Strachy – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 1


W numerze 1/2014 Kuriera Borzęckiego, można było natrafić na materiały etnograficzne Józefa Ciochonia. Jako że dostęp do takich materiałów jest utrudniony dla wielu osób, a z pewnością chcieliby poczytać co ów etnolog napisał, to my przedstawimy cały artykuł i zachęcam do przekazania dalej co piszczy na wioskach w tej okolicy. Artykuł w gazecie został zredagowany przez Lucjana Kołodziejskiego, co dalej posługuje się w dopiskach inicjałami L.K.

Materiały zachowane dzięki Dragomirowi z Warysia (k. Borzęcina), a sam Borzęcin to miejscowość niedaleko od Tarnowa, my publikujemy cykl w kilku artykułach, które będą kontynuacją poniższego tekstu.

borzecin

Podczas kwerendy w Archiwum Rękopisów Muzeum Etnograficznego im. Seweryna Udzieli w Krakowie odnalazłem teczkę zawierającą „Materiały etnograficzne z Borzęcina pow. Brzesko”. Teczka zawiera 11 zapisanych dwustronnie kart o formacie zbliżonym do A4. Autor nie stosował numeracji stron. Z treści zapisów wynika, że pierwotnie było ich więcej. Zostały one spisane w 1870 r. przez Jana Ciochonia (3 IX 1849 – ?), ucznia VIII klasy gimnazjum w Tarnowie. Zapisy sporządzone zostały dla ks. dra Eugeniusza Janoty (1823-1878). Jest to najstarsze źródło pisane dotyczące borzęcińskich obyczajów (wesel, chrztów i obrzędów pogrzebowych), świata nadzmysłowego (rzucanie uroków, wiara w czarownice, duchy, strachy, płanetników), sposobów leczenia, a także podań związanych z przysiółkiem Czarnawa. Autor opisuje też ubiór borzęcińskich kobiet i mężczyzn, a nawet sposób odżywiania się. Wytłuszczenia i podkreślenia oraz pisownia zgodna z oryginałem. Wstępem do zapisek jest list.

Tarnów, dnia 16 XII 1870 r.

Wielmożny Ks. Doktorze

Nie będąc na wakacjach w swojej wsi [Borzęcinie – przyp. L.K.], nie byłem wstanie opisać wiele ciekawych szczegółów, zwłaszcza takich, które się tyczą wesela. Zrobiłem wiele usterek co do języka, bo mi nie pozostawało wiele czasu do pisania, i widziałem się zmuszonym bez namysłu od razu na czysto pisać, co pierwej na myśl przyszło. Dlatego nie zachowywałem należytego porządku w pisaniu, z obawy, bym tego szczegółu, którym sobie przypomniał, nie pominął, odkładając go na później Niektóre wyrażenia nie grzeszą estetycznością, ale za to wyrażają rzecz dobitnie i jasno. Racz przyjąć Wielmożny Ks. Doktor tę moją lichą pracę, jeżeli Mu to do wydania nader znakomitego dzieła choć cokolwiek przyczynić się może.

W uczuciu wysokiego szacunku, sławy i poważania jakiego W-ny Ks. Doktor doznaje mam zaszczyt zostać Jego sługą.

 Józef Ciochoń VIII g. kl.

lk_etnografia_1
Podpis autora listu

STRACHY

  1. Najzwyczajniejszym strachem u nas jak i w każdej okolicy jest zmora. Przychodzi ona do mocno śpiącego człowieka w postaci człowieka, kładzie się na nim i przyciska tak mocno, że ów nieszczęśliwy nie jest w stanie oddychać. Jeżeli jest dosyć silny, to szamocąc się może ją zrzucić z siebie, jeżeli zaś nie, wtedy zmora ssie tyle krwi z człowieka ile się jej podoba, a nasyciwszy się odchodzi. Jeżeli się ją złapi, trzeba bić jak najwięcej, a potem puścić. Można być pewnym, że po tak mocnem sparzeniu się nigdy nie zechce powrócić.
  2. Wiara w duchy chodzące po śmierci jest bardzo powszechna. Duch objawia się w koszuli białej osobom mniej więcej znajomym. Zwykle przy pojawieniu się rośnie do niezmiernej wielkości i umniejsza się, zmienia się w inną postać, jak na przykład w białą myszkę lub gołębia. Djabeł zwyczajnie pojawia się w postaci Niemca w czarnym fraku, w wysokim czarnym kapeluszu z końskimi nogami. Opowiadają, że raz diabeł konkurował do jednej mężatki, której się bardzo podobał. Gdy raz w nocy w nieobecność męża przyszedł do niej, wpuściła go do łoża, chcąc użyć rozkoszy z kochankiem. Lecz kiedy podczas miłosnego obcowania poczuła sierść na jego nogach i namacała końskie kopyta, przelękniona przeżegnała się, a djabeł jak oparzony uciekł i nie pokazał się więcej. Djabła można uchwycić na pasek św. Franciszka i trzymać go tak długo, dopóki się podoba. Jeżeli się diabła trzymanego na pasku św. Franciszka bije innym poświęconym pasem, można od niego uzyskać wszelkie dobra, które mu się tylko zaproponuje np. pieniędzy, ubiorów itd. Jeżeli się diabła schwytanego morduje do zabicia, rozleje się w maź. Dlatego djabeł ma wielką rewerencyę [red. SiS, ma wielki szacunek, bądź respekt] do człowieka, który ma na sobie pasek św. Franciszka.
  3.  Jest to rzecz bardzo dziwna, której sobie wytłumaczyć nie umiem. Znam w mojej wsi człowieka nazwiskiem „Habura, który mi tyle naraz nabajał o strachach swoich, że temu nawet wierzyć trudno. Habura jest to człowiek pobożny, zasłonięty od napaści czartowskich kalwaryjskim szkaplerzem, koronką, różańcem na szyi, paskiem św. Franciszka. Patrząc się na jego pokorną i pobożną twarz i widząc jego minę uroczystą w opowiadaniu swych przygód wnosić by można, że on nie skłamał nigdy.Przed 20 laty stały przy kościele w Borzęcinie szkoła, w której w zimie nieboszczyk kościelny Rogoziński uczył dzieci czytać, a w lecie stała próżno. W drugiej stronie budynku mieszkał z żoną Habura. W tej szkole strachy wyrabiały prawie każdej nocy swoje manewry czartowskie.
    Julian Fałat, ModlacySieCzlowiek
    Julian Fałat, Modlący się starzec, 1881 r.


    Jego opowiadanie jest następujące: [przyp. red. SiS – uwaga pisownia oryginalna]
    Każdej nocy skorośmy się położyli do łóżka, zaczęło na górze z początku stąpać lekko, wchodziło później między taski (beczki) i zaczęło je tocać po powale. Później brało te taski i drewno, co tam były i zaczęło tak okropnie w powałę bić, tłuc że wszystko lepienie do odrobiny odlatywało. Na taki śturm zrywałem się na równe nogi i zapalałem świeckę, bom ją miał zawdy 
    na noc gotową i patrzałem, cy się tam już cała szkoła nie zawaliła. Ale wtedy ucichało wszystko. Obejrzałem ściany, ale lepienie było nie tknięte, gasiułem potem i kładłem się do łóżka.

    Az tu niedługo hrrrr… po całej powale, stanęło na powale nad moją głową i palnęło niezmiernie kijem w powałę, ze aż okna zabrzęcały. Ja byłem do tych zbytków stracha przyzwyczajony, tom sobie ta nie dużo z tego robił, jenom [jeno – zamiast tylko – w tem znaczeniu mówią także – jacy] się wzdrygał i rzekłem: tłuc się ta licho, wytłuces sie i przestanies. Górę (strych) zamykałem na kłódkę, to sobie samo odemknęło; ślazło, wesło do szkoły i ramotało ławkami. Abo (albo) się przechodziło po sieni – stup – stup – stup stup i przechodziło do schodów nazad, wylazło do góry i zatrzasło za sobą. Raz zaczęło się okropnie tłuc i walić mi komin Ja sobie pomyślałem, mocny z Boze. już baba nie bedzie mogła w doma i śniadania ugotować. Wstaję rano ide na górę, a tu komin caluteńki.

    Przyjechał tu raz ksiądz luterski do słuchania spowiedzi zołnierzów, bo stało wtenczas wojsko niemieckie i zakwaterował się na noc do szkoły, bo była próżna. Miał tam już gotowe łóżko, pościel se przywiózł i kazoł moi babie łóżko usłać. Ja mu powiadam, proszę jegomościa, tu w nocy strasy. A on mi rzekł: „e nie pleć, kto kiedy widział jakie strachy. Ja mu ta na to nic nie rzek, jacym se pomyślał, bedzies ta tu widzioł, sam się przekonas i uźrys i usłysys. Ksiądz zgasiuł świece i śpi. Niezadługo coś surrr ławkami. Ksiądz zapala świece, ni ma nic. Zgasił, śpi; znowu sur ławkami. Ksiądz mysloł, ze to kot się zakrodł i szeleści, ale znowu na nowo zaczęto przesuwać ławki. Ksiądz zapala świece. znowu ni ma nic. Zaklon po niemiecku, zgasił i spi. Nie wysło ani pól godziny, a tu hrrr …ławkami. Jak chwyciło ławkę, jak ją posunie do księdza i jak nie palnie w jego łózko. Ksiądz ze strachu zapomniał świecy zapalić, w gaciach wypadł z łóżka i po ciemku przysed do mnie. Ja zapalił światło i posłałem po stróża nocnego kościelnego, bo mi kazał, kazał stróżowi i mnie spać przy sobie na ziemi i tak docekaliśmy rana. Rano, kiedy ksiądz wstał, powiadam mu: widzi jegomość, że ja prawdę mówił. Na drugą noc juz nie chcioł nocować, jeno się wyniósł na plebaniją.

    I mnie się wreszcie sprzykrzyły te nocne napaście, wystawiłem sobie te chałupinę, co w ni mieszkam, a szkoła się niezadługo razem ze strachami spaliła.

    Włodzimierz Tetmajer, Strachy
    Włodzimierz Tetmajer, Gorący dzień (Strachy)
  4. Jeden chłop „Bąk szedł do domu w nocy z karczmy. Po drodze śpiewał sobie zwyczajnie jak pijaki. Ale nie za długo usłyszał za sobą chód. Ogląda się za siebie i widzi coś białego. Strach go zdjął, włosy mu stanęły na głowie, umilkł i cicho posuwa się do naprzód. Z ciekawości oglądał się kilka razy i za każdym razem to białe rosło i zbliżało się ku niemu. Przelękniony chłop krzyknął „wszelki duch Pana Boga chwali”. To białe nic się nie odezwało, tylko zaczęło stawać się cieńszem, nareszcie zcieńczało tak dalece jak nitka i znikło.

_______________

Kolejny artykuł cyklu będzie o podaniach ludowych.

Advertisements

5 komentarzy do “Strachy – materiały etnograficzne Józefa Ciochonia 1870 roku – cz. 1

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s