[Duchtynia] Czy Słowianie mogą wyznawać Asatru?


Odradzające się cały czas religie etniczne tworzą bogatą mozaikę pierwotnej i naturalnej duchowości. Laik może się w tym łatwo pogubić. Gorzej kiedy z właściwej ścieżki zbacza osoba, która, zdawałoby się, doskonale zna się na temacie.

hammer.jpg

Wśród zwolenników religii etnicznych, lub też ruchów religijnych na nich bazujących, często słychać głosy, że to właśnie te ruchy wyznaniowe są „właściwym” rodzajem duchowości, ponieważ nawiązują bezpośrednio do etnicznej tożsamości i kultury danego ludu. I trudno się z tym nie zgodzić, nawet jeśli często są one punktem wyjścia do przeróżnych ideologicznych wynaturzeń. Zgodzić się jednak nie sposób z ludźmi, którzy bardzo głośno krzyczą o owej tożsamości, o naturalności pogańskich wierzeń i o „tym złym Chrześcijaństwie”, które zagrabiło prawdziwy charakter danego ludu, a jednocześnie SAMI przyjmują wiarę… obcą. O kim mowa? Oczywiście o wszelkiej maści polskich „Asatru”, „Celtach” czy innych hellenistach.

W czym rzecz? Przecież „poganie” powinni się wspierać, a jak ktoś krytykuje „pogan” to ani chybi z niego „katol”, „moher” czy inny „pisior”. Powiedzmy jednak wprost: jeśli chcemy odwoływać się do religii etnicznych to, na Bogów, odwołujmy się do religii RODZIMYCH dla nas, jako jednostki, która jest częścią zbiorowości etnicznej. RODZIMOŚĆ religii RODZIMYCH oznacza ich bardzo silne, nierozerwalne wręcz, powiązanie ich z językiem, kulturą, tożsamości narodową i etniczną, a więc sposobem postrzegania świata i interpretowania go.

NorseGods.jpg

Religie etniczne, RODZIME, właśnie dlatego są RODZIME, że wyrastały razem z danym ludem, nawet jeśli ulegały przekształceniom. Zabawne, że ci sami ludzie, którzy decydują się np. na wyznawanie nordyckiego Asatru chętnie krytykują Chrześcijaństwo jako religię kulturowo i etnicznie obcą, ale przyjmowanie religii równie obcej, a jedynie niechrześcijańskiej, już nie stanowi dla nich problemu.

Asatru jest bliższe Słowianinowi niż Chrześcijaństwo w swej czystej formie tylko perspektywie indoeuropejskiej (z której korzysta np. religioznawcza komparatystyka spopularyzowana przez Gieysztora), ale ostatecznie w takim zestawieniu bliższym duchowo dla przeciętnego Polaka będzie… ten właśnie katolicyzm, który wchłonął w siebie wszystkie RODZIME tradycje, obrzędy, a nawet elementy ludowego postrzegania Przyrody, a wszystko to jest w nim żywe do dziś. Dominująca w Polsce religia z Bliskiego Wschodu, paradoksalnie, zawiera w sobie elementy będące bezpośrednią kontynuacją wierzeń słowiańskich, w odróżnieniu od wszelkich innych kierunków „pogańskich” innych niż nasza rodzima wiara.

Asatru jest obce Polakowi na wielu kluczowych poziomach. Na przykład imiona Bogów i wszelkie nazwy mitologiczne, zawsze będą w ustach Słowianina brzmiały obco. Obrzędowość i światopogląd, związane nierozerwalnie z północną tożsamością kulturową i tamtejszą Naturą zawsze będą dla Polaka obce. Wreszcie, tacy Polscy Asatru będą obcy, a nawet śmieszni, dla rodowitych Skandynawów. Osobiście spotkałem się z szyderstwami ze strony norweskich Asatru w stronę Asatryjczyków o innym podłożu etnicznym i wskazywali oni na te same kwestie, co ja. Trudno się dziwić, skoro ludzie ci z religii etnicznej robią kolejną uniwersalistyczną zabawę dla każdego, niezależnie od podłoża kulturowego i etnicznego. To oczywiście pojedynczy i być może przejaskrawiony przykład, ale podobne refleksje można wysnuć na temat „naszych” wyznawców religii celtyckich, czy śródziemnomorskich.

W przypadku Asatru praktykowanego na wschodzie, padają argumenty o tym, że Ruś założyli Waregowie. Polacy gubiący się między obrzędowością, a rekonstrukcją z pikniku historycznego lubią z kolei wspominać o Chąśnikach. Czy to wystarcza jako podstawa do zbudowania w sobie szczerej duchowości?

asatru2.jpg

Rodzimowierstwo, jakiekolwiek by nie było, nie jest odwoływaniem się do „kogoś” kto „kiedyś” żył „gdzieś”. Rodzimowierstwo jest odwoływaniem się do tego, w co wierzyli nasi Przodkowie. NASI, nie czyiś, którzy mogli żyć obok nich, lub przed nimi. To jest proste i logiczne rozumowanie. Zgoda, Indoeuropejskie religie etniczne mają wspólny pień i korzenie. Tak, religie te są sobie pokrewne i często pokrywają się ze sobą w wielu założeniach, dlatego wspólne elementy znajdziemy w rodzimowiestwie słowiańskim, Asatru, Hinduizmie, Zaratusztrianizmie i dowolnym innym indoeuropejskim prądzie wyznaniowym. Rodzime religie ludów ościennych mogły się ze sobą przenikać, zapożyczać od siebie różne elementy, dlatego również pod względem duchowym indoeuropejczycy stanowią rodzinę. Tak samo bardzo ważna jest współpraca i wymiana doświadczeń między wyznawcami religii indoeuropejskich z różnych państw – zarówno tych odrodzonych, jak i tych, które przetrwały do tej pory.

Mimo to nie zauważyłem, żeby ktoś w Polsce uciekał się do wedyzmu, wierzeń irańskich, ormiańskich, czy do duchowości dackiej, hetyckiej, lub nawet – poza bardzo nielicznymi przypadkami – bałtyjskiej.  Poza kompletnym marginesem w postaci hellenistów czy „Celtów”, część Polskich „pogan” wybiera ścieżkę spopularyzowanych przez popkulturę wierzeń nordyckich, obcych, odległych – ale przecież lepiej udokumentowanych, a dzięki wspomnianej kwestii popkulturowej – wydających się bardziej interesującymi.

shutterstock_171583913-1125x635.jpg

Tacy ludzie są, nie bójmy się tego powiedzieć, zdrajcami własnej kultury w równym stopniu, jak Chrześcijanie, których tak nienawidzą. Różnica polega na tym, że Chrześcijaństwo jest zjawiskiem masowym, idącym siłą rozpędu, wielowiekowych tradycji i procesów zapoczątkowanych tysiąc lat temu. Dzisiejszy Polak-katolik w miażdżącej większości przypadków nie dokonuje wyboru ścieżki duchowej samodzielnie. Jeśli w ogóle odczuwa tożsamość religijną, to kroczy tą, wydeptaną przez jego ojców i dziadów, a jednocześnie, często nieświadomie, pielęgnując obrzędy od Chrześcijaństwa na tych ziemiach o wiele starsze. Ci zaś, którzy odchodzą od niego na rzecz „pogaństwa”, w imię szczytnej skądinąd idei powrotu do wierzeń etnicznych i wybierają kolejne OBCE WIERZENIA wraz z ich obrzędowością i kulturą, są po prostu zdrajcami. I mówimy to z całą odpowiedzialnością, bo zjawisko jest zwyczajnie przykre, a przede wszystkim –szkodliwe.

Powtórzmy więc jeszcze raz: rodzimość religii etnicznej polega na jej rodzimości, związku z ziemią, kulturą, krwią i tożsamością biologiczno-kulturowo-etniczną. Nie istnieje coś takiego jak jedna, uniwersalna tożsamość „pogańska”, jak chcieliby niektórzy. No, chyba, że wzorem Wicca chcemy nowej religii uniwersalnej. A podobno to pewna religia z Bliskiego Wschodu jest tak bardzo Polakom obca, że należy od niej nawracać. Jeśli zamiast niej chcemy proponować Słowianom kolejną obcą religię, to chyba lepiej od razu dać sobie spokój i pozwolić narodowi wykorzenić się do cna. Jaka w końcu różnica, czy Słowianie wyznają wierzenia semickie czy nordyckie? Wciąż są to wierzenia obce.

Na koniec dodam jedynie, że nie zamierzamy nikomu narzucać, w co ma wierzyć. Duchowość jest sprawą osobistą. Pragniemy jedynie wskazać, że pewne osoby i środowiska przy krytyce obcych nam kulturowo religii uniwersalistycznych, jednocześnie wybierają w ich miejsce inne obce religie, nadając im tym samym uniwersalistyczny ton, chociaż religie te – z natury rzeczy – są rodzime, a więc antyuniwersalistyczne. Proszę też źle nie zrozumieć nadużywania przeze mnie w tym artykule terminu zdrajca. Chciałem w ten sposób, być może nieco ironicznie, nawiązać do wiecznego jazgotu niektórych osób o zdradzie rodzimej wiary na rzecz obcego Chrześcijaństwa, przy jednoczesnym dokonywaniu takiej samej zdrady na rzecz religii co prawda bratniej kulturowo, ale wciąż obcej.

viking-going-berserk.jpg

Źródło oryginału:

http://duchtynia.pl/2015/10/czy-slowianie-moga-wyznawac-asatru/

Reklamy

14 komentarzy do “[Duchtynia] Czy Słowianie mogą wyznawać Asatru?

  1. Brawo, wreszcie ktoś wywalił na czym rzecz polega!!!

    Jednak mała uwaga do artykułu.
    Autor myli wiarę z religią.
    To są dwie odmienne sprawy, tylko pozornie ze sobą związane.

    Wiara to właśnie ta duchowość etniczna. Jest to właśnie to, o co autorowi chodzi.
    Rodzima jest tylko wiara, nie religia, dlatego miano „Rodzimowierstwo”, a nie „Rodzimoreligia”. 🙂

    Religia jest to zawsze zinstytucjonalizowana parodia wiary.
    Religia to objawiony zapis w księgach „objawionych” (przez ich twórców – manipulantów), pośrednicy – kapłani – pasożyty, świątynie ociekające złotem, aby omamić ogłupiałych wiernych, cykliczne rytuały indoktrynujące i psychotroniczne.

    Właśnie religie cechują się podkradaniem dawnych tradycji pogańskich i wpasowywaniem ich do swoich rytuałów, aby łatwiej wedrzeć się i ogłupić daną społeczność.
    Religia to zawsze manipulacja nad daną etnicznością, aby zdobyć nad nią władzę i korzyści materialne.
    Właśnie systemy abrahamowe pustynnej zarazy są typowymi religiami – instytucjami – mafiami, a więc narzędziami do zniewalania społeczeństw etnicznych.
    Religia jest to zawsze system wymyślony przez ich twórców – manipulantów, Jest to system, który tylko pozornie jest stały w swych dogmatach. Przyglądając się mu bliżej, można zauważyć, jak w czasie i dla potrzeby danej chwili oraz sytuacji politycznej, system ten jest korygowany przez swych hierarchów – pasożytów.
    Nie należy równać wiary z religią, ani stosować tych mian zamiennie.
    Wypacza to ogląd rzeczywistości i destrukcyjnie działa na podświadomość czytającego.

    • P.s.
      Tak zupełnie przy okazji.
      Z badań Jerzego Przybyła nad mitami nordycznymi, okazuje się, że starożytni Nordycy, a obecnie wyznawcy Asatru, wierzą w naszych, słowiańskich wielkich wodzów, którzy podbili Skonię.
      Starożytni Nordycy, wodzów tych uznali za wielkich bohaterów, a następnie uznali za bogów. 🙂

    • Ale wiele osób myli wiarę z religią.

      A z drugiej strony, mamy konieczność instytucjonalizacji wiary w postaci kościołów, a to wymusza uważanie swojego wierzenia już za religię, bo musi być głowa kościoła, pewna hierarchia administracyjna. Mimo że w Polsce ładnie to nazywamy Związkami Wyznaniowymi.

      Tutaj dochodzimy do setna, że nawet rodzima wiara może stać się religią, gdzie liczy się ilość głów, a nie jakość wiary.

      • I tutaj istniej błąd, bo natychmiast wyrosną kapłani – pasożyty, którzy zawłaszczą wiarę, przetwarzając ją w religię, a ta nie będzie się niczym różniła od pustynnej zarazy.
        To właśnie ma zamiar zrobić nowa uniwersalna religia, zawłaszczyć wiarę Słowian i utrzymać status pośredników boga/bogów. Co nadal prowadzi do wyzysku duchowego i materialnego.
        Żerca – kapłan ma tylko jedno zadanie; posługi, bo zna rytuał. Żyć ma z własnej pracy, nie z datków wiernych, bo to jest już pasożytnictwem.
        W zasadzie, nie potrzebne są również kościoły, to tylko pomniki, wyraz czci dla bogów, a nie miejsca połączenia z bogami. Miejsce takie jest obojętne dla bogów. Choćby przysłowiowa piwnica Kowalskiego, której Kowalski nie ma. 🙂
        Po to spotykają się prezesi religii watykańskiej i moskiewsko-prawosławnej, aby stworzyć nową uniwersalną religię, nowy system pasożytniczy. Stary, już się zdemaskował.
        W ten sposób ponownie zostaniemy wmanipulowani w system pan – niewolnik.
        Tę konieczność instytucjonalizacji wiary w postaci kościołów należy ujawniać, jako niebezpieczną.
        Konieczność instytucjonalizacji wiary w postaci kościołów, to zwykłe lenistwo wyznawców danej wiary.
        Nikt nie potrzebuje pośredników do boga/bogów. Bogowie również takich nie potrzebują.
        Pośrednicy to zwykła chciwość i cwaniactwo niedorajdów życiowych, którzy inaczej nie przeżyli by jednego tygodnia. Dwie lewe ręce bardzo utrudniają życie.

      • Racja, dlatego ja i wielu moich znajomych nie należymy do żadnego kościoła rodzimowierczego, żadnego związku wyznaniowego acz wielu o tym myśli. Acz z pozoru słusznie, bo bycie członkiem związku wyznaniowego, to bonifikaty prawne które umożliwiają lub ułatwiają kult.

      • W plemionach afrykańskich, szaman, który zaczyna żądać datków jest w najlepszym dla niego przypadku, wyganiany, a najczęściej zabijany. Mamba – krokodyl jest idealnym wyjściem w tej sytuacji. Corpus delicti nie do odnalezienia.

      • Związki wyznaniowe i wynikające z nich korzyści, to tylko marchewka dla leniwych i niemyślących.
        Czyż takiej wędki z marchewką nie stosuje pustynna zaraza?
        Pułapki są ciągle takie same, bo z dawna wypraktykowane, a na głupich działają.
        Tylko idiota wybiera się do lasu na boso, a idiotka w szpilkach. 🙂

  2. Ja ten artykuł już gdzieś indziej czytałam. Ale tu jest czytelniejsza grafika. Pozdrawiam prawdziwych Słowian, których przodkowie zawsze żyli na ziemiach słowiańskich i potomstwo miewali tylko z innymi prawdziwymi Słowianami. Jako ludność napływowa (w XV w) kłaniam się niziutko i idę rodzimowierzyć gdzie indziej ;).

  3. Nie do końca zgadzam sie z tym. Po pierwsze wszystkie wierzenia etniczne to w praktyce jedna wiara indoeuropejska, a bogowie słowiańscy mają swoich odpowiedników w innych mitologiach indoeuropejskich, może nie w całości, ale nie jest też tak, że wszystkie słowiańskie plemiona miały w 100% ten sam panteon, ale główni bogowie są ci sami. Gdzie jest powiedziane że tru-słowiański rodzimowierca nie może być jednoczesnie wyznawcą Asatru? Z mojej perspektywy pogaństwo ma sens o ile jest postrzegane przez pryzmat tradycjonalizmu integralnego, a nie tylko bo „Słowianie tak wierzyli”. To jest spłycanie wiary do samego nacjonalizmu, oczywiście że pochodzenie ma znaczenie w wyznawaniu religii bo od przodków dziedziczymy duchowość, ale wiara to chyba coś więcej, nie? Zresztą gdzie jest powiedziane, że Polacy nie mieli germańskich lub celtyckich przodków? Przed 966 rokiem przodkowie Lechitów wchłonęli różne plemiona germańskie w swoją etnogenezę, poza tym masowa migracja i asymilacja Niemców, którzy bądź co bądź mają pochodzenie plemion germańskich i celtyckich trwająca przez setki lat odcisnęła swoje piętno na genealogii Polaków. Ani rodzimowierstwo, ani asatru ani druidyzm nie są Polakom etnicznie obce, dzisiaj co prawda większość naszych rodaków uznaje to za dziwactwo, ale dotyczy to też rodzimej słowiańskiej wiary. To, że Polacy uznają siebie współcześnie wyłącznie za Słowian nie znaczy że tak będzie też w przyszłości. Nie uważam też indoeuropejskiego dziedzictwa grecko-rzymskiego za obce, praktycznie Polska uformowała się na wpływach cywilizacji śródziemnomorskiej i prawda jest taka, że przykładowo polscy poeci i pisarze od czasu renesansu w swojej twórczości obficie odwoływali się do mitologii grecko-rzymskiej. Dlatego nie przeszkadza mi inspiracja hinduizmem, zwłaszcza w wedyjskiej formie, dla mnie odwoływanie sie do Słowiańskości ma sens o ile podkreśla się Indoeuropejski charakter Słowian, a przez to dostrzega się braterstwo pochodzenia Słowian, Germanów, Celtów, Greków, Włochów, Hiszpanów, Bałtów i innych ludów (indo)europejskich. Braterstwo Indoeuropejczyków oznacza braterstwo (indo)europejskich wierzeń etnicznych, dlatego żadne etniczne wierzenia Indoeuropejczyków nie są etno-kulturowo obce. To, że dzisiaj większość Europejczyków tego nie dostrzega świadczy o wyjałowieniu duchowym kontynentu.

    • Wiedza na temat wierzeń i pochodzenia wierzeń ludzi jest czymś innym niż wiara w bóstwa Słowiańskie lub Asatru.

      Ja np. doskonale wiem i widzę podobieństwa między Bogami z panteonu słowiańskiego a np. greckiego. Co nie oznacza że mam Zeusowi czy Herze składać pokłony. Bo to inna kultura.
      Asatru dla też dla Polaka, Słowianina jest wiarą z innej kultury. Wiara pierwszych Indoeuropejczyków także jest inna, bo kultura już zmieniła się.

      Tak samo katolicyzm, polski odłam jest zupełnie inny niż katolicyzm meksykański czy nigeryjski.

      • Nie zgadzam się, po pierwsze Polacy z pochodzenia i wpływów kulturowych, w mniejszym stopniu naleciałości językowych są nie tylko Słowianami, ale też Germanami, dlatego germańskie wierzenia są rodzime Polakom może nie tak samo, ale obok słowiańskich. Bogowie nordyccy w dużej mierze to są ci sami Bogowie, co słowiańscy z małymi różnicami.
        „Wiara pierwszych Indoeuropejczyków także jest inna, bo kultura już zmieniła się”
        Mimo to nadal jest to wiara naszych przodków, swoją drogą od czasu chrztu nasza kultura też zmieniła się i w pewnym sensie bliżej nam jest do mitologii grecko-rzymskiej niż słowiańskiej, bo wraz z chrztem w obrządku łacińskim weszliśmy do cywilizacji grecko-rzymskiej, poza tym dziedzictwo naszej literatury jest w dużo większym stopniu nasycone tą mitologią niż słowiańską. Uważam, że Europejczycy powinni przyznawać się do całego dziedzictwa indo-europejskiego, bo bardziej oddaje to stan faktyczny naszego dziedzictwa i pochodzenia.

  4. Gdyby potraktować ten artykuł poważnie, to autor skutecznie udowodnił, że Asatru mogą wyznawać jedynie Skandynawowie, i to głównie ci z prowincji, bo tacy mieszkańcy Sztokholmu, Oslo, czy Bergen wychowują się już raczej w „kulturze” międzynarodowej. Polacy czy Niemcy to i tak jeszcze mają dobrze bo mieszkają w Europie, ale tacy Amerykanie – etnicznie są mieszanką narodowościową, kulturowo to szkoda gadać, i jeszcze mieszkają na innym kontynencie ;).

    „Wreszcie, tacy Polscy Asatru będą obcy, a nawet śmieszni, dla rodowitych Skandynawów. Osobiście spotkałem się z szyderstwami ze strony norweskich Asatru w stronę Asatryjczyków o innym podłożu etnicznym i wskazywali oni na te same kwestie, co ja.”

    Bitch, please. I co, może mam jeszcze prosić jakiś anegdotycznych Norwegów o pozwolenie? Przecież Bogowie są ich „własnością” tka jak Jezus jest „własnością” KRK? Ja myślałem, że tylko Islandczycy się tak nadymają – skoro Eddy i Sagi zostały spisane na Islandii, to tylko oni mogą być „prawdziwymi poganami”. Jak taki typek szumi, to należy go zgasić jak szluga, a nie powoływać się na taki wątpliwy przykład. Współcześni Norwegowie mają mentalnie tyle wspólnego ze Skandynawami epoki wikingów, co cwaniaczkowaty grecki handlarz pamiątkami ze Spartanami Leonidasa :).

    Generalnie, tego typu dyskusje o tym „kto może, a kto nie może wyznawać Asatru” to zwykła dziecinada. W USA przerabiali ją na wszystkie sposoby od lat 90. Do niczego sensownego nie doprowadziła, poza niepotrzebnym upolitycznieniem środowiska. O tym co mogę, a czego nie mogę ja decyduję.

  5. Nie jestem kompetentny, by wypowiadać się o Asatru. Bogów skandynawskich szanuję tak jak i słowiańskich. Problem w tym, że nigdy nie czułem z nimi więzi duchowej. Są mi obcy w tym względzie, tak jak obcy jest mi bóg Żydów. Za to od dziecka wielbiłem bogów i herosów Olimpu i to do nich czuję duchowe przywiązanie. Nie są „rodzimi”? A cóż to znaczy? Czyżby bogowie byli tak słabi, że ich działalność ograniczona jest TERYTORIALNIE do sztucznie uformowanych granic państwowych? Czy naprawdę bogów obchodzi to gdzie mieszka, jakim językiem mówi i jaki ma kolor skóry jego wyznawca? Etniczność religii pogańskich, ich uporczywe odcinanie się od uniwersalizmu jest ich słabością. I tylko hellenizm jako religia nie tyle Grecji, co całej kultury Okscydentu, ma szansę być religią uniwersalistyczną, wyznawaną przez ludzi różnych kultur i języków. I dobrze.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s