Teologia Wiary Rodzimej – recenzja książki

Dzisiaj przedstawiamy recenzję książki napisanej przez Konrada T. Lewandowskiego zwanego także pod swoim słowiańskim imieniem Przewodas. Postać KTL dla wielu jest kontrowersyjna, ale po przeczytaniu jego książki o tytule: Teologia Wiary Rodzimej muszę przyznać, treść tej książki jest bardzo ciekawa i pouczająca. Dlatego już na początku mówię, polecam przeczytać.

Przypomnijmy sobie najpierw czym jest Teologia (gr. θεος, theos, „Bóg”, + λογος, logos, „nauka”) – dyscyplina wiedzy posługująca się metodami filozoficznymi w wyjaśnianiu świata w jego relacji do Boga lub Bogów. (Wikipedia)

Książka chociaż krótka bo posiada blisko 100 stron tekstu może stać się w przyszłości jedną z ważniejszych pozycji dla nowego nurtu nauki o Bogach. Autor świetnie obrazuje wiele powiązań historyczno-kulturowych oraz pokazuje jakimi sprzecznościami żądzą się wierzenia monoteistyczne i ideologie które wyrosły na bazie wzajemnych sprzeczności.

Hasła typu: „Jeden Bóg, Jeden Pasterz i Jedna Owczarnia” [przyp. red. LS, Biblia, (e. Jana 10,16)] jest tylko o krok do „Jedna Rzesza, Jeden Naród, Jeden Wódz” [str.31, TWR]

lada

Mnie osobiście książka wciągnęła ponieważ koncepcje wiary rodzimej są tutaj opisane tak jak ja sam ją widzę, ale także rozszerzając moją wiedzę lub obierając w słowa moje spostrzeżenia, które wcześniej nie potrafiłem określić. Patrząc jakie nurty politeizmu przedstawiają różne kościoły i grupy rodzimowiercze, i w ogóle pogaństwa w krajach słowiańskich. Książka pobudza do debaty – a nie krytyki – teologicznej rodzimowierstwa. Autor pokazując na przykładzie różnych bóstw i bogiń nie zamyka drogi do debaty politeistów i nie tylko, ale także dla monoteistów,  a nawet animistów.

Ta ostatnia wiara jest dla mnie nowym pojęciem w stosunku do rodzimowierstwa słowiańskiego, gdzie autor książki przedstawia rodzimowierstwo jako połączenie politeizmu i animizmu. Politeizm to wiara przepełniona pierwiastkiem męskim, oraz wiara dla bardziej wyedukowanej części społeczeństwa (naszych Przodków), a animizm to wiara z pierwiastkiem żeńskim, dla ludu pomniejszego.

a00836004426bb83aca75c8bd9fd.jpgTaka koncepcja jest bardzo prawdziwa, patrząc nawet w jaki sposób My ludzie przedstawiamy Bogów – zawsze jako ludzi twardych, pięknych, władców, z atrybutami takimi jakie ludzie pragnęliby. A sfera druga to ta zwierzęca, często brzydsza. Przedstawia się tak bogów i boginie zdegradowane w panteonie np. Leszy (zwierzę), Jaga (stara kobieta, baba). Muszę przyznać że jednakże Bóg Weles też jest często przedstawiany jako zdegradowany bóg, tudzież przez to że traktowany jest w chrześcijańskiej sferze jako diabeł (opiekun bydła rogatego) czy demon (żmij). Współcześnie jako jego wyznawcy – staramy się aby jako bóg bogactwa i przysiąg wrócił na należne mu miejsce w panteonie Bogów.

(…) animizm i politeizm wzajemnie się uzupełniają. Zwykle ich relacje polegają na tym, że bezpostaciowe animistyczne duchy są stopniowo antropomorfizowane i personifikowane aż stają się pełnoprawnymi politeistycznymi bogami. Natomiast bogowie, którzy przegrali konkurencję o znaczące miejsca w panteonie są degradowani z powrotem do roli animistycznych demonów i duchów. [TWR, s.46]

Książka to cykl 3 wykładów:

  • Rodzima koncepcja Boga i Absolutu
  • Żeńskie atrybuty boskości
  • Duchowa tożsamość Rodzimowierstwa

Te trzy tematy to także trzy drogi jakimi idą ludzie którzy stają się rodzimowiercami.  Dlatego Teologia Wiary Rodzimej jako nauka która czas aby powstała na poważnie, dzięki takim wypracowaniom jak książka pana Lewandowskiego. To nauka która powinna zdejmować szaty z postaci Bogów które umniejszają ich godności, czci i pokazują ich świetle negatywnym.

Początek i koniec książki zawiera dla mnie przesłanie które chciałbym aby stało się czymś poważnym dla przyszłych pokoleń Polaków i Europejczyków.

Rodzimowierstwo polskie pierwszych dwóch dekad XXI wieku jest żywiołowym ruchem społecznym, napędzanym przez odrodzenie nastrojów patriotycznych, modę na rekonstrukcję i niechęć do Kościoła Katolickiego. ta ostatnia motywacja jest szczególnie silna, w niektórych środowiskach wręcz dominująca. (…)
Jednak emocje, zwłaszcza negatywne, nie są dobrą prognozą na dalszą przyszłość. Gniew i bunt to słabe fundamenty dla jakichkolwiek trwalszych przedsięwzięć.
Emocje się wypalają, mody przemijają (…)

i cytat z końca książki:

Mamy więc przed sobą trzy drogi.
Pierwsza, rodzimowierstwo przeminie jako chwilowa moda;
Druga, rodzimowierstwo przegra (…), tym razem w konfrontacji z islamem;
Trzecia, rodzimowierstwo zmarginalizuje monoteizmy (…).

Oczywiście w punkcie trzecim mowa o rodzimowierstwie europejskim, a nie stricte słowiańskim.


596997-352x500.jpg

Książka dostępna do kupienia jest za jedyne 25zł przez serwis Exlibris.

Opis ze strony autora książki:

Książka niniejsza zawiera zarys rodzimej teologii politeistycznej, ujęty w formie trzech autorskich wykładów, poświęconych słowiańskiemu pojęciu Boga, żeńskim aspektom boskości oraz rodzimowierczej tożsamości.

Praca zawiera ponadto uzgodnienie starożytnych koncepcji Przodków ze współczesnym stanem nauki, przygotowuje wyznawców wiary rodzimej do możliwych polemik z chrześcijańskimi misjonarzami oraz stanowi zachętę do własnych studiów i poszukiwań duchowych.

Konrad T. Lewandowski – ur. 1966, pisarz, doktor filozofii, członek Rodzimego Kościoła Polskiego

 

Reklamy

Bies i szyszkoń

Czas przedstawić kolejne stwory z demonologii słowiańskiej tym razem będą to biesy i szyszkonie, stwory które są uosobieniem strachu i groźnych zwierząt.

Bies.jpg

Tam gdzie w pogoni za zwierzyną nie zapuszczali się nawet najodważniejsi woje. W najgłębszej gęstwinie czarnego boru, gdzie z rzadka docierały ciepłe słoneczne promienie. Wśród grzęzawisk, moczarów i upiornie powyginanych suchych drzew . Pośród omszałych i popękanych ze starości kamieni żył Bies. Był to okropnie pokraczny stwor, wysokości dwóch rosłych wikingów, o tułowiu potężnego tura, porośniętym wężową łuską, na grzbiecie zaś miał długą, sztywną niedźwiedzią sierścią o płowej barwie. Miał pysku dzika z ostrymi dziczymi szablami, i kłami wielkości dłoni mężczyzny. Wielkimi sterczącymi uszami i z porożem jelenia. Na które nabijał nieszczęsnych przeciwników. Miał też gruby ogon zakończony kościaną ostrą wypustką, którą zadawał rozległe rany. Przednie łapy zakończone jak u niedźwiedzia wielkimi pazurami, tylne zaś potężnymi silnymi kopytami. Wydawał z siebie groźny pomruk lub ryk który niósł się puszczą daleko budząc grozę.

Szyszkon.jpg

Już same imię Bies wzbudzało w ludziach strach. A przy dzieciach nikt nawet nie śmiał wypowiedzieć tego słowa aby nie rozbudzić ich wrodzonej ciekawości zobaczenia tego stworzonia. Bo bies to było samo zło i przerażenie. Opowiadali ludzie, że ten co na własne oczy zobaczył biesa, ten w ciągu jednej chwil osiwiał. Biesy były samotnikami, i nie wiadomo skąd brały się ich młode, mogły rodzić się z wielkich kamieni w kształcie jaja. Na których biesy spały wygrzewając je swoim brzuchem. Ale po prawdzie nikt tego nie dociekał. Czasem za kompanów miały innego demona. Równie paskudnego stworzonia – szyszkońa. Który dręczył drzewa, kornikami i innymi szkodnikami. Był on niewielkim skrzatem leśnym, wielkości borsuka z wielką, okropnie pomarszczoną gębą. W której gnieździły się wszelakie paskudniki niszczące drzewa. Szyszkoń przeskakiwał z drzewa na drzewo plując na nie i tak zarażał je paskudnikami. Leszy pan lasu i jego ludu, z szuszkoniem rozprawiał się dość szybko. Celny rzut kamieniem i demon padał martwy. Lęgły się szyszkonie z ciał leśnych podpalaczy.

Bies nie bał się nikogo ani niczego z równą zawziętością krzywdził ludzi jak i leśny lud. A najbardziej to, zwiewne panny leśne, które krzywdził tylko za ich urodę. Jedynym przed kim umykał był sam Leszy. Ten rozsierdzony do żywego potrafił pogruchotać kości biesa tak, że długo o nim nikt nie słyszał. Stworzoń zaszywał się wówczas , gdzieś w głębi moczar i wylizywał swoje rany.

Bies-autorstwa-artysty-Zdzisława-Pękalskiego.jpg
Bies autorstwa bieszczadzkiego artysty

Bestie potrafiły czarami zmącić umysł człowieka tak, że wpadał on w szał, niszcząc wszystko co miał po drodze. Lubiły też powoli rozprawiać się ludzi czerpiąc radość z ich cierpienia. Nie było zatem wielu śmiałków chcących polować na stworzonie. Zabić biesa mógł tylko człowiek, na szczęście, niekoniecznie o czystym sercu.

Nienawiść biesa do rodu ludzkiego przejawiała się też, poprzez podpalanie pól uprawnych, pożeranie całych stad bydła, czy ściąganie na wsie różnych chorób. Wielkie wichury wraz z ulewnym deszczem i powodzią, też bywały zasługą tego potwora.
To właśnie na grzbiecie Biesa, wędrowała przez świat bogini Mora.

 

Źródło: BajankiPogadanki,

https://www.facebook.com/permalink.php?story_fbid=1983409358339747&id=917421911605169

Podania i wierzenia ludowe – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 6

To jest ostatnia część szóstwa artykułu z materiałów etnograficznych Józefa Ciochonia.
Pierwszą część jest o STRACHACH;
Drugiej znajdują się PODANIA ludowe;
Trzeciej była mowa o ZWYCZAJACH ludowych;
Czwarta część to UBIÓR;
Piąta część jest o SPOSOBIE ŻYCIA, pszczołach, gomółkach czy pijaństwie

Ta część przedstawia różne zapiski część jest niepełna, ale dla naszej strony najciekawsza. Notatki zaczynają się od punktu 18, karty wcześniejsze zaginęły lub zostały w inny sposób utracone.

Pozostałe podania ludowe

  1. [brak logicznej całości] narzeczonego. Twierdzą, że w tym razie djabeł się pokazuje pannie w postaci kawalera w lustrze.
  2. Gdy się ktoś przelęknie i z przelęknienia choruje, wtedy przelewają nad nim wosk w następujący sposób: nad głową chorego stawiają miseczkę z wodą i do tej wody wlewają roztopiony wosk. Z tego wosku wyrabiają się w wodzie różne figury i wtedy wnioskują z tych nieforemnych kształtów, czego się chory przeląkł. Tegoż sposobu używają, gdy się konie przelękną w mniemaniu, że to pomoże.
  3. Będąc jeszcze małym chłopcem na wsi, słyszałem od pasterzów następujące opowiadanie. Jak można dziewczynę do siebie sprowadzić? W tym celu chwyta się gacka (nietoperza) i wyjmuje się z niego kosteczkę małą widełkowatą, którą on ma mieć w sobie. Tę kosteczkę wbija się za paznokieć palca serdecznego. Gdy się to uskuteczniło, pierwszej nocy przyjdzie do tego mężczyzny djabeł w postaci pięknej panny. Lecz trzeba wtedy te pannę uchwycić i bić tak długo, dopóki się nie będzie prosić i zaklinać, że więcej nie przyjdzie. Puszcza się wtedy ową diablicę, która już więcej nie przyjdzie. Gdyby się z ową djablicą zapuścił w obcowanie miłosne, wtedy by ta mu urwała głowę. Jest to niejako próba dla tego mężczyzny, jak pastuchy mówią Jeżeli więc próbę z diabłem przetrzyma, wtedy gdy mu się jakąś dziewczyna spodoba, on potrzebuje tylko dotknąć się jej sukni owym czarodziejskim palcem, a ona przyjdzie do niego w nocy.
  4. Jest tu bardzo utarta klechda w całej okolicy o ziołach, mających władzę taką, że za dotknięciem tego ziela, żelazo w jednej chwili pęka, a kłódki i zamki się odmykają. Żył tu w naszej wsi Borzęcinie niejaki Fidoń starzec bardzo poważny, który dawniej miał być sławnym złodziejem, jak opowiadają. On miał mieć to ziele zaprawiane w prawej ręce i był w stanie otworzyć sobie każdy zamek za dotknięciem się ręki. Jednej wdowie Pudełkowy otworzył kłódkę od komory, do której sobie klucz zgubiła.
  5. Inne ziele ma być takie, że jeżeli się go włoży do ust, to wtedy nikt tego człowieka nie zobaczy. I tak: jedni państwo byli ze swoim synkiem w ogrodzie na przechadzce. Synek bawił się w trawie, przypadkowo włożył trawkę do ust. Rodzicom nagle syn zginął. Wołają, syn się odzywa i mówi, że on przy nich stoi. Matka zdziwiona powiedziała żeby wyrzucił co ma w ręce lub ustach, a skoro synek wypuścił z ust trawkę, w tej chwili zobaczyli go rodzice.
  6. Czarownicami u nas są jak zwyczajnie stare baby, brzydkie, niemiłe, które więcej samotnie żyją. Ich działanie rozciąga się na czarowanie krów. Krowa zaczarowana gubi powoli mleko, a jeżeli je daje, to takowe jest pomieszane z małą ilością krwi jak sam widziałem. Z takiego mleka nie będzie masła, bo się nawet zsiąść nie chce. Czary odbywają się w ten sposób:
    Czary odbywają się w ten sposób: W wigilię św. Jana udaje się czarownica w nocy na łąki i bierze ze sobą stołek o 4 nogach. Zbiera na wszystkich łąkach trawę pastewną różnego gatunku i kładzie ją na stołku. Potem przystępuje do dojenia stołka pociągając za nogi jego jak za cycki krowy i otrzymuje wielką ilość mleka. Z tego mleka robi masło. Jeżeli chce czarownica zaczarować krowy któryś gospodyni, kładzie pod przycieś stajni trochę masła. Zaczarowanie to trwa tak długo, dopóki to masło nie zostanie odszukane i wyrzucone. Jeżeli się nie chce masło zrobić wskutek zaczarowania, wtedy potrzeba wyjść na rozstaje drogi i wziąć łajno krowie lub końskie, które się tam ma znaleźć i na tym łajnie postawić maśliczkę a masło niezawodnie uda się zrobić w krótkim czasie.
  7. Jak można czarownicę poznać? Jeżeli się przez cały rok robi stołeczek, w każdy dzień zrobiwszy odrobinę i jeżeli się na tym stołeczku siądzie przy kościele gdy ludzie idzie na rezurekcją, z pewnością pozna czarownicę. Jest także mniemanie, że czarownica nigdy nie widzi głowy kapłana, gdy tenże podnosi hostię św. we mszy św.
  8. Sądzą, że ksiądz może diabła widzieć w zapusty tańcującego na przodku. W takim razie musi kazać odkopać grób jakiegoś dziecięcia i wziąć z głowy jego kość, w której było umieszczone oko. Z tą kością ma przyjść do karczmy i patrzeć na tańcujących przez jamę oka tej kości, a zobaczy na przodku tańcującego diabła. Lecz musi być przy tem ostrożnym, by go djabeł nie zoczył, boby djabeł w takim razie przyskoczył, trząsnąłby w te kość tak mocno, żeby ciekawemu Jegomości oko wyleciało.
  9. We wtorek zapustni stoi djabeł za drzwiami karczmy i zapisuje każdego, kto wychodzi z karczmy po 12 godzinie. Ta klechda jest pomiędzy ludem bardzo rozpowszechniona. Dlatego wielu wstrzymuje się od uciech wtorkowych w karczmie z obawy, by ich djabeł nie zapisał. Celem pośmiewiska jest jeden gospodarz Swarniowski, który we wtorek zapustny z całą familiją idzie do karczmy, nie uczęszczając tam cały rok.
  10. Wiejscy skrzypkowie nasi także mają z diabłem do czynienia. Jest mniemanie, że każdy lepszy skrzypek ma diabła. Takich znam 2: Kowala i Rumka (Rumek). Jeżeli na weselu lub w karczmie gra jakiś skrzypek, a przypadkowo nadejdzie drugi skrzypek mający diabła lub przynajmniej posiadający jakąś sztukę (powiadają „śtukę”) to ten przybyły potrafi, jeśli zechce, tak zrobić, grającemu żeby wszystkie struny popękały. Jeżeli grający równie podobną sztuczkę posiada, wtedy potrafi sobie poradzić, jeżeli zaś nie posiada, musi wtedy swojego przeciwnika odszukać, prosić go i traktować, by mu nie szkodził. Przeproszony bierze skrzypce do ręki, sam je stroi i oddaje grającemu. To uczynienie, jak się lud wyraża, polega także na tem, że grajacy nie musi nawet ręką ruszyć jeżeli został od innego skrzypka zezazowany.
  11. Znam też jednego człowieka w naszej wsi imieniem Zawada, który posiada sztukę wyprowadzania szczurów i myszy z domu. Przy tej operacyi wymawia pewne zaklęcie, a wszystkie szczury lub myszy idą za nim. On wtedy wyprowadza je w pole, w las lub do wody i wskazuje im miejsce pobytu. Szczury osiadają w skazanem miejscu i żadną siłą nie dadzą się stamtąd odwieść. Jeżeliby zaś do tego domu z którego się je wyprowadza, były od innego czarownika wprowadzone, wtedy jest dla wyprowadzającego wielkie niebezpieczeństwo, bo szczury rzucą się na niego i gryzą na śmierć.
    Dopisek autora na marginesie: Formułka na zamawianie wróbli: Nie moją mocą, lecz boską pomocą, na krzaki wróble, na krzaki.
  12. W sąsiedniej wsi Radłowie jest człowiek Tadeusz Jachna, który za pomocą koszuli leczy chorych. Odbywa się to w ten sposób. Zdejmuje się koszulę z chorego i idzie się z nią do Radłowa do Jachny. Jachna bierze tę koszulę, idzie pod wierzbę wymawia pewne słowa nad koszulą, trochę na nią najszczy, napluje, nasmarka, o wierzbę wybije, zwija i oddaje przybyszowi mówiąc przy tem na co jest chory ten, którego koszula, z czego chory i kiedy wyzdrowieje. Daje mu się szustkę (10 kr) lub też jaki prezencik: masło, sera lub jaj. Przyszedłszy do domu wdziewa się koszulę na chorego, który bardzo często wyzdrowieje przypisując uleczenie Jachnie. Ponieważ się to bardzo często powtarza, dlatego ten człowiek ma wielki rozgłos w okolicy.
  13. Ziele święcone na dzień 15 sierpnia wynoszą zaraz po sumie w pole do kapusty w mniemaniu, że gąsienice nie będą kapusty psuły. Wieczorem ziele przynoszą do domu.
  14. Utrzymują, że jeżeli gospodarz po żniwie wszystkie sierpy położy na piecu i wymówi: „Ja już pożąłem, znijcie teraz wy” może być pewnym, że ani jeden świerszcz przez cały rok nie postoi w jego domu.
  15. Lud nasz wierzy mocno, ze są tacy, którzy potrafią drugiemu napędzić jakąś chorobę, lub sprowadzić nieszczęście przez zarazę bydła i tak n.p.
    Mój brat Franciszek jest kowalem, a że niedługo się uczył i dobrze zna robotę, wzbudził zazdrość podobnych kowali wiejskich. Ze zazdrości ci uczynili (bo się tak lud wyraża o czarach) mu tak, że go noga w kolanie i niżej kolana zawsze boli i co rok regularnie odstaje od nogi delikatna skórka biała, zupełnie do wężej podobna i łupi się kawałeczkami. Radził się lekarzy, lecz ci mu nie pomogli. Inny kowal znowu doradzał bratu, by pił z wódką sadło bocianie, przypisując temu moc tamującą czary. Lecz i to nie pomogło. Noga się nie wygoiła do dzisiaj.
    Podobne czary znajdujemy we wszystkich rzemiosłach i tak na przykład. Jeden gospodarz Curyło z Borowego młyna pod Wolą radłowską zwołał do swego domu rymarza, by mu tenże porobił chomąta i uzdy. Skoro robota była gotowa, nie chciał mu Curyło tyle zapłacić, ile sobie ów rzemieślnik kazał i nie zapłacił. Rymarz mu zagroził i poszedł. Gdy ubrał konie w nowy przybór w kilkunastu dniach padły dwa konie, niezadługo potem trzeci, gospodarz domyślił się potem przyczyny złego, odszukał tego rymarza,prosił go,by mu darował, zapłacił mu 10 fl. więcej jak mu się należało. Potem mu już konie nie padały.
  16. Utrzymuje się mniemanie, że w środku ziemi jest ogromny wąż ziemny, biały i ten wąż jest całkiem biały, a na swojej głowie ma koronę ze szczerego złota. Ten wąż jest królem wszystkich wężów i jest od licznej służby mężów obsługiwany.
  17. Jeżeli ktoś wchodzi do lasu, żegna się z największą uwagą, bo sądzą, że gdyby się nie przeżegnał wchodząc do lasu, zabłądziłby natychmiast. Jeżeli ktoś w lesie zabłądzi, to mówią że go djabeł po lesie wodzi i nie dopuści go nigdy do tej strony skąd przyszedł, tylko go łudzi pokazując mu inną drogę do domu.
  18. Płanetniki są to tacy ludzie, zwykle mężczyźni, którzy podczas mających nastąpić burz znikają ze ziemi i idą nosić i prowadzić chmury. Oni więc są regulatorami deszczów i burz. Nieraz słyszałem od ludzi będąc jeszcze wiejskim chłopcem, jak opowiadali starzy, że słyszeli podczas nadciągających chmur głos z góry: „Tutaj! – nie tam! – tutaj puść! – tam prowadź! – trzymaj!” Miały to być głosy płanetników wołających na siebie.

    slavic_mythology___planetnik_demon_storm__by_masiani-d6jdpll
    Andrzej Masianis – Płanetnik
  19. Błędne światełka chodzące po polach nazywają pospolicie miernikami, bo podają, że te światełka są to duchy gospodarzów, którzy przyorywali miedzy. Po śmierci więc chodzą i każdą bryłkę od miedzy pługiem odartą nazad do ziemi odrzucają, czyli wymierzają co było ich, a co nie.
  20. . Sądzą, że tęcza pojawiająca się na niebie pije jednym i drugim końcem wodę z morza, albo z jakiej wielkiej rzeki. Jeżeli się wtedy dzieci kąpią, gdzie tęcza pije, pochłania je takowa i nieraz jak opowiadają, słyszeli głos dziecięcia z góry, które zostało przez tęczę pochłonięte. Z wodą wciąga także tęcza żabki w swój nieprzeładowany nigdy brzuch i te później z deszczem na ziemię spadają.
  21. Utrzymuje się podanie, że w wigilią św. Jana o północy kwitnie paproć. Jeżeliby ktoś ten kwiatek znalazł, wszystkie skarby świata te zobaczy i będą mu stały otworem, tak, iż może z nich użytkować, jak mu się podoba. I tak opowiadają, że jeden góral o północy w wilią świętego Jana szedł przez las i za krypeć przypadkiem wpadł mu kwiatek paproci. Zrobiło się wtedy jasno i wszystkie skarby ukryte w ziemi zobaczył. Lecz w tej chwili pojawił się za nim djabeł w postaci pana i namówił go by zdjął krypeć. I skoro góral zdjął krypcie, diabeł porwał kwiatek, który wypadł z obuwia, roześmiał się z górala i znikł.
  22. Sposób tuczenia koni. Trzeba schwytać 2 krety i chować je w nowym garczku. Co dzień trzeba je koniom przed oczy stawiać, aby się mogły na nie patrzeć. Konie zapatrzywszy się na krety, same będą tak wałkowate i tuczne i połyskujące jak krety.
  23. Wierzą, ze chmura może się oberwać i jeżeli gdzie ulewny bardzo deszcz spadnie, tak że od razu powódź nastąpi to powiadają, że się chmura oberwała.
  24. Jęczmień na oku można zgubić w ten sposób, jeśli się 9 ziaren jęczmienia rzuca poza siebie pojedynczo w ogień i za każdą razą ucieka się, by się nie słyszało trzasku palącego się ziarna. Jeżeli się sposób ten udał, jęczmień niezawodnie zginie
  25. Jeżeli kogoś nadzwyczajnie z niewiadomego powodu głowa boli, to powiadają, że go ktoś urzekł, czyli ma uroki. Lekarstwo na uroki jest jedynie takie: do szklanki wody wkłada się trzy żarzące się węgle i 3 kawałeczki chleba. Jeżeli chleb utonie kobieta urzekła, jeżeli węgiel utonął, mężczyzna był tym nieszczęśliwym. Używają zaś tego lekarstwa w ten sposób:
    Jedno (bo to zwyczajnie kobiety robią, mężczyźni nigdy): obmywają sobie tą wodą twarz i nic więcej. Inne biorą tej wody ze szklanki do ust i na trzy strony wypuszczają po odrobinie, obmywając do trzeciego razu twarz, piersi, do trzeciego razu wychlapuje ze szklanki na trzy strony, do trzeciego razu wychlapuje ręką poza siebie przez ramię
  26. Kołtun (czyli chorobę nadwiślańską) gubią w ten sposób: Ucinają kołtun, który się zwija na głowie i zakopują lub wyrzucają w miejsce zarosłe. Jeśliby ktoś na ten kołtun wlazł, a spostrzegłszy otrząsł się na ten widok, dostanie kołtuna.
  27. Lud mniema, że jeżeli zetnie drzewo, na którem jest boża męka i użyje się tego drzewa do budowli, ten budynek się spali. I jeżeliby po pierwszem spaleniu tego samego niedopalonego drzewa, na ktorem się boża męka znajdowała użyto do powtórnego budowania, także się spali. Powiadają, że Niedojadło gospodarz na Warysiu (przy Borzęcinie) wybudował stajnie, a na przyciesie zakupił dęba, na którem była boża męka. Te stajnie 3 razy się paliły. Aż mu doradzili, przycieś dębową którą żadna razą ogień nie zniszczył wyrzucić, a inną założyć, wiedzieli bowiem sąsiedzi, że na tym nieszczęśliwym dębie co go kiedyś Niedojadło w lesie zakupił, stała boża męka.

    slavic_mythology__the_holy_oak_by_masiani-d7l8o97
    Święte drzewo, boskie drzewo – Dąb.
  28. Jeżeli wiatr mocny wieje iż zbiera tumany kurzu ze sobą, unosi w górę wirem, powiadają, że to djabeł się cieszy i tańcuje po gościńcu. Dzieci boją się przystąpić do takiego wiru z obawy, by ich djabeł w górę nie uniósł.
  29. Jeszcze o zmorach. Jeżeli ojciec ma 7 córek, sądzą że ta siódma jest zmora. I tak: jeden bogaty chłop ożenił się z dziewką, która była siódma. Codziennie ona dawała czeladzi regularnie krew na śniadanie. Czeladź mówiła, skąd nasza gospodyni dobiera tyle krwi, kiedy wieprzów tyle nie bije. Jeden więc parobek chcąc się dowiedzieć co ona w nocy robi, że na śniadanie daje krew, zasadził się przy jej drzwiach. Widział że o 12 godzinie kluczowa dziurą wyszła i poszła. [Bo zwyczajnie zmory i wychodzą kluczowa dziurą i tą samą dziurą nazad wchodzą. Jeżeli się dziurę tę zatka gdy ona wyjdzie, można ja powracającą złapać na pasek święcony]. Gdy powróciła, widział, że się wyksztusiła krwią. Rano tej krwi parobek już nie jadł i powiedział o tem jej mężowi. Mąż ją wygnał od siebie.
series_of_drawings_slavic_mythology___strzyga_by_masiani-d7ccj5t
Strzyga

 

Po napisaniu artykułu, znalazłem również dostęp do tego artykułu u źródła. Czyli na stronie gminy Borzęcin, a to jest adres do elektronicznej wersji lokalnej gazety: kurier_borzecki_67_2014.pdf

 

 

Mamuny – Bestiariusz Słowiański

Przypominamy, że na stronie LEGENDARZ.pl można zakupić wszystkie części Legendarza z autografem i odręcznym rysunkiem współautora ilustracji Pawła Zycha. Oraz przeczytać o najnowszych historiach z Bestiariusza.

A dzisiaj o mamunach, dziwożonach i innych postaciach legend ludowych.

8-MAMUNY-TWARZE-copy-e1452765771834.jpg

Olbrzymie, nieprzebyte puszcze i pradawne bory świata Legendarza zamieszkują dzikie plemiona mamun zwanych też przez lud boginkami lub dziwożonami.

Olbrzymie, nieprzebyte puszcze i pradawne bory świata Legendarza zamieszkiwały dzikie plemiona mamun zwanych też przez lud boginkami lub dziwożonami. Dzieliły się one na niewielkie grupy rodowe liczące po kilkadziesiąt osobników. Zamieszkiwały w nadrzewnych wioskach rozsianych w najmniej dostępnych częściach lasu.

mamnuny-lowczynie-copy-e1452460727101

Wygląd, ubiór i broń

bron-copy-e1452460658356Mamuny były nieco niższe od człowieka, za to dużo bardziej od niego umięśnione. Wydłużony, beczkowaty korpus, mocne, niemal sięgające ziemi ramiona, przygarbiona sylwetka i krótki krępy kark nadawały im masywności. W kanciastej czaszce pod niskim masywnym czołem błyszczały bystre oczy. Pokrywająca całe ciało gęsta sierść na głowie przechodziła w kudłatą, skołtunioną grzywę. Grube i gęste futro zapewniało mamunom doskonałą ochroną przed mrozem, zasadniczo nie potrzebowały więc one ubrań. Ich strój ograniczał się do krótkich spódnic, czy też raczej przepasek biodrowych, wcale nie osłaniających górnej części ciała. Zrodziło to wśród innych ras cały szereg krzywdzących dowcipów o mamunich piersiach – długich obwisłych workach, którymi rzekomo miały ubijać pranie, czy zarzucać je sobie w czasie biegu na plecy.

Mimo wątpliwej urody (a może właśnie dlatego) dziwożony nie stroniły od przyozdabiania swych włochatych ciał wszelaką biżuterią. Uwielbiały zakładać kościane kolczyki , naszyjniki z drewna i piór, wisiorki z jelenich rogów i kolorowych kamyków oraz skórzane bransolety. Ozdoby te poza funkcją estetyczną spełniały też zadania magiczno – ochronne.

Mamuny jak większość Starych Ras unikały żelaza, którego dotyk palił je żywym ogniem. Z tego powodu rynsztunek którego używały wykonany był tylko z naturalnych, dostępnych w najbliższym otoczeniu, materiałów Podstawową bronią dziwożon był długi łuk cisowy w którego obsługiwaniu ćwiczyły się od dziecka. Jak głosi plotka najlepsze potrafiły jedną strzałą strącić dwa jeżyki w locie. I to stojąc tyłem do celu. Ponadto zwierzęco mocne ramiona z łatwością były w stanie naciągnąć łęczysko zdolne przenieść pocisk  na zawrotną odległość dwustu kroków. Do arsenału dziwożon należała również włócznia zakończona ostrym kamiennym ostrzem, oraz krzemienny nóż z rączką wykonaną z drewna lub rogu jelenia. W walkach wojowniczki używały też masywnych maczug oraz kościanych utwardzanych w ogniu ostrzy. Mamuny nie zakładają żadnego rodzaju zbroi, gdyż ta krępowałaby ich ruchy i utrudniała wspinanie się na drzewa.

Siedziby

wioska-mamun-copy-e1452460605197Mamuny choć mocno już przetrzebione, były dość powszechnie spotykane były na terenie prawie całego kraju. Wyjątek stanowiły  regiony północne, gdzie dziwożony zupełnie wyginęły. Natomiast w pozostałych częściach Królestwa w pobliżu niemal każdej wioski widywano dziwożony. O wyglądzie ich domostw wiemy od porwanych kiedyś przez leśnych ludzi wieśniaczek, którym udało się zbiec. Mamuny zawsze lokowały swoje osady w głębi lasów z dala od dróg i wydeptanych przez człowieka ścieżek. Miejscem centralnym wioski zostawał zazwyczaj olbrzymi rozłożysty pień dębu, który to dziwożony uważały za święte drzewo. Na potężnych konarach, wysoko nad ziemią, budowały górną osadę – system połączonych ze sobą z pomocą kładek solidnych pomostów. Nie prowadziły do nich żadne schody, ani drabiny, a dostać się tam można tylko po spuszczanych z góry linach, co skutecznie zabezpieczało przed dostępem wrogów. Na platformach boginki stawiały następnie swoje okrągłe drewniane chaty z dachami krytymi gontem.

detal-copy-e1452460700447Sztuka snycerska stała niegdyś u dzikich plemion  na mistrzowskim poziomie, a ich domostwa były gęsto przyozdobione płaskorzeźbami. Obramienia drzwi i okien, słupy, belki, pazdury i śparogi – każdy detal stanowił małe dzieło sztuki. Dominowały motywy zwierzęco – roślinne, oraz ornamentyka runiczno – magiczna. Mamuny wierzyły, że znaki te chroniły domostwo przed złymi mocami. Wnętrza chat urządzone były dużo skromniej – całe umeblowanie sprowadzało się do kilku drewnianych zydli i ław ustawionych wokół umiejscowionego centralnie paleniska. Jedyne urozmaicenie stanowiły wiszące na ścianach kolorowe kobierce. Mamuny słynęły bowiem ze zdolności tkackich i często wymieniają swoje wyroby u ludzi na pożywienie.

Oczywiście ilość miejsca w górnej osadzie była ograniczona, dlatego mieszkały tam tylko uprzywilejowane członkinie plemienia. Cała reszta stawiała swoje chaty na ziemi, w cieniu świętego drzewa. Proste i skromne chałupy rzemieślniczek i pasterek, warsztaty tkackie i rzeźnicze oraz budynki gospodarcze rozkładały się wokół pnia nierównym okręgiem tworząc dolną osadę . Nie była ona w żaden sposób fortyfikowana, a w razie niebezpieczeństwa wszyscy mieszkańcy chronili się w koronie drzewa.

Wokół wioski rozlokowane były zagrody dzikich jeleni, saren i zajęcy, poletka leśnych jagód i malin, a przede wszystkim zagony słodyczki – źródła podstawowego pożywienia mamun. Słodyczka, zwana też przez ludzi cygańską lukrecją to popularny gatunek paproci, która posiada niezwykle pożywne słodko – gorzkie kłącza. Roślina ta rosła w lasach całego Królestwa, można ją było zbierać cały rok i suszyć dzięki czemu mamuny zimą uzupełniały swoją mięsną dietę.

W czasach pogańskich, kiedy puszcza pokrywała większą część Królestwa ludzie darzyli zamieszkujące je licznie mamuny nabożną czcią uważając je za wysłanniczki leśnych bóstw.

CHRAM-copy-e1452765001363.jpg

 Historia mamun

Oj brzydka boginka
Dawniej świątkowała
Tera już nie będzie
bo w d.. dostała 1

1 Fragmenty przyśpiewki ludowej pochodzą z książki” Lud. Radomskie” O. Kolberga, Kraków 1887

chram-copy-e1452765001363W czasach pogańskich, kiedy puszcza pokrywała większą część Królestwa ludzie darzyli zamieszkujące je licznie mamuny nabożną czcią uważając je za wysłanniczki leśnych bóstw. Odwiedzali ich gontyny, składali stosowne ofiary i wraz z dziwożonami modlili się do Leszego, Puszczawika i innych pogańskich bożków. Świątynie takie stały zawsze nieco na uboczu, najczęściej na trudno dostępnym uroczysku. Na znak poddaństwa każda ludzka wioska zobowiązana była corocznie oddać mamunom na wychowanie jednego noworodka. Dziecko takie gdy podrosło, zostawało dożywotnio służącym w jednej z mamunich społeczności.

Dawniej jej się kłaniali
I my duzi i mali
Teraz na Boginkę
My g.. ciskali 2

2 Fragmenty przyśpiewki ludowej pochodzą z książki” Lud. Radomskie” O. Kolberga, Kraków 1887

Jednak nadszedł dzień Chrztu, gdy mieszkańcy Królestwa porzucili dawne wierzenia i przyjęli katolicyzm Obalono pogańskie posągi, ścięto święte drzewa i przepędzono precz mieszkające pod nimi demony. Ludzie przestali pielgrzymować z obiatami do leśnych chramów. Mamuny uznały to za zdradę siły natury, zakipiały nienawiścią i chęcią zemsty. Od tego czasu każdego napotkanego w lesie mężczyznę mordowały okrutnie, kobiety zaś porywały w niewolę . Nadal też pobierały, choć już siłą „należną im ” ofiarę z noworodków. Jednak ludzie szybko nauczyli się w jaki sposób z pomocą nowej wiary chronić siebie i swoje potomstwo. Dodatkowo coraz skuteczniej wypalano i karczowano lasy zabierając zamieszkującym je stworzeniom miejsce do życia. Coraz mniej było przetrzebionej na skutek polowań zwierzyny tak ,że wkrótce mamunom głód zajrzał boginkom w oczy. Wiele z nich wyginęło, a te które przetrwały zamknęły się w małych, odciętych od świata osadach. Co gorsza rodziło im się coraz mniej dzieci, a te które przychodziły na świat były słabe i chorowite. Zwłaszcza samce rodziły się mocno zdegenerowane i fizycznie zdeformowane. Działo się tak na skutek nieuniknionego dla małych społeczności wsobnego chowu. Dla ratowania sytuacji mamuny nadal kontynuowały proceder wykradania ludzkich dzieci, które po dorośnięciu miały stanowić dla szczepu zastrzyk „świeżej krwi”.

Za stodołą za nasą
Boginki się kramasą
Jedna drugiej wyrwała
Do koszyka schowała 3
3 Fragmenty przyśpiewki ludowej pochodzą z książki” Lud. Radomskie” O. Kolberga, Kraków 1887

Po latach dziwożony stanowiły już tylko blade odbicie swej dawnej potęgi. Choroby i plaga bezdzietności poczyniły wśród nich prawdziwe spustoszenie. Część z tych które przetrwały przełknęła dumę i zaoferowała ludziom swoje usługi, część starała się im schodzić z drogi, ale były też i takie które nadal walczyły. Te bywały groźne dla samotnie pracujących w polu chłopek, pasterzy i zabłąkanych wędrowców. Wszystkie natomiast mamuny nadal próbowały wykradać chłopskie dzieci, co przy wzroście ludzkiej populacji nierzadko im się udawało. W swoich działaniach posługują się czasem czarną magią i pomocą sił piekielnych. Nigdy natomiast nie dotykały osesków już ochrzczonych. W miejsce uprowadzonego niemowlaka mamuny do kołysek podrzucały własne chorowite szczenięta stanowiące w ich mniemaniu ciężar dla społeczności.

Podrzutek taki nigdy nie stanowił dla nowych rodziców specjalnej pociechy.

„Był to jednak brzydki, chudy i nieustannie wrzeszczący bachor, nijak mający się do pulchnego aniołka, którego matka pozostawiła na chwilę bez opieki. Cóż, że podmieniec nie odziedziczał po mamusi kłów i futra, kiedy wyrastał na głupkowatego, złośliwego i ponurego człowieka. Dużo spał, często jadł i nie był zdatny do żadnej roboty. W czasach, gdy zawód polityka jeszcze nie istniał, była to dla rodziców prawdziwa tragedia. Dlatego starali się oni wymóc na bogince zwrot swojego rodzonego potomka. W tym celu należało położyć odchowanego już podmieńca na kupie gnoju i bić święconą rózgą, aż boginka lituje się nad swoim szczenięciem i weźmie je z powrotem, zwracając przedtem ludzkie dziecko. Co prawda mamuna zazwyczaj nie przychodziła, ale regularnie powtarzana operacja dawała zadziwiające rezultaty… Traktowany mokrą witką nastolatek odmieniał się wewnętrznie – przestawał się lenić i kraść, nabierał szacunku do starszych, łapał się każdej roboty i z czasem wyrastał na wartościowego człowieka. Nie na darmo bowiem mówi Księga Przysłów: „Nie kocha syna, kto rózgi żałuje, a kto kocha go – w porę go karci” (Prz. 22:15 BT).”

„Bestiariusz słowiański”

Rzadko natomiast udawało się ludziom odzyskać swoje dziecko. Kiedy jednak tak się stało, odebrany mamunom „zwrotek” przejawiał ponadprzeciętne zdolności umysłowe i często dochodził w społeczeństwie do wysokich i szanowanych stanowisk.

Uwaga treść poniżej jest wymysłem autora.

 Mamuny tworzyły jedyne bodaj w Królestwie społeczeństwo oparte na zasadach matriarchatu. To samice dzierżyły wszystkie ważne społecznie funkcje.

Społeczeństwo

Mamuny tworzyły jedyne bodaj w Królestwie społeczeństwo oparte na zasadach matriarchatu. To samice dzierżyły wszystkie ważne społecznie funkcje. Zostawały wojowniczkami, łowczyniami i strażniczkami chramów, zajmowały się też wypasem dzikiej zwierzymy czy rzemiosłem. One też handlowały z ludźmi (lub też ich zwalczały) przez co wśród tych ostatnich utrwalił się przesąd głoszący że mamuny nie mają samców, a zapładniane są przez wiatr. Jest to oczywiście zupełna bzdura. Samce – bogincarze (zwane też leśnymi diabłami) istniały, choć przyznać trzeba ustępowały swoim żonom zarówno pod względem siły jak i rozumu. Działo się tak, dlatego, że na skutek klątwy, czy też wsobnego chowu nieuniknionego dla małych, odciętych od świata społeczności bogincarze rodzili się najczęściej zdeformowani i upośledzeni na umyśle. Z tego właśnie powodu mamuny wykradały z ludzkich kołysek małych chłopców. Porwani gdy dorastali poza niewolniczą siłą roboczą zapewniali szczepowi świeżą krew.

Kultura i religia boginek oparta była na celebracji sił natury, które tworzyły zamknięty krąg. Motyw koła powtarzał się więc zarówno w ich architekturze jak i w zdobnictwie, czy w tańcach obrzędowych. Te ostatnie mamuny odprawiały w czasie nowiu na polanach lub przyleśnych zagonach wierząc, że dzięki temu księżyc wróci do swej idealnie pełnej formy. Wydeptane całonocnymi harcami ślady ludzie uważali za przeklęte znaki i nazywali je diabelskimi kręgami.

Mamuny nie posiadały nigdy królowych ani wodzów, a codzienną władzę sprasowowały u nich najstarsze członkinie plemienia – matrony. Natomiast najważniejsze dla plemienia decyzje i wyroki zapadają na zwoływanych podczas pełni wiecach, do które dopuszczone były tylko samice. W dość prymitywnych mamunich społecznościach nie wykształcił się dojrzały system stanowy, jednakże z pewnością wyodrębnić można wśród nich grupy mniej i bardziej uprzywilejowane.

Bogincarze -najniżej na drabinie społecznej, jako się już rzekło żyją ludzcy niewolnicy i bogincarze. Mężczyźni dziwożon zajmowali się pracami domowymi, oporządzaniem gospodarstwa i uprawą roślin. Prawie nigdy natomiast nie wychodzili poza obręb osady i niewiele osób miało okazję je widzieć.

Pasterki – zajmowały się hodowlą i wypasem jeleni, łosi, dzików i zajęcy, które stanowiły dla mamun źródło skór, mięsa oraz przędzy. Pasterki doskonale znały zwyczaje wszelkich leśnych stworzeń, stąd przekonanie, iż władały ich językiem. Poza   roślinożercami mamuny trzymywały czasami oswojone wilki i niedźwiedzie, które pomagały im w pilnowaniu inwentarza.

Tkaczki -mamuny, choć same chodziły prawie nagie uwielbiały prząść i tkać. Jako przędzy używały włosia leśnych zwierząt. Zmiękczały je mocząc bardzo długo w rzece i ubijając drewnianymi bijakami. Wykonane przez nich sploty były przez to iezwykle mocne, ale tez zwiewne i delikatne. Stąd dość powszechne wśród ludu przekonanie , że mamuny wytwarzały sukno z pajęczej sieci. Bywa czasem że grupy dziwożon zachodziły nocami do ludzkich wiosek by za odpowiednią zapłatą pomagać tamtejszym gospodyniom prząść len i wełnę.

Piastunki- grupa odpowiedzialna za wychowanie i doglądanie potomstwa, ale nie tylko. Mamuny, nawet te utrzymujące z ludźmi poprawne stosunki czasem wkradały się do wiejskich chat by uprowadzić stamtąd nie pilnowanego oseska w zamian pozostawiając własne, wykoślawione szczenię. Zadanie to wymagało sprytu, zwinności i zdolności bezszelestnego poruszania. Jeśli piastunka dobrze wykona swą misję rodzice porwanego dziecka dopiero po kilku tygodniach zaczynają podejrzewać, że coś z ich pociechą jest nie tak.

Łowczynie -odpowiedzialne za dostarczanie do wioski dziczyzny. Potrafiły bezszelestnie poruszać się po lesie, tropić i doskonale strzelać z łuku. Były też świetnie wyszkolone w walce i miały za zadanie bronić osady i świętych miejsc przed intruzami.

Matrony-najbardziej szanowane były zawsze wśród mamun wiekowe samice dysponujące olbrzymim doświadczeniem i mądrością. Jako że dziwożony nie znały pisma cała ich historia i tradycja zapisana była w pamięci najstarszych członkiń plemienia. Niektóre z nich liczyły sobie grubo ponad dwieście wiosen i stanowiły prawdziwą kopalnię wiedzy dotyczącej każdej dziedziny życia .Nierzadko matrony znały też arkana magii związanej z naturą.

Jędze

jedza-e1452766018380
Jędza, „Bestiariusz słowiański” BOSZ 2012

Zupełnie odrębną grupę stanowiły żyjące samotnie jędze. Były to kapłanki dawnych puszczańskich bożków, które po Chrzcie uciekły do pomocy sił ciemności by oprzeć się chrystianizacji. Dzięki piekielnym sprzymierzeńcom stały się niemal nieśmiertelne i zyskały potężne moce – potrafią latać, zmieniać ludzi w kamień i zadawać uroki na odległość. Jednak za swe zdolności płaciły wysoką cenę – ich ciała, jak wszystkich stworzeń które weszły w spółkę z demonami -uległy potwornym deformacjom. Pod okrywającymi całe ciało płachtami kryły krowie kopyta zamiast stóp, końskie uszy, kły dzika, czy rogi. 7-chata-baby-jagi-copy-e1452766200229Wśród ludzi jędze słynęły ze swych ludożerczych praktyk, a ich przysmak stanowiły podobno zabłąkane w lesie dzieci. Mroczne kapłanki żyły z dala od innych mamun w swoich otoczonych złą aurą chatach. Sadyby te posiadały pewną zadziwiającą zdolność – napędzane czarami potrafiły na własnych odnóżach poczłapać tam gdzie wskazała im gospodyni. Najsłynniejszą ze znanych jędz pozostawała oczywiście legendarna Baba Jaga, o której więcej opowiemy przy innej okazji.

Źródło: Bestiariusz Słowiański

Część 1, http://legendarz.pl/mamuny/
Część 2, http://legendarz.pl/mamuny-ii/
Część 3, http://legendarz.pl/mamuny-iii/

Paweł Zych i Witold Vargas

Chochołek – śmieszek z Kaszub

Kaszubski duch przedrzeźniacz. Przesiadywał zazwyczaj w ruinach, opuszczonych budynkach i starych szałasach. Kiedy jakiś przechodzący nieopodal jego kryjówki przechodzień zagwizdał lub coś krzyknął chchołek natychmiast to powtarzał. Potem nie chciał się już od swej ofiary odczepić. Przedrzeźniał ją, naigrywał się i stroił niewybredne żarty doprowadzając człeka do szewskiej pasji. Był przy tym tak skuteczny, że czasem wszyscy mieszkańcy danej wsi posiadali przezwisko nadane przez stworka, piętnujące ośmieszające ich śmieszne wady i głupie nawyki. Wielu aspirujących dowcipnisiów będących pod wrażeniem tak wnikliwego szyderstwa obierało sobie chochołka za patrona i starało się go w swoim życiu naśladować.

ŚMIESZEK-copy.jpg

Kautki – pożyczalscy z mazurskich domów

KAUTKI – BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI

Maleńkie, liczące kilka cali istotki przynoszące goszczącym je ludziom dobrobyt i pomyślność. Kiedy chciały się osiedlić w jakimś domu rzucały na podłogę śmieci – kawałki sznurków, kamyki, czy  rozbite skorupy. Czasem  sypały też do dzbanka z mlekiem lub piwem  paprochy. Gdy ktoś wzgardził tymi „darami” żyjątka odchodziły obrażone, nierzadko podpalając przedtem obejście. Jeśli zaś gospodarze nie wymietli izby, zniesione „podarunki” przyjęli z szacunkiem, a zabrudzony napitek wychylili bez skrzywienia, uznawano to za zawarcie obustronnej umowy. Kautki zamieszkiwały odtąd pod  żłobem, skąd nocami wychodziły by doglądać bydła, pomagać w pracach domowych i znosić do gumna różne cenne dobra. Pani domu dokarmiała pomocników mlekiem i owsem, uważała też by ich nie urazić. Po kilku latach spolegliwi wieśniacy dochodzili z pomocą uczynnych istotek do sporego majątku. Wtedy kautki prosiły o należną wypłatę w postaci nowych ubranek. Otrzymawszy je  odchodziły na zawsze.

KAUTKI-1024x993.jpg

Strona z Bestiariusza Słowiańskiego, Pawła Zycha i Witolda Vargasa.

Źródło: http://legendarz.pl/kautki-2/

Boże Siedleczko – domowy duszek

BOŻE SIEDLECZKO – BESTIARIUSZ SŁOWIAŃSKI

to przyjaźnie nastawiony do ludzi duch domowy, który potrafił przepowiadać przyszłość.  Pojawiał się przed oczami mieszkańców i  ostrzegał  ich przed grożącym niebezpieczeństwem – pożarem, powodzią, czy wizytą dawno niewidzianej, acz licznej rodziny.  Sam stworek nie ingerował w żaden sposób w przebieg wydarzeń i nigdy nie próbował zapobiec  nieszczęściu – to już należało do samych zainteresowanych.  Powinni oni uprzejmie wypytać opiekuna o szczegóły przepowiedni i  działać adekwatnie do sytuacji. Natomiast jeśli ludzie beztrosko ignorowali ostrzeżenia, siedleczko denerwował się i  karał  niewdzięczników. Duszek przesiadywał zazwyczaj niewidoczny w kątach chaty i  należało bardzo uważać by go  niechcący nie polać  ukropem. Po takim wypadku nieostrożny domownik dostawał bowiem bolesnej,  czerwonej wysypki, a wściekły stworek  zabierał się do opuszczenia gospodarstwa.  Aby temu zapobiec gospodynie smarowały komin (przez który  stwór opuścić miał  chatę)  świeżym masłem. Wymawiały przy tym stosowne zaklęcie: ” Boże siedleczko, ja cię namaszczam, uzdrów mnie, kiedyś mnie sparzyło”. Miało to skutecznie zatrzymać duszka i cofnąć zadaną przez niego chorobę.

boze_siedleczko.jpg

Strona z Bestiariusza Słowiańskiego, Pawła Zycha i Witolda Vargasa.

Źródło: http://legendarz.pl/boze-siedleczko/