Podanie o zmorach


10846062_321718928034964_983214426600497340_n
Mory i morusy to już tak się urodzą, a morusów poznaje się, tak jak i ciatów (ciota), po brwiach w jedną linię złączonych, a czarnych. Dlatego też lud mówi: czarny jak morus. Są to pół ludzie, pół duchy, można by powiedzieć. Bo kiedy ich godzina nadejdzie (od północy aż do trzeciej godziny rano), to ciało zostaje na łóżku, a duchowa połowa śpiącej mory lub morusa idzie i dusi (gniecie) ludzi, a w braku tychże, albo skoro im tak dano – drzewa, ciernie i wodę.

Jak tylko przetrzyma mora swoją godzinę, tj. skoro jej przeszkodzą, że wyjść nie może, aby dusić, np. jeśli przy nie rodzice czuwają, albo spać jej o tym czasie nie dają, to ciężko bywa chorą a nawet umiera.

Mory zabierając się do duszenia ludzi, nie wiedzą o tym na jawie, czynią to bowiem we śnie, przybierając postać rozmajitych zwierząt, a najczęściej kotów. Mora taka wszedłszy którędy bądź, już to oknem, już drzwiami, już dziurką od klucza, sadowi się człowiekowi w znak leżącemu na piersiach, a człowiek natenczas ani się ruszyć, ani też mówić nie może. Wkłada óna swój język w usta duszonego, a biorąc jego język ssa zeń krew nieszczęśliwej ofiary, która wskutek tego rano budzi się znękaną i wynędzniałą.

Rozmajite ma lud przeciw morom środki, z których najpospolitszym a używanym szczególniej przez parobczaków sypiających po oborach i stajniach, dokąd naturalnie mora ma najłatwiejszy przystęp, jest między innemi i ten, iż kiedy ocknie parobczak, w tej chwili właśnie w której go mora dusiła, natychmiast porywa za nóż i utyka go mocno w drzewo swego łóżka. Tym sposobem przebija morę, którą albo rani, albo czasem nawet i zabija, i znachodzi rano wybladłego trupa, przytwierdzonego do łóżka.

Niektórzy wieśniacy, idąc spać, zakładają sobie ręce na piersiach na krzyż, dla odwrócenia mory. Skuteczniejszy atoli ma być sposób ten, że oblepiwszy dzbanuszek nowy ciastem, pod poduszki go sobie podłożą. Mora w tym razie nigdy się nie ukażę.

Raz mi też opowiadał jeden staruszek, co chodził po żebrocie (mówiła Frąsiowa z pod Kurnika), że podsłuchał przypadkiem, jak sobie córki jednego gospodarza w nocy opowiadały. On nie spał, a one nie wiedząc o tem, tak mówiły: „O jak mnie też to piersi bolą, takem tę fojne dusić musiałą”, A cóż tam tobie, mówi druga, ale ja biedna! musiałam cały czas wodę dusić, i takem się zmaczała i uziębiła, że ledwom żywa. To tam nic jeszcze z tobą, rzecze trzecia, ale mnie najgorzej. Ja dusiłam ciernie i takem się pożgała, że mi krew zewsząd ciecze”. Kiedy gospodarz rano córki do roboty budzi, ozwie się żebrak: dejcie im spokój miły gospodarzu, ady one dosyć zmęczone. I powiedział wszystko co słyszał. Zafrasował się ojciec, a pragnąc, żeby przynajmniej córki jego nie tłukły się gdzieś daleko od domu po pustkowiach, kazał ściąć sosnę i przywieź na podwórze, kazał naciąć ciernia i złożył też na podwórzu, kazał kupić wannę i napełnić ją wodą, A gdy się to działo, sam czuwał przy córkach, aż prawie do rana. Ale cóż się stało? Na białym dniu wszystkie trzy córki już nie żyły, bo przetrzymał swoją godzinę.

Przypominamy naszą zmorę:

https://www.facebook.com/etnoslow/photos/a.170413829832142.1073741827.170257696514422/202769039929954/?type=3&src=https%3A%2F%2Ffbcdn-sphotos-c-a.akamaihd.net%2Fhphotos-ak-xap1%2Fv%2Ft1.0-9%2F1896792_202769039929954_1763963220_n.jpg%3Foh%3D5b1ce496ad6c4754d49acbd5cc9cfd59%26oe%3D55092E88%26__gda__%3D1426119073_c8ae3ac8c324d681a0f1c96d740cd958&size=720%2C562&fbid=202769039929954

Źródło: O. Kolberg, W. Ks. Poznańskie
Obraz: Johann Heinrich Füssli, Nocna mara

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s