Gwiazdy u Słowian

Przekonanie, że losy ludzi są sprzęgnięte z losem gwiazd było obecne zarówno u Słowian, jak i innych ludów starożytnych na wschodzie i zachodzie Słowiańszczyzny.

Słowiańscy wieśniacy twierdzili, że każdy człowiek ma przypisaną sobie jedną gwiazdę. Małe gwiazdy przypisywano ludziom nieznacznym, zaś większe – bogatym i możnym. Wiara w związek człowieka z gwiazdą przejawia się np. w bułgarskim ‚takava mu je zvezdata’ (‚taka już jego gwiazda’) lub ‚to je slabo zvezdo’ (‚to jest słaba gwiazda’ – o chorowitym dziecku). W Polsce znany jest zwrot ‚urodzić się pod szczęśliwą gwiazdą’.

Gdy człowiek się rodzi – na niebie pojawia się nowa gwiazda, gdy umiera – jego gwiazda spada. Obfite spadanie gwiazd świadczy zatem o tym, że gdzieś na świecie toczy się właśnie krwawy bój. Odnośnie spadających gwiazd – istniał też przesąd, że spadająca gwiazda to przelatująca dusza nieochrzczonego dziecka, które przed chwilą zmarło. Z tego też powodu, na terenach, gdzie istniał ów przesąd, przyjęło się z czasem przeżegnanie i nadanie imienia nieochrzczonemu dziecku.

Z bardziej słowiańskich wierzeń należy wspomnieć o Wielkorusinach, którzy w przemieszczających się gwiazdach widzieli żmijów niosących pieniądze. Białorusini o biegnącym meteorycie mówili, że „żmij poleciał”. Na tych terenach wierzono też, że czart pod postacią żmija zanosi pieniądze bądź zboże do swojej żony-wiedźmy. Z tego powodu wiedźm szukano w miejscach, gdzie meteor znikał bądź się rozprysnął.

W Słowenii wierzono, że ruchome gwiazdy to skrzaty, zaś w Serbochorwacji i Bułgarii widziano w nich smoki lecące do swych kochanek bądź do kobiet, które chcą porwać.

Przypisywano gwiazdom również wywieranie magicznego wpływu na przedmioty. Z tego też powodu na terenach Bułgarii wystawiano lecznice zioła na działanie nocnego światła, by w ten sposób preparaty nabrały leczniczych właściwości. Wszelkie atrybuty do wróżbiarstwa również zyskiwały dodatkową moc za sprawą gwiezdnego światła.

Źródło:
K. Moszyński, Kultura ludowa Słowian.

Demonologia słowiańska – studium

leszy

Bogowie słowiańscy zostali utopieni w Dnieprze i Zbruczu ich popioły zostały wywiane ze zgliszcz Arkony a święte gaje wykarczowane przez krzewicieli nowej wiary. Jednak mglista pamięć o nich przetrwała w świadomości współczesnych czasem pokryta obcym nalotem i częściowo schrystianizowana.

zmora

 Nasz folklor roi się od różnych istot, które niegdyś otaczały bogów pierwszego rzędu, a po zniszczeniu miejsc kultu kontynuowały swój byt w kręgu domowym. Pomagały ludziom rozumieć budowę świata i jego fazy.  Szczególną rolę dla naszych przodków, odgrywały dusze zmarłych członków rodziny lub bliskich osób. Wierzono, że dusza jest obrazem, kopią człowieka za życia.

 
Czytaj dalej

Wojciech Świętobor Mytnik „Przebudzenie”

Śniłem rozdroża losu, bezkresy tęsknoty,
Tragiczną, nieuchronną grozę niekochania,
Śniłem królestwa bólu, powrósła niemoty,
A skryte twarze Boga Wszechświat mi przesłaniał.

Śniłem samego siebie skłóconego z życiem
I krzyk, co w szare dale płynął bez imienia –
I czas, co nogi głaszcząc, przemykał gdzieś skrycie,
Gdy mroczne myśli Boga Żywioł mi zacieniał.

Mój sen nie dostał szansy, by się w jawę zmienić,
Bo zbudził mnie ktoś wczesną godziną świtania –
Błądziłem więc stopami pośród martwych cieni
Mchów jesiennego lasu, co Bóstwo zasłaniał.

Aż w końcu zrozumiałem. W nowy sen zbudzony,
Co jawą nader jasną zagrodził mi drogę,
Wzrok swój wbiłem – jak sztylet – w cztery świata strony,
W milczące ciało lasu. Przebóg! On był Bogiem!

23 listopada 2014 r.

Strala, Srala – Demonologia

STRALA, SRALA

Strala, Srala według ludowych wyobrażeń jest demonem wietrznym, który dokucza ludziom i wyprawia im różne psoty. W polu podczas żniw zdarzało się słyszeć, jak jeden parobek mówił do drugiego: „ej ty srala”, co mogło oznaczać: „ej ty brzydki, nieczysty duchu, psotniku”. Zwrotu tego używano jako żartu, choć niekiedy pełnił funkcję obelżywej obelgi. Strala nie był niebezpiecznym demonem, jednak czasem lubił przesadzić, co do ilości płatanych figli. Wtedy potrafił kogoś poturbować lub nakłonić do złego.

Według zanotowanych relacji, Srala przybierał postać kusego, niskiego człowieka, który był ubrany w czerwony frak lub kurtkę, błękitne spodnie lub szarawary i kapelusz. Znakiem rozpoznawczym Srali były trzy rogi na głowie. Mógł przyjąć także postać czarnego psa, wilka, konia lub cielaka. Gdzie tylko pojawił się, tam od razu utrudniał chłopom pracę rolnicze. Podczas żniw psuł snopy, tańczył dookoła z całą kopą siana, niszczył roboty zaczęte w polu. Niekiedy Strala opuszczał pole i przenosił się do wiosko, wtedy zrywał dachy i strzechy domów. Ów demon szczególną radość czerpał z płatania figli kobietom, zadzierał im chustki do góry, fartuszki i spódnice.

Srala utożsamiany bywał z tańcem, gdyż powiadano, że gdy tylko co napotka, to od razu ciągnie w taniec do góry. Kiedy wystarczająco dokuczył ludziom, to swą obecność zaznaczał głośnym, parskliwym, dalekonośnym, wśród pól przeraźliwie rozlegającym się śmiechem.

We wsi Tomaszowice pod Krakowem zanotowano opis spotkania chłopa ze Stralą:

Sed chop na jarmark. Przysed na jedno paswisko, napotkał cielątko małe, co ono becało, bo go pasterze odegnali. On się tego cielęcia uzałował; – takie maluśkie, peda (powiada) i cierpi zimno. Ozciągnoł płachtę i na płachtę go włożył, wzion na plecy i niesie. Przysed nad wodę, to ciele mu okrutnie śćięzało chciał przejść, a woda głęboka. Ciele jak zaceno beceć w płachcie i skakać i dokazywać, wrzuciło go do wody i staplało. Zanim chop wylaz z wody, to juz gwizdało na wirzchu i uciekało. Bo z cielęcia zrobiuł się gwizdek, diabeł.

Chłop wobec figli Srali nie był jednak bezbronny, kiedy Srala w postaci wiru zaczynał kręcić w kółko i po polu zrywać garści zboża albo siano rozrzucać, wówczas należało wyjąć nóż i cisnąć nim w to kółko, bowiem wierzono, że ów nóż na pewno ugodzi w nogę demona, a kropla krwi ukażę się w tym miejscu na ziemi.

Źródło: O. Kolberg, Krakowskie.
Obraz: J. Chełmoński, Babie lato.

Tęsknota Swarożyca – Kazimiera Iłłakowiczówna

Kazimiera Iłłakowiczówna „Tęsknota Swarożyca”

Puszcza go otoczyła, kruk nad nim zakrakał,
A teraz cicho… Nie słychać ni lasu ni ptaka!
Puszcza obrosła go, przywaliła gęstwą i cieniem.
Opleciony chmielem – słup. Oblepione mchem – kamienie.

Ofiarny głaz – zasypan wiekowem liściem.
Ścieżki – zalane jeżyną. Nie ma dostępu ni wyjścia.
Czterema twarzami tęskni spętany Swarożyc:
„Ach, kiedyż, kiedyż mój grom drogi do mnie otworzy?!

Słyszę jak szuka mnie ten, który mi służy:
Ciemnieje ciemność, to nad borem przeciąga burza,
Piorunami sięga po mnie, po same puszczy trzewia,
I nie zna dróg, i błąka się, i cofa, i nie wie…

O piorunie, ręko moja, włado moja, mój synu,
Rozgrom sto lip, sto jodeł, rozerwij, roztargaj gęstwinę!
Otom jest… Klon przez pierś mą przebił się gałęzią.
Otom tu… Próchno świerkowe, brzozowe, bukowe mnie więzi.

Cała puszcza leży na mnie, przerasta mi przez serce…
Nie ustawaj mścicielu mój!.. Rozwalaj, rozkruszaj, rozwiercaj:
Niechaj padają modrzewie, niech wali się dąb o dąb…
Wyszarpnę, wykorzenię, wyrwę! A ty rąb, a rąb, a rąb!”

Wojciech Świętobor Mytnik „Ubożę”

1522846_900161963327548_6962911386932355522_o

Świeca jasno płonąca o północy porze,
Kształty nocy czyniąca wielką tajemnicą,
A w jej blasku za oknem ciekawe ubożę –
Patrzy się i zachwyca rzeźbioną gromnicą.

Pierwszy raz zobaczyło ogień w środku nocy.
Tak się ciepło zrobiło w duszy jego małej.
Cóż za źródło magiczne, święte źródło mocy,
Co za błogosławieństwo od niebios wspaniałe!

W głębi izby przy ścianie z drewna stoi łoże.
Na nim człowiek zmęczony całodzienną pracą.
Spoglądnęło zza okna nań ciche ubożę:
„Niechaj świat mu się kłania, a plony bogacą,

Niech mu ziemia żyźniejszą trzykroć teraz będzie,
Niech Bogowie zsyłają wszelkie świata dary…”
Zgasła świeca smęt czyniąc w pogańskim obrzędzie.
Zmarł na łożu swym człowiek zmęczony i stary.

Widmo jego spogląda w oczy ubożęciu:
„Dobra duszo, dziękuję twym gorącym modłom.
Dzięki nim zarabiałem zawsze za dziesięciu.
Oby i moim dzieciom tak się dobrze wiodło.”

Poszło z człekiem ubożę aż pod złote wrota
Szczęścia wiecznych zaświatów, gdzieś w welańskie raje.
Chadza człowiek po Nawii wielkich niezmierzotach,
A ubożę pod oknem domu znów wystaje.

16 maja 2002 r.