Sobótka we wsi Mikułowice


(GMINA WOJCIECHOWICE W POWIECIE OPATOWSKIM).

Relacja: Szczęsny Jastrzębowski (1891)
Wisła, Miesięcznik Gieograficzno-Etnograficzny, TOM V, Rok 1891, Warszawa.
[w wersji cyfrowej starano się zachować pisownię oryginalną]

liniaszara.jpg

10_Dziewanna_Sobotka_iko.jpgPośród wielu współczesnych tekstów i materiałów odnoszących się do święta Sobótki (zwanego w Polsce także Wiankami, Palinocką, Kopernocką, Jarnocką, Małą Nocel, Wielkim Wschodem i Nocą Świętojańską) mało jest takich, które przekazywałyby całościowy przebieg obrzędu jaki przy tej okazji tradycyjnie wykonywano.

Przedstawiamy relację etnograficzną z obrzędu Sobotki autorstwa Szczęsnego Jastrzębowskiego z roku 1891. Poniższą obserwację przeprowadzono na terenie powiatu opatowskiego, a która drukiem ukazała się już ponad 120 lat temu w piśmie geograficzno-etnograficznym „Wisła”. Tekstem tym otwieramy mini serię artykułów jakie będą ukazywać się corocznie przy okazji święta Sobótki.

Podczas lektury niniejszej relacji warto uwzględnić aktualny stan wiedzy odnośnie symboliki obrzędów ludowych i pieśni jakie im towarzyszą – obecnie szereg tak uznanych badaczy jak Radoslav Katičić czy Jolanta Krzysztoforska-Doschek przekonująco wskazują na ślady rodzimych mitów jakie ukrywać się mogą w ludowych pieśniach obrzędowych. Widać dla przykładu w obrzędowych postaciach Marysi i Jasia echa dawnych bogów – bogini Marzanny i boga Jarowita czy też ludowego Zielonego Jerzego, a na gruncie polskim możliwe, że i boga Jasza (zob. cykl „Jaś odnaleziony„) obficie wzmiankowanego w staropolskich źródłach synodalnych XV wieku. (KP)

liniaszara.jpg

Wisla_Mikulowice_01.jpgZnikają rok za rokiem prastare obrzędy ludu naszego, pozostają tylko szczątki dawnej ich świetności i bogactwa formy. Zapytywane nieraz dziewczęta, czy tak lub owak u nich się dzieje, odpowiadają: „Matuś ta gádali, ze było, ale tera juz nie tak”. Każdy rok niemal urywa po odrobinie z tych resztek, i nadchodzi chwila, w której zwyczaje i obrzędy będą istniały tylko w niejasnej tradycji lub w książkach, jeżeli, rozumie się, zostaną zawczasu zebrane.

Uroczystość Sobótki mianowicie zatraca wiele szczegółów. Już dziś nie widać wesołych pląsów, skoków, wianków na głowach wróżb i czarów, które dawniej urozmaicały zabawę; piosenki zacierają się w pamięci młodych pokoleń; czasem zapomnianą zastąpią nowym utworem, lecz w ogóle skarbnica zmniejsza się bezpowrotnie. Wiele przyczyniają się do tego księża, podając obchód Sobótki ludowi za zabobon i gusła, obrażające Pana Boga.

W Mikułowicach pod ogień sobótkowy służy od dawien dawna jedno i to samo miejsce. Leży ono przy drodze, wychodzącej z głębokiego wąwozu, a jak tu nazywają wąkopu, prowadzącej do najbliższego miasteczka Ożarowa. Tu na ugorze lub wygonie w wigilję św. Jana Chrzciciela, wieczorem zbiera się prawie cała młodzież. Z chróstu, wyrwanego ze starego płotu, rozniecają stos, po tutejszemu kupę, i zaczynają śpiewy i pląsy. Główna rola obchodu przypada na dziewczęta: one kręcą się naokoło ognia, trzymając się za ręce, one zawodzą piosenki. Chłopcy zwykle stoją na boku i od czasu do czasu strzelają dowcipem. Czasem który z figlarzy wyrwie się, przeskoczy stos, przewróci się najczęściej, wywołując huragan śmiechu i wraca na swoje miejsce. Dziewczęta upadłe, splamione na opinji nie bywają dopuszczane do ogólnej zabawy; jeżeli zaś która z podobnych posiada odwagę ukazać się na sobótce, to naraża się na złośliwość i szykany chłopaków, na obojętność, lekceważenie i uszczypliwość towarzyszek.

Śpiewka, otwierająca uroczystość, ma treść prawie we wszystkich sąsiednich wioskach jednaką, z nieznacznemi warjantami; w następnych spotykamy nieraz wielkie różnice tak pod względem tekstu, jak i melodji; ostatnia szczególnie bywa wybitnie rozmaitą. Oto pierwsza:

Nr. I.

Ozwinena sie belicá po wsi,
Wygnała Nowakowa Nowaka ze wsi.
A co ij zrobił? skode ucynił;
Mliko ij wychlapał, kasę porozmiatáł,
Skodę ucynił.

Jak go wygnała, tak go płakała
Bez caluśkie śtyry nocki,
W domu nie spała.

(Por. Kolberga Sandom. NN° 136, 140. Melodję patrz w N° II).

Dziewczęta powtarzają śpiewkę powyższą, trzymając się za ręce i krążąc naokoło ognia, a powtarzają ją tyle razy, wiele jest małżeństw we wsi, zmieniają tylko w drugiej strofce imiona lub nazwiska. Następnie śpiewają:

Nr II.

– Opada rosa na wsyćkie strony,
A ty, Jáśku kowalcyku, sukáj se zony.
– Daleko mi iść kazecie sukáć?
Pode ja do Bartkowy w okienko pukać:
Puk, puk w okienecko,
Wyńdźze, Marys kochanecko,
Sama jedyna!
Sama nie wysła – posła posłała:
– Spráwze sie, miły pośle,
Spráwze mi sie tak dobrze,
Jákby ja sama, jákby ja sama.

(Por. Kolberga tamże N° 137 i 141; Radom. I N° 51, strofa 2 i 3).

We Włonicach, wsi o milę oddalonej od Mikułowic, dodają na końcu jeszcze nasstępujący czterowiersz:

Posieł ják posieł,
Ják sam chciáł;
– A mój miły pośle,
Zdrádzićześ mnie chciáł.

W ten sposób śpiewając, wygłaszają imiona (nieraz z przydomkami) chłopaków i dziewcząt, mających się ku sobie. Czasem jednak przeznaczona w śpiewce dziewucha nie podoba się chłopcu, słychać więc głośny protest: odmińcie mi, odmińcie, bo nie bede kocháł (z nio spáł)” i muszą zmienić, przeznaczając inną. Zdarza się to jednak rzadko, gdyż podobna odmowa jest wielkim wstydem i ujmą dla dziewczyny, zwykle obecnej na zabawie.

Wisla_Mikulowice_02.jpg

Gdy już wszystkie dziewczęta kolejno zostaną wymienione; zaczynają następną dla chłopaków, powtarzając dwa pierwsze wiersze ze zmianą imienia, a w następnych wykazując jakiś przymiot lub wadę, które cechują chłopaka:

Nr. III

Zagrájcież nam, pódziemy w tóniec;
Jestci tám u Nowaka grzecny młodziniec.
– A cóz mu służy? biáłá stozecka,
Idzie se bez wieś, kieby lalecka.

Tu się powtarzają znów dwa pierwsze wiersze i zapytanie:

– A cóz mu służy? biáłá lelija,
Idzie se bez wiéś, kieby magazyjá [tak].
– A cóz mu słuzy? wiánecek z wiśni,
Bo sie ty jesini ozynić myśli.
– A cóz mu służy? wiánecek z róży,
Idzie se bez wiéś, ockami mruży.
– A cóz mu służy? gárcek poliwki,
Bo ón tylko obmawia dziwki.
– A cóz mu służy? wiánek z powoju,
Bo ón nie daje pannom spokoju.
– A cóz mn służy? gałoź choiny,
Bo go kochajo wsyćkie dziwcyny.
– A co mu służy? główka kapusty,
Idzie se bez wiéś, jak wieprzek tłusty.

Skończywszy poprzednią piosenkę, zaczynają nucić odpowiadającą jej dla dziewcząt, z zakończeniem, po każdych dwóch wierszach, słowami: „Święty Jánie!”

(Porównaj Kolberga Sondom. N° 138 i 143; Radom. N° 51, zwr. 1; N° 54, 61).

Nr IV.

Niźli sie chces ozynić,
Mam ci zónke naraić, Święty Jánie!
Jestci tam u Zurka
Nadobná dziwecka, Święty Jánie!
Má wiánecek z borówecek;
Staje rano do krówecek, Swięty Jánie!

I znowu, jak wyżej, zaczynają słowami: „Niźli sie chces” itd., zmieniają tylko nazwisko lub imię rodziców, opiekunów, gospodarzy, u których służy, albo, jeżeli służy we dworze, to śpiewają: „Jestci tam we dworze” itd, a następnie nowe określenia przymiotów i wad moralnych i fizycznych dziewczyny:

Má wiánecek z piwonije,
Bo kawalir u nij pije, Swięty Jánie!
– Má wiánecek z bozedrzywka,
Najsławniejsá we wsi dziwka, Święty Jánie!
– Má wiánecek z łobody,
Bo jest piękny urody, Święty Jánie!
– Má gorsytek zilóny
Od matusi rodzóny, Święty Jánie!
– Má gorsytek ze złota,
Bo ubogá sirota, Święty Jánie!
– Má stozecke weziuchno,
Sama ładná, miziuchná, Święty Jánie!
– Má stozecke syrocko,
Sama ładná, wysocká, Święty Jánie!
– Má wiánecek z jęcminia.
Bo se grzecná dziwcyna, Święty Jánie!
– Má korále z obrecami (*),
Chodzi sobie, kieby páni, Swięty Jánie!
– Ma gorsytek z wysyciem,
Chodzi se pod przykryciem, Święty Jánie!
– Stoi se we drzwickach
W śnurowanych trzewickach, Święty Jánie!* – Są to korale, których każda perełka jest otoczona srebrną obrączką.

Dwie następne zwrotki odnoszą się: pierwsza do dziewczyny podejrzanej uczciwości, druga do będącej przy nadziei.

1, – Má spódnicke w piec i pół,
W każdej pole rospór , Święty Jánie.
2, – Má fartusek z zelaza,
Ledwo bez próg przelázła, Święty Jánie!

Po tej następuje śpiew, mający na celu łączenie domniemywanych przyszłych par małżeńskich.

Nr. V.

(Por. Kolberga Sandom. NN° 139 i 144; Radom. I, NN° 52 i 53)

1. Grzmio wozy, grzmio
Po półkowinie;
Zasieje ja tatárecki
Na ty nowinie.

2. W ty tatárecce
Któs tam psebywá?
A nadobny Jasienio
Konie pętywá.

3. Kasinia jego
Stopy łámała,
Stopajocy mizy, wyzy,
Az go dognała.

4. Ják go dognała,
Jego kóń siwy;
Radujze się, serce moJe,
Jedzie mój miły!

5. Sto par kóni za nim,
Jak za jakim wielgim pánem;
Jedzie mój miły!

Kończymy ostatnią piosenką, zamykającą uroczystość; po niej albo śpiewają jeszcze rozmaite inne, nie należące wcale do obrzędu, albo wracają do domów.

Nr. VI.

(Por. Kolberga Radom. I, N° 56).

Słyneny goski, słyneny,
Az do Nowáka sieni.
Marysia im się raduje,
Nowy gorsytek śnuruje.
Jak śnurowała, tak będzie,
Za Jasiéniowe piniądze.

W Mikułowicach wcale wianków nie puszczają, bo brak wody bieżącej nie pozwala na to, a ile słyszałem, to w niektórych miejscowościach nad rzeką Kamienną jeszcze dotychczas zachowało się to we zwyczaju.

Prócz powyższych pieśni, śpiewano podobno jeszcze przy Sobótce jakąś pieśń o Lelum i Polelum, o której obecnie zupełnie zapomniano.

Często się zdarza, że niezadowoleni z wyborów, wymienionych w pieśniach, powtarzają całą uroczystość Sobótki nazajutrz, tj. w sam dzień św. Jana. Schodzą się więc na to samo miejsce, rozpalają stos, i ceremonja odbywa się zupełnie tak samo, jak wczoraj, ze zmianą tylko w pieśniach imion i nazwisk.

W ogóle oba te dnie, wigilja i dzień św. Jana, a w szczególności noc z 23 na 24 czerwca, pełne są dla ludu tutejszego mistycznego znaczenia. Podania i wierzenia, przekazywane z pokolenia na pokolenie, nie wiele jeszcze straciły tutaj na swej sile, a jakkolwiek w formie obrzędów i zwyczajów dają się spostrzegać z roku na rok znaczne szczerby i ubytki, to czary, przesądy i gusła kwitną do dziś dnia w całej pełni.Coraz bardziej wyradzająca się skrytość zmusza lud praktyki swoje osłaniać coraz gęstszą zasłoną tajemnicy. Obawa wy-śmiania i nagany główną tego zdają się być przyczyną, lud tutejszy bowiem, gdy wdać się z nim w gawędę, niech tylko ujrzy na twarzy waszej najmniejszy uśmiech niedowierzania lub ironji, milknie i z dziwną zaciętością głuchnie na dalszą rozmowę i badania. Ci nawet, którzy mają jakoby pretensję do wyższej cywilizacji i śmieją się pozornie z zabobonów i guseł,w głębi duszy zachowują całą wiarę w ich skuteczność, a przy zdarzonej sposobności uprawiają je skrycie dla osiągnięcia potrzebnego celu.

Mocno wierzą, że w noc św. Jana kwitnie cudowny kwiat paproci, lecz on jest tak ukryty, że nadzwyczajnego szczęścia trzeba, aby nań natrafić. Pilnuje go przytem djabelska siła, która piskiem, wrzaskami i wykrzywianiem przeszkadza go zerwać. Opowiadają, a nawet wymieniają takich świadków, którzy zapuściwszy się w gąszcz leśną, znaleźli to ziółko i po wielu trudach zdobyli je, lecz, gdy przyszło do wydobycia skarbów, to zły duch, przemieniając się w rozmaitego rodzaju bydlęta, gadziny i straszydła, zawsze im szyki psuł i od skarbów odganiał. Tak np. opowiadają o pewnym kucharzu, który w noc św. Jana poszedł nago o północku do lasu, a odmawiając zdrowaśki i pacirze, począł poszukiwać kwiatu paproci. I urzioł go z daleka jak kwnon(*), kieby gwiozdecka i już, już zbliżał się, aby go zerwać, gdy nagle coś runeno strasecnie; przestraszony porzi na prawo: zwirze strasecne, porzi na lewo: strasydło wielgie pysk wykrzywio, a klapie nim i klapie, a smoła śmierdzi, a z oców skry sie sypio i sypia. Jak ci go wziena ogroska (**)trzość, tak ni móg ztrzymoć, wzion i ucik. Przysed ci dopiro dodnia do domu, styrony kiej nieboskie stworzynie, aze potem bez dwie niedziel chorowoł.

* – Kwnon, kwinie – kwitł, kwitnie, ** – Ogroska – febra.

W dniu wigilji św. Jana dziewczęta rozplatają włosy,zabezpieczając je tym sposobem od moli. Twierdzą bowiem, że wypadanie włosów pochodzi od móla, mólika, co we włosach siedzi i podgryza je pomalu.

W dniu tym jest zwyczaj w Mikułowicach, jak i w innych miejscowościach sąsiednich, gniecenia w ogrodach cebuli. Czynią to, taczając po niej pustą beczkę, albo też następującym, bardziej skomplikowanym sposobem. Schodzą się dziewczęta na zagony z cebulą, siadają na niej i wśród śmiechów a krzyków skaczą po niej tyłem, gniotąc i łamiąc nać i bąki. U czosnku zawiązują w supełki nać, starając się nie ominąć żadnego krzaczka, inaczej bowiem natka uschnie, a główka w ziemi utonie i przepadnie.

W noc wigilijną niektóre dziewczęta wybiegają z chałupy nago, pędzą w las do upatrzonego już za dnia mrowiska i zagrzebują w niem nietoperza. Po dziewięciu dniach odgrzebują objedzone kosteczki i wydostają z nich tak zwane grabki, któremi podrapany chłopiec koniecznie zakochać się musi.

Figury i kapliczki św. Jana ubierają dziewuchy bogato w wieńce z bławatu, kąkolu, maku i festonami z bylicy. Strojenie to odbywa się w sam dzień św. Jana, o wschodzie słońca. Deszcz w dniu św. Jana przepowiada słotę, mającą trwać aż do św. Urszuli, chyba że na Matkę Boską Wiśniową (2 lipca) będzie pogoda; przysłowie bowiem mówi: „Jak się Jasiunio rozpłoce, a matusia go nie utuli, będzie płakoł do św. Ursuli.” Przed św. Janem kąpią się niechętnie, bo łatwo utonąć można; dopiero gdy św. Jan wodę okrzci, kąpiel staje się bezpieczną.

Szczęsny Jastrzębowski (1891 r.)

 

Źródło: http://www.bogowiepolscy.net/sobotka-w-mikulowicach.html

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s