wynikało to raczej nie z badań naukowych, a z przekonania, że dla politeizmu fakt tak byłby rzeczą oczywistą. Dziś jednak pojawia się wiele głosów temu przeczących. Jednak rzadko w dyskusjach na ten temat (i nie tylko niestety) pojawiają się konkretne argumenty oparte na przesłankach źródłowych i ustaleniach badaczy stanowiących efekt krytycznej pracy ze źródłami.

Źródła pisane wspominają o tym, iż Słowianie składali ofiary z ludzi. Zapewne o takim obyczaju pisze autor bizantyńskiego podręcznika do strategii „Strategikonu” ze schyłku VI w. Wspomina on o tym, że kobiety Słowian południowych rzucają się na płonące stosy poległych wodzów i w ten sposób giną. Interpretowane jest to z reguły jako właśnie przykład ofiary z ludzi – były raczej do tego przymuszane.
Piszący w drugiej połowie X w. Leon Diakon w swoim dziele przy okazji opisu kolejnej wojny bizantyńsko-ruskiej wspomniał o tym, iż Rusini po jednej z bitew na wielkich stosach palili swoich poległych i starożytnym zwyczajem poświęcają jednocześnie jeńców – zarówno mężczyzn jak i kobiety. W innym miejscu wspomina o zwyczaju składania przez Słowian w ofierze noworodków oraz kurczaków, które topiono w Dunaju. Piszący w I poł. X w. perski podróżnik Ahmad ibn Rustah Isfahan wspomniał o tym, iż Słowianie wschodni mają w zwyczaju poświęcać kobiety. Również „Powieść minionych lat” pisze o istnieniu takiego obyczaju. Miał go kultywować nie kto inny jak Włodzimierz I Wielki – książę kijowski, który krótko potem przyjął jako pierwszy władca Kijowa chrzest. Źródło to wspomina także o poświęcaniu dziewic.

Dość sporo informacji o składaniu ofiar z ludzi wśród Słowian mamy w odniesieniu do plemion połabskich na przełomie X i XI w. Wspomina o tym Thietmar z Merseburga. W 990 r. Wieleci-Lucicy mieli, wg kronikarza, złożyć w ofierze dowódcę zdobytego wcześniej wspólnie z Czechami nieznanego z nazwy grodu). W innym miejscu swej kroniki wspomina on o tym, iż Obodrzyci składali ofiary z ludzi w Radogoszczy. Także inni ówcześni pisarze (m.in. Brunon z Kwerfurtu, Helmold z Bozowa) wspominają o takich praktykach. Najczęściej złożenie w ofierze odbywało się poprzez ścięcie głowy. Ofiarą był obcy, z reguły chrześcijanin, często misjonarz.

Oczywiście można zarzucić autorom tego rodzaju zapisek stronniczość. W większości przecież wywodzili się oni z kręgów kościelnych, więc celowo mogli fałszować obraz spokojnych Słowian. Takie stanowisko nie jest jednak do końca uzasadnione, ponieważ informacje o tym wywodzą się ze zbyt różnych środowisk i z różnych okresów. Zresztą, jak wskazaliśmy powyżej, przytaczają je nie tylko chrześcijanie.

Argumentów na potwierdzenie tezy o występowaniu obyczaju składania ofiar z ludzi dostarcza również archeologia. Jako takie uznaje się pochówki luźnych czaszek z wgnieceniami. Znamy je np. z Rugii z okolic dawnego ośrodka kultu słowiańskiego, Arkony. Być może ofiary przed śmiercią były ogłuszane, utaczano z nich krew i potem odcinano głowę. Krew jak się zdaje mogła mieć znaczenie dla innych symbolicznych rytuałów. Kolejnym dowodem są spotykane niekiedy na terenach Ukrainy czy Słowacji całe serie pochówków w kolistych jamach określanych niekiedy właśnie jako ofiarnicze. Najczęściej są to szkielety męskie, najczęściej o odmiennym etnosie. Być może archeologiczną pozostałością po tym obyczaju się niektóre znane szkielety ze śladami skrępowań.

Jak widać źródła wyraźnie wskazują na istnienie tego obyczaju wśród Słowian. Nie byłoby to zresztą niczym szczególnym w ówczesnych czasach i nie świadczyłoby to o żadnym ich „zdziczeniu” (jak ktoś to napisał w dyskusji). Tego rodzaju praktyki były normą wśród religii politeistycznych. Ofiary z ludzi składali niekiedy Grecy, o wiele częściej czynili to Rzymianie. Nawet celtyccy Druidzi składali ofiary z ludzi. Wyobrażacie sobie w takiej sytuacji dobrodusznego Panoramiksa z komiksów o Asterixie i Obelixie? Ofiary z ludzi znane były u Germanów, u Skandynawów, Prusów, wśród wielu ludów Europy. Zresztą nie tylko Europy! Wspomnijmy choćby o Majach (przecież jeszcze do niedawna uznawanych za wyjątkowo spokojnych i stroniących od tego typu praktyk), Aztekach i innych ludach prekolumbijskiej Ameryki. Azja też nie była wolna od tego typu rytuałów. Pamiętać jednak należy, że to co dziś wydaje się nam szokujące w tamtych czasach takowym nie było. Inny był system wierzeń, inna mentalność. Pojęcie humanitaryzmu, jakie znamy od oświecenia wówczas w ogóle nie było znane.

Jeśli więc komuś zaburzyliśmy sielankowy obraz naszych przodków to powtarzamy raz jeszcze – Słowianie nie byli w tym odosobnieni. Na podstawie źródeł można raczej wysunąć tezę, iż praktyki te mimo wszystko nie były wśród Słowian zbyt powszechne, a uciekano się do nich tylko w chwilach szczególnych.

Na specjalną uwagę zasługuje sam Marian Wawrzeniecki (1863-1943), twórca zaprezentowanego obrazu pt. „Ofiara”. Był on malarzem (uczniem samego Matejki), rysownikiem, archeologiem, religioznawcą, teoretykiem sztuki, członkiem współpracownikiem Komisji do Badań nad Historią Sztuki i Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie. Uchodził za specjalistę w zakresie słowiańszczyzny, przede wszystkim w zakresie dawnych wierzeń. Sam sygnował często swoje prace swarzycą – lewoskrętną swastyką, pradawnym symbolem przychylności bogów, szczęścia i zwycięstwa. Był członkiem grupy artystycznej zwanej Szczepem Rogatego Serca, której członkowie inspirowali się w swojej twórczości właśnie kulturą Słowian. Wprawdzie nie był członkiem Koła Czcicieli Światowida, założonej w 1921 grupy religijnej odwołującej się do wierzeń pogańskich, jednak zaliczyć go należy do grona jej zwolennikiem. Jak chcą niektórzy był zwolennikiem podnoszonej niekiedy w dwudziestoleciu międzywojennym kwestii przywrócenia publicznego obchodzenia niektórych obrzędów religii słowiańskiej. Dziś uznawany jest za jednego z prekursorów polskiego rodzimowierstwa słowiańskiego.


 

Podsumowując oraz przestrzegając z góry przed atakami. Należy pamiętać, że w wielu przypadkach to nie wiara jest winna jakimś zbrodniom, a sami ludzie. Fanatycy, nieuki często przez pryzmat wiary podejmowali decyzję w imię dobra innych i swojego. Nie ma jednoznacznych dowodów na to że słowianowierstwo składało ofiary z ludzi, a odłamów wiary dawnej było więcej, na wiele z nich wpływały inne wierzenia także pogańskie, ale także monoteistyczne, gdzie ofiary z ludzi i zwierząt były składane.

Należy także wziąć pod uwagę istnienie pogańskich sekt, wiarołomców którzy dostosowywali wiarę pod siebie, aby gromadzić władzę i bogactwo. Jest to zbyt ludzkie aby nie brać pod uwagę, szczególnie patrząc na chrześcijan.

Droga do prawdy to nie świeża asfaltowa droga, a stara droga z wieloma dziurami.

Nie traćcie wiary! Chwała Bogom! 🙂


 

Źródło:

ŚWIĘTO KUPAŁY, czyli krótka zapowiedź tego, co nas czeka w najbliższych dniach

Święto Kupały związane jest z letnim przesileniem słońca. Obchodzone było w czasie najkrótszej nocy w roku, czyli w okolicach 21-22 czerwca. O Kupale wiemy, że jest to nazwa święta oraz postać mitycznej osoby, z którą związane są liczne obrzędy w kulturze Słowian wschodnich. Także u Słowian zachodnich możemy odnaleźć analogiczne zjawisko, w późniejszym czasie nazywane nocą świętojańską (o czym dokładniej będziemy pisać). Po chrystianizacji ziem słowiańskich, obrzędy mające miejsce w czasie letniego przesilenia związane były z krytyką i potępieniem kleru, zarówno wschodniego, jak i zachodniego. Inne nazwy dla tego święta stanowią: sobótka i kupalnocka oraz noc świętojańska.

Na Rusi nazwa Kupała ma poświadczenie już od XIII wieku jako KUPALIJA a od XIV jako liczba mnoga KUPAŁY. Potem pojawia się określenie KUPAŁA i KUPAŁO, a także IWAN-KUPAŁA, oznaczające święto, a także kukłę KUPAŁO, KUPAJLO, używaną przy obrzędzie. Termin ten może też oznaczać istotę mityczną, dziewczynę rozdającą kwiaty przy wróżbach sobótkowych i całe zgromadzenie uczestników obrzędu. Powszechnie przyjmowana etymologia wywodzi tę nazwę, podług świadectw staroruskich i bułgarskich, z obrzędowej pierwszej w roku kąpieli w rzece: hipotetyczne *kopadlo. Rozejrzenie się w szczegółach uroczystości nasuwa wątpliwości co do wyłącznie jej wodnego charakteru. Na plan pierwszy wysuwa się tu raczej obrzęd ognia. Kupałę zestawiono też z indyjskim kup – ,jarzyć”, „gniewać się”, oraz z ku — „ziemia” i pola — „obrońca”, a więc jakby w sensie opiekuna ziem.

Latopis hustyński, dzieło z XVII wieku, wcielające rożnego pochodzenia wiadomości, opisuje ten dzień szeroko: „Temu Kupale pamięć odprawia się w wieczór narodzenia Jana Chrzciciela (tekst powstał po chrystianizacji terenów słowiańskich) tym sposobem: z wieczora zbiera się lud prosty obojej płci, i splata sobie wieńce z ziela jadowitego albo korzenia, i przepasawszy się bylicą wznieca ogień. Gdzie indziej stawiają gałąź zieloną, i wziąwszy się za ręce obracają wokół tego ognia, śpiewając swoje pieśni. Potem przez ogień ten przeskakują temu biesowi ofiarę z siebie składając. Kupało, jako mniemam, był bóg bogactwa, jak w Helladzie Ceres, jemu zaś niemądrzy dziękczynienie za bogactwo wznoszą w ten czas, gdy mają nadejść żniwa. Ów opis należy uznać za wiarygodny, gdyż jest wielokroć poświadczony i uzupełniony przekazami etnograficznymi z całej Rusi.

Trzonem obrzędu Kupały są ogniska i rytualne tańce kobiece wokół nich, najczęściej nazywane sobótkami (o czym będziemy pisać osobno). Tym tańcom towarzyszyły oczywiście pieśni, których analiza na podstawie materiału rosyjskiego, wykazuje archaiczność struktury muzycznej i zazwyczaj nastrój powagi oraz smutku, słowa tych pieśni natomiast zazwyczaj są radosne. Owe melodie wykazują zbieżność melodyczną z pieśniami noworocznymi. Śpiewające kobiety przepasane były bylicą piołunem, którą to roślinę uważano za zioło magiczne. Śpiewane pieśni zawsze zawierały motyw słońca oraz niezrozumiałe słowa, wypowiadane przez maga podczas zaklinania. Obowiązkowo musiały też dotyczyć swatania młodych.

Skakanie pojedynczo lub parami przez ogień należy do powszechnego rytuału, podczas gdy najlepiej w folklorze ukraińskim, białoruskim i rosyjskim zachował się obyczaj palenia słomianej kukły, na Białorusi zwanej Marą, gdzie indziej ukwieconej głowy końskiej lub krowiej, albo też koła na żerdzi – to symbol słoneczny – czy wysoko zatkniętej kępy siana. Jako przeciwstawny element w dwoistym widzeniu przyrody woda służyła na Białorusi także i w to święto do topienia Mary lub Kupały bądź głowy końskiej lub krowiej. Obrzęd wody polegał na puszczaniu wianków i zbieraniu ziela. Nasycenie tej nocy dziwnością prowadziło do orgiastycznego zachowania młodych uczestników, aż do kazirodztwa, jeśli wierzyć niektórym pieśniom kupałowym z Białorusi o miłości brata i siostry, zamienionych w zioła lub kwiaty.

Trudno powiedzieć, że cały ten zespół obrzędów uległ swoistej mitologizacji wokół samego Kupały. Etymologia ludowa na Białorusi wiąże to imię z wodą i kąpielą. Dochodziło do personifikacji nazwy obrzędowej, w formie starszej jako Kupała, w nowszej jako Iwan. Być może jak twierdzą Ivanov i Toporow, parę z Kupałą stanowi Mara, byłoby to zamierzchłe świadectwo dualistycznego mitu brata i siostry, ognia i wody.

Źródła: A. Gieysztor, Mitologia Słowian.
A. Bruckner, Mitologia słowiańska i polska.