Wierni czterem twarzom – artykuł z 1970 roku


„…Światowid jest bo jest. Ten tylko widzi światowida, kto go ma w sobie. Gość sławny w dom – Światowid w dom. Światowid na wschodzie i na zachodzie, na południu i na północy, na niebie i na ziemi, w wielkim kole wszechświata…”

Nie podejrzewamy, że niejedni – żyjąc między nami, wtopieni w dwudziestowieczną cywilizację – mają swój odmienny, pilnie strzeżony przed obcym, niezmienny od tysiącleci świat, który – zdawałoby się – dawno już nie istnieje.Na zwyczajnej ulicy warszawskiej, chrzęszczącej śniegiem pod nogami, rodzą się wizje pradawnych wierzeń, uważanych za wygasłe przed wiekami. Kultów jeszcze żywych. A może nadal żywych?

– Z niemieckiej strony coraz silniej wciskał się nowy, obcy obyczaj i niszczył stary, sławiański. Mówi się teraz: „Słowianie” – to niezupełnie tak. Powinno być „Sławianie” – od sławy… Dawniej było przecież inaczej… Piasta Kołodzieja, najwyższego godnością człowieka w rodzie, słuchano i proszono o radę. Pod strzechą przechowywano skrzętnie podania, świadczące o wierze ojców i pradawnym obyczaju lechickim.

Świętym prawem Prasłowian, którego naruszenie karano z całą surowością, był nakaz „gość w dom – Bóg w dom”. Lechita, wychodząc z domu, zostawiał drzwi otwarte. Na stole nakrytym białym obrusem kładł chleb, masło, mleko i miód, nie opodal stawiał naczynie z wodą do mycia i płótno do wycierania. Każdy podróżny mógł wejść do takiego domu, posilić się, umyć i odpocząć. Życie płynęło Słowianom spokojnie na pracy, modlitwach i wesołych zabawach.

– I było tak, dopóki nie najechał naszych ziem Germanin, niosąc chrzęścijanizm na ostrzu mlecza – mówi dalej mój główny rozmówca, Władysław Kołodziej, jeden ze współczesnych Polaków,- którzy wierzą w Światowida – prasłowiańskiego boga o czterech twarzach.
– Lechicka wiara nie umarła – zaznacza pan Władysław. – Przegraliśmy walkę z rabunkiem, mordem i pożogą, okrutnymi prześladowaniami nietolerancyjnego chrystianizmu, ale nie zginęliśmy, bo nie może zginąć Bóg jedyny nad światem całym, Światowid, który jest i jak był niegdyś, tak będzie zawsze. Kult przodków każe nam miłować Ojczyznę, tradycję, prawdę i piękno.

Przekazy wczesnośredniowiecznych kronikarzy, takich jak Helmold czy Saxo Grammaticus, pozwalają na stworzenie obrazu i kultu boga północno-zachodnich Słowian doby przedchrześcijańskiej. Centrum wiary Światowida była Arkona na skalistej Rugii (jak mówi druh Kołodziej – Roji). Arkona, obecnie wioska Altkirchen, wznosiła elę na szczycie wyniosłego przylądka i była naturalnym grodziskiem, otoczonym z trzech stron urwiskami skalnymi; z czwartej strony chroniona była wielometrowym murem. W samym środku grodu stała kątyna – drewniana świątynia Światowida. Wewnątrz niej znajdował się ogromny posąg Światowida, wykonany z różnych rodzajów drzewa, mający na czterech szyjach cztery głowy. Brody i wąsy każdej z głów były krótko przystrzyżone. W prawej ręce trzymał róg wykonany z różnych metali, lewą ręką wspierał się o biodro. Obok posągu stało siodło, uzda i czaprak białego konia poświęconego Światowidowi oraz niezwykłych rozmiarów miecz o srebrnej pochwie i rękojeści. Uroczystość na cześć Światowida odbywała się przy końcu żniw i wtedy zjeżdżali się wierni ze wszystkich stron. Najwyższy kapłan, Piast Kołodziej Koła Świętego Światowida, wróżył z mniejszej lub większej pozostałości miodu, w rogu trzymanym przez posąg, o przyszłorocznych urodzajach. W skarbcu świątyni nagromadzone były całe stosy drogocennych przedmiotów. Król duński, Waldemar II, najechał w 1168 r. Rugię i skarbiec złupił. Dwaj Jego rycerze Esbernus i Suna zwalili drewniany wizerunek Światowida na ziemię, po czym kazali porąbać i zużyć na podpałkę.

– Światowid był czczony w dawnej Lechii Jako Bóg Najwyższy, jedyny – kontynuuje Piastun świętego Koła – Lechici byli wyznawcami. Jak wy to teraz nazywacie, monoteizmu. W kątynach i na łonie natury stały posągi Światowida oraz sławnych wieszczów i wieszczek, drzewidów i dziewanien, dąbrowidów i dąbrowien – a więc po prostu pomniki, poświęcone wielkim ludziom: Trygława, Łady, Dadźboga, Swarożyca. Obcy, nie znający wiary Światowida, uznali pomniki za posągi bogów. Lechici nigdy nie byli bałwochwalcami! Nawet posągu Światowida nie uznawali za jakąś świętość…

Według tradycji dochowanej do czasów dzisiejszych, sama nazwa „Światowid” oznacza między innymi „Wida świata”, czyli „Ducha świata”. Samo słowo „Wid” znaczy zarówno „widok” jak i „duch”. A więc światowid, który patrzy na wszystkie cztery strony świata według jego czcicieli, jest nie tylko duchem, lecz widokiem świata – personifikacją natury przez duże N. Dlatego też jego wyznawcy tak zapamiętale ubóstwiali i otaczają nadal boską czcią cudowne źródła, bory gaje, uroczyska, święte drzewa (dąb, buk, cis, grab) i kwiaty (dziewannę, wrzos, szarotkę). Pozdrawiają wschody i zachody słońca, nów i pełnię księżyca, niebo gwiaździste. Autorzy „Żywotów św. Ottona” podają między innymi, że w Szczecinie stał „dąb ogromny i liściasty, a pod nim źródełko najprzyjemniejsze, które prosty lud, uważając za święte – w wielkiej chował czci”, a o Ślęży tak pisze Thietmar:
„Owa góra wielkiej doznawała czci u wszystkich mieszkańców z powodu swego ogromu i przeznaczenia, jako że odprawiano na niej przeklęte pogańskie obrzędy.”
Posąg Światowida miał cztery twarze. Wierni mu jeszcze dziś ludzie widzą w tym fakcie symboliczne wyobrażenie czterech stron świata, czterech pór roku, czterech żywiołów, czterech odmian życia (narodziny, młodość, starość, śmierć), czterech światów (mineralnego, roślinnego, zwierzęcego, ludzkiego), rodziny złożonej z ojca, matki, syna i córki.

Czciciele światowida żyją więc w Polsce do dziś. Ilu ich jest w sumie, bardzo trudno odpowiedzieć w obecnym stanie rzeczy (wyznawcy światowida nie są wyznaniem zarejestrowanym). Są bowiem rozproszeni po całym kraju, skoncentrowani prawdopodobnie w rejonie Gór świętokrzyskich, Puszczy Białowieskiej i innych terenów, gdzie lasy występują w obfitości i gdzie były ośrodki sprawowania kultu przedchrześcijańskiego. Wiara ta bowiem jest przekazywana z ojca na syna z zachowaniem całego rytuału uznanego właściwie za wygasły. W Warszawie jest ich kilku, w Krakowie też chyba tylu, a może kilkunastu, w skali całego kraju – może kilkuset. Niewykluczone jednakże, że jest więcej.

Ukrywają się, pilnie strzegąc swej, tajemnicy, chronionej z taką pieczołowitością przez setki lat. Gdzieś głęboko w puszczy, zatopiona na dnie jeziora spoczywa umieszczona tam przez niewiadomą z miejsca pobytu wyrocznię, działającą nieprzerwanie przez wieki -kronika święta Lechitów. 0 miejscu ukrycia kroniki wiedzą tylko nieliczni wy-brani spośród wiernych… Tajemnicy nie zdradzą.

Jeśli opierać się na informacjach najwyższego wśród nich dostojnika są bardzo różni. Od inteligencji do mieszkańców wsi jeszcze nie zelektryfikowanych. Ci pierwsi mieszkają w większych miastach. Do najwybitniejszych swych przedstawicieli (o których mówią) zaliczają Ignacego Kraszewskiego, który za „Starą Baśń” otrzymał bardzo wysoką godność wieszcza. Wieszczką została Natalia Dzierzkówna, autorka powieści „Witeź Iwo”, pisująca często pod pseudonimem Jerzy Orwicz. Wieszczem, a także drzewidem był profesor Politechniki Lwowskiej -Jan Sas-Zubrzycki; drzewidem był wielki okultysta okresu międzywojennego – Karol Chobot, także poeta i filolog Tadeusz Pietruszka. Najwyższym wśród drzewidów – drzewidem Puszczy Białowieskiej jest żyjący obecnie jeden ze znanych matematyków. Nie sprawuje on co prawda czynnie swej funkcji i nie tyle program mistyczny go pociąga, co umiłowanie polskości i słowiańskiej tradycji, ale nie należy zapominąć, że czciciele światowida zawiesili czynną działalność w oczekiwaniu na dogodny moment „wyjścia”.

W okresie międzywojennym próbowali przybrać bardziej oficjalnie zorganizowane formy działalności. Wydawali szereg pism, z których na największą uwagę zasługuje „świat Ducha” redagowany przez Władysława Kołodzieja przy współudziale działaczy okultystycznych. W latach trzydziestych powstało w Warszawie Towarzystwo Literatów Lechickich publikujące „Lechicką Wiosnę”. Bezpośrednio po wyzwoleniu w latach 1946-47 ukazywał się „Kalendarz Słowiański”, zawierający między innymi katalog imion słowiańskich przypadających na dany dzień, opracowany prawdopodobnie na podstawie przekazów tajemnej kroniki leśnej wyroczni.

Czciciele Światowida ogromną wagę przywiązują do tradycji, co nierozerwalnie wiąże się ze skrajnym, wprost umiłowaniem polskości i słowiańskości w ogóle. Są bardzo antygermańscy i antyrzymscy, co w zasadzie można usprawiedliwić długoletnimi prześladowaniami i zniszczeniem przechowywanej w pamięci rodów wielkości. Są oni bowiem ściśle związani z własnym rodem, z klanem rodzinnym.

Z takiego właśnie starego rodu – jak twierdzi, wywodzącego się od samego Piasta – pochodzi główne źródło moich informacji: siedemdziesięciotrzyletni Władysław Kołodziej, który obecnie, po swoim ojcu jako Piast Kołodziej Koła Świętego Światowida sprawuje najwyższą kapłańską godność między wyznawcami boga o czterech twarzach.

Pan Kołodziej uważa, że wiara bez cnót nic nie jest warta. 0 zbawieniu człowieka decyduje nie wyrozumowane pojęcie Boga, lecz poziom etyczny człowieka, który trzeba stale doskonalić. Mir (pokój), miłość bliźniego, równość, braterstwo, męstwo, dzielność i poświęcenie dla ziemi ojczystej – decydują o wyzwoleniu z narodzin w światach niższych, o wejściu w krąg światów wyższych, gdzie nie ma cierpień i śmierci. Czciciele światowida wszyscy są sobie równi. Większym szacunkiem otaczają rodziców i bliskich krewnych, starców i kobiety oraz ludzi zasłużonych i zajmujących kierownicze stanowisko w społeczeństwie.

Nazywają siebie druhami i druhnami. Znakiem rozpoznawczym do niedawna była błękitna wstążka noszona w klapie marynarki lub sukni. Witają się i żegnają słowami: „cześć i sława”.

Godności są zasadniczo dożywotnie, jednakże nie jest wykluczone przechodzenie po hierarchicznych stopniach. Są to: boganin, boganka – stopień najniższy; wielbiciel, wielbicielka (prowadzą obiaty – nabożeństwa – dla małych grup); sławiciel, sławicielka (prowadzą obiaty na łonie przyrody); krzewiciel, krzewicielka wiary świętej wieszczów Światowida (rozpowszechniają wiedzę wśród otoczenia); ksiąd, kneźna wiary świętej, kołomira świętego, ogniska; witeź, witeźna chorągwi Lechitów, Polan itd.; dąbrowid, dąbrowa Światowida (twórcy dorobku artystycznego); drzewid, dziewanna światowida, Lechii, Sławii, gór, pól itd.; wieszcz, wieszczka (twórcy wiedzy świętej).

Jest jeszcze wiele stopni prowadzących do najwyższej godności: Piasta Kołodzieja Koła Świętego (Piasty Wieszczki Koła świętego), którym przysługuje przepiękny strój – długa, lniana lub wełniana biała szata przepasana złotym pasem, ozdobiona złotym kołomirem i bursztynowym naszyjnikiem. Obrzędowe szaty pozostałych kapłanów Światowida są podobne, różnią się tylko kolorem pasów i kołomirów oraz naszyjnikami. Wieszczce wyroczni przysługuje np. naszyjnik z jemioły i pas tęczowy.

Nazwę Piasta Kołodzieja – tej najwyższej godności kapłańskiej -wspomniany profesor Jan Sae-Zubrzycki objaśnia następująco:
„Nie trzeba atoli rozumieć tu pod tym wyrazem skrajnie użytkowych czynności, jakoby kołodziej oznaczał rękodzielnika, koła sporządzającego do wozu. Nie! Kołodziej w czasach przeddziejowych oznaczał świążczennika, tajemniczo związanego z czcią słońca pod postacią koła świętego z krzyżem pośrodku. To koło święte z krzyżem – to kołomir, znany u nas w sztuce grodziskowej, występujący po najstarszych popielnicach… krzyż w czwartaku nazywa się kątomirem…Wszędzie i zawsze mir w kole, które ma przypominać niebo, oraz mir w czwartaku, który ma przedstawiać ziemię. Koło z krzyżem równoramiennym…to znak święty.”

Każda z klas kapłańskich zwołuje co roku wiece (dwa-cztery), obowiązkowo na łonie przyrody. Najwyższy rangą jest wiec Koła Świętego Czcicieli Światowida będącego „kołem w kole”, ośrodkiem władzy duchownej, kręgiem kierowniczym. Przewodniczą w nim: Piast Kołodziej i Piasta Wieszczka. Wiece zwoływane są na początku wiosny, lata, jesieni, zimy. W czasie świąt Koło Święte posiada chorągiew barwy błękitnej ze złotym kołomirem pośrodku, która jest rozwijana w czasie uroczystości (…) i na wiecach czcicieli Światowida.

Niezmiernie interesujące są wyrocznie ukryte daleko wśród niedostępnych borów, otoczone tajemnicą nawet w stosunku do wyznawców boga o czterech twarzach.

– Ja sam nie wiem gdzie one są – mówi Piast Kołodziej – wyrocznie górskie i leśne utraciły łączność z Kołem Świętym dokładnie czterysta lat temu, ponieważ właśnie one były narażone na szczególnie barbarzyńskie prześladowania. A są skarbnicą naszej wiedzy i wiary trwającej długie tysiąclecia. W warunkach sprzyjających, kiedy będziemy wolni, wyrocznie wyjdą z ukrycia i ukażą światu prawdziwe skarby. Nasza kronika ma naprawdę wiele tysięcy lat…

Dwudziestowieczni wyznawcy Światowida nie zjeżdżają się teraz na wielkie wiece i ogólnopolskie obiaty na cztery doroczne święta (wiosny – Marzanny, lata – Kupały, jesieni – Dożynek i zimy). Dlaczego?

Wydaje się, iż ci ludzie – wierni czterem twarzom – lękają się nawet samego ujawnienia swoich świętości, lecz czego sie boją? Braku oficjalnego zrozumienia czy może wręcz kpin ludzi złośliwych? Pogardy i napieczętowania stygmatem pogaństwa – słowa bogatego w całą gamę współczesnych znaczeń? Bo któż dzisiaj pamięta, że nazwa „pogaństwo” powstała w starożytnym Rzymie po przyjęciu chrześcijaństwa, którego wpływy objęły przede wszystkim ośrodki miejskie. Wieś natomiast pozostała nadal wierna dawnym zwyczajom. Słowo „pagani” („wieśniacy”) stało się synonimem dawnej niechrześcijańskiej wiary.

Lechici ukrywają swą wiarę przed współobywatelami przez tyle lat, w pewnym sensie poddali się swoistej alienacji, możliwość powrotu „na światło dzienne” nieco ich obecnie przeraża. W czasie rozmów z nimi chwilami wydaje się wprost niewiarygodna żywotność pamięci o stoczonych przed wiekami krwawych walkach. Kiedy Władysław Kołodziej opowiada o życiu i o zniszczeniu religii Prasłowian w rugijskiej Arkonie czy o zbrojnej porażce Mścisława, odnosi się wrażenie, jakby czas cofnął się do epoki, kiedy szumiały dziewicze puszcze, a słońce i cała przyroda były bogiem; jak potem niszczono jawnie i podstępem posągi i wycinano święte gaje; jak płonęły drewniane gontyny; jak kapłani, chcąc ocalałe resztki zachowana dzień kiedy Światowid ukaże światu twarze swoje, szukali niedostępnych miejsc i tam wszystko ukrywali.
– To wszystko jest i świat się o tym kiedyś przekona – mówi z wielkim przekonaniem druh Władysław.

Posiada dar mówienia bardzo sugestywnego, pochłaniającego słuchacza. Może istotnie przeżywa wszystko, o czym opowiada. W jego słowach czas przeszły przewija się z teraźniejszym, w jednym kontekście mówi o okrucieństwach Brandenburczyka, o barbarzyństwach okupanta hitlerowskiego i o polityce Hakaty. A wszystko przeplata cytatami z księgi świętej Wiedzy Drzewidów. Stary, wielki jak dąb człowiek wprowadza słuchacza w swój świat, jakże odmienny od przedświątecznej atmosfery stołecznego miasta. W jego domu obowiązuje święta zasada -„gość w domu – Bóg w domu”, a gdy dorośnie mały synek, odbędzie się tu uroczystość postrzyżyn.

– Wróci Światowid, proszę pani, wróci… Pokaże twarze swoje, a wierni mu ludzie, którzy niczym haniebnym nie splamili swojej duszy, ukażą światu swe prawdziwe oblicze. Bo nie ma – tak dziś jak dawniej wśród nich takiego, któremu sprawa słowiańskiej Ojczyzny nie była najdroższą na świecie, którzy nie służyliby jej swoim sercem i swoją krwią. Wysłużyli już powrót naszych prastarych ziem – kolebki wiary światowida. Wyjdziemy z puszczy i zapomnienia, tylko że ja już może nie doczekam…

A jednak mimo wszystko Lechici odczuwają lęk przed wejściem „na arenę świata”. Żyją nadal w pięknym świecie marzeń, baśni i opowieści wiecznie żywych, momentami wprost niewiarygodnych, lecz przecież stanowiących treść i sens ich życia. Może podświadomie lękają się konfrontacji z bezlitosnym światem faktów, rzeczywistością autentyczną i prawdą XX wieku, wymierzaną przyrządami naukowymi i skrupulatnie katalogowaną – z dniem dzisiejszym, w którym nie ma już miejsca na bajki, nawet najpiękniejsze…

Z nakazu wiary miłują Polskę i pokój, chronią przyrodę, czczą tradycję (…). Mówią: „Lepiej być czcicielem starożytności i trzymać sie polskości, aniżeli zapominać o niej.”

Święte ich prawo głosi:
„Żyj prawdą, dobrem, pięknem i sławą.
Każdy człowiek szlachetny jest twoim bratem.
Nieś wysoko chorągiew swego człowieczeństwa.
Kochaj swoją Ojczyznę i bądź tarczą jej wolności.
Opiekuj się zwierzętami i roślinami, które są twoimi młodszymi braćmi.
Kto nosi to prawo w swoim sercu, ten jest mędrcem – współtwórcą lepszego i piękniejszego świata.”

Alicja Sienkiewicz, Wierni czterem twarzom”, tygodnik „Argumenty” nr 4(607), Warszawa 1970

Advertisements

1 komentarz do “Wierni czterem twarzom – artykuł z 1970 roku

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s