Sobótka na Kaszubach i Kociewiu


Kaszuby_i_Kociewie_okladka.jpg

Sobótka na terenie Pomorza Gdańskiego, w niniejszym zestawieniu zamieszczamy kolejno:- Relacje z Kaszub i Kociewia zebrane, omówione i opublikowane w drugiej połowie XIX wieku przez Józefa Łęgowskiego. Wszystkie poniższe fragmenty pochodzą z publikacji „Kaszuby i Kociewie – Jezyk, zwyczaje, przesądy, podania, zagadki i pieśni ludowe w północnej części Prus Zachodnich” z roku 1892 tegoż autora (okładka widoczna powyżej).

– Dwa teksty Floriana Ceynowy o kaszubskiej Sobótce i związanym z nią obrzędem ścinania kani, jakie ukazały się w piśmie „Nadwiślanin” w roku 1851.

W przyszłości, o ile będzie to możliwe, poniższe informacje z terenu Pomorza zostaną uzupełnione o teksty i relacje kolejnych autorów.
Kaszuby i Kociewie

Jezyk, zwyczaje, przesądy, podania,
zagadki i pieśni ludowe
w północnej części Prus Zachodnich
(fragmenty)

Józef Łęgowski (1892)

[O indoeuropejskich korzeniach Sobótki]

Nim opiszę uroczystości świętojańskie, a zwłaszcza palenie Sobótek w Kaszubach i Kociewiu, chciałbym w kilku słowach zwrócić uwagę, że tak jak strojenie domów zielenią w czasie Zielonych Świątek, tak i palenie ogni po górach nie jest wyłącznie polskim [i słowiańskim] zwyczajem, jak niektórzy mniemają. W całych bowiem Niemczech zachodnich, a zwłaszcza w Westfalii stroją domy zielenią w Zielone Świątki, jest też tam zabawą dzieci urządzanie wtenczas namiotów z gałązek zielonych, a mianowicie brzeziny.

Co zaś do palenia ogni, odbywa się ono w Westfalii zupełnie w ten sam sposób, jak na całym obszarze polskim, ale nie w wigilią św. Jana, lecz w pierwsze święto wielkanocne, tylko jest nieco systematyczniej zorganizowany ten zwyczaj, niż u nas [warto tu dodać palenie podobnych ognisk w krajach bałtyjskich, ponadto wianki – zakładane przez dziewczęta podczas polskiej Sobótki czy wschodniosłowiańskiej Kupały – zobaczyć można także na głowach dziewczyn w Szwecji podczas święta Midsommar, odpowiednika Sobótki]. Tam więc dorastające chłopaki, a nieraz i osoby starsze, chodzą krótko przed Wielkanocą z listą od domu do domu i zbierają datki na Osterfeuer, za zebrane pieniądze zakupują i zwożą gałęzie i krzaki najchętniej jałowcowe i ustawiają stos na najwyższej górze wioski, lub miasta, bo i miasta swe ognie palą, czasami kilka nawet na okolicznych pagórkach. Nad stosem zatykają na wysokiej żerdzi beczkę od smoły, gdzie jej dostać nie można, kontentują się stosem samym; gdy się w pierwsze święto zmierzchnie zapalają stos zwykle wewnątrz, bo otwór do wnętrza zostawiają, zebrana młodzież zapala sobie pochodnie i w długim szeregu okrąża ogień, skacze, tańczy i śpiewa różne pieśni, których tekstu atoli podać nie mogę. Dzieci obecne urządzają zwykle opodal wielkiego stosu kilka pomniejszych i wszystkie zabawy starszych naśladują.

Majenie domów w Zielone Świątki jest prawdopodobnie pochodzenia biblijnego [szereg wierzeń ludowych wskazuje jednak i tutaj na istotne elementy przedchrześcijańskie], ale palenie ogni w Wielkanoc, lub w wigilią św. Jana, a więc z początkiem wiosny, lub lata, pochodzi z czasów pogańskich i było pewnie wszystkim Aryjom wspólne, tylko jednego wartoby dochodzić, dlaczego Niemcy obrzęd ten o kwartał wcześniej od Słowian obchodzą.

[Sobótka na Kaszubach i Kociewiu]

Obchód Sobótki przenieśli Kaszubi nawet na Hel, chociaż półwysep ten bardzo późno zaludniony został i niema też wzgórz wyższych, ks. Gołębiewski tak go tu opisuje:

„I tu się od wieków utrzymał zwyczaj palenia Sobótek. W wigilią św. Jana każda wieś pali ku wielkiej uciesze dorosłych i małych za wsią nad brzegiem morskim jedną lub drugą beczkę od smoły, aby zaś ogień jaśniał jak najdalej, przybijają beczkę do wysokiego drąga. Ujmujące to wrażenie, kiedy się jakby na jedno hasło wokoło widzi z 10-15 ogni na swarzewskiej, puckiej lub oksywskiej kępie, a przy dobrej pogodzie nawet sztuczne ognie z pod Gdańska. Z harmonijką na czele młodzież wysypuje się na nadmorską łąkę a przy palącej i kopcącej się beczce zaśpiewają wszyscy pieśń o – św. Janie Nepomucenie, bo o św. Janie Chrzcicielu znać pieśni nie znają; poczem spokojnie wszystko do domu wraca.”

Dla objaśnienia wymienionych powyżej sztucznych ogni z pod Gdańska dodam, że Gdańszczanie od niepamiętnych czasów obchodzą wigilią św. Jana bardzo uroczyście, w ten dzień cały Gdańsk wychodzi do tak zwanego Jeschkentalu (pol. Jaśkowa Dolina) przy Langfuhr, gdzie odbywają się zabawy ludowe, a wieczorem bengalskie ognie i rakiety oświetlają wszystkie wile i ogrody tej prześlicznej miejscowości – jest to widocznie zmodernizowana polska Sobótka.

W okolicy Pucka i Wejerowa [Wejherowa] palą na Sobótki albo beczki smolne, albo kupę drzewa, przez ogień przeskakują, tańczą około niego i śpiewają pieśni z sobótką niemające żadnego związku; tu, jak i w innych częściach Kaszub zwyczaj ten powoli znika, gdzie się zachował, bierze w obchodzie Sobótki tylko młodzież udział, ale dawniej, może 30 lat temu cała wioska wychodziła z muzyką na górę, gdzie się Sobótka paliła, a tańce i krzyki trwały prawie do rana.

O Sobótce nad jeziorami raduńskiemi mam taką relacyą:

„We wiliią swiętego Jana to łeni stroją znowu zelonym klonem a ty parobce polą czede dostac mogą łed smołe jaczy statczy abo sechy jałowc, to to wezmą na te noweższy góre i polą, mają też przytym muzykę, to ta wszetka młodzeż sę zendze i tam skaczą i spiewają co im sę prawie widzy. To wszescze ledze mowią, że to znaczy łe tych czarownicach, że to łeny im polą, co łene mogą widzec na tę łesą górę jachac. Ta góra to je prze Gostomiu, tam łene wszesczy jadą na tę Łyskę, bo tak ją nazewają; łene bode jadą na różnych rzeczach, na koponcie, łopacie i na łeżegu, to łene bode mówią: Weży drzewa, a niży nieba!”

Przy Kościerzynie uważają niektórzy, że Sobótki palą się dla tego, że jak Pan Bóg słońcem obświeci ludzi, tak dobry gospodarz powinien ogniem obświecić swe pola, wtedy czarownice do takich miejsc nie mają przystępu; ale jeżeli gospodarz jest zły i bezbożny, wtenczas czarownice w czasie palenia Sobótki siedzą na sąsiedniej górze temu samemu gospodarzowi należącej i tej nocy na właściciela czyhają.

Na Kociewiu także jest mniemanie, że w wigilią św. Jana udają się czarownice na Łysą Górę, i dla tego [ludzie] ognie Sobótek palą, ale czy dla oświetlenia czarownicom drogi, czy aby je odpędzić od własnych pól, dziś już dokładnie nikt nie wie. Około drąga, na którym się beczka pali skaczą zwykle i tańczą, często przy muzyce, a skoro beczka, lub tylko smólnica t.j. naczynie od smoły spadnie, przeskakują przez ogień.

Dr Nadmorski (Józef Łęgowski 1852-1930), Kaszuby i Kociewie, Poznań 1892, str. 83-84.

Uzupełnieniem dla powyższego tekstu mogą okazać się informacje (odnośnie obrzędu Sobótki, ludowej pary Jasia i Marysi oraz związanej z nimi Łysej Góry) zawarte w cyklu „Jaś odnaleziony” w części drugiej i trzeciej oraz zapisu etnograficznego z Sobótki we wsi Mikułowice.

liniaszara.jpg

Świętojanki czyli Sobótki

Florian Ceynowa (1851)

Nadwislanin18.jpg

Już dawno bardzo dawno posągi bożków kaszubskich poobalano. porąbano, popalono, lub w bezdennem morzu potopiono, a na ich miejscu wystawiono ołtarze Jedynego Boga; jednak nie tak lekko dał się duch narodu czyli narodowość odmienić, bo po dziś dzień wiele zwyczajów i zabaw z czasów przedchrześcijańskich tak w miastach, jak i na wsiach znajdujemy.

Z tych zabytków jest najważniejszym obchodzenie Świętojanek czyli Sobótek.

Każde miasteczko każda wioska ma swoją górę lub pagórek odznaczający się pięknem położeniem, tudzież mieszczącym w sobie tysiące powieści, o zaklętym zamku, o czarownicach, grobach pogańskich, o bitwach lub kościach poległych Krzyżaków lub Szwedów, któremi gadatliwe staruszki i łatwowierne piastunki bawią dziecinne umysły; na takiej to górze zwykle Sobótki są obchodzone.

Wilija św. Jana miły ruch w całej wsi obudza, bo młody i stary, ubogi i bogaty jednakowo jest zajęty, każdy z przeszłych lat zabawki [tu zabawa/obrzęd ludowy] z najmniejszemi szczegółami przypomina, każdy stara się jak najdowcipniejszym tego roku pokazać, bo dziś nikt nim wodzić nie będzie. Starzy gospodarze żartują z chłopcami, dodają im ochoty, lub dźwigać ogromne drągi pomagają; dalej młodzi z chałupnikami i komornikami toczą beczki od smoły, córki gospodarskie i służące mając chróstem obciążone ramiona spieszą za niemi, żwawe dzieciaki niosą słomę, dowcipne staruszki mydło, wesołe gosposie kiełbasy; obok nich mężowie z rydlami i siekierami, wszystko to z krzykiem i śpiewami na ś. Jańską górę śpieszy.

Tu dopiero rozpoczyna się najgorliwsza robota, jedni kopią doły, inni drągi okręcają słomą na których beczki od smoły bywają przywiązywane, trzeci mydłem słupy smarują, poczem zawieszają na nich kiełbasy, sery itp. i wkopują w ziemię; tymczasem coraz większe tłumy wesołych wieśniaków na górę przybywają, skoro się zaś ściemniać poczyna słychać tylko jeden głos „woegnia!” (ognia!). Następnie przy coraz wzmagającym się ogniu słyszeć się dają wesołe śpiewki młodzieży, a starych poważne gawędy, nie jeden spogląda raz na ten uroczysty widok, znów na swą ulubioną, nie jeden mile ściska swą narzeczoną, nie jeden razem zaleca się dwom lub trzem kraśnym dziewojom.

Tymczasem coraz większe kolumny dymu, wznoszą się w płomienie, lecą jakby na wyścigi po słomianych powrozach, już ogień beczki ogarnia, echa wystrzałów do tychże wymierzonych bliskie lasy i doliny kilkakrotnie powtarzają, a wesoła gromada każdą rozbitą lub przepaloną oklaskami wita; kiedy wszystkie beczki doznają podobnego losu, wtedy wesoła gromada wiążąc się w koła tańczy około dogorywającego ognia, inni znów włażą na pomydlone słupy aby otrzymać przeznaczoną nagrodę; nie jeden chłopiec już bliski celu uśmiechając się sięga po kiełbasę, lecz straciwszy siły zsuwa się i wszystkich towarzyszy za sobą włażących na dół porywa, gdzie bywają szydersko powitani od waleczniejszego sąsiada, który już Zarnowską gomułkę otrzymał, lecz znajdują się łagodniejsi sędziowie, którzy chwaląc odwagę zawiedzionych, i wskazując na chłopców, którzy dopiero za drugą razą nagrodę otrzymali, do nowych zapasów zachęcają.

Przy takich zabawach czas szybko upływa, wszystkie gwiazdy które lud nazywa furmanem, babami itd. wskazują, że już czas wracać do domu, albowiem o pół nocy inni goście na tem miejscu bawić się zwykli; każda czarownica ma na pogotowiu łopatę, miotłę lub widły aby jak najprędzej kominem na Świętojańską górę wyruszyć. Wszystkich tak tańczących jak i o zwycięztwa dobijających się ta sama myśl zajmuje, koło tancerzy rozwiązuje się, skoki przez płomień ustają, a pomydlony drąg sterczy z swych ozdób odarty, tylko niekiedy małe płomyki śpieszącym do miast lub wiosek przyświecają.

Ścinanie kani

[Przed lekturą poniższej relacji przypominamy, iż obecnie tego typu praktyki stanowią naruszenie prawa w świetle zapisów i ustaw o ochronie zwierząt. Wartko także podkreślić, że współcześnie w opisywanym obrzędzie żywego ptaka zastępuje się kukłą.]

Nie tak upowszechnioną tutaj zabawką [tu zabawa/obrzęd ludowy] jak Szczodraki, wypędzanie starego roku, dyngus, kolędowanie, chodzenie z szopką, Świętojanki, jest Ścinanie kani. W niektórych wioskach, osobliwie w powiecie Wejherowskim znajduje się ten zwyczaj: że wszyscy chłopcy, którzy pasą bydło trzy tygodnie przed ś. Janem, na łące lub na innej równinie stawiają w jednej linii swoje czapki, tudzież do każdej pewien urząd przywiązują, i tak pierwsza od prawej ręki nosi stopień szołtysa, druga i trzecia przysiężnych, czwarta kata, piąta leśniczego itd. przedostatnia rakarza, a ostatnia pacharza (tak nazwany pacharz, przez cały rok smołę do biczów [ma] nosić). Potem dokładnie odmierzywszy trzysta kroków od linii czapek, wszyscy rzędem stają czekając pilnie na znak przeszłorocznego szołtysa. Skoro temuż słowo: „dalej” z ust wyleci, wszyscy jak strzały do czapek pędzą; nie jeden w pół drogi zmordowany tu lub od sąsiada zdradzony pada, inni nareszcie dobiegłszy do mety od zazdrosnych i do tego silniejszych współzawodników odpychani bywają. Skoro się tym sposobem obór urzędników zakończy, przystępują do innej ważnej narady. Ilu jest chłopców, tyleż najładniejszych dziewcząt ze wsi wybierają; biorą taką samą liczbę okrągłych drewienek, z których każde przez powyrzynane znaki pewną dziewczynę oznacza; te drewienka kawlami zwane kładą w jeden kapelusz, i każdy pastuszek jedną wyciąga. Losem wybrana dziewczyna, jest obowiązana kapelusz swego chłopca w wstążki i kwiatki wystroić.

Szołtys i kat przy tej uroczystości najbardziej się odznaczają, bo pierwszy jest przyozdobiony szarfą, drugi zaś pałaszem. Wesoło uśmiecha się ten, któremu królowa wioski to jest najładniejsza dziewczyna dostała się, albo ten co trafił swoją ulubioną, zawiedzeni starają się przez wymianę wyroki losu osłodzić; gdy się dzień ś. Jana zbliża, każdy swą tancerką jest zajęty. Sam poranek przyjemności dnia tego zapowiada, bowiem domy klonem i tatarakiem są umajone, ścieszki na dziedzińcu białym piaskiem wysypane. Skoro zaś na wolnym miejscu zobaczysz rozszczypany pal wbity w ziemię i przy nim dołek, bądź pewien, iż tu po obiedzie rój dzieci, potem starsi, a w końcu sami urzędnicy przybędą. Najprzód idzie szołtys z przysiężnymi, za nimi niesie leśniczy zbiedzoną kanię, na którą z gniewem spogląda, bo nie jeden las przebiegł, by zadosyć uczynić swemu oowiązkowi; gdy w kole ciekawych widzów staną, oddaje kanię służącemu kata, ten ją w rozszczep pala wkłada, a służący szołtysa robi na około miejsce, mówiąc do ludu:

Rum rum z placu naszego,
Aby się nie stało co złego.

Gdy już wszyscy urzędnicy na swych miejscach stanęli, odzywa się [nie po kaszubsku, a w języku polskim] szołtys do zgromadzonych w te słowa:

A wy ludzie ze wsi,
Po co wy się zeszli;
Wy nic nie wiecie
Wy nic nie powiecie.
Ja wiem:
Ja powiem.
Jam syn karczmarski,
Kawaler dziarski,
Mam trunki dwojakiego rodu,
Jedne dla zdrowia drugie dla głodu
Kto te trunki zażywa,
Ten bogactwa miewa
Ja je zażywam
I bogactwa miewam.

Po nim przemawia kat, najprzód do kani:

Nieszczęśliwa kanio jakżeś ty wołała,
Kiedyś w lesie na drzewie siedziała;
Gdyśmy do domu konie gnali,
I ciebie złapali.
Pić, pić, damy ci pić;
Psim gnatem
Kobylim donatem,
Orczykiem wygrzebajcie
Tego się wszyscy źli ludzie spodziwajcie,
A bliżej do mnie przystępujcie.

Do szołtysa:

Zwolę zwolę, od pana szołtysa do trzeciego razu ciąć.

Szołtys odpowiada:

Zwolę zwolę, jeżeli nie zetniesz, to twoja szyja ścięta będzie.

Kat do ludu:

Moje miłe matki,
Strzeżcie wasze dziatki
Aby nie przyszły pod katowskie ręce
Bo to ja nie tracę, jeno prawo traci.

Jeżeli kat do trzeciego razu kani nie zetnie, wtenczas szołtys, albo mu jeszcze trzy razy ciąć pozwoli, albo sam to wykona; potem rakarz kadłub kani w przeznaczony dołek zachowa, i pal w pobliską wodę lub ogród ciśnie.

Po skończonym akcie każdy urzędnik idzie po swą dziewczynę i z nią się prowadzi do karczmy lub jednego z gospodarzy, gdzie przy Puckiem piwie, Gdańskiej wódce, Wejherowskich kołaczach i wiejskiej muzyce cały wieczór i większą część nocy przeprzędzają.

Florian Ceynowa, Świętojanki czyli Sobótki (nr 18), Ścinanie kani (nr 19), „Nadwiślanin”, 1851.

liniaszara.jpg

Z innej relacji: Kanię wraz z odciętą głową owijano w białą chustę, kładziono na nosze i tragarze zanosili zwłoki ptaka do wykopanego uprzednio grobu. Formował się kondukt żałobny, śpiewający pieśni religijne. Na jego czele szedł odgrywający rolę księdza lub pastora, za nim noszono nosze, pochód zamykał kat. Śpiewano pieśń do św. Jana:
Witaj Janie z Bolesława
Masz się stawić przed Wacława,
Bo król tak rozkazuje
Iż ciebie potrzebuje.

Źródło: http://www.bogowiepolscy.net/sobotka-na-kaszubach-i-kociewiu.html

Reklamy

2 komentarze do “Sobótka na Kaszubach i Kociewiu

  1. W 2016 r., moment przesilenia letniego (najkrótszej nocy) przypada na dzień 21 czerwca, o godz. 00:34. Mamy wtedy noc Kupały, a nie żadnego, jakiegoś tam św. Jana – co ma ….. po kolana.
    Znali ten dzień w całej północnej Europie, albowiem było to i jest fizyczne zjawisko astronomiczne, widzialne i doświadczalne, a nie żadne fanaberie kościółkowe. Wymyślone, aby przykryć dawne tradycje przedchrześcijańskie.

    • Oczywiście że tak, podstawowe święta są znane tak naprawdę od czasów kamienia łupanego, gdzie ludzie zajmujących się sferą duchową badali już wtedy niebo i w sposób prosty, pierwotny obliczali długość dnia.

      Kolejne wieki tylko ulepszały metody i rozpowszechniały się na inne ludy.
      Jednakże to wtedy zaczęto odnajdywać magiczny związek czyli związek przyczyniowo-skutkowy z tymi przełomami rok.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s