Pradzieje Pomorza – Manowce historii w Manowie?


Manowo, to gmina przyległa od południowej strony do Koszalina, której bogata historia, a ściślej prehistoria, miała swój udział w średniowiecznych narodzinach tego miasta. Spełniła rolę kulturotwórczego zalążka dla powstania w jej pobliżu lokalnego ośrodka miejskiego i politycznego. Podobne współzależności, chociaż w większej, ponadregionalnej skali, dotyczyły Wolina, który po czasach swojej wikińskiej świetności upadł, ale dał impuls i zwolnił pole dla rozwoju wielkiego Szczecina. Tak samo jak upadające wikińskie Truso stworzyło miejsce dla rozkwitu Gdańska, tak jak Birka poprzedziła narodziny Sztokholmu, Kaupang – Oslo, Uppåkra – Lund, a Hedeby – Hamburg. Oto fragment mapyCarte von Denen Herzogthumern Vor und Hinter Pommern z roku 1775, dotyczący omawianej tutaj Ziemi Koszalińskiej i Białogardzkiej (źródło: Kujawsko-Pomorska Biblioteka Cyfrowa). Interesujące są na mapie oznakowane m.in. niektóre młyny wodne i wiatraki.
Cöslin Karte 1775


W niniejszym artykule zechcemy wskazać na kwestionowany przez wielu historyków fakt, że zawarta w dotychczasowych znaleziskach archeologicznych wczesnośredniowieczna historia ziemi manowskiej, już w okresie słowiańskiej wspólnoty plemienno-terytorialnej potwierdza jej związek ze skandynawskim kręgiem kulturowym. Ale po kolei. Poniższa mapa przedstawia sytuację polityczną w Europie w VIII i IX wieku. Był to okres ekspansji państwa karolińskiego na wschód, kiedy to ani Lechici ani Pomorzanie nie posiadali własnej struktury państwowej, tkwiąc jeszcze głęboko w systemie rodowo-plemiennym.
Najbliższym niesłowiańskim sąsiadem Pomorzan nie było Imperium Karolińskie, ale ludy południowoskandynawskie. Skandynawowie, funkcjonujący w owym czasie, tak samo jak Słowianie, bez wydrębnionych narodowości i odpowiadających im struktur państwowych, byli jednak w odróżnieniu od świeżo osadzonych w tej części Europy Słowian społecznościami kulturowo i organizacyjnie bardziej dojrzałymi, czerpiącymi z dorobku cywilizacyjnego, budowanego na swoich stabilnych etnicznie ziemiach, nieprzerwanie od epoki brązu po wczesne średniowiecze. Potwierdzeniem ich witalności, umiejętności wzajemnej komunikacji i współdziałania, ale też często wzajemnej rywalizacji, były plemiona wikińskie skupione wokół starych rodów arystokratycznych. Nie weszły one, ale wdarły się do historii, rezerwując dla siebie okres zwany epoką Wikingów. Uznaje się, że epoka ta trwała w Anglii w okresie 793-1066, a w Irlandii zakończyła się dopiero w 1169 roku (koniec władzy wikińskiej w Dublinie). Jeżeli ktoś zapyta dlaczego piszę Wikingów z dużej litery, odpowiem że z tych samych powodów dla których historycy piszą z dużej Normanów, co objaśniłem w artykule „Szkatuła kamieńska czy wolińska?

Sądząc po braku hasła „Epoka Wikingów” w polskiej Wikipedii okres ten widocznie nie został jak dotąd uznany u nas za godny większej uwagi. W polskiej historiografii nie było epoki Wikingów, nie było nawet „okresu wpływów skandynawskich”, chociaż impakt wikiński na polską historię był zdecydowanie głębszy i pociągający za sobą większe zmiany kulturowe, społeczne i polityczne, niż na przykład wyodrębniony przez naszych historyków „okres wpływów rzymskich”. Obowiązywała i nadal powszechnie obowiązuje w tej kwestii oficjalna dekretacja: „nie dotyczy”. Oto mapa z zaznaczonymi głównymi kierunkami penetracji militarnej i handlowej prowadzonej przez Wikingów od końca VIII wieku. Na marginesie, mapa ta nieprawidłowo wykreśla zachodnią granicę państwa karolińskiego na Odrze, zamiast na Łabie.

Europa zur Zeit der Karolinger Wikinger Ängriffe

Już w połowie VIII wieku, czyli przed rozpoczęciem przez Wikingów zbrojnych napadów na państwo karolińskie, dysponowali oni siecią osad, grodów i portów, kontrolujących szlaki handlowe w Europie północnej: Ribe w Jutlandii (najstarsze miasto w Danii), Birka w Upplandii (Szwecja), Paviken na Gotlandii, Grobin w Kurlandii (Estonia) oraz Staraja Ładoga w północnej Rusi. Były to pierwsze zalążki miast w historii tej części Europy. Pod koniec VIII wieku  funkcjonowało już Truso. W tym okresie istniała także osada handlowa w Rerik (dzisiaj Gross Strömkendorf), koło Mechlina (naczelnego groduObotrytów, później zgermanizowanego na Mikilenburg, a dziś Dorf Mecklenburg).

Następne, za przyczyną Wikingów, centra handlowe powstały na początku IX wieku w Kaupang w Norwegii, Hedeby (Haithabu) w Szlezwiku oraz na Połabiu i Pomorzu: Menzlin nad Pianą, Ralswiek na Rugii, Dierkow nad Warnową, Bardy-Świelubie nad Parsetą (znane w angielskiej, ale nie w polskiej Wikipedii), Wolin, być może także Wiskiauten (Sambia), chociaż poza jednym z największych w strefie bałtyckiej cmentarzysk  z IX-XI wieku, nie zlokalizowano jeszcze miejsca ewentualnego emporium.

Liubice, czyli Stara Lubeka (Lübeck) – zbudowany w 819 roku jeden z głównych grodów obotryckich, nie wszedł w krąg zainteresowań Wikingów, prawdopodobnie z uwagi na siedzibę książęcą w tym grodzie, która taką pozostała do śmierci Henryka Gotszalkowica z rodu Nakonów (Nakonidów) w 1127 roku, od kiedy to zaczęła się hanzeatycka historia tego miasta. Na marginesie, nazwa plemienia Wagrów, lub Wagria – zamieszkała przez nich północno-zachodnia prowincja ziemi obotryckiej, sąsiadująca z wikińskim Hedeby, w starych źródłach pisana jest także jako Wagiria, Waigri, Waringia (po łacinieVarini), zbliżona jest do nazwy Waregów – Wikingów z Rusi. Książę duński Kanut Lavard, ożeniony z Ingeborgą, córką księcia kijowskiego Mścisława I Haralda, był również księciem wagryjskim (uznawanym przez Obotrytów jako ich kneze, czyli kniaź), zamordowanym w 1131 roku (późniejszy święty) przez Magnusa Silnego, którego żoną z kolei była Ryksa, córka Bolesława Krzywoustego. Wskazuje to na wcześniej już ukształtowane związki między ruskimi i połabskimi Wikingami (co zresztą potwierdzają wykopaliska archeologiczne na Rusi i na Połabiu).

W ciągu X wieku zbudowano kolejne ważne porty w strefie południowego Bałtyku: Stara Lubeka, Uznam, Szczecin, Kamień i Kołobrzeg (na rysunku poniżej, L. Leciejewicz 2000). Niektóre z nich, jak wspomniana Stara Lubeka, Uznam i Szczecin, z uwagi na ulokowane tam siedziby władz książęcych lub lokalnych, nie były bezpośrednio kontrolowane przez Wikingów. Charakterystyczny jest bardzo ubogi w polskiej Wikipedii opis historii wczesnego średniowiecza (z wyjątkiem Szczecina i Wolina) pomorskich i połabskich portów i emporiów w epoce Wikingów. Wszystkie powyższe, powstałe w IX-X wieku emporia tworzyły system portów łączących przeciwległe wybrzeże Bałtyku ze Skandynawią.

Kolobrzeg AD 1000 L. Leciejewicz, 2000

W okresie wikińskim Bałtyk stanowił dla Wikingów faktycznie ich morze wewnętrzne. Nazwany w 1030 roku przez perskiego geografa al-Biruniego Morzem Waregów (Bahr Warank), tak samo jak w 1115 roku przez kronikarza ruskiego Nestora  (Varyazhskoye more). Skandynawowie identyfikowali wszystkie inne kraje w obrębie Bałtyku: Kirjáland (Karelia), Eistland (Estonia), Refalaland (tereny wokół Tallina), Virland (południowa Estonia), Kúrland (Kurlandia),  Samland (Sambia), Ermland (Warmia), Vitland (ziemie na wschód od ujścia Wisły) oraz Vindland (także Vendland lub Wendland, oznaczające całe Pomorze i Połabie, a od XI/XII wieku już raczej tylko Połabie/Meklemburgię). Oto odkryty w Szczecinie w 1962 roku wrak wikińskiej łodzi z IX wieku (foto: M. Rulewicz).

Szczecin lodz wikinska ed1

Szczecin lodz wikinska wposazenie ed1Przy łodzi znaleziono także fragmenty wyposażenia (jak na poniższym rysunku), w tym rzeźbioną w drewnie głowę węża, którą pewnie przed wypłynieciem z portu zatykano na dziobie łodzi. Podobny kształt głowy węża z rozchylonym pyskiem, wykonanej jako ozdoba z brązu, znaleziono na cmentarzysku w Kałdusie (o którym jeszcze powiemy niżej). Srebrny łańcuch z zakończeniami w formie głów węży (historycy mówią, że „bestii”) stanowi część skarbu wareskiego z Borucina z I połowy XI wieku, leżącego na strategicznej drodze między Kruszwicą i Włocławkiem – piastowskim portem na szlaku do Rusi Kijowskiej (o czym także niżej). Historycy powiadają, że skarb ten może być „rodzimą produkcją” naśladującą wyroby skandynawskie, ruskie i wschodnie.  Wikińskie rzeźby na szczycie stewy dziobowej były prekursorami późniejszych i nawet dzisiejszych jeszcze, tak zwanych galionów – rzeźb umieszczanych pod bukszprytem żaglowca, mających statkowi przynosić szczęście.

 
Dotychczas zbadane archeologicznie osady portowe w Menzlin, Gross Strömkendorf, Ralswiek i w Janowie Pomorskim (Truso) jednoznacznie wskazują, że ich układ zabudowy na lądzie zaprojektowany został podobnie jak te w Ribe i Kaupang. Także zawarte w tych miejscach zabytki archeologiczne potwierdzają jednoznacznie iż należały one do Wikingów. Oto jedna z czterech łodzi wikińskich, jaką archeolodzy wydobyli ze stanowiska w Ralswiek. Prawdopodobnie zawiera ona także słowiańskie elementy w konstrukcji, co wskazywałoby na szkutniczą współpracę Słowian i Wikingów  (foto: P. Herfert, 1970).

W połowie IX wieku Wikingowie zbudowali kolejne grody, jako ich centra polityczne i handlowe: Dublinw Irlandii, Nowogród Wielki na Rusi. W sposób konsekwentny przygotowywali się do przejęcia pełnej kontroli handlu pomiędzy trzema centrami cywilizacyjnymi: postkarolińską Europą, Bizancjum oraz kalifatami arabskimi. Obok pokojowych stosunków handlowych, jeżeli te nie były możliwe na warunkach akceptowanych przez Wikingów, podejmowali oni ataki zbrojne przeciwko każdemu z tych imperiów, a następnie umiejętnie, drogą dyplomatyczną negocjowali korzystne dla siebie warunki pokojowe. A więc odwoływali się nie tylko do swojej doskonałej znajomości operowania mieczem, ale i do równej biegłości w posługiwaniu się językami obcymi i do dobrej znajomości lokalnych zwyczajów i warunków (np. słynne ich dogovory w języku greckim z Bizancjum).

 
Dopiero po schyłku epoki Wikingów z końcem XI wieku  kraje o najbardziej dojrzałej gospodarce rynkowej wytworzyły własne organizacje kupieckie, które zaczęły współpracować ale i rywalizować na głównych szlakach handlowych Europy. Pewną wskazówką jakie nacje handlowały bezpośrednio z Bizancjum są te, wymienione w anonimowym dziele literackim z połowy XII wieku zatytułowanym „Timarion„. Na dorocznym głośnym w Europie targu w Salonikach na św. Demetriusa wymienieni są obecni tam kupcy ruscy, bułgarscy, dalmatyjscy, węgierscy, niemieccy, hiszpańscy, włoscy, arabscy, peczeńscy, armeńscy, hinduscy i etiopscy.

Vikings in DorestadW 808 roku Godfred (Gudfred), wódz duńskich Wikingów, w obawie przed atakami ze strony Imperium Karolińskiego, które wcześniej podbiło Fryzję i Saksonię, umacnia na granicy swojego terytorium stare wały obronne, zwane Danevirke (Danewerke). Z uwagi na zbrojne przejęcie Reriku przez Drożko, wodza Obodrytów, Godfred w tym samym roku likwiduje to emporium i przenosi je do Hedeby, wewnątrz pasa obronnego. Nota bene, w naszej historiografii Rerik uznany został za słowiańskie emporium, chociaż nie ma na to w archeologii kulturowych dowodów (a nawet przesłanek), ani nie jest znana żadna inna, niż skandynawska nazwa tego miejsca.

W dwa lata później, z flotą liczącą 200 okrętów, Godfred plądruje wybrzeże Fryzji, pobiera okup w wysokości ponad 20.000 denarów i nakłada na Fryzów trybut. Jeszcze w tym samym wieku władzę polityczną we Fryzji przejmują Wikingowie: Rorik z Dorestad i po nim Godfrid, mianowany przez cesarstwo karolińskie jako książę Fryzji. Chociaż przejęcie przez Wikingów władzy we Fryzji było przez nich zbrojnie wymuszone, to szybko wodzowie ci potwierdzili i kontynuowali swoją lojalność wobec państwa karolińskiego. Obydwaj przyjęli chrzest, a Godfrid ochrzczony został w obecności cesarza karolińskiego Karola III Grubego. Rimbert, biograf św. Ansgara potwierdza w swoim Vita Ansgarii  istnienie w owym czasie bezpośrednich kontaktów handlowych między Birką a Dorestad (a także fakty przejścia tamże niektórych kupców wikińskich na chrześcijaństwo). Oto ilustrustracja ataku Wikingów na Dorestad, której autorem jest rysownik historyczny Johan Issings.
Frankoni zachodni (przyszli Francuzi), którzy z początku nie pozwalali na osiedlanie się na ich ziemi Wikingów, zmuszeni byli płacić olbrzymie okupy najeżdżającym ich regularnie Wikingom. Za odstąpienie od oblężenia Paryża w 845 roku król Karol II Łysy zapłacił okup w wysokości 7.000 liwrów (nie moneta, a jednostka obliczeniowa – ekwiwalent wagi jednego funta srebra), czyli w „żywym pieniądzu” 1.680.000 frankońskich denarów, co łącznie odpowiadało wadze dwóch i pół tony srebra. Ale już w 911 roku król francuski Karol III zawarł z wodzem wikińskim Rolfem (Rollonem) traktat pokojowy, na mocy którego powierzył mu we władanie księstwo Rouen, czyli dzisiejszą Normandię. Wikingowie nie wahali się wielokrotnie atakować (bezskutecznie zresztą) mury największego i najbogatszego wówczas miasta chrześcijańskiej Europy – Konstantynopola. Oto schematyczna mapa „świata wikińskiego” w X-XI wieku (źródło: „L’épopée Viking”, Robert Wernick 1980).

Viking world ed1
Dla uzmysłowienia sobie punktu wejścia Polski jako państwa na arenę historii, warto pamiętać, że w roku Zjazdu Gnieźnieńskiego Anno Domini 1000 Konstantypol liczył ponad 300.000 mieszkańców, a w Europie dorównywała mu wielkością i bogactwem tylko muzułmańska Kordoba. Ocenia się, że Bagdad był w tym czasie ponad milionowym miastem, czyli tyle ile liczył Rzym w okresie swojej największej świetności. Paryż, po inwazjach wikińskich, liczył wtedy „tylko” około 20.000 mieszkańców – najmniej w swojej historii od czasów rzymskich. Powiększone (Harald Sinozęby) w X wieku przez Wikingów emporium w Wolinie (w latach 967-985 przejściowo we władaniu Mieszka I) mogło liczyć około 5-7 tysięcy ludzi, a największe grody Polan, po ich rozbudowie w połowie X wieku, z niewątpliwym udziałem wikińskim, pewnie 2-3 razy mniej.

W realizacji swoich celów, jak wspomniałem wyżej, Wikingowie umiejętnie i elastycznie posługiwali się środkami militarnymi, politycznymi i handlowymi. Zanim osiedlili się na Rusi potrafili narzucić lokalnym plemionom słowiańskim obowiązek płacenia trybutu, co zresztą wymusili również na Anglo-Saksonach, w formie słynnego danegeld. Oto wikińska Europa w okresie od VIII do XI wieku. Proszę zwrócić uwagę na niekompletność mapy, która przykładowo nie wykazuje żadnej obecności Wikingów w Konstanynopolu, podczas gdy od 980 roku stacjonowało tam 6 tysięcy wikińskich wojowników, tak zwana gwardia wareska (drużina), jaką podarował cesarzowi Bazylemu II (którego monety są w składzie skarbu z Bonina) książę kijowski Włodzimierz Wielki. Początkowo składała się ona tylko z Wikingów ruskich (Waregów), później także z Wikingów normandzkich, angielskich i innych narodowości.

 

Viking settlements and trade

 

Do „jednego worka” (kolor zielony) wrzucono obszary nie tylko w ogóle nie zamieszkałe przez Wikingów, ale i te często przez nich odwiedzane oraz uznane za zamieszałe w niewielkim stopniu. Jest to nie tyle błąd metodyczny, co moim zdaniem trudność w rozeznaniu w skali Europy, w oparciu o dotychczasowe oceny lokalnych historyków, stopnia obecności „czynnika normańskiego” w źródłach archeologicznych, jakimi ci dysponują. Mapa ta jednakże pozwala zdać sobie sprawę, że znajdowane na Pomorzu monety  i inne zabytki nadreńskie, saskie czy arabskie nie musiały tutaj trafiać, jako efekt sprzedaży feudałowi frankijskiemu czy kalifowi andaluzyjskiemu pomorskiego miodu czy dziegciu, ale jako haracz bezpośrednio zdobyty przez wikińskiego wodza w tych krajach albo także jako efekt wtórnej wymiany towarowej wewnątrz ugrupowań wikińskich, bez żadnego związku handlowego Pomorza z krajami, reprezentowanymi przez znajdowane tutaj monety.

Odkrywane na Pomorzu wczesnośredniowieczne artefakty pochodzenia fryzyjskiego, nadreńskiego lub frankijskiego z reguły automatycznie, bez silenia się na głębszą analizę, kwalifikowane są przez naszych historyków jako pochodzące z handlu prowadzonego przez Słowian pomorskich z tamtymi krajami. Handel bezpośredni między Fryzją i Pomorzem zapewne w okresie wikińskim istniał, ale dość wątpliwe jest, że na Pomorzu i Połabiu partnerami Fryzów byli bardziej Słowianie, niż Wikingowie, u których źródła (na przykład inskrypcja kamienna w Sigtunie) potwierdzają istnienie fryzyjskich gildii kupieckich. Fryzowie bowiem już od VI wieku byli dla Skandynawów pośrednikami handlowymi nie tylko z merowińską Europą, ale i muzułmańską Andaluzją (dla której sprowadzali niewolników m.in. z Anglii, z Saksonii i zza dolnej Łaby – czyli także Słowian), a również z Bizancjum (do VIII wieku – zanim Wikingowie nie zbudowali bałtyckich emporii, o których wspominam wyżej, oraz tak zwanego „Szlaku od Waregów do Greków„). Jeszcze Ibrahim ibn Jakub (al-Tartushi), ambasador kalifatu w Kordobie(Andaluzji) na dworze cesarza Ottona I w latach 960-970 – a wcześniej jako kupiec, zajmował się handlem niewolnikami słowiańskimi dla kalifatu.

Oto jeszcze jedna mapa pokazująca główne miasta – centra handlowe lub polityczne Europy i Orientu w IX-X wieku, a także tereny kontrolowane przez Wikingów oraz kierunki i daty ich pierwszych ekspansji.

Wikinger Karte ed1

Niezrównane umiejętności Wikingów w budowie okretów i w nawigacji, ich silna organizacja wodzowska oraz wielkie zasoby bogactwa umożliwiające prowadzenie wypraw wojennych – dla rabunku, w celu osiedlania się, a także dla osłaniania ich handlu (handel dalekosiężny w owych czasach nie mógł być prowadzony bez towarzyszącej mu ochronie militarnej), pozwalała Wikingom nie tylko dokonywać napadów na niemal dowolnych wybrzeżach Europy, ale i w pełni kontrolować – zwłaszcza w pobliżu Skandynawii, każdy akwen morski, a szczególnie bałtycki, każdy port i całą żeglugę.

O ile historia i archeologia dysponuje bogatymi źródłami wskazującymi na wysoki kunszt żeglarski, handlowy i polityczny Wikingów, potwierdzony ich obecnością od L’Anse aux Meadows w Kanadzie po Bagdad, a być może nawet po Taszkient, o tyle brak jest w literaturze przedmiotu, która wskazuje na wysokie umiejętności szkutnicze, żeglarskie i handlowe już wczesnośredniowiecznych Słowian, dowodów źródłowych, które by pozwoliły zrekonstruować organizację i technikę kupiecką, żeglarską i szkutniczą Słowian w VIII-X wieku, w dobie wspólnoty plemienno-terytorialnej. Na odwrócenie się Słowian od morza w owym okresie wskazywałby m.in. fakt znajdowanego w źródłach archeologicznych u Pomorzan niewielkiego, poza IX/X-wiecznym Kołobrzegiem, udziału ryb morskich w szczątkach konsumpcyjnych.

Jeżeli chodzi o Pomorze, ale także Wielkopolskę i inne regiony, archeologia polska po 1945 roku, widocznie ciągle tkwiąca w traumie po nazistowskiej archeologii filonordyckiej, systematycznie wybielała elementy normandzkie w artefaktach nawet ewidentnie wikińskich, starając się uznać je bądź za słowiańską produkcję – jedynie opartą na wzorach normańskich, albo też przypisując ją jako „import” saski, fryzyjski, nadreński, bałtyjski, grecki, bizantyjski, wschodni, bądź jakikolwiek inny, aby nie normański, wikiński lub wareski (ruski). W definicji stosowanej przez naszych historyków „import” to zakup/nabycie obcego wyrobu przez tubylca, w ich rozumieniu – oczywiście Słowianina. Ten ukuty, „gazetowy” schemat myślowy ma przykrywać fakt istnienia wśród Słowian społeczności skandynawskich – zapewne najczęstszych adresatów lub producentów tych „importów”.

Bez żadnych (bo nieistniejących) dowodów etnicznych, archeolodzy nasi regularnie pomijają możliwość, a na Pomorzu wysokie prawdopodobieństwo, że artefakty „o cechach skandynawskich”, nawet te uznane za produkcję lokalną, na przykład łodzie klepkowe, mogły być produkowane przez osiadłych tutaj Skandynawów. W naszych dziełach naukowych słowiańskość artefaktu (zwłaszcza nieceramicznego) zbyt rzadko wypływa z logicznie przeprowadzonego procesu dochodzenia do finalnego wniosku metodami naukowymi, a zbyt często wynika z zadekretowania postawionej tezy autorytetem nazwiska autora. Stempel bezdowodowej dekretacji jest tym trwalszy, im autor stoi wyżej w hierarchii swojego środowiska.

Territories of the Vikings ed1

Archeologie innych krajów nie mają problemów z jednoznacznym identyfikowaniem obecności na ich ziemiach artefaktów wikińskich, podczas gdy w Polsce najczęściej używa się  eufemistycznych określeń „w typie skandynawskim”, „z inspiracji skandynawskiej” itp. – co ma sugerować, że zabytek nie musiał być wytworzony w obrębie kultury wikińskiej, ani tym bardziej że był w posiadaniu Wikinga, a tylko że cechują go lub technikę jego wykonania określone rysy skandynawskie. Przyjmując wbrew zasadom logicznej dedukcji, że „jak nie musiał być – to zapewne nie był”  historycy już dalej śmiało wyprowadzają tezę, że skandynawskie motywy wykorzystał de facto lokalny, słowiański producent paciorków szklanych, żelaznej ostrogi, grzebienia rogowego czy łodzi klepkowej – dla własnych potrzeb, albo na sprzedaż na miejscowym rynku, na użytek innych Słowian.

Oto powyżej jeszcze jedna mapa, ukazująca główne szlaki handlowe, zasiedleńcze i militarne Wikingów oraz pierwsze daty ich obecności. Pozwoliłem sobie przy tym, w oparciu o znaczne już i coraz bogatsze źródła archeologiczne, a nie o ich oficjalną interpretację nadaną przez naszych historyków, usunąć na oryginale „pustynię wikińską” na Pomorzu i w Prusach. Kolor jasnozielony nie oznacza zatem tylko ziem w Skandynawii, ale i obce tereny zasiedlane przez Wikingów pośród ludności lokalnej (Anglia, Irlandia, Normandia, Pomorze, Prusy).

Viking Anglo-Saxon comb with protective caseFałszywie przyjęty od czasów Gustawa Kosinny i Józefa Kostrzewskiego kanon wiązania artefaktów z pochodzeniem etnicznym, a nie li tylko z kulturą materialną, jaką one reprezentują, zapędza do dziś naszych archeologów i historyków w ślepą uliczkę, jaką jest naukowo bezpłodne podtrzymywanie dyskusji o teoriach normańskich i słowiańskich, podczas gdy obie stworzone zostały na podstawach ideologicznych, a nie naukowych. Postawa ta nie spełnia elementarnego wymogu metodologii naukowej, jakim jest przyjęcie w niej tak zwanego kryterium falsyfikowalności, czyli w naszym przypadku przeprowadzenie dowodu, który by wykazywał, że na przykład grzebień rogowy uznany jako słowiański wyrób z Pomorza, nie był lub nie mógł być wykonany przez nie-Słowianina i według jego własnej tradycji kulturowej. Jak ten poniżej, z wikińskiego Jorvik w Anglii, o formie i wzornictwie zbliżonym do grzebieni z Wolina. Należy przy tym pamiętać, że grzebienie – podobnie jak naczynia ceramiczne, obok pewnych elementów uniwersalnych, ważnych dla archeologa, zawierały cechy je indywidualizujące, identyfikujące je pomiędzy właścicielami.

Podobny kontrdowód byłby konieczny, dla wykluczenia możliwości skumulowania i posiadania przez Wikingów znacznej części wspomnianego skarbu z Bonina, złożonego w ziemi pod koniec XI wieku, aby stwierdzić – co uczyniło Muzeum w Koszalinie, że skarb ten nie miał żadnego związku z Wikingami, bowiem ci „zakończyli swą działalność dużo wcześniej na tych terenach„. Argument oparty na chronologii nie wydaje się jednakże trafny, ponieważ skarb zawiera dirhemy (dirhamy) arabskie sprzed okresu, w którym przywóz na ziemie polskie praktycznie ustał (około 990 roku), a zatem dirhem boniński przybył z Arabii jeszcze w czasach wikińskich, bo przed XI wiekiem. Według dotychczasowych, dostępnych statystyk (T. Noonan 1990 – The cessation of Viking Age dirham imports into Poland and Polabia) wynika, że z całości importu dirhemów na Pomorze, Połabie i do Polski tylko 0,8 procenta stanowiły monety, które trafiły na te tereny po 990 roku.
Co jednak ważniejsze to fakt, że arabski pieniądz praktycznie w całości wpływał na Pomorze, Połabie i do Polski za pośrednictwem wikińskiej Rusi, skąd przechodził na ziemie polskie albo bezpośrednio (bardziej na początku X wieku), albo też pośrednio – przez Szwecję. W każdym przypadku przez handlowców wikińskich i głównie w formie tzw. siekańców (ułamków monet). W skarbach odkrywanych na ziemiach polskich, zawierających monety arabskie, z zasady należy liczyć się z ich pochodzeniem z handlu wikińskiego.

Oto popularny na Pomorzu samanidzki dirhem, ten egzemplarz bity w mennicy al-Mad’in w Afganistanie około 920 roku; tutaj wykorzystany jako ozdobna zawieszka (egzemplarz znaleziony na Gotlandi, obecnie w British Museum). Arabski dirhem wykorzystany jako zawieszka stanowił także część skarbu z Bonina.Dirham pendant Gotland 10th century

Oczywisty związek z handlem prowadzonym przez Wikingów z Bizancjum ma srebrna moneta bizantyjska, tzw. miliaresion z podobizną cesarzy Bazylego II i Konstantyna VIII, (pierwszy z lewej, drugi z prawej strony awersu na poniższej fotografii), bita w latach 977-989, której fragment znajduje się w skarbie z Bonina. Monety bizantyjskie sprowadzane były do Europy przez Waregów, czyli Wikingów z Rusi, wspomnianym wyżej szlakiem „od Waregów do Greków”. Największe nagromadzenie monet bizantyjskich z okresu wikińskiego znajduje się w Szwecji (a praktycznie na Gotlandii, bo 91 procent), gdzie zidentyfikowano 635 monet (wyłączając imitacje), oraz w Estonii (215 sztuk). Dalsze znaleziska pochodzą z Niemiec, Danii, Finlandii, Łotwy, Polski i Rosji. Statystyki znalezisk tych monet jednoznacznie potwierdzają ich główny szlak wiodący przez Ruś, Gotlandię i dalej na Pomorze i do Europy zachodniej, a zatem udział Wikingów w transferze, którego część znalazła się na Pomorzu jest oczywisty.

W latach 1090-1091 wojska polskie pod dowództwem wojewody krakowskiego Sieciecha zaatakowały Pomorze, a „… wiele zamków zostało zrównanych z ziemią, a inne, jak Pirycz (Pyrzyce), Starygród (Stargard), Białygród (Białogard), Kamin (Kamień), Massow (Maszewo) etc. zostały obsadzone polskimi garnizonami, przechodząc pod władanie Sieciecha„. Cytat pochodzi z książki Leonarda Chodźko „La Pologne historique littéraire monumentale et pittoresque” (Paryż 1836), o której wspominam w artykule „Maszewo Anno Domini 1091„. W skarbie z Bonina znajduje się denar Sieciecha, bity w latach 1080-1100. Nie można wykluczyć, że dostał się on do skarbu właśnie w okresie polskiego najazdu na Pomorze.

Trzeba pamiętać, że Wikingowie nie zakończyli działalności na Pomorzu „dużo wcześniej” przed zakopaniem skarbu z Bonina, jak utrzymuje Muzeum w Koszalinie,  co prawdopodobnie miało miejsce około 1090 roku (jeżeli dotychczasowa próba monet opublikowana przez Muzeum jest tutaj reprezentatywna). Jeszcze w 1098 roku duński król Eryk I zaatakował gród w Wolinie, gdzie szukała schronienia duńska opozycja polityczna. Fakt ten potwierdza, że lokalni Wikingowie nie poddali się kontroli Danii, ale kontynuowali działność handlową i żeglugową bez opłacania trybutu.

Bonin miliaresion ed1

Nie ma żadnych źródeł pisanych lub archeologicznych, które by wskazywały na pewną cezurę czasową, poza którą ludność Wolina skandynawskiego pochodzenia, która współzamieszkiwała te tereny od początków IX wieku, miałaby je (jak i inne miejsca na Pomorzu) w całości opuścić. Istnieją natomiast liczne dowody, że wczesnośredniowieczne Pomorze było polietniczne. Jak widać, nie zraża to wielu naszych archeologów do „stemplowania” jako słowiańskie nawet zabytków o wielokulturowym i z reguły nieczytelnym etnicznie kontekście. Ta przebijająca ponad istotę artefaktu chęć potwierdzenia oczekiwań archeologa, czyli przyjęte przez niego z góry tak zwane skrzywienie konfirmacyjne („confirmation bias„) – po polsku niedobrze tłumaczone jako „efekt potwierdzenia”, prowadzi w efekcie do tzw. skrzywienia, czyli błędu  poznawczego („cognitive bias„) – nieracjonalnego sposobu postrzegania rzeczywistości historycznej.

Viking Slave collar ex Dublin National Museum of IrelandDlaczego więc pozanaukowy, ideologiczny pojedynek na teorie słowiańskie i normańskie jest tak w Polsce żywotny, podczas gdy nie powstała na przykład „teoria irlandzka”, w opozycji do teorii normańskiej? Irlandczycy nie mają problemu aby uznać, że Wikingowie założyli im porty i zaczątki miast w Dublinie, Cork, Limerick i Waterford. I że niewolnicy irlandcy (a niewykluczone, że też m.in. Słowianie połabscy i pomorscy, a także niewolne kobiety skandynawskie) byli wykorzystywani przez Wikingów do zasiedlania Islandii. Niewolnicy głównie z Anglii i frankijskiej Europy, brani na służbę do Wikingów w Skandynawii (tzw. thralls), nosili takie oto żelazne obroże (źródło: National Museum of Ireland).

 

Dlaczego słowiańscy Wolinianie a nie Wikingowie mieliby zbudować i następnie kontrolować miejscowe emporium, które wzbudzało podziw współczesnych tamtym czasom kronikarzy? Dziesiątki proto-miast zbudowanych przez Wikingów na rozległych przestrzeniach Europy wskazuje, że argument o słowiańskim emporium w Wolinie zaczyna i kończy się na fakcie, że powstało ono na terenach zamieszkałych przez Słowian i zapewne z ich udziałem. Oto próba odtworzenia wyglądu wikińskiego emporium w Dublinie (źródło: Irish Archaeology)

Viking Dublin

Nie należy zapominać, że pierwsze na Pomorzu wikińskie emporia: Bardy-Świelubie, raczej o lokalnym znaczeniu, oraz Wolin i Truso, handlujące z państwem karolińskim (a także łupiące je) oraz z Bizancjum i ze światem arabskim, zakładane były w drugiej połowie VIII wieku – jeszcze w okresie wspólnoty terytorialno-plemiennej u tutejszych Słowian, kiedy „panujące struktury społeczne sprzyjały względnej izolacji w stosunku do reszty świata, (a) zakres wiadomości geograficznych zapewne nie przekraczał zazwyczaj najbliższego terytorium plemiennego„. I dalej, kiedy „społeczności zachodniosłowiańskie nie miały zapewne wypracowanego systemu, który określałby chronologię minionych wydarzeń„, a miary masy Słowianie stosowali „według propozycji wagowych, przynoszonych przez obcych kupców„. Cytaty pochodzą spod pióra Lecha Leciejewicza („Słowianie Zachodni”, 2010).

Historia dowodzi, że ci co dysponowali wiedzą, mieli także władzę. Kto wie, czy nie tylko staronordyckie słowa „kunnan” (wiedzieć) i „kunnanan” (wiedzieć jak), ale i starogermańskie „kuningaz” (król) nie pochodzą wspólnie od protoindoeuropejskiego rdzenia „gno” (wiedzieć). Od nordyckiego „konung” (książę) pochodzi z kolei starosłowiańskie „kŭnędzĭ” (pisane w tzw. głagolicy). Z tego ostatniego wywodzi sie rosyjski „kniaź” i z kolei polski „książę”. W języku fińskim jest to „kuningas” a w litewskim „kunigas„. W staropolskim słowa „kuniczne” i „kunigowe” określały daniny składane na rzecz księcia albo króla. Podobnie „książka” może wywodzić się od słowa „książę”. „Księga” pochodzi od starszej „knięgi”, a dalej od „kningi”, rosyjskiej „knigi” i wreszcie od starosłowiańskiego słowa „kŭniga”, bliskiego nordyckim „kunnan” i „konung”. A więc ze staronordyckim „wiedzieć” mogą być powiązane etymologicznie nasze „książę, ksiądz”, a także „książka”, które to ostatnie słowo A. Brückner wywodzi od starosłowiańskiego *kъnъ – pień drzewa. Przykłady te wskazują na możliwość przenikania we wczesnym średniowieczu z języka staroruskiego do staropolskiego słów pochodzenia nordyckiego, które wcześniej zostały wprowadzone do tej pierwszej mowy przez Waregów.

Skąd Polanie, którzy wyłonili z siebie Mieszka I, mieli zdobyć wiedzę o świecie, o nowych technikach w rolnictwie, o rzemiośle i handlu, jeżeli nie od Waregów (jeśli sami nimi nie byli) i Wikingów – jedynych „światowców”, jak to wynika z zabytków archeologicznych, którzy powszechnie byli obecni na terenach polskich od początku X wieku? Oto jak Wikingowie „rozpoznawali” w IX-X wieku Francję (źródło: „Histoire du quartier St Martin de Rennes”). Sugestywna była ich ruchliwość i siła, której nie mogło się oprzeć nawet państwo zachodniofrankijskie.

Viking invasions on France (1)

Można zapytać dlaczego taka mapa nie mogła powstać dla Pomorza? Nie dlatego, że Wikingowie nie interesowali się Pomorzem i ich tu nie było, jak tłumaczą to nasi historycy. I nie dlatego, że napady wikińskie na te ziemie były, ale nie było komu tego zapisać (nie było mnichów). Dlatego bowiem, że Skandynawowie byli na tych ziemiach, chociaż w pewnym rozproszeniu, już przed wejściem na nie Słowian w VI-VII wieku, ale także dlatego, że przybywający tutaj w okresie VIII-XI wieku Wikingowie czuli się jak u siebie w domu. Dominowali nad Słowianami nadbałtyckimi nie liczebnie, ale – nie bójmy się tego powiedzieć – kulturowo, w taki sposób, że nie musieli zanadto używać siły zbrojnej, aby się z nimi „dogadać”, czyli przez kilka wieków mniej lub bardziej harmonijnie współpracować. „Oni” korzystali z eksportu niewolników, a „my” – dzięki ich know-how, z polepszania warunków życia. Wikingowie górowali nad Słowianami tak, jak dominowali militarnie, a zatem organizacyjnie i technicznie, nad Frankonami i nad każdą inną nacją europejską, poza państwem bizantyjskim i kalifatami arabskimi.

Potwierdzeniem współpracy Słowian i osiadłych lub czasowo przybywających na Połabie i Pomorze Skandynawów jest fakt, że założone przez tych ostatnich emporia handlowe Menzlin, Ralswiek, Wolin i Bardy (Kołobrzeg) nie miały przez pierwsze kilkaset lat wałów obronnych, a były otwartymi osadami – podobnie jak Hedeby, Truso czy Birka. Zdarzały się także napady Słowian na emporia, jak na przykład wspomniany wyżej atak Drożka. Zaczęły one być umacniane dopiero po powstaniu zagrożenia zewnętrznego, głównie ze strony Cesarstwa Karolińskiego – w części sprowokowanego przez napady Wikingów na zachodnią Europę.

Być może wspomniany wyżej L. Leciejewicz zbyt jednak dosadnie kontrastuje Słowian zachodnich (a więc i polskich) ze współczesnymi im społecznościami zachodnioeuropejskimi i idzie za daleko w ocenie poziomu ich rozwoju społeczno-organizacyjnego, gdy dalej konstatuje że „okruchy przekazane przez relacje źródłowe (kronikarzy wczesnośredniowiecznych – mój przypis), bądź wywnioskowane pośrednio ujawniają struktury pojęciowe społeczeństwa jeszcze pierwotnego, w swych podstawowych rysach ukształtowane niegdyś w wyniku rewolucji neolitycznej” (podkreślenie moje). A przecież wiemy, jaki wielki postęp kulturowy dokonał się w Europie aż po Ural od okresu neolitu do początków średniowiecza, z którego z pewnością po części, mimo względnej izolacji, o której mówi L. Leciejewicz, skorzystali Słowianie.

Viking settlementsFaktem jest, że obecność Wikingów na ziemiach słowiańskich w okresie od połowy IX wieku do połowy XI wieku przyśpieszyła przejście w krótkim okresie drugiego półwiecza X wieku z organizacji plemiennej (odzwierciedlającej, jak opisuje historyk, niższą, opóźnioną w stosunku do zachodniego świata zamożność społeczną) na poziom struktur państwowych oraz stworzyła pomost cywilizacyjny łączący powstałe na bazie nowych struktur państwa, jak Ruś, Polska i Pomorze, z Europa chrześcijańską. Oto szkic mapy, który w oparciu o zabytki archeologiczne przedstawia skupiska ludności skandynawskiej w epoce Wikingów, obejmujące poza samą Skandynawią ich enklawy pośród plemion ugro-fińskich, bałtyjskich, pomorskich i połabskich.

Nie istnieją dowody archeologiczne, które by pozwalały zidentyfikować źródła i wyodrębnić okres, w którym wśród elit plemiennych na ziemiach polskich nastąpiłaby dostatecznie wielka akumulacja bogactwa i władzy, tworząca podłoże ekonomiczne i polityczne do powołania do życia w połowie X wieku państwa polskiego bez zasadniczego udziału zewnętrznego, jak utrzymuje nasza historiografia. A co więcej, państwo polskie miałoby powstać nie tylko w oparciu o niezidentyfikowane archeologicznie własne siły ekonomiczne i organizacyjne, ale wbrew potężnym sąsiadom, jakim było Cesarstwo Niemieckie, Księstwo Czesko-Morawskie i Ruś Kijowska. Dominują natomiast dowody, że ten udział zewnętrzny, konkretnie skandynawski trwał i narastał w X wieku, jeszcze przed nagłym (w kryteriach historycznych) pojawieniem się na scenie Mieszka I.

Czyż zasygnalizowane wyżej przykłady budowania przez Wikingów własnych struktur władzy, efektywniejszych od dotychczasowych, lokalnych w wielu innych miejscach Europy można dalej w nieskończoność, na karcie polskiej historii pod rubryką „Polska Piastów” zaopatrywać w stempel „nie dotyczy”? Czy można nie zauważać, że przyjmując chrzest w 966 roku Mieszko I kontynuował strategię zdobywania i legitimizowania wobec Cesarstwa władzy politycznej poprzez chrzest, tak jak wszyscy poprzedzający go wodzowie wikińscy? Jak w 826 roku Harald Klak, którego ojcem chrzestnym był Ludwik I Pobożny, cesarz karoliński? Jak wspomniani wyżej Rorik z Dorestad (AD 860), Gotfrid (AD 882) i Rolf (AD 911)? Jak Harald Sinozęby (AD 955) i jak Olga (Helga) Kijowska (AD 957)?

Harald Sinozęby, zanim po śmierci swojego ojca został królem Danii w 958 roku, zapewne wielokrotnie bywał wśród Słowian połabskich i pomorskich, w tym w kontrolowanym przez duńskich Wikingów Wolinie. Zły okres dla miasta zaczął się, gdy Harald powierzył władztwo nad Wolinem awanturniczemu (jak się miało okazać) Styrbjörnowi, jarlowi (wodzowi) Fionii (drugiej co do wielkości wyspy duńskiej), który to emporium handlowe zamienił w siedzibę piratów, atakujących statki i porty w tej części Bałtyku. W 970 roku Harald, już jako król Danii i Norwegii, poślubił Tofę – księżnę z rodu wspomnianych wyżej Nakonów, córkę Mściwoja, a wnuczkę księcia obotryckiego Nakona. Sam Nakon zmuszony był prawdopodobnie przyjąć chrzest w 955 roku, po przegranej bitwie nad rzeką Reknicą. Nakon został wymieniony przez Ibrahima ibn Jakuba jako jeden z czterech wielkich władców Słowian: „Kraje Słowian ciągną się nieprzerwanie od Morza Syryjskiego (Śródziemnego) po Ocean ku północy (…) Królowie ich są obecnie czterej: król Bułgarów (Piotr I) i Buislaw, król Pragi i Krakowa, i Mesko, król Północy, i Nakon na końcu Zachodu„. Zwraca uwagę brak wymienionych wareskich Rusów jako Słowian. Tak więc widoczne jest wzajemne przenikanie się kulturowe, polityczne, a nawet rodzinne między Wikingami, Połabianami i Pomorzanami.

Z odkrytych na Ostrowiu Tumskim reliktów baptysterium wraz z fragmentem misy baptyzmalnej można przypuszczać, że chrzest Mieszka I, jeżeli nie miał wcześniej miejsca w Ratyzbonie,  mógł odbywać się Poznaniu, w całkiem podobnej scenerii jak Rollona w katedrze w Rouen (źródło: Poznań.pl, wizualizacja: Piotr Walichnowski).

BaptyzeriumMieszka

Kolejne odkrycia archeologiczne w Polsce odsłaniają coraz więcej kontekstów skandynawskich z okresu powstania państwa Piastów, które coraz mocniej wskazują, że tereny polskie w epoce Wikingów nie były wyjątkiem – czysto słowiańską oazą, lecz poddane podobnej penetracji kulturowej Skandynawów, jaka miała miejsce wśród wszystkich pozostałych plemion w obrębie basenu Morza Bałtyckiego oraz wśród państw basenu Morza Północnego.

Nie należy gubić z pola widzenia faktu, że w okresie wędrówek ludów pewna część ludów nordyckich nie opuściła swoich siedlisk w Prusach, na Pomorzu i na Połabiu  i mniej lub bardziej wymieszała się etnicznie i kulturowo z przybyłymi tam w VI-VII wieku plemionami słowiańskimi. W wydanym w końcu VI wieku, na zamówienie (a być może przez niego samego) cesarza bizantyjskiegoMaurycego podręczniku wojennym Strategikon (którego niepewnego autora niektórzy historycy nazywają w mylący sposób „Pseudo-Maurycym”),  mowa jest o Słowianach, jako o ludach które – nie tak jak inne narody, zatrzymują jeńców wojennych na stałe, ale „wyznaczają im określony czas, po którym pozostawia się ich woli, czy zechcą wrócić do swoich z pewnym wynagrodzeniem, czy pozostać na miejscu jako wolni i przyjaciele„. Być może jest to obraz trochę wyidealizowany, tym nie mniej sygnalizuje pewną otwartość Słowian na obcych, sugerującą ich zdolność współżycia z nimi, a zapewne też i wzajemnego mieszania etnicznego.

Wikinska przewlokaDo ilustracji obok pozwolę sobie przytoczyć cytat autora blogu, który ją zamieścił (forgive me his Russian): „Interesting approach! You often see Viking ship being pulled on tree trunks, which has virtually never happened! In southern Europe, near the Black Sea, their ships were pulled on carts! This required the help of the local population! Which clearly shows, that rather than beeing pirates and raiders, as so called „historians” (fuck ’em!!!) want us to believe, they had trade agreements with the people who’s countries they were travelling through!” Jak więc widać, fantazja beletrystyczna nie dotyczy tylko naszych historyków.

Z drugiej strony, nadużywając wagi doniesień pozostawionych przez chrześcijańskich mnichów i kronikarzy o Wikingach jako piratach, brutalnych, prymitywnych i żądnych krwi i bogactwa barbarzyńcach (przez Thietmara określani m.in. jako „psy nieczyste”, „jaszczurczy pomiot”), a pomniejszając cywilizowaną stronę Skandynawów, jaka w źródłach pisanych i archeologicznych zdecydowanie dominuje nad tą pierwszą, polscy historycy malują od lat nieuczciwy naukowo, komiksowy obraz w rodzaju „Wikinga z rogami”. Dlatego nie ma w naszej historiografii zbyt wiele miejsca na koegzystencję i współpracę między Słowianami i Wikingami, jaka miała także miejsce – nie na wyimaginowanej zasadzie „jak równy z równym”, bo takiej równości nie było i być nie mogło, ale na zasadzie respektowania drugiej strony. Cesarz bizantyjski Konstantyn VII Porfirogeneta w swoim traktacie „De administrando imperio” w AD 952 pisał, że Słowianie są jednocześnie trybutariuszami i sprzymierzeńcami Rusów.

Niech przykładem tutaj będzie cytat z „Księgi cennych klejnotów” z lat 903-913 Ahmada ibn Rustaha, perskiego geografa i astronoma, który po wizycie na Rusi pisał m.in. o Waregach, że są odważni i lojalni wobec siebie, noszą się czysto, lubią bufiaste spodnie, ciasne poniżej kolan, zajmują się handlem skórami i futrami, za które pobierają opłaty w monecie. I dalej: „Dobrze traktują swoich niewolników, noszą wspaniałe ubrania, ponieważ wkładają wielki wysiłek w swój handel. Posiadają wiele miast. Mają nastawienie jedne z najbardziej przyjaznych wobec cudzoziemców i wobec tych, którzy szukają (u nich) schronienia„.

W anglo-saksońskich kronikach mówi się o osiedlających się w Anglii Wikingach jako o „dziwakach czystości”, ponieważ myją się raz w tygodniu, podczas gdy tubylcom wystarczała kąpiel raz lub dwa razy do roku. Mimo opinii negatywnych o czystości Wikingów, jakie przytaczają czasami historycy, warto pamietać że o ich higienie może świadczyć fakt, że w ich epoce – kiedy regularnie, dużymi falami przemieszczali się w wyprawach wojennych i szlakami handlowymi od Bliskiego Wschodu po krańce Szkocji, Europa nie zaznała epidemii na taką skalę, jak w okresie wypraw krzyżowych. Już wcześniej, w Regensburgu – stolicy europejskiego handlu z Orientem w wyniku epidemii dżumy w 1094 roku, w ciągu 12 tygodni zmarło ponad osiem tysięcy ludzi.

Nie powinno się przy tym pośpiesznie i po megalomańsku wyrokować, jak to się nieraz czyni, że to Słowianie wchłonęli „z butami” resztki skandynawskich tubylców, ani z góry przesądzać, że Słowianie nie mogli w szerokim zakresie przyjmować od miejscowych Skandynawów,  na długo przed pojawieniem się Wikingów, nowych dla nich elementów kulturowych. Pierwsze kontakty Słowian w plemionami nordyckimi (Gotami i Gepidami) miały miejsce już w III-V wieku, kiedy to ich drogi skrzyżowały się na Wołyniu i Podolu, w trakcie migracji tych pierwszych nad Morze Czarne, a tych drugich ku Bałtykowi. Pomorzanie i Połabianie zetknęli się w VI-VII wieku w południowym pasie nadbałtyckim z resztkamiGotów, Gepidów, Burgundów i Langobardów, którzy nie wywędrowali na południe i zachód Europy.

Pojawienie się wśród nadbałtyckich Słowian w końcu VIII wieku Wikingów i – w tym samym okresie, słowiańskich kobiet i rzemieślników (ceramika typu Feldberg) w Skandynawii, mogło mieć charakter konfrontacyjny (niewolnicy, jeńcy wojenni) lub być akceptowane przez obie strony (dobrowolna współpraca). Skandynawską obecność wśród północno-wschodniej Słowiańszczyzny potwierdza jeszcze w XII wieku Gall Anonim, pisząc „Ziemia słowiańska … ciągnie się od Sarmatów, którzy zwą się też Getami, aż do Danii i Saksonii”. Nasi historycy nie rozumieją, dlaczego kronikarz mówi o ludach ich zdaniem dawno już roztopionych, niczym w kwasie solnym, w zamierzchłej przeszłości.

Kablaczki skroniowe Ostrow Lednicki ed1Tak więc u zarania powstania państwa polskiego w połowie X wieku plemiona przyszłego państwa Piastów sąsiadowały od wschodu i od północy z innymi Słowianami, którzy już od conajmniej stu lat znajdowali się w obrębie intensywnych oddziaływań wikińskich. Były to rodzące się, już w pewną z domieszką kulturową i etniczną  skandynawską, proto-narody Rusów, Pomorzan i Połabian.

Potwierdzeniem tej interakcji słowiańsko-skandynawskiej są na przykład popularne u Słowianek wschodnich (od VIII wieku) i później zachodnich, ale także spotykane w Skandynawii, kabłączki skroniowe w wikińskich grobach szkieletowych. Kabłączki, o różnych wielkościach i formach, mocowane były do paska z tkaniny lub skóry, do nakrycia głowy, albo wplecione we włosy. Noszone były także w przekłutych uszach (zausznice). Powyższe zdjęcie przedstawia rekonstrukcję paska z kabłączkami z grobów w Dziekanowicach i na Ostrowie Lednickim, pow. Gniezno (źródło: Faktopedia.pl).  Daje ono dowód na to, że chowane w pierwszym wieku państwa polskiego na skandynawskich cmentarzach Słowianki były z Wikingami lub Waregami w związkach małżeńskich. Brak krzyżyka lub innych atrybutów chrześcijańskich w grobie wskazywałby na kontynuowanie pochówku w obrządku pogańskim.

Pozwolę sobie przytoczyć jeszcze jeden przykład stemplowania bez zmrużenia oka przez naszych historyków jako „słowiańskie” pozostawionych w naszych ziemiach śladów kultury materialnej Wikingów. Słynne, pochodzące z XII wieku Drzwi Gnieźnieńskie zawierają w osiemnastu tak zwanych kwaterach kolejne sceny z życia św. Wojciecha. Dziesiąta z kolei przedstawia chwile jego przybycia łodzią do Prusów, gdzie na brzegu oczekują go uzbrojeni Prusowie. Oto pełna fotografia tej sceny.

Gniezno drzwi Lodz wikinska1

W wielkim dziele zatytułowanym „Historia Pomorza” (Poznań, 1969) umieszczona jest poniższa fotografia, w której nie opisano nawet jakie wydarzenie historyczne ta scena odtwarza, natomiast wykonano zbliżenie na łódź i zadekretowano jako przedstawiającą X-wieczną „łódź polską”. Stojący na brzegu wojownicy wyposażeni są w tarcze, które przez naszych pisarzy dziejów  uznane są również za „słowiańskie” – w odróżnieniu od tarcz okrągłych, które jakoby tylko ich zdaniem stosowali Wikingowie.

Drzwi gnieznienskie Lodz wikinska

Niestety istniejące źródła pisane i archeologiczne nie pozwalają zidentyfikować, jak wyglądała słowiańska, a tym bardziej polska łódź klepkowa z końca X wieku, jeżeli pominiemy wszystkie odkopane łodzie wikińskie z tego okresu, a zaklasyfikowane jako słowiańskie.

Żaden ze specjalistów od nautyki i architektury okrętu nie pokusił się do tej pory o rzeczowy opis wczesnośredniowiecznej klepkowej „łodzi słowiańskiej”, która dostatecznie odróżniałaby się od łodzi wikińskiej. Oczywiście łódź wikińska uszczelniona mchem i z pasami poszycia łączonymi klinowanymi kołkami – co ma jakoby determinować, że staje sie ona słowiańską, nie jest poważniejszym argumentem, aniżeli gdyby auto Volvo wyposażyć w polskie uszczelki i spawy, aby uznać że jest ono autem polskim. Innym naciąganiem jest deklarowanie, że Wikingowie używali do uszczelnienia włosia zwierzęcego, podczas gdy Słowianie – mchu.

Mech jako środek uszczelniąjacy kadłuby łodzi znany był w już w starożytności, a bliżej naszych czasów u Celtów, no i przez samych Wikingów (oprócz sierści i smoły). We wczesnym średniowieczu stosowany był na południowym i wschodnim wybrzeżu Bałtyku (który zamieszkiwali Słowianie, Skandynawowie i Bałtowie), ale także u ujścia Renu. Dębowe wręgi i klepki poszycia z końca VIII wieku, wydobyte z New Fresh Wharf, Londyn łączone były kołkami klinowanymi i miały także na sobie uszczelnienie z mchu. Dodajmy, że w Anglii nie odkryto większych, porównywalnych do znajdowanych w Skandynawii, Niemczech i Flandrii wraków statków, które możnaby uznać za wyprodukowane na Wyspach – nie tylko w epoce Wikingów, ale i w następnym okresie hanzeatyckim. Czyżby Anglicy w owych czasach byli w mniejszym stopniu narodem morskim, niż – jak by to wynikało z „dokonań” naszych historyków – nadbałtyccy Słowianie?

W oparciu o dostępne fakty, historycy opierający swój warsztat zawodowy na zasadach naukowych, a nie ideologicznych, winni najpierw zgodzić się co do tego, że mchu i kołków używano we wczesnośredniowiecznym szkutnictwie na wybrzeżach południowego Bałtyku częściej, aniżeli włosia i żelaznych nitów. Dopiero potem należałoby zastanawiać się nad tego przyczynami (na przykład gorsze właściwości pomorskiej rudy darniowej wobec skandynawskiej – do produkcji żelaznych nitów o wysokiej jakości), bez śpieszenia się z przyklejaniem szkutnikom łatki etnicznej.

Na tej podstawie, a raczej bez żadnej podstawy,  nasi historycy wydają kolejne dzieła o osiągnięciach szkutnictwa słowiańskiego w okresie wczesnego średniowiecza, podczas gdy pomorskie łodzie klepkowe i statki zaczęto budować dopiero w późniejszym średniowieczu (od XII wieku), po trzech wiekach obcowania ze skandynawską sztuką korabniczą – już wówczas o ponad tysiącletniej tradycji. Najstarsza skandynawska łódź klepkowa, o poszyciu tzw. stykowym, pochodzi z około 300 roku p.n.e., a najstarsza na świecie łódź klepkowa o poszyciu nakładkowym – takim, jakim pierwsi udoskonalili i upowszechnili Wikingowie, jest łódź z Nydam w Danii, datowana na AD 320.

Oto wizerunek łodzi wikińskiej w epickim obrazie Wiktora M. Wasniecowa zatytułowanym „Waregowie”, który przedstawia przybycie w 862 roku Ruryka do wschodnich Słowian. Ten rodzaj łodzi wikińskiej nasza literatura historyczna  przywłaszczyła sobie od dawna jako łódź „typowo słowiańską”. Przybyli Wikingowie wyposażeni są w charakterystyczne dla nich hełmy-szyszaki i podłużne tarcze. Wikingowie oczywiście używali również tarcz okrągłych, ale te były jeszcze antycznego (rzymskiego) pochodzenia.

Варяги Invitation of the Varangians Rurik and his brothers arrive in Staraya Ladoga Viktor Vasnetsov

Wikińskie tarcze o kształcie migdała (migdałowate), zwane także normańskimi, utrwalone zostały na pochodzącym z XI wieku i wykonanym w Bizancjum relikwiarzu tzw. Prawdziwego Krzyża (obecnie w zbiorach Muzeum Ermitaż w Petersburgu) oraz na XII-wiecznym tzw. Kielichu Królewskim z Trzemeszna, w detalu sceny walki Dawida z Goliatem. Obydwa wyobrażenia zestawione są na poniższej ilustracji. Historycy sztuki uznają, że na relikwiarzu bizantyjskim przedstawiajacym sceny biblijne z ukrzyżowania Chrystusa rzymski żołnierz posiada strój i atrybuty Warega – żołnierza wspomnianej wyżej gwardii wareskiej. To prawdopodobnie właśnie z Bizancjum rozprzestrzenił się ten typ tarczy na wareską Ruś i poprzez Normanów – na frankijską Europę. Normański typ tarczy widoczny jest także na XIII-wiecznej pieczęci gdańskiego Mściwoja II, namiestnika książąt krakowskich; podobnie jak i na pieczęci (z tego samego okresu) księcia krakowskiego Leszka Białego.

Varangian kite shaped shieldsPostać z trzemeszeńskiego kielicha uosabiająca Goliata z normańską tarczą, jest możliwą wizualizacją XII-wiecznego rycerza z Polski. Podobnie jak opisana wyżej scena z Drzwi Gnieznieńskich, przedstawiająca – według „Dziejów Polski” (PWN 1993) – wyposażonych w takie tarcze „wojów pieszych z czasów Bolesława Chrobrego”. I tym razem można chyba dodać za naszymi historykami – polskich rycerzy „w „tradycji wikińskiej”. O tym, że ta tradycja trwała w Polsce jeszcze w ciągu XII wieku, świadczy bardzo wiele zabytków, np. pochodzący z pierwszej połowy tamtego wieku krążek z poroża z inskrypcją runiczną, że należy on do Jona, a więc do osoby z chrześcijańskim rodowodem imienia. Znaleziony został na grodzisku w Kałdusie – jednym z ważnych centrów wojskowo-politycznych pierwszych Piastów, grodu będącym protomiastem Chełmna, który historycy niechętnie eksponują ze względu na dominację na tym terenie zabytków skandynawskich.

A szkoda dla prawdy historycznej, bowiem kiedy na początku XI wieku w Kałdusie, prawdopodobnie jednym ze stołecznych grodów Piastów – w odróżnieniu od Gdańska, uznawanego za taki, rozpoczęto budowę kamiennej, trójnawowej bazyliki, gród w Gdańsku – wedle naszej aktualnej wiedzy archeologicznej, jeszcze nie istniał (o czym mówię poniżej). Wielkość rozpoczętej na początku XI wieku (być może po upadku biskupstwa w Kołobrzegu w 1005 roku) bazyliki w Kałdusie (długość 37 metrów, szerokość 17 m, grubość murów fundamentowych 2 metry) wskazuje, że była tam planowana siedziba biskupia. Budowę przerwano prawdopodobnie w 1038 roku, w trakcie tzw. reakcji pogańskiej i nigdy jej nie ukończono. Funkcje centrum polityczno-religijnego po niedokończonym Kałdusie przejął Płock, który od 1079 roku stał się siedzibą Władysława Hermana, a pół wieku później rozpoczęto tam wznoszenie bazyliki katedralnej.

Historycy na ogół pomijają stołeczną rolę Łęczycy/Tumu – „przeniesionej stolicy”, jak ją określił Gall Anonim, pierwszego w Polsce państwowej ośrodka parlamentarnego – centrum wieców ludowych (colloquia generalia) i spotkań piastowskich książąt dzielnicowych. Tam była także pierwsza siedziba opactwa Benedyktynów, prawdopodobnie starsza niż powstałe w 1044 roku w Tyńcu opactwo tego najstarszego zakonu religijnego w Polsce. Czy przeszkadza im bizantyjsko-wareskie tło powstania tego ośrodka władzy?

W kolegiacie w Tumie, najcenniejszym zabytku architektury romańskiej w Polsce, pod pierwotnym wezwaniem św. Aleksego – mnicha czczonego głównie w rusko-bizantyjskim obszarze kulturowym – a we wczesnośredniowiecznej Polsce właśnie w Tumie/Łęczycy i Płocku, zachował się XII-wieczny fresk z postacią Chrystusa Pantokratora w mandorli, w otoczeniu Marii Panny, Jana Chrzciciela i czterechtetramorfów – klasyczny przykład sztuki bizantyjskiej. Interesujące jest podobieństwo kompozycyjne tumskiej postaci Chrystusa z jego wyobrażeniem na późniejszym o stulecie fresku w bazylice św. Franciszka z Asyżu, autorstwa Cimabue. Artysta ten, prekursor floreńskiego renesansu,  w oparciu o tradycje bizantyjskie zaczął wprowadzać w malarstwie elementy sztuki gotyckiej – co widać na poniższym zestawieniu obrazu Chrystusa z Tumu (z lewej) i z Asyżu (z prawej). W połowie XII wieku al-Idrisi, arabski geograf na dworze normańskiego króla Sycylii Rogera II wymienił Łęczycę pod nazwą N(u)grada (Nowogród) – taką samą, jak nazwa pierwszej stolicy Waregów na Rusi.
Tum & Assisi

Pochodzący z lat 1160-tych tympanon fundacyjny kościoła św. Michała z Ołbina we Wrocławiu przedstawia Chrystusa umieszczonego w mandorli. Po jego prawej stronie widnieje postać księcia Bolesława Kędzierzawego, a po lewej wizerunki księcia Jaksy z Kopanicy i jego żony Agaty, której imię wyryto w cyrylicy.

Denar BoleslawaImię polskiego władcy w języku staroruskim Болеслав (Болесл) widnieje na wzorowanych na monetach bizantyjskich denarach z czasów Bolesława Chrobrego. Nieznane są one na Rusi, odkrywane natomiast w Wielkopolsce. Historycy nie wyjaśniają dlaczego, co nie przeszkadza im spekulować że Bolesław Chrobry bił te monety dla obiegu w Grodach Czerwieńskich. Tam ich dotąd jednak nie znaleziono. Obecność „ruskich” monet Chrobrego w Wielkopolsce tłumaczy się dość bałamutnie, że król musiał widocznie zatrudniać „ruskiego” mincerza. Nie stawia się przy tym prostego pytania, dlaczego król Polski otoczony na swoim dworze łacińskimi skrybami, miałby bić monety cyrylicą tylko dlatego, że z Rusi miałby pochodzić nadworny mincerz, który nie potrafił wybić łacińskich liter BOLESL ? Czy król zatrudniałby szewca, który umiałby szyć tylko lewe buty ? Oto skopiowana w rysunku jedna z tych monet.

Powracamy do łodzi z Drzwi Gnieźnieńskich. Jest to jak najbardziej łódź wikińska, z charakterystyczną dla niej zadartą przednią stewą, zakończona głową smoka. W tradycji nordyckiej umieszczony na dziobie okrętu smok miał chronić żeglarzy przed złymi monstrami i duchami morskimi, aby pozwolić im bezpiecznie dotrzeć do miejsca przeznaczenia. Ten skandynawski, pogański zwyczaj, jak widać na drzwiach, znany był jeszcze i akceptowany nawet w zabytkach chrześcijańskich w końcu XII wieku.

W podróży św. Wojciecha do Prusów, w ktorej towarzyszyło mu trzydziestu zbrojnych Wikingów, prawdopodobnie wykorzystano dwa statki typu karve (karv), z kilkunastu typów statków wikińskich: szerokokadłubowy, odpowiedni zarówno do żeglugi przybrzeżnej na morzu, jak i do nawigacji rzecznej. Miał płytkie zanurzenie i nadawał się do tak zwanej przewłoki, czyli do jego transportu  po lądzie, pomiędzy dwoma akwenami (jak pokazanej 6 ilustracji powyżej, z prawej strony). Mógł służyć celom wojennym (okręt), jak i handlowym (statek), do transportu żywca, dobytku itp. Oto on (źródło: Wikimedia).

Karve Jernalder (1)

Był on charakterystycznym okrętem wykorzystywanym przez Waregów w żegludze po Dnieprze, od Kijowa aż po Konstantynopol i długo popularnym w strefie skandynawskiej „handy size” okrętem w średniowieczu. Jeszcze w 1340 roku biskup Bergen Håkon Erlingsson, uznawany za jednego z najbardziej poważanych norweskich armatorów, zamówił dla swoich osobistych potrzeb taki właśnie typ statku.

Klasycznym, „długim okrętem” (landskip), był tak zwany drakkar, którego stylizowane, uproszczone liczne wizerunki wyhaftowane zostały na słynnym 70-metrowym Gobelinie z Bayeux z końca XI wieku, (tłumaczonym niezręcznie na język polski jako „tkanina z Bayeux”) przedstawiającym Bitwę pod Hastingsz 1066 roku, w wyniku której książę normandzki Wilhelm I Zdobywca stał się także królem Anglii. Dzieło to należy do najwyższych osiągnięć sztuki wikińskiej w stylu romańskim. Oto jego fragment z okrętem, który można porównać z „łodzią polską” oraz z „tarczami słowiańskimi” z Drzwi Gnieźnieńskich.
Bayeux Viking ships

Oto poniżej jeszcze jedna ilustracja – tym razem z XI-wiecznego, wykonanego na welinie manuskryptu „Żywot św. Albina„, obrazująca scenę ataku Wikingów na Guérande przy ujściu Loary w 919 roku. Wojownicy noszą kolczugi, szyszaki i tarcze podłużne.
Viking invasion Guérande AD 919

Scena na drzwiach katedry gnieźnieńskiej z przyjazdu biskupa Wojciecha do Prus w 997 roku wskazuje, że podróż odbył w asyście wikińskiej drużyny Bolesława Chrobrego. Pozwolę sobie tutaj na następującą hipotezę. Trasa z Gniezna wiodła prawdopodobnie drogą lądową do Kruszwicy, gdzie podróżni przesiedli się na dwie, może trzy łodzie. Podróż wodą od Jeziora Gopło kontynuowana była na wschód pradoliną Bachorzy (Bachorza) – rzeki dzisiaj zanikłej, ale jeszcze do XIV wieku żeglownej, zapewne skanalizowanej na najwyżej położonym odcinku między miejscowościami Bachorz i Ujma Duża. Być może była to pierwsza tego rodzaju duża budowla hydrotechniczna w Polsce, która mogła powstać pod koniec X wieku za Bolesława Chrobrego. Wschodnią granicę państwa gnieźnieńskiego z linii Jeziora Gopło (wówczas o długości 37 km, od Łojewa na północy do Lechowa na południu) na linię Wisły przeniósł jeszcze Mieszko I (Civitas Schinesghe), a Chrobry połączył kanałem gród w Kruszwicy z budowanym przez siebie grodem we Włocławku (oryginalnie być może zwanym Włodzisławiem, za Galla Anonima, a raczej od czasów Władysława Hermana – Władysławiem). Zespół grodów i osad wokół Jeziora Gopło, z Kruszwicą jakosedes regni principales, uzyskał więc od końca X wieku połączenie wodne z Wisłą, a zatem i z Bałtykiem i z Orientem.

Trzeba pamiętać, że tereny pomiędzy Jeziorem Gopło i Wisłą na wysokości Włocławka miały zasadnicze znaczenie strategiczne nie tylko dla łączności systemem rzek Poznania – Gniezna, czyli centrum państwa piastowskiego, z ujściem Wisły do Bałtyku i z Rusią Kijowską, ale także dla kontroli najlepszej drogi z Bramy Morawskiej, przez Opole, Sieradz, Koło i dalej – omijając błota Goplenicy (dawnej rzeki pomiędzy Jeziorem Gopło i Wartą – obie rzeki prawdopodobnie połączone kolejnym przekopem) i Bachorzy, przez Brześć Kujawski, spektakularną dzisiaj Bodzię, Gniewkowo i Wyszogród – do Gdańska i do Prus. Stocznia budująca wikińskie statki morskie dla Piastów mogła być zlokalizowana na lewym brzegu Wisły, około 7 km na wschód od Bodzi, w miejscu zwanym do dzisiaj Korabniki.

Trzeci prawdopodobny przekop (wykorzystujący być może w części żeglowne koryto Pradoliny Warszawsko-Berlińskiej) połączyło nurty Neru i Bzury na wysokości Łęczycy-Tumu – tworząc w ten sposób bezpośrednią drogę wodną pomiędzy Poznaniem-Gnieznem i Rusią. Tak więc już pierwsi Piastowie, budując te trzy kanały (taka jest moja hipoteza), zapewnili sobie bezpośrednią (bez konieczności korzystania z tzw. przewłoki) komunikację żeglugową Poznania z morzem – nie tylko Wartą na północ do Odry ale i Wartą na wschód, a dalej przez Jezioro Gopło i Bachorzę – na północ do ujścia Wisły i na wschód – Nerem, Bzurą, Wisłą i przez Bug do Rusi. Na obecność wikińskich łodzi klepkowych dopływajacych aż do Kruszwicy wskazują znalezione tam żelazne nity okrętowe.

Opisywane wyżej tereny na wschód od Jeziora Gopło tworzą krainę o zagadkowej nazwie Kujawy, po raz pierwszy wzmiakowaną w AD 1136 (tzw. Bulla Gnieźnieńska), przy okazji wymienienia należących do Kujaw („per Cuiaviam„) kilku wsi pomiędzy Kruszwicą i Włocławkiem. Jego etymologię wywodzi się zwykle od słowa kuiati, oznaczającego wicher (staropolskie kujać – szumieć) lub teren wydmowy. Takie wyjaśnienie może być zasadne np. dla położonej na piaskach kaszubskiej wsi Kujaty, ale nie dla słowa „Kujawy” jako regionu przed wiekami bagiennego, a dzisiaj obfitującego w czarnoziemy.  W języku starosłowiańskim kujati oznacza „utyskiwać”, w ukraińskim kujaty – „ociągać się”, w słoweńskim kujati – „dąsać się”. Zastanawiające jest, że nazwa „Kujawy” pojawiła się jako „Kūyāba” u arabskiego geografa al-Balkhi‚ego około AD 920, jako jedna z trzech części Rusi („Saqaliba” – określenie oznaczające także niewolnika), obok Slawia („Ṣ(a)lāwiya„) i Artania („Arṯāniya„). Ukraińscy historycy uważają  Kujawię (Куявія, Куябия, Kuyavia) za Kijów, albo za ziemie w jego okolicach, a Sławię za tereny w pobliżu Nowogrodu (nie ustalono położenia Artanii – być może graniczyła z Pieczyngami). Także nazwa Polan pojawiła się po raz pierwszy nie dla określenia plemienia piastowskiego, lecz w „Powieści minionych lat” Nestora pod rokiem 944 – dla Polan żyjących nad Dnieprem na południe od Kijowa. Intrygujące pytanie – dlaczego nazwy Polan i Kujaw zniknęły w X wieku z kronik dotyczących ziem kijowskich, aby w XI wieku rozpowszechnić się w Polsce, nigdy nie stało się przedmiotem szerszych badań polskich historyków.

Załączam fragment mapy Carte de la Pologne divisée par provinces, J.A.B. Zannoni 1772 (źródło: Sląska Biblioteka Cyfrowa), która chociaż niedokładnie umiejscawia dane topograficzne, to wskazuje przybliżone położenie pradoliny pomiędzy Kruszwicą i Włocławkiem, wyznaczone Trzęsawiskiem Bachorsz (Bachorz) i Rzeką Zgłowińską (dzisiaj Zgłowiączka). Nazwy wodne bachorz, bachorza, bachorze oznaczają mokradło. Dzisiaj Kanał Bachorze prowadzi od Kruszwicy przez miejscowości Papros, Smarglin, Bachorze, Lekarzewice – do ujścia do rzeczki Zgłowiączki pod Brześciem Kujawskim.

Carte de la Pologne 1772 ed1

Po dotarciu do Włocławka, trasa dalej wiodła Wisłą do Gdańska (urbum Gyddanyzc), jak odnotowano w „Żywocie św. Wojciecha” (Vita prima Sancti Adalberti). Autorstwo tej kroniki przypisywane jest, chociaż nigdzie nie potwierdzone, Janowi Kanapariuszowi, który miał ją sporządzić między rokiem 998 a 1003. Istnieją trzy znane wersje tej kroniki, zwanej Żywotem I oraz dwie wersje tzw. Żywota II, autorstwa św. Brunona z Kwerfurtu. Istnieje też XI-wieczna, mająca charakter biograficzny, Pasja św. Wojciecha („Pasio Sancti Adalperti martiris”).

Z Gdańska misja Wojciecha udała się do Prus, przypuszczalnie do Truso. Prusko-wikińskie Truso było nadal największym skupiskiem rzemieślniczo-handlowym w tym regionie;  wielkim portem również morskim, który wiek wcześniej odwiedził Wulfstan. Dopiero w końcu XI wieku, po zniszczeniu przez Polskę portu w Truso Gdańsk przejął funkcje po tym emporium. Oto przykłady wikińskich zabytków z Truso.
Znaleziska z Truso ed2
W świetle najnowszych wykopalisk z 2005 roku i zweryfikowanych metodą dendrochronologiczną dat zbudowania wałów grodu w Gdańsku wynika („XVI Sesja Pomorzoznawcza„, Szczecin 2009), że miasto to nie powstało ani za Mieszka I, ani za Bolesława Chrobrego, ale dopiero w drugiej połowie XI wieku – być może w bezpośrednim następstwie zniszczenia w połowie XI wieku  portu w Truso. Równolegle z budowanym grodem, na zachód od niego, po drugiej stronie Motławy, powstawała osada przygrodowa na lądzie stałym. Wobec tych danych niejasne stawałoby się określenie miasta jako „urbum Gyddanyzc”, które miałoby się pojawić już około 997 roku. Nota bene, konstrukcja skrzyniowa umocnień brzegowych osady gdańskiej, zdaniem archeologa Andrzeja Zbierskiego, wskazuje na „bliską analogię” z podobnymi konstrukcjami w Ujściu nad Notecią i w Birce (Sztokholmie).
Gdyby datowanie archeologiczne Gdańska nie było podważalne, to pod znakiem zapytania stoi kwestia realności roku 997 jako daty zaistnienia miasta w źródłach pisanych. Być może nazwa Gyddanyzcdotyczyła innego miasta, albo – co wydaje się bardziej prawdopodobne, została wprowadzona (wraz z ubarwiającym wyczyny świętego epizodem chrztu „gromady ludu” w nieistniejącym jeszcze mieście) do kopii „Żywota św. Wojciecha”, spisanej już po powstaniu Gdańska, na której dzisiaj się opieramy. Nie wydaje się możliwe, aby chrzest ludu pogańskiego przez Wojciecha odbył się „z marszu” – bez zgody ich lokalnego władcy, który sam musiał być wcześniej ochrzczony i przekonać do tego swoich współplemieńców. Na podstawie legendy „Tempore illo„, spisanej dwa i pół wieku po św. Wojciechu powstała hipoteza, że były dwie jego misje do Prus: pierwsza bezpośrednia, druga wiodąca przez Gdańsk.

Tym centrum politycznym mógł być istniejący od połowy IX wieku gród w Sopocie, ale ten prawdopodobnie nigdy nie został podporządkowany Piastom, bowiem mimo dwukrotnego umacniania jego wałów na początku i w połowie X wieku, w drugiej połowie tego wieku został zdobyty i doszczętnie spalony – prawdopodobnie przez wikińską drużynę Mieszka I. Był on jeszcze jedną, obok Pucka i Truso, siedzibą Wikingów nad Zatoką Gdańską, spełniającą prawdopodobnie większą rolę obronną niż handlową, chociaż i ta – w świetle znalezionych zabytków, nie była bez znaczenia (produkcja bursztyniarska, tkacka, rogowiarska – wskazująca na prowadzony tam skandynawski handel wewnątrzbałtycki).

Trzeba pamiętać, że najkrótsza droga wodna do Prus wiodła Wisłą przez Nogat i jego południowe, nieistniejące już dziś ramię (pradolina obecnej rzeczki Tiny) na odcinku pomiędzy dzisiejszym Malborkiem a Jeziorem Drużno, nad którym leżało Truso. Całe to trzykrotne (od rozwidlenia Nogatu) nałożenie drogi, opisane w epizodzie gdańskim podróży Wojciecha z Gniezna do Prus, jest bardzo zagadkowe, ponieważ w opisie okresu poprzedzającego podróż nie ma żadnej wzmianki o dodatkowym celu podróży misyjnej, a trudno sobie wyobrazić, że decyzję o dewiacji podjął Wojciech ad hoc, w trakcie podróży.

Na marginesie, nazwa rzeki Nogat w pobliżu handlowego centrum w Truso może wywodzić się od ruskiej monety „nogata„, związanej wcześniej z arabską srebrną drachmą. Na Rusi Kijowskiej nogata stanowiła ekwiwalent wyprawionej skóry niedźwiedzia lub wilka i stanowiła dwudziestą część grzywny, która z kolei odpowiadała początkowo wadze pół funta srebra. W X/XI wieku grzywna stanowiła na Rusi, w Czechach i w Polsce wartość jednego konia (stąd nazwa, pochodząca od końskiej grzywy). W Polsce spotykane są z tego okresu grzywny żelazne w formie tzw. płacideł – przedmiotów użytkowych (np. siekier) spełniających rolę pieniądza.

Thor's hammer Wolin 8th centGeneza Gdańska w dalszym ciągu jest więc przez archeologów niedostatecznie rozpoznana, co nie przeszkadza historykom wypełnić istniejące poważne luki o początkach miasta wyłącznie „słowiańskością”. Nie można jednak zaprzeczyć, że w najstarszych warstwach archeologicznych gdańskiego grodu znajdowane są datowane na XI wiek zabytki pochodzenia wikińskiego, jak na przykład mosiężne okucie ażurowe „typu gotlandzkiego”, zdobiona drewniana łyżka ze splotem pierścieniowo-łańcuchowym w stylu Borre (znanym z zabytków m.in. w Wolinie i w Uppåkra koło Lundu), tasiemka z brokatu pochodzenia bizantyjskiego, grzebienie bogato ornamentowane  czy – last but not least, drewniana zawieszka w kształcie młotka Thora – nordyckiego boga piorunów, siły, ochrony ludzi, uzdrawiania i płodności. Jest ona podobna do poniższego bursztynowego młotka Thora z Wolina, datowanego na VIII wiek.

O dawnej obecności Wikingów u ujścia Wisły świadczy skarb 17 dirhemów arabskich z lat 724-813, bitych m.in. w Samarkandzie i Bagdadzie, odkrytych 30 km na wschód od Gdańska, w miejscowości Stegna, dawniej Steegen. Znane są monety bite przed powstaniem Gdańska, a odkryte w jego dzisiejszych dzielnicach: na Górze Gradowej – monety arabskie, saskie i ottońskie oraz srebrna moneta angielskiego króla Ethelreda II, w Swiętym Wojciechu – monety arabskie i bizantyjskie (prawdopodobnie kolekcja zgromadzona w XIX wieku) oraz w Oliwie – dwa skarby z monetami arabskimi.
Jeżeli odrzuciliśmy z góry hipotezę o założeniu Gdańska w inicjatywy Duńczyków lub Szwedów w okresie niezależności politycznej Pomorza wschodniego od Polski (co czynią konsekwentnie historycy), to zbliżamy się do innej hipotezy, że założycielem miasta był Kazimierz Odnowiciel (po 1047 roku) albo raczej Bolesław II Szczodry (przed rokiem 1060) – jednakże z pomocą skandynawskich budowniczych, a następnie handlowców i rzemieślników. Taki wniosek nie wynika tylko z danych archeologicznych i z niewyjaśnionej toponimii Gdańska (o czym poniżej), ale i z faktu że po zapaści Polski wynikłej z kryzysu politycznego z lat 1038-1039 (bunt arystokracji i wygnanie z kraju księcia Kazimierza, powstanie ludowe, powiązane z wyżej wspomnianą reakcją pogańską  oraz napad na Polskę przez czeskiego króla Brzetysława I) kraj był zrujnowany, a rzemieślników brakowało do tego stopnia, że Bolesław Szczodry podjął się zbrojnego ataku na Czechy (nieudanego) w celu odebrania im fachowców, których uprowadził ze sobą Brzetysław.

Oto próba rekonstrukcji grodu gdańskiego z końca XI wieku (rys. K. Nowalińska, 1995). Widoczne jest wewnętrzne ogrodzenie siedziby feudała – zasadźcy (łac. locator) grodu oraz kwartał rybacko-rzemieślniczy. Brakuje natomiast na rysunku po zachodniej stronie grodu, na stałym lądzie, osady przygrodowej.

Gdansk AD 996

 

Nazwa Gdańska, wywodzona od prasłowiańskiego rdzenia *gъd, oznaczającego teren wilgotny, mokradła – chociaż dawno zadekretowana jako toponimia bezdyskusyjna i rozstrzygająca, nie jest w istocie jedyną możliwą hipotezą do przyjęcia. Gdańsk brzmi podobnie jak w języku duńskim Dansk (duński), Polsk(polski), Pommersk (pomorski); w języku szwedzkim odpowiednio: danska, polska, pommerska. Wiele nazw miast w wikińskiej Rusi, w tym starszych niż Gdańsk (Połock, Smoleńsk, Mińsk, Pińsk, Witebsk, Kursk, Archangelsk, Łuck), a w Polsce zwłaszcza na Mazowszu (Płock, Płońsk, Czersk, Serock, Pułtusk, Nasielsk, Lutomiersk, Mińsk i inne w kierunku Rusi), w Wielkopolsce (Słońsk, Dolsk, Zbiersk) itd., a także Słupsk i pobliski Puck, posiadają zakończenie na -sk lub -ck.

Duński historyk Herman Rütgers w swoim traktacie „Regnorum Daniae ac Norvegiae ut et omnium ad ea pertinentium regionum historica et chorographica descriptio„, Amsterdam 1669 pisze: „Tutaj także, Zatoka Codanus, … dla łagodności wymowy nazwana jako Codani, Godani, Gedani, Gdani stąd Dani, w ten sam sposób jak miasto Dantiscum, o starej nazwie Gedanum, a przez Słowian nazwane Gdansck.” („Hinc quoque, Codanus Sinus, … per Euphoniam sicut Codani, Godani, Gedani, Gdani unde Dani, perinde ac Dantiscum civitas, antiquum nomen Gedanum obtinens, Gdansck à Slavis nuncupatur.”). „Sinus Codanus” to dzisiejsze Cieśniny Duńskie, które tak nazwał rzymski geograf Pomponius Mela w AD 43 w swoim dziele „De situ orbis libri III” (trzecia książka, rozdz. 3), od nazwy dzisiejszej wyspy Zelandii, zwanej za jego czasów Codanovia (niektórzy badacze raczej mylnie łączą tą nazwę ze Skandynawią).

Herman Rütgers pisze dalej, że (moje wolne tłumaczenie) „Godne jest uwagi, że nasi Gotowie zamieszkiwali najpierw na Pomorzu i w Prusach, a za pośrednictwem sąsiadujących Germanów ich nazwa została zaszczepiona nie tylko na Jutii (prawopodobnie Cymbrii – południowej Jutlandii – przyp. mój), Jutlandii i Gutlandii (prawdopodobnie północna część Jutlandii), ale także na wyspach dwoch królestw – Zelandii i Gotlandii, dawniej zwanych jako Godanonia i Gothonia”. [„… est memorabile, quod nostri Gothi Pomeraniam et Borussiam olim inhabitantes, et à vicinis Teutonibus adiuti, nomen suum in Iutiam, Iutlandiam vel Gutlandiam non tantum, verum etiam in Insulas illas duas Regias Zelandiam et Gothlandiam, Godanoniae et Gothoniae nominibus olim notas...”]. Dawna nazwa Zelandii jako łacińskiej Godanonii jest bliska Gedanii – łacińskiej nazwie Gdańska.

Puck jest najstarszym miastem nad Zatoką Gdańską, bowiem potwierdzone archeologicznie początki osadnictwa sięgają III-IV wieku, czyli czasów rzymskich. Poza odkrytymi z tamtego okresu pod fundamentami byłego zamku krzyżackiego szczątkami zabudowy, z Pucka pochodzą trzy złote monety cesarza bizantyjskiego Teodozjusza II (AD 401-450). Do okresu czasów wędrówek ludów w V wieku Puck był nie tylko miejscem, do którego docierał handel z terenów cesarstwa rzymskiego, ale  i prawdopodobnie portem łączącym go ze Skandynawią – docelowym przeznaczeniem towarów rzymskich. Wiek znalezionych na dnie Zatoki Puckiej trzech łodzi klepkowych początkowo ustalony został metodą radiowęglową na kolejno 555, 950 i 1250 rok. Ostatnie pomiary metodą dendrochronologiczną zasadniczo je „odmłodziły”, w tym najstarsza jednostkę aż o 4 wieki, i obecnie datowana jest ona (oznaczona jako P-2), na połowę X wieku. Ten rodzaj okrętu wojennego, z umocowanym do stępki solidnym klocem podmasztowym, konstrukcyjnie zbliżony był do wikińskich łodzi żaglowych z Oseberg, Gokstad i Kvalsund.

Stary port w Pucku zaginął w XIV wieku nie z powodu podniesienia się poziomu morza – jak utrzymują niektórzy historycy i co nie jest prawdą, ale z powodu procesów erozyjno-akumulacyjnych, prowadzących do spłycenia akwenu przyportowego oraz toru podejściowego (tzw. Rybitwia Mielizna), uniemożliwiającego w okresie hanzeatyckim wejście większych statków typu koga. Puck musiał więc ulec konkurencji głębszego i lepiej ulokokowanego przy spławnej Wiśle portu w Gdańsku. Nabrzeża i pomosty dawnego portu puckiego zbudowane zostały w typowej dla Wikingów technice na palach dębowych, z zastosowaniem konstrukcji jarzmowych, koszowych i hakowych. Zlokalizowane w morzu wały nie wydają się być pozostałością falochronu – w tym najbardziej osłoniętym od morza zakątku Zatoki Puckiej, jak sądzą niektorzy historycy, ale częściowo rozmytą – stosowaną przez Wikingów także w innych portach (np. Roskilde) – podwodną zaporą, tworzącą blokadę przed atakiem obcych okrętów. Oto zaznaczona lokalizacja średniowiecznego portu w Pucku (źródło: portal e-zabytek).

Puck medieval harbour aerial photo

Wracajmy do toponimii Gdańska. W języku szwedzkim istnieją przymiotniki dzierżawcze zakończone na -sk pochodzące od nazw miast, takie jak: pskowsk (pskowski), novogrodsk, stockholmsk(sztokholmski), kubansk, konstantinopolsk, tversk  – a więc podobnie do polskich końcówek -ski lub -ska. „Polska mowa” to po szwedzku polska språk. Szwedzkie słowa rysk (rosyjski, Rosjanin) i ryska(Rosjanka) mają końcówki niemal analogiczne jak w polskiej czy rosyjskiej antroponimii (nauce o nazwiskach): -ski(j) dla rodzaju męskiego, -ska(ja) dla rodzaju żeńskiego.

Zauważmy, że takie końcówki w nazwiskach pojawiły się u polskiej (i odpowiednie u rosyjskiej) szlachty pod koniec XIII wieku – po kilku wiekach kulturowej i genetycznej interakcji z osiadłą na Rusi i w Polsce, a także na Pomorzu, szlachtą skandynawską. Wyraźna jest także analogia w toponimii m.in. takich miast jak Gniezno, dawniej Gniezdno (a także Gniezdowo – obecnie Gnieżdżewo, koło Pucka) i wareskie Gniezdowo, Płock i wareski Połock, podlaski Brańsk i wareski Briansk, Mińsk (Mazowiecki) i wareski Mińsk. Przykłady te wskazują na językowe związki słowiańsko-wareskie, które jak wiemy, najsilniej i najdłużej przebiegały we wczesnym średniowieczu.
Na przykładzie Gdańska widać, że owoce naszych badaczy historii nie ustępują dawnym osiągnięciom nauki radzieckiej: metodę Do-Ro (Pro) [Dobra Robota (Propagandowa)] twórczo udoskonalili zastępując ją godną XXI wieku metodą SRWT [Self-Realizing Wishful Thinking], dzięki której – mimo braku solidnych dowodów na istnienie X-wiecznego grodu gdańskiego, zdołali ustalić ponad wszelką wątpliwość, że był to gród słowiański. A na poważnie, ważąc dostępny dorobek historyczny i archeologiczny, a pomijając urobek propagandowy wydaje się, że nie można dłużej marginalizować hipotezy, że gród tamtejszy (starszy lub młodszy) powstał przy udziale skandynawskiego zasadźcy (possadnik u Waregów), który zbudował go i rozwinął rzemiosło i handel w oparciu o ludność słowiańsko-skandynawską osady, zwanej Gyddanyzc, Gdanzc, Dantsk lub podobnie. Dopiero prawdopodobnie za Bolesława Krzywoustego (około AD 1125) gród ten został obsadzony namiestnikiem piastowskim (Sobiesław I lub jego nieznany poprzednik). Tzw. Bulla Włocławska z 1148 roku potwierdziła przynależność castrum Kdanzc do biskupstwa we Włocławku.

Zasadniczy i niemal dziewiczy temat w mainstreamie polskiej historiografii, jakim jest pochodzenie Mieszka I i rola Wikingów w tworzeniu pierwszych struktur państwowych w Polsce jest już jednak tematem wykraczającym poza temat tego artykułu.

Gnezdovo & Giecz helmets aPrzykładem na istniejące związki, nie tylko handlowe (jak np. wspomniany wyżej obrót monetami arabskimi i bizantyjskimi), ale i militarne między wikińską Rusią a państwem Piastów (potwierdzone absolutną dominacją militariów skandynawskich w zabytkach na ziemiach polskich z tamtego okresu) są hełmy, zwane szyszakami, uznane w Polsce jako polskie hełmy, tak zwanego „typu wielkopolskiego”, znane z Wielkopolski i Małopolski (Silniczka). W rzeczywistości ich forma, a może nawet ich wyrób przyszedł do nas z normańskiej Rusi, gdzie w X-XI wieku było centrum ich produkcji. Ten z lewej na poniższej ilustracji datowany na koniec IX wieku, pochodzi z Gniezdowa (źródło: „Mediaeval Costume Armour & Weapons” E. Wagner, 1958), a z prawej z wielkopolskiego grodu w Gieczu, datowany na X wiek. Obydwa okazy miały oryginalnie tzw. nosale – ochronę nosa, oraz pióropusze.

 

Po tych długich wojażach po wikińskiej Europie czas powrócić na Ziemię Manowską, aby zorientować się, w jakim stopniu archeologia dostarcza materiałów poświadczających istniejące we wczesnym średniowieczu związki kulturowe, a więc i społeczne między tutejszymi Słowianami i współżyjącymi z nimi Skandynawami. Niech punktem wyjścia będzie ta oto mapka autorstwa największego moim zdaniem przedwojennego badacza prehistorii Pomorza, jakim był Władysław Łęga.

Lega 1930 - Mapa grup kulturowych Pomorza we wczesnym sredniowieczu ed2

W odróżnieniu od dzisiejszych historyków i archeologów Władysław Łęga nie podejmuje się naukowo bezpłodnego zadania, czyli określania przynależności etnicznej pojedyńczych zabytków i „udowadniania” ich słowiańskości, a skupia się na tym co jest możliwe i celowe: na analizie zabytków z punktu widzenia cech kulturowych, jakie w sobie i w archeologicznym kontekście noszą i na zrekonstruowaniu i wyodrębnieniu, w miarę możliwości, pewnych zespołów kulturowych, jakie istniały na Pomorzu we wczesnym średniowieczu.

Kontekst etniczny W. Łęga wyprowdził ostrożnie dopiero po wyodrębnieniu 12 grup kulturowych konkludując, że grupy te mogą reprezentować odpowiadające im „odcienie” etniczne. Tak znaczne, względne zróżnicowanie kulturowe na obszarze Pomorza w okresie przedpaństwowym (czyli przed powstaniem w XII wieku Księstwa Pomorskiego) należy tłumaczyć wspomnianym wyżej, trwającym od VI do XI wieku, procesem przenikania się kulturowego między poszczególnymi plemionami pomorskimi i miejscowymi (tam gdzie istniały) grupami mniejszości skandynawskich. W niektórych rejonach procesy te wzmacniane były świeżym napływem Skandynawów i Waregów w epoce Wikingów, głównie w IX-X wieku.

Swielino pow. Koszalin zapinki palczaste srebrne pozlacane okres wedrowek ludow ed1Łęga stwierdza, że wiele elementów kulturowych w analizowanych wczesnośredniowiecznych zabytkach na Pomorzu, wykazuje związek z wcześniejszymi epokami archeologicznymi: z okresem wpływów rzymskich, z okresem lateńskim i z tak zwanym łużyckim kompleksem kulturowym, sięgajacym późnego stadium epoki brązu. Oznaczałoby to względną stabilność osadniczą części ludności Pomorza od epoki brązu po wczesne średniowiecze. Tezy W. Łęgi stoją zatem w opozycji do głównej linii narracyjnej współczesnej naszej historiografii, która zasadniczo nie uznaje obecności na Pomorzu obcego, pozasłowianskiego elementu etnicznego w okresie od VI do XII wieku, bądź przyjmuje że ewentualne, nieliczne obce elementy etniczne i kulturowe, jakie zastali Słowianie po przybyciu na Pomorze, zostały zupełnie roztopione w „żywiole słowiańskim”. Oto srebrne i pozłacane zapinki (fibuly) palczaste z okresu wędrówek ludów, znalezione w oddalonym o 15 km od Manowa Świelinie. Również w tej dziedzinie niektórzy archeolodzy stwierdzili istnienie „srebrnych fibul palczastych typu słowiańskiego z VI-VII wieku n.e.”, czego nie potwierdzają szerokie środowiska archeologiczne.

 

W podziale zaproponowanym przez W. Łęgę Ziemia Manowska znalazła się w obrębie Kołobrzesko-Białogardzkiej grupy kulturowej. Specyfiką tej grupy ludności w stosunku do pozostałych, jest najszerszy tutaj, względem innych działalności, zakres prowadzonego handlu. Największa w tym zasługa solanek kołobrzeskich, a być może także łowionych i sprzedawanych poza Pomorze śledzi. Wydaje się, że w tej grupie Budzistowo (Kołobrzeg) pełniło główną na tym terytorium funkcję handlowo-gospodarczą, podczas gdy Białogard (Białygród) spełniał rolę centrum politycznego i kultowego jednego z kilkunastu istniejących na Pomorzu plemion, które nazwałbym Parsęcianie.

Zapewne na początku XI wieku, kiedy Piastowie ustanawiali biskupstwo w Kołobrzegu, mogli się przekonać o randze Białogardu, co później utrwalił w historii Gall Anonim, dając mu miano miasta „królewskiego i znamienitego”. Chciaż gród został splądrowany i spalony w 1090-1091 roku w czasie najazdu wojsk Władysława Hermana, o czym wzmiankuję wyżej, zdołał on po utracie przez Piastów kontroli nad Pomorzem odbudować swoją pozycję i stał się jednym z pierwszych ośrodków władzy w przyszłym Księstwie Pomorskim.

Prawdopodobne jest moim zdaniem, że po zniszczeniu Wolina przez Duńczyków w 1043 roku centrum władzy politycznej na Pomorzu, zanim pod koniec tamtego wieku nie zostało przeniesione do Kamienia, znajdowało się w Białogardzie. Tam mógł rezydować pierwszy wymieniony w kronikach pomorski książę Siemomysł lub Siemosił (Zemuzil Bomeranorum). 30 km na zachód od Białogardu istnieje miejscowość Siemyśl, dawniej Simoitzel, która nawiązuje do imienia tego władcy. Około 1860 roku odkryto w niej skarb 500 rzymskich i arabskich monet (najmłodsza z 991 roku), z których trzy miały napisy runiczne. W 1046 roku stawił się on w imieniu Pomorzan na dworze cesarza Henryka III w Merseburgu, razem z Kazimierzem Odnowicielem (Kazimir dux Boloniorum) i  czeskim księciem Brzetysławem I (Bratizlao dux Boemorum), w celu rozstrzygnięcia sporu pomiędzy tymi państwami. Fakt ten wskazuje na rysującą się w owym czasie podmiotowość polityczną Pomorza, a więc nieprzynależność do Polski.

Pfahlbaumuseum Unteruhldingen BodenseeZdaniem W. Łęgi około połowy XI wieku nastąpiła ekspansja kulturowa z rejonu Białogardu w kierunku dzisiejszego Koszalina, czyli na Ziemię Manowską. Tutaj już od IX wieku istniał gród w Kretominie oraz prawdopodobnie osada palowa w Boninie. Osada ta, podobna (ale dużo mniejsza) do tej z Parsęcka koło Szczecinka, miała układ ulicowy – w formie pomostu, do którego przylegały, także na palach, chaty wielkości 3 x 3 metry.  W. Łęga wymienił także osadę palową, jaka znajdowała się po północnej stronie obecnego Koszalina. Wczesnośredniowieczna palisadowa konstrukcja domów znana jest z Wolina, Gdańska i Międzyrzecza. IX-wieczny gród nad Jeziorem Kwiecko koło Żydowa (25 km na południowy wschód od Manowa) połączony był prowadzącym przez bagna drewnianym pomostem oraz przez rzekę Radew mostem, datowanym na AD 937. Nazwa Żydowo pochodzi od słowa żid, oznaczajacym w języku rosyjskim (w tym przypadku „wareskim”) teren grząski, podmokły, a więc żidkij.

Palowa (palafitowa) technika budowy domów i pomostów w okresie epoki brązu, jaka m.in. zastosowana była w Biskupinie, znana jest ze Skandynawii (Alvastra) od czasów neolitycznej kultury pucharów lejkowatych (także już wówczas praktykowano inhumację – pochówek szkieletowy). Oto powyżej rekonstrukcja osady palowej z epoki brązu na Jeziorze Bodeńskim (źródło: Pfahlbaumuseum Unteruhldingen Bodensee). Istniejący pomorski, nieco uproszczony wariant konstrukcji palafitowych oraz konstrukcji okrętów dostarcza naszym archeologom pretekstu do odrzucenia ich skandynawskiego pochodzenia i zaliczenia do miejscowych, „czysto” słowiańskich budowli. Jest to pewnym nadużyciem, bowiem z zasady większość pozostałych rodzajów zabytków pochodzenia wikińskiego (uzbrojenie, biżuteria, wyroby drewniane i skórzane) z Pomorza wykazuje cechy nieco bardziej uproszczone, mniej finezyjne i mniej okazałe niż podobne, tego samego typu zabytki w Skandynawii czy na Rusi. Faktem jest natomiast, że Pomorzanie kontynuowali po epoce Wikingów, aż do XIII wieku, budowę domów palisadowych, połączonych pomostami w osady rybackie, zwane kieczami, lokowane na grząskich gruntach przyjeziornych.

Gród kretomiński mógł należeć do lokalnego wodza, zaangażowanego w handel z Wikingami, na co wskazywałby zakopany w ziemi około 970 roku skarb srebrnych arabskich dirhemów (siekańce). Mógł on być złożony w ziemi w obliczu ewentualnego niebezpieczeństwa. Był to bowiem okres, kiedy wojska Mieszka I prowadziły wojny z Pomorzanami i prawdopodobnie  przedzierały się również w te rejony wybrzeża Bałtyku. Na marginesie dodajmy, że pierwszy, w ograniczonym zakresie, obrót pieniężny Wikingowie wprowadzili na Pomorzu na początku IX wieku, podczas gdy w Polsce piastowskiej wymiana handlowa w formie pieniężnej rozpoczęła się w połowie X wieku.

Kołobrzeg był głównym portem, przez który na Pomorze trafiały siekańce z Gotlandii. W drugiej połowie XI wieku, po zniszczeniu w 1043 roku Wolina przez króla Norwegii i Danii, Magnusa Dobrego, przejął nawet funkcję głównego portu na Pomorzu. Handel kawałkami srebra jako formą monety prowadzili Wikingowie za pomocą podręcznych składanych wag szalkowych, znajdowanych w grobach wikińskich kupców-wojowników.  I nie „ciągnęli tędy kupcy arabscy, włoscy i inni„, jak piszą w „Historii gospodarczej Polski” (2003), bowiem Arabowie mieli dość mętne pojęcie o geografii Europy północnej. Wspomniany wyżej X-wieczny geograf ibn Rustah nazwał miejsce pochodzenia Waregów jako „wyspę Rusów” – czyli Skandynawię (a nie np. Rugię, jak niektórzy spekulują; Półwysep Skandynawski uznawany był przez Rzymian za wyspę, stąd jeszcze we wczesnym średniowieczu niektórzy geografowie z Orientu też tak sądzili). Także przywołany wyżej XII-wieczny geograf al-Idrisi opracował swoją mapę znanego mu świata Tabula Rogeriana, która nie obejmuje Półwyspu Skandynawskiego, Kraków zaznaczony jest bliżej Danii niż Gniezno i zdaniem autora „ten kraj (Polska) kwitnący i ludny, otoczony jest ze wszystkich stron górami, które oddzielają go od Czech, Saksonii i Rosji„.

Nawiasem mówiąc, we francuskim tłumaczeniu dzieła al-Idrisiego „d’Édrisi Nuzhat al-muštāq fi ʿḫtirāq al-āfāq Géographie d’Édrisi” z 1840 roku fragment dotyczący Polski  zawiera kilka zdań których, o ile się nie mylę, brakuje w polskich tłumaczeniach:  „Polska jest krajem godnym uwagi ze względu na ilość uczonych, których skupia. Przybywa tutaj ze wszystkich stron wielu Greków, miłośników nauk” (tom 2, str. 380). I dalej: „Co sie tyczy Polski (Buluniia), kraju nauki i uczonych greckich, jest on urodzajnym, z przepływającymi wodami, pokryty miastami i wsiami.” (tom 2, str. 389). W oficjalnej polskiej wersji ten fragment brzmi następująco: „Co się tyczy ziemi B(u)luniia, która jest krajem wiedzy i mędrców rumijskich (ar-Rum), wspomnieliśmy ją już poprzednio. Jest to kraj o pięknej ziemi, urodzajny, obfitujący w źródła i w rzeki, o ciągnących się bez przerwy prowincjach i dużych miastach, bogaty we wsie i domostwa.

Nie wiadomo, które z tych dwóch tłumaczeń jest bliższe oryginałowi arabskiemu. Rzuca się w oczy bardzo dwuznaczna interpretacja przez naszych historyków arabskiego „ar-Rūm” – ich zdaniem oznaczającego „Rzymian, czyli Chrześcijan”, podczas gdy ówcześni Muzułmanie tak określali Bizantyjczyków, Greków i wyznawców prawosławia, a w żaden sposób mieszkańców Italii z okresu po upadku Cesarstwa Rzymskiego w AD 476. Bizantyjczycy sami siebie nazywali Rhomanoi. Ar-Rūm to tytuł trzydziestego rozdziału (sury) Koranu, nawiązującego do przegranej w AD 613 bitwy Bizantyjczyków z Persami. Tymi Grekami w Polsce u al-Idrisiego byli potomkowie wikińskich wyznawców prawosławia, czyli Rusini, tak jak pół wieku wcześniej nazwał Adam z Bremy Waregów mieszkających w Wolinie wespół ze Słowianami. Niemiecki kronikarz określił Kijów jako „najjaśniejszą ozdobę Grecji” („clarissimum decus Greciae„).

Jaki cel przyświecał polskim historykom, aby w przekładzie dzieła al-Idrisiego usuwać prezentowaną przez niego obecność kultury rusko-bizantyjskiej w Polsce w I połowie XII wieku, a jednocześnie „pokrzepiać czytelnika” być może upiększając opisy Polski ponad te, które autor wyraził ? Jak widać z przykładów zabytków, świadczących o waresko-bizantyjskich wpływach kulturowych w Polsce, jakie zamieszczam w tym artykule, powstaje wrażenie jakby historycy polskim tłumaczeniem al-Idrisiego i swoimi nieraz zwodniczymi interpretacjami zabytków starali się zacierać ślady tych wpływów.

Opisy Polski przez al-Idrisiego stoją w pewnym kontraście ze starszą o 20-30 lat informacją Galla Anonima, który po zmierzchu wikińskiego okresu pierwszych Piastów, na początku XII wieku pisał, że „… kraj Polaków oddalony jest od szlaków wędrowców i mało komu znany poza tymi, którzy za handlem przejeżdżają (tamtędy) na Ruś” („… regio Polonorum ab itineribus peregrinorum est remota, et nisi transeuntibus in Russiam pro mercimonio paucis nota„). Można przypuszczać, że przekazany przez al-Idrisiego pozytywny obraz Polski, powstał w ostatnich dwóch dekadach panowania Bolesława Krzywoustego i w kilku latach po jego śmierci, w którym to okresie miała miejsce m.in. chrystianizacja Pomorza, rozwój zakonów, rozbudowa Łęczycy i Tumu.

Zastanawiający jest fakt, że al-Idrisi opisał szlak handlowy z Rusi prowadzący na zachód w kierunku Polski (według T. Lewickiego: Kijów – Uszomierz/Uszomyr – Peresopnica/Peresopnytsa – Łuck – Włodzimierz), który urywa się na rzece Bug, podczas gdy wiadomo że Kijów utrzymywał ścisłe związki handlowe z Europą zachodnią już od czasów karolińskich. Jeszcze wspomniany wyżej ibn Jakub pisał pod koniec X wieku: „Miasto Praga jest zbudowane z kamienia i kredy i jest największym miastem targowym ze wszystkich krajów (słowiańskich – przypis mój). Do niego przybywają z miasta Kraków Rusowie i Słowianie z towarami ...”. Potwierdził w ten sposób istnienie szlaku handlowego Rusów z Kijowa przez Kraków do Pragi.

Informacja Galla wskazuje na zmianę w XII wieku dominującego kierunku handlu – z zachodu na wschód, czyli odwrotnie niż jak w X wieku informował ibn Jakub. Drogi handlowe z Orientu rozdzielały się w Grodach Czerwieńskich w dwie strony: jedna przez Przemyśl w kierunku Krakowa i Pragi i dalej do Regensburga; druga od Włodzimierza (na którym kończyła się trasa opisana przez al-Idrisiego), Bugiem, Wisłą, do Truso (od początku XII wieku do Gdańska) i dalej przez Bałtyk, Flandrię i Ren wgłąb państwa frankońskiego, aż do Moguncji. Rozwijana w X/XI wieku intensywna wymiana handlowa Rusi z Cesarstwem Ottońskim uzupełniana była delegacjami poselskimi, kierowanymi przez książąt wareskich na dwór cesarski. Zachowały się w kronikach niemieckich z tego okresu informacje o poselstwach z lat 959, 973, 1040, 1042 i 1075.

W 1143 roku, niedługo po powyższych słowach Galla, kiedy al-Idrisi nadal pisał swoje dzieło, przy słowiańskich Liubicach powstało miasto Lubeka, dające początek Hanzie (wiek wcześniej, niż pojawiła się ta nazwa) – największej organizacji handlowej średniowiecznej Europy, od Anglii po Ruś Nowogrodzką, której wiele zawdzięczają z późniejszej świetności takie miasta jak Gdańsk, Kraków i Wrocław. I znowu w Polsce usiłuje się przypisać początki Hanzy Flandrii, podczas gdy Holendrzy przyznają, że organizacja ta powstała najpierw na Bałtyku.

W Polsce wagi wikińskie znane sa ze Szczecina, Gniezna, Sowinek pod Poznaniem, z Bodzi pod Włocławkiem i ze Zlinic koło Opola. Liczne są poza tym fragmenty wczesnośredniowiecznych wag oraz odważniki do nich znajdowane na terenie całej Polski. Waga szalkowa przedstawiona jest także w szesnastej kwaterze Drzwi Gnieźnieńskich. Oto tego rodzaju waga pochodząca ze Steinkjer, jednej z najsilniejszych baz wikińskich w Norwegii na początku XI wieku (źródło: News Network Archaeology).

Balance-scale-from-boat-grave

W połowie XI wieku powstaje w Boninie stosunkowo duży gród wyżynny, o powierzchni około 2 hektarów, po czym powoli zanika zasiedlenie grodu w Kretominie i w bonińskiej osadzie palowej. Wydaje się, że gród w Boninie przejął z Kretomina nie tylko funkcje lokalnego ośrodka władzy, ale także włączył w swoje bezpośrednie otoczenie ludność służebną z osady palowej. I być może jak w przypadku skarbu z Kretomina, skarb z Bonina wiązał się ze wspomnianym wyżej atakiem Polski na Pomorze z roku 1090, po którym to roku mógł trafić do ziemi. Bliżej tej hipotezie można będzie się przyjrzeć po opublikowaniu przez Muzeum w Koszalinie pełnego materiału inwentarzowego skarbu. Skarb ten, zawierający monety z różnych mennic, wskazuje że nie przyszły one do Bonina wprost z poszczególnych krajów pochodzenia, lecz że przechodziły przez większe centra handlowe, łącząc się tam z monetami z innych stron.

Warto jeszcze zauważyć, że w odległej o 7 km od grodu w Boninie, będącej wczesnośredniowiecznym pogańskim sanktuarium Górze Chełmskiej, odkryto na jej szczycie brązowy odważnik do wagi ze znakiem runicznym, jaki był ryty w sposób typowy także na dirhemach pochodzących ze skarbów skandynawskich. W pobliżu natrafiono na resztki wikińskiego grobu szkieletowego, ze zmarłym złożonym do łodzi.

Ziemia Manowska kryje w sobie jeszcze jeden ważny ślad archeologiczny rzucający światło na zamieszkałą tutaj we wczesnym średniowieczu ludność. Jest to, a raczej było, bo zostało w dość barbarzyński sposób zniszczone przez żwirownię, cmentarzysko w Cewlinie. Oto odtworzony w rysunku jeden z zabytków, jaki został wydobyty jeszcze przed wojną: kolia paciorków szklanych (rys. Stanisław Nyka, 1958).

Cewlino kolia paciorkow

Znalezione w grobie szkieletowym kobiety fragmenty kolii zawierają następujące elementy: a) 64 paciorki, małe (średnica 9 mm), beczułkowate, wykonane z matowego szkła w kolorze białym, niebieskim i żółtym; b) trzy grupy kabłączków skroniowych z brązu po 3 sztuki o średnicy 4.1-6.3 cm; c) płytka brązowa w kształcie stylizowanej ryby z tulejką u „pysku ryby” (dł. 4.5 cm) – prawdopodobnie amulet; d) dwustożkowy pacior bursztynowy, nietoczony, o średnicy 2.4 cm. Amulet ryby z Cewlina ma pewną analogię do XI-wiecznego amuletu z Kvinneby z wyspy Olandia (Szwecja). Jest to kwadratowa miedziana zawieszka z wyrytym kształtem ryby i napisem runicznym, który według niektórych  badaczy miał chronić wypływającego w morze rybaka – żeglarza przed złymi duchami, sprzyjać w dobrych połowach i zapewniać bezpieczny powrót do domu.
Wczesnośredniowieczne paciorki szklane uznawane są ogólnie jako pochodzące ze Wschodu, skąd trafiały na Pomorze za pośrednictwem Wikingów (Waregów). Istniały w tym okresie również, choć bardzo nieliczne, pomorskie wytwórnie paciorków, produkujace je z importowanego szkła. Beczułkowate paciorki szklane najliczniej występują na Jutlandii, Gotlandii, w mniejszym stopniu w pozostałej części Szwecji, na Rusi, Pomorzu, w Polsce i na Morawach. Przyniesiony przez Wikingów (pomijając okres wpływów rzymskich i wcześniejszych epok), a poznany przez nich w chrześcijańskiej Europie i chrześcijańskim Bizancjum zwyczaj chowania zmarłych w grobach szkieletowych pojawił się na Pomorzu na początku IX wieku (Świelubie koło Kołobrzegu) – w tym samym czasie, co handel srebrnymi siekańcami.

Novgorod kurhans 11-13th centW jednym z grobów kobiecych natrafiono na zapinkę z brązu typu podkowiastego, która na terenach Pomorza i Polski jest o tyle rzadka, że wykonana z prostokątnej a nie półokrągłej blaszki. Ten typ zapinki wiąże się z fińskim kręgiem kulturowym. Okaz ten, o średnicy 5.5 cm, zbliżony jest do pochodzącej z początku XI wieku srebrnej zapinki z Bogucina, pow. Kołobrzeg i do zapinki z Ralswiek na Rugii (J. Herrmann 1985). Poniższy egzemplarz znaleziony w kurhanie wikińskim w okolicach Nowogrodu, datowanym na XI-XIII wiek (M. Biesieda, A. Volkovitsky) wykazuje także znaczne podobieństwo. Różnica cewlińskiej zapinki w stosunku do nowogrodzkiej polega głównie na tym, że ta pierwsza miała jedną, nieco węższą (0.6 cm) płaszczyznę, zdobioną ornamentem drobnych, nieregularnie umieszczonych dołków.

Z pozostałych, odkrytych w latach 1936-1937 cewlińskich zabytków chcę jeszcze zwrócić uwagę na pochodzący z innego grobu szkieletowego kobiety fragment drucianego kółka brązowego (być może kabłączka skroniowego), z nanizanym nań paciorkiem szklanym i kłem dzika. Istnieje w Polsce cała wielka literatura o symbolice dzika i innych zwierząt w systemach wierzeń wczesnośredniowiecznych Słowian, ale zupełnie ignoruje się fakt, że wszystkie te zwierzęta mają swoje miejsce w mitologii religijnej wśród licznych ludów i kultur na całym świecie, od prawieków po dzień dzisiejszy.

Zabiegi prehistoryków badających wczesne średniowiecze do skupiania się na słowiańskości, czyli na „własnej koszuli” – co zrozumiałe, jednak nie poprzez badanie i interpretowanie jej „na tle epoki”, ale wręcz przeciwnie – poprzez wyodrębnianie jej z otoczenia – jako elementu autonomicznego, niezależnego i oryginalnego,  jest procesem retuszowania, żeby nie powiedzieć fałszowania historii. Mitologia i wierzenia pogańskich Słowian mają wspólne korzenie, często wspólnych bohaterów i bogów, chociaż inaczej nazwanych, z pogańskimi ludami germańskimi. Wspólnota pojęciowa i interpretacyjna otaczającego świata łączyła bardziej Germanów (Saksonów, Wikingów) i Słowian w VI-VIII wieku – kiedy wszyscy oni żyli w jednorodnym ideologicznie świecie pogańskim, niż dzieliły ich różnice językowe i obyczajowe. Zasadnicze antagonizmy powstały między nimi, kiedy od IX-X wieku religia chrześcijańska stała się głównym narzędziem ekspansji politycznej.

Wracając do kła dzika z Cewlina, nie jest dzik w naszym przypadku ograniczonym do świata słowiańskiego wyróżnikiem, który miałby cewlinski zabytek zaliczyć automatycznie – a tak go klasyfikują nasi historycy, jako element wyrobu słowiańskiego.

Viking age Boar tusk amulet 32.4 x 10.6 x 5.5mmPodczas zimowego przesilenia 21 grudnia Wikingowie składali ofiarę z dzika Freyrowi, bogowi płodności ludzi, zwierząt i żyzności ziemi, za pomyślność plonów i płodów w nadchodzącym roku. W mitologii nordyckiej Freya, siostra Freyra miała dzika nazwanego „Hildisvíni” (wojująca świnia), którego potrafiła ujeżdżać. Zawieszka z kła dzika była noszona przeważnie przez kobiety wikińskie, chociaż i mężczyźni uznawali cechy dzika za potrzebne w walce. „Svinfylking” (świński szyk bojowy) była formacją w kształcie kła dzika, gdzie kilku wojowników jeden za drugim wbijało się klinem w gęsty szpaler wroga. Przykładem wikińskiego amuletu z kła dzika, z otworem umieszczonym podobnie jak we fragmencie zawieszki z Cewlina, jest ten oto zabytek, pochodzący z X-XI wieku (dł. 32.4 mm), oferowany do sprzedaży w internecie.

Amulety wykonane z kłów dzika, datowane na okres od końca XI do końca XIII wieku, znaleziono także w grodzie Gdańsku. Na cmentarzysku 2 w Cedyni w jednym z grobów zmarły trzymał w dłoni nieobrobiony kieł dzika.

Jeszcze kilka zdań o etymologii słowa świnia – bo tak Wikingowie nazywali i dzika. W naszej literaturze kwituje się sprawę stwierdzeniem, że nazwa ta pochodzi od prasłowiańskiego słowa *svinьja. Dość często zresztą, dla udowodnienia „słowiańskości” określonej rzeczy lub faktu, nasi historycy wyprowadzają pochodzenie określonego słowa od języka prasłowiańskiego, przemilczając fakt że słowo to może mieć głębsze, indoeuropejskie korzenie – wspólne dla ludów słowiańskich, germańskich i innych. Przykładem jest nazwa rzeki (właściwie cieśniny) Świna, która oddziela wyspy Uznam i Wolin – wywodzona od młodszej, prasłowiańskiej świni, a nie od starszego, indoeuropejskiego boga Śiva (pol. Śiwa), którego germańsko-słowiańska świątynia stała na Wolinie przed czasami chrześcijańskimi.

Viking helmetTymczasem w przypadku świni, czyli u Skandynawów także dzika, sprawa jest bardziej zawiła – bowiem również w językach skandynawskich istnieje podobne określenie: svin (vildsvin). W staronordyckim było to słowo svín, a w starym anglo-saksońskim swýn (swin). W języku staronorweskim „svein” oznaczało jurnego młodzieńca, młodego wojownika, z którego dziś wywodzi się popularne skandynawskie imię Sven. W Bizancjum znaleziono ołowianę pieczęć z II połowy XI wieku, należącą zapewne do Normana – Anglosaksona, z wybitym greckim napisem: „Panie wspomagaj Svena (Sfeni), patrycjusza i tłumacza Anglików„. Istnieje interesująca teoria, że świnia ma … boskie pochodzenie, gdyż pierwsi Indoeuropejczycy wierzyli, że bóg Vishnu/Śiva we wcieleniu dzika przyniósł na swych kłach Ziemię z „wód Wszechświata”. Tak więc dzik został najpierw nazwany świnią, a później dopiero jego hodowlana odmiana. Oto wyobrażenie wojowników z głową dzika (w szyku bojowym „Svinfylking”) na płytkach z brązu umieszczonych na żelaznym hełmie wikińskim, z okresu Vendel (AD 550-790), z Valsgärde w Szwecji (źródło: odinsvolk.ca).

Wracając na cmentarzysko w Cewlinie:  przed II wojną światową zdążono odkryć 19 grobów płaskich szkieletowych (na wznak, w pozycji wyprostowanej), z których conajmniej połowa należy do kobiet, niektóre do dzieci. Niestety same zabytki zaginęły, a pozostała tylko dokumentacja bardzo fragmentaryczna. Jest to cmentarzysko typu rzędowego, charakterystyczne dla końcowego etapu wczesnego średniowiecza, czyli dla wieku XI. Zgodnie z tradycją wikińską wszystkie groby kobiece ułożone były w osi wschód-zachód, z głową po zachodniej stronie. W większości grobów złożone były do nich noże żelazne (u mężczyzn i kobiet), w części w skórzanych pochewkach z brązowym okuciem. W niektórych grobach męskich były osełki ogniwkowe i krzesiwka żelazne, w wielu kobiecych i w jednym męskim kabłączki skroniowe. Brak jest w odkrytych grobach męskich jakichkolwiek atrybutów militarnych. Lokalna społeczność uprawiała więc raczej rolnictwo, aniżeli angażowała się w wyprawy wojenne lub napady.
Na powierzchni cmentarzyska znajdowano ułamki ceramiki, w większości całkowicie obtaczanej na kole garncarskim. Ocenia się, że cmentarz zaczął być używany na początku XI wieku, a więc około pół wieku po zbudowaniu grodu w Boninie. Ziemia Manowska, jak i leżące na niej cmentarzysko w Cewlinie, zaliczane jest do skandynawskiej strefy pochówkowej w okresie od VIII do XI wieku (H. Zoll-Adamikowa „Gräberfelder des 8./9.-10./11. Jahrhunderts mit skandinawischen Komponenten im slawischen Ostseeraum„, Sprawozdania Archeologiczne 1997). Strefa ta obejmowała pas nadmorski zajmowany przez słowiańskie plemiona od Obotrytów na zachodzie do Kaszubów na wschodzie. Wzdłuż dolnej Odry na południe sięgała ona Cedyni, gdzie w końcu X wieku powstały dwa cmentarze szkieletowe ze skandynawskim wyposażeniem grobów. Charakter kulturowy i okres użytkowania cmentarzyska w Cewlinie zbliżony jest do cmentarzysk „Młynówka” w Wolinie (rozpoznanych 165 pochówków) oraz 2 (772 pochówki) i 2a (222 pochówki) w Cedyni.

Biorąc pod uwagę skrajnie położone groby i średnią odległość między grobami sąsiadującymi, można przypuszczać że cmentarzysko cewlińskie zawierało do stu grobów. Niestety, po wojnie nie zainteresowano się jego dalszym archeologicznym rozpoznaniem, a czynna żwirownia dokonała przez lata dzieła zniszczenia. Być może powodem braku zainteresowania władz był fakt, że cmentarzyska szkieletowe nie były w ogóle znane pogańskim Słowianom, a więc nie należało mnożyć nowych dowodów obecności Skandynawów. Mógł istnieć równie dobrze powód odwrotny: polscy historycy od dawna usiłują spekulować, że pochowani ludzie w Cewlinie (tak jak w Wolinie i Cedyni) to pierwsi pomorscy chrześcijanie – jako owoc działalności duszpasterskiej biskupa Reinberna z Kołobrzegu. W czasach PRL ci pierwsi jakoby cewlińscy chrześcijanie mogli nie być na liście priorytetów archeologicznych, tak jak w „sztandarowym” Wolinie i Cedyni. Co straciliśmy  kulturowo po „skazanym na śmierć” cmentarzysku w Cewlinie – zyskała przyroda, która po latach zamieniła nieczynną żwirownię w taki oto malowniczy zakątek.

Cewlino

Zniszczenie cmentarzyska w Cewlinie przy pełnej świadomości służb archeologicznych i konserwatorskich nie jest niestety wyjątkiem w wybiórczym traktowaniu stanowisk archeologicznych w zależności od stopnia zawartości składnika słowiańskiego. Podobny los dotyczył i zapewne spotyka nadal inne wczesnośredniowieczne cmentarzyska w Polsce. W Kolonii Stary Brześć Kujawski, w odległości 6 km od Bodzi, odkryte w trakcie budowy drogi cmentarzysko szkieletowe z XI wieku zostało w większości zniszczone przez kontynuowanie budowy, zanim pojawili się tam archeologowie. Na cmentarzysku szkieletowym z XI wieku w Gustorzynie (2 km od Bodzi) odkryto m.in. fragmenty obuwia skórzanego z wszytym srebrnym drucikiem. Wszystkie te trzy miejsca leżały na wspomnianym wyżej szlaku handlowym prowadzącym z Moraw przez Koło do Gdańska.

Dominująca teoria „pierwszych chrześcijan” na Pomorzu, zawierającym pochówki szkieletowe sprzed XII wieku,  nie ma żadnych racjonalnych podstaw jeżeli zważy się, że biskup Reinbern zakończył pobyt w Kołobrzegu (prawdopodobnie został wypędzony) po zaledwie pięciu latach, a później – aż do misji chrystianizacyjnych z XII wieku, Pomorze było całkowicie i głęboko pogańskie. Jak wolno przebiegał proces chrystianizacji Słowian świadczy wiele faktów. O tym, że biskup misyjny Jordan „bardzo się pocił z nimi (Polanami)” (multum cum eis sudavit) w nakłanianiu na nową wiarę, pisał już Thietmar. U naszych południowych sąsiadów nie było łatwiej. Mimo iż władca morawski Mojmir I przyjął chrzest już w 831 roku, w 845 roku 14 książąt czeskich wraz z ich drużynami ochrzcili się w Ratyzbonie, w 863 Cyryl i Metody rozpoczęli chrystianizację Moraw, a w 925 władca Czech Wacław I przyjął chrześcijaństwo, to nadal u schyłku X wieku Czechy były półpogańskim krajem, w którym biskup praski Wojciech, przyszły misjonarz do Prus i święty, występował przeciwko pogańskim jeszcze tam obyczajom małżeńskim oraz przeciwko handlowi niewolnikami, przez co został zmuszony przez księcia Bolesława II do opuszczenia kraju. Czterej bracia Wojciecha – konkurenci polityczni panującej dynastii Przemyślidów, zostali w 995 roku wraz ze swymi rodzinami zamordowani przez Bolesława II, zwanego Pobożnym. Jeszcze w XII wieku czeski lud wkładał do grobu zmarłego tak zwane milodary, a lud polski między Wisłą a Bugiem praktykował pochówek ciałopalny jeszcze w XIII wieku.

Nawiasem mówiąc zagadkowy jest fakt, że najwcześniejsze skarby czeskich monet, bitych przezBolesława I Srogiego od około 960 roku i później przez Bolesława II Pobożnego, znajdowane są nie w Czechach lub na Morawach, ale w Wielkopolsce. Czyż czeskie denary nie mogły być zapłatą dla Mieszka I (zięcia Bolesława I) za dostawy do Pragi – centrum handlu niewolnikami z kalifatem Kordoby, niewolników z zachodnich i południowych rejonów Wielkopolski, które w połowie X wieku – jak to wynika z danych palinologicznych i archeologicznych, relatywnie wyludniły się w stosunku do okresu z IX wieku? W połowie X wieku Kordoba zatrudniała około 14 tysięcy niewolników. Al-Istakhri, X-wieczny perski geograf, podał że za niewyuczonego niewolnika płacono tam tysiąc denarów (za: R. Botte, A. Stella „Couleurs de l’esclavage sur les deux rives de la Méditerranée”, Paris 2012). Niewolnicy – czyż nie mogli oni być głównym – dotąd przez historyków i archeologów niezidentyfikowanym źródłem pierwotnej akumulacji kapitału, filarem ekonomicznym na jakim Piastowie w Polsce, a Przemyślidzi w Czechach zbudowali swoje państwa ? Jeszcze na początku XII wieku, podczas napaści Bolesława Krzywoustego na Kołobrzeg, jak pisze Gall Anonim, „jedni wiązali jeńców, … inni wreszcie wyprowadzali [pojmanych] chłopców i dziewczęta.” Skarży się dalej kronikarz na ten sam proceder u Pomorzan: „ilekroć łupiąc Polskę, przyprowadzali ze sobą jeńców …, to natychmiast wysyłali ich na sprzedaż na wyspy barbarzyńców.”

Praski targ niewolników wskazuje, że byli oni wyłapywani na terytoriach nowopowstałych  państw słowiańskich przez władców tych krajów, albo conajmniej za ich przyzwoleniem. Znaczna ilość zabytków ze złota odkrytych w Starym Mieście (Staré Město) i w Mikulczycach (Mikulčice) z IX-X wieku również wskazuje, że ich część mogła pochodzić z handlu niewolnikami prowadzonego przez władców Wielkich Moraw z Wenecją, której potęga ekonomiczna rodziła się m.in. ze sprzedaży europejskich niewolników do kalifatów Afryki Północnej. Kolumny niewolników przekraczały Dunaj w pobliżu dzisiejszego Linzu, Austria skąd pochodzi dokument z lat 903-906, tzw. statut celny z Raffelstetten, potwierdzający taki handel. Brali w nim udział także słowiańscy kupcy z Czech i z Rusi, oferujący na sprzedaż również konie i wosk.

Wracając do bogobojności Czechów z końca X wieku, jeżeli po dwóch wiekach obcowania z chrześcijaństwem (pierwsze kontakty miały miejsce jeszcze pod koniec VIII wieku) nadal praktykowali obyczaje obce chrześcijanom, a lud polski wystąpił zbrojnie przeciwko Kościołowi w 1038 roku, to na jakiej podstawie nasi historycy klasyfikują każdy grób szkieletowy na Pomorzu, datowany po formalnym powołaniu biskupstwa w Kołobrzegu w 1000 roku jako pochówek chrześcijański? Pochodzące z IX-XI wieku groby szkieletowe na Pomorzu i w Polsce piastowskiej – z braku w nich jakichkolwiek artefaktów chrześcijańskich, a w kontekście ich skandynawskiego wyposażenia – nie mogą być uznane za pochówki chrześcijańskie, ale za wikińskie lub wareskie. Wikińskie pochówki szkieletowe znane są już od pierwszej połowy VIII wieku (Saaremaa, Estonia – w łodzi; zdjęcie poniżej, źródło: Archaeology Magazine), a więc długo przed rokiem 793, w którym napadli na klasztor w Lindisfarne i od kiedy popularnie uznaje się początek epoki Wikingów.

The First Vikings - Archaeology Magazine

Na zakończenie krótkiego opisu starożytności manowskich wrócę jeszcze do konstatacji W. Łęgi, który po wieloletnich badaniach nad prehistorią Pomorza doszedł do wniosku, że zabytki pomorskie potwierdzają ciągłość osadniczą pewnych grup ludności począwszy od czasów schyłkowej epoki brązu. Te same dowody archeologiczne doprowadziły Józefa Kostrzewskiego, a za nim wszystkich „patriotycznych” historyków, do wniosku, że ta niekwestionowana płynna ewolucja kulturowa istotnie potwierdza ciągłość zamieszkania Pomorza, jednakże tą ludnością od tysiącleci są Słowianie, na których to tereny przejściowo „wtargały” grupy obcej ludności.
Skarb z czasow wplywow rzymskich dzban brazowy Kretomino oraz Bialecino Swolowo i inne Muzeum w KoszalinieOto jeszcze jeden przykład kultury Pomorza, której niektóre elementy przetrwały do wczesnego średniowiecza – pochodzący z okresu wpływów rzymskich zespół zabytków, w tym brązowy dzban z Kretomina oraz inne zabytki, m.in. z Białęcina i Swołowa (zdjęcie: Muzeum w Koszalinie). Według kanonów naszej historiografii, traktującej naukę historyczną instrumentalnie i protekcyjnie, zabytki te potwierdzałyby jeszcze jeden mit: słowiańską aktywność handlową w pierwszych wiekach naszej ery, a być może nawet ich wysoki kunszt rzemieślniczy, jeżeli „nie da się” wykluczyć lokalnej, pomorskiej produkcji pod „wpływem rzymskim”.

 

 

W tego rodzaju spekulacjach zupełnie pomijany jest fakt, że w okresie antycznym to nie Pomorze, ale południowa Skandynawia była przeciwległym biegunem kontaktów Cesarstwa Rzymskiego z północnymBarbaricum. Skandynawscy archeolodzy określają zabytki rzymskie jako oryginalne „rzymskie” – w odróżnieniu od tych z Pomorza lub innych miejsc w Polsce, które nasi archeolodzy próbują czasami „na siłę” uznać jako miejscową, a tak zwani autochtoniści – słowiańską produkcję, w oparciu o „wpływy rzymskie”. Pozostałe zabytki „o proweniencji rzymskiej”, nieprzypisywane przez naszych historyków producentom pomorskim, uznawane są przez nich automatycznie jako tak zwane „importy” – czyli efekt „handlu dalekosiężnego” pomiędzy Pomorzem a prowincjami Imperium Rzymskiego. Jest to kolejny ukuty przez historyków stereotyp, ignorujący różne, pozahandlowe możliwe przyczyny przemieszczania się przedmiotów – przyszłych artefaktów w przestrzeni, np. rabunki, okupy, dary, przemieszczanie się ich wraz z właścicielem itd;

Oto zachowane z pierwszego wieku n.e. wyposażenie jednego z arystokratycznych grobów z Hoby na duńskiej wyspie Lolland (Lolandia), zawierające rzymskie naczynia, biżuterię i narzędzia (materiały: brąz, srebro, złoto, ceramika, szkło). Brązowy dzban z tej kolekcji jest w formie bardzo podobny do dzbana z Kretomina (ten już bez ornamentyki). Zdjęcie wykonał Lennart Larsen, Muzeum Narodowe, Kopenhaga).

Hoby Lolland Nationalmuseet Copenhagen

Pochodzący od czasów antycznych po wczesne średniowiecze skandynawski spadek kulturowy na Pomorzu, a także w innych regionach Polski, jest rezultatem trwających mniej lub bardziej intensywnie, ale nieprzerwanie od epoki brązu (kultura unietycka), relacji ludów skandynawskich z kulturami śródziemnomorskimi i orientalnymi. O ile można uznać, że część tych zabytków patynowana jest słowiańskością przez fakt ich wyprodukowania lub złożenia wśród ludów słowiańskich, o tyle próby „podrabiania” ich naciąganą argumentacją na słowiańskie pochodzenie, kiedy słowiańskość na tych ziemiach dopiero się rodziła i nie mogła wydać jeszcze takich owoców cywilizacji,  nie przynoszą moim zdaniem zaszczytu polskiej historiografii.

Fakt jest jednak taki, że dopiero  po zbudowaniu trwałych struktur państwowych i utrwaleniu się chrześcijaństwa w XI i XII wieku Polska i Pomorze zostały w pełni włączone w budowanie cywilizacji europejskiej. W tzw. Żywotach św. Ottona z Bambergu (Ebon – „Vita Priefligensis”) można dostrzec, że jeszcze na początku XII wieku trwałe były na Pomorzu lokalne struktury władzy (nobiles, potentes, primores), skupiające wokół siebie rycerstwo, związane więzami krwi (familia) lub inne zaufane osoby (amici, cognati). Te kręgi władzy, odpowiadające za obronę i handel na określonym terytorium oraz za przekazy kulturowe ze świata zewnętrznego – analogicznie jak wcześniej na Rusi, reprezentowały nie tylko stare rody słowiańskie, ale i moim zdaniem zasymilowanych i zeslawizowanych od wielu pokoleń Skandynawów. Niespotykana wśród innych ludów europejskich ruchliwość Wikingów sprzyjała za ich pośrednictwem przenikaniu nowych idei między tymi ludami. Wykonany w Anglii, a zlecony przez Wikingów z Normandii Gobelin z Bayeux (kolejny fragment poniżej) jest przykładem, jak wymiana idei między różnymi narodami sprzyjała rozwojowi kultury. Trudno uwierzyć, że ten piękny fragment gobelinu, z niemal dzisiejszą, współczesną kompozycją linii, liczy już sobie prawie tysiąc lat.

Tapestry Bayeux stem stitch

Podstawowa ludność słowiańska, która siłą rzeczy – ze względu na początkową dopiero fazę rozwoju społecznego, bardziej asymilowała obce impulsy kulturowe, niż emanowała swoimi osiągnięciami na zewnątrz, zajmowała się rolnictwem, hodowlą i rzemiosłem, w „Żywotach” określeni jako mediocres, natomiast warstwa najuboższa to pauperes. Taki jest „l’état des lieux” społeczeństwa pomorskiego u zarania swojej państwowości w XII wieku: wielowarstwowy, wielokulturowy i wieloetniczny, a nie ubogi swoją jakoby homogenicznością etniczną (czystością rasy słowiańskiej?), w jakiej malują go dzisiejsi historycy.

Jak dalekie w przestrzeni i czasie było przenikanie motywów skandynawskich do naszej kultury świadczy ornament na XII-wiecznej posadzce w kolegiacie w Wiślicy, tak zwana Płyta Wiślicka. Sześć ilustracji poniżej zestawione są wyryte na niej niektóre elementy oraz zdjęcie fragmentu chrzcielnicy z Alnö w Szwecji, pochodzącej z początku XIII wieku. O tej ostatniej piszę w artykule „Klucz do zagadki z Jelling w szkatule z Kamienia Pomorskiego?„. Obydwa zabytki przedstawiają w charakterystycznej dla sztuki skandynawskiej, trwającej od końca okresu Vendel (VIII wiek) formie mitologiczne, pogańskie wyobrażenia tak zwanych chwytających zwierząt (ang. gripping beasts) – z wysuniętymi i rozczapierzonymi przednimi łapami.

Z tego samego okresu co Płyta Wiślicka w podziemiach kolegiaty zachowała się płaskorzeźba  w kamieniu wapiennym, przedstawiająca dwa gryfy chwytające za rozetę zwieńczoną krzyżem (foto: lucivo). W nawie kościoła jest także herb rycerski z godłem gryfa należący do rodu Gryfitów małopolskich, zwanych takżeSwiebodzicami – jednym z najstarszych i najsilniejszych dynastii możnowładczych w Małopolsce w XII-XIII wieku. Jan Gryfita (Janik) z tego rodu był ósmym z kolei arcybiskupem gnieźnieńskim, któremu przypisuje się wybudowanie konsekrowanej w 1161 roku kolegiaty w Tumie i ufundowanie Drzwi Gnieźnieńskich.

Dodajmy, że nazwa mitycznego gryfa, będącego godłem również pomorskich Gryfitów – dynastii książęcej na Pomorzu, pochodzi od starogermańskiego „*grīpaną„, a głębiej – od proto-indoeuropejskiego słowa *gʰreyb (łapać, chwytać). Oto być może jeden z dalekich pierwowzorów pomorskiego gryfa, gryf bizantyjski na emaliowanym złotym medalionie z VIII/IX wieku (średnica 4.2 cm, technika komórkowa i żłobkowa), oryginał w Muzeum Louvre Paryż.

Wislica gryfy kamienne ed1

W nawie kolegiaty wiślickiej, oprócz herbu rodu Gryfitów-Swiebodziców, znajdują się herby trzech innych rodów szlacheckich: Szeliga, Rawicz, Leliwa. Herb Szeligi zawiera półksiężyc, a herbem Leliwy jest półksiężyc z gwiazdą – stare symbole miasta Bizancjum. Ród Rawiczów jest także wschodniej proweniencji, chociaż łączy się go także z czeskim rodem Wrszowców. Wszystkie te cztery rody rycerskie o bizantyjsko-wschodnich korzeniach były zapewne fundatorami pierwotnej katedry romańskiej w Wiślicy z drugiej połowy XII wieku.

Griffon byzantin Louvre Paris ed2Najstarszy na Pomorzu znany symbol gryfa pochodzi z Kamienia z około 1124 roku, kiedy to biskup Otto z Bambergu wizytował to książęce miasto („civitats ducis„) – jak go określił Herbord (nieznany w polskiej Wikipedii) w swoim Dialogus de vita Ottonis episcopi Babenbergensis.  Wizerunki czterech gryfów zostały utrwalone na polichromowanej, odkrytej tam drewnianej misie, datowanej właśnie na początek XII wieku. Gryfy zostały regularnie rozmieszczone na czterech polach, rozdzielonych przez dwa pasy krzyżujące się na dnie naczynia. Symetria pasów tworzących znak krzyża sugeruje ich romański charakter; gryfy z wysuniętymi do przodu łapami są elementem typowym dla kultury wikińskiej. Charakter zabytku wskazuje, że należał on do elity społecznej, którą w owym czasie w Kamieniu tworzył dwór księcia Warcisława I.  Zabytek ten jest więc niemal o wiek starszy, niż pieczęć księcia Bogusława II z 1214 roku, uznawana jako najstarsze wyobrażenie gryfa jako herbu książęcego Gryfitów. Wizerunek gryfa używany był w oficjalnych dokumentach Gryfitów conajmniej od 1194 roku, jak wynika z opisu pieczęci na zachowanym odpisie z aktu darowizny księżnej Anastazji i jej synów Kazimierza II i Bogusława II dla kościoła mariackiego w Kołobrzegu.

 
Z wyobrażeń gryfa zamieszczonych w około 130 herbach miast i ziem w Europie większość dotyczy historycznych ziem Słowian nadbałtyckich – pomorskich i obotryckich (82 herby). Godłem gryfa posługiwał się m.in. książę lubiszewski (gdański) Sambor II, jak widać to na jego pieczęci z 1229 roku oraz szlachecki ród litewsko-kijowski Chodkiewiczów. Drugie największe skupisko gryfów istnieje na ziemiach Polski piastowskiej  – Małopolska, Kujawy i Śląsk (11 herbów), a trzecie we Francji – Bretania, Lotaryngia, Alzacja (6 herbów). Dzisiaj godło gryfa jest bardzo modnym elementem w logo uniwersytetów, banków i innych firm i klubów sportowych, głównie w USA i w Anglii. Gryfy zdobią także wejście do Sejmu RP od ul. Senackiej na tzw. domkach dozorcy, zbudowanych w 1822 roku za czasów Mikołaja Nowosilcowa, byłego członka rządu tymczasowego Królewstwa Polskiego i Rosyjskiej Akademii Nauk.

Warszawa Frascati gryf

Jak więc nasi dziejopisarze wytłumaczą autentyczne świadectwo istnienia „elementu skandynawskiego” wewnątrz dynastii Gryfitów, który podniósł wizerunek gryfa (chyba jednak nie z babilońskiej inspiracji, patrz niżej) do rangi oficjalnego herbu Księstwa Pomorskiego oraz wielu miast pomorskich, a za Eryka Pomorskiego przeniósł tą symbolikę do godła szwedzkiej prowincji Skanii? Powyżej zestawione są herby Skanii i Szczecina.

Herby Skanii i Szczecina

Griffin pendant ex Staraya Ladoga bronze L 3 cm State Hermitage MuseumNie muszą nic tłumaczyć, bowiem pomimo że na pieczęciach miejskich Szczecina jakie się zachowały od XIV wieku widnieje głowa gryfa, nie przeszkadza to naszym pisarzom dziejów „obwiniać” za herb szczeciński dopiero … XVII-wieczna dynastię Wazów, albo też uciekać z wczesnego średniowiecza w drugą stronę – w głęboką przeszłość, szukając genezy pomorskiego gryfa, uwaga … w Mezopotamii sprzed 5 tysięcy lat! Gdyby szukać analogii, czyż nie bliżej byłoby w czasie i przestrzeni do tego oto gryfa o bizantyjskich cechach, w formie zawieszki z brązu (dł. 3 cm), pochodzącej z X-XI-wiecznej Starej Ładogi (w zbiorach Muzeum Hermitage), czyli z okresu regularnych kontaktów handlowych Pomorza z wikińską Rusią?
A kto wie, może jeden z protoplastów dynastii Gryfitów, książę Świętobór – możliwy syn wspomnianego wyżej Siemomysła, albo już książę Warcisław I – ewentualny wnuk Siemomysła, mieli możność widzieć największe dzieło sztuki tkackiej ich czasów, jakim był Gobelin z Bayeux? Jego publiczna prezentacja odbyła się w 1077 roku w trakcie uroczystości poświęcenia katedry w Bayeux, w obecności samego Wilhelma (Williama) Zdobywcy.

Centralna scena gobelinu (23-cia), opisana jako UBI HAROLD SACRAMENTUM FECIT WILLELMO DUCI, przedstawia chwilę przysięgi składanej na dwa ołtarze (a może relikwie), których dotyka Harold II – przyszły król Anglii, Wiliamowi I – księciu Normandii (i przyszłemu królowi Anglii, zwycięzcy nad Haroldem w Bitwie pod Hastings). Tą inspirujacą scenę przyozdabiają m.in. gryfy – symbole walecznej i silnej władzy królewskiej, które przyjęli do rodzącej się w XII wieku w Europie symboliki heraldycznej założyciele pomorskiej dynastii Gryfitów.

Bayeux scene 23 UBI HAROLD SACRAMENTUM FECIT WILLELMO DUCI

W internetowej encyklopedii pomeranica.pl nie ma ani słowa o związku herbu Pomorza nie tylko z epoką Wikingów, ale w ogóle z wczesnośredniowieczną Skandynawią. Podobny désintéressement związkami pomorsko-skandynawskimi dotyczy także ekspozycji muzealnych. Z pierwszej połowy XI wieku pochodzi z Kamienia fragment kości wieloryba z napisem runicznym, przez niektórych historyków obanderolowany jako „import” – widocznie niezbyt „legalny”, skoro w latach 1980-tych zniknął z gabloty Muzeum Katedralnego w Kamieniu, aby trafić do „magazynu celnego” Muzeum Narodowego w Szczecinie (jak wiele wikińskich zabytków w innych muzeach w Polsce). Z tych samych powodów wiele odkryć archeologicznych nie doczekało się upublicznienia opracowań wyników badań wykopaliskowych, w oczekiwaniu na „zielone światło” tzw. autorytetów historycznych, wsłuchujących się w aktualne zapotrzebowanie polityczne.

Należy zauważyć, że zamieszczona w książce „Pradzieje Wielkopolski”, Poznań 2008, fotografia plakietki z poroża jako pochodzącej z grodu w Gnieźnie mylnie została zaklasyfikowana jako przedstawiająca wyobrażenie gryfa. W istocie jest to stwór hybrydowy uosabiający uskrzydloną postać lwa z oślimi uszami, podczas gdy wizerunki gryfa przedstawione są na dwóch płytkach glinianych z tego grodu, datowanych na XII-XIII wiek.

Posadzka z Wislicy ed4Powróćmy do wspomnianej wyżej Płyty Wiślickiej i chrzcielnicy z Alnö. Na bordiurze posadzki wiślickiej umieszczono kolejno dwa lwy, gryfa (połączenie orła z lwem), opasanego smoka, opasanego centaura (pół-człowiek, pół-koń), lwa i bazyliszka (skojarzenie węża z drapieżnym ssakiem). Na postumencie chrzcielnicy szwedzkiej są to cztery opasane lwy, a powyżej (niewidoczne na fotografii) węże, smoki i anioły. Czy muszę dodawać, że nasi historycy sztuki nie rozpoznają podłoża kulturowego zabytku z Wiślicy, ale koncentrują się na drugorzędnej, chociaż oryginalnej technice jego wykonania ?

Zabieg odwracania uwagi od pierwszorzędnych przedstawień figuratywnych określonego dzieła sztuki i przenoszenia jej na drugorzędną technikę jego wykonania jest w polskiej historiografii dotyczącej wczesnego średniowiecza dość powszechny, czego nie można inaczej tłumaczyć jak próbami ukrycia rzeczywistego źródła/kierunku wpływu kulturowego, jaki inspirował powstanie dzieła.

Zakłopotanie, jakie wywołują wśród polskich historyków i archeologów niektóre artefakty widoczne jest wobec tak zwanych Tabliczek z Podebłocia (koło Dęblina na Lubelszczyźnie), datowanych na IX-XI wiek. Te być może najstarsze wczesnośredniowieczne zabytki pisma słowiańskiego na ziemiach polskich nie doczekały się do dzisiaj kompletnego sprawozdania z dokonanego w 1986 roku odkrycia archeologicznego, co uniemożliwia ich rzetelną interpretację. Są to prawdopodobnie pochodzące z Rusi Kijowskiej inskrypcje prawosławne, chociaż przeważają spekulacje (z braku pełnej dokumentacji tych i im towarzyszących innych zabytków), że mają one pochodzenie grecko-bizantyjskie.

Kolejnym przykładem odwracania uwagi od istoty zabytku, jakim jest jego treść kulturowa, jest tzw.relikwiarz kruszwicki z I połowy XII wieku, w którym ewidentnie bizantyjska forma reprezentacji sceny Christofanii (objawienia się Chrystusa) nie budzi zainteresowania historyków, bowiem najważniejsze dla nich jest emaliowane tło tej sceny, wskazujące ich zdaniem – już bez szczegółowego uzasadnienia, na wpływy warsztatów szwabskich. Takie uzasadnienie byłoby jednak naukowo wymagane, jeżeli uwzględnimy że sztuka emaliowania przyszła do karolińskiej Europy właśnie z Bizancjum. A w przypadku Polski kierunkiem, z którego napływała do nas w X-XII wieku kultura bizantyjska była wikińska Ruś Kijowska. Oto ta scena.
Relikwiarz kruszwicki

Tak samo nasi badacze, mimo charakterystycznej wschodniosłowiańskiej cyrylicy, eliminują ruskie pochodzenie relikiwii Sw. Krzyża (tzw. stauroteki) z kolegiaty w Tumie (przełom XI/XII wieku), a znajdują w niej „proweniencję bizantyjsko-wenecką”. Uzasadnieniem ma być fakt, że wizerunek Chrystusa i stojącej obok Marii Panny i Jana Ewangelisty na wieku relikwii tumskiej był prawdopodobnie wzorowany na pochodzącej z Konstantynopola, o całe stulecie starszej staurotece (z greckim, a nie staroruskim liternictwem), której górna i dolna obwódka (i tylko obwódka) przypomina podobną zikony św. Michała z bazyliki św. Marka w Wenecji. Tego ostatniego elementu „weneckiego” brakuje na relikwii z Tumu, więc nie wiadomo, w czym jej weneckość miała się przejawiać. Płytki czołowe stauroteki tumskiej i konstanynopolskiej zestawione są poniżej (odpowiednio po lewej i prawej stronie). Ta pierwsza zawiera na krzyżu nad głową Chrystusa typowe dla christogramów tworzonych na Rusi Kijowskiej litery ICXC, w odróżnieniu od christogramów bizantyjskich z literami ΙΣΧΣ.

Czyż nie trzeba było dokonać wielkiej ekwilibrystyki, aby widzieć w tumskiej staurotece wpływ kulturowy z Konstantynopola a nawet z Wenecji, a nie zauważyć bliższego czasowo i przestrzennie – tego z wareskiego Kijowa? Czy zawiodło mędrca szkiełko, czy jego oko?Tum & Constantinople staurothecas
Wypada tutaj przytoczyć jeszcze jeden przykład wplatania się motywów sztuki wikińskiej w powstającą w Polsce w XI wieku sztukę chrześcijańską. Jest nim datowany na ten wiek, wykonany z brązu, złocony nodus (pogrubienie) pastorału z opactwa benedyktyńskiego w Tyńcu. Przedstawia on cztery fantastyczne ssaki (lwy), o cechach gryfa, z łapiącymi ogon dziobami oraz cztery ptaki (gołębie) – z książki „U źródeł Polski średniowiecznej”, Witold Hensel 1974 – kolorystyka moja. I w tym przypadku historycy sztuki pomijają próbę interpretacji przedstawień figuratywnych tego zabytku, a zwracają uwagę na piękno ottońskiego liternictwa cyzelowanego na pierścieniu poniżej nodusu: „Omnis Potestas a Deo” (wszelka władza pochodzi od Boga).
Tyniec nodus pastoralu ed1

Przychodzi tutaj na myśl refleksja, że dwuwiekowa mieszanka kulturowo-społeczna Wikingów z Polakami w okresie X-XI wieku mogła pozostawić wśród nas do dzisiaj pewną niezatartą rysę charakterologiczną – mitomanię. Ale także waleczność i swarliwość. W mniejszym stopniu zaś, jak historia naszego kraju na to wskazuje – umiejętności handlowo-negocjacyjne i polityczno-dyplomatyczne, których do dzisiaj w Wikingach nie dostrzegamy. Ale to już temat dla socjologii historycznej.

Dotychczas zebrane i nadal odkrywane w Europie, w Polsce i na Pomorzu źródła archeologiczne niezmiennie potwierdzają fakt nie tylko wyraźnego współistnienia wśród Słowian zachodnich, obok ich własnych tradycji i dorobku przyniesionego z ich wschodniej macierzy, także obcego dziedzictwa kulturowego, bądź to zastanego przez Słowian w miejscu ich nowego osiedlania się pomiędzy Łabą i Wisłą od VI wieku n.e., bądź też nabywanych przez kolejne wieki nowych elementów kulturowych od ludów, które na te ziemie nadal przybywali i asymilowali się w żywiole słowiańskim. Dlaczego dzisiaj, gdy już nie ma zagrożenia eksterminacji Słowian, czy to dla przeciwstawienia się Germanom, Indianom i Eskimosom będziemy nadal odwoływać się – i to często w sposób propagandowy, żeby nie powiedzieć prostacki, tylko do naszych korzeni słowiańskich, a nie głębiej i szerzej – do silniejszych korzeni europejskich?

Lewis chessmenPrzenikanie kultury skandynawskiej nie tylko do Polski, ale i do innych zakątków Europy, dokąd wcześniej dotarli Wikingowie, trwało jeszcze przez XII i XIII wiek. Znana wśród Skandynawów od V wieku, a spopularyzowana od VIII wieku przez Wikingów gra planszowa Hnefatafl, została stopniowo zastąpiona przyniesioną do Rusi przez Waregów z Persji i świata arabskiego i rozpowszechnioną w XI-XII wieku grą w szachy, nazwaną przez nich Skaktafl (Skálatafl). Dotarła ona ze Wschodu do Sandomierza, najpóźniej w XII wieku, potem do Kruszwicy i Inowrocławia. W Sandomierzu, obok innych śladów obecności wikińskich elit, zawierających m.in. szklane paciorki, srebrne ozdoby, bransolety z końcówkami z głowami węży, w 1962 roku znaleziono 29 figur szachowych w arabskiej, abstrakcyjnej formie, wykonanej z poroża jelenia. Pojedyńcze piony i figury szachowe, chociaż możliwe także jako elementy gry Hnefatafl, z okresu XI-XIII wieku znajdowano także w Wolinie i Wrocławiu (XI wiek – być może najstarsze ślady szachów w Polsce), Szczecinie, Kołobrzegu, Santoku, Międzyrzeczu, Gdańsku oraz w Krakowie i Miliczu (obydwa XIII wiek). Wikingowie powrócili do perskich, realistycznych kształtów figur, a przykładem ich kunsztu są skandynawskie figury szachowe z Hebrydów (The Lewis Chessmen) z końca XII wieku (foto: Fred Eng, British Museum).

Problemem polskiej szkoły historycznej jest tkwienie jej trzonu nadal, wbrew obiektywnemu dorobkowi archeologii, w micie „od tysiącleci” trwającej słowiańskości naszych ziem, a przy tym nieuznawanie poważnego, jeżeli nie decydującego wpływu kultury skandynawskiej na otwarcie się wschodnich i zachodnich Słowian na świat, na powstanie na Rusi, Pomorzu i Połabiu zalążków miast oraz na ukształtowanie się zrębów państwowości wśród niektórych plemion słowiańskich.

Postawa taka może wynikać z naszego nieuzasadnionego, a dość trwałego kompleksu i obawy, że „świat” może odbierać Słowian jako ludzi mniej zdolnych, słabszych, po prostu „gorszych”, aniżeli na przykład zachodnich Europejczyków; jako tylko odbiorców a nie także jako twórców wyższej kultury. Niezmiennie ignorujemy uniwersalny fakt ewolucji kulturowej każdego człowieka i całych społeczeństw – zależnej bardziej od uwarunkowań otoczenia, w jakim żyją, a nie od rasistowskiego i pozbawionego podstaw naukowych kryterium pochodzenia etnicznego czy „barwy krwi”. Ta ignorancja wciska wielu historyków w koleiny źle pojętej obrony słowiańskości, kosztem odejścia od metod naukowych i uczciwości warsztatowej. Pozytywnym przykładem świeżej, ożywczej myśli i odejścia od pozanaukowego paradygmatu, w którym tkwi nasza historiografia, jest praca Marka Kazimierza Barańskiego „Dynastia Piastów w Polsce”, PWN 2006.

Czerpanie z obcych wzorców w historii narodu polskiego, w oczach naszych historyków jakoby umniejsza nasze własne zasługi i naszą wartość, podczas gdy historia świata pokazuje, że jest odwrotnie – do głosu dochodziły te społeczeństwa, które umiejętnie wykorzystały dorobek innych, starszych kultur, na przykład (żeby nie sięgać zbyt daleko): Etruskowie i Rzymianie wykorzystali i rozwinęli osiągnięcia cywilizacji greckiej,  wczesnośredniowieczni Europejczycy wykorzystali spadek cywilizacyjny m.in. po Celtach, Rzymianach i Bizantyjczykach. Jak przykładowo Wikingowie przejmowali niektóre techniki haftowania z kultury bizantyjskiej i koptyjskiej (np. ścieg zwany stem stitch), wykorzystane m.in. we wspomnianym wyżej Gobelinie z Bayeux (fragment z detalami poniżej).
Normands sur le tapis de Bayeux

W konsekwencji zapominamy, albo nawet nie chcemy wiedzieć, że siła kulturowa Normanów wypływała z nieprzerwanej akumulacji dorobku cywilizacyjnego ich przodków, mieszkających niezmiennie w tym samym siedlisku, ekumenie „od zawsze”, czyli od zasiedlenia Skandynawii przez neolitycznych Indoeuropejczyków. Jest to proces społeczny zwany kumulatywną ewolucją kulturową, o czym wspominam w artykule „Kultury pierwotne na Pomorzu„. Podczas gdy ich „kryjówki” na zimnej Północy nie były raczej przez obcych niepokojone, atakowane, to ich przyciągał majątek, dorobek i kultura ludów południowych. Ostry klimat wymuszał na nich odwieczną ruchliwość, pogoń za nowym, ale i potem często powrót do „home sweet home„.

Podróże kształcą, więc powroty wzbogacane były o coraz to nowe, przyswajane od obcych,  elementy kulturowe. Wikingowie, jak każdy inny naród,  nie byli sami w sobie genialni, ale umieli podpatrywać, „ściągać” (a potem sumując zebrane doświadczenie, ulepszać) ze świata arabskiego, bizantyjskiego, zachodnioeuropejskiego jak handlować, jak wyrabiać dobrą stal, jak upiększać granulacją biżuterię, jak lepiej w podróży wykorzystać astronomię itd. Nie ma w tym żadnych, wyłącznie ich wewnętrznych, nadzwyczajnych przymiotów, ale też nie ma ich „winy”, że byli pierwszymi Europejczykami, którzy na tak szeroką skalę wykorzystali obcy know-how. Tak jak nie winimy dzisiaj o to Japończyków, Koreańczykow i Chińczyków.

Rzućmy jeszcze okiem na tak zwany „Skarb Gnieźnieński”, który z uwagi na reprezentowaną w nim kulturę rodzącego się państwa polskiego, powinien być popularyzowany w każdym polskim podręczniku historii. Niestety, popularyzowany jest tylko poza Polską, w książce „Le Moyen Âge florissant AD 911-1154”, w serii wydawniczej Reader’s Digest „Wielka historia świata”, 2013. Ilustracja zbioru artefaktów waresko-bizantyjskich odkrytych nie tyle w samym Gnieźnie, co w państwie gnieźnieńskim – z uwagi na brak odrębnego rozdziału dotyczącego Polski, została zamieszczona zgodnie ich pochodzeniem, w rozdziale zatytułowanym „Państwo Kijowskie – narodziny Rosji”.
Trésor de Gniezno

W swoim źle pojętym patriotycznym uniesieniu, nasza historiografia zdaje się coraz bardziej odbiegać od naukowych metod badawczych i  ewoluować w kierunku popularnej beletrystyki historycznej, dziejopisarstwa w stylu Galla Anonima – na zamówienie „dworu” albo pod komercyjnie sterowany popyt społeczny, „ku pokrzepieniu serc”. Lepiej byłoby odwrotnie: gdyby to „cukier krzepił”, a historia – jak każda nauka, oświecała. Jak kiedyś Wikingów, a dzisiaj inne przodujące cywilizacje. Czy oczekujemy od naszych historyków za wiele?

 

Źródło: http://prapomorze.blogspot.com/2015/03/manowce-historii-w-manowie.html, 12 marca 2015

Prehistoria, wczesne średniowiecze, archeologia, paleogeografia, geologia i historia naturalna Pomorza

 

MASOVIA: W dyskusji z polskimi prehistorykami żaden tytuł naukowy nie ma znaczenia, jeżeli ich zdaniem narusza się godność wybudowanej przez nich świątyni etnosu słowiańskiego. Stąd też aby nie zostać posądzonym o antysłowianizm, historycy zachodni nie podejmują otwartej polemiki z naszymi nawiedzonymi badaczami. Rolę recenzenta ujawniającego sprzeczności w pojęciach i sądach polskiej historiografii spełnia czas. W ciągu ostatnich dekad, nie skłaniani do tego przez nikogo spoza Polski, w oparciu o ten sam, obiektywny materiał archeologiczny, zdołaliśmy rozstać się z wieloma ideologicznie stymulowanymi, fałszywymi teoriami. Większość z nich nadal dekoruje kącinę zabobonów naukowych.

Przywołany przez Pana temat wczesnośredniowiecznego handlu wiodącego z Orientu na ziemie polskie, chociaż żywotnie dotyczy polskiej historii, nie wywołuje zainteresowania badaczy, bo trudno jest tutaj stworzyć teorię z udziałem słowiańskich „aktorów” w roli głównej.

 

Dariusz Czapiewski:  ‚Eistland’ odnosił się raczej do Prus niż do Estonii.

O wikińskim osadnictwie na Pomorzu świadczą też nazwy miejscowości:
– Oksywie (norm. „Głowa Wołu”)
– Hel (norm. „Pięta”)
– Jastarnia (bogini Easter)
– Rozewie (kaszb. Rozëft, norm. „Czerwona Głowa”)
– Rewa (??)
– podejrzewam tu także, że dawna nazwa Krynicy Morskiej czyli Łeb (w żródłach Liep) mogła być tłumaczeniem normańskiego słowa oznaczającego głowę (chodzi oczywiście o kształt wzniesienia jeśli się patrzy od strony morza)
– podobnie Ustka mogła być tłumaczeniem słowa normańskiego
– Duninowo (dawniej Dunowo)
– Wargowo
– Biesiekierz
– Rowokół (norm. Revekol, kulista góra)
– a także normańskie nazwy Szczecina, Wolina i Kamienia (?) – odpowiednio: Borstaborg, Jumsborg, Steinborg

Co do Gdańska bardziej jestem skłonny do uznania słowiańskiej genezy nazwy tego grodu, ten sam rddzeń co Gdynia i wyraźne „G” w pierwszych nazwach. Końcówka -ski/ska jest odziedziczona wraz z językami germańskimi po języku aryjskim. Występuje ona także u Słowian gdzie penetracja normańska była słaba lub jej wogóle nie było. W językach zachodniogermańskich, poza językami fryzyjskimi przeszła ona w końcówkę sch/sh np. Deutsch, English.

Warto też przypomnieć, że w języku kaszubskim występuje słowo Rugan oznaczające olbrzyma – być może ma ono związek z germańskimi Rugiami; a także słowo Stolëm/Stolim, będące skróceniem występującego w języku staropolskim słowa Stoliman, także oznaczającego olbrzyma, a brzmiącego podobnie jak lapońskie słowo Stalo, jakim Lapończycy określali wikingów.

Advertisements

4 komentarze do “Pradzieje Pomorza – Manowce historii w Manowie?

  1. Następna allo-germańska propaganda!!!
    Miano „wiking” jest określeniem zajęcia (np. piractwo). Pisanie miana „wikingowie” jest sugerowaniem, że był to jakiś lud lub naród. To tak, jak pisać stolarzy z dużej litery.
    Autor forsuje allochtoniczne pochodzenie Słowian w VI wieku. Obraża się na kosinizm, a sam go stosuje.
    Genetyka populacyjna nie potwierdza rewelacji autora.
    No i oczywiście „wikingowie” Słowianom wszystko zbudowali i nauczyli.
    Na skalistych i ubogich ziemiach Skandynawii, „wikingowie” mieli oczywiście wysokorozwinięte rolnictwo i tego rolnictwa nauczyli „przygłupich” Słowian. Ręce opadają.
    Autor zapomniał wspomnieć, że do Skandynawii sprowadzano masowo wysokowykwalifikowanych rzemieślników słowiańskich, bo bardzo ich tam ceniono.
    Zapomniał też autor wspomnieć o słowiańskich chąśnikach, którzy faktycznie władali basenem Bałtyku.
    Chąśnikom tym wikingowie nie wchodzili w drogę.
    Waregowie – Wręgowie to połabscy Słowianie.

    • W ogóle skąd pochodzi słowo wiking. Wiking to człowiek mieszkający w osadzie handlowej, przymorskiej.
      Nazwa wiking jest współczesna, dawniej na tych ludzi mówiono inaczej, ale korzystano z formatu WIK lub WAR (Ludy Słowiańskie właśnie nazywali Wikingów -> Waregami czyli ludźmi handlu). Dlatego automatycznie rozszerza to ilość ludów wikińskich.

      • Na Islandii słyszałem tłumaczenie, że „wik – vik” to zatoka (np.: Rejkiawik – dymiąca, parująca zatoka) , zatem są to ludzie mieszkający w zatokach – handlujących w zatokach.
        Może jeszcze jedna uwaga do: „rozszerza to ilość ludów wikińskich.”
        Raczej: „rozszerza to ilość ludów zajmujących się wikingiem”.

  2. Badania archeologiczne prowadzone przez niezindoktrynowanych naukowców wskazują jednak na istnienie słowiańskiego grodu na wzgórzu w Wolinie oraz czasowej bytności wikingów na tamtejszym podgrodziu. Tak więc to wikingowie wprowadzili się do Słowian, a nie jako pierwsi zbudowali dla nich gród.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s