Gwarki i dziewczyna – legenda


Legenda współczesna, wymyślona przez autora legendy.

Dawno, dawno temu, gdy światem rządzili starzy bogowie a lasy pełne były najprzedziwniejszych stworzeń, góra Ślęża była miejscem niedostępnym zwykłemu śmiertelnikowi. Spowijała ją mgła, a cały szlak na szczyt oznaczony był pochodniami, ale tylko na czas świąt ku czci bogów, na co dzień wstęp tam miały tylko kapłanki i żercy. Jednako kusiło wielu to dziwo a sam możny pan, który w posiadaniu miał ziemie u stup góry, śnił o tym by zapuścić się w mrok Ślęży.

Chłopstwo powiadało, że po lasach najprzedniejsza zwierzyna biega a jagody i maliny są słodsze od miodu. Baczył mimo wszystko gospodarz by na dom swój nie ściągnąć nieszczęścia i bogów nie rozgniewać. Wystrzegał się szlaku po za porą świętą, pomny na swe dzieci. Szczególna go rozpacz ogarniała na samą myśl, że coś by się przydarzyć mogło jego najmilszej córce Żywi. A dziewczę to było piękne, rumiane jak żadna inna dziewczyna w okolicy, włos miała trefiony w warkocz, złoty jak łany zbóż, na skroni nosiła wianek, który sama plotła z polnych kwiatów, po wsi mówiono, że dziewczyna jest darem samej Mokoszy, bo nie tylko z zewnątrz piękna ale i serce miała piękne. We wsi jej ojciec za surowego uchodził, ale kto wpierw z córą radził, ten mógł najsroższej kary uniknąć. Nie dziwiło więc, że Żywia była jak klejnot dla wszystkich, nie tylko dla ojcowskiego serc.

Pewnego dnia możny pan dostał wiadomość, iż w gościnę wybiera się do niego kniź. Będąc, bowiem na łowach postanowił rozejrzeć się po swych ziemiach i sprawdzić jak sobie poczynają jego poddani. Przerażony tą wiadomością pan, począł myśleć jak ugościć tak zacną i ważną osobę, która sama do niego w progi nie zajrzy, lecz i z świta pewnie zostać na czas jakiś zechce.  Ani myśląc zebrał chłopów i rozdzielił im obowiązki, a to chleba i ciast wypiec  i zwierza tłustego na ucztę wyszykować.

rusalka_by_cabals-d7ajd5b.jpg

Jednak rok był lichy a zwierzy w lesie w którym polować im było wolno nie za wiele. Zerkał, więc pan w stronę Ślęży i zastanawiał się, co straszniejsze, gniew bogów czy kniazia. A lęk go tym większy ogarniał, iż bogowie jego tylko przeklną a kniaź gotów pewno i pomsty za brak gościny powziąć na wsi. Spojrzał w stronę córki, która właśnie z lasu przyszła z koszem pełnym owoców i grzybów. Zamyślił się przez chwilę a potem sięgnął po duże czerwone maliny, były słodkie jak sam miód albo i słodsze.

– Dziecino a ty te maliny gdzie rwałaś?
Żywię spowił rumieniec a ojciec już poznał skąd narwała malin.
– A gdyby cię jakie Gwarki wypatrzyły? 
Ależ ojcze, jaki Gwarek miałby ze mnie pożytek? Jestem chuda i nie nadam się do pracy we wnętrzu góry, nie znam się na wydobywaniu kamieni. – Odpowiedziała bez namysłu córka.
A gdyby cię dla swego pana porwali? Krasna jesteś, pracowita i masz dobre serce, pożytek miałby z ciebie władca Ślęży. 
Ojcze, mam maliny z nich upiekę ciasto, tak słodkie, że nawet kniaziowi serce zmięknie, jeśli by coś się nie spodobało mu na ziemi naszej.
Córko, ile razy to ci mówiłem, że do lasu zakaz wstępu. Tylko podczas świąt, gdy cię żercy wezwą. 
Ile razy sam miałeś ochotę ojcze w lasy wejść na łowy? Ja to w dobrej wierze czynie, Gwarki mi to wybaczą a król góry ma tyle owoców, że nawet nie zauważy braku kilku malin. Przeto zakazu żerców nie złamałam, nie polowałam na zwierzynę a jedynie owoce na skraju szlaku zerwałam i grzyby przydrożne.

Możny pan pokiwał głową i pogłaskał córkę po policzku, wiedząc, że latorośl widzi jego zmartwienie i też rada mu pomóc. Nie mógł jednak przestać myśleć o tym, co by Gwarkowie zrobili z jego córką, gdyby przyłapali ją w lesie. Wiedział przecie ojciec i każdy, kto w pobliżu Ślęży mieszkał, że Gwarki nie są łaskawe dla ludzi nie to, co Domownik. Gwarki zazdrośnie strzegą tajemnic swej góry i króla, nieposłusznych wabią w rozpadliny lub na przepaść gdzie słuch po nich ginie. Chłopi powiadają, że Gwarek zaciąga ludzi do wnętrza góry, gdzie przychodzi im żywota dokonać na ciężkich pracach drążąc korytarze królestwa pana, który w górze mieszka a który raz na jakiś czas przybrawszy postać niedźwiedzia porywa panny by z nim życie dzieliły. Jednak za równo Gwarki jak i ich król przedziwny nie wiedzą, że ludzie bez światła w mroku góry mrą z wycieczenia i tęsknoty za światłem. Zastanawiał się możny pan ile to z tych opowieści córa jego zrozumiała a ile z nich za bajania brała. Jednak co by nie mówić, prawda była taka, że kto się na Ślęże udał zapominając o zakazach żerców, ten gubił się w mgle grzązł w błocie i darmo ratunku wzywał, głos jego echem odbijał się od drzew i nie pozwalał wydostać się z ziemi bogom oddanej.

Minął jednak dzień jeden i drugi i nic się nie działo jeno dzień przed kniazia wizytą, jakie wilcy zawyły na skraju lasu ostrzegając ludzi przed wstępem na ziemię świętą.
Przyjechał, zatem kniaź i ugoszczony został godnie a widział i ojciec i przyboczni kniazia a nawet chłopi, że pan ziem wodzi za Żywią wzrokiem i za pewne już jest pod czarem dziewczyny, nie myśląc ani chwili podszedł ojciec do Żywi i zabrał ją na bok izby.
Ciągle żył w strachu przed karą i porwaniem córy, wzrok kniazia natomiast myśl mu nasunął jak córkę od Gwarków uchować.

Żywio, podaj kniaziowi ciasto z malin i nalej miodu, nie odstępuj go, przeto na krok, chyba, że sam cię odprawi. – Dziewczyna natychmiast ojcowska radę zrozumiała i poczęła czynić jak jej nakazał.

Kniaź ni myśląc zwrócił się do gospodarza.

Kiedy córę w swaty oddajesz? A może już, komu przyrzeczona?
Nie szlachetny panie, ma córa jeszcze nieprzyrzeczona. To mój klejnot najwspanialszy 
i w całej mej ziemi nie ma godnego jej ręki. Na zmarnowanie zaś jej nie dam, jest dobra
i pracowita. Dzielna jest jak nie jeden mężczyzna.
To duma posiadać taką córę, – stwierdził kniaź.
Pociecha dla ojca, który syna nie ma a same córy, bo ona mi córą i synem.

Kniaź wyprostował się na krześle i przenikliwym spojrzeniem dziewczynę obdarzył, ta zaś spowiła się rumieńcem.

Powiedz mi piękna Żywio, – zwrócił się do dziewczyny. – Śpiewać potrafisz? A tańczysz? Ojciec mówi, żeś mu synem, dzielna i pracowita. A ja ciekaw jestem córy.

Żywia ukłoniła się kniaziowi i odstawiła tacę z ciastem tuż pod jego nosem.

To, co mój ojciec rzekł o mnie radością mnie napawa, lecz będąc mu i synem, obowiązki kobiety nie są mi obce. Mój ojciec jest tu panem, ale ja od pracy nie stronie, bo w naturze wszystko na chleb zasłużyć winno. Śpiewy i pląsy nie są mi panie obce, umilają mi dzień pracy.
Nie tylko piękna, ale i mądra, to jest skarb ojca, skarb godny króla, zaśpiewaj mi, zatem panienko.

Żywia zaśpiewała, tak pięknie, jak potrafiła, śpiewała o zielonym lesie, pełnym dziwów,
o świętej górze, gdzie bogi radzą, o swej miłości do świata. Urzekło to kniaźa jeszcze bardziej, niż ciasto z malinami i miód, bardziej niż jej rumiane lico i warkocz, wiedział już, że ta jego będzie.

Kniaź zerknął na gospodarza a widząc, że ten dalej obok niego stoi, nakazał mu spocząć obok siebie i jak równy z równym radzić.

Przybyłem w gościnę, uraczyłeś mnie w niedostatku, jakbym sam nie myślał, dobrym jesteś zarządcą, ludzie mówią, żeś surowy, lecz sprawiedliwy. O Żywi mówią jak o samym złocie. Nic nie powinienem od ciebie żądać, bo doglądasz tych ziem i sprawujesz tu dobrze władzę w mym imieniu, jednak proszę o twą córę.

Gospodarz uśmiechnął się chytrze wiedząc, że jego plan się udał i córa bezpieczna będzie na dworze kniazia, jednak wiedział, że targu dobić musi, by wszystko, co padło na temat córy jego, prawdą było.

Zwyczaj zwyczajem i za swą córę otrzymasz zapłatę.
Panie jeden warunek pozwól mi postawić.

Kniaź zerknął na gospodarza zdumion, że ten mu warunki chce stawiać, lecz ciekaw ich milczał.

Pozwól mej córze decydować o sobie, bo moją zgodę już masz.

Kniaź pokiwał głową a gospodarz córę wezwał i oznajmił jej, kniaziową wolę. Serce dziewczyny mocniej zabiło i rozpromieniła się, sama myśl, że ma zostać kniazia żoną serce jej radowała. Lecz po chwili na ojca zerknęła smutno.

Panie miłościwy, po stokroć się zgadzam, lecz serce mi zaraz pęknie jak pomyślę, że ojca i siostry mam porzucić. 
Takie jest prawo i według niego córa porzuca gniazdo rodzinne, lecz nie martw się, 
bo twego ojca nie zostawię bez pomocy.

Te słowa rozradowały dziewczynę i gotowa była kniaziową żoną zostać, bo jej mądrość podpowiadała, że większy z niej pożytek będą mieć ludzie, gdy i ona na tronie u boku kniazia zasiądzie.

Tu by historia zakończyć się mogła, lecz co to byłaby za opowieść, wszak Żywia złamała zakaz i w las na Ślężę poszła. A widziały ją Gwarki, choć ona ich nie spostrzegła,
bo małe istoty w szarych strojach, chowały się za liśćmi i kamieniami na drodze.
Krzywdy jednak nie czyniły dziewczynie, bo i je uraczył jej głos i serce, a Gwarki potrafiły dusze poczciwą w ludzkim głosie rozpoznać. Ulitowały się nad nią, bo dziewczyna o smutnym losie wsi, bez urodzaju, do której kniaź zmierza, śpiewała.
Prawiły, więc swemu władcy o pięknej pannie, z złotym włosem a ten po samej opowieści zapałał do niej miłością, śledzić nakazał i o wszystkim siebie informować.
Togo zaś wieczora, gdy kniaź Żywi tron obiecywał u swego boku, Gwarkowie swemu panu nowinę zanieśli, król zaś z wściekłości, że pannę straci tak urodziwą, podjął straszną dla Żywi decyzję. Wilki wyprawić kazał, co by zasmakowały zwierzyny pod okiem ludzi chowanej.

cabals__the_card_game___domovoi_by_cabals-d75bihj.jpg

Wieść o tej napaści poruszyła gospodarz, bo wcześniej, żaden wilk z lasu się nie wychylił a ludzie bezpieczni byli, przeto blady strach zapanował na uczcie, a jeszcze większy w sercu dziewczyny. Kniaź zaraz łowczym kazał się szykować, na polowanie za bestiami ruszać, choćby i na ziemię bogom poddaną, cisza zapanowała na polach, wiatr nie wiał a ptaki zamilkły. Żywia z trwogą w sercu spoglądała na ojca i kniazia, bo jeśliby zwierzynę na świętej górze dopadli i tam krew przelali, wtenczas na całe plemię niedole sprowadzą.

Ani myśląc wybiegła z chałupy, na wóz, którym chłopi siano wozili spojrzała.
Jeszcze koni z zaprzęgu nie uwolnili, tym prędzej na wóz wskoczyła i koniom rozkazała zajechać drzwi chałupy. Nim się gospodarz i izba spostrzegła, wyjść już nie było jak, okna za małe by się, kto oprócz dziecka przecisnąć zdołał, blady, więc strach padł na pozbawionych drogi wyjścia. Widzieli tylko niedźwiedzia, co wbiegł na obejście i przed dziewczyną na baczność staną, skłonił się jej nisko a ta bez trwogi i jemu ukłon oddała.
Słyszeli też w izbie jak niedźwiedź ludzkim przemówił głosem.

– Panno słodsza od miodu, czyś ty maliny zrywała na szlaku?
– Tak, ja panie. – Odparła bez lęku Żywia.
– Panno promienna jak słońce, czyś grzybów narwał kosz pełny?
– Tak panie, to ja byłam.
– Panno roztropna, czyś mnie pytała o zgodę? Czy zapytałaś pana Ślęzy, czy możesz zabrać z mego królestwa skarby?
– Nie panie, nie pytałam, choć w dobrej wierze to czyniłam, to nie pytałam, czy zabrać je mogę.
– Więc i ja cię o zgodę nie pytam, a pójdziesz ze mną i moją panią zostaniesz.

Żywia poczuła jak oblewa ją zimny pot, lecz nieulękniona stała w głowie swej fortelu jakiegoś szukając by ujść od niedźwiedzia, który był panem Ślęży, lecz nim zdołała słowo jeszcze powiedzieć, niedźwiedź porwał ją z sobą w mrok góry. Z dala dobiegał ją łomot siekiery, którą za pewne ojciec i kniaź próbowali przejście sobie zrobić. Roniła łzy z rozpaczy z żalu nad swym smutnym losem a każda kropla padała na ziemię a z każdej kropli niezapominajka wzrastała. W końcu umęczona zasnęła.

cabals__the_card_game___bear_spirit_by_cabals-d705x3x.jpg

Gdy powieki swe uchyliła, znalazła się w komnacie, której królowie mogli jej zazdrościć. Spoczywała na łożu miękkim jak owcza wełna, pod szkarłatnym baldachimem, gdzie nie spojrzała tam drogie kamienie mieniące się blaskiem ognia z pochodni a stół zastawiony po brzegi jadłem. Usiadła nie wiedząc sama czy jeszcze jest żywa, czy już w Nawii ją witaj.

Nagle drzwi zaskrzypiały i stanął w nich postawny mężczyzna o surowym obliczu, lecz łagodnych oczach w koronie wysadzanej klejnotami i w płaszczu królewskim, w szatach
z bawełny utkanych.

– Od dziś twój jest to dom, będziesz jego panią. Co zechcesz to dla ciebie uczynię.
– Daruj mi więc wolność panie.
– O to jedno nigdy mnie nie proś, tego nie otrzymasz.
– Więc będę twym więźniem?
– Będziesz mą żoną, królową Ślęży i wszystko będzie na twe rozkazy.
– Na co mi to, gdy wolna nie jestem?
– To cena za maliny, za skarby zabrane bez mojej zgody. 

Dziewczyna znów poczęła szlochać a król opuścił jej komnatę.

Tak mijały dni, szloch Żywi niósł się echem nie tylko pod ziemią, ale i nad nią.
Kniaź zrozpaczony utratą panny, gotów był całą zwierzynę leśną wybić, kazał na niedźwiedzia zasieki szykować, gospodarz natomiast spochmurniał i jakby mu lat przybyło, wychodził, co dnia z chaty i na szlaku prowadzącym na szczyt Ślęzy siadał, córki wypatrując daremnie.

Tak minął miesiąc, nikt nie zauważył, że urodzajne stały się ziemie a zwierzyny przybyło na terenach łowieckich, wszyscy w smutku za Żywią zmarnieli, aż dnia pewnego
w ojcowej chacie, jaka pani szlachetna się zjawiła, z orszakiem na białym jeleniu, w szacie złoto-zielonej z diademem królewskim na głowie, z pierścieniami z drogich kamieni.

Stał gospodarz w to dziwo wpatrzony, bo jakaś znajoma była to postać. Gdy tylko nadobna pani go ujrzała w ramiona mu padła o wybaczenie błagała. Poznał ojciec swą córę ukochaną, zastanawiał się jak uciekła i kogo poślubiła, lecz pytać nie śmiał, radości swej nie chciał tracić. Zaprosił ją do izby, ucztę wyprawić kazał, znów zapanowała radość i muzyka a chłopstwo całe zbiegło się przed dom i podziwiało Żywię, aż nastał wieczór,
wilki zawyły i trwogą zdjęły wszystkich. Dziewczyna wstała od stołu a za nią jej świta.

– Mąż na mnie czeka. – Oznajmiła zerkając w okno.
– Gdzież jest twój mąż? Chcę go poznać.– Odparł ojciec a dziewczyna wskazała na obejście, gdzie stał już postawny niedźwiedź. Mężczyzna chwycił za siekierę, lecz Żywia wskazała aby gniew swój wstrzymał.
– To król Ślęży, dla was przyjmuje tę postać, lecz kształt jego prawdziwy jest taki jak twój 
i mój, pogodziłam się z mym losem, on mi jest dobrym mężem i dba o mnie i o ciebie. 
Dba o to by niczego ludziom nie brakło. Dba byście w dostatku bez zmartwień żyli, wrogi też na ziemię twą ojcze nie wkroczą.
– Córę mi zabrał, pociechę moją.

Dziewczyna ucałowała ojca w policzek.

– Trzeba mi było ojcowskiej przestrogi słuchać, a tak niech się, na co przyda me nieposłuszeństwo. Nawet w dobrej woli można zło uczynić. Moja kara nie jest dotkliwa, mąż mój jest dla mnie dobry, dba o mnie i nic wbrew mnie nie czyni a oto raz w roku, gdy dzień najdłuższy a noc najkrótsza, będę tu do ciebie zaglądać a kto wie, może niebawem z wnukami tu przybędę. Ty ojcze rządź jak rządziłeś sprawiedliwie, lecz słuchaj ludzi i sercem rozważaj ich czyny.

To powiedziawszy podała mu jeszcze sakiewkę.

– To są prezenty dla sióstr moich, gdy już odejdę daj im je. Gwarki was strzec będą i wieści mi zanosić o was, więc dbajcie o siebie, tak jak to było gdym pod waszym dachem była. Kniaziowi zaś, gdy do was znów w gościnę zajrzy, przekaż o de mnie najlepsze życzenia i wieść, że ród jego mocny będzie, tylko, jeśli nakazów bogów w swym sercu przestrzegać będzie.

Wyszła z obejścia i do męża się udała, a gdy obok niego stała, ludzie ujrzeli jak się
w mężczyznę przemienia i jak pomaga wsiąść swej żonie na jelenia. Długo patrzyli
na te postacie, co we mgle Ślęży znikają, ich serca jednako żal i radość spowiła a ojciec wiedział, że gdy świat znów koło zatoczy ujrzy córkę, kto wie może jeszcze szczęśliwszą niż byłaby u boku Kniazia, bo przecież była klejnotem wartym samego króla.

cabals__the_card_game___vasilisa_s_doll_by_cabals-d6ymacr.jpg

KONIEC.

Autorka: Szczęście21
Źródło: https://szczescie21.deviantart.com/art/Gwarki-i-dziewczyna-698411675
Publikacja: 12 Sierpnia 2017

 

Reklamy

2 komentarze do “Gwarki i dziewczyna – legenda

  1. Przepiękna baśń.
    Jedno tylko zastrzeżenie: skąd „szaty z bawełny” a nie z surowców występujących u nas naturalnie?

    No i drobne literówki typu:”wilcy zawyły na skraju lasu ostrzegając ludzi przed wstępem na ziemię świętom”
    jeśli „wilcy” – to zawyli; jeśli wilki, – to zawyły. „Ziemię Swiętom”: czy ~ziemię świętą~ szanowna autorka miała na myśli.

    • Określenie „wilcy” można usłyszeć w różnych gwarach, więc jest to poprawne w utworze, dlatego -om, wyciągnięte ą – jednak poprawiłem ten błąd.
      Bo gdyby tekst pisany był gwarą w całej długości to brzmiałoby to lepiej. Wilec jako nazwa lokalna wilka, jest tutaj dobrym określeniem.

      Co do bawełny. Ten materiał bardzo pasuje do opowieści, bo w czasach średniowiecznych wartość tego materiału była większa od jedwabiu. Dlatego tylko bogaci mogli pozwolić sobie na stroje z tego materiału.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s