Bogactwo to nie złoto a godne przyjęcie gościa czyli rzecz o posiłkach Słowian


Bogactwo Słowian to zapełnienie się stołów biesiadnych w czasie uczt wydawanych na cześć gościa, gdyż plamą na honorze Słowianina było uchylenie się od obowiązku godnego przyjęcia gościa. Jednak w życiu codziennym stół słowiański prezentował się znacznie skromniej, przynajmniej w domach szerokich mas ludności.

Pożywienie było raczej monotonne i mało urozmaicone, wątpię by przypadło do gustu naszym współczesnym podniebieniom. Podstawę diety stanowiły produkty roślinne, mięso i  ryby nie tak jak dzisiaj były raczej składnikiem uzupełniającym. Najpospolitszym jadłem było proso, po obłuszczeniu w drewnianych stępach konsumowano ją jako kasze jaglaną. Lub w postaci prażuchy, zapiekanej w glinianych naczyniach zwanych prażnicami. Czy też w postaci różnych bryj i polewek, z rozgotowanej mąki o różnym stopniu zawiesistości, w zależności od zasobności domu. Nawet gdy z czasem powszechne i bardziej dostępne stały się zboża gatunków   szlachetniejszych. Mąka i kasza jaglana pozostały podstawą diety uboższych warstw ludności. Stosowano również odmiany zbóż szlachetnych jak pszenica, żyto czy jęczmień.

Przygotowywano je tak sam w formie ekonomicznych polewek lub wypiekano z nich na palenisku placki. Prawdziwy chleb z zakwaszonej mąki zdarzał się rzadziej i był raczej luksusem, gdyż wymagał odpowiedniego pieca. Doroczne święta religijne były świetną okazją do przerwania nudnej diety. Tak działo się na Rugii gdzie wypiekano olbrzymi kołacz przyprawiony miodem. Prawdziwe arcydzieło sztuki piekarniczej, kołacz tak duży, że arcykapłan mógł się za nim schować. Po wróżbach i uroczystościach kołacz był konsumowany przez zebraną brać plemienną.

Ważnym składnikiem diety były rośliny strączkowe, uprawiane w ogrodach. Najpospolitszy był bób rzadziej groch i soczewica. Słowianom nie obce były warzywa. Głównie marchew i buraki czasem cebula i kapusta, nawet koperek i ogórki. Tłuszcz pochodził z roślin oleistych takich jak mak, len i konopie. W latach mniej urodzajnych, czy też w rejonach mniej dostatnich. Zapasy uzupełniano wszystkim, co można było znaleźć na łące i w lesie i do garnka włożyć. Powszechnie gromadzono szczaw i barszcz. Także nasiona niektórych traw jak komsa i włośnica nadawały się w ostateczności do przygotowania kaszy i mąki.

W czasach naprawdę ciężkich nie gardzono perzem i żołędziami, które po odgoryczeniu  i starciu dodawano do mąki lepszej gatunkowo, w celu powiększenia objętości. Ważnym źródłem pożywienia Słowian był las, w którym nie tylko polowano, ale też zbierano grzyby, orzechy, jagody oraz owoce drzew dziko rosnących jak jabłoń czy grusza. W zamożniejszych osadach hodowano szlachetne drzewa owocowe takie jak śliwy, wiśnie, czereśnie także brzoskwinie wymagające większej opieki i wiedzy.

Potrawy mięsne sporządzano przede wszystkim z mięsa zwierząt  hodowlanych. Wśród nich pierwsze miejsce zajmowała oczywiście świnia, największy przyjaciel człowieka. W mniejszym stopniu korzystano z rogacizny i baraniny, na stół trafiała też konina  oczywiście tylko wtedy, gdy zwierze było stare i wysłużone. Zwierzęta hodowlane trafiały na stół dopiero w wieku dojrzałym. Ubój młodych osobników w ówczesnych warunkach hodowli był niesłychanym luksusem, wyjątkiem były mało wymagające prosięta mnożące się licznie w przydomowych  chlewikach. Wbrew dzisiejszej obiegowej opinii konsumpcja dziczyzny stanowiła raczej niewielki procent mięsa zjadanego  we  wczesnym średniowieczu.

Zresztą wraz z postępującą feudalizacją dziczyzna stała się przysmakiem feudałów rezerwujących sobie wyłączne prawo do polowań na grubego zwierza. Jadano też drób domowy jak kury rzadziej kaczki i gęsi, które były pochodzenia dzikiego. Osobliwą notatkę pozostawił nam arabski podróżnik Ibrahim  ibn Jakub, który stwierdził, iż  unikają oni drobiu, bo mięso to wywołuje u nich czerwoną wysypkę, chętnie natomiast jedzą mięso gęsi i krowie „bo to im służy”. Otto z Bambergu niemiecki misjonarz na Pomorzu miał zakazać Słowianom jedzenia padliny, picia krwi zwierząt i zjadania innych obrzydliwości. Na prawych chrześcijan został tam nałożony zakaz jedzenia razem z poganami i używania tych samych naczyń. Jeśli to prawda to  zastrzeżenia te dotyczyły tylko  pokarmów mięsnych, które zawsze budziły wiele wątpliwości  religijnych i sanitarnych. Myślę jednak, że niemiecki misjonarz wypisując takie  bzdury chciał być złośliwy i dopiec tym Słowianom, którzy nie chcieli przyjąć nowej wiary.

Ryby jadane były chętnie, zwłaszcza szlachetne gatunki jak łosoś, jesiotr i węgorz. Jednak z czasem połów tych ryb został ograniczony przez prawo książęce i pospólstwu zostały się poślednie gatunki ryb. Wszelkie rekordy mieli pobić rybacy ze Szczecina łowiąc w Odrze gigantycznego suma, którego misjonarze jedli dwa tygodnie. Nad Bałtykiem łowiono śledzia, którego eksportowano zasolonego w beczkach  na południe. Jeden z misjonarzy po latach pobytu na Pomorzu wspominał smakowite śledzie bałtyckie „gdybym powiedział, co myślę o ich zapachu i tłustości, mógłbym być posądzony o łakomstwo” Świeżość śledzi bałtyckich  docenili też wojowie Bolesława Krzywoustego, którzy po zdobyciu Kołobrzegu śpiewali:

Naszym przodkom wystarczyły ryby słone i cuchnące,

My po świeże  przychodzimy, w oceanie pluskające!

Niewiele wiadomo o nabiale, gdyż  ten rodzaj pokarmu nie pozostawił śladów archeologicznych. Tylko skorupki jajek wskazują, że i jajecznica lądowała na stole Słowian. W porze wiosennej podbierano, jaka dzikiego ptactwa. Jeśli trzymano bydło rogate to i produkowano masło, mleko i sery. Otto z Bambergu pouczał nowe owieczki w trzodzie chrześcijańskiej, aby nie jedli tak mięsa i nabiału w dni postne. Ceniący sobie dobre jadło misjonarze, widać nie byli do końca zadowoleni z lokalnych produktów, lub może z ich nie dostatecznej ilości. Z entuzjazmem powitali prezent od arcybiskupa duńskiego, statek wyładowany masłem. Co jest najstarszym dowodem eksportu tego słynnego produktu eksportowego Danii.

Wczesnośredniowieczni Słowianie pijali nie tylko mleko! Warzono kwas i piwo. Piwo warzono z jęczmienia przyprawionego chmielem. Chmiel w tych czasach pochodził raczej z dziko rosnących roślin a nie z hodowli. Piwo warzono po domach a potem także w karczmach. Był to napój pospolity w przeciwieństwie do miodu pitnego, stanowiącego trunek zamożnych  biesiadników godny samych bogów. Raz do roku na Rugii kapłan napełniał miodem pitnym róg, trzymany przez posąg Świętowita.

Żywotopisarz  Ottona z Bambergu odnotował, że Słowianie „wina nie maja ani go nie poszukują, gdyż miodne napoje i piwo przewyższają  wina falernijskie” w innym miejscu jednak wyraża żal z powodu braku wina i stwierdza, że ”gdyby ziemia ta posiadała jeszcze winną latorośl, figę i oliwke, poczytałbys ją za Ziemie Obiecaną” Chcąc zaradzić tej biedzie misjonarze sprowadzili winorośl, która Janek nie przyjęła się zbyt dobrze w chłodnym klimacie. Przyjął się za to swietnie zwyczaj pokrzepiania winem z importu. Import przypraw był mały w okresie wczesnego średniowiecza  i rozpowszechnił się dopiero w XII w. Gama smaków ożywiających przsne i mdłe potrawy sprowadzała się do trzech  tonów.

Słodyczy, którą zapewniał miód, kwasu pozyskiwanego z różnych roślin i  kiszonek oraz sól. Której było pod dostatkiem poza może latami wojen. Cenna sól stanowiła często srodek  płatniczy. Używano jej nie tylko do doprawiania potraw, ale też do konserwacji artykułów spożywczych. Sól pomimo swej powszechności pozostała w cenie,   szczególnie  od momentu, kiedy książęta zmonopolizowali produkcje i sprzedaż tego produktu. Z tego powodu częstym sposobem konserwacji żywności było wędzenie i suszenie ryb czy mięsa. A także kiszenie warzyw w drewnianych lub kamiennych kadziach.

Potrawy gotowano zazwyczaj w glinianych garnkach przystawianych do paleniska. Na stanowiskach archeologicznych, nie ma  bardziej pospolitego znaleziska niż skorupy glinianych garnków. Co wskazuje na szybki proces wymiany  zastawy stołowej. Ceramika Słowian musiała cieszyć się popularnością  wśród sąsiednich ludów, na co wskazują liczne znaleziska na skandynawskich stanowiskach archeologicznych. Znaleziska te datują się już od połowy VIII w aż do XIIIw. Zwraca uwagę ceramika  typu  Feldberg, wysokiej jakości, mocno wypalana, cienkościenna  należąca do grupy „baltic-ware”. Produkowanej przez Słowian osiadłych w Skandynawii lub przez miejscowych garncarzy skandynawskich pod silnym wpływem garncarstwa słowiańskiego.Dowodzi to, że Słowianie byli stroną aktywną w kontaktach z sąsiadami. I zaprzecza tezą jakoby Słowianie stanowili wyłacznie element absorbujący obce wzorce.

File 46400

Ceramika zawsze zdobiona była  ornamentami,  różniącymi się w zależności od regionu i lokalnej tradycji. Wśród przeważającej masy lokalnych wyrobów, archeolodzy odnajdują  importowane naczynia  z Nadrenii, Skandynawii czy Rusi. Rzadkim znaleziskiem są  brązowe kociołki przystosowane do zawieszania nad ogniem. Ugotowaną strawe jadano często wprost z naczynia, w którym je ugotowano. Misy i talerze wytoczone z drzewa należały do cenniejszych przedmiotów wyposażenia domowego. Używano łyżek niekiedy o bogato zdobionej rękojeści, nóż jako narzędzie uniwersalne używano tak do pracy jak do posiłku, o widelcach nikt wtedy jeszcze nie słyszał.

Kogo było na to stać mógł sobie pozwolić na sprowadzenie z zachodu,   kielichów z barwionego szkła. I zaimponować bogactwem oraz olśnić ich połyskiem swych gości Także  z importu pochodziła większość brązowych talerzy i mis. A  naczynia z kruszców szlachetnych jak złoto czy srebro,   należały wyłącznie do możnowładców. Stanowiły też wyposażenie świątyń. W czasie uczt urządzanych w świątyni. W imieniu Trzygława korzystali  z takiej zastawy kapłani i starszyzna miejska.

Uprawa roślin i prace polowe

Pora przyjrzeć się pracom w polu i roślinom, które uprawiali nasi przodkowie. Mimo, że lasy i wody były bogate i dostarczały ludności różnorakie dobra, najważniejszą gałęzią gospodarki Słowian było rolnictwo. Nawet na Rugii i Pomorzu tak mocno związanych z morzem głównym źródłem utrzymania były produkty rolne. Pozyskanie plonów wymagało olbrzymiego nakładu ciężkiej pracy. Było także niebezpieczne z powodu włóczących się po miedzach południc czasem duszących, drzemiących i  zmęczonych żniwiarzy 🙂

Wydajność pól była niska z powodu początkowo prymitywnych metod i technik uprawy. Dlatego nasi przodkowie cenili zboże na równi niemal z kosztownościami. W razie wrogiego najazdu zboże zakopywano starając się je ukryć. Wróg starał się spustoszyć pola i zagarnąć lub zniszczyć zebrane plony wiedząc, że zmusi w ten sposób najechanych do uległości. Wspomina o tym kronikarz w  Roczniku Fuldyjskim  w części dotyczącej walk Karola Wielkiego z Serbami Połabskimi

 „ …kiedy zniszczył zboże i pozbawił wszelkiej nadziei na  żywność, podbił ich raczej głodem aniżeli mieczem”

Podobne relacje o niszczeniu zasiewów przytacza Menander Protektor, bizantyjski  pisarz opisujący zmagania Bizantyjczyków i Słowian w VI w.

Najprostszym sposobem uprawy,  na terenach lesistych było wypalanie lasu. W tak użyźnionej ziemi tylko powierzchownie spulchnionej siano zboże. Przede wszystkim proso które dobrze udawało się w takich warunkach. Wypalony fragment puszczy uprawiano przez kilka lat aż do całkowitego wyjałowienia. Wtedy wypalano kolejny skrawek puszczy a stare pole stało odłogiem, porastając chwastem używane czasem jako pastwisko. Po kilkunastu lub kilkudziesięciu latach można było takie pole wziąć ponownie pod uprawę.

Na lepszych glebach od połowy X w stosowano bardziej zaawansowaną metodę trójpolową . Polegała ona na podziale całej ziemi uprawnej na trzy części, jedną obsiewano oziminą drugą zbożem jarym a trzecia pozostawiano ugorem. Następnego roku przesuwano  odpowiednie zasiewy na następne pole by po trzech latach powrócić do punktu wyjscia. Tak rotowana ziemia miała szansę odpocząć, dając lepsze plony.

Podstawowym narzędziem używanym do uprawy roli było radło. Radło spulchniało glebę do kilkunastu centymetrów, ryjąc bruzdę w ziemi, miało jednak wadę, nie odwracało skib. Tą ważną czynność zapewniającą dramatyczny wzrost wydajności uprawianej ziemi zapewniał pług wyposażony w lemiesz i odkładnicę stosowany od XIII w . Radło czy pług ciągniony był zwykle przez parę wołów rzadziej przez konie.

File 46668

Do schyłku X w jak już wspomniałem najczęściej uprawianym zbożem było proso. Wspomniał o tym Ibrahim ibn Jakub, który stwierdził.

„…Słowianie najwięcej sieją prosa”

Wiemy o tym także z wykopalisk archeologicznych w których plewy prosa odnaleziono w każdym stanowisku z epoki. Na czarnoziemach uprawiano pszenicę w kilku odmianach, jej obfitość na Pomorzu odnotował żywotopisarz Ottona z Bambergu. Żyto uprawiano rzadko, sytuacja zmieniła się w XI-XII wieku kiedy uprawa tego zboża upowszechniła się wypierając z pól proso. Przed upowszechnieniem się uprawy żyta, czasami wysiewano żyto wymieszane razem z pszenicą zabezpieczając się w ten sposób przed nieurodzajem pszenicy.

Zawsze powszechny w uprawie był jęczmień, zwłaszcza wielorzędowy. Owies pojawia się najpóźniej i początkowo w formie raczej przypominającej chwast niż zboże. Z czasem zapotrzebowanie na obrok dla wierzchowców spowodowało zwiększenie uprawy tej rośliny i polepszenie jakości.

Praca przy żniwach była zazwyczaj zajęciem kobiet, choć i mężczyzni w nich uczestniczyli gdy czas naglił lub pogoda groziła gwałtownym załamaniem. Zboże żęto żelaznymi sierpami z drewnianą rękojeścią, kosy wtedy jeszcze znano. Pewien rodzaj kosy o krótkim a szerokim ostrzu zwany półkoskiem służył tylko do koszenia trawy.

Czas żniw mobilizował wszystkich mieszkańców wsi, także w posiadłościach możnych wszyscy domownicy stawali do pracy  zdarzało się, że nawet pani domu imała się sierpa. Wiemy to z relacji misjonarzy prowadzących akcję chrystianizacyjną  w okolicach Kamienia. Odnotowali oni z oburzeniem, że nakazawszy ludności dzień swięty przykładnie swięcić  pewna bogata wdowa tak przemówiła do swej czeladzi wahającej się czy wyruszyć w pole.

„ …chodzcie zeżnijcie mi pola moje. Jest to przecież pożyteczniejsze niż próżniaczyć dla tego, nie wiadomo czyjego nowego Boga. Cóż mamy z nim wspólnego? Czyż nie widzicie, jakie dobra i jakie bogactwa dali nam bogowie nasi? Przez ich to hojność mamy pod dostatkiem wszystkiego, czego nam potrzeba, toteż porzucenie ich czci ciężką jest zniewagą. Chodzcie więc jak rzekłam sprzątać nasze zboża. A żebyście się mniej bali, przygotujcie mi wóz: sama udam się z wami w pola na żniwa”

Gdy dotarli na pole pani zakasała rękawy, podpasała suknię i zaczęła żąć zboże, wtedy to miał ja razić piorun cudownie objawiając moc Boga chrzescijan i karząc grzesznicę. Jak pisze dalej misjonarz.

„I  nie mogli jej wyjąć ani sierpa ani zboża z ręki stała bowiem niby gmach w ziemię utkwiony lecz wnet wyzionęła zbrodniczą duszę do ognia piekielnego”

Wbrew intencjom kronikarza opis ten stał się pierwszym opisem letniego dnia żniwnego na ziemiach Słowian. Podobne opisy powracają często na kartach Żywotów Ottona z Bambergu. Na przykład pod Wolinem  ogień miał spalić całe zboże scięte i stojące jeszcze na polu, karząc w ten sposób wieśniaków za prace w dzień swiętego Wawrzyńca tj 10 czerwca. Jakis czas potem misjonarze przyłapali ponownie parę wieśniaków pracujących w poniedziałek 15 sierpnia a wiec w dzień Panny Marii, zrugali ich za ten świętokradzki występek ale chłop ciągle się skarżył w te słowa.

File 46670

„wczoraj z powodu niedzieli nie wypadało pracować, a oto i dzis nakazujecie próżniaczyć. Cóż to za nauka, która ludzi każe odrywać od rzeczy niezbędnych i dobrych? Jak że więc będziemy mogli zebrać nasze płody? Myslę, że zazdrościcie nam naszych pożytków”

Także ta bluzniercza mowa miała zostać pokarana gwałtowną śmiercią a zwłoki jak relacjonuje misjonarz wystawiono na widok publiczny w kosciele z sierpem i zbożem w rękach  jako dowody rzeczowe.

Powróćmy jednak do głównego tematu czyli uprawy ziemi. Wymłócone cepami ziarno przechowywano w specjalnie ku temu przygotowanych jamach  wymoszczonych dla izolacji plecionką lub mieszczących ogromne gliniane naczynie albo drewnianą skrzynie. W Szczecinie odnaleziono taki schowek z XII w mieszczący 40kg ziarna.

Oprócz zbóż uprawiano oczywiście  też inne rośliny. Często sadzony był bób, groch rzadziej soczewica i wyka. Sporą częsć pól zajmował len ceniony za włókno i siemię  lniane, uprawiano też konopie ważne dla rybaków gdyż wykonywano z niego sieci, liny i ożaglowanie dla staków i łodzi. Badania archeologiczne poświadczają też uprawę maku, ogórków i marchwi z roślin okopowych uprawiano rzepę i buraki do pracy w ogrodzie używano rydli oraz motyk.

File 46669

http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/zycie-codzienne-slowian-cz4

http://tojuzbylo.pl/wiadomosc/zycie-codzienne-slowian-cz-3

Reklamy

1 komentarz do “Bogactwo to nie złoto a godne przyjęcie gościa czyli rzecz o posiłkach Słowian

  1. Artykuł pełen sprzeczności:
    „Jadano też drób domowy jak kury rzadziej kaczki i gęsi, które były pochodzenia dzikiego. Osobliwą notatkę pozostawił nam arabski podróżnik Ibrahim ibn Jakub, który stwierdził, iż unikają oni drobiu, bo mięso to wywołuje u nich czerwoną wysypkę, chętnie natomiast jedzą mięso gęsi i krowie „bo to im służy”.

    „Z tego powodu koń należał do inwentarza posiadanego przez najbogatszych członków społeczeństwa i raczej ciężko go było szukać w chłopskiej zagrodzie. ”

    aby dalej napisać coś takiego:

    „Kronikarze odwiedzający tereny obecnej Polski także zwrócili uwagę na dużą ilość dzikich koni żyjących w lasach zaliczając je do dóbr tego kraju.”

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s