My Słowianie: Opowieść o miłości i bratobójczej walce o serce kobiety, czyli Bogunka z jeziora Gopło.


11081025_358453067694883_5993660133668213727_nWieść prawi, że na goplańskim ostrowiu był majdan a na nim stała kurna chata. Tu mieszkała matka z córką, wielką krasawicą. Tymczasem zwołał kapłan starszyznę kraju by święte roki rozpoczęła u wielkiego kamienia Dadźboga ponad brzegami Gopła. Na to wezwanie zjeżdżają się ziemianie. Jadą trzej bracia władycy, a mianowicie: jedzie Bolesław wojowniczy, jedzie Siewier od Bachorzy rolnik i jedzie Lasota myśliwiec.

Ledwie ujrzeli goplańską dziewicę, aliści wszyscy trzej rozgorzali ku niej miłością i nabrawszy darów i wysławszy naprzód swatów powtórnie do niej jadą. Przy spotkaniu wzajemnym, zazdrość piersi ich rozpłomieniła i niebaczni, zapominając związków krwi, dobyli na się mieczy i bratobójstwem wszyscy trzej skalali swe ręce. A choć stado kruków szarpią ich ciała, to jednak wiatr krwi bratniej nie zwieje, ani deszcz nie spierze, ani wymrozi mróz, ani słońce wypiecze. Bratobójcom trudną jest droga do nieba, więc późnym wieczorem wyłażą z grobu strzygą, topielcem, upiorem i tumanią łowców, rybaków i wędrowców, tak długo, aż krwi trojga braci troistym mirem ktoś nie zapłaci.

 

Lasota gania złają na czarnego zwierza, to bierze na się skrzydła ptaka, to się w niedźwiedzia kudły odzieje i łowca zradnie wiedzie na zgubne kały. To się w klon lub jodłę przerzuci i szumi albo śmieje śmiechem sowim. Siewier psoty wyprawia na smugach Bachorzy, stada i skoty rozprasza, urok rzuca na zapłody i pomorem je gubi albo wężem wydaja wymiona krów, albo wycina kłos dżdżą, gradem i suszą na polach. Bolesław otrębuje wojnę i krwi ciągle żąda, zapowiada tę klęskę znakami i gwiazdą wieczorną, strach sieje na około lub stawiwszy się na biesiady rycerzy, wszczyna zwady i kłótnie by się krwią bójka skończyła.

A piękna Bogunka, co noc wzywa dla nich ratunku, ale dla ludzi żyjących jest zgubą, bo rybaków ukazując się im w bieli wabi na wodę i topi, myśliwców również w postaci łani przynęca i tumani uchodząc lasami ku jezioru. Do chaty zaś, gdy się pokaże w niej i zasiędzie między prządkami lub gospodarzyć pocznie, wnosi nieszczęście. Samobójczyni, usłała sobie ona z goplańskiej topieli wiekuiste łoże i na mokrej pościeli zasnąć nie może spokojnie dopóty, aż póki krwi trojga braci troistym mirem ktosiak nie zapłaci.

Topielcy znów wszelacy leżą zasypani żwirem na dnie jeziora, mając oblicza odkryte i ku niemu obrócone, jakby szukały promienia światła. Dusze ich błąkają się w bezdennych toniach, to na powierzchni, a czuwa nad nimi Nija. Któryż z nadbrzeżnych mieszańców mieszkańców nie widział owych widm fantastycznych, nie słyszał nocnego śpiewu zmieszanego z szumem fali, grą wiatrów i jakoby brzmieniem dalekim dzwonem.

A Gopło corocznie swój haracz odbiera, corocznie ktoś w nim utonąć musi…

 

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s