Potężni – ale poganie. O Słowianach w literaturze skandynawskiej

Dawni Skandynawowie doceniali urodę Słowianek, a Słowian mieli za potężnych, groźnych i walecznych wojowników, ale zarazem bezwzględnych pogan. O niejednoznacznym obrazie Słowian w skandynawskiej literaturze ze wczesnego średniowiecza mówi prof. Jakub Morawiec. Słowianie pojawiają się już w najstarszych skandynawskich tekstach, choć na dość małą skalę. Wiadomo, że uczestniczyli oni w walkach między władcami północy – stawali po jednej ze stron.

Z zapisów wynika, że łodzie ze słowiańskimi wojownikami brały udział w kilku bitwach pod koniec X. w., rozegranych między Norwegami i Duńczykami. Wygląda na to, że był to »słowiański kontyngent«” – opowiada PAP prof. Jakub Morawiec z Zakładu Historii Średniowiecznej Uniwersytetu Śląskiego w Katowicach.

Zdaniem naukowca wiele wskazuje na to, że ówcześni ludzie północy wysoce cenili waleczność Słowian na polu walki. W sagach lokalni królowie określani są często jako „zabijacze Słowian”, mimo że w tekstach tych nie ma bezpośredniego odniesienia do walk z tym ludem. „Zatem jest to epitet stosowany względem osób, które potrafią skutecznie i umiejętnie walczyć” – uważa prof. Morawiec.

Na próżno szukać w tekstach skandynawskich odnoszących się do okresu, w którym powstało państwo polskie, opisu ziemi słowiańskich.

Tak naprawdę skandynawskich autorów słowiańszczyzna nie interesowała. Utożsamiali ją tylko z jednym miejscem – Jomsborgiem, czyli dzisiejszym Wolinem” – opowiada historyk. Wśród naukowców trwają dyskusje na temat znaczenia Wolina w okresie wczesnego średniowiecza. Zdaniem części była to osada handlowa, stanowiąca tygiel kulturowy, gdzie dominującą grupę stanowili jednak Słowianie.

stara-mapa-z-potworami-morskimi

Natomiast jeśli chodzi o interior słowiańszczyzny – w tekstach skandynawskich z epoki brak jest informacji na temat jego władców czy miast. Dopiero w sagach dotyczących XIII w. padają w nich nazwy słowiańskie związane z wybrzeżem, np. Kamień Pomorski.

Czarny charakter Słowian opisywany był w sagach zwłaszcza w kontekście ich pogaństwa, mimo że Skandynawowie przyjęli chrześcijaństwo mniej więcej w tym samym czasie, gdy np. Piastowie, ale np. Obodryci (Słowianie połabscy) dopiero w XII w. Jednak Prof. Morawiec przypomina postać pierwszego świętego Skandynawii – św. Olafa. W jego hagiografii Słowianie zajmują ważną pozycje. Opisano na przykład postać Duńczyka, który dostał się do słowiańskiej niewoli. Ten zaczął się żarliwie modlić właśnie do św. Olafa. Wkrótce z jego pomocą udało mi się uwolnić się z niewoli.

To nie jedyny raz, kiedy św. Olaf pomógł Skandynawom w starciu ze Słowianami. Gdy w 1043 r. Obodryci walczyli na Jutlandii z Norwegami, sytuacja się powtórzyła. Król Magnus bardzo obawiał się starcia, jednak duch św. Olafa w ciągu nocy zmotywował go do walki. „Co więcej o poranku, w pierwszej linii wojów, można było dojrzeć św. Olafa” – dodaje naukowiec. W ten sposób Obodryci zostali pokonani.

Słowianie mieli jednak również dobrą prasę. Pod niebiosa wychwalano piękno, inteligencję i silny charakter córki słowiańskiego władcy Burysława – Astrydy” – podkreśla historyk. Do dzisiaj nie jest jasne, z jakim historycznym władcą należy łączyć Burysława. Prof. Morawiec sądzi, że jest to literacka kreacja inspirowana Mieszkiem I, Bolesławem Chrobrym, a zwłaszcza – Bolesławem Krzywoustym.

Wiemy tylko tyle – Burysław był potężnym królem o randze Attyli czy Teodoryka, z którym warto zawierać sojusze” – opowiada naukowiec. Dlatego siostra króla Svena, Tyra, została za niego wydana za mąż (co wynika z tekstów skandynawskich). Co ciekawe, związek ten ponoć był krótkotrwały i nieszczęśliwy. Kobieta skarżyła się, że Burysław jest starcem, a na dodatek poganinem.

W ostatnim czasie za sprawą książki „Harda” autorstwa Elżbiety Cherezińskiej spopularyzowana została postać Świętosławy, czyli domniemanej córki Mieszka I, która wysoko wspięła się w hierarchii politycznej średniowiecznej Skandynawii.

Warto zaznaczyć, że w źródłach skandynawskich Sygryda Storråda – bo takie nosi imię – pochodzi ze szlacheckiej skandynawskiej rodziny. Ale wiele wskazuje, że postać ta była inspirowana między innymi pamięcią o historycznej Świętosławie” – opowiada naukowiec, który podkreśla, że ta postać historyczna najprawdopodobniej nie miała tak na imię. Zapytany, dlaczego zatem prawdopodobnie błędnie odnotowano jej pochodzenie stwierdził, że przede wszystkim historię spisano kilkaset lat później – w XIII w. Ówcześni skrybowie nie znali tak szeroko źródeł z innych rejonów, stąd ich wiedza była mniejsza. Poza tym nie przywiązywano tak dużej wagi do faktografii.

MTAyNHg3Njg,28678181_28678001

Prof. Morawiec uważa, że Świętosława została wydana za króla Szwecji, po to aby przypieczętować sojusz Piastów ze Szwedami. W ten sposób Mieszko I uzyskał wpływy w strefie Bałtyku, dzięki czemu zaczął kontrolować handel zwłaszcza u ujścia Odry.

Szymon Zdziebłowski, PAP – Nauka w Polsce

Źródło: http://naukawpolsce.pap.pl/aktualnosci/news,460060,potezni—ale-poganie-o-slowianach-w-literaturze-skandynawskiej.html

Edycja: 11.10.2017

Reklamy

Bies i szyszkoń

Czas przedstawić kolejne stwory z demonologii słowiańskiej tym razem będą to biesy i szyszkonie, stwory które są uosobieniem strachu i groźnych zwierząt.

Bies.jpg

Tam gdzie w pogoni za zwierzyną nie zapuszczali się nawet najodważniejsi woje. W najgłębszej gęstwinie czarnego boru, gdzie z rzadka docierały ciepłe słoneczne promienie. Wśród grzęzawisk, moczarów i upiornie powyginanych suchych drzew . Pośród omszałych i popękanych ze starości kamieni żył Bies. Był to okropnie pokraczny stwor, wysokości dwóch rosłych wikingów, o tułowiu potężnego tura, porośniętym wężową łuską, na grzbiecie zaś miał długą, sztywną niedźwiedzią sierścią o płowej barwie. Miał pysku dzika z ostrymi dziczymi szablami, i kłami wielkości dłoni mężczyzny. Wielkimi sterczącymi uszami i z porożem jelenia. Na które nabijał nieszczęsnych przeciwników. Miał też gruby ogon zakończony kościaną ostrą wypustką, którą zadawał rozległe rany. Przednie łapy zakończone jak u niedźwiedzia wielkimi pazurami, tylne zaś potężnymi silnymi kopytami. Wydawał z siebie groźny pomruk lub ryk który niósł się puszczą daleko budząc grozę.

Szyszkon.jpg

Już same imię Bies wzbudzało w ludziach strach. A przy dzieciach nikt nawet nie śmiał wypowiedzieć tego słowa aby nie rozbudzić ich wrodzonej ciekawości zobaczenia tego stworzonia. Bo bies to było samo zło i przerażenie. Opowiadali ludzie, że ten co na własne oczy zobaczył biesa, ten w ciągu jednej chwil osiwiał. Biesy były samotnikami, i nie wiadomo skąd brały się ich młode, mogły rodzić się z wielkich kamieni w kształcie jaja. Na których biesy spały wygrzewając je swoim brzuchem. Ale po prawdzie nikt tego nie dociekał. Czasem za kompanów miały innego demona. Równie paskudnego stworzonia – szyszkońa. Który dręczył drzewa, kornikami i innymi szkodnikami. Był on niewielkim skrzatem leśnym, wielkości borsuka z wielką, okropnie pomarszczoną gębą. W której gnieździły się wszelakie paskudniki niszczące drzewa. Szyszkoń przeskakiwał z drzewa na drzewo plując na nie i tak zarażał je paskudnikami. Leszy pan lasu i jego ludu, z szuszkoniem rozprawiał się dość szybko. Celny rzut kamieniem i demon padał martwy. Lęgły się szyszkonie z ciał leśnych podpalaczy.

Bies nie bał się nikogo ani niczego z równą zawziętością krzywdził ludzi jak i leśny lud. A najbardziej to, zwiewne panny leśne, które krzywdził tylko za ich urodę. Jedynym przed kim umykał był sam Leszy. Ten rozsierdzony do żywego potrafił pogruchotać kości biesa tak, że długo o nim nikt nie słyszał. Stworzoń zaszywał się wówczas , gdzieś w głębi moczar i wylizywał swoje rany.

Bies-autorstwa-artysty-Zdzisława-Pękalskiego.jpg
Bies autorstwa bieszczadzkiego artysty

Bestie potrafiły czarami zmącić umysł człowieka tak, że wpadał on w szał, niszcząc wszystko co miał po drodze. Lubiły też powoli rozprawiać się ludzi czerpiąc radość z ich cierpienia. Nie było zatem wielu śmiałków chcących polować na stworzonie. Zabić biesa mógł tylko człowiek, na szczęście, niekoniecznie o czystym sercu.

Nienawiść biesa do rodu ludzkiego przejawiała się też, poprzez podpalanie pól uprawnych, pożeranie całych stad bydła, czy ściąganie na wsie różnych chorób. Wielkie wichury wraz z ulewnym deszczem i powodzią, też bywały zasługą tego potwora.
To właśnie na grzbiecie Biesa, wędrowała przez świat bogini Mora.

 

Źródło: BajankiPogadanki,

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1983409358339747&id=917421911605169

Slovanie – portal społecznościowy dla Słowian

Już kiedyś napisaliśmy o tym serwisie, ale był w powijakach,  serwis społecznościowy powstał aby być alternatywą dla Facebooka który nie jest przyjazny dla ludzi ze słowiańską duszą.

Slovanie to serwis zrobiony przez ludzi którzy kultywują wiarę w słowiańskich bogów,  a także najwięcej takowych ludzi wspiera ten serwis, m.in. po to aby bez przeszkód stosować znaki i symbole gdzie w innych miejscach będą potraktowane jako antysemickie.

slovanie

Jako że portal jest tworzony z inicjatywy wcześniej prywatnej, a teraz dzięki Fundacji Słowianie 2.0, portal rozwija się dużo wolniej niż serwisy które mają inwestorów walizką pieniędzy. Ale najlepszą nagrodą dla prowadzenia i rozwijania serwisu jest aktywność społeczna ludzi. W planach także jest więcej projektów związanych ze Słowianami.

Jeżeli chcecie zobaczyć co autorzy planują w serwisie, zapraszam do serwisu: Behance

f248a655674599-598df7b610325

Ofiary z ludzi u Słowian

Wczoraj na FB pojawił się ciekawy wpis na stronie Muzeum Początków Państwa Polskiego w Gnieźnie pobudził dużą dyskusję a to za sprawą malowidła Ofiara z 1922 namalowanego przez Mariana Wawrzenieckiego.

19989307_1500154600040735_566667639364876536_n

„Ofiara” – obraz z 1922 r. przedstawiający pogański obrzęd składania w darze bóstwu życia młodej kobiety. Z przekonaniem o takich praktykach namalował go Marian Wawrzeniecki – uchodzący za znawcę prastarych wierzeń. Współcześni oskarżali go też o lubowanie się w ukazywaniu okrucieństwa i szafowanie erotyką. Potężny idol kojarzy się z posągiem Światowida i kolosami z Wyspy Wielkanocnej.

Autorzy strony nie poszli na łatwiznę i przedstawili obszerny przypis do swojego wpisu. Zapraszam do lektury.

—————————————————–

Cieszymy się, że nasz wpis (dość podchwytliwy) wywołał dyskusję. Tym bardziej, że inspiracją była sztuka! Przecież to jest jedna z jej ról – wzbudzanie emocji. Szkoda tylko, że czasami wzbudza tak skrajne emocje, a nie zawsze stanowi inspirację do poszukiwań wiedzy.

A jak to z tymi ofiarami wśród Słowian było? Tak jak napisaliśmy, niegdyś powszechnie twierdzono, że one były. Wynikało to raczej nie z badań naukowych, a z przekonania, że dla politeizmu fakt tak byłby rzeczą oczywistą. Dziś jednak pojawia się wiele głosów temu przeczących. Jednak rzadko w dyskusjach na ten temat (i nie tylko niestety) pojawiają się konkretne argumenty oparte na przesłankach źródłowych i ustaleniach badaczy stanowiących efekt krytycznej pracy ze źródłami.

Źródła pisane wspominają o tym, iż Słowianie składali ofiary z ludzi. Zapewne o takim obyczaju pisze autor bizantyńskiego podręcznika do strategii „Strategikonu” ze schyłku VI w. Wspomina on o tym, że kobiety Słowian południowych rzucają się na płonące stosy poległych wodzów i w ten sposób giną. Interpretowane jest to z reguły jako właśnie przykład ofiary z ludzi – były raczej do tego przymuszane.
Piszący w drugiej połowie X w. Leon Diakon w swoim dziele przy okazji opisu kolejnej wojny bizantyńsko-ruskiej wspomniał o tym, iż Rusini po jednej z bitew na wielkich stosach palili swoich poległych i starożytnym zwyczajem poświęcają jednocześnie jeńców – zarówno mężczyzn jak i kobiety. W innym miejscu wspomina o zwyczaju składania przez Słowian w ofierze noworodków oraz kurczaków, które topiono w Dunaju. Piszący w I poł. X w. perski podróżnik Ahmad ibn Rustah Isfahan wspomniał o tym, iż Słowianie wschodni mają w zwyczaju poświęcać kobiety. Również „Powieść minionych lat” pisze o istnieniu takiego obyczaju. Miał go kultywować nie kto inny jak Włodzimierz I Wielki – książę kijowski, który krótko potem przyjął jako pierwszy władca Kijowa chrzest. Źródło to wspomina także o poświęcaniu dziewic.

Dość sporo informacji o składaniu ofiar z ludzi wśród Słowian mamy w odniesieniu do plemion połabskich na przełomie X i XI w. Wspomina o tym Thietmar z Merseburga. W 990 r. Wieleci-Lucicy mieli, wg kronikarza, złożyć w ofierze dowódcę zdobytego wcześniej wspólnie z Czechami nieznanego z nazwy grodu). W innym miejscu swej kroniki wspomina on o tym, iż Obodrzyci składali ofiary z ludzi w Radogoszczy. Także inni ówcześni pisarze (m.in. Brunon z Kwerfurtu, Helmold z Bozowa) wspominają o takich praktykach. Najczęściej złożenie w ofierze odbywało się poprzez ścięcie głowy. Ofiarą był obcy, z reguły chrześcijanin, często misjonarz.

Oczywiście można zarzucić autorom tego rodzaju zapisek stronniczość. W większości przecież wywodzili się oni z kręgów kościelnych, więc celowo mogli fałszować obraz spokojnych Słowian. Takie stanowisko nie jest jednak do końca uzasadnione, ponieważ informacje o tym wywodzą się ze zbyt różnych środowisk i z różnych okresów. Zresztą, jak wskazaliśmy powyżej, przytaczają je nie tylko chrześcijanie.

Argumentów na potwierdzenie tezy o występowaniu obyczaju składania ofiar z ludzi dostarcza również archeologia. Jako takie uznaje się pochówki luźnych czaszek z wgnieceniami. Znamy je np. z Rugii z okolic dawnego ośrodka kultu słowiańskiego, Arkony. Być może ofiary przed śmiercią były ogłuszane, utaczano z nich krew i potem odcinano głowę. Krew jak się zdaje mogła mieć znaczenie dla innych symbolicznych rytuałów. Kolejnym dowodem są spotykane niekiedy na terenach Ukrainy czy Słowacji całe serie pochówków w kolistych jamach określanych niekiedy właśnie jako ofiarnicze. Najczęściej są to szkielety męskie, najczęściej o odmiennym etnosie. Być może archeologiczną pozostałością po tym obyczaju się niektóre znane szkielety ze śladami skrępowań.

Jak widać źródła wyraźnie wskazują na istnienie tego obyczaju wśród Słowian. Nie byłoby to zresztą niczym szczególnym w ówczesnych czasach i nie świadczyłoby to o żadnym ich „zdziczeniu” (jak ktoś to napisał w dyskusji). Tego rodzaju praktyki były normą wśród religii politeistycznych. Ofiary z ludzi składali niekiedy Grecy, o wiele częściej czynili to Rzymianie. Nawet celtyccy Druidzi składali ofiary z ludzi. Wyobrażacie sobie w takiej sytuacji dobrodusznego Panoramiksa z komiksów o Asterixie i Obelixie? Ofiary z ludzi znane były u Germanów, u Skandynawów, Prusów, wśród wielu ludów Europy. Zresztą nie tylko Europy! Wspomnijmy choćby o Majach (przecież jeszcze do niedawna uznawanych za wyjątkowo spokojnych i stroniących od tego typu praktyk), Aztekach i innych ludach prekolumbijskiej Ameryki. Azja też nie była wolna od tego typu rytuałów. Pamiętać jednak należy, że to co dziś wydaje się nam szokujące w tamtych czasach takowym nie było. Inny był system wierzeń, inna mentalność. Pojęcie humanitaryzmu, jakie znamy od oświecenia wówczas w ogóle nie było znane.

Jeśli więc komuś zaburzyliśmy sielankowy obraz naszych przodków to powtarzamy raz jeszcze – Słowianie nie byli w tym odosobnieni. Na podstawie źródeł można raczej wysunąć tezę, iż praktyki te mimo wszystko nie były wśród Słowian zbyt powszechne, a uciekano się do nich tylko w chwilach szczególnych.

Na specjalną uwagę zasługuje sam Marian Wawrzeniecki (1863-1943), twórca zaprezentowanego obrazu pt. „Ofiara”. Był on malarzem (uczniem samego Matejki), rysownikiem, archeologiem, religioznawcą, teoretykiem sztuki, członkiem współpracownikiem Komisji do Badań nad Historią Sztuki i Komisji Antropologicznej Akademii Umiejętności w Krakowie. Uchodził za specjalistę w zakresie słowiańszczyzny, przede wszystkim w zakresie dawnych wierzeń. Sam sygnował często swoje prace swarzycą – lewoskrętną swastyką, pradawnym symbolem przychylności bogów, szczęścia i zwycięstwa. Był członkiem grupy artystycznej zwanej Szczepem Rogatego Serca, której członkowie inspirowali się w swojej twórczości właśnie kulturą Słowian. Wprawdzie nie był członkiem Koła Czcicieli Światowida, założonej w 1921 grupy religijnej odwołującej się do wierzeń pogańskich, jednak zaliczyć go należy do grona jej zwolennikiem. Jak chcą niektórzy był zwolennikiem podnoszonej niekiedy w dwudziestoleciu międzywojennym kwestii przywrócenia publicznego obchodzenia niektórych obrzędów religii słowiańskiej. Dziś uznawany jest za jednego z prekursorów polskiego rodzimowierstwa słowiańskiego.


 

Podsumowując oraz przestrzegając z góry przed atakami. Należy pamiętać, że w wielu przypadkach to nie wiara jest winna jakimś zbrodniom, a sami ludzie. Fanatycy, nieuki często przez pryzmat wiary podejmowali decyzję w imię dobra innych i swojego. Nie ma jednoznacznych dowodów na to że słowianowierstwo składało ofiary z ludzi, a odłamów wiary dawnej było więcej, na wiele z nich wpływały inne wierzenia także pogańskie, ale także monoteistyczne, gdzie ofiary z ludzi i zwierząt były składane.

Należy także wziąć pod uwagę istnienie pogańskich sekt, wiarołomców którzy dostosowywali wiarę pod siebie, aby gromadzić władzę i bogactwo. Jest to zbyt ludzkie aby nie brać pod uwagę, szczególnie patrząc na chrześcijan.

Droga do prawdy to nie świeża asfaltowa droga, a stara droga z wieloma dziurami.

Nie traćcie wiary! Chwała Bogom! 🙂


 

Źródło:

Słowiańska Wiara Dziś – audycja radiowa

Minęło trochę czasu, ale dobre treści zawsze warto promować. Radio DHT które istnieje od dwóch lat prowadzi od 4 miesięcy cykl Słowiańska Wiara Dziś, to dnia 15 czerwca jest już 6 odcinek, dlatego przedstawiam listę audycji które do tej pory się odbyły.

Uwaga, WordPress umożliwia ładne i bezpośrednie odsłuchanie audycji prosto z naszej strony, ale rozszerzenia mogą tworzyć bloki o pustych przestrzeniach. Ów przestrzenie nie są zamierzone przez autora wpisu.

kupala_night_by_cylonka-db3ahsh

 

Obrzęd kupalny – Rodzima Wiara

kupala_by_demonia606-d6mg64aAstronomiczne lato rozpoczyna się 21 czerwca i noc z 21/22 czerwca to najkrótsza noc w roku, jako że dla współczesnych ludzi przypada w bardzo niewygodnym czasie, bo w środku tygodnia, to wiele osób wyznających wiarę w Bogów Słowiańskich rozpoczyna świętowanie dzisiaj, w pierwszy weekend przed najkrótszą nocą, a następnie w weekend po najkrótszej nocy.

Grupy które wybrały drugi termin na święto muszą być dzisiaj zadowoleni, bo trafi im się dużo bardziej letni dzień niż dzisiaj, gdy piszę ten wstęp. Dzisiaj dzień wygląda na pożegnanie wiosny, jest deszczowo, ale właśnie to właśnie deszcz jest potrzebny aby móc zbierać plony lata.

Jednakże, ja chciałbym przedstawić przykładowy obrzęd jaki stosuje Związek Wyznaniowy Rodzima Wiara, który pewnie wiele osób zna, ale jak znam życie, nie każdy, a przykład obrzędu może się przydać tym którzy będą chcieli złożyć modły Bogom w swoich grupach.

summer_fire_by_dartgarry-d5inhg7


 

Witam was w tym Świętym Borze!  Witamy cię Świętoborze!

Noc Kupały, święto Kresu jak mówią nasi południowi bracia, to święto początku i święto końca zarazem w wielkim kole Natury. Dzień i Noc w których czcić będziemy Swaroga siłę i ciało Jego, dzięki któremu żyje Ziemia i żyjemy my. To On zaklęty został w najświętszym dla nas z symboli – Świaszczycy. Dlatego dziś my chrobre woje lechickie, dumne i pomne swej słowiańskiej tradycji uświęcim ten dzionek i nockę krótką, tak jako ojce nasi.

Dziś żegnamy jarą porę, a z nią Jaryłę, płodny oblicze Peruna, który tańcował w miłosnym pląsie z Matką Nasza Ziemią, zapładniając przyniósł odnawialną młodość. Oddajemy go ogniowi, by w czystej postaci rozmył się w niebiesie. Witamy zaś porę letnią z jej panem i władcą. Swaróg króluje dziś, osiągnąwszy najwyższe zwycięstwo, jednak nie ostateczne, jak nic co naturalne ostatecznym być nie może, a ponad Naturę Wszechrzeczy nic wznieść się przeć nie zdoła. Tak też zwycięstwo Swaroga zwiastuje jednocześnie jego niechybne osłabienie, gdyż osiągnąwszy zenit musi odchodzić w dół po łuku koła. My paląc tej nocy czysty ogień wzmacniać będziem Pana błękitnego nieba. On to jest odbiorcą trzeby składanej w ciało jego syna – Swarożyca.

Jego innym obliczem jest Dadźbóg – dawca dostatku i pomyślności, to temu aspektowi dedykowana będzie dzisiejsza obiata, która zjednać ma nam Jego ojcowską przychylność.
Kupała to również święto wody, co oczyszcza i umożliwia wszelkie życie. Dla Słowian oznacza to rytualne kąpiele, inicjujące możliwość korzystania z rzek i jezior bez obawy o gniew wodników i topielic. Pamiętamy i o wiankach, będących niewinnością a puszczanych na wodę, by płynęły w nieznane.

the_big_traditional_fire_on_the_ivan_kupala_night_by_solo_gub-d7q8ucf

Dla naszych przodków wraz z latem i plonami nadchodził czas obfitości, zarówno ojce nasi, jak my sami wraz z coraz krótszym dniem widzimy już perspektywę zimy, ale teraz jeszcze…
Teraz jeszcze czas zabawy, pląsów i szczęścia, bo toć nadszedł dzień młodości, miłości, jurności i siły. Młodość ma obok obowiązków także ideały i marzenia, mityczny kwiat paproci, który zakwita jeno w tę najkrótszą w roku noc, niechaj je symbolizuje, a poszukiwanie go – przynoszące szczęście – niech wyraża drogę ku wiedzy i ku doskonałości.

Żerca I: Utwórzcie krąg który złączy naszą Zadrugę i zawrze w sobie święty ogień, by nic z zewnątrz nie miało doń dostępu, ni żadna siła nie rozerwała go od środka.

Czterej żercy zataczają koło dzierżąc miecze.

Żerca I: Perunie, Świętowicie, tyś pod postacią Jaryły igrał z Matką naszą Mokoszą, Twoje nasienie dało tą bujność, którą dziś się cieszymy. Zadanie kosmiczne spełniłeś, dziś jara Twa pora przemija, pogrzebiem Cię Jaryło-Kostrubońku, byś w cyklu następnym powrócił.

Żerca II: Swarogu – panie błękitnego nieba, Swarożycu – ognisty synu swego ojca, Ojcze i Synu, ogniu niebieski i ogniu ziemski, których spojrzenie tak łaskawe, a gniew tak srogi, Wam dziś jest trzeba przynależna.

Żerca III: Dadźbogu – dawco naszego dostatku, Mokoszo przyjmijcie i kołacz i miód, które słodką naszą są strawą.

Żercy II i III składają w ogień kołacz i miód.

Żerca IV: Trzygłowie, Welesie, któryś także panem swego stada przyjm jego symbol, bo to również święto twych pasterskich synów.

Składa w ogień kość.

Żerca I: Weźmy udział przy wspólnym dostatku spożywając kołacz i spożywając miód ku chwale Sławii.

Roznoszony jest w koło miód i kołacz.

Żerca I: Święty ogniu – tyś rok cały ogrzewał nasze domy i scalał nasze rodziny, tyś Gody naszej Zadrugi uświetniał. Wygasić Cię trza i oczyścić, abyś nowym płomieniem buchał i następny rok dary Lechitów trawił.

Wylewa wodę w ogień. Wszyscy żercy dokładają po jednym bierwionie mówiąc:Kąpałeczka mała nocka, paliła się do północka

Wszyscy żercy: Witamy Cię gościu w czerwonym płaszczu!

Żerca II: Swarogu oto bylica – zioło nad ziołami – która w tę noc tobie jest przynależna i umiłowana, my wszyscy nią przyozdobieni twemi dziećmi i wojami jesteśmy.

Żercy po kolei:Ogińku święty, skarbicku boży nie dajże też nas nigdy zubożyć„. Powtarzane przez każdego żercę, przy wrzucaniu w ogień bylicy (piołun).

Żerca III: Swarogu byś miał siłę w nieustannej po niebiesie wędrówce, my żercy twoi prosimy: przyjm naszą modlitwę i siłę płomiennego koła.

Podpalane jest koło zatknięte na tyczce, a żercy i wszyscy zebrani wznoszą „Modlitwę do Słońca” St. Wyspiańskiego.

Żerca IV: Wodo, czysta wodo co życie wszelkie w Tobie poczęto, co życie wszelkie ty podtrzymujesz, odpraw topielice, aby my Słowiany mogli bez trudu zanurzać się w twym bezmiarze. Wodo, czysta wodo zmyj z nas znoju trud, nieczystości ducha i dodaj siły.

Żercy po kolei, a potem wszyscy zgromadzeni obmywają twarz w misie wody.

Żerca I: Kupalnocka trwa krótko, więc powiedzmy:

Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka
Sounijka rana uchodziła, Rana uchodziła, pole oswiaciła,
Dziewok chłopcou budziła, Rabotku dawała
Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka
Iszła Kupałka siałom siałom, Zakryuszy oczki
czubrom czubrom, Dawała chłopcam czałom, czałom,
Stali ludzie dziwicisia, Stała Kupałka swarcisia
Kupalskaja noczka korotkaja, Sounijka, sounijka

Wszyscy odśpiewują „Pieśń Żerców”

Żerca I: Kupalnocka trwa krótko. Skacząc przez święty ogień, przez chwilę będąc w objęciach ojca, co po śmierci nas przyjmuje, oczyścimy nasze ciała, rozumy i dusze. To ucieszy i Porenuta – Porońca, który swemi pięcioma głowy na świat zerka, co miłością cielesną nas obdarza, niechaj będzie on wam przyjacielem.

Żerca I: Krąg Zadrugi przetrwał – rozepnie się lecz nie rozpadnie i niech trwa po wsze czasy.

Żercy otwierają okrąg.

Wszyscy wrzucają do ognia bylicę, po czym po kolei przeskakują przez ogień.

 

Źródło: http://rodzimawiara.org.pl/obrzedowosc/kupala.html

dragaica___kupala_night_by_kozmosindigo-d8yg50b

Ciekawostka, rozpalanie ogniska w noc kupalną to tradycja ogólnoeuropejska, dlatego duch pogański jest wciąż żywy nawet w krajach najbardziej przesiąkniętych chrześcijaństwem. Tutaj przykład z Francji z Bavilliers.

Nazwy Bogów w wojsku czeskim

Czesi się nie szczypią, nie boją się stosować takiego słownictwa i to u nich można spotkać samochody pod nazwą Perun, boga wojny. W Polsce nazwę Perun w tematyce wojskowej można spotkać, w nazwie Bałtyckie Stowarzyszenie Miłośników Historii „PERUN”.

Perun dla specjalsów czeskich

 

Lekkie pojazdy taktyczne Perun otrzymały nazwę na cześć gromowładnego słowiańskiego boga wojny Peruna. Zaprojektowane i skonstruowane przez czeskie przedsiębiorstwo SVOS w Přelouč spełniają wymagania czeskich specjalsów. Prace trwały cztery lata, zaś ich koszt firma pokryła z własnych środków. Do odbiorcy trafią nie później niż w marcu roku 2018.

Perun to pojazd o dopuszczalnej masie całkowitej 13 ton i masie własnej równej 10,4 tony, co przekłada się na możliwość zabrania uzbrojenia lub ładunku ważącego 2,6 tony. Długość wynosi 6 metrów, szerokość 2,3 metra, zaś wysokość 2,6 metra. Na pokład może zabrać sześciu żołnierzy, w tym kierowcę i dowódcę, którzy siedzą z przodu, oraz trzech w środkowej sekcji i jednego na siedzeniu umieszczonym z tyłu pojazdu.

3514ddf2e57d552d8cd9bf48259657e5.jpg

Napędzany jest sześciocylindrowym silnikiem Mercedes Benz 6Y 106 TD21 o mocy 240 kilowatów sprzęgniętym z automatyczną sześciobiegową skrzynią biegów 6 HP 602 S+. Dzięki temu może osiągnąć prędkość maksymalną 110 kilometrów na godzinę, poruszając się po utwardzonych drogach. Zasięg pojazdu wynosi 700 kilometrów.

Pojazd Perun może pokonywać rowy o szerokości 0,85 metra i brodzić w wodzie o maksymalnej głębokości do 1,5 metra po zainstalowaniu podniesionego wlotu powietrza. Może być transportowany przez samolot C-130 Hercules.

Uzbrojenie w postaci karabinu maszynowego M3 kalibru 12,7 milimetra zamontowano na dachu pojazdu na specjalnym pierścieniu. Po obu stronach umieszczono dodatkowe gniazda karabinów maszynowych Minimi kalibru 7,62 milimetry. Seryjne Peruny będą wyposażane również w granatniki automatyczne Mk 19 kalibru 40 milimetrów i wyrzutnie granatów dymnych.