Święta Góra Słowian – Rowokół

Kiedy Rowokół nie został jeszcze nazwany, był tylko zwykłym wzniesieniem powstałym w epoce lodowcowej, ukształtowanym około 15-12 tys. p.n.e w ostatniej fazie zlodowacenia skandynawskiego jako pozostałość moreny czołowej.

Góra Rowokół – wzgórze pochodzenia polodowcowego, mająca 115 m n.p.m., położona jest na wybrzeżu Słomińskim, we wsi Smołdzino, powiat słupski.

73361548.9fiSU9al.P1000149_800_x_600.jpg

Potem przybyli tutaj pierwsi ludzie. Kiedy żeglarze zauważyli wyróżniający się na wybrzeżu Bałtyckim punkt charakterystyczny? Czy byli to Wikingowie? Nazwa na najstarszych bałtyckich mapach morskich z XVII wieku – Reefcoll i Revkol pochodzi z języka skandynawskiego.

Razem z górą Chełmską i Polanowską jest Rowokół jedną ze Świętych gór na naszym wybrzeżu. Był zawsze świętą górą Słowińców. Jak jego nazwa znalazła się w języku Słowian, którzy  bukowe i sosnowe lasy Rowokołu uznali za swoje schronienie i mieszkanie Bogów? Słowianie wystawili tutaj posąg Swarożycowi, bo któż inny mógł lepiej od niego opiekować się ogniem, który ciągle płonął na szczycie góry.

Panteon słowiański umieszcza Swarożyca na najwyższym tronie jako boga ognia, z irańskiego źródłosłowu – chwar – słońce, blask. Posąg Swietowita
Najprawdopodobniej był Swarożyc synem Swaroga, obaj w każdym razie mieli do czynienia z żywiołem ognia – domowego, ofiarnego i tego groźnego, niszczącego i przerażającego naszych przodków. Swaróg – Dadźbóg jest jedynym przypadkiem w mitologii słowiańskiej, gdzie określony jest stopień pokrewieństwa między bogami.

Na Pomorzu i wśród Słowian Połabskich, Swarożyc miał cechy bóstwa wojennego. Thietmar z Mersemburga w swojej kronice opisuje w 1018 roku świątynię słowiańską w Radogoszczy na Połabiu w roku poświęconą właśnie jemu.

Radogoszcz (Retra) znana również jako Radegost była głównym ośrodkiem politycznym Redarów, czyli Słowian Zachodnich pochodzenia lechickiego. Zrównana z ziemią po podbiciu Wieletów przez cesarstwo niemieckie. Dokładne położenie miejscowości nie jest znane. Przypuszcza się, że mogła leżeć w Gross Raden w Meklemburgii gdzie odkryto osadę słowiańską wraz z pozostałościami świątyni.

Również drugi kronikarz, dzięki któremu mamy wiadomości o wczesnych plemionach słowiańskich nazwał Swarożyca – Radogostem. Atrybutem tego boga był biały koń, a w radogoskiej świątyni podobno były stajnie, w których hodowano białe konie ku chwale Swarożyca. Czy nie przypomina to mitu jednorożca?

Najdokładniejszy świątyni Swarożyca i grodu Słowian, pochodzi z kroniki Thietmara z 1002 roku:

Jest w kraju Redarów pewien gród o trójkątnym kształcie i trzech bramach doń wiodących, zwany Radogoszcz, który otacza zewsząd wielka puszcza, ręką tubylców nie tknięta i jak świętość czczona. Dwie bramy tego grodu stoją otworem dla wszystkich wchodzących, trzecia od strony wschodniej jest najmniejsza i wychodzi na ścieżkę, która prowadzi do położonego obok i strasznie wyglądającego jeziora. W grodzie znajduje się tylko jedna świątynia, zbudowana misternie z drzewa i spoczywająca na fundamencie z rogów dzikich zwierząt. Jej ściany zewnętrzne zdobią różne wizerunki bogów i bogiń – jak można zauważyć, patrząc z bliska – w przedziwny rzeźbione sposób, wewnątrz zaś stoją bogowie zrobieni ludzką ręką w straszliwych hełmach i pancerzach, każdy z wyrytym u spodu imieniem. Pierwszy spośród nich nazywa się Swarożyc i szczególnej doznaje czci u wszystkich pogan. Znajdują się tam również sztandary (stanice), których nigdzie stąd nie zabierają, chyba że są potrzebne na wyprawę wojenną i wówczas niosą je piesi wojownicy. Do strzeżenia tego wszystkiego z należytą pieczołowitością ustanowili tubylcy osobnych kapłanów. 

Kronika Thietmara obejmująca schyłek IX wieku i znaczną część wieku X opiera się na znanych Thietmarowi dziełach historiograficznych i hagiograficznych. Jej wartość jednak wzrasta w tych partiach, w których Thietmar korzysta z tradycji ustnej oraz z własnego doświadczenia jako świadka wydarzeń. Poza dziejami Merseburga i państwa niemieckiego, Thietmar zawarł w niej również wiele informacji dotyczących historii Europy, także ziem polskich. Zrelacjonował m.in. zjazd gnieźnieński i wojny cesarza Henryka II z księciem Bolesławem I Chrobrym. Thietmar bardzo niekorzystnie przedstawiał Słowian, co być może wiąże się z jego rodzinnymi zdarzeniami. Dziadek ojca Thietmara (Lotar von Walbeck) oraz dziadek matki Thietmara (Lotar von Stade) zginęli w bitwie z Redarami w 929 roku. Natomiast jego ojciec Zygfryd von Walbeck ledwie uratował życie z bitwy pod Cedynią.

zdjecie,600,465232,20140317,widok-z-latarni-morskiej-w-czolpinie-w-tle-rowokol-najwyzsza-gora-w-okolicy-115-mnpm.jpg

Kronika zachowała się w tzw. rękopisie Drezdeńskim, w postaci 192 kart pergaminu, na których Thietmar osobiście nanosił poprawki. Do 1945 roku przechowywany był w saskiej bibliotece krajowej w Dreźnie, która została spalona podczas bombardowania aliantów w 1945 roku. Egzemplarz częściowo spłonął. Do odczytania możliwe są jedynie pojedyncze karty, nadal przechowywane w Dreźnie. Jednak dzięki opublikowaniu rękopisu w 1905 roku w postaci faksymile przetrwał do naszych czasów cały tekst. Niemal kompletny tekst „Kroniki” zachował się w dwunastowiecznym rękopisie pochodzącym z klasztoru Corbei w Niemczech.

Na Rowokole Słowianie założyli dwa grodziska, jedno tak zwane wyżynne na wierzchołku Rowokołu.( typu pierścieniowatego z wypukłym majdanem pochodzące z X- XII wieku) Drugie znajdowało się się u podnóża góry, od strony południowo-wschodniej i datowane jest na początek X wieku, a więc wcześniejsze. Obok grodziska znajdowało się źródło. Na wierzchołku zapewne odbywały się modły, wyprawiano święta, uczty i palono ofiarne zwierzęta, o czym świadczą archeologiczne znaleziska (odkryto olbrzymie palenisko położone w centralnym punkcie majdanu, wraz z ułamkami naczyń i kośćmi zwierząt. W rowach kontrolnych odkryto miejsce paleniska usytuowane wzdłuż umocnień, co pozwala przypuszczać, iż były one usytuowane koliście, w znacznym oddaleniu od głównego ogniska. Brak warstwy kulturowej, która mogłaby świadczyć o długotrwałym zasiedleniu, przy istniejących umocnieniach pozwala przypuszczać, iż istotnie mamy tu do czynienia z obiektem kultowym, gdzie palono ognie. Zachował się jedynie od strony wschodniej, południowo-zachodniej i zachodniej niski wał o stromych zboczach. Podstawa grodziska – ok. 65x75m, powierzchnia majdanu – ok. 47x48m, wysokość obiektu w stosunku do podstawy pagórka – ok. 100m. Wał w stosunku do powierzchni majdanu jest wysoki od 2-3m. Wiek tego grodziska określono na wczesne średniowiecze i późne średniowiecze. Grodzisko to z pewnością warownia, o dużym polu obserwacji.

Rowokół wyróżnia się i widać go z wielu ważnych miejsc w okolicy, przede wszystkim z morza i jezior. Ma wysokość 115 metrów. Leży w odległości 6 km od morza. Historia Rowokołu łączy się z historią Słowiańszczyzny, jej mitami, wierzeniami i jej krwawą przegraną z wiarą chrześcijańską. Na naszych ziemiach walka ze słowiańskimi bogami, świętymi gajami była okrutna, nie tak jak w Irlandii, gdzie Święty Patryk umiał wykorzystać miejscowe bóstwa i połączyć ich historię z dziejami ewangelicznymi, to spowodowało powstanie jednej z najciekawszych mitologii w dziejach chrześcijaństwa.

Słowianie ze swoimi bogami, często ucieleśnianymi z przyrodą nie mogli wygrać. A może to właśnie ich bogowie wydawali się groźni, niedostosowani do wymogów wiary w Chrystusa?

Święte drzewa, dęby i ludzie modlący się w lasach musieli robić to w tajemnicy. Ile mogła trwać taka historia tutaj, na Rowokole. Góra musiała być szybko zagospodarowana przez Chrześcijan, ponieważ była rzeczywiście ważna i ważny był posąg Swarożyca i ogień, który ostrzegał żeglarzy i równocześnie często przynosił im nadzieję, że ląd jest blisko. Czy posąg podzielił los Świętowita z Arkony? Brutalnie zniszczonego na oczach jego zrozpaczonych wyznawców?
Zniszczenie Arkony - Laurits Tuxen
Słowianie wierzyli, że każdy człowiek posiada duszę (nawie), która po śmierci wędruje do podziemnej krainy zwanej Nawią. Dobre dusze mogły od czasu do czasu powracać na ziemię, często palono ogniska, gdyż wierzono, że ogień ogrzewa wędrujące dusze.

Świątynia Świętowita w Arkonie była pokryta płaskorzeźbami i malowidłami, posiadała też własny oddział 300 konnych. Wewnątrz znajdował się bogaty skarbiec. Dostęp do wnętrza świątyni i boskiego rumaka miał jedynie długowłosy kapłan, któremu nie wolno było skalać boskiej siedziby oddechem. Świątynia ta została spalona 12 czerwca 1168 roku z rozkazu duńskiego króla Waldemara I, który zagarnął jako łup wojenny skarbiec Świętowita składający się z ofiar wielu pokoleń wiernych. To sanktuarium było ostatnią pogańską świątynią Słowian.

Świątynia słowiańska była również na Rowokole. Wiemy tylko że, na wale ziemnym, znaleziono pozostałości po grodzisku słowiańskim, a na wierzchołku Rowokołu zbudowany został kościół poświęcony Św. Mikołajowi, opiekunowi żeglarzy, a później mieściło się w średniowieczu sanktuarium maryjne, po którym pozostały zagłębienia w gruncie i fundamenty budowli. Z nim związane były legendy. W czasie gdy burzono kaplicę św. Mikołaja, zerwany z jarzma dzwon stoczył się po zboczu góry i zatonął w Łupawie, która wtedy była w tym miejscu bardzo głęboka. W dawnych czasach topił się tu co roku jakiś człowiek. Wnoszono z tego, że jest to kara za pohańbienie świętego miejsca. Ponadto mówiono, że niekiedy nocą słychać dźwięk dzwonów, dochodzący z głębiny.

Druga legenda o rybaku, Joście, który powracał późnym wieczorem łodzią z Rowów do Gardny Wielkiej. Noc była ciemna i dął bardzo silny wiatr. Jak często w takich sytuacjach pojawił się diabeł, proponując mu ratunek w zamian za podpisanie cyrografu na duszę. Rybak cyrograf podpisał własną krwią, postawił jednak warunek, aby diabeł na miejscu spotkania wybudował kościół z kamieni, przy czym budowę jego miał zakończyć zanim zapieje pierwszy kur. Płynąc spokojnie do swej checzy rybak cieszył się z wyprowadzenia diabła w pole, był bowiem przekonany, że ten nie zdąży na czas. Po powrocie do domu szybko zasnął i tuż po północy zbudził go straszy hałas. Zerwawszy się z posłania wybiegł na podwórze i zobaczył jak u brzegu jeziora diabeł oparty prawą nogą na wielkim kamieniu dowodził zastępem swych piekielnych kolegów, którzy przerzucali w kierunku jeziora belki i kamienie. Kościół był już na wykończeniu. Rybak – w obliczu niebezpieczeństwa – zapiał wtedy naśladując kura, budząc jednocześnie wszystkie koguty Wielkiej i Małej Gardny. Diabeł z wściekłości zburzył kościół, po którym pozostała znaczna ilość kamieni, tworząc odtąd Wyspę Kamienną lub Diabelską. Na jednym z głazów pozostał odcisk kopyta końskiego, ślad po czarcie.

rowokol_mapa

Sanktuarium na Rowokole było jednym z trzech stacji dla pątników. Dwa pozostałe miejsca pielgrzymowania to Sanktuarium Maryjne na Górze Chełmskiej i Sanktuarium Maryjne na Świętej Górze Polanowskiej. Kaplicy pw. Najświętszej Maryi Panny na Rowokole mogła powstać w związku z cudownym ocalaniem żeglujących. Po wprowadzeniu reformacji (na Pomorzu nastąpiło to 1534 r. )wszystkie trzy Świątynie nadbałtyckie zostały opuszczone i rozebrane. Wioska u stóp góry miała pierwotna nazwę Smolno, która wywodziła się od rośliny zwanej smółd lub od smoły i została zapisana w 1281 r. wówczas wieś należała do słupskich dominikanów.

W 1291 roku książę Bogusław IV przekazał wieś klasztorowi cystersów w Oliwie, a w latach 1329-1341 wieś należała do zakonu krzyżackiego.W 1622 ziemia smołdzińska powróciła do rodów Gryfitów. Ostatnia księżna z rodu Gryfitów, Anna de Croy, spędziła tu ostatnie swoje lata. Księżna von Croy, fundatorka miejscowego kościoła. Od średniowiecza ziemie wokół Smołdzina wraz z jeziorami były własnością książąt słupskich. Mijały lata i w 1632 roku zbudowano kościół w Smołdzinie, podobno zużyto dla niego również kamieni z kaplicy rowokolskiej.

W 1823 r. kościół przebudowano, a w 1874 r. dobudowano nawę poprzeczną. W kościele znajduje się wiele unikatowych zabytków: wczesnobarokowy ołtarz z bogatym wystrojem rzeźbiarskim oraz z portretami księżnej Anny i jej syna Ernesta Bogusława, ambona barokowa z XVII w, chrzcielnica z połowy XVII w., para ołtarzowych świeczników ( Muzeum Pomorza Środkowego w Słupsku) oraz dzwon gdański z 1706 r. Na stropie kościoła widniało 49 obrazów o tematyce biblijnej, po przeprowadzeniu prac konserwatorskich część z nich umieszczono na ścianach kościoła.

Przeprowadzone w 1992 r. badania archeologiczne i antropologiczne ujawniły, że w krypcie grobowej spoczywają w drewnianych trumnach zwłoki kobiety, mężczyzny i czworga dzieci pochowane w nieokreślonym czasie. Krypta ta najprawdopodobniej została zasypana w XIX wieku, w czasie którejś z kolejnych przebudów kościoła. Obok Kościoła stał nieistniejący już dziś, zniszczony wiele lat po II wojnie światowej pomnik poległych mieszkańców Smołdzina.

Na prostopadłościennym postumencie z napisem upamiętniającym na przedniej płaszczyźnie i czarnymi tablicami z nazwiskami na płaszczyznach bocznych stojąca figura żołnierza w pełnym rynsztunku, z odsłoniętą, pochyloną głową. Na ogrodzeniu za pomnikiem widoczne były cztery wizerunki Krzyża Żelaznego prawdopodobnie z nazwiskami żołnierzy wyróżnionych tym odznaczeniem bojowym.

I tak gdy Słowianie stracili swoje świątynie, a ich władcy i książęta przyjęli chrześcijaństwo nie było już miejsca na wiarę w święte dęby. Stali się chrześcijanami, coraz mniej osób pamiętało demony i obrzędy, którym wierne były cale pokolenia. Żegnając się znakiem krzyża i tak myśleli, że chmurami włada płanetnik, a spotkanie z rusałką może skończyć się dla mężczyzny źle.
Las na Rowokole
Bali się niezrozumiałych zjawisk zachodzących w przyrodzie, jak we wszystkich wierzeniach mieli zastępy mniejszych i większych bóstw, które chroniły ich przed burzami, ogniem, wiatrem, powodzią. Czy pracę nad dbaniem o to wszystko mógł przejąć jeden chrześcijański Bóg? Powątpiewali, musiały minąć wieki zanim uwierzyli. Ale i tak ich wiara jest czasami bardzo płytka.

Nie wolno odcinać się od swoich korzeni. W naszych żyłach płynie krew pamiętająca ogniska Kupały, posągi Swarożyca i Świętowita. To jest dobra pamięć. Możemy pozazdrościć Celtom ich mitologii, nasza jest zazwyczaj wstydliwie wyśmiewana jako legendy i bajki stworzone z niczego.

Ale chyba ciągle tak samo boimy się morderczej Południcy, gdy wychodzimy na południowe pole i łany zbóż zaczynają falować, znaczy demoniczna kobieta jest blisko..trzeba ukryć się w cieniu.

Na Rowokole rośnie stary las, dla Słowian drzewa były święte. Kiedy szumiał wieczorem, a słyszałam go z naszego korytarza z hoteliku w Smołdzinie, dla mnie był to przejmujący szum.Poludnica Jestem słowiańskim dzieckiem – myślałam, kocham las i drzewa.

Jacy jesteśmy niedoskonali, że nie możemy czuć połączenia z naszymi przodkami, nie słyszymy ich głosów przy Rowokolskiej świątyni.. a może to tylko moment i wyobraźnia zaczyna pracować.

Ogień na szczycie góry znów płonie, idę ścieżką, która wiodła na szczyt taką samą kobietę, Słowiankę, idącą w mrokach dziejów. Jakie były jej pragnienia, jak musiała walczyć o byt, o jeszcze jeden dzień, który gdy wstawał pogodny nad lasem, był wygraną.

Gdy dochodziła na szczyt Rowokołu, jak teraz ja, siadała przy ognisku i słuchała śpiewów, grzała siebie i swoje myśli w czerwonych płomieniach, patrząc płochliwie na cienie lasu. Może zdarzył się nieznany przybysz ze statku, który dzięki ogniowi na Rowokole szczęśliwie przybił do brzegu.

Opowiadał o innych krainach i o tym, że w gdzieś daleko, w Arkonie padł posąg naszego Boga, Świętowita, zniszczony przez wrogich Duńczyków. Kobieta patrzyła w ogień. Przeczuwała że już nic nie będzie takie samo.

Źródła:

  1. Rowokół (115 m n.p.m.) – wzniesienie polodowcowe położone na Wybrzeżu Słowińskim w pobliżu Smołdzina, w odległości 6 km od morza, widoczny z morza żeglarski punkt nawigacyjny, rezerwat przyrody o powierzchni 562,81 ha
    Na szczycie znajduje się platforma widokowa na Smołdzino oraz jeziora Gardno, Łebsko i wybrzeże Bałtyku. Prowadzi tu szlak turystyczny.
  2. wikipedia, internet
  3. R. Kamiński, Kaplica NMP i cmentarz na Rowokole, w: „Tysiącletnie dziedzictwo chrześcijańskie Pomorza
    Środkowego”, Katalog Wystawy czerwiec-wrzesień 2000, Muzeum Okręgowe Koszalin, s. 60-64.
  4. Kronika Thietmara, http://www.mgh-bibliothek.de/thietmar/fol.0001.html
  5. Kościół ze Smołdzina, http://smoldzino.most.org.pl/kosciol.html#Kościół

 

Źródło artykułu: http://www.mariolasocha.republika.pl/witryna%20felietony/rowokol.htm

Tekst umieszczony z okazji protestu przeciwko budowie kaplicy chrześcijańskiej na szczycie wzgórza.

Gmina Smołdzino otrzymała od ministra środowiskaJana Szyszko zgodę na wzniesienie na wzgórzu kaplicy pw. św. Mikołaja. Prace mają być rozpoczęte do 2019.

Szczególnie że są argumenty przeciwne, ponieważ jest to park narodowy, a nie prywatna działka.

– Jest to teren ściśle chroniony, w którym nie powinno być żadnych nowych interwencji człowieka, inwestycji, budowy, która generuje ruch samochodów i maszyn – komentuje decyzję ministerstwa dr Jacek Antczak, członek Rady Naukowej Słowińskiego Parku Narodowego. – Wszelkie działania, które prowadzi się teraz na terenie parku, powinny prowadzić do skanalizowania i uspokojenia ruchu w tak cennym przyrodniczo miejscu. Dziwi nas decyzja ministerstwa, tym bardziej że wszelkie kwestie związane z parkiem były dotychczas konsultowane z naszą radą. W tym przypadku nikt nie zapytał nas, czy budowa takiej kaplicy w parku narodowym jest dobrym pomysłem. Na ten temat powinniśmy przeprowadzić badania.

Andrzej Demczak, zastępca dyrektora Słowińskiego Parku Narodowego, potwierdza, że dyrekcja nie konsultowała się sprawie budowy kaplicy z radą naukową.

– To nie my wnioskowaliśmy o tę budowę, lecz wójt gminy – tłumaczy wicedyrektor. – Gmina otrzymała zgodę z ministerstwa, któremu podlegamy, ma czas na rozpoczęcie budowy do 2019 r.

To jednak nie koniec planów gminy na zagospodarowanie wzgórza Rowokół.

– W przyszłości będziemy wnioskować do ministerstwa o możliwość zbudowania kapliczek drogi krzyżowej – zapowiada Arkadiusz Walach. – Jestem przekonany, że droga krzyżowa jeszcze bardziej uatrakcyjni wzgórze i przyciągnie do naszej gminy wielu pątników.

Źródło: http://trojmiasto.wyborcza.pl/trojmiasto/7,35612,21369695,wojt-zbuduje-w-parku-narodowym-kaplice-zgode-wydal-minister.html#MT

Seria zdjęć figur Świętowita i/lub Światowida w Polsce

Kolejna seria, ale tym razem nie można mieć pewności z jakiego miejsca pochodzą te figury i kto je stworzył np. figura poniżej. Ale co do większości to istnienie jest pewne. Prócz Świętowita w Polsce są dwie perełki czyli jeden znajdujący się na Islandii oraz posąg Bogini Lasu – Dziewanny.

2169230_329-swiatowid
okolica Warszawy Legionowo

2531893_438-slawa-pradawnym-bogom.jpg

 

Rzeźba Świętowita w Wolinie – miejsce odnalezienia pogańskiej figurki

64260604.jpg

20120816005-Wolin.jpg
Wolin
DSC_0251.jpg
Babia Góra – Figura Świętowita

DSC_0258.jpg

 

Rzeźbiarz ze strony wyrzeźbił Świętowita: https://drewienko.wordpress.com/tag/swiatowid/

Wyrzeźbiłem Go z pnia lipowego, wysokość 160 cm. Rzeźba zabezpieczona jest Wood Preserver oraz Exstreme oil firmy Bondex.

 

Poniżej kontrowersyjny Świętowit, w którego artyści wpletli chrześcijańskie akcenty. Dlatego zgadzam się z autorem poniższego tekstu:

Spośród historycznych posągów Świętowita najbardziej znany jest Świętowit ze Zbrucza, a spośród współczesnych Świętowit z Milówki. Pierwszy milówkowski Świętowit, mający 14 metrów wysokości powstał w ubiegłym roku na terenie słynnego Leśnego Grodu. Drugi, sześciometrowy, stanął w tym roku najpierw przy dworcu kolejowym, a ostatecznie na placu przed biblioteką. I o tym właśnie posągu chcę dzisiaj pisać.

Jest to posąg co najmniej dziwaczny. Z jednej bowiem strony przedstawia on pogańskie bóstwo, a z drugiej jest nasycony treściami chrześcijańskimi. Cztery strony rzeźby odnoszą się do czterech okolicznych miejscowości: Milówki, Rajczy, Węgierskiej Górki i Kamesznicy.. Na stronie kamesznickiej widnieje portret tamtejszego proboszcza, który zasłynął dzięki swojej wojnie z alkoholem. Na rajczańskiej jest natomiast przedstawienie znajdującego się tam sanktuarium maryjnego. Takie pomieszanie chrześcijaństwa z pogaństwem wielu ludzi gorszy. Jest on nie do zaakceptowania nie tylko dla znacznej liczby chrześcijan, ale także dla znakomitej większości rodzimowierców. Jedni i drudzy, jeżeli poważnie traktują swoją wiarę, nie akceptują synkretyzmu religijnego. Dla chrześcijan niedopuszczalne jest mieszanie religii prawdziwej z fałszywą, a dla rodzimowierców rodzimej z obcą.

Co jednak jest niedopuszczalne na płaszczyźnie religijnej, jest tolerowane na płaszczyźnie artystycznej. W literaturze taki synkretyzm jest rzeczą absolutnie normalną. Dobrym tego przykładem jest twórczość Adama Mickiewicza, w której można znaleźć elementy nie tylko chrześcijaństwa i pogaństwa, ale także judaizmu. Oczywiście są autorzy, którzy czynią z tego tytułu wieszczowi zarzuty, ale stanowią oni raczej margines środowiska badaczy literatury. Również w sztuce w tym także i ludowej, taki synkretyzm uznaje się powszechnie za dopuszczalny. Jednak z drugiej strony równie powszechnie uznaje się, że dzieła kontrowersyjne, a synkretyczny Świętowit bez wątpienia się do tej kategorii zalicza, nie powinny być prezentowane w przestrzeni publicznej. A więc w prywatnym parku, do którego wchodzi się za biletami jak najbardziej, na Rynku natomiast niekoniecznie. Nie twierdzę, że Świętowit powinien zniknąć z centrum Milówki, mnie bowiem on nie przeszkadza, tak jak nie przeszkadzają mi synkretyczne dzieła Mickiewicza. Potrafię jednak zrozumieć tych, którym przeszkadza, myślę więc,że byłoby lepiej, gdyby artysta rozważniej lokował swoje dzieła. Poniżej kilka zdjęć Świętowita z Milówki mniejszego.

http://svetomir.blox.pl/html/1310721,262146,21.html?412705

 

Poniżej kopia Światowida ze Zbrucza na rondzie w Żorach. Sam nie wiem, z jednej strony to pokazanie naszej kultury i korzeni wiary, a z drugiej strony… zero szacunku do posągów wiary naszych Przodków. Ciekawe czy zgodziliby się aby na środku ronda postawić krzyż?

[Rondo Litewskie (GPS: N 50.043474°, E 18.696614°)]

 

Świnoujskie przy Promenadzie przy ulicy Energetyków.

77067085.jpg

 

Trzygłów – pomnik na wyspie Wolin, park miejski w Wolinie

77067235.jpg

 

Rzeźby Świętowita na  Luboniu Wielkim:

 

Bogini Dziewanna Podlasie

5722_podlasie_dziewanna__staro_sowiaska_bogini_lasw_212.jpg

 

Teraz odejdziemy dość daleko i pokażemy Światowida znad Zatoki Faxa

Swiatowid znad Zatoki Faxa_0.jpg

Światowid Zbruczański w skansenie w Gnieźnie:

DSC_1511.jpg

 

Charzykowy koło Chojnic, zdjęcie z 2010 roku.

4be944af7237e_o,size,933x0,q,70,h,668f99.jpg

Posąg słowiańskiego boga Światowida wrócił po prawie dziewięciu latach na swoje miejsce – na brzeg Jeziora Charzykowskiego. Posąg usadowiony jest przy parkingu, zwyczajowym miejscu widokowym, przy tak zwanej zielonej drodze, czyli trasie z Chojnic do Bytowa. Światowid tak jak został skradziony w tajemniczych okolicznościach, tak też cudem się odnalazł aż pod Słupskiem, czyli ponad sto kilometrów od Chojnic.

– Wracałam z Sądu Okręgowego w Słupsku. Zobaczyłam posąg, stojący w jednym z ogrodów. Od razu rzucał się w oczy. Jest przecież bardzo nietypowy. Coś mnie tknęło i poprosiłam kierowcę, żeby zwolnił. Byłam prawie pewna, że to nasz Światowid – opowiada nam Lucyna Zakrzewska, prokurator chojnickiej Prokuratury Rejonowej.

Zakrzewska sporządziła notatkę i… Światowid po dziewięciu latach wrócił na swoje miejsce. W 2001 roku bowiem został skradziony.

Wówczas też policjanci z niedowierzaniem kręcili głowami. Kradzież ważącego ponad tonę posągu nie była wcale łatwa. Ktoś musiał zamówić dźwig i wywrotkę… Pomimo zabezpieczenia śladów nie udało się jednak ustalić złodzieja.

Jak dużą wartość przedstawiał Światowid dla mieszkańców Chojnic i pobliskich postumentowi Charzyków, świadczy fakt, że zarządca drogi, przy której stoi, chciał po kradzieży zlecić wykonanie repliki.
– Zdobyłem nawet rodzinne zdjęcie mojego pracownika, gdzie w tle był widoczny posąg. Na odtworzenie rzeźby zabrakło nam jednak pieniędzy. Musielibyśmy zlecić wykonanie formy, a to nie miało kosztować kilku złotych – mówi Krzysztof Deruba, dyrektor chojnickiego oddziału Zarządu Dróg Wojewódzkich z siedzibą w Pawłówku i jednocześnie właściciel posągu.

To właśnie Krzysztof Deruba musiał zidentyfikować posąg Światowida i stwierdzić, czy odnaleziony pod Słupskiem, to ten sam, który został przed dziewięcioma laty skradziony pod Charzykowami.
– Obawiałem się, że nie będę go w stanie rozpoznać. Z pomocą mi przyszedł właściciel baru stojącego przy parkingu. To on mi przypomniał, że nasz Światowid miał bordową plamę po farbie – dodaje Deruba, który po odebraniu posągu zlecił jego oczyszczenie.

Obie sprawy prowadzone przez Komendę Powiatową Policji w Chojnicach: kradzież sprzed lat i cudowne odnalezienie zostały umorzone ze względu na niewykrycie sprawcy. Właściciel domu z ogrodem pod Słupskiem twierdził bowiem, że Światowida od kogoś odkupił. Od kogo? Nie był w stanie sobie przypomnieć.
– Najważniejsze, że Światowid wrócił na swoje miejsce – dodaje Zakrzewska. – Wygląda znacznie lepiej niż przed kradzieżą.

Autor: Maria Sowisło

2010-05-11, Aktualizacja: 2010-05-11 14:49 źródło: Polska Dziennik Bałtyck

A tutaj mamy pomnik Świętowita/Światowida w Bytowie, pl. Krofeya Szymona:

 

Tutaj jeszcze bardziej nowoczesna instalacja, rzeźba Świętowita którą można znaleźć w miejscowości Boria, a bliżej w Maksymilianowie w woj. świętokrzyskim.

boria-rzezba-swietowita.jpg

 

Kolejna jak dla mnie dziwna instalacja to Śwętowid Kaszubski w Szymbarku, powstała w 2010 roku:

 

 

„Świętowid Kaszub”, statua, która stanęła na terenie Centrum Edukacji i Promocji Regionu, a którą dziś oficjalnie zaprezentowano, nawiązuje do tej tradycji, ale zawiera odniesienia do chrześcijaństwa i najważniejszych cech Kaszubów.

– Jest to hołd złożony naszym przodkom, którym my niejednokrotnie nie dorastamy do pięt, ale dzięki temu pomnikowi można sobie wiele rzeczy usystematyzować – powiedział Daniel Czapiewski, właściciel Centrum Edukacji i Promocji Regionu w Szymbarku, współtwórca projektu. – Pomnik, który dziś prezentujemy wskazuje na cztery strony świata. Nawiązuje swoją symboliką do wielu ważnych cech, a więc mamy tutaj patriotyzm, religijność, pracowitość, a także upór, a więc dążenie do celu. Wiele mówią twarze i gesty rąk, ale ważne jest, że nasz „Świętowid” wychodzi z drzewa, które symbolizuje niemego świadka historii, ale też nawiązuje do tradycji drzewnej, której wiele przykładów mamy właśnie na terenie Centrum Edukacji i Promocji Regionu.

 

Puste Noce

kasz. pustô noc

10321519_306058689600988_5869832173140045104_oPusta noc to kaszubski obrzęd odbywający się w ostatnią noc przed pogrzebem zmarłego. Jest to dość trudna nazwa do wyjaśnienia, być może miała wyrażać pustkę po stracie bliskiej osoby. Według wierzeń ludowych puste noce to czas wielkiej i niezgłębionej tajemnicy. Prawdopodobnie przymiotnik pusty oznacza tyle, co: cichy, pozostawiony samemu sobie. Warto pamiętać, że do dnia pogrzebu obowiązywał zakaz wykonywania wszelakich „hałaśliwych” prac. Staropolskie pusty oznaczało także: opuszczony, pozbawiony pomocy i zapomniany. Takiemu zapomnieniu o duszy i jej osamotnieniu zapobiegano przez sprawowanie obrzędu pustych noc. Dawniej takie spotkania odbywały się nad trumną zmarłego, która wystawiana była w domu. Zwyczaj był żywy na terenie całej wspólnoty bałtosłowiańskiej, ale z czasem zapomniano o nim na większej części wspomnianego obszaru. Jeszcze w XIX wieku czuwano przez kilka nocy przed pogrzebem, a w ostatnią do samego rana. Obecnie to czuwanie zaledwie kilkugodzinne, przed samym pogrzebem.

Czytaj dalej