Nazwy miesięcy – rok kalendarzowy

Słowianie wyróżniali cztery pory roku: wiosnę (nazywaną inaczej jare), lato,  jesień, zimę.

Określenie ‚lato’ było miarą czasu, cyklem rocznym. M.in. stąd pochodzi odmiana czasu rocznego obecnie. [1 rok, 2 lata]. Rok rozpoczynał się na wiosnę, wraz z budzeniem się do życia przyrody i początkiem prac w gospodarstwie. Także możemy spotkać się z określeniami, młode latko (jare latko) i stare latko (obecnie babie lato).

11111630_375021989371324_3534187287594502842_o

Miesiące określano nazwami, pochodzącymi od ich charakterystycznych cech, związanych ze zjawiskami przyrodniczymi lub z rytmem zajęć na roli. Więc określmy sobie te miesiące:

  • styczeń, a wcześniej tyczeń to od robienia tyk na gospodarstwie, jest to czas przygotowania narzędzi.
    Przysłowie: Kiedy styczeń najmroźniejszy, wtedy roczek najpłodniejszy.  Rok 2016 nie jest taki płodny, jak rok 2015. A styczeń był przecież bardzo ciepły.
  • luty – oznacza srogi, ale także przykry, nie miły.
    Przysłowie: Idzie luty podkuj buty. – To właśnie w lutym są największe mrozy.
  • marzec, nazwa zapożyczona, ale pierwotnie brzmiała jako brzezień czas zbierania oskoły z drzew głównie brzozy, a brzezień lub brzezina to nazwa tej oskoły.
    Przysłowie: Brzezień czasami śniegiem sieje, a czasami słońcem grzeje. [podobne do kwietniowego]
  • kwiecień, pochodzi od słowa kwietny.
    Przysłowie: Deszcze częste w kwietniu wróżą, że owoców będzie dużo.
  • maj, to kolejna nazwa miesiąca zapożyczona z łaciny, w staropolskim nazwa brzmi trawień. Od kwitnących traw na łąkach.
    Przysłowie (przepisanie z Białorusi): Gdy w trawień się przeziębisz, trawą (mlodymi ziołami) się lecz.
  • czerwiec, lub dawniej czyrwień, wywodzi się od czerwów larw pszczół.
    Przysłowie: Pełnia czerwcowa – burza gotowa. (W bieżącym roku dokładnie tak było)
    Czerwiec na maju zwykle się wzoruje, jego pluchy, pogody, często naśladuje.
  • lipiec, ma swój początek w starszej formie lipień, a ta od rzeczownika i przymiotnika lipa, lipowy. W lipcu kwitną lipy.
    Przysłowie: Kiedy lipiec daje deszcze, długie lato będzie jeszcze.
  • sierpień, pochodzi od słowa sierp, a więc korzystania z narzędzia do koszenia zboża, czyli okresem żniw.
    Przysłowie: W pierwszym tygodniu pogoda stała, będzie zima długa, biała.
  • wrzesień  to miesiąc, w którym kwitną wrzosy.
    Przysłowie: Gdy wrzesień bez deszczów będzie, w zimie wiatrów pełno wszędzie.
  • październik, zaś  młócono paździerze, czyli zdrewniałe łodygi lnu lub konopii.
    Przysłowie: Liść na drzewie mocno trzyma, nie tak prędko przyjdzie zima.
  • listopad wiąże się  z opadającymi liśćmi.
    Przysłowie: Deszcze listopadowe budzą wiatry zimowe. 
    Słońce listopada mrozy zapowiada.
  • grudzień to czas, kiedy ziemia zamarza na grudę, pojawiają się grudki lodu w zakamarkach.
    Przysłowie: Mroźny grudzień, wiele śniegu, żyzny roczek będzie w biegu. (Grudzień `15 był ciepły i nie ma tyle dobrego na biegu)
    W pierwszym tygodniu grudnia, gdy pogoda stała, będzie zima długo biała.

babie-lato-babie-lato-474368-large

Reklamy

Lato, czyli rok – określenie słowa

Nazwa LATO w swoim pierwotnym znaczeniu określa porę dżdżystą, deszczową. Nazwa lato pochodzi z tego samego rdzenia co i LAĆ.

Jest to określenie prawidłowe, bo lato to pora roku o największej ilości opadów, ale także w języku potocznym mamy określenie na upał: leje się żar z nieba.

Kolejna kwestia określenie całego roku słowem lato może być starsze niż podaje się w zapisach, a mianowicie chodzi o okres wędrówek ludów. Lud przybyły na te ziemie, zauważył że opady atmosferyczne są w tej krainie przez cały cykl życia przyrody, a poszczególne pory tj. Jary (młody, silny), Wiosna (Wesna – od weselić, pora pocieszna) Jesień (od słowa Jesion, jako pierwszy zaczyna przebarwiać liście), Zima (sima, siwy, pora siwa, zimna), stąd mogły wziąć się określenia młode latko, stare latko [babie lato] i nazwa LATO nie oznaczała 12 miesięcy, a okresu początku życia i końca życia. Zima to okres śmierci, przeczekania. Jednak odprawiano święta o nazwie GODY – jedne na początek surowej zimy, a drugie na koniec.

Słowo Gody przekształciły się z godania -> radowania -> rokowania.

lato-rok

Dawniej słowo lato znaczyło rok, czyli okres dwunastu miesięcy. Jeszcze w XVI w. pisano przy datach wydania ksiąg Lata Bożego, czyli Roku Pańskiego, a także Życzono sobie pomyślności na Nowe Lato, tzn. na Nowy Rok.

Pozostałością pierwotnego znaczenia słowa lato jest dzisiaj forma liczby mnogiej(te) lata, odnosząca się do określania czasu.

Jak to się jednak stało – ciśnie się na usta pytanie – że mamy w polszczyźnie rok, ale pluralną formę lata, a nie: roki?
W prasłowiańszczyźnie lato rozumiano najpierw wyłącznie jako porę roku, jednak w X w. zaczęto już tak nazywać (szczególnie w gwarze) cały rok.

Rokiem był bowiem dla ludzi czas między jednym latem a drugim.

Tak jak powszechnie posługiwano się określeniem niedziela zamiast tydzień – mówiono np. Święta będą za dwie niedziele (a nie: za dwa tygodnie), gdyż był to najważniejszy dzień w tygodniu – liczony jako pierwszy (stąd środa, czyli środek tygodnia), tak samo lato odbierano jako okres między jednymi żniwami a drugimi, jednym wyjazdem i przyjazdem gości a drugim, jedną uroczystością rodzinną a drugą.

 Pozostałością pierwotnego znaczenia słowa „lato” jest dzisiaj forma liczby mnogiej „(te) lata”, odnosząca się do określania czasu

Nieprzypadkowo akurat ta pora roku tkwiła najbardziej w świadomości ludzi. Lato to przecież dla wszystkich coś najpiękniejszego, najwspanialszego (ze względu na przyrodę, piękną pogodę, temperaturę powietrza itp.).

pogoda_328814

Nic więc dziwnego, że wyraz stał się z biegiem lat nazwą okresu wszystkich pór roku, zaczął po prostu odmierzać ludziom czas kolejnych 365 (a niekiedy 366) dni.

Wiemy już, że istniał w prasłowiańszyźnie wyraz lato i że miał dwa znaczenia. Wspomnijmy jednak i o tym, że występował rzeczownik rok.

O dziwo, ten nie miał za wiele wspólnego z kalendarzem, ponieważ etymologicznie wiązał się z czasownikiem rzec (powiedzieć). Oznaczał czas, termin wyznaczony, ustalony w sądzie.

Najczęściej chodziło o okres umówiony na przełożenie terminu w sprawach o jakieś płatności, a że zwykle sąd wydawał zgodę na przesunięcie zapłaty o dwanaście miesięcy, rok zaczął być rozumiany szerzej jako odcinek czasu trwający właśnie tyle.

Dzisiaj, kiedy używamy takich wyrazów, jak wyrok czy odroczyć, nie przypuszczamy nawet, że mają one związek z dawnym znaczeniem słowa rok (nie jest więc za bardzo poprawny zwrot odroczyć coś o miesiąc, o tydzień).

DSC_0248

Rokami nazywano nie tylko czas ustalony w sądzie, ale też posiedzenia sądowe (były to tzw. roki sądowe), podczas których rozpatrywano nagromadzone sprawy. Ponieważ roki te liczono podobnie, okresami rocznymi, tzn. realizowano je od lata do lata, z wolna następowało przesunięcie znaczeniowe roku na pojęcie, które dotąd nazywano latem.

Było to o tyle łatwiejsze, że instytucja roków sądowych powoli zanikała, a wyraz lato ciągle miał podwójny sens, a więc był niewygodny. W końcu mało kto pamiętał o tym, że rok znaczył termin sądowy, zaczęto się nim powszechnie posługiwać na określenie 12 miesięcy. Pozostała natomiast forma liczby mnogiej lata, gdyż uznano, że nie używa jej się w postaci pluralnej jako pory roku (nie obawiano się więc dwuznaczności).

Takie jest oto historycznojęzykowe wyjaśnienie kwestii, dlaczego jedno pojęcie ma dziś dwie formy zupełnie się od siebie różniące: rok i lata (proszę też porównać:człowiek i ludzie). Czasem tylko można jeszcze usłyszeć (w gwarze) wyraz lato w znaczeniu rok czy roki jako lata, np. Pojął żonkę w siódmym lecie, ta mu izby nie zamiecie; Dwa roki go nie było.

Mamy za to zachowane w języku literackim słowo latoś (z archaicznym zaimkiem si), znaczące albo tego lata, albo w tym roku.

Jak pisze w Encyklopedii staropolskiej Zygmunt Gloger, „Królowie polscy dawali wszystkim dworzanom nieraz cenne podarki, gdy ci winszowali im »Nowego Lata«.Także dziatki, zebrawszy się w gromadki, obchodzili  wszystkie domy i życzyli domownikom »Nowego Lata«.

AUTOR · OPUBLIKOWANO 28 STYCZNIA 2004 ( edycja:  23 MAJA 2016 )

http://obcyjezykpolski.pl/szczesliwego-nowego-lata/

Źródło:

Brückner Aleksander, Słownik etymologiczny języka polskiego

Lachy i Wandale – Sławomir Ambroziak

Tekst popełniony przez Sławomira Ambroziaka na stronie: http://slawomirambroziak.pl/dawno-dawno-temu/lachy-i-wandale/

Przed erą genetyki, lingwistyka historyczna była jednym z najskuteczniejszych narzędzi naukowych, służących odkrywaniu tajemnic zamierzchłych epok. Wspomniana genetyka, czyli nauka ścisła, wywróciła do góry nogami pozornie ugruntowane poglądy na temat historii Europy, wyznaczając przodkom dzisiejszych Słowian godziwe miejsce na arenie dziejów. Językoznawstwo historyczne nie pozostało w tyle: animowana mapa ewolucji języków indoeuropejskich, stworzona przez Business Insider a oparta na rezultatach badań Russella Graya i Quentina Atkinsona, stosujących metody obliczeniowe, zbliżone do algorytmów używanych przez genetyków podczas śledzenia rozprzestrzeniających się epidemii, wskazuje na dialekty bałto-słowiańskie jako na prawdziwy, a nie skompilowany metodą historyczno-porównawczą, język praindoeuropejski, przynajmniej w odniesieniu do jego gałęzi europejskiej. Zresztą pomysł Graya i Atkinsona, zaprezentowany po raz pierwszy w 2003 r., już wtedy nie był nowy, gdyż podobne propozycje, co do rozprzestrzeniania się języków indoeuropejskich, wsuwali wcześniej: Schmidt, Lehmann i Renfrew, przy czym dwaj pierwsi badacze lokowali słowiańszczyznę w samym centrum indoeuropejskiej wspólnoty, wyprowadzając rozchodzące się od niej fale pozostałych grup językowych.pie-slowianie-fala.jpg

Po aparat matematyczny w językoznawstwie historycznym, a konkretnie po statystykę, sięgali na długo przed Grayem i Atkinsonem – Swadesh i Mańczak, licząc zbieżności leksykalne w poszczególnych językach indoeuropejskich, albo w zestawach najbardziej reprezentatywnych stu słów, albo w słownikach, albo w porównywalnych fragmentach tłumaczenia biblii. A w każdym z tych przypadków nauka ścisła, matematyka, dowodziła niezbicie i bezlitośnie: języki słowiańskie, w szczególności polski, są kolebką języków indoeuropejskich. Gray i Atkinson wykorzystali zresztą w swych pracach podstawy stworzone przez Swadesha. Metodę Graya i Arkinsona, podpierając się założeniami przyjętymi wcześniej przez Witolda Mańczaka, zweryfikowali w 2013 r. Garrett i Chang, uzyskując wprawdzie odmienny wynik, co do kierunku rozprzestrzeniania się języków indoeuropejskich po Europie (nie z południa na północ, tylko ze wschodu na zachód), potwierdzając jednak kluczową rolę odgrywaną w tym procesie przez języki słowiańskie. W komentarzach do tych badań, w podobnym tonie, w odniesieniu do języków słowiańskich wypowiadali się Heggarty i Renfrew. W ostatnim czasie Gray i Atkinson weryfikowali z kolei wyniki uzyskane przez Garretta i Changa, czego efektem jest zapewne wspomniana na wstępie mapa.

Mogą więc mieć się z pyszna wielce uczeni prześmiewcy, drwiący z Wojciecha Dembołęckiego, który już w XVII w. pisał, że łacina i wszystkie języki europejskie to tylko zniekształcona, w ten czy innych sposób, polszczyzna, pochodząca, jak też inne języki słowiańskie, w prostej linii od dialektów scytyjskich. Dembołęcki, pasjonat etymologii, posiadając rzymski tytuł doktora teologii oraz historyka i kronikarza zakonu franciszkanów, i biegłą znajomość dziesięciu języków, wiedział bez wątpienia, o czym pisze. Zauważmy przy tym, że van Boxhorn, uznawany za ojca indoeuropeistyki, który wspólny język praindoeuropejski nazywał językiem scytyjskim, opublikował swoje dociekania w 1647 roku, czyli dokładnie w roku śmierci Wojciecha Dembołęckiego. Ojjj… ktoś się tu chyba mocno kimś inspirował…

Sztandarowa dziedzina językoznawstwa historycznego – etymologia – w mojej ocenie jest nie tyle nauką, co sztuką. A jak każda sztuka – wymaga talentu przyrodzonego. Kto narodził się ze zdolnościami etymologicznymi – ten uprawia etymologię, tak jak osobnicy ze zdolnościami plastycznymi lub literackimi rysują lub piszą. Część kształci się oczywiście w wybranych kierunkach sztuki, co nie oznacza, że wykształcenie powiększa ich potencjał twórczy. A że przyrodzone talenty duszą, tak więc również Ci, bez szczególnego wykształcenia, chwytają za pędzel lub pióro. A ponieważ genetyka i matematyka dokonują rewolucji w spojrzeniu na historię naszego narodu i języka, zaś wykształceni etymolodzy przyjmują pozycję wyczekującą, dlatego w ostatnich latach pióro spoczywa głównie w rękach amatorów. Czasami wychodzą z tego żenujące brednie, czasami zdarzają się drobne wpadki, ale nieraz spotykamy się również z przebłyskami geniuszu.

Dlatego też, ośmielony sukcesami etymologów ludowych, również ja postanowiłem zasiąść przed klawiaturą komputera, by wyrzucić z siebie to, co mnie dusi, i podzielić się z Czytelnikiem pewnym pomysłem etymologicznym, który może dopomóc w wyjaśnieniu zamieszania wokół starych, etnicznych imion Polaków: Wenedów, Wandalów i Lachów.

Niesforne głoski

Nie potrzeba dogłębnej wiedzy z zakresu lingwistyki, by wyczuć podskórnie labilność zachodzącą pomiędzy głoskami, zapisywanymi w językach indoeuropejskich znakami: W (V), U, Ł, L. Znają to znakomicie Czytelnicy posługujący się na co dzień językiem angielskim, w którym głoskę zapisaną znakiem „w” czytamy jak nasze „ł”. Z kolei np. w języku walijskim litera „w” służy do zapisywania samogłoski „u”. W ojczystej polszczyźnie mieliśmy znane ze starych filmów „ł”, nazywane kresowym lub scenicznym (coś między „l” a „ł”), które w bliższych nam latach uległo zapoczątkowanemu już z końcem XVI w. procesowi tzw. wałczenia i wymawiane jest dzisiaj przez naszych rodaków prawie jak „u”. Użytkownicy języków słowiańskich, w tym polskiego, miewają manierę wymawiania „u” i „ł” (zapisywanego jako „w”) w pożyczkach łacińskich lub angielskich, jak „w” – np. gwarana (guarana), awto (auto), wikent (weekend). Przykłady można mnożyć…

W tej sytuacji warto byłoby zadać pytanie: czy podobna labilność nie doprowadziła czasami do alternacji pomiędzy pierwszymi głoskami (W/L) np. w etnonimie Wandal, dając w efekcie węgierską nazwę Polaka – Lendziel (pisane z węgierska: Lengyel)? A ponieważ nazwy Wenden i Wandal, jak wykazał Adrian Leszczyński, wymiennie określały Słowian zachodnich, dlatego pewnie starzy Madziarowie nazywali Polaka – Lendzien (Lengyen), starzy Rusowie – Lęden, a starzy Serbowie – Ledjanin (Bruckner. Słownik etymologiczny języka polskiego. Warszawa. 1985). Przy czym zwróćmy uwagę, że, jeżeli założymy możliwość zaistnienia zaproponowanej wyżej alternacji, staroruskie Lęden i staromadziarskie Lendzien będą dokładnymi odpowiednikami fonetycznym niemieckiego Wenden – nazwy używanej w odniesieniu do Słowian zachodnich.

Testując hipotezę…

Aby przetestować powyższą hipotezę, musimy poszukać w językach indoeuropejskich, a najlepiej w języku polskim, synonimów lub słów bliskoznacznych, w których doszło do zakładanej alternacji pomiędzy „w” a „l”. Jako pierwsze nasuwają mi się na myśl dwie pary takich słów:gawędzić i ględzić oraz węda i łęt. Nad gawędzeniem i ględzeniem nie ma się sensu rozwodzić, gdyż to czytelne, a i zamierzam jeszcze do tych słów powrócić. Warto natomiast wyjaśnić, żewęda to to samo, co jej dzisiejsze zdrobnienie – „wędka”, więc łęt, czyli w staropolszczyźnie – „pręt” (głównie z gałęzi lipowej), pozostaje z wędą, co widać na pierwszy rzut oka, w dość bliskim związku semantycznym. Natomiast całkowitą zgodność znaczeniową z naszym łętemsłyszymy w angielskim słowie wand – „pręt”. W tym samym obszarze semantycznym należałoby umieścić chyba lancę – pierwotnie „tykę do poganiania bydła”, której nazwa ma podobno wywodzić się z dialektów celtyberyjskich. Etymologią związaną z łętem może bez wątpienia pochwalić się słowo gałąź, również używane początkowo w znaczeniu „pręt”. Blisko tego gniazda semantycznego pozostaje też giewont czy gewont z gwar podhalańskich – „słup, pionowo ustawiona belka lub tyka” (Eljasz-Radzikowski. Ilustrowany przewodnik do Tatr, Pienin i Szczawnic. Kraków. 1870).

Jako pieprzyk uwagi można przytoczyć etymologię Zbigniewa Gołąba, który wywodzi znaczenie nazwy własnej Wenetów od praindoeuropejskiego czasownika łenh – „dążyć” – a przytacza przy tym również italo-celtycką wersję fonetyczną tego etnonimu: Łenetoi. (Gołąb zapisuje oczywiście dzisiejsze „ł” pokreślonym „u”, czyli używając odpowiedniego znaku ustalonego dla pisma fonetycznego.) Według Gołąba Wenetowie mieliby być więc zdobywcami (słowiańskie wit, wędka – „zdobycz”; zwędzić – „zdobyć nielegalnym sposobem”), wędrującymi w nieznane i biorącymi w posiadanie odkrywane (germańskie vinden, find, fund – „odkrycie”) przez siebie terytoria. (Na marginesie: czasownik wędrować ma dokładnie tę samą etymologię.)

Nie widać więc chyba formalnych przeszkód, nie pozwalających uznać, że warianty nazwy etnicznej pod postaciami – Wenden czy Wandal – egzystowały równolegle w formach na literę L, dając m.in. odnotowywane w zapisach etnonimy: Lęden, Lendzien i Lendziel.

Test nr 2

Powszechnie przyjmuje się, że Lach i Lech są zgrubieniami, takimi jak Stach czy brach, pochodzącymi od zrekonstruowanego przez Tadeusza Lehra-Spławińskiego etnonimu Lędzianie (Lendizi – w zapisie Geografa Bawarskiego), który ma z kolei pochodzić od prasłowiańskich słów – lędo, lęda, lędina – używanych na określenie ziemi przygotowanej pod uprawę lub pozostawionej ugorem, bez uprawy. (Gdyby przyjąć zaproponowaną wyżej alternację W/L, Lendizi Geografa Bawarskiego odpowiadaliby fonetycznie zapisowi Nestora – Wętycze – odnoszącemu się do jednego z plemion słowiańskich a wiązanemu z nazwą Wenetów.) Prasłowo zachował jeszcze język kaszubski w brzmieniu lędzina, w znaczeniu „ściernisko, rżysko”. Chociaż polscy językoznawcy bronią się rękami i nogami przed taką etymologią, osobiście nie mam najmniejszych wątpliwości, że od owego lędo pochodzi też słowo ląd. Potwierdza to niejako etymologia anglojęzyczna, tyle że prowadzi (jak dzisiaj już wiemy – niesłusznie) kierunek jego rozwoju od germańskiego land, ku starocerkiewnosłowiańskiemu lędina, w znaczeniu „pusta ziemia, wrzosowisko”. Tak więc imię Lachów zbliża się ewidentnie, przynajmniej semantycznie, do etnonimu Polan, co pozostaje również w zgodzie z opinią Nestora, który w XII w. pisał: „…od tych Lęchów przezwali się jedni Polanami…”. A biorąc pod uwagę wszystkie te fakty językowe, niezwykle pożyteczne dla testowania prawdopodobieństwa naszej hipotezy okazałyby się dowody na to, że słowa określające pola czy pustocia pojawiają się w językach indoeuropejskich, również w wersjach na W.

Starzy Warszawiacy doskonale znają sławny Golędzinów, z którego ruszały na manifestujących robotników niesławne jednostki ZOMO. Nazwa Golędzinowa, zapisana pod 1429 i 1433 rokiem jako Golandzynowo, a pod 1442 – jako Golodyno, albo wywodzona jest od słowa gola – „niezarosłe pustkowie”, albo od znanego nam już lędo, z powiększającym przyrostkiem go (Handke Kwiryna. Słownik nazewnictwa Warszawy. 1998). W mojej ocenie, go nie jest tutaj niemotywowanym przedrostkiem, tylko znakiem, że w słowie chodzi o bydło (praindoeuropejskiegwou). Dlatego Słowianie nazywali bydło – gowędo, a Ariowie pasterza – gowinda. Dlatego też wydaje mi się, że golędo mogło być pastwiskiem, co jest nie tylko prawdopodobne z uwagi bliskość pojęcia, ale również na fakt, że alternacja głosek służy nieraz w języku zmianie lub uściśleniu znaczenia wyrazu w granicach danego obszaru semantycznego.

W tym miejscu czas, by powrócić do gawędy i ględy… W tradycji i mitologii indoeuropejskiej pasterzom zawsze przypisywano zdolności muzyczne i poetyckie. Możliwe, że – z uwagi na niezbyt absorbującą pracę – pasterze dysponowali nadmiarem czasu niezbędnego w procesie tworzenia. Ich twórczość mogła mieć również, przynajmniej początkowo, aspekt praktyczny; zawodzenia pasterzy uspokajają podobno bydło. Pokłosiem sztuki pasterskiej jest więc chociażby amerykańska muzyka country, ale sztuce tej zawdzięczamy także renesansowy romans pasterski, który położył podwaliny pod późniejszą powieść jako gatunek literacki, jak również, najprawdopodobniej naszą gawędę w znaczeniu „epickiego lub poetyckiego, szlacheckiego utworu biesiadnego” oraz ględę – „nudną, rozwlekłą gawędę czy inną opowieść”. Oba te słowa pozostają więc w bliskim związku z gowędem – „bydłem” oraz golędem – „pastwiskiem”.

bozywoj_pierwszy

Mamy w Polsce więcej miejscowości o podobnie brzmiących do Golędzinowa nazwach – np. Golądkowo koło Pułtuska. Mamy też rozmaite Olendy i Olędy, które nie mogą być raczej pozostałościami po osadnictwie holenderskim, gdyż osady holenderskie to głównie Olędry lub Olendry, a niektóre z tych nazw zostały podobno zapisane przed pojawieniem się na naszych ziemiach osadników holenderskich. Nie wierzę zresztą, aby nazwa Holandii (Holland) miała oznaczać z germańska leśną krainę (Holtland, Holzland), gdyż wątpię, by twórcy tej nazwy – Batawowie – kiedykolwiek widzieli tam drzewa; szatę roślinną nadmorskiej Holandii tworzą natomiast torfowiska i… wrzosowiska, czyli lędiny czy golęda. I podobnie musiało wyglądać to wszystko w dawnych czasach, skoro wielowiekowa eksploatacja torfu doprowadziła do obniżenia poziomu gruntu i zamieniła rozległe obszary Holandii w tereny zalewowe. Mowa tu oczywiście o samej Holandii, nie o całych Niderlandach.

Od golęda, czyli pastwiska, może pochodzić też czasownik golić i przymiotnik goły, których etymologii nie udało się dotąd prześledzić językoznawcom. (Przypomnijmy, że, jak wyżej widzieliśmy, golami nazywano w dawnych czasach „niezarosłe pustkowia”). To przejście semantyczne zrozumie każdy, kto widział spustoszenia szerzone przez bydło. Dwa konie mojego zaprzyjaźnionego gospodarza, u którego spędzam całe lato, potrafią w dwa miesiące ogołocićniemal do gołej ziemi dziesięć hektarów pastwiska. Inny mój znajomy, któremu nie chciało się kosić ogromnego trawnika, pożyczył od sąsiada na kilka dni dwie kozy, które wyręczyły go w pracy.

W związku z golędem pozostaje też zapewne niewyjaśniony etymologicznie gląd (dziś znany jedynie ze złożeń: wygląd, przegląd, ogląd) oraz pożyczony z niemieckiego glanc – „połysk”, gdyż to – co gołe, to dobrze widoczne, a często – również błyszczące.

Powracając jednak do interesującego nas w tej chwili obszaru semantycznego i szukając słowa o podobnym znaczeniu, tyle że z wymianą L na W, należy wspomnieć, że w dawnym nazewnictwie Spiszu znajdujemy nazwę Lange Gewand na nieużytki, pola i zarośla, opodal Kiezmarku. Wcześniej obszar ten nazywano Langewald – Długi Las, dlatego niektórzy uważają, że mogło dojść tutaj do jakiegoś pomylenia nazwy. W mojej ocenie jednak – zmiana nazwy była zapewne prostą konsekwencją wycięcia lasu; gdy zniknął długi las, a nikt nie garnął się do zagospodarowania tego terenu, pojawiło się długie, nieuprawne pole czy pustocie – gewand.

Według Jana Rozwadowskiego (O nazwach geograficznych Podhala, 1914), w gwarach południowo-niemieckich górników słowo gewande oznaczało „skały lub ściany górskie”, a wand – „skały mniejsze lub większe”. Natomiast w gwarze podhalańskiej wanty i wantule to „skalne pasma czy rumowiska”, więc generalnie tereny jałowe, nieużytki – niemal to samo, co lędy. Giewontem lub Gewontem (starsze zapisy) nazywano najpierw halę rozciągającą się u stóp góry, nim nazwa ta przeszła na samą górę. W siedemnastowiecznych przywilejach królewskich czytamy: „hale Gewont Strążyskami zwane”. Hale to oczywiście górskie tereny wypasu a strążyska – zagrody dla owiec; znowu więc zbliżamy się semantycznie i fonetycznie do golęda, w zaproponowanym wyżej znaczeniu pastwiska.

cropped-cropped-02_shep052b_11_01_24_eromanemp_600.jpg

Polak, Węgier, dwa bratanki…

Wprawdzie doskonale znane każdemu Węgrowi i Polakowi powiedzonko miało powstać ponoć niedawno – po upadku konfederacji barskiej – bliskie związki obu etnosów, choć brak tutaj miejsca na ich dogłębną analizę, sięgają niewątpliwie zamierzchłych czasów. W literaturze językoznawczej możemy spotkać rozmaite opinie na temat tego, od kogo Madziarowie poznali Polaków pod imieniem Lendziel. Nie trzeba jednak daleko szukać; plemiona madziarskie wzięły przecież w posiadanie pierwotnie słowiańskie ziemie, a kultywujący swoje tradycje Słowianie nadal zamieszkują węgierskie krainy: Prekmurje, Somogy i Vas. A jedna z tych tradycji mówiła o nich samych, jako o potomkach Wandalów, zaś używany przez nich dialekt nazywany był w dokumentach łacińskich – językiem wandalskim. I wprawdzie Węgrzy przyjęli do leksyki swojego języka masę słów słowiańskich, madziarscy przybysze bronili się rozmaitymi sposobami (jak widać – skutecznie) przed całkowitą slawizacją – losem zgotowanym przez Słowian tureckim Bułgarom. Początkowo używali jednak głównie języka słowiańskiego (Helmold. Kronika Słowian. Warszawa. 1862) i w języku tym, w XVI wieku, przekazali miejscowe nazwy osmańskim najeźdźcą (Phoenix. Językoznawco, szach mat! Wspaniała Rzeczpospolita. 2015)

Jeżeli zaakceptujemy więc powszechną w językach indoeuropejskich alternację W/L, jako jedno i jedyne założenie skreślonej wyżej hipotezy, niejako z automatu zrozumiemy pochodzenie węgierskiego przezwiska Polaka, a rozgłaszane niedawno, sensacyjne wieści o odkryciu wandalskich pochówków w Łętowicach nie będą brzmiały już tak sensacyjnie. A hipoteza ta wygląda, w mojej ocenie, atrakcyjnie i elegancko, głównie z uwagi na swoją prostotę, wymagającą przyjęcia a priori tylko jednego, jedynego, a do tego – wielce prawdopodobnego założenia – alternacji głosek W/L.

Jednym słowem: Lachy to Wandale!

Autor: Sławomir Ambroziak

http://slawomirambroziak.pl/dawno-dawno-temu/lachy-i-wandale/

 

 

Bajkowy Jaś

W słowiańskich bajkach magicznych, w tym oczywiście polskich, występuje nader często bohater o imieniu Jaś (na Rusi – Iwan, od greckiej formy Ἰωάννης). Zwykle jest on trzecim, najmłodszym synem, któremu, w przeciwieństwie do swych starszych braci, udaje się dokonać trudnego zadania, wyznaczonego przez ojca (ustrzeżenia złotych jabłek z cudownej jabłoni rosnącej w ogrodzie, przyniesienie żywej wody z dalekiej krainy itp.). Sam bajkowy schemat jest bardzo dobrze znany, jednak nikt chyba nie usiłował się przyjrzeć bliżej imieniu bohatera. Zwykle przyjmuje się, że związane jest ono z wprowadzonym po chrystianizacji, biblijnego pochodzenia, Janem (hebr.Jochanan), oznaczającym „Bóg jest łaskaw”. Taki pogląd może być jednak bardzo powierzchowny, a miano bohatera wywodzić się od starszego, czysto słowiańskiego rdzenia.

siemiradzki_noc_iko.jpg
Noc Świętojańska, obraz Henryka Siemiradzkiego (1880)

Niemniej, nie przeszkadza to w ujmowaniu go i rozpatrywaniu wraz ze św. Janem, czy św. Jónem, jak go często zwano w formie gwarowej. Św. Jan / Jón, wnosząc z obrzędów letniego przesilenia, zastąpił najwyraźniej dawne, rodzime bóstwo, najwyraźniej związane z wodami ziemskimi – źródłami i strumieniami, nad którymi bardzo często umiejscawiano pierwsze kościoły pod jego wezwaniem (tak było np. w Sandomierzu, gdzie nieistniejący już, pierwszy kościół na obecnym Wzgórzu Świętojakubskim, wybudowano obok strumienia, nadając mu wezwanie św. Jana). Panem ziemskich wód jest w wierzeniach ludowych Księżyc, co tłumaczyłoby nocny charakter obrzędu i ewentualne, lunarne cechy akwatycznego, męskiego bóstwa. Najprawdopodobniej, jego podobnie brzmiące imię nadawało się dobrze do zastąpienia go katolickim świętym, kojarzonym w folklorze przede wszystkim z Janem Chrzcicielem, oczyszczającym z grzechów przez zanurzenie w wodach Jordanu. Gwiazdą św. Jana zwie się w folklorze gwiazdę Altair w konstelacji Orła. Orzeł jest ptakiem akwatycznym, łacińskie aquila„orzeł” pochodzi od tego samego rdzenia, co aqua – „woda”, dosłownie jest więc „wodnym [ptakiem]”. Pojawia się również powszechnie w hydronimiach, hetyckiej Haraš – hapaš – „Orzeł – potok”, celtyckiej Arlape, Erlaf, niemieckiej Aar, czeskiej Orlica, polskiej – Orla[1]. Niewątpliwie, potwierdza to związki z dawnym bogiem wód. Tą samą konstelację Orła łączono w chrześcijaństwie z Janem Ewangelistą, mamy więc do czynienia w tradycji ludowej z pomieszaniem i połączeniem obu świętych.

noc-swietojanska.jpg
Zbieżna sytuacja (z tradycją słowiańską) występuje w przypadku łotewskiego boga Janisa (o czym więcej dalej) i bohatera magicznych bajek węgierskich, Jancziego. Prof. Wiesław Bator w Drzewie sięgającym nieba zwrócił uwagę, że węgierskie zdrobnienia chrześcijańskiego imienia Jan – Jancsi, Jani, mogły w samodzielny sposób funkcjonować jeszcze w okresie przedchrześcijańskim. Przywódca buntu pogańskiego z XI wieku zwał się Jancsi Vata. Węgierski, bajkowy bohater Janczi, ubogi, szlachetny młodzieniec, małżonek i towarzysz słonecznej Królowej Nimf, niezwykle dobrze odpowiada naszemu Jasiowi, wyzwalającemu z podziemnego świata pannę (lub trzy panny) o cechach solarnych i wenusjańskich. Sam Janczi posiada cechy lunarne, jest młodym Księżycem, a zarazem młodym kowalem, co pozostaje kolejnym motywem obecnym w bajkach słowiańskich. Imię Jancziego wywodzi się najprawdopodobniej od tureckiego jani, jeni– „młody”, któremu odpowiada ugrofińskie ifju, znaczące to samo[2].
Podobna sytuacja zachodzi najwyraźniej w przypadku słowiańskiego, bajkowego Jasia. Jest on najmłodszym synem, a to wskazuje na powiązania z postulowaną przez Andrzeja Bańkowskiego, autora Etymologicznego słownika języka polskiego, praformą junъ – „młody, w pełni sił, ściśle – niestary”). I w tym przypadku można uwzględnić możliwość koneksji lunarnych, jako młodego Księżyca – zwanego m.in. „młodym panem, młodzikiem, nowikiem”, w opozycji do starego – wiotka[3]. Szczególnie, że junoch, w dawnej gwarze mazowieckiej, to „młodzieniec, kawaler”, skąd imię Junoch i nazwa miejscowa Junochy na Mazowszu. Odpowiednio, junocha, to „dziewczyna, panna”. To samo określenie junoch, w identycznym znaczeniu, istniało również w staroczeskim. Inną formą junochy jest junosza – „nowożeniec, pan młody”. Bartosz Paprocki komentuje: „junosza po mazowiecku znaczy po naszemu pana młodego”. I w tym przypadku istnieje forma imienia Junosza, herb Junosza i nazwa miejscowa Junoszyce. W staroruskim, junosza znaczy zaś „młodzieniec, kawaler”, a więc ma znaczenie poszerzone, identyczne, co junoch. Bajkowy Jaś, jako lunarny pan młody, pozostawałby więc w parze z kochanką – oblubienicą, słoneczną, poranną Wenus. Na Litwie, kochankiem i porywaczem słonecznej bogini Saule był przecież bóg księżyca Menulis. Od junъ wreszcie pochodzić może junak – „zuch, chwat, dzielny wojak”, co na obszarze Polski jest jednak zapożyczeniem z serbskiej poezji ludowej. Aleksander Brückner i Andrzej Bańkowski nie są zgodni w kwestii tego, czy należy termin ten wywodzić od junъ. Bańkowski zaprzecza takiej możliwości, twierdząc, że junaka nie można objaśnić jako derywatu od pierwotnegojunъ, Brückner – przeciwnie.
nocsw_opole2007_iko.jpg
Noc Świętojańska w popkulturze (TAK/Opole 2007)

Do tego samego rdzenia słowotwórczego nawiązuje jednak juniec, później joniec, czyli, na Mazowszu i wschodniej Wielkopolsce „wół młody, już dorosły, ale jeszcze nie przyuczony do chodzenia w jarzmie”. I w tym przypadku spotyka się formy miejscowe Juniec, Juńczew, oraz zdrobnienia juńczyk, jończyk. Wszystkie one pochodzą od wspomnianego już junъ – „młody”, dopiero w późniejszym okresie wypartego na północy Słowiańszczyzny przez rdzeń moldъ, o identycznym znaczeniu – „młody”. Co ciekawe, postać byka należy łączyć w pierwszej mierze z postacią młodego księżyca, do którego sierpowatej formy nawiązuje swoimi rogami[4]. Obrzęd składania w ofierze byka, którego krew zlewano do dziury wygrzebanej pod dębem, może mieć swoją reminiscencję w bajkowym motywie wędrówki najmłodszego syna przez studnię lub inny otwór w ziemi do podziemnej krainy, czyli zaświatów.

Korzeni wszystkich wymienionych imion i nazw należy szukać w praindoeuropejskim *youn-o-s, mającym swoje odbicia w litewskim jaunas, sanskryckim yuvan, łacińskim iuvenis i iunior, gockimjungs, niemieckim jung, angielskim young, holenderskim jong, szwedzkim ung[5]. W folklorze łotewskiem napotykamy Jānisa, bóstwo związane ze świętem Jāni– czyli letniego przesilenia.Jānis, później utożsamiony ze św. Janem Chrzcicielem, przynosić ma według przekazów radość i obfitość, jego siedzibą i miejscem gdzie się ukazuje jest drzewo, wysoka góra albo kamień. Walczy z wilkami, a jego żona nosi na imię Mora[6]. Jest to zbieżne z ruskim określeniem bratków, Iwan-da-Mar’ja również kojarzonych z mitem świętojańskim. Według innych przekazów, Janis jest kochankiem Córki Słońca, z którą podróżuje w opowieściach rzeką. W przypadku Córki Słońca chodzi być może o poranną Wenus, Gwiazdę Zaranną, gdyż wschód Słońca zwany jest u ŁotyszyJani[7].
Jeśli więc, czytając stare bajki, napotkamy kiedyś baśniowego Jasia, to należy wziąć pod uwagę, że reprezentuje on najprawdopodobniej jednego z dawnych bogów lub herosów. Być może trzeciego syna, najmłodszego z całej grupy, skąd jego miano.

Grzegorz Niedzielski
(26.07.2011)

liniaszara.jpg

 

Przypisy:

[1] Kempiński A. M., Encyklopedia mitologii ludów indoeuropejskich, Iskry, 2001, str. 329
[2] Bator W., Drzewo sięgające nieba. Szamanizm i dyfuzjonizm w węgierskiej baśni magicznej; Nomos, Kraków; str. 126 – 127
[3] Bartmiński J. (red.), Słownik stereotypów i symboli ludowych. T. I*, Wydawnictwo UMCS, Lublin 1996, str. 187
[4] Szyjewski A., Etnologia religii, Nomos, Kraków 2001, str. 448 – 449
[5] Wszystkie informacje etymologiczne i cytaty za: Bańkowski A. – Etymologiczny słownik języka polskiego. Tom I, PIW, Warszawa 2000, str. 397
[6] Zubiński T., Słownik mitów i tradycji rodzimych narodów Estonii, Litwy i Łotwy, Starachowice 2010, str. 42
[7] http://pepe.blox.pl/2010/10/Brzmienie-Lotwy-czyli.html

Źródło: http://www.bogowiepolscy.net/jas.html

Imiona Słowiańskie – jar czyli mocny

Z okazji Jary Godów, stwierdziłem, że można rozpocząć cykl popularyzacji imion słowiańskich, rozpoczynając od imienników tegoż święta czyli JARY. W końcu właśnie ten okres to rozpoczęcie pokazu sił natury jakie drzemią w naszej świętej ziemi. Zapraszam do lektury.

V__11BF

Człon jaro bądź jero, jiro jest jeden z najpopularniejszych członów imion jakie możemy usłyszeć, od kilku lat dla wielu posiadacz imienia z tym członem jest znienawidzony, a imię jest godne stosowania dla swoich synów i córek, szczególnie jeżeli zapowiadają się na osoby krzepkie przez całe życie, nie tylko fizycznie, ale także umysłowo.

Człon JARO w językach słowiańskich oznacza nic więcej jak „mocny, silny, krzepki, świeży, gorący, jasny, potężny” ale też „gniewny, porywczy, srogi, surowy”. Imiona które posiadają ten człon to najpopularniejszy: JAROSŁAW, ale także JAROMIR. Pamiętajmy, że kobiety też takie imię mogą stosować, szczególnie że spotykamy imiona u kobiet  tj. Jarosława. Dlatego będę mówił o imionach w wersji męskiej, ale wystarczy dopowiedzieć -A i mamy wersję żeńską imienia.

Lista używanych imion:

  • Jarosław|a
  • Jaromir|a
  • Jarostryj|a
  • Jaromiar|a
  • Jarogniew|a lub Jerogniew|a
  • Jaropełk|a
  • Jaroma

Takim samym znaczeniem uosabia się inny człon w imionach słowiańskich tj. Święty – stosowany częściej przy zwiększonej indoktrynacji kościoła katolickiego. Jednakże przed łacinnikami oznaczało to samo. Dlatego powiedzenie do Jarosława, Świętosława byłby praktycznie tym samym imieniem. Wg mojej opinii siła i moc członu Święt- dotyczyła sił mentalnych, sił umysłu, a Jaro- sił witalnych, fizycznych. Być może dlatego tak dużo imion z tym członem przetrwało do naszych czasów.

Lista imion które można spotkać to:

  • Świętobór|-bora
  • Świętobor|a
  • Święciech|a
  • Święcimir|a
  • Świętomir|a
  • Świętorad|a
  • Świętosław|a – imię księżniczki, siostra Bolesława Chrobrego, królowej Skandynawii i Anglii
  • Święcesław|a
  • Święcsław|a
  • Święcisław|a
  • Święcsław|a
  • Świętobój|a
  • Świętopełk|a lub Świętopałk|a
  • Świętopełek, Świętopełka
  • Świętożyźń|a
  • Świętoch|a
  • [!!!] Świętowit – imię Boga Najwyższego panteonu słowiańskiego

Bardzo podobnym w znaczeniu członem, ale trochę innym od jaro- jest JACZE czy znakomitszy, mocniejszy jednakże imię z tym członem otrzymywali ludzie prawdziwie utalentowani w swojej dziedzinie. Oczywiście zbiegiem czasu otrzymywały dzieci, których rodzice pragnęli aby ich dziecko było najlepsze, co jest naturalne. Dlatego spotykamy takie imiona jak:

  • Jaczesław|a
  • Jaczewoj|a
  • Jaczermir|a

 

To na tyle tym razem, będziemy starać się uzupełniać dane w tych artykułów.

 

Xoszocz czyli książe, chościsko

Janusz Roszko w swej książce pt „Kolebka Siemowita„(s.169) podejmuje temat słowa Chościsk, którego użył Gall Anonim zarówno w odniesieniu do Popiela, jak i … Piasta. Autor książki łączy to słowo ze słowem „xoszocz„, użytym w „Kazaniach gnieżnieńskich„, a które ma oznaczać próbę łacińskiego zapisania słowiańskiego określenia… księcia. W tym sensie gallusowe słowo „chościsk” przy obu bohaterach oznacza, że Popiel to książę, a Piast … syn/krewny księcia, choć nie wiadomo jakiego…

Tym samym przejęcie władzy w Lechistanie ma znamiona roszady dynastycznej. Można powiedzieć: klasyczne przetasowanie na szczytach władzy. Smaczku dodaje tutaj bp Wincenty Kadłubek, który syna Piasta, Siemowita, wskazuje jako dowódcę wojska w tym czasie. Wiemy z innych historii, że szef wojska często sięgał po władzę… Poza tym jakoś dziwnie mało o samym Piaście u władzy…

689px-Great_moravia_svatopluk=20-=20Kopia_1

Czytaj dalej

Bałwan – nie taki biały jak go malują

10613102_10152334407409366_5505146630794056728_nBałwan – słowo wspólne wszystkim językom słowiańskim, określające posąg bóstwa obdarzony czcią, czyli idola. U Słowian zachodnich występuje ono w formie bałwan, zaś u południowych i wschodnich bołwan. Wyraz ten został zapożyczony z sanskrytu bala (siła, moc) plus przyrostek -van oznaczający posiadanie, a więc etymologiczne „bałwan” znaczy „silny”, „potężny”. W języku kirgiskim balvan to siłacz lub bohater zaś w perskim pahlevān oznacza bojownika, bohatera, ale także słup na jego cześć, kloc, bryłę lub głupca. To ostatnie znaczenie, pierwotnie uboczne, zadomowiło się w językach słowiańskich po chrystianizacji, czyniąc z bałwana określenie wyraźnie pejoratywne. Fakt, że wszystkie języki słowiańskie posiadają wspólne słowo opisujące posągi kultowe, może wskazywać na wczesne rozpowszechnienie idolatrii wśród Słowian, być może w efekcie wpływów tureckich lub irańskich. Słowem o podobnym rodowodzie jest „bóg” z sanskryckiego „bhaga”/irańskiego „bag”. W Indiach często określa się boga słowem „bhagvan”, „bhagwan” (Bhagawan).
Słowem pochodnym od bałwana jest bałwochwalstwo.

Czytaj dalej