Boruta i Boginki

Boruta to w wierzeniach staropolskich strażnik podziemnych skarbów oraz obrońca ludzi w potrzebie. Gdy jest to konieczne pomaga on ludziom wszystkich warstw społecznych, poczynając od prostego ludu po samego Króla Polski. Cecha ta jest szczególnie podkreślana w polskich wierzeniach dworskich i ludowych. Równocześnie Boruta nie stroni jednak od wielkiego zamiłowania do uczt, zbytków, psot i burzliwych romansów. Boruta słynie także z ogromnej siły i umiejętności przybierania dowolnej postaci, w tym zamożnego szlachcica, młynarza, czarnego konia, sowy, a nawet rogatej ryby. Mimo, że często zwany diabłem w rzeczywistości jego charakter – co należy podkreślić – ma niewiele wspólnego z cechami diabła chrześcijańskiego.

boruta.jpg
Trzecia ilustracja nowej serii – Boruta i Boginki.

 

 

 

Czytaj dalej

Reklamy

Licho – demon słowiański

1460254_172487779624747_990055102_n
Zły demon słowiański, który szczególne lubił rujnować ludzkie szczęście. Personifikacja zła, nieszczęścia i chorób.

Licho budziło wielki strach, lecz względnie rzadko ukazywało się ludziom. Zazwyczaj w ludzkich opowieściach o lichu, demon ten pojawiał się pod postacią przeraźliwie wychudzonej kobiety z jednym okiem, niszczącym wszystko dookoła.

Co mogło zrobić licho, by uprzykrzyć życie człowiekowi? Niemalże wszystko! Podpalić dom lub też zesłać głód, zarazę bądź biedę. Licho zazwyczaj nie zadomawiało się na długo w jednym miejscu, było demonem wędrującym. Czasem jednak mogło zostać na dłużej w jednym gospodarstwie – wówczas to dla czystej złośliwości mogło wyrywać szczeble z drabiny bądź też obluzowywać siekiery.

W przeciwieństwie do innych demonów, przed lichem nie było można się w żaden sposób uchronić. Nie dało się go również ugłaskać. Jedynym wyjściem było dzielne znoszenie niedoli, aż do czasu, gdy licho pójdzie sobie gdzieś indziej.

Zapomniany już dzisiaj słowiański demon wciąż jest widoczny w utartych formułach językowych: do licha, tam do licha, pal licho, licho wzięło, licho nie śpi, gdzieś go licho niesie, licho wie, niech cię licho itd

Ptak Kania – zaklęty demon?

Kania to ptak drapieżny, jednak lud wierzył, że może przyjąć ludzką postać i stać się demonem porywającym dzieci. Powszechnie twierdzono, że kania to dziewica o nadzwyczajnie pięknej urodzie. Kania przybywała zawsze otoczona obłokiem na którym wędrowała od wsi do wsi. Nie można jej było spotkać za dnia, a co jedynie wieczorem.

Uwagę kani przykuwały samotnie błąkające się dzieci. Zwabiała je do siebie różnymi sposobami, a przede wszystkim obdarowywała łakociami, dlatego dziatki lgnęły do niej jak do matki. Pochwyciwszy dziecię, kania odziewała się gęstym obłokiem i uniesiona na nim odlatywała nad dzikie lasy i stepy. Z owych krain porwane dzieci nigdy już nie wracały. Wieść gminna niesie, że był to rozdzierający widok.

Kania w świadomości ludu została utrwalona w przysłowiu, którego używano na przestrogę: „Dzieci! kania leci!”.

Źródło: O. Kolberg, Dzieła wszystkie.

Polewoj, Polewik – odpowiednik Południcy

Słowiański demon polny, żyjący w zbożu i opiekujący się nim. Męski odpowiednik południcy.

Polewika wyobrażano sobie jako niskiego mężczyznę o ziemistej cerze, z kłosami zbóż zamiast zarostu. Polewiki przechadzały się w południe i o zachodzie słońca po miedzy. Napotkanych przechadzających się ludzi mogły wyprowadzić w pole (to metaforyczne), zaś śpiących poddusić bądź zdeptać. Najbardziej nie lubili pijanych ludzi, których w przypływie emocji mogli nawet zabić.

Żniwa nie były dobrym czasem dla polewików, które zmuszone były uciekać przed sierpami. Ukrywały się przed nimi sukcesywnie przez całe żniwa, aż ostatecznie chowały się w ostatnim zebranym snopku. Ludzie mieli w zwyczaju to uszanować, dlatego ten ostatni snop zabierano i umieszczano w rogu stodoły, gdzie polewik mógł przetrwać do następnej wiosny.

Kikimora lub Sziszimora

11148410_396678287205694_8443356627720678296_nWschodniosłowiański szkodliwy duch domowy.

Kikimora to kolejny słowiański duch (obok Domowika, Ubożęta i Korgorusza), który ściśle wiązał się ze środowiskiem domowym. Przyjęło się ją uznawać czasem za żonę Domowika.

Kikimory pojawiały się najczęściej jako maleńkie kobiety, choć też czasem potrafiły stawać się niewidzialne. Istoty te były wyjątkowo złośliwe dla mężczyzn, poza tym – budziły niemowlęta, plątały przędze i dokuczały zwierzętom domowym, zwłaszcza kurom. Zamieszkiwały najczęściej miejsca wilgotne – np. piwnice.

Wolny czas kikimory spędzały na przędzeniu i dzierganiu koronek, dlatego też furgot ich wrzecion uznawano powszechnie za zły znak. Kikimory mogą być też kojarzone ze słowiańską boginią Mokosz, która przetrwała w folklorze wschodniosłowiańskim właśnie jako kobieta przędąca nocą wełnę, kojarzona z wilgotnością i (czasem) z seksualnością.

Możemy jedynie gdybać nad tym, dlaczego kobiecy duch domowy uznawany jest za szkodliwy, podczas gdy te bardziej męskie były często przyjazne gospodarzom.

Źródło: My Słowianie

Płonnik, Plonka – opiekuńczy demon

21312_359751254231731_924245774496927276_nZwykle w dziedzinie wierzeń działo się tak, że bogów pogańskiego panteonu z czasem degradowano do rzędu demonów i diabłów. Ów los spotkał także PŁONNIKA. Pierwotnie był to demon opiekuńczy, który chronił zboże. Płonnik znany jest również pod nazwą PLONNIKA lub PLONKA.

W starszych wyobrażeniach PŁONNIK jest ukazywany jako pół-człowiek i pół-diabeł. Ludzie w podaniach zaznaczali, że PŁONNIK zawsze chodzi na czarno odziany. Jedną stopę posiadał ludzką, a drugą psią. Na wsiach opowiadano, że w wigilię św. Jana, przed wschodem słońca, na ukos przechodzi przez łan zboża i sierpem wycina wąziutką ścieżynę. Płonnik idąc, zabierał z kłosów plon. W łanie natomiast miały pozostawać całe pasma o pustych kłosach.

Czytaj dalej

Domownik – Domowy demon opiekuńczy

chata-i-posag

W opozycji do większości demonów zamieszkujących: lasy, wodę, niebiosa, a więc dla ówczesnych Słowian – przestrzenie mistyczne, duchy domowe były swojskie i przyjazne. Co więcej odznaczały się pracowitością, zaradnością, a zdarzało się, że miały niebywałą smykałkę do „interesów”. Właściwie nie wiadomo czy opisywać te wspaniałomyślne stworzenia w liczbie mnogiej czy pojedynczej. Wyobrażenia ludów wskazują na wielość postaci pod jakimi ukazuje się domowy demon. Z drugiej strony zawsze chodzi o tę samą istotę, która mości się w przeróżnych zakamarkach chłopskiej chaty, w nocy opiekuje się gospodarstwem i dba o całą rodzinę. Niech to więc będzie jeden duch opiekuńczy, ale w wielu wcieleniach – tak jak cała Słowiańszczyzna – barwna i różnorodna.

Czytaj dalej