Światowid – wiersz z poematu Miłość Bogów


Pisany ongiś językiem, znaczy z roku 1859.

swiatowid_ze_zbrucza

Zkąd te grzmoty i te wiry?
Wśród srébrzystéj gwiazd zamieci,
Przez ciemnice i szafiry,
Przez płonących sfer miljony,
Przez pienistą światów toń,
Kolosalny, nieścigniony,
A radosny, skrząco-oki,
Nad burzami we mgle leci,
Leci biały jak obłoki,
Leci grzmiący jak potoki,
Koń!

Mléczna droga, niby grzywa,
Z jego szyi światłem spływa;
Wieczność w swych otchłaniach śpiąca,
Gdy ją rumak w locie trąca,
W złote wzbija się tumany….
Cztéry słońca, jak podkowy,
Grzmią po drodze jutrzenkowéj,
Rubinami nabijanéj.
A na końcu czółnkiem chwały,
Z orlich puchów uprzedzony,
Cudnie świéci czaprak biały.
Któż na białym tym rumaku,
Któż na białym tym czapraku,
Odbierając sfer pokłony,
Pędzi wśród zawikłanych dróg,
Po nieskończoności szlaku?
Bóg!

Jak sperlone śniegiem liście,
Jak księżyca pożar blady,
Jak ogromne wodospady,
Jak gołębi szumny rój,
Tak owiewa go srébrzyście,
Strój!

W jego jasnéj lewéj dłoni,
Pieniac się od białych strug
Niebiańskiego tego miodu,
Którego cudowna władza
Jedną kropelką odmładza
Siły człowieczego rodu,
Srébrny, wielki, lśni i dzowni
Róg!

Przy tym rogu, przy tym zdroju,
Zkąd wypływa czar pokoju,
Jak przy kwiecie uplot węży,
Jako łabędziu kruk,
W prawém ręku bożka, cięży
Łuk!

Z jego piersi, nastrojonéj
Na skalę wszystkich stuleci,
Brzmi muzyka tajemnicza,
Któréj nie słyszą miljony,
Tylko mędrcy i poeci.
A nad jego orlą szyją,
Cztéry cudowne oblicza
Tak ogromném światłem biją,
Że choć leci wśród ciemnicy,
Gdzieby słońca czuły trwogę,
Nie trwoży się cztérolicy,
Sam rozświeca sobie drogę!
Z ośmiu źrenic widzącego,
Nakształt gromów, na kształt kłosów,
Nakształt rozgorzałych dzid,
Spojrzenia w łono niebiosów,
Tak przeszywające biegą,
Że Słowianie mu olbrzymie,
Najolbrzymsze dali imię:
Wid!

Nie ma tak pochmurnych ciemnijc,
Nie ma tak cichéj mogiły,
Nie ma tak wiernych tajemnic,
Nie ma takich gęstych krat,
Coby przed nim pyłek skryły.
Jak niezmienność jest głęboka,
Jak nieskończoność szeroka,
Jak nieśmiertelność wysoka,
On ogarnia, błyskiem oka,
Świat!

Świat widzący! Światowidzie!
Ten, co na hełmie ze złota
Światłą mądrość ma jak pióro,
Niby paź za tobą idzie,
A wygląda jak twój cień.
Dzień!

Owinięta błędów chmurą,
Strzelająca z gwiazd jak z proc,
Oh! na widok twój się miota,
Noc!

Więc co wieczór, gdy noc blada,
Rozczesawszy srébrne włosy,
Opanować chce niebiosy,
Cztéro-czoły, ośmio-oki,
Na białego konia wsiada,
Goni…. ona leci drząca….
On ją gna błyskami stali,
Na biebieskiéj drogi szczyt:
Ztmatąd pod winokres strąca…
Aż jéj zsiniałe zwłoki,
Jak grobowy kamień, zawali
Świt.

Jednak ona, choć zraniona,
Silną jest, umrzeć nie może,
Rozbija się w swéj mogile…
Nim wieczorne spłoną zorze,
Rozwalą ją, wstaje w sile,
I walczy o światów tron!
Lecz przyjdzie takie zaranie,
Po którém noc już nie wstanie,
I z nią razem skona
Skon!

Gdy się dwie komety trącą,
Gdy się wzburzą oceany,
Gdy pożar dłonią iskrzącą
W czerwień maluje obłoki,
Gdy gniewnych orłów gromada
Walkę wypowié sokołom,
Gdy więdnie kwiat nadłamany,
Cztéro-czoły, ośmio-oki
Na białego konia wsiada,
Leci, leci… aż na wir
Wpół-obłąkanéj przyrody,
Zlewa miody, balsam zgody,
I nakazuje żywiołom
Mir.

Gdy narodom wyda w ucisku
Jęk, jako Bałtyk głęboki.
Gdy się na pobojowisku
Krwawi krogulcza biesiada,
Cztéro-czoły, ośmio-oki
Na białego konia wsiada,
Chyży jak śmierci godzina,
Pomiędzy dwa wojska wpada,
I niechybny łuk napina,
I odpędza gnębiciela;
A oswobodzony lud,
Woła w szaleństwie wesela:
„Cud!”

A kiedy wszystko ukoi,
Wszystkie więzy porozplata,
Na modréj stolicy swojéj
Siada u wierzchołków świata.
A wtedy ogrom natury,
Co się u stóp jego pieni,
Ludzie co przed nim schyleni,
Nie śmieją źrenicy wznieść,
I młodszych bogów drużyna,
Która tęczą go opina,
Nucą potrójnemi chóry:
„Cześć”!

Deotyma

Z przypisku ze stronicy 101, Tygodnika Ilustrowanego 1859:

Z wielu opisów posągu Światowida, jego czci i rozlicznych świątnic, najdokładniejszym jest opis Saxona Grammatyka; ten w XIV księdze swojej „Kroniki duńskiej”, określiwszy obszernie położenie i bogactwa miasta Arkony na wyspie Rugii, oraz świątynie, w której Rugianie część oddawali Światowidowi, o jego posągu mówi:

„Niezmierny był w kościele bałwan, wielkością swoją ciała ludzkiego wzrost wszelki przechodzący; miał on 4 głowy”

„W prawej ręce trzymał róg, różnego gatunku kruszcem wysadzany, który kapłan corocznie miodem nalewał, w lewej zaś trzymał łuk.”

„Niedaleko od posągu było położone wędzidło jego i siodło” – „oraz miecz nadzwyczajnej wielkości.” – „Toż bożyszcze, w wojsku narodowem trzysta koni i jeźdźców swoich szczególnych miało; od tych nabyta wszelka zdobycz, kapłanowi straży oddawaną była” – „Prócz tego, osobnego konia siwego, to bóstwo własnego miało; na tym koniu, wedle zdania Rugianów, Światowid miał walczyć z nieprzyjaciółmi obrządków swojej wiary.”

 

Autorką wiersza jest Deotyma czyli Jadwiga Łuszczewska

 

Źródło: Tygodnik Ilustrowany nr 13, Warszawa 12-21 grudnia 1959, http://www.bilp.uw.edu.pl/ti/1859/1859.htm

Reklamy

1 komentarz do “Światowid – wiersz z poematu Miłość Bogów

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s