Degeneracja Polaków – czy można wrócić do dawnych czasów?


Kochani Polacy! Proszę uprzejmie o przeczytanie poniższego dość długiego wywodu z tego powodu, że nie każdy zdaje sobie sprawę z tego, w jakim kierunku idzie ludzkość i co tak naprawdę niszczy nasze społeczeństwo zamieniając nas w bezduszną masę materialistycznych zombi. Jestem świadom tego, że miasto a wieś to dwa różne światy lecz pozwolę powspominać sobie stare, dobre czasy w małej, zabitej dechami wiosce na Lubelszczyźnie. Na jej przykładzie przeanalizujmy zmiany w społeczeństwie, które w ówczesnych czasach można było bez problemów nazywać „polskim”.

W miejscu naszego murowanego domu stała kiedyś drewniana chałupinka, moi rodzice i dziadkowie wiedli żywot skromny, można nawet powiedzieć że dość ubogi. Był początek lat siedemdziesiątych, elektryczność mieli nam założyć dopiero za 5 lat. Największą nowinką było żelazko, które matka rozgrzewała na węglach. Ubrania prało się na tarze, piekło się własny chleb w piecu, po zmroku oświetlało się pomieszczenia lampą naftową i świecami. Nie było udogodnień bo nie potrzebowaliśmy ich aby wieść spokojny żywot. Leczyliśmy się ziołami, mieliśmy nawet szeptuchę w sąsiedztwie. To, że niegdyś ludzie żyli której jest podłą fikcją, ponieważ większość z naszych tubylców umierała po dziewięćdziesiątce. Nie chorowaliśmy niemal nigdy, pomimo tego, że nie było obowiązkowych szczepień ani apteki w pobliżu.

Inni mieszkańcy wioski żyli podobnie. Przed domami podwórka tętniły życiem bo każdy był czymś zajęty, najwięcej hałasu robiły oczywiście dzieci wymyślające różnego typu zabawy, najczęściej w chowanego, w wojnę, w szpital, w zależności od tego, co kto wymyślił. Naszymi zabawkami były patyki i kamienie, to wystarczyło aby wybawić się z rówieśnikami przez cały dzień by potem spać jak niemowlak.

Pomimo tego, że wszystkie prace wykonywało się ręcznie, każdy miał na wszystko czas. Kiedy przyszła niedziela, droga do kościółka zapełniała się ludźmi idącymi w grupkach. Jak szli do świątyni gadali, jak wracali do domów również. Szło się wtedy w gości, lub przyjmowało się ich, częstowało się tym, co było w schowku, zazwyczaj kiełbasą z chlebem i wypiekami domowymi, zależnie od tego, co matka upiekła wcześniej. Po wizycie odprowadzało się gości do ich domów, za co tamci częstowali owocami, mlekiem, czy czymś tam innym.

W naszym domu w tamtych czasach nigdy nie było dobrobytu a jednak nasza chałupa nie stała nigdy pusta bo zawsze mieliśmy jakichś gości. Szczególnie wieczorami sąsiedzi zlatywali się do nas aby opowiadać sobie wzajemnie najstraszniejsze historie. To nie były zwykłe opowiadania, ponieważ każdy z nas głęboko wierzył w to, co opowiadano. Był to jeden z najistotniejszych elementów naszej rzeczywistości – zmitologizowanie i nadanie jej pierwiastka nadprzyrodzonego, czyli coś, co pozostało w nietkniętym stanie od czasów prasłowiańskich. Historie te niemal zawsze były o duchach, zjawach i innych straszydłach. Najwięcej zaś opowiadało się o rzeczach, które miały miejsce naprawdę – a to o tym, że kogoś zjawa pobiła do nieprzytomności, a to ktoś widział w lesie legion maszerujących duchów – żołnierzy, a to jakiś młodzieniec zakochał się w dziewczynie, która zdematerializowała się w jego objęciach… takich historii było w nieskończoność lecz generalnie najczęściej mówiło się o pobiciach w biały dzień przez jakieś tajemnicze siły, co zresztą przytrafiło się mojemu ojcu na oczach matki. Czy to była robota duchów, czy nie, faktem jest, że spotykało to zwykłych ludzi. Trudno to wytłumaczyć ale tak było.

To, co nadprzyrodzone nie było domeną wiejskich pijaczków bo ich umysł nie nadawał się do takich rzeczy (złego diabli nie biorą). Jeżeli wypiłeś butelkę wina lub bimbru raz na dwa tygodnie, byłeś wyzywany od opojów. Mieliśmy wtedy trzech starych konsumentów alkoholu, którzy nie byli traktowani na wsi na poważnie. Szczególną pogardą darzyli ich normalni mężczyźni. O spożyciu alkoholu przez młode kobiety oczywiście nie mogło być mowy, produkcją i konsumpcją nalewek zajmowały się sporadycznie stare babcie.

Wtedy chłop to był chłop! Szeroki w barach, brzuch płaski (niewyrzeźbiony), trzeźwy, zdrowy, silny i zdolny do roboty w polu cały dzień. Przy tym towarzyski, uśmiechnięty i dowcipny. Za każdym razem, jak się z kimś witał, zdejmował z głowy maciejówkę aby pokazać rozmówcy szacunek. Zawsze chętny do pomocy i pracowity, nieprzyzwyczajony do luksusów wiódł swój spokojny żywot i nic nie było mu potrzebne do szczęścia oprócz ładnej pogody i kobiety u boku.

No właśnie, kobiety. Wtedy pojęcie „kobieta” miało całkiem inne znaczenie niż teraz. Kiedyś płeć piękna doprawdy zasługiwała na to określenie. Doskonale pamiętam, że dziewczyny o swoją urodę dbały aż do starości, nie ścinały włosów a ich jedynymi ozdobami były korale na szyi i kwiaty wplecione we włosy. Na szczęście wtedy nie znano tatuaży, piercingu, nie walono na twarz kilogramów szpachli bo każda kobieta doceniała swoją naturalną urodę i była świadoma, że jakiekolwiek dodatki tylko oszpecą jej wizerunek. No i żaden szanujący siebie facet nie zechciałby być jej partnerem.

Nasze panie uczyły się tradycyjnego kobiecego rzemiosła – szycia, gotowania, wychowywania dzieci, prowadziły warzywniaki obok domów. Każda dziewczyna marzyła o własnym potomku a narodziny własnego dziecka były spełnieniem, radością i szczęściem dla obojga rodziców.

Wszystko było na swoim miejscu dopóki cały ten świat nie prysł jak bańka mydlana. Niemal natychmiast wszystko odwróciło się do góry nogami.

Kiedy założono w naszej wsi elektryczność, pojawiły się żarówki, pierwsze radioodbiorniki i czarno – biała telewizja. Na samym początku byliśmy zafascynowani nowym sprzętem, stał się dla nas symbolem nowoczesności. Minęło dwadzieścia lat, technologia szła do przodu, wioska nasza natomiast zmieniła się nie do poznania, szczególnie kiedy nastał XXI wiek. Będąc otumanieni radiem i telewizją nawet nie zauważyliśmy jak sprzed domów zaczęli znikać ludzie. Coraz mniej przechodniów na ulicach, coraz mniej dzieci bawiących się na dworze. Wszyscy zamknęli się w domach mając gdzieś to, co dzieje się na zewnątrz. Pomimo tego, że teraz wszędzie wożą się samochodami, wszelkie prace domowe są wykonywane przez automaty a prace polowe zostały zmechanizowane, nikt nie ma na nic czasu. Niemal nikt nie chodzi do nikogo w odwiedziny, życie towarzyskie zamarło.

Miejscem, gdzie towarzystwo zbiera się dość regularnie to wiejska melina pijacka. Jest kilku stałych bywalców, kilkunastu zaś chadza tam od czasu do czasu by nachlać się do nieprzytomności. Na wierzch wyłażą, lub raczej wypełzają gdy organizuje się jakiś festyn aby nażłopać się piwska. Najbardziej boli mnie, że mentorem ich grupy jest mój stary kumpel, niegdyś zadbany i kulturalny, teraz brudny i zapity menel. Niegdyś abstynent tak jak większość naszych mężczyzn na wsi, teraz jedyne co potrafi wybełkotać to „Staryyy, chodź na flaszkę bo to nasza narodowa tradycja”. No właśnie, od czasu kiedy młodzi chwycili za flaszki jakimś dziwnym trafem zaczęły rodzić się niepełnosprawne dzieci. Ten ma zespół Downa, ten ma paraliż nóg, jeszcze inny ma słabo rozwinięty mózg. I z każdym rokiem jest coraz gorzej – to nie jest młode pokolenie podobne Orlętom Lwowskim czy dziecięcym Powstańcom Warszawskim. To uszkodzone genetycznie dzieci, niemal niezdolne do obrony naszego kraju. To właśnie są Polacy przyszłości.

Nasz dom opustoszał, rodzice nie żyją a nikt z nowoczesnego pokolenia, z moich rówieśników nie ma zamiaru nawet wpaść w odwiedziny, chyba że coś ode mnie chcą pożyczyć. Mi samemu odechciało się odwiedzać ich, kiedy zobaczyłem, jak traktują swoich gości. Nawet nie chce mi się o tym pisać.

A co z mężczyznami? Czapki z głów młodzieży nie są zdejmowane, szacunek dla starszych rozpłynął się w powietrzu. Mięśnie ich zawsze muszą być wspomagane suplementami diety, bez nich ani rusz. Zdrowi faceci zniknęli niemal całkowicie, teraz spotkać u nas można co najwyżej zapitych chłystków w kapturach na głowie i z fajką w mordzie. Jest jeszcze inny wariant, mianowicie założyć rureczki na tyłeczek i paradować tak po wsi bo tylko tak można spodobać się kobiecie.

No właśnie, najgorszy los spotkał kobiety, dlatego radzę szerokim łukiem omijać mą miejscowość. To nie są już szanujące siebie niewiasty, lecz…hmmm…nie wiem, jak to określić. W każdym razie ich wygląd nie ma już wiele wspólnego z naturalnością. Od czasu kiedy panie wcisnęły się w spodnie zamieniły się w bandę facetek, pragnących niezależności. Prawie żadna nie ma ochoty na zostanie matką, liczą się dla nich głównie imprezy, zalanie mordy wódką i sex z chłopakiem, który na parkiecie okaże się najbardziej pociągający. Oczywiście większość takich przypadków kończy się małżeństwem. Wielka miłość przez dwa lata, potem rozwód. Zgaduję, że powód jest zawsze taki sam – małżonka już miesiąc po ślubie przestaje o siebie dbać, tyje dwukrotnie, maluje i ścina włosy, przekłuwa twarz i potem dziwi się dlaczego mąż już jej nie kocha. Nic dziwnego, że młodzi mężczyźni z moich stron wolą zostać starymi kawalerami lub wyjechać za granicę i tam się ożenić bo najzwyczajniej w świecie brzydzą się takimi kobietami.

Rzeczą jednak, która została zniszczona z największą brutalnością był niezwykły, nadprzyrodzony świat duchów. Nikt już nie wierzy w „zabobony”, nikt nie spotyka duchów ani niczego, co jest nadnaturalne. Żadnych tajemniczych istot, żadnych przesiąkniętych mitologią opowieści. To, czym zastępujemy dawny świat to książki, filmy i gry komputerowe o tematyce fantastycznej. Racjonalne pojmowanie świata starło z powierzchni ziemi słowiański światopogląd naszych ojców i dziadów. To, co nie udało się zrobić duchowieństwu przez 1000 lat, materializm, ateizm i racjonalizm dokonały w niecałe 20 lat.

Efekty tego widać gołym okiem. Zniknęła tożsamość narodowa i kulturowa, zniknęła przekazywana od wieków wiedza zielarska, kulinarna, materialna. Nie leczą nas szeptuchy tylko chemia z apteki, nie gotujemy zupy szczawiowej czy soczewicowej lecz raczymy się pizzą z colą, nasze kobiety już nie szyją niczego, ubrania zamiast tego kupujemy w sklepach. Większość made in China.

Zresztą co tu dużo gadać, zmiany widać wszędzie, nawet w nazewnictwie młodych ludzi. Kiedyś w naszej wsi ludzie nosili imiona typowo słowiańskie – Wiesław, Czesław, Bronisława, Leszek, Sławomir. Zdarzały się wyjątki, kiedy nadawano dzieciom imiona Mikołaj, Jan, Maciej. Teraz wygląda to inaczej, gdyż powyższe imiona uznane zostały za obciachowe i staroświeckie. Teraz panuje moda na imiona pochodzenia żydowskiego. Najpopularniejsze z nich to Mateusz, Tomasz, Ewa, Szymon, Michał, Łukasz, Magdalena, Daniel, Rafał, Anna, Jakub i tak dalej, i tak dalej. Nazywasz się po hebrajsku = jesteś nowoczesny, nazywasz się po słowiańsku = jesteś zacofany.

Utnę swój wywód w tym miejscu z tego powodu, że narzekać można w nieskończoność. Żyjemy w bardzo specyficznych, których symbolami są sztuczność, racjonalne pojmowanie rzeczywistości, wszechobecny materializm, konsumpcjonizm, amerykanizacja i parę innych fajnych rzeczy. Niniejsze przemówienie nie miało na celu urazić nikogo więc proszę nie doszukiwać się podtekstów.

To, co musimy zrobić to wychować następne pokolenie w trzeźwości, umiłowaniu do tradycji, w rodzimej wierze i w miarę możliwości uratować je od zgubnego wpływu dzisiejszego świata.

Tylko czy to będzie możliwe?

 

Artykuł napisany przez: SŁOWIAŃSKIE ODRODZENIA POLSKI
https://www.facebook.com/rzeczpospolita.slowianska?fref=nf

Skopiowany z Facebooka w celu propagowania prawdziwych mądrości w społeczeństwie.

Advertisements

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s