Południca – Karel Jaromir Erben


POŁUDNICA
(z tomiku Bukiety)

Przy ławeczce dziecko stało,
darło się na gardło całe.
„Choćby tylko błysk to trwało,
zamilcz, cyganiątko małe!

Za minutę już południe,
Ojciec wraca już z pracy,
A ja wciąż mam zimną kuchnię,
bo ty złościsz się dla hecy!

Cicho! Masz wózek, huzara –
Baw się! – tam kogut leży”.
Lecz dziecku nie straszna kara,
Bach, bęc! W kąt nimi mierzy.

Matka wytrzymać nie może:
„A niech cię szerszeń sam –
Niech cię zabierze, bachorze,
Południca, ją zawołam!

Przyjdź po niego, Południco,
Przyjdź, weź tego złośnika!” –
Wnet dostrzega czyjeś lico,
ktoś lekko drzwi odmyka.

Skóra śniada, oczy dzikie,
postać niska, zgarbiona;
chusta, laska, nogi krzywe,
mowa – wichurze znajoma!
„Daj mi dziecię!” – „Jezu Chryste!
odpuść grzechy grzesznicy!”
Śmierć wnet uśpi serce czyste
ręką tej Południcy.

Podpełza do stołu z cicha
mara w cień spowita:
przerażona, ledwo dycha,
matula dziecko chwyta.

Przytula je, spogląda wstecz –
biada, biada dziecięciu!
Południca już blisko, lecz –
Nie da jej rady i pięciu.

Już wyciąga po nie rękę –
matka ściska ramiona:
„Na Chrystusową mękę!” –
Pada zmysłów pozbawiona.
Słychać dzwon – i drugi – trzeci,
biją południa tony.
Klamka drgnęła, z nóg leci
ojciec pracą zmęczony.

Matka nieprzytomna leży,
z piersią dziecię złączone:
kobietę ocucił jeszcze,
jednak dziecię – uduszone.

Reklamy

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s