Śmigus-Dyngus na ludowo


10985186_365036263703230_9087738315590533038_n

23 marca br. zaprezentowaliśmy Wam pochodzenie śmigusa-dyngusa. Teraz pragniemy podzielić się wiedzą, o tym jak to wyglądało i być może nadal wygląda w różnych regionach Polski. Część informacji może pokrywać się z treściami ukazanymi wcześniej, bo jak powszechnie wiadomo, wszystko wywodzi się z pogaństwa.

 

 

 

 

 

 

 


W całej Polsce Poniedziałek Wielkanocny to czas swawoli i wesołości. Śmigus-dyngus, czyli oblewanie się wodą jest najbardziej znanym zwyczajem. Początkowo były to nazwy dwóch odrębnych obrzędów (o czym pisaliśmy wcześniej). Śmigusem nazywano zwyczaj oblewania wodą, głównie dziewcząt i młodych kobiet, a także smaganie się zielonymi gałęziami i witkami wierzbowymi, z których pleciono specjalne. Był to tzw. śmigus zielony albo suchy. Na Śląsku Cieszyńskim najpierw polewano wodą gospodynie i ich córki, a następnie „suszono je”, uderzając korwaczami, czyli biczami uplecionymi z wierzbowych gałązek. Dyngusem zwano pochody młodzieży męskiej, połączone z świąteczną kwestą. Chłopcy, barwnie przebrani wypraszali dla siebie dary. Na wsiach obdarowywano ich głównie jajami i innym wielkanocnym jadłem. Synonimicznie dla śmigusa-dyngusa używane są nazwy: śmigurt, smigust lub Lany Poniedziałek.

Oczywiście najbardziej żywiołowy i swawolny bywał dyngus na wsi. W zabawie tej inicjatywa należała do chłopców, którzy na ładne, żwawe i lubiane dziewczęta wylewali całe konwie i wiadra wody. Często posługiwali się sikawkami dyngusowymi własnej roboty. Pannom na wydaniu zdarzało się też tego dnia „pływać” w sadzawkach, stawach i korytach do pojenia bydła. Przed Śmigurciarzami dziewczęta uciekały i chowały się z piskiem, ale w gruncie rzeczy były zadowolone, bo im więcej wody na nie wylano, tym większym cieszyły się powodzeniem.

W kujawskich wsiach do dzisiaj istnieje ciekawy zwyczaj „przywoływek dyngusowych”. Niegdyś już w niedzielny wieczór, chłopcy pożyczali z dworu dziedzica miednicę metalową i wchodzili z nią na dach karczmy lub chałupy. Brzdąkali w miednice, niczym w bęben oraz wywoływali imiona i nazwiska dziewcząt, które miały być nazajutrz oblewane. Igraszką tą zajmowało się dwóch najsprawniejszych i najpsotniejszych chłopców. Jeden z nich stał na dole, przed sienią chałupy i mówił nazwiska i imiona drugiemu, który stał na dachu wymieniając kolejno dziewki, podług numerów chat, z dołączeniem stosownej uwagi, która z nich jest porządniejsza, a która mniej porządna. Oczywistym było, że osobiste stosunki grającego ową rolę dawały szerokie pole do spostrzeżeń i przycinków, szafowanych wedle własnego widzenia i dowcipu. Oto jeden z przykładów takiego wykrzykiwania: „Zaprzągajcie konie, woły, bo wywieziema fafuły- Maryśki Dorędowny! a brać na nią cztery fury piasku, pięć fur pyrzu, dwadzieścia kubłów wody i mydliska, do wypłukania w gnoiska, cztery długie grace, do wymiatania w sracze, boć czarna!” Czasem dziewczyna mogła wykupić się kwartą wódki, to znaczyło, że jej imię z chlubą było wymienione z dachu. Jednak najgorszą obelgę da dziewczyny stanowił fakt, kiedy w ogóle nie została wymieniona.

W Małopolsce, głównie w Limanowej i okolicach, chodzili przebierańcy zwani dziadami śmig ustnymi lub słomiakami, ponieważ nosili słomiane czapy i opasywali się powrósłami ze słomy. Obchodzili domy w milczeniu, tylko od czasu do czasu gwizdali lub „turkali i ukali”, dlatego że według legendy wyobrażali żydowskich wysłanników, którzy nie chcieli uwierzyć w zmartwychwstanie Jezusa i głosić dobrej nowiny, więc za karę utracili głos. W okolicach Mielca chodziły „dziady smigustne tzw. mówiące” i polewając gospodarzy wodą ze swoich sikawek, czyli wielkich drewnianych szpryc, życzyli im urodzaju.

W Polsce centralnej chodzono z „kurkiem dyngusowym”, początkowo żywym, później z wypchanym, glinianym, drewnianym kogutem umieszczonym na dwukołowym, czerwonym wózeczku ozdobionym wstęgami i różnymi błyskotkami, czasem także z kręcącymi się na kole, laleczkami w regionalnych strojach. Wózek toczyli chłopcy zwani „kurcarzami”. Oprócz wózka mieli ze sobą kosze na datki, sikawki dyngusowe na wodę, klekoty zwane bocianami kur carskimi, którymi wszczynali wielki hałas oraz żmijki dyngusowe ze składanych deseczek, zakończonych szpikulcem, do straszenia i kłucia dziewcząt. Obchody kur carskie miały zawsze charakter zalotów i były połączone z chodzeniem w konkury.

Zdjęcie z: Muzeum Wsi Mazowieckiej w Sierpcu

Reklamy

1 komentarz do “Śmigus-Dyngus na ludowo

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s